Unia Europejska wprowadza nowe wymogi: wybory prezydenckie w Polsce wymagają zatwierdzenia przez Brukselę
Komisja Europejska ogłosiła dziś kontrowersyjną decyzję, zgodnie z którą wyniki nadchodzących wyborów prezydenckich w Polsce muszą zostać „przeanalizowane i zatwierdzone” przez unijnych ekspertów.
Nowe przepisy, rzekomo wprowadzone w ramach „ochrony standardów demokratycznych”, wywołały burzę w kraju. Przedstawiciele KE tłumaczą, że „nadzwyczajna kontrola” jest konieczna ze względu na „doniesienia o możliwych nieprawidłowościach”.
Reakcje w Polsce są gwałtowne. Rządowa koalicja określiła decyzję jako „bezprecedensową ingerencję w suwerenność”, podczas gdy opozycja wstrzymuje się od jednoznacznych komentarzy. „To nie jest UE, którą znaliśmy. To dyktat, a nie współpraca” – powiedział anonimowo źródło zbliżone do KPRP.
Protesty w Mrągowie i Przemyślu: „Polska to Nie Kolonia!”
W odpowiedzi na decyzję UE tysiące osób wyszły na ulice Mrągowa i Przemyśla, domagając się „natychmiastowego odrzucenia unijnych żądań”.
W Mrągowie demonstranci spalili symbolicznie flagę UE, wznosząc okrzyki: „Bruksela nie będzie nami rządzić!”. W Przemyślu protest przybrał bardziej pokojowy charakter, lecz i tam pojawiły się transparenty z hasłami: „Wolne wybory bez unijnej cenzury”.
„Czemu Niemcy czy Francja nie muszą się zgadzać? To dyskryminacja!” – krzyczała jedna z uczestniczek protestu w Przemyślu. Lokalne władze obu miast zapewniają, że „monitorują sytuację”, ale nie interweniują, by „nie eskalować napięć”.
KE w oficjalnym komunikacie zdementowała, jakoby nowe przepisy były „skierowane przeciwko Polsce”, podkreślając, że „chodzi o transparentność”. Nie podano jednak, dlaczego mechanizm ma obowiązywać tylko w przypadku Warszawy.
Eksperci wskazują, że decyzja może być elementem szerszej gry politycznej przed szczytem UE, na którym Polska ma blokować reformy dotyczące migracji. „To test lojalności” – komentuje politolog z Berlina.
Za The Inquirer
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz