środa, 22 grudnia 2021

My kontra Oni

My kontra Oni


Us vs. Them
http://wariscrime.com/new/us-vs-them/
Autor: Eric Peters, 29 X 2012 r., przekład: Ussus
Źródło: ussus.wordpress.com/2012/11/24/my-kontra-oni/


Morfeusz: „Matrix to system. Ten system jest naszym wrogiem. Gdy jesteś w środku – rozglądasz się. Co widzisz? Biznesmenów, nauczycieli, prawników, stolarzy. To umysły ludzi, których próbujemy ratować. Ale zanim to zrobimy, są częścią systemu, zatem, naszymi wrogami. Musisz wiedzieć, że większość nie jest gotowa do odłączenia. Wielu jest tak mocno związanych z systemem, że walczą w jego obronie.”

Film „Matrix” wyjaśnia wielki układ.

Większość ludzi, już od chwili narodzin, jest częścią systemu – matrixa – psychologicznie, społecznie i kulturowo uwarunkowana do zaakceptowania go jako części ich świata. Co więcej – do świata, który wydaje się taki być. Co odróżnia ludzi takich jak oni od pozostałych? W jakiś sposób, z jakiegoś powodu my kwestionujemy. Widzimy skazy formy (zielony ekran z zerami i jedynkami, jeśli chcesz, tak jak w filmie). Coś brzęknęło – i my już wiemy. Kurtyna opadła. Zaczynamy zdawać sobie sprawę jak bezczelnie we wszystkim nas okłamywano. Dostrzegamy fundamentalistyczną przemoc systemu. Kłamstwo za fasadą „demokracji” oraz „umowy społecznej”. Gdy raz zobaczysz – nie zamkniesz już oczu. Wady stają się oczywiste, jasne. Nagle wszystko nabiera sensu. Po raz pierwszy wszystko rozumiesz.

Z drugiej strony – stajesz się teraz wyrzutkiem. Stajesz się mniej lub bardziej wyalienowany ze społeczeństwa w którym żyjesz. Inni ludzie są jak zombi – ponieważ żyją właśnie w taki sposób. Tak jak w filmie. Tak jak w prawdziwym życiu.

Zauważyłem dwie cechy odróżniające ludzi takich jak my od pozostałych – podłączonych do systemu. Po pierwsze – nawyk konceptualnego myślenia [w skrócie - myślenie oderwane od rzeczywistości – Ussus]. Rozumowanie oparte (i zaakceptowanie nieodzownych konsekwencji tego) na zasadach. Zatem rozumiemy dlaczego jest tak bardzo niebezpieczne przyzwalanie na takie rzeczy jak np. posterunki kontrolne w celu (rzekomego) zwiększenia „bezpieczeństwa” – by pozbyć się „niebezpiecznych pijanych” z dróg publicznych. Jeśli państwo rości sobie prawo do zatrzymywania (tak! do aresztowania) ludzi oraz przeszukiwania/przesłuchiwania ich (nieważne jak pobieżnie i szybko) bez żadnego specjalnego powodu, bez przyczyny, wtedy zasada zostaje zaakceptowana – i coraz więcej i coraz to gorsze nieuchronnie nastąpi. Podłączeni w ogóle tego nie łapią. Oni widzą tylko „bezpieczeństwo” – i „pozbycie się pijaków z dróg”. Takich przykładów można wyciągać mnóstwo; da się to zastosować niemal do wszystkiego. Np. „podatki”. Podłączony pokręci nosem na osobę, która wsunęła batonik do spodni i wyszła ze sklepu. Widzi złodzieja; i rzeczywiście jest to złodziej. Lecz nie zauważa, że złodziejstwem jest także, gdy on (i pozostali jak on) wrzucają głosy do urny wyborczej i głosują by wziąć więcej niż tylko batonika. Podłączony nie jest w stanie „łączyć kropek”. Złodziejstwo w jakiś sposób przeobraża się w nie-złodziejstwo, gdy tylko dzieje się pod auspicjami państwa.

Druga sprawa. Podłączeni mają niedorozwój (bądź uszkodzenia) empatii. Chociaż powierzchownie często pretendują do bycia troskliwymi dobroczyńcami wobec otoczenia, w rzeczywistości więcej mają wspólnego z socjopatami, którzy tak jak oni, postrzegają bliźnich jako materiał do manipulacji i kontroli. Dowód na taki ich sposób myślenia – otóż nie są w stanie, nie chcą przeciwstawić się przemocy, która ostatecznie często wypływa w skutek ich “dobroczynności”. Pistolet przystawiony do czyjejś głowy. Wilk w owczej skórze. Nawet najmniejszy błąd w Przykładaniu Się i Słuchaniu nieuchronnie będzie skutkował wybuchem przemocy – może nawet śmiertelnie niebezpiecznej. Cóż to za rodzaj ludzi? Człowiek, który zgubił – lub nigdy nie rozwinął w sobie – empatii. Prawdziwej empatii. Nie chodzi o fałszywą empatię „pomocy” przez kontrolę i zastraszanie. Człowiek z empatią, widząc bliźniego mającego problem, pomaga mu – a przez to pomaga także sobie. Podłączony przystawia pistolet do czyjejś głowy (lub ma od tego swojego cyngla) i „pomaga” jej w taki sposób – w mniemaniu Podłączonego – odpowiedni. Tak Podłączony zaspokaja swój popęd ku kontrolowaniu otoczenia i bezpośrednio – przez użycie siły – robi to pod płaszczykiem humanitaryzmu, nawet jeśli jego ofiary czują but na gardle, kajdanki na nadgarstkach.

Są pogrążeni we śnie lub są po prostu źli. Tertium non datur.

Ludzie wrażliwi czują się okropnie, gdy widzą cierpienie innych. Jednak jeszcze gorzej czują się gdy widzą oficjalną, państwową ideologię – skodyfikowaną, uprawomocnioną przemoc. Zupełnie spaczony pomysł „pomocy”, która wydostaje się z lufy pistoletu. Tym samym całkowicie wypaczony humanitaryzm. Naturalna dobra wola przeistoczona w coś paskudnego, w esencję zła. Bo cóż można powiedzieć o ludziach, którzy przeciwstawiają człowieka przeciwko człowiekowi, grupę przeciwko grupie?!

To jest albo – albo.

Albo przyjmiesz zasadę, że nie wolno używać przemocy przeciwko bliźniemu, z wyjątkiem działania w samoobronie oraz wszystko co wypływa ze stosowania tej zasady. Albo przyjmiesz zasadę, że wolno używać przemocy przeciwko bliźniemu w imię celów, które wydają ci się słuszne. Problem w tym, że Podłączony ma własne wyobrażenie o tym co jest „odpowiednie” do rządzenia i kontrolowania innych ludzi – włącznie z tobą – za pomocą przemocy i zastraszania. Rezultaty tego widzimy na własne oczy – piekło na ziemi, w którym pasożytnictwo jest esencją polityki. Nikt nie jest bezpieczny, ponieważ wszystko podlega „woli większości” – wyrażanej w wyborach w których uczestniczą Podłączeni, którą wyraża ich reprezentacja w Sejmie, Kongresie, Knesecie itd., a w życie wprowadza biurokracja Podłączonych.

To jest nasz matrix.

Nieliczni to widzą. Większość nie jest w stanie tego pojąć.

Jednak niektórzy mogą zostać przebudzeni. Na tym powinniśmy skoncentrować nasze wysiłki. Jeśli wystarczająco wielu uda się przebudzić – matrix straci swoją władzę. A wtedy straci kontrolę. I ten dzień, gdy w końcu nadejdzie, będzie dniem wyzwolenia ludzi z niewoli.

To jest cel który warto realizować – nawet jeśli nikt z nas nie dożyje tego dnia.

Sanitaryzm – współczesny totalitaryzm

 



Nasze demokratycznie wybrane władze podporządkowując się światowym trendom chcą dać pracodawcom prawo do sprawdzania czy pracownik jest zaszczepiony, co praktycznie oznacza przymus szczepień. To, że źle widziane jest nazywanie tego reżimu „sanitaryzmem” niewiele zmienia.

Stalinizm przez całe lata traktowany był przecież jako wyzwolenie ludzkości a Stalin jako ojciec narodów. Gdyby ktoś nazwał publicznie Stalina zbrodniarzem pożegnałby się zapewne z życiem. Jako dziecko byłam świadkiem panicznej ucieczki ludzi z tramwaju, w którym jakiś pijak głośno opowiedział antystalinowski dowcip. A jednak doczekaliśmy czasów gdy zbrodniarzem nazywają Stalina nawet jego byli akolici. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że rozkwitający sanitaryzm też zostanie nazwany totalitaryzmem.

Wysłuchałam dzisiaj komentarza rzecznika rządu, który powiedział, że wobec trwającej pandemii trzeba podjąć zdecydowany krok do przodu. Przypomniałam sobie natychmiast słynne sformułowanie Gomułki funkcjonujące potem przez całe lata w charakterze dowcipu: „Przed wojną nasz kraj stal na krawędzi przepaści…(…)..po wojnie, dzięki socjalizmowi zrobiliśmy wielki krok do przodu ” .

Rzecznik rządu to człowiek bardzo młody. W tym przewaga nad nim takich jak ja starców, że zbyt dużo widzieli aby dać się nabierać różnym ideologiom. Bo wszelkie ideologie, które obiecują powszechną sprawiedliwość, powszechny dobrobyt, powszechne zdrowie czy ochronę społeczeństwa przed niejasnymi zagrożeniami są ze swej natury fałszywe, są tylko sposobem zarządzania tym społeczeństwem.

Zdumiewa mnie przede wszystkim, że ludzie uczestniczący w propagandzie sanitaryzmu są tak kiepsko wykształceni. Przecież to wszystko co się obecnie dzieje opisał bardzo wnikliwie Paul Michel Foucault, który w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia stał się niezwykle popularny w polskich snobistycznych kołach akademickich.

W 1977 roku wydano w Polsce „ Archeologię wiedzy”( PIW) oraz w 1993 „Nadzorować i karać” ( Aletheia) . Foucault swoje zainteresowania badawcze skierował w stronę krytycznej analizy wszelkich instytucji społecznych, takich jak szkolnictwo, system penitencjarny, ochrona zdrowia, a w szczególności psychiatria. Analizował warunki historyczne, w jakich rozwija się wiedza oraz sposoby sprawowania władzy i egzekwowania przymusu. Uważał, że jedną z najważniejszych metod zarządzania społeczeństwem jest wykluczanie i represjonowanie pewnych grup, takich jak przestępcy, chorzy umysłowo, trędowaci czy zadżumieni, czyli jest wskazywanie społeczeństwu tych, którzy są dla niego zagrożeniem i przez uzyskanie społecznej zgody na ich represjonowanie uzyskiwanie zgody na totalną kontrolę.

To Foucault jest autorem neologizmu biopoliyka oznaczającego sposób sprawowania władzy nad grupami społecznymi i jednostkami za pomocą biowładzy, a biowładza sprawowana jest właśnie przez wykluczanie. Modelowymi wykluczonymi byli w średniowieczu trędowaci. Wraz ze stopniowym zanikiem trądu, jego miejsce zajęli szaleńcy. Zarówno poemat satyryczny Sebastiana Branta „Statek szaleńców” jak i obraz Hieronima Boscha pod tym samym tytułem ilustrują jedną z praktyk wykluczania jaką było wysyłanie szaleńców w morze.

W siedemnastowiecznej Europie, „pozbawieni rozumu” byli przymusowo separowani i dręczeni. W XVIII stuleciu zaczęto traktować szaleństwo jako przeciwieństwo rozsądku aby ostatecznie, w XIX wieku, zdefiniować je jako chorobę psychiczną. Foucault dowodzi, że dziewiętnastowieczne metody leczenia były w istocie w równej mierze związane z kontrolą, wykluczeniem i prześladowaniem jak i poprzednie. Leczenie sprowadzało się do takich zabiegów jak zimne prysznice czy użycie kaftanów bezpieczeństwa, a chorzy byli przymusowo izolowani.

Główną tezą Foucault jest związek wiedzy z władzą. Wszystkie okresy w historii posiadały w swej głębi specyficzne uwarunkowania tego co było akceptowalne jako wiedza, jako dyskurs naukowy. Foucault porównuje współczesne społeczeństwo do nigdy nie zrealizowanego projektu więzienia w układzie Panoptikonu autorstwa Jeremiego Benthama. W Panoptikonie, pojedynczy dozorca może pilnować wielu więźniów, natomiast sam pozostaje niewidoczny. Oprócz tego więźniowie kontrolują się nawzajem.

Foucault uważał że władza i wiedza są tak ze sobą powiązane, że utworzył jeden termin „władza-wiedza”. Współczesna władza ma możliwość śledzenia jednostki we wszystkich aspektach jej życia przez różne instytucje. „Więzienne kontinuum”, jak to nazwał Foucault, przeszywa współczesne społeczeństwo, począwszy od więzień o ostrym reżimie zabezpieczeń, poprzez izolowane miejsca pobytu takie jak domy opieki czy domy starców, do kontrolowania przez pracowników społecznych, policję, czy nauczycieli codziennego życia obywatela w pracy, w domu, w szkole.

Wszystkich członków społeczności wiąże ze sobą nadzór, jedni ludzie nadzorują drugich. Faktycznie głupia baba z opieki społecznej może spowodować odebranie ci dziecka, albo umieszczenie cię w domu opieki, a zawistny kolega z izby lekarskiej odebranie ci prawa wykonywania zawodu.

Foucault roztacza ponurą wizję współczesnego państwa przenikniętego siecią stosunków władzy.

Sama władza według Foucault jest ze swej natury polimorficzna. Nie przyjmuje ona nigdy jednego oblicza, jednego zakresu jawności. Wiedza zaś oznacza wszystko, co jest za wiedzę społecznie uznane, nie musi natomiast, choć się mieni prawdą, oznaczać prawdy.

Foucault wiązany jest często ze strukturalizmem i postmodernizmem choć sam się od tych afiliacji odżegnywał. Brak jego popularności w środowiskach konserwatywnych jest zapewne związany z jego orientacją seksualną , krótką przynależnością do partii komunistycznej, eksperymentowaniem z LSD i śmiercią w paryskim szpitalu Salpêtrière (opisywanym w „Historii Szaleństwa”) w wyniku komplikacji związanych z AIDS.

Nie da się jednak ukryć, że jego pesymistyczna wizja metod zarządzania społeczeństwem sprowadzających się do: „ nadzorować, wykluczać, karać” jest obecnie realizowana.

Izabela Brodacka Falzmann
https://naszeblogi.pl/

Komuna idzie na skróty

 


W pierwszych latach istnienia żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją pana red. Adama Michnika, była tam rubryka pod nazwą „Telefoniczna opinia publiczna”, Zamieszczane tam były opinie formułowane przez czytelników – chociaż z czasem zaczęły zagęszczać się podejrzenia, że te opinie formułowali nie żadni „czytelnicy”, tylko specjalny zespół redakcyjny.

Chodziło o rodzaj asekuracji, że te „kontrowersyjne” opinie nie wyrażają stanowiska redakcji, tylko czytelników, których Judenrat nie chce pod żadnym pretekstem cenzurować. Tymczasem wewnętrzna cenzura jest nieunikniona, bo redakcja sama decyduje, jakie publikacje się ukażą, a jakie nie – bo na tym przecież polega redagowanie gazety.

W tej sytuacji podejrzenia, iż w „Telefonicznej opinii publicznej” przekazywane są opinie preparowane przez redakcję nie były aż tak bardzo pozbawione podstaw.

Podobnie postępowała partia za pierwszej komuny. Kiedy zależało jej na stworzeniu pretekstu do zaatakowania jakichś środowisk społecznych, z reguły nie robiła tego wprost. Najpierw bowiem inspirowała do sformułowania pożądanej opinii, niekoniecznie nawet w postaci nawoływania do rozprawy, tylko raczej zdziwienia, że władza to toleruje, jakiegoś zagranicznego kolaboranta, uplasowanego albo w gazecie wydawanej przez którąś z zachodnich partii komunistycznych, albo nawet – co było lepsze – w piśmie z komunistami nie kojarzonym. Potem „Trybuna Ludu”, czy „Żołnierz Wolności” przedrukowywał tę zagraniczną publikację – że to przecież nawet nie my tak uważamy, tylko zagranica i to w dodatku – zachodnia – no a później już bezpieka robiła swoje.

Po kilku latach „Telefoniczna opinia publiczna” została zlikwidowana, ale Judenrat nie zrezygnował z takich asekuracyjnych publikacji pilotażowych – tylko przybrały one postać listów do redakcji. Czy są one autentyczne, czy też preparowane przez jakiegoś następcę Lesława Maleszki – tego oczywiście nie wiem, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak właśnie było. Zresztą nie o to chodzi, bo jeśli ktoś chce wierzyć w autentyczność tych listów, to oczywiście nie można mu tego zabronić – ale znacznie ciekawsze jest to, co ci czytelnicy do redakcji piszą.

Oto w numerze z 10 grudnia, a więc w dzień po pokazaniu przez rządową telewizję karesów pana red. Michnika z generałem Jaruzelskim, czytelnik nazwiskiem „Przemysław Wiszniewski” napisał list, w którym oskarża rząd „dobrej zmiany” o to, że przyzwyczaja ludzi do łamania coraz to nowych praw człowieka.

Brzmi to trochę groteskowo, nawet nie z tego powodu, że tak właśnie jest, tylko przede wszystkim dlatego, że „Gazeta Wyborcza” łamanie praw człowieka nie tylko popierała i popiera, ale nawet gorąco do tego zachęca. Na przykład – że przechodząc do porządku nad konstytucyjnymi gwarancjami dla różnych swobód obywatelskich – rząd z dnia na dzień przejął władzę dyktatorską, zamykając obywateli w aresztach domowych. Że przechodząc do porządku dziennego nad konstytucyjnymi gwarancjami swobody działalności gospodarczej i własności, każe właścicielom zamykać ich przedsiębiorstwa i to w dodatku – bezterminowo, a „Gazeta Wyborcza”, która na innym etapie, to znaczy – na etapie walki o praworządność – nieubłaganym palcem wytykała rządowi prawdziwe, czy też urojone występki przeciwko konstytucji i nawet urządzała seanse kicania w jej obronie, teraz jakby w ogóle o konstytucji zapomniała.

Nie mogę powstrzymać się od uwagi, że Judenrat „Gazety Wyborczej”, zdominowany przez przedstawicieli „lewicy laickiej” w pierwszym, albo w drugim pokoleniu, nie chce wierzgać przeciwko zaostrzającej się właśnie walce klasowej, która tylko w tym się zmieniła, że z terenu ekonomicznego, gdzie brało się pod obcasy, albo i do dołów z wapnem, „reakcję”, „drobnomieszczan” i „kułaków”, została przeniesiona na teren medyczny, gdzie nie tylko rząd, ale i rozmaici „aktywiści” obmyślają coraz bardziej wyrafinowane sposoby prześladowania obywateli uchylających się przed szprycowaniem.

Judenrat z widoczną przyjemnością piętnuje „szurów”, „foliarzy” i „płaskoziemców” , tak samo, jak kiedyś ich przodkowie – zadowoleni ze swego rozumu semiccy sowieccy kolaboranci – piętnowali „ciemnogród” i inne myślozbrodnie przeciwko ukochanemu socjalizmowi.

Ale nie to jest najważniejsze, tylko konkluzje, do jakich dochodzi „Przemysław Wiszniewski”. Wspominając swojego „mentora” z futrowanej pieniędzmi starego żydowskiego finansowego grandziarza Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, czyli nieżyjącego już pana Marka Nowickiego, dochodzi do wniosku, że wśród mnóstwa praw, jakie są zapisane w konstytucji, obywatele mają także cztery obowiązki. Trzy są też w konstytucji zapisane, to znaczy – obowiązek płacenia podatków, respektowania wyroków sądowych i obrony państwa przed zewnętrznym wrogiem, ale jeden w konstytucji zapisany nie jest. Chodzi o obowiązek obalenia „niesprawiedliwej, autorytarnej władzy”. O ile to możliwe – w wyborach – pisze pan Wiszniewski. I kończy: o ile to możliwe…”.

Wygląda na to, że Judenrat próbuje w ten sposób wysondować reakcję opinii publicznej na wezwanie do pójścia na skróty w celu dokończenia rewolucji komunistycznej siłą. Najwyraźniej sukcesy osiągnięte dzięki proklamowanemu w 1968 roku „długiego marszu przez instytucje”, które pożądane z punktu widzenia potrzeb komunistycznej rewolucji zachowania w coraz większym zakresie wymuszają, już nie przynoszą komunistycznym aktywistom takiej satysfakcji. Najwyraźniej, po 40 latach od stanu wojennego, oni też zatęsknili do zbrojnej przygody, żeby głos zabrał „towarzysz Mauzer”, a przedstawiciele mniej wartościowego narodu tubylczego mogli już tylko prowadzić „nocne rodaków rozmowy”, nasłuchując szmerów za oknem albo kroków na schodach.

Tę tęsknotę można odczytać choćby z niedawnej inicjatywy ustawodawczej klubu parlamentarnego Lewicy, żeby w miejsce rządowego „obowiązku”, wprowadzić „przymus” szczepień, a przy okazji trochę się poznęcać nad heretykami. Perspektywa pójścia na skróty w wykonaniu komunistów wydaje się całkiem prawdopodobna. Inicjatywa od zakończenia II wojny światowej jest po ich stronie. To oni przygotowali przemyślaną strategię, to oni mają plan, który – dzięki opanowaniu, albo przynajmniej narzuceniu instytucjom państwowym i międzynarodowym swojego punktu widzenia, konsekwentnie, cierpliwie i metodycznie realizują, spychając przeciwników, którzy mogą tylko reagować – o ile w ogóle mogą – na ich posunięcia, do coraz głębszej defensywy. Co tu ukrywać; czas nie pracuje dla przeciwników komunizmu – tym bardziej, że oni, po sławnej transformacji ustrojowej, osiedli na laurach i nawet nie rozważają pójścia na skróty – jak to w Hiszpanii zrobił generał Franco, a w Chile – generał Pinochet.

W tej sytuacji nie wiemy tylko jednego, chociaż to i owo możemy już teraz wydedukować – jakich Umiłowanych Przywódców organizatorzy komunistycznej rewolucji nam narzucą. Myślę, że na pierwszym etapie posłużą się folksdojczami i karierowiczami w rodzaju Księcia-Małżonka, którym będzie towarzyszyło „stado dzikich bab” i zboczeńców, już nie maszerujących, ale wprost kopulujących na wszystkich trawnikach.

A na etapie następnym, kiedy wszyscy już z „nowym” się oswoją, zajmie się nami i zrobi porządek towarzysz Adrian Zandberg i towarzyszka Anna Maria Żukowska – bo któż inny lepiej się do tego nada?

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komisja Europejska wszczyna procedurę wobec Polski. Twierdzi, że TK „nie spełnia wymogów niezależnego sądu”.

 



Komisja Europejska poinformowała o uruchomieniu przeciwko Polsce procedury w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego w związku z orzecznictwem polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

„Zdaniem Komisji polski Trybunał Konstytucyjny naruszył art. 19 pkt 1 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE) poprzez swoje dwa ostatnie orzeczenia. W konsekwencji tych orzeczeń osoby stające przed polskim sądem nie mają pełnych gwarancji opisanych w tym artykule. Uważamy, że to orzecznictwo narusza ogólne zasady niezawisłości, nadrzędności, skuteczności i jednolitości stosowania prawa unijnego oraz wiążących skutków orzeczeń TSUE” – uzasadnił decyzję o wszczęciu procedury komisarz UE ds. gospodarki Paolo Gentiloni, który na konferencji prasowej w Brukseli informował o przebiegu cotygodniowego posiedzenia komisarzy unijnych.

Wspomniany przez przedstawiciela KE fragment TUE brzmi: „Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej obejmuje Trybunał Sprawiedliwości, Sąd i sądy wyspecjalizowane. Zapewnia on poszanowanie prawa w wykładni i stosowaniu Traktatów. Państwa Członkowskie ustanawiają środki zaskarżenia niezbędne do zapewnienia skutecznej ochrony sądowej w dziedzinach objętych prawem Unii”.

„Uważamy również, że (polski) TK nie spełnia już wymogu niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego na mocy prawa, czego wymaga traktat. Unia Europejska jest wspólnotą wartości i prawa. Prawa Europejczyków na mocy traktatów muszą być chronione bez względu na to, gdzie żyją w Unii Europejskiej” – dodał.

Polska ma dwa miesiące, by odnieść się do treści pisma informującego o wszczęciu procedury.

Komisja postanowiła uruchomić procedurę w związku z dwoma wyrokami TK. 14 lipca br. Trybunał orzekł, że przepis traktatu unijnego, na podstawie którego Trybunał Sprawiedliwości UE zobowiązuje państwa członkowskie do stosowania środków tymczasowych w sprawie sądownictwa, jest niezgodny z Konstytucją RP. W uzasadnieniu wyroku TK wskazano, że Unia Europejska nie może zastępować państw członkowskich w tworzeniu regulacji dotyczących ustroju sądów i gwarancji niezawisłości sędziów.

Z kolei 7 października br. polski TK uznał po rozpoznaniu wniosku prezesa Rady Ministrów, że przepisy europejskie w zakresie, w jakim organy Unii Europejskiej działają poza granicami kompetencji przekazanych przez Polskę, są niezgodne z polską konstytucją. Za niezgodny z konstytucją TK uznał także przepis europejski uprawniający sądy krajowe do pomijania przepisów konstytucji lub orzekania na podstawie uchylonych norm, a także przepisy Traktatu o UE uprawniające sądy krajowe do kontroli legalności powołania sędziego przez prezydenta oraz uchwał Krajowej Rady Sądownictwa w sprawie powołania sędziów.

[A poza tym Polska to wolne, niezależne, suwerenne państwo… – admin]

https://nczas.com

Francja: Większość sprawców przestępstw w transporcie publicznym to cudzoziemcy, większość ofiar – obywatele Francji

 

Po co ich na wpuszczali tyle, a teraz pretensje niech mają sami do siebie żabojady! - admin bloga


W 2020 roku policja i żandarmeria odnotowały 116.430 kradzieży i aktów przemocy w transporcie publicznym. Île-de-France, ze szczególnie rozwiniętą siecią transportu publicznego, to dwie trzecie zarejestrowanych incydentów. Co trzecia kradzież bez przemocy jest popełniana w transporcie publicznym.

Kradzieże zdarzają się tam najczęściej w sieci metropolitalnej, podczas gdy w pozostałej części Francji ataki zdarzają się częściej w sieci naziemnej (autobusy i tramwaje).

W 2020 r. w transporcie publicznym w regionie Ile-de-France dokonano 63.128 kradzieży bez przemocy, 8.574 napadów rabunkowych i 676 napaści na tle seksualnym. To średnio o 30% mniej niż w 2019 roku, kiedy było 89.905 kradzieży bez przemocy, 8.888 napadów rabunkowych i 997 napaści na tle seksualnym.

Osoby w wieku 18-29 lat stanowią jedną trzecią ofiar przestępstw odnotowanych w transporcie publicznym, podczas gdy stanowią one tylko 14% populacji. Ofiarami częściej są też kobiety (56%) i są głównie narodowości francuskiej (78%). Kobiety są najczęstszymi ofiarami przemocy seksualnej (94%), a ponad jedna trzecia to osoby nieletnie.

Zdecydowana większość oskarżonych zamieszanych w kradzieże lub przemoc w transporcie publicznym to mężczyźni (88%). Ponadto blisko 40% to osoby niepełnoletnie, a ponad połowa to cudzoziemcy (58%). Nadreprezentacja małoletnich i cudzoziemców wśród oskarżonych jest szczególnie widoczna wśród oskarżonych o kradzieże bez przemocy, jest to związane z działalnością siatek przestępczości zorganizowanej wykorzystujących w szczególności małoletnich bez opieki.

https://www.magnapolonia.org

Żądamy przywrócenia Polakom dostępu do leczenia! Już nie prosimy. Żądamy. W imię lekarskiej etyki!!

 

Żądamy przywrócenia Polakom dostępu do leczenia! Już nie prosimy. Żądamy. W imię lekarskiej etyki!!


[Lepiej byłoby żądać w imieniu Michaiła Kałasznikowa – admin]

Poniżej apel polskich naukowców i lekarzy do „ministra” zdrowia. Człowiek ten swoim zakazem sprzedaży amantadyny dla osób chorych na grypę (zwaną kowidem), wydał wyrok śmierci dla tysięcy chorych ludzi.

Apelowanie do tej zbrodniczej kanalii o zmianę polityki jest rzucaniem grochem o ścianę. To jest działający z premedytacją zbrodniarz. Jego przyszłość opisał pan Braun: będzie wisiał, tylko nie wiadomo kiedy i kto go powiesi!

APEL LEKARZY I NAUKOWCÓW

Żądamy przywrócenia Polakom dostępu do leczenia!

Już nie prosimy. Żądamy. W imię lekarskiej etyki, w imię odpowiedzialności za naszych pacjentów.

„W odpowiedzi na Pana haniebną decyzję z 10.12.2021r., ograniczającą stosowanie amantadyny do dwóch ściśle określonych wskazań medycznych (choroby Parkinsona i dyskinezy późnej u osób dorosłych) żądamy jej natychmiastowego odwołania. Żądamy przywrócenia Polakom dostępu do tego sprawdzonego, bezpiecznego i taniego leku ratującego zdrowie i życie ludzi na wczesnym etapie zakażenia wirusem Sars-cov-2.(…)

Ministrze Niedzielski wzywamy Pana do natychmiastowej zmiany swojej polityki w walce z epidemią Covid-19.

19 grudnia 2021r.
Do Ministra Zdrowia
Pana Adama Niedzielskiego
ul. Miodowa 15
00-952 Warszawa
kancelaria@mz.gov.pl

W odpowiedzi na Pana haniebną decyzję z 10.12.2021r., ograniczającą stosowanie amantadyny do dwóch ściśle określonych wskazań medycznych (choroby Parkinsona i dyskinezy późnej u osób dorosłych) żądamy jej natychmiastowego odwołania.

Żądamy przywrócenia Polakom dostępu do tego sprawdzonego, bezpiecznego i taniego leku ratującego zdrowie i życie ludzi na wczesnym etapie zakażenia wirusem Sars-cov-2.

Jako Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców żądamy, aby umożliwił Pan każdemu choremu Polakowi leczenie wg jego własnego wyboru, co w praktyce oznacza szybki i bezproblemowy dostęp do takich leków jak amantadyna i iwermektyna. Są to tanie, znane od lat, bezpieczne leki o potwierdzonej w świecie, a także w Polsce, skuteczności w leczeniu zakażenia Covid-19.

>https://psnlin.pl/artykuly,naukowcy-potwierdzaja-amantadyna-jako-nowy-tani-latwo-dostepny-i-skuteczny-sposob-leczenia-covid-19,21,147.html
>https://psnlin.pl/artykuly,protokol-profilaktyki-i-leczenia-covid-19-flccc-alliance-aktualizacja-pazdziernik-2021,21,137.html

Od początku ogłoszenia pandemii Sars-cov-2 stosowało je i nadal stosuje tysiące Polaków, którzy musieli i nadal muszą ratować się na własną rękę, mając do wyboru jedynie teleporadę, a potem – na etapie już zaawansowanej i nieleczonej skutecznie choroby – hospitalizację.
Obecna Pana decyzja zamknęła im możliwość skutecznego ratowania zdrowia i życia swojego i swoich bliskich, otworzyła natomiast czarny rynek dla tych leków.

Niezależni lekarze już latem tego roku alarmowali o potrzebie zabezpieczenia przez rząd odpowiednich zapasów amantadyny, które będą potrzebne w okresie jesienno-zimowym podczas spodziewanego zwiększenia liczby zachorowań na Covid-19.

Obecnie, braki magazynowe tego leku stanowią podstawę Pana decyzji o ograniczeniu dostępu do amantadyny jedynie dla osób ze wskazaniami neurologicznymi, które stanowią nikły procent w stosunku do osób zakażonych Covid-19, a potrzebujących tego leku w trybie pilnym, w pierwszych dniach wystąpienia objawów zakażenia. Jak widać Ministerstwo Zdrowia nic w tym kierunku nie zrobiło i zupełnie zignorowało głosy niezależnych lekarzy.

Podobnie w przypadku iwermektyny – w lipcu tego roku złożyliśmy wniosek o jej sprowadzenie do Polski – otrzymaliśmy od Pana odpowiedź negatywną.

Bardzo znamiennym jest fakt, że odciął Pan możliwość stosowania sprawdzonego sposobu leczenia Covid-19 we wczesnym jego stadium – w samym szczycie zapowiadanej przez Pana 4 fali zakażeń. Jako lekarze i naukowcy wyraźnie widzimy, że ta decyzja ma swoje drugie dno: chce Pan w ten sposób zmusić Polaków do przyjęcia preparatów inżynierii genetycznej nazywanych szczepionkami – sugerując, że są one jedynym dla nich ratunkiem.

Podejmując taką decyzję ślepo podąża Pan drogą krajów, które narzuciły swoim obywatelom reżim sanitarny, zmuszając ich do masowych szczepień. W krajach tych pomimo wysokiego odsetka osób w pełni zaszczepionych, lawinowo rośnie liczba zakażeń i zgonów z powodu Covid-19.

Pomimo widocznego – jak na dłoni – braku skuteczności „akcji szczepień” rządy tych krajów zmuszają obywateli do przyjmowania kolejnych dawek przypominających.

>https://dailyexpose.uk/2021/12/01/new-lancet-study-it-is-grossly-negligent-to-ignore-the-vaccinated-population-as-a-source-of-transmission/

Widzimy, że swoje kontrowersyjne decyzje wydaje Pan w oparciu o podszepty członków rady medycznej przy Premierze Rzeczpospolitej Polskiej – ludzi, których interesy są powiązane z interesami firm farmaceutycznych produkujących preparaty zwane szczepionkami, a którzy do tej pory nie złożyli oświadczeń o braku konfliktu interesów, w związku z czym w ostatnich dniach został złożony wniosek do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego o zbadanie tych powiązań.

Ostentacyjnie konsultuje się też Pan w sprawach zdrowia Polaków z dr Faucim, jednocześnie ignorując poglądy na obecną sytuację epidemiologiczną światowych autorytetów w tej dziedzinie.

Jest Pan ministrem w polskim rządzie. Słowo „minister” pochodzi z łaciny i oznacza „sługę, pomocnika”. Komu wobec tego Pan służy, Panie Ministrze? Czy wszystkim Polkom i Polakom, czy też jedynie członkom rady medycznej i właścicielom koncernów farmaceutycznych?

Ignoruje Pan płynące – tak z Polski jak i z zagranicy – doniesienia o istnieniu skutecznych terapii zakażenia Sars-cov-2. Pomija też Pan płynące ze świata coraz szerszym strumieniem alarmujące wołania od znanych i szanowanych postaci ze środowiska medycyny i nauki.

Stawiając na szali swoje kariery, narażając swoje życie – nawołują oni do zaprzestania masowych szczepień ludzi na Covid-19 preparatami inżynierii genetycznej i wskazują na ich szkodliwość zarówno w krótkiej jak i wieloletniej perspektywie.

Już dziś liczba niepożądanych odczynów poszczepiennych jest liczona w milionach przypadków w skali świata. Pana obowiązkiem względem Polaków jest opierać się na rzetelnych dowodach ze świata nauki niezależnej od finansowania przez firmy farmaceutyczne, bo jest Pan odpowiedzialny za zdrowie wszystkich obywateli RP.

Jako minister Zdrowia nie propaguje Pan wśród Polaków żadnych zasad zdrowego stylu życia w celu wzmocnienia ich naturalnej odporności, choć wie Pan doskonale, że najciężej na Covid-19 chorują osoby obciążone powszechnymi chorobami cywilizacyjnymi.

Nasz apel o podjęcie natychmiastowych kroków w celu wdrożenia działań profilaktycznych na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej pozostał bez odzewu.

>https://psnlin.pl/nasze-dzialania,apel-o-podjecie-natychmiastowych-krokow-w-celu-wprowadzenia-dzialan-profilaktycznych-i-leczniczych-o,27,129.html

Społeczne programy profilaktyczne finansowane przez Ministerstwo Zdrowia byłyby znacznie więcej warte dla polskich obywateli niż propagowane na siłę programy szczepień produktami zakupionymi za miliardy złotych.

Swoimi decyzjami zmusza Pan Polaków do oddychania w maskach, zamyka ich Pan w domach na kwarantannie, dzieci naraża na skutki wielogodzinnej nauki zdalnej oraz pozbawia kontaktu z rówieśnikami.

