środa, 16 lipca 2025

Sonda Voyager-2 odkryła, że na skraju Układu Słonecznego czeka ściana ognia z temperaturą 50 tysięcy stopni



W 1977 roku NASA wystrzeliła dwie sondy Voyager, których pierwotnym zadaniem było zbadanie wielkich planet zewnętrznych Układu Słonecznego. Nikt wówczas nie spodziewał się, że te maszyny staną się pierwszymi wysłannikami ludzkości w przestrzeni międzygwiezdnej i odkryją jedną z najbardziej fascynujących struktur na granicy naszego kosmicznego sąsiedztwa – płonącą ścianę o temperaturze sięgającej 50 tysięcy kelwinów.

Voyager 1 rozpoczął swoją podróż 5 września 1977 roku, a jego bliźniak Voyager 2 wystartował kilka tygodni wcześniej, 20 sierpnia. Po zakończeniu spektakularnych misji przy Jowiszu, Saturnie, Uranie i Neptunie, obie sondy kontynuowały swoją podróż ku granicy heliosfery – gigantycznej bańki magnetycznej wytwarzanej przez Słońce, która otacza cały nasz układ planetarny.

25 sierpnia 2012 roku Voyager 1 dokonał przełomowego osiągnięcia, stając się pierwszym obiektem stworzonym przez człowieka, który opuścił heliosferę i wkroczył w przestrzeń międzygwiezdną. Sześć lat później, 5 listopada 2018 roku, podobny wyczyn powtórzył Voyager 2. Jednak to, co sondy odkryły na granicy między heliosferą a przestrzenią międzygwiezdną, zaskoczyło nawet najbardziej doświadczonych naukowców.

Na heliopauzie – granicy oddzielającej obszar dominacji wiatru słonecznego od przestrzeni międzygwiezdnej – obie sondy zarejestrowały ekstremalne temperatury oscylujące między 30 a 50 tysięcy kelwinów, co odpowiada 54-90 tysiącom stopni Fahrenheita. To niewyobrażalnie wysokie wartości, znacznie przekraczające temperaturę powierzchni Słońca, która wynosi około 5,5 tysiąca kelwinów.

Ta rozpalona bariera powstaje w wyniku zderzenia dwóch potężnych sił kosmicznych. Z jednej strony mamy wiatr słoneczny – strumień naładowanych cząstek, głównie protonów i elektronów, wyrzucanych przez nasze Słońce z prędkością około 400 kilometrów na sekundę. Z drugiej strony napiera na niego ośrodek międzygwiezdny – znacznie chłodniejsza, ale gęstsza materia wypełniająca przestrzeń między gwiazdami.

Kiedy te dwa strumienie cząstek spotykają się na heliopauzie, dochodzi do gwałtownych reakcji przypominających kosmiczną wersję zderzenia dwóch oceanicznych fal. Energia kinetyczna cząstek zamienia się w ciepło, tworząc obszar ekstremalnych temperatur, który naukowcy nazywają “ścianą ognia”. Choć nazwa może sugerować fizyczną przeszkodę, w rzeczywistości jest to region przestrzeni, w którym panują warunki tak ekstremalne, że cząstki osiągają energie porównywalne z tymi spotykanymi w najbardziej energetycznych procesach we Wszechświecie.

Paradoksalnie, pomimo tak przerażających temperatur, sondy Voyager przetrwały przejście przez tę ognistą barierę praktycznie bez szwanku. Wynika to z faktu, że choć energia pojedynczych cząstek jest ogromna, ich gęstość jest tak niska, że prawdopodobieństwo kolizji z sondą jest znikome. W tej niezwykle rozrzedzonej przestrzeni znajduje się zaledwie 0,037 cząstki na centymetr sześcienny, podczas gdy w przestrzeni międzyplanetarnej jest ich od 3 do 10 na tę samą objętość.

Odkrycie “ściany ognia” przyniosło naukowcom mnóstwo fascynujących niespodzianek. Jedną z najbardziej intrygujących obserwacji był sposób, w jaki zachowuje się pole magnetyczne w tym regionie. Zarówno Voyager 1, jak i Voyager 2 zarejestrowały zaskakujący fakt – pole magnetyczne tuż za heliopauzą jest niemal równoległe do pola magnetycznego wewnątrz heliosfery. Naukowcy spodziewali się znaczących różnic w orientacji tych pól, ale obserwacje obu sond potwierdziły, że ta zgodność nie jest przypadkowa, lecz odzwierciedla głębsze prawidłowości w strukturze lokalnej galaktyki.

Kolejnym zaskoczeniem była asymetria w przepływie cząstek przez heliopauzę. Voyager 1, przemieszczający się przez północną część tej granicy, wykrył dwukrotnie cząstki pochodzące z przestrzeni międzygwiezdnej jeszcze przed pełnym przekroczeniem heliopauzy. Z kolei Voyager 2, badający południową część, przez jakiś czas po opuszczeniu heliosfery nadal wykrywał cząstki pochodzące ze Słońca. Ta różnica wskazuje na złożoną, niejednorodną strukturę heliopauzy, której kształt może przypominać bardziej pomarszczoną skórę niż gładką powierzchnię.

Heliopauza nie jest stałą granicą – jej położenie i kształt zmieniają się wraz z cyklem aktywności słonecznej, podobnie jak płuca rozszerzają się i kurczą podczas oddychania. Gdy aktywność Słońca wzrasta, wiatr słoneczny staje się silniejszy i przesuwa heliopauzę dalej w przestrzeń międzygwiezdną. W okresach spokoju słonecznego granica ta przesuwa się bliżej Słońca. Ta dynamiczna natura heliopauzy sprawia, że każda sonda może napotkać ją w innej odległości i w nieco innych warunkach.

Dane przesyłane przez sondy Voyager pomagają naukowcom zrozumieć, jak heliosfera chroni nas przed szkodliwym promieniowaniem kosmicznym. Ta magnetyczna bańka działa jak gigantyczna tarcza, blokująca około 70 procent galaktycznych promieni kosmicznych – wysokoenergetycznych cząstek powstających w wybuchach odległych gwiazd. Voyager 1 odkrył, że natężenie promieniowania kosmicznego w przestrzeni międzygwiezdnej jest aż czterokrotnie wyższe niż w pobliżu Ziemi, co pokazuje, jak ważną rolę ochronną pełni nasza heliosfera.

 

Badania prowadzone przez sondy Voyager mają również praktyczne znaczenie dla przyszłości eksploracji kosmicznej. Zrozumienie warunków panujących na granicy Układu Słonecznego pomoże w projektowaniu przyszłych misji międzygwiezdnych i ochronie astronautów przed szkodliwym promieniowaniem podczas długotrwałych podróży kosmicznych.

Pomimo że sondy znajdują się już miliardy kilometrów od Ziemi – Voyager 1 w odległości około 24 miliardów kilometrów, a Voyager 2 około 20 miliardów kilometrów – nadal utrzymują kontakt z naszą planetą. Sygnały radiowe potrzebują ponad 20 godzin, aby przemierzyć tę ogromną przestrzeń w jedną stronę, ale cenne dane naukowe wciąż napływają na Ziemię.

Energia zasilająca sondy stopniowo się wyczerpuje – ich plutonowe generatory tracą około czterech watów mocy rocznie. Inżynierowie NASA szacują, że ostatnie instrumenty naukowe przestaną działać około 2030 roku. Jednak nawet po utracie kontaktu z Ziemią, sondy będą kontynuować swoją podróż przez Drogę Mleczną przez tysiące lat, niosąc ze sobą złote płyty z nagraniami przedstawiającymi różnorodność życia na Ziemi.

Odkrycie “ściany ognia” na granicy Układu Słonecznego pokazuje, jak wiele tajemnic kryje jeszcze przestrzeń kosmiczna. To, co początkowo wydawało się pustką między gwiazdami, okazuje się pełne dramatycznych procesów fizycznych o ekstremalnych parametrach. Sondy Voyager, mimo że zostały zbudowane z technologią lat 70. XX wieku, nadal dostarczają rewolucyjnych odkryć, przepisując nasze rozumienie granic naszego kosmicznego domu.

Badania heliopauzy i przestrzeni międzygwiezdnej mają również implikacje dla poszukiwań życia poza Układem Słonecznym. Zrozumienie tego, jak gwiazdy oddziałują ze swoim otoczeniem międzygwiezdnym, pomoże nam lepiej ocenić warunki panujące wokół innych gwiazd i potencjalną habitabilność ich planet. Każda gwiazda podobna do Słońca prawdopodobnie wytwarza własną heliosferę, która może chronić lub zagrażać życiu na orbitujących wokół niej planetach.

Sondy Voyager udowodniły, że granice naszego Układu Słonecznego to nie spokojny obszar przejściowy, lecz dynamiczny region pełen ekstremów. “Ściana ognia” o temperaturze dziesiątek tysięcy stopni, złożone pole magnetyczne i nieprzewidywalne przepływy cząstek tworzą fascynujący obraz granicy między znanym a nieznanym. To odkrycie pokazuje, że nawet po prawie pięćdziesięciu latach eksploracji kosmicznej, Wszechświat wciąż potrafi nas zaskoczyć.

https://zmianynaziemi.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...