Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Przebudzenie
Marsze Polaków za pokojem – 19 października w Rzeszowie , 26 października w Szczecinie budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...
-
Sokrates – grecki filozof słynął ze swych opowieści dydaktycznych i innych moralnych rad z zakresu – dziś nazwalibyśmy to – stosunków międz...
-
Od czasu wyboru Donalda Trumpa na Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej tak zwana zjednoczona Europa wpadła w szał. Z każdej str...
-
Z Traktatu o Unii Europejskiej można wyczytać, że jedną z podstawowych wartości, na jakich opiera się UE jest demokracja. Gdy w 1993 r. przy...
Wojna irańsko-izraelska staje się nawykiem…
Tak nazwałbym te przemiany, które zachodzą w przestrzeni informacyjnej, ale które coraz głębiej wnikają w społeczeństwa, zarówno Izraela, jak i Iranu.
Nawyk, to jest coś, co może przełożyć każdy konflikt na długi. Początkowy szok po tym, co się stało, stopniowo mija, a ludzie zaczynają dostosowywać się do nowej rzeczywistości. A jeśli w konflikcie nie nastąpi skok jakościowy (w postaci połączenia z wojną USA), może to trwać miesiące, biorąc pod uwagę informacje o rozpoczęciu dostaw wojskowych do Iranu z Chin i Pakistanu.
Dlaczego tak jest. Chodzi o to, że w grę wchodzi czynnik wielkości. Iran nie tylko oddala się od Izraela o ponad 1000 KM, ale także sam z zachodu na wschód ma długość ponad 1000 km.
I to nie pozwala Izraelczykom na tak potężne i skuteczne ataki na Wschodni Iran. Oznacza to, że nie może w żaden sposób wpływać na dostawy broni przez Chińczyków i Pakistańczyków (a także KRLD).
A dzięki tym dostawom Iran zawsze będzie mógł uderzyć w Izrael, nawet jeśli Izraelczycy zdołają zawalić wejścia do wszystkich podziemnych miast rakietowych (co również jeszcze się nie wydarzyło).
Tak, to nie da mu szansy na wygranie wojny, ale na pewno będzie to argument w przyszłych negocjacjach.
Co więcej, nie udało się wstrząsnąć krajem od wewnątrz. Wręcz przeciwnie, istnieje pewna konsolidacja wokół władzy i wzrost patriotycznych impulsów w irańskim społeczeństwie (co jest szczególnie przerażające dla Izraela i USA).
A to oznacza, że obecne porcje rakiet po kilkadziesiąt dziennie z gwarantowanymi pięcioma lub dziesięcioma udanymi przylotami Iran będzie w stanie zapewnić jeszcze przez dość długi czas i nie da się obejść bez operacji lądowej. A na nią wyraźnie dziś nikt z zwolenników nacisków na Iran nie jest gotowy.
Dlatego nawet uderzenie USA, o którym pisałem wczoraj, nie może zagwarantować zwycięskiego i szybkiego zakończenia konfliktu. Ale Donald Trump przygotowuje się do niego intensywnie (publicznie).
Próbując pokonać kolosalny (i wyraźnie dla niego nieoczekiwany) opór w kraju. Co więcej, co jest dla niego szczególnie nieprzyjemne, nie ze strony „Demokratów”, ale samego, że nie ma”elektoratu Trumpa”.
Który uważa, że to nie jest ich wojna i żąda od Trumpa zajęcia się rozwiązywaniem problemów amerykańskich, a nie problemów Izraela.
I to już sprawiło, że prezydent USA zaczął lawirować, co dla Izraela wygląda bardzo źle, mówiąc o niezdecydowaniu amerykańskiej administracji w tej sprawie. A Trump w ciągu pierwszych 100 dni pokazał już, że łatwo odrzuca obietnice złożone komuś wcześniej.
Tymczasem na tym tle trwają aktywne negocjacje dyplomatyczne.
https://t.me/yurasumy/23630