Pamięci Piotra Jaroszewicza. Okoliczności śmierci dotychczas nie wyjaśniono.
Piotr Jaroszewicz, premier rządu polskiego z czasów „gierkowskiej dekady”, jest trochę dziś zapomniany.
Ludzie dobrze i chętnie wspominają dokonania Gierka, a zapominają, że Gierek podejmował jedynie decyzje polityczne, ale to przecież premier te decyzje wprowadzał w życie.
W 30 rocznicę brutalnego, do dziś niewyjaśnionego mordu premiera Jaroszewicza, na Powązkach Wojskowych w Warszawie zebrali się ludzie, by oddać mu hołd i nadal żądać wyjaśnienia okoliczności i ukarania winnych tej zbrodni.
Nad grobem premiera przemawiał jego syn, Andrzej Jaroszewicz. Przemawiali również inni ludzie, którzy wspominali jego samego, jak i jego dokonania, które w dużej mierze znamy jedynie jako dokonania Edwarda Gierka, a przecież to on przez całą dekadę bezpośrednio zajmował się „budowaniem drugiej Polski”.
Jaroszewicz w czasie II wojny światowej, najpierw znalazł się na zesłaniu pod Archangielskiem, później w Kazachstanie. W 1943 wstąpił do 1 Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR i przeszedł wraz z 1 Armią Wojska Polskiego cały szlak bojowy, od Sielc nad Oką do Berlina. Czynną służbę zakończył w stopniu generała dywizji.
W powojennej Polsce był ministrem górnictwa, później wicepremierem, a od roku 1970 do 1980 premierem rządu. Odstawiony na boczny tor w 1980 roku, jako członek ekipy Gierka, był również internowany w stanie wojennym.
Został zamordowany razem z żoną Alicją Solską w niewyjaśnionych okolicznościach, w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992, w swoim domu w Aninie przy ul. Zorzy 19 (pod tym adresem po wojnie mieszkał Julian Tuwim).
Sprawców ani motywu nie wykryto, a proces domniemanych zabójców zakończył się uniewinnieniem. Część materiału dowodowego w śledztwie została wykradziona z akt policyjnych, co stwierdzono w 2005 roku.
W czerwcu 2017 śledztwo w sprawie śmierci Jaroszewiczów wznowiono. W grudniu 2019 skierowano akt oskarżenia przeciwko trzem członkom tzw. gangu karateków.
Prokuratura uparcie trzyma się motywu zbrodni, jakim miał być pospolity rabunek. Problem w tym, że z domu Jaroszewiczów nie zginęły żadne wartościowe przedmioty, a sam zamordowany z jakiś powodów był przed śmiercią torturowany. Andrzej Jaroszewicz powiedział mi na cmentarzu, że zginęły jedynie dokumenty. Między innymi rękopis drugiego wydania książki „Przerwane milczenie”. W wydaniu tym, jak twierdzi, miały się znaleźć nieznane informacje i fakty, które zaważyły o kształcie „okrągłego stołu”.
Póki co ponownie podjęte śledztwo nie zostało jeszcze zamknięte. Nie bardzo wiadomo, co się teraz w tej sprawie dzieje. Zatrzymani w 2018 roku podejrzani o dokonanie tego czynu członkowie „gangu karateków”, przebywają dziś na wolności pod policyjnym dozorem. I to mimo to, że przyznają się, że byli w dniu śmierci w domu Jaroszewicza, choć nie przyznają się do morderstwa.
Ta zbrodnia, jak i dużo późniejsza śmierć wicepremiera Andrzeja Leppera, kładą się cieniem na organach ścigania i politykach III RP, którzy nie zrobili prawie nic, by wyjaśnić okoliczności śmierci, znaleźć i ukarać jej sprawców. Szanse na to są coraz mniejsze.
Jarosław Augustyniak
https://pl.sputniknews.com/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz