poniedziałek, 23 czerwca 2025

Jak się bzykać po Bożemu



Pobożny – bo „poświęcony” – portal „Fronda”, który w swoim czasie, to znaczy – za panowania tam pana red. Tomasza Terlikowskiego, który teraz odrabia pensa w RMF FM i w związku z tym ćwierka z trochę innego klucza, to znaczy – nadal pobożnego – ale zarazem nieubłaganie postępowego –opublikował informację o „skandalu” w jednej z austriackich diecezji katolickich, gdzie odbyło się „szkolenie”, którego celem była „struktura kanoniczna” – cokolwiek by to miało znaczyć – oraz „podejście teologiczne”, nie mówiąc już o „konkretnych opcjach działania”, w którym uczestniczyły dwie osoby – mówię o „osobach”, ponieważ z informacji nie wynika wyraźnie, do których spośród zatwierdzonych dotychczas 77 płci wspomniane „osoby” przynależą – będące „pracownikami” „HOSI” Salzburg.

Ta „HOSI” uważa się za „organizację praw człowieka”, działającą na rzecz „różnorodności seksualnej, genderowej i romantycznej” – a konkretnie chodzi o „promocję” „społeczności i subkultur queer” – no i jeszcze inne rzeczy, ale myślę, że ta „promocja” już wystarczy.

Z informacji nie wynika wyraźnie, kto konkretnie był „szkolony” , ani co konkretnie znaczy owa „struktura kanoniczna” – ale choćby z faktu, iż archidiecezja zaprosiła „pracowników” wspomnianej „organizacji” można się domyślić, że – streszczając po chamsku ten cały napuszony żargon i górnolotności – chodzi o wyjaśnienie, jak się bzykać, zwłaszcza między 77 zatwierdzonymi płciami, żeby wszystko było gites tenteges, czyli – po Bożemu.

Pobożny portal „Fronda” ubolewa wprawdzie nad „skandalem” i przypomina katechizm Kościoła katolickiego, który stoi na nieubłaganym stanowisku, że „akty homoseksualne z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane” – ale wiadomo, że nikt się żadnym „katechizmem” nie będzie przejmował w sytuacji, kiedy – po pierwsze – w ramach sławnej „synodalności” tylko patrzeć, jak ten cały „katechizm” zostanie odpowiednio przerobiony, żeby żadna z „Wysokich, Bzykających Się Stron” nie czuła się ani „wykluczona”, ani – tym bardziej – „stygmatyzowana”, żeby – po drugie –wszyscy amatorzy bzykania nie zostali zwabieni przez konkurencję, tylko trafili „pod namiot” Kościoła katolickiego.

Akurat wróciłem ze słodkiej Francji po nieudanych „rekolekcjach paryskich” – a właściwie nie tyle „paryskich”, bo rekolekcje odbyłem w podparyskiej miejscowości Aulnay sous Bois – na które najpierw zostaliśmy zaproszeni, a potem – odproszeni z powodu donosu złożonego komu trzeba przez Stowarzyszenie „Nigdy Więcej”, kierowane przez pana prof. Rafała Pankowskiego, który z działalności delatorskiej uczynił sobie sposób na ciułanie sobie kariery „naukowej” – jeśli użycie tego przymiotnika jest tutaj stosowne – no i sposób na życie.

Wprawdzie w vaginecie obywatela Tuska Donalda jest ministerium „równości” (małych naciągamy, dużych obcinamy, grubych uciskamy, a chudych nadymamy), kierowane przez moją faworytę, Wielce Czcigodną Kotulę Katarzynę – ale okazuje się, że mimo to jakieś przywileje się utrzymują.

Konkretnie mam na myśli przywilej późnego urodzenia. Pan prof. Rafał Pankowski urodził się bowiem w roku 1976, a więc – gdy rozpoczynał się okres schyłkowy pierwszej komuny. Gdyby jednak urodził się, dajmy na to, 60 lat wcześniej, to w roku 1940 miałby już 24 lata, to mógłby wtedy donosić komu trzeba na kogoś zupełnie innego. W rezultacie nie byłby wynagradzany przez żydowską Ligę Antydefamacyjną i reprezentujący ją pan Andrzej nomen omen Srulewicz, żadnej nagrody by mu nie wręczył.

Nie znaczy to jednak, że nie mógłby robić kariery alternatywnej, zgodnej nie tylko z ówczesnymi tendencjami, ale również – z obowiązującym w Generalnym Gubernatorstwie surowym prawem, penalizującym „tchórzliwe ataki na niemieckie dzieło odbudowy” w Generalnej Guberni.

Teraz jest oczywiście inny etap i obowiązują inne mądrości – ale tak czy owak, „sygnaliści”, zwani kiedyś niegrzecznie „donosicielami”, cały czas są poszukiwani, doceniani i wynagradzani. Przewidział to jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński, który w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”, niewątpliwie wspierany przez proroctwa napisał, że „każdy kraj ma gestapo”. Każdy – a więc bez względu na etap i jego aktualne mądrości.

Nawiasem mówiąc, tenże Gałczyński napisał też „Refleksje z nieudanych rekolekcji paryskich”, w których dramatycznie zauważa, iż „niebo i ziemia przemijają, chwieją się fundamenty światów”. Może i „przemijają”, może fundamenty się „chwieją” – ale przecież istnieje we Wszechświecie stały punkt w postaci „gestapo”, które bez „sygnalistów” wszak funkcjonować nie może.

Rozgadałem się na temat „gestapo” i pana prof. Rafała Pankowskiego, a przecież chodzi o to, żeby się bzykać po Bożemu. Toteż nic dziwnego, że zainspirowany donosem stowarzyszenia „Nigdy Więcej” paryski dziennik musiał uznać, że trzeba chwycić byka za rogi, nie bawić się w żadne „antysemityzmy”, „homofobie”, czy „ksenofobie”, tylko zmienił mi kwalifikację penitencjarną na „ultrakatolika”. 

Nietrudno się domyślić, że taka myślozbrodnia jest chyba najgorsza z możliwych – bo kto to widział, żeby nakazy własnej religii traktować poważnie? Te nakazy bowiem nie są po to, by się do nich stosować, tylko – żeby było ładniej – a tak naprawdę chodzi o to, żeby wypić, zakąsić, no i bzykać się – ale – po Bożemu. W końcu katolicy, niechby nawet tak postępowi, jak pan red. Terlikowski, muszą czymś pięknie się różnić z takimi, dajmy na to , muzułmanami, których za czasów król Jana Sobieskiego, a i później też – zwano u nas „bisurmanami”.

Skoro już jesteśmy w temacie bzykania, to warto odnotować opinię Aleksandra Fredry, który w nieśmiertelnym poemacie „Sztuka obłapiania” z nieukrywanym podziwem pisze o bisurmaninie, dogadzającym sobie w haremie z wybranką, która, „chociaż trzy razy mdlała i ożyła, przecież nie słabnie bisurmańska żyła!”

Jak widzimy choćby na tym przykładzie, przed dialogiem międzyreligijnym otwierają się niezwykłe perspektywy, pozwalające rozmaite „struktury kanoniczne” – cokolwiek miałoby to znaczyć – dzięki odpowiedniemu „podejściu teologicznemu”, wznieść na przepastne wyżyny. Może nie od razu do „Nieba Empirejskiego”, do którego wszyscy przecież – niezależnie od aktualnej tożsamości płciowej – zmierzamy.

A skoro tak, to czy w tej sytuacji najważniejszy nie jest wybór właściwej drogi na ten szczyt? Zamiast wspinaczki po urwiskach, która w każdym momencie grozi upadkiem i skręceniem karku, czyż nie lepiej dotrzeć tam klimatyzowanym autokarem, którego właściciel w trakcie pielgrzymki zapewnia pasażerom dodatkowe atrakcje?

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...