Informacje płynące z Ministerstwa Zdrowia w mediach głównego nurtu napędzają tylko atmosferę strachu i niepewności, co z medycznego punktu widzenia zasadniczo obniża poziom odporności.

Jako kolejne rozwiązania wskazuje Pan objęcie „akcją szczepień” coraz młodszych grup wiekowych, obecnie dzieci od 5 roku życia. Powinien Pan wiedzieć, że 99,998% populacji dziecięcej choruje na Covid-19 w sposób łagodny, wymagający jedynie postępowania objawowego.
Pozostałe 0,002% stanowią cięższe przypadki zakażeń wśród dzieci.

Liczby te absolutnie nie uzasadniają wprowadzenia powszechnych szczepień wśród dzieci, tym bardziej, że w ten sposób narażane są one na wiele realnie i potencjalnie niebezpiecznych skutków działania tych preparatów.

>https://psnlin.pl/artykuly,ja-nie-chce-byc-krolikiem-piosenka-dzieci-dzieciom,34,145.html
>https://psnlin.pl/artykuly,szczepienie-dzieci-przeciw-covid-19-niewielkie-korzysci-istotne-ryzyko,18,26.html
>https://psnlin.pl/artykuly,kolejne-badanie-wskazuje-na-podwyzszone-ryzyko-zapalenia-miesnia-sercowego-u-nastolatkow,18,153.html

Argument, że poprzez zaszczepienie dzieci będą chronieni dorośli, uważamy za zupełnie chybiony i nieetyczny, ponieważ nie wolno chronić jednej grupy społecznej kosztem innej, w tym wypadku kosztem bezbronnych i nieświadomych zagrożeń dzieci.

Zbieżność daty wprowadzenia „akcji szczepień” u młodszych dzieci i rocznicy wprowadzenia stanu wojennego jest bardzo wymowna i zapewne nie przypadkowa. Od tej chwili oba te wydarzenia będą wiązały się w pamięci Polaków z ograniczeniem praw i wolności obywateli.

Niedopuszczalne jest także planowane przez Pana od 1 marca 2022 nałożenie obowiązku szczepień na określone grupy zawodowe: służby mundurowe, nauczycieli i medyków. Nakładanie obowiązku szczepień i związanych z jego niedopełnieniem miażdżących sankcji finansowych (do 50 tys. złotych od osoby niezaszczepionej) łamie podstawowe wolności człowieka, które zagwarantowane są w polskiej Konstytucji.

Argumentuje Pan, że działania te mają na celu ochronę tych grup zawodowych przed zachorowaniem i że są planowane dla ich dobra. Jednak wolność wyboru w kwestii przyjęcia tych preparatów jest w tym wypadku dobrem wyższym i nic nie powinno go przesłaniać.

Jako niezależni lekarze od początku ogłoszenia pandemii nie ograniczaliśmy dostępu do naszych gabinetów swoim pacjentom, nie zamykaliśmy się przed nimi pomimo ryzyka zakażenia i głosów „rozsądku” płynących z ministerstwa i naszej korporacji.

Opłakane skutki tych głosów widzimy dziś w postaci tzw. nadmiarowych zgonów, których nie można uzasadnić niczym, jak tylko ograniczeniem dostępu do usług medycznych.

Przez prawie rok, od ogłoszenia pandemii do rozpoczęcia akcji szczepień, nasze gabinety były otwarte, pomimo ograniczeń wprowadzonych w publicznej służbie zdrowia. Podobnie po rozpoczęciu akcji szczepień nie ograniczaliśmy pomocy zarówno dla zaszczepionych jak i niezaszczepionych chorych.

Dlatego wprowadzanie zasad sanitaryzmu i dzielenie ludzi w zależności od przyjęcia bądź nie tych preparatów – uważamy za nieetyczne, wysoce szkodliwe społecznie i bezprawne.

Panie Ministrze, owoce Pana polityki zdrowotnej będą bardzo cierpkie. Polskie społeczeństwo będzie je spożywać przez wiele lat i nigdy Panu tego nie zapomni.

W związku z powyższymi faktami i argumentami – my, lekarze i naukowcy zrzeszeni w Polskim Stowarzyszeniu Niezależnych Lekarzy i Naukowców wzywamy Pana do natychmiastowej zmiany swojej polityki w walce z epidemią Covid-19.

>https://psnlin.pl/nasze-dzialania,zadamy-przywrocenia-polakom-dostepu-do-leczenia,27,157.html

http://www.pospoliteruszenie.org

„Nietolerancyjny” obywatel pod lupą Unii Europejskiej. Nowe prawo w PE

„Nietolerancyjny” obywatel pod lupą Unii Europejskiej.Nowe prawo w PE


Aleksander Kwaśniewski i Moshe Kantor w akcji

Podwójne standardy dotyczące tolerancji promowanych w Parlamencie Europejskim wedle Aleksandra Kwaśniewskiego (Stoltzmana) i Moshe Kantor, prezydenta Europejskiego Kongresu Żydów. UE będzie miala prawo zakazać jakiejkolwiek krytyki politycznej (takze satyrycznej jak niegdyś kabaret TEY) instytucji europejskich i ich liderów.

Podczas gdy europejscy liderzy są zajęci wyrażaniem publicznego oburzenia z powodu amerykańskich operacji szpiegowskich realizowanych w krajach Unii Europejskiej, Parlament Europejski właśnie debatuje nad propozycją wytycznych, które przewidują objęcie specjalnym nadzorem każdego obywatela UE podejrzanego o „nietolerancję”.

Projekt pod nazwą Europejskie Ramy Wspierania Tolerancji przewiduje nałożenie na rządy wszystkich państw członkowskich UE obowiązku ustanowienia „specjalnych jednostek administracyjnych,” mających monitorować każdą osobę lub organizację podejrzaną o nietolerancję.

Władze mogłyby więc podsłuchiwać, śledzić i karać wszystkich tych, którzy krytykują model wielokulturowości, homoseksualizm i inne dewiacyjne zachowania, albo są nieprzychylni islamowi.

Proponowany projekt został niedawno przedstawiony członkom komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Parlamentu Europejskiego.

Organizacja Kwaśniewskiego

Projekt przygotowała Europejska Rada ds. Tolerancji i Pojednania (ECTR), organizacja pozarządowa założona w 2008 roku przez byłego prezydenta naszego kraju, Aleksandra Kwaśniewskiego i szefa Europejskiego Kongresu Żydów, Moshe Kantora.

ECTR, która przedstawia się jako „stróż tolerancji”, przygotowała praktyczne zalecenia dla rządów i organizacji międzynarodowych w sprawie „poprawy religijnych i etnicznych stosunków na kontynencie”. W skład ECTR wchodzi kilkunastu znanych polityków europejskich, w tym były hiszpański premier José María Aznar.

ECTR po raz pierwszy przedstawiła w Parlamencie Europejskim projekt ustawy ogólnoeuropejskiej dotyczącej tolerancji w listopadzie 2008 roku w ramach Europejskiego Tygodnia Tolerancji, który zbiegł się z 70. rocznicą Nocy Kryształowej w Niemczech.

Po pięciu latach lobbingu, wniosek ECTR wydaje się robić postępy, o czym świadczy niedawna decyzja Parlamentu Europejskiego o wysłuchaniu argumentów w sprawie przyjęcia proponowanego rozwiązania. Przesłuchanie odbyło się w Komisji Wolności Obywatelskich 17 września.

Projekt, znany również jako „statutowy model dla tolerancji”, był dyskutowany podczas debaty nad dyrektywą unijną o równym traktowaniu, która znacznie poszerza zakaz dyskryminacji, rozciągając go na wszystkie sfery życia zarówno publicznego jak i prywatnego.

ECTR chce nie tylko tolerancji, ale także akceptacji dewiacji

ECTR chce, by rządy kontrolowały zachowania społeczne obywateli. Dokument ETCR zawiera szereg niejasnych określeń, otwierając tym samym drogę do nadużyć.

Na przykład termin „tolerancja” jest szeroko zdefiniowany jako: „szacunek i akceptacja dla sposobów wyrażania, zachowania i rozwijania odrębności danych grup”. Z kolei w innym miejscu możemy przeczytać, że celem ustawy jest „potępienie wszelkich przejawów nietolerancji na podstawie uprzedzeń i fanatyzmu”.

Jak dokument definiuje nietolerancje religijną? Jako utrwalanie „islamofobii”. Warto zauważyć, że termin islamofobia nie jest zdefiniowany. Przypuszczalnie więc może oznaczać całkowity zakaz krytycznego wypowiadania się na temat islamu i islamskiego prawa szariatu, o co od dawna przecież zabiegają fundamentaliści islamscy, prześladujący chrześcijan w swoich krajach.

Dokument deklaruje również, że „tolerancja musi być praktykowana nie tylko przez organy rządowe, ale równie przez osoby fizyczne”. Znajdujemy tam oczywiście rozwinięcie tej myśli: „Gwarancję tolerancji należy rozumieć nie tylko w odniesieniu do relacji wertykalnych (rząd – osoba lub osoby) , ale także jako relację horyzontalną (grupa-grupa, osoba-osoba). Obowiązkiem rządu jest zapewnienie takiej sytuacji, aby nietolerancja nie była praktykowana zarówno w wertykalnych, jak i horyzontalnych relacjach”.

Dokument zwiera również treści, które stanowią o uprzywilejowaniu „grup pokrzywdzonych”. W rozdziale 6 napisano, że „członkowie grup słabszych i pokrzywdzonych mają prawo do szczególnej, dodatkowej ochrony, która musi być zapewniona przez rząd”. Dalej następuje wyjaśnienie, że „szczególna ochrona przyznana członkom grup słabszych i pokrzywdzonych może oznaczać ich preferencyjne traktowanie. Ściśle mówiąc, to preferencyjne traktowanie wykracza poza zwykły szacunek i akceptację, i leży u podstaw tolerancji”.

Zbrodnie i reedukacja dla dzieci

Autorzy projektu domagają się, by każdy z 28 krajów członkowskich UE „powołał specjalną jednostkę administracyjną w celu nadzorowania wykonania niniejszego Statutu”. Nota wyjaśniająca dodaje: „Specjalna jednostka administracyjna powinna działać w ramach Ministerstwa Sprawiedliwości (lub w ramach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych)”.

Dokument przewiduje też kary dla tych, którzy będą podżegać do przemocy wobec jakiejś grupy i oczerniać dane grupy. Przy czym przez oczernianie, autorzy projektu rozumieją „oszczercze komentarze publicznie skierowane przeciwko grupie lub jej członkom, wypowiedziane w celu podżegania do przemocy, wystawiania na śmieszność itp.”.

Powyżej wymienione czyny będą karane „jako zbrodnie o szczególnym charakterze”. Z kolei nieletni łamiący przepisy zapisane w dokumencie będą „zobowiązani do poddania się programowie reedukacyjnemu, mającemu zaszczepić w nich kulturę tolerancji”.

Ale to nie wszystko. Jeśli przedstawicielom Parlamentu Europejskiego spodoba się dokument, to może to oznaczać głęboką ingerencję w szkolnictwo krajów UE. Projekt „Europejskie Ramy Wspierania Tolerancji” zobowiązuje bowiem rządy do wprowadzenia już od najmłodszych lat w szkołach „kursów zachęcających uczniów do przyjęcia kultury różnorodności i promujących klimat tolerancji w odniesieniu do cech i kultur innych”. W dokumencie podkreśla się, że „bardzo ważne jest, aby rozpocząć takie kursy jak najszybciej w procesie edukacji, czyli w szkole podstawowej. Jednak kursy te muszą być oferowane również na wyższych poziomach edukacji, w tym na uczelniach”.

Dokument dopuszcza również m.in. i to, że rządy mogą wspierać finansowo te media, które promują kulturę tolerancji. Wszystkie media miałyby przyjąć rządowy kodeks etyczny, zabraniający szerzenia poglądów nietolerancyjnych itp.

Gdyby projekt został przyjęty w niezmienionej postaci przez Parlament Europejski byłby to jest niemal pewne, że będzie to koniec wolności wypowiedzi, a początek indoktrynacji dzieci od najmłodszych lat, inwigilowania rodzin i zwykłych obywateli, pragnących żyć zgodnie z własnymi przekonaniami religijnymi.


źródlo: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/nietolerancyjny-obywatel-pod-lupa-unii-europejskiej-nowe-prawo-w-pe-2013-11

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...