W ostatniej dekadzie, mieliśmy dwa bardzo potężne wycieki tajnych informacji. Obecnie potencjalnie mamy do czynienia z trzecim. Kłopot w tym, że one wyciekają, tylko nie wiadomo dokąd.
Twórca WikiLeaks – Julian Assange, zanim został więźniem sumienia, uruchomił lawinę działań demaskujących działania elit tego świata. Jednak w momencie, gdy miał ujawnić znacznie więcej, coś się posypało. Mieliśmy między innymi poznać prawdę o systemie megakorupcji w największych amerykańskich bankach czy o tajnych operacjach militarnych na Antarktydzie.
Dlaczego zdawałoby się tak doskonałe narzędzie chroniące „świadków koronnych”, w sumie zrobiło tak niewiele? Dlaczego nikt nie przesłał anonimowo plików z orgii na wyspie Epsteina, na których widać kto z kim i jak?
To samo było z Edwardem Snowdenem. Niby wykradł prawie dwa miliony dokumentów, ale do mediów trafiło ich zaledwie kilkadziesiąt. Gdzie jest reszta i co się w niej znajduje?
Snowden też miał mieć „pliki prawdy”, które wyjdą na jaw, gdy coś mu się stanie. Jak dla mnie, to jego obecne życie na uchodźstwie nie jest bajkowe, więc jednak coś mu się stało. Dlaczego więc nikt na jego polecenie, nie odpalił „informacyjnych bomb”?
Teraz mamy sprawę Johna McAfee i rzekome 31 terabajtów „haków” na elity. I też zastrzeżenie, że zostaną one ujawnione, gdy coś się stanie. Stało się, McAffe nie żyje, oficjalnie z powodu samobójstwa. A gdzie te pliki?
To samo było z rzekomymi dowodami na pedofilię i kradzież wyborów w USA, którymi miał dysponować prawnik Lin Wood. Minęło wiele miesięcy, a my nadal nie widzimy tych trybunałów wojskowych skazujących na więzienie lub śmierć członków establishmentu.
Jeżeli ktoś dysponuje czymś, co może raz na zawsze zmienić percepcję opinii publicznej na wiele spraw, jeśli wie, co taki wyciek może dać reszcie społeczeństwa, to nad czym się zastanawia?
Kto to banuje i dlaczego niby niezawodne zabezpieczenia, można obejść i zarekwirować to, co dla „grup trzymających władzę” jest niewygodne?
Kto z kogo w końcu robi durnia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz