wtorek, 4 stycznia 2022

Polska ugrała na kryzysie granicznym to, co chciała. NIC

 


Polska na całej tej sytuacji mogła ugrać sporo, tak politycznie, jak i nawet finansowo.

To, co trzeba przede wszystkim wyjaśnić – to rzekoma różnica między przyjmowaniem tzw. uchodźców przez państwa zachodnie i Polskę. Tak się składa, że od kilku lat pracuję z polskimi imigrantami zarobkowymi na Zachodzie. Jesteśmy tu przyjmowani przecież nie z powodów humanitarnych – tylko ze względu na potrzeby tutejszego rynku pracy. I analogicznie – polski rynek pracy nie potrzebuje takich pracowników z zewnątrz, stąd wśród Polaków znacznie częściej nastawienie do przybyszów bywa wrogie, niechętne, a w najlepszym razie obojętne.

Cały czas przyjmujemy imigrantów…

To nie tak, że nikt w Polsce nie współczuje dzieciom marznącym na granicy. Tyle tylko, że mamy wciąż swoje, bardzo poważne problemy, przede wszystkim społeczno-gospodarcze, które mogą się tylko pogłębić po pojawieniu się większej ilości obcych.

Polskie dzieci też często bywają zmarznięte i głodne – i jest takich coraz więcej. Tymczasem polska imigracja na Zachód – pozwala tamtejszym gospodarkom wypełniać rosną lukę demograficzną i zapewniać ciągłość wypłat emerytów. Ot i cała różnica. Tym wyraźniejsza zresztą, że przecież Polska cały czas przyjmuje imigrantów i to nie trzy tysiące, ale trzy miliony. Tylu bowiem gastarbeiterów z Ukrainy przybyło już w miejsce Polaków emigrujących na Zachód.

Łapy Anglosasów

Jasne, oczywiście sytuację graniczną próbuje się w Polsce wykorzystywać do gier propagandowych rząd-opozycja parlamentarna, stąd próby wywoływania raczej histerii na ich tle niż organizowania im realnej pomocy humanitarnej. Więcej w tym jednak deklaracji partyjnych niż realnych emocji społecznych. Oczywiście też, ze względu na ewidentnie tranzytowy charakter tej fali imigracyjnej – należało zaraz po jej pojawieniu się należało rzecz całą załatwić na roboczo. W ramach negocjacji z udziałem Białorusi, skąd przybywają i Niemiec, dokąd dążą.

Znowu jednak, zadecydowały względy wewnątrzpolityczne, jak i zapewne zachęty anglo-amerykańskie, ukierunkowane przede wszystkim na utrudnienie sytuacji nowego rządu Niemiec i dalsze pogorszenie nie tylko relacji polsko-białoruskich, ale i polsko-niemieckich.

Nie ulega wątpliwości, że Polska na całej tej sytuacji mogła ugrać sporo, tak politycznie, jak i nawet finansowo. Tymczasem jak dotąd ponosi jedynie koszta przedłużających się przepychanek i coraz wyraźniejsze międzynarodowe straty wizerunkowe, wykorzystywane bezwzględnie przez Mińsk. Czemu zresztą trudno się dziwić pamiętając, że to przecież z Polski szły pieniądze, szkolenie i pomoc dla nieudanej próby zeszłorocznego przewrotu politycznego na Białorusi. A prezydent Łukaszenko zawsze spłaca swoje długi. Tym łatwiej, że strona polska robi mu jeszcze propagandowe prezenty, jak w przypadku nieszczęsnego dezertera, który przecież w normalnych warunkach nigdy nie powinien był znaleźć się na pierwszej linii i to z bronią w ręku.

Tej granicy nie da się blokować w nieskończoność

Niestety, nie ma obecnie żadnego dostrzegalnego wyjścia z kryzysu, bowiem aktualny polski rząd – a gdyby nawet doszło do jakiejś zupełnie dziś niemożliwej (i fatalnej) zmiany – także i rząd sformowany przez parlamentarną opozycję w Polsce nigdy do poważnych rozmów z prezydentem Łukaszenką nie zasiądzie. Wiosną może natomiast dojść do dalszej eskalacji, gdy poza bezpośrednimi transferami ludzkimi między Mińskiem a Berlinem – na granicę polsko-białoruską powrócą już nie tysiące, ale dziesiątki tysięcy kandydatów na imigrantów, a towarzyszyć im będą kolejne potoki idące z Ukrainy. I bez rozwiązania systemowego, politycznego – dalsza przemoc i prężenie muskułów przez polski rząd przy udziale wojska nie będą już mogły być kontynuowane. Bo Polski po prostu nie będzie już na to stać.

Na pytanie więc co III RP chce ugrać – odpowiedź brzmi: nie chce ugrać niczego. I to właśnie dostanie.

Konrad Rękas
Rosyjskojęzyczna wersja tekstu ukazała się na portalu Pravda.ru

https://chart.neon24.pl

Belgijski profesor psychiatrii klinicznej o psychologii covidowego totalitaryzmu

 


Wielu z nas może zdawać sobie sprawę z faktu, że cała ludzkość znajduje się pod zmasowanym atakiem wojny psychologicznej. Belgijski profesor psychiatrii klinicznej, Mattias Desmet, który studiował psychologię totalitaryzmu, tak to opisuje:

W dyktaturach posłuszeństwo bierze się z elementarnego strachu przed dyktatorem. Ale w totalitaryzmie ludzie zostają zahipnotyzowani do posłuszeństwa. W kategoriach psychologicznych ta masowa hipnoza jest znana pod nazwą „formacji masowej”.

A totalitaryzm zawsze zaczyna się od masowej formacji wewnątrz populacji.

Formacja masowa wymaga 4 warunków, aby się zakorzeniła:

1) Masy muszą czuć się samotne i odizolowane.
2) Ich życie musi wydawać się bezsensowne i pozbawione nadziei.

Warunki te narastają od lat w mediach społecznościowych [tj. narcyzm, socjopatia, uzależnienia i choroby psychiczne]…

3) Masy muszą doświadczać ciągłego niepokoju oraz
4) Muszą doświadczać frustracji i agresji.

Powyższe warunki zostały spełnione w 2020 roku, wraz z blokadami COVID i zamieszkami BLM.

Masy są teraz gotowe do hipnozy.

A akceptując eksperymentalne zastrzyki, odczuwają wzajemną solidarność, bez względu jak bezsensowna by ona nie była.

Jakie remedium?

Badania wykazały, że około 25% populacji nie daje się zahipnotyzować. A około 10% jest bardzo podatnych na hipnozę.

Profesor Desmet upraszcza to dla nas jeszcze bardziej. Mówi, że 30% ludzi jest teraz głęboko zahipnotyzowanych i irracjonalnie zaakceptowało eksperymentalne zastrzyki jako rozwiązanie. 40% nie jest jeszcze zahipnotyzowanych, ale ostatecznie pójdzie za stadem.

Ale reszta z nas widzi rzeczy wyraźnie.

To, co próbuje zrobić rządzący światem wróg, jest dlań niezwykle niebezpieczne, ponieważ jeśli masy kiedykolwiek obudziłyby się z tej hipnozy, mogłyby zażądać sprawiedliwości. Co byłoby dlań niezwykle groźne. Dlatego robi on wszystko, by „masowe formowanie się” zostało uwieńczone sukcesem.

Te niezahipnotyzowane 25% jest głosem sprzeciwu. I chociaż nie może nie mieć dużego wpływu na zahipnotyzowanych 30%, zdecydowanie musi uzyskać wpływ na te 40%, które podąży za stadem.

Niezahipnotyzowani muszą przejąć kontrolę nad stadem.

Niezależnie od tego, czy myślisz, że to wszystko wydarzyło się przez przypadek lub spisek; niezależnie od tego, czy twoje powody są oparte na religii, czy na zdrowiu osobistym, nasz głos sprzeciwu musi stać się jednym, musi rosnąć aż do ostatecznego sukcesu. Innej alternatywy nie ma!

Musimy zasiać ziarno myślenia wszędzie: na stacji benzynowej, w sklepie spożywczym, w pracy, u sąsiadów.

Pomimo, że mówienie prawdy stało się dziś przejawem bohaterstwa, to mów ją każdemu, kogo spotkasz. Uratuje to ludzkość od zagłady.

Mattias Desmet: Professor Of Clinical Psychiatry Who Studied The Psychology Of Totalitarianism: ‚This Is How We Win’ : The COVID World
https://thecovidworld.com/

https://drnowopolskipolskapanorama.home.blog

Wojna prawdziwa i kokosza

 



Rozpoczęte w czerwcu negocjacje między Stanami Zjednoczonymi i Rosją na temat ceny, jakiej Rosja mogłaby zażądać w zamian za proklamowanie, czy choćby obietnicę neutralności w momencie, gdy USA przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, weszły w fazę konkretów.

Rzecz w tym, że szykując się do wspomnianego ostatecznego rozwiązania, Stany Zjednoczone muszą wygasić konflikty na innych kierunkach. Dlatego też, pod osłoną mocarstwowej retoryki prezydent Józio Biden próbuje reaktywować strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, proklamowane na dwudniowym szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku, które następnie prezydent Obama wysadził w powietrze w roku 2013, zapalając zielone światło dla „majdanu” na Ukrainie, którego celem było wyłuskanie tego państwa z rosyjskiej strefy wpływów.

Bo najtwardszym jądrem strategicznego partnerstwa NATO-Rosja było strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, które znakomicie wytrzymuje próby niszczące, zaś kamieniem węgielnym tego partnerstwa jest podział Europy na strefę wpływów rosyjskich i strefę wpływów niemieckich, prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow.

Rosja oczywiście stawia warunki, licytując w górę, żeby potem miała z czego ustępować. Jednym z nich jest gwarancja, że Ukraina i Gruzja nie zostaną przyjęte do NATO. Sekretarz generalny Paktu udzielił politycznie poprawnej odpowiedzi, że Ukraina i Gruzja same zdecydują, czy przyłączą się do NATO, czy nie. Wszystko to być może, ale art. 10 traktatu waszyngtońskiego z 1949 roku mówi, że zgodę na przystąpienie jakiegoś nowego państwa do NATO, muszą jednomyślnie wyrazić wszyscy członkowie Paktu. Zatem wystarczy, jeśli strategiczny partner Rosji złoży weto, to ani Ukraina, ani Gruzja do NATO nie zostaną przyjęte, nawet gdyby bardzo chciały.

Ale nie jest to jedynym elementem ceny, jaką Rosja zaproponowała. Porozumienie paryskie między Rosją i USA z roku 1997, zawarte w związku z programem rozszerzenia NATO na wschód, przewidywało tzw. środki budowy zaufania. Chodziło nie tylko o to, by zachodnia broń jądrowa nie była przesuwana na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej, ale też, by na obszarze państw przyjętych do NATO w roku 1999, nie były tworzone „stałe bazy” Paktu.

Tymczasem obecnie Putin zalicytował wyżej – żeby mianowicie na obszarze państw należących do „wschodniej flanki” NATO nie było żadnych obcych wojsk – nawet „rotacyjnie”. Krótko mówiąc, chciałby utworzyć sobie w Europie Środkowej „bliską zagranicę” – co jest stałym elementem rosyjskiej polityki od co najmniej 300 lat. Na to Amerykanie, którzy właśnie instalują na tym obszarze tarczę antyrakietową oraz umacniają „rotacyjną obecność” swoich wojsk, raczej się nie zgodzą – ale w zamian za to mogą ustąpić gdzie indziej, to znaczy – na Ukrainie.

Po to właśnie Rosja koncentruje nad granicą wojska, by stworzyć prezydentowi Bidenowi szansę zaprezentowania się światu w charakterze gołąbka pokoju i jeśli tylko obieca on Putinowi zgodę na ponowne włączenie Ukrainy do rosyjskiej strefy wpływów, to żadnej wojny nie będzie, a Rosja swoje wojska wycofa – bo skoro otrzyma powrót Ukrainy do swojej strefy wpływów bez jednego wystrzału, to po co miałaby prowadzić jakieś wojny? Jak tam będzie, tak tam będzie, zawsze jakoś będzie – bo widać, że negocjacje trwają.

Tymczasem w naszym nieszczęśliwym kraju Naczelnik Państwa dokonał prawdziwego majstersztyku. Zawsze mówiłem, że jest wirtuozem intrygi, co prawda takim, który z reguły potyka się na koniec o własne nogi – niemniej jednak. Ponieważ musi jakoś przekonać swoich wyznawców, że jest jedynym obrońcą polskich interesów i Polski, to nagle wyciągnął z sejmowej zamrażarki „lex TVN” i rzutem na taśmę ją w Sejmie przeforsował.

Ustawa ta jest nowelizacją ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji i polega na tym, że Rada może nie udzielić koncesji na nadawanie stacji telewizyjnej, której właściciel ma siedzibę poza Europejskim Obszarem Gospodarczym. W takiej sytuacji jest tylko TVN, którą podejrzewam, że została utworzona przy udziale pieniędzy ukradzionych z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, z którego zniknęło 1640 mln dolarów – chciałem napisać: bez śladu – ale przecież nie, bo właśnie powstała TVN.

Teraz ustawa trafiła do pana prezydenta Dudy, który ma trzy możliwości: albo ją podpisać, albo zawetować, albo wreszcie – skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Ponieważ w tej sprawie klangor podniósł nie tylko amerykański charge d’affaires w Warszawie, pan Blix Aliu, ale i Departament Stanu, to jest bardzo mało prawdopodobne, że pan prezydent Duda ustawę tę podpisze. Najprawdopodobniej skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego, nie tylko, żeby zrobić unik, ale również dlatego, że w tej nowelizacji przegłosowane zostały poprawki zgłoszone przez Konfederację, m.in. że Krajową Radę wybiera Sejm za zgodą Senatu. Takie postanowienie jest sprzeczne z art. 214 konstytucji, według którego członkowie Rady są powoływani przez Sejm, przez Senat i przez prezydenta.

W tej sytuacji TK orzeknie, że nowelizacja jest sprzeczna z konstytucją, więc ustawa nie zostanie podpisana, nie wejdzie w życie – i tyle. Widać wyraźnie, że wcale nie chodziło o pozbawienie TVN koncesji, tylko o pokazanie wyznawcom Jarosława Kaczyńskiego, jak dzielnie walczy on o Polskę. No więc pokazał. Ale na tym nie koniec, bo udało mu się wciągnąć do statystowania w tym przedstawieniu nie tylko nieprzejednaną opozycję, która zorganizowała manifestacje „w obronie wolnych mediów”, ale nawet Departament Stanu i odciętą w swoim czasie ze stryczka panią komisarz UE Verę Jurową.

Majstersztyk tym większy, że Departament Stanu w charakterze wymierzonej w Polskę sankcji zapowiedział opóźnienie przyjazdu do Warszawy pana Brzezińskiego, który ma zostać nowym ambasadorem USA w miejsce pani Żorżety Mosbacher. Myślę, że nikomu nie pęknie z tego tytułu serce, bo pan Brzeziński już zapowiedział, że dopilnuje, by nikt w Polsce nie odważył się sprzeciwiać sodomczykom.

Oczywiście Departamentowi Stanu chodziło przede wszystkim o pokazanie AIPAC-owi, jak to się uwija wokół żydowskich biznesów – bo właścicielem TVN jest spółka Discovery Communication, której prezesem jest pan David Zaslaw z pierwszorzędnymi korzeniami, podobno nawet warszawskimi – więc też powinien być zadowolony, bo pokazał.

Ale na tym nie koniec, bo jeśli TK, pogardliwie zwany przez postępaków i folksdojczów „trybunałem Julii Przyłębskiej” uzna „lex TVN” za niezgodną z konstytucją, to nie będą mieli oni innego wyjścia, jak ten pogardzany trybunał wychwalać, jako „obrońcę wolności mediów i demokracji”. Ale i oni powinni być zadowoleni, bo Jarosław Kaczyński stworzył im okazję do manifestacji, które odbywały się pod hasłem: „Wolni ludzie, wolne media, wolne sądy!”

„Wolni ludzie” – ale maseczki zakładają w podskokach na każde skinienie rządu „dobrej zmiany”. Skoro aż tyle pary poszło w gwizdek, to trudno nie uznać tego za majsterszyk Jarosława Kaczyńskiego i nie wiemy tylko, jak się na tej intrydze potknie o własne nogi.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl/

poniedziałek, 3 stycznia 2022

FTA: Powstaje nowa linia lotnicza bez terroru sanitarnego i certyfikatów

 



Nowa linia lotnicza startuje ze wszystkimi pilotami i stewardesami, którzy porzucili tradycyjne linie lotnicze ze względu na rezygnację z obowiązkowych szczepień i chcą kontynuować podróżowanie w oparciu o indywidualną suwerenność i swobodę medyczną.

Powstając linia, deklaruje na swoich stronach:

Budujemy nowy ekosystem, który szanuje prawo do przemieszczania się i podróżowania bez dyskryminacji wszystkich członków naszej społeczności.

  • Naszą misją jest bycie dostawcą rozwiązań w branży turystycznej i transportowej, ponieważ wierzymy, że każdy ma prawo do swobodnego podróżowania, bez przeszkód i bez dyskryminacji.
  • Naszym celem jest przywrócenie beztroski i radości życia branży turystycznej i hotelarskiej. Budujemy ekosystem podobnie myślących członków, partnerów i firm, aby zabezpieczyć i chronić nasze prawa jako suwerennych istot, w tym prawo do poruszania się po świecie jako Freedom Travelers.
  • Dołącz do nas, gdy świętujemy i podkreślamy nowe partnerstwa z firmami, społecznościami, miastami, stanami i krajami, które są zgodne z naszymi celami zachowania naszych niezbywalnych praw”.

Powstający operator informuje również o powstaniu strony internetowej Freedom Jobs. Zadaniem strony są rozwiązania równoległe. Jak zapewnia powstający operator: „Sprawimy, że przytłaczające firmy staną się nieistotne”.

Stronę internetową nowego operatora znajdziecie tu:
>https://www.freedomtravelalliance.com/

Źródło: legaartis.pl
https://dobrewiadomosci.net.pl

IV Imperium Klausa Schwaba

 



Adam Wielomski: Miło mi powiadomić wszystkich naszych Czytelników, że Fundacja Instytut Badawczy Pro Vita Bona wydała właśnie nową książkę Imperium Klausa Schwaba. Jedna planeta, jedna ludzkość, jeden zarząd, której autorką jest Magdalena Ziętek-Wielomska.

Zapewne nie są tym Państwo zdziwieni, gdyż w naszych tekstach i nagraniach ostatnio Klaus Schwab i Światowe Forum Ekonomiczne w Davos pojawia się dość często. Stąd pomysł mojej Żony, aby wgryźć się w temat głębiej. Dodajmy, że wydana przez nasz Instytut książka stanowi bodaj pierwsze na świecie niezależne opracowanie problemu w postaci książki.

Wcześniej bowiem na temat koncepcji tej części globalnych elit, które regularnie zbierają się w Davos, pisali wyłącznie ich przedstawiciele. Była to więc literatura hagiograficzna.

Do lektury książki zachęcam nie tylko tych, których interesuje jaki los gotują nam finansowe elity świata. Zachęcam także tych z Państwa, którzy znają moją pracę Sojusz ekstremów w epoce globalizacjiJak neoliberałowie i neomarksiści budują nam nowy świat, w której – w pewnym uproszczeniu – przedstawiłem wizję globalizacji i ideologię globalizmu prezentowaną przez świat anglosaski i jego elity finansowo-polityczne.

Klaus Schwab do pewnego momentu wydawał się być zwolennikiem tego rozwiązania, jednak w ostatnim czasie stworzył wizję „kapitalizmu interesariuszy”, którą należy potraktować jako wyrazistą kontr-propozycję wobec neoliberalizmu. Pisząc „stworzył” proponuję czytać „wyraził”, gdyż jest on tylko twarzą/piórem/klawiaturą pewnej części świata globalnych elit finansowych, tym razem niemieckojęzycznych, które postanowiły przedstawić własny i wyraźnie alternatywny model wobec globalizacji w stylu anglosaskim, gdzie pełnię władzy nad światem miały przejąć niepodległe wobec nikogo międzynarodowe korporacje.

Magdalena Ziętek-Wielomska: Jako osobę zajmującą się sterowaniem społecznym interesuje mnie kwestia tego, gdzie kryją się ośrodki realnie sprawujące władzę w świecie. Kwestią oczywistą jest to, że piastowanie określonego stanowiska nie oznacza posiadania władzy. Co więcej, większość współczesnych politycznych stanowisk to atrapy, za którymi mogą ukrywać się globalistyczne ośrodki władzy.

Zaczęłam badać, co dokładnie robi Schwab i co się dzieje w Davos. Przyznaję, że dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że tam się dzieje dużo więcej niż doroczne spotkania globalnych elit pokazywane w telewizji. Schwab stworzył nowe intelektualne kategorie programujące globalistyczne elity, dosłownie hodowane w licznych powołanych przez niego do życia inicjatywach.

Klaus Schwab bez wątpienia jest ważną figurą, jeśli chodzi o umożliwianie globalnym elitom „usieