Jestem pielęgniarzem. Czy jestem od wycierania dupy? Tak, między innymi, choć nie uważam że to kwintesencja pracy pielęgniarki/pielęgniarza.

Nie raz ja lub moje koleżanki, słyszymy że jesteśmy właśnie od tej gównianej czynności. Gorzej że mówią to osoby, które tylko na naszą opiekę mogą liczyć. Inaczej czekali by niechybnie na czyjeś (właśnie czyje?) zmiłowanie.
I tu kolejna sprawa. Pracuję na oddziale neurologi i udarowym. Większość pacjentów na moim oddziale to chorzy leżący i często otyli. Czynności czysto opiekuńcze takie jak zmiana pozycji ułożeniowej około 20 pacjentów, zmiana im pampersów, mycie w łóżku, pielęgnacja (natłuszczanie skóry, golenie) pochłaniają duże ilości czasu oraz sił i cierpliwości do potęgi. A właściwie takie czynności każdy umie wykonać. Za każdym razem jeżeli chodzi lub chodziło o podwyżki dla pielęgniarek, poruszany był wątek „za co one chcą podwyżki??? za wycieranie dupy i zmiany pampersów, do tego nie trzeba szkoły!”
Nie będę analizował czy trzeba czy nie trzeba, bo pielęgniarstwo to coś dużo większego, właściwie to coś wielkiego jak cholera, a krytycy i tak zawsze będą wiedzieć swoje.
Sprawa którą chciałem dzisiaj poruszyć to zaangażowanie rodzin w pielęgnacje swoich najbliższych: rodziców, babć, dziadków etc.
Przez okres prawie 2 tygodni leżała na oddziale ortopedii moja mama, z racji zabiegu, jaki miała wykonany była unieruchomiona w łóżku. Czy chciałem żeby wszystkie czynności przy niej, również te intymne, robiły przy niej obce osoby? Oczywiście że nie. Nie siedziałem z nią cały dzień ale w ciągu 1.5 godzinnego pobytu umyłem ją w łóżku, umyłem włosy, pomogłem umyć zęby, podstawiłem podsuwacz, zmieniłem pościel. Później uruchamiałem ją, wiozłem do toalety. Do domu wychodziła w dużym stopniu sprawna.
I większość pielęgniarek w stosunku do swoich bliskich nie wyobraża sobie postąpić inaczej.
Na moim oddziale 3/4 pacjentów wymaga takiej pomocy, pół dnia całe rodziny siedzą na salach u chorych, zagadują innych chorych, chodzą po korytarzu, robią masę bezproduktywnych czynności albo zwracają uwagę pielęgniarkom co do ich sposobu wykonywania pracy.
Tymczasem… 4-osobowa tzw. najbliższa rodzina, czterech mężczyzn lub kobiet, jest bezradnych jeżeli chodzi nawet o poprawienie poduszki pod głową. A przecież to takie proste!
Z innej strony to zatrważające jak ogromna jest w Polsce liczba inwalidów i ludzi niezdolnych do wszelkiej pracy. Na prośbę dwóch pielęgniarek do dwóch obecnych córek, o pomoc im przy zmianie pozycji ułożeniowej ich matki odpowiedż była następująca – ale ja nie mogę, bo mam chory kręgosłup a siostra nie może dżwigać bo siamto…
Nie czepiam się rzecz jasna na podstawie jednego ww. przypadku, bo skala jest tak duża, że często nachodzi mnie refleksja że pielęgniarki są ostatnimi mogącymi pracować fizycznie osobami w tym kraju.
A niejednokrotnie póżniej te same rodziny wracają z chorym na izbę przyjęć z tzw. reklamacją bo „schody” zaczynają się w domu, a czynności „tylko” pielęgnacyjne urastają do poziomu” mission impossible”. Jak szpital śmiał oddać chorego leżącego do domu, przecież on powinien opuścić szpital dopiero jak zacznie sam chodzić i się obsługiwać! Przecież w domu nie ma TYCH, ONYCH, od dżwigania i podcierania. Od czynności niby tak prostych a jednak tak trudnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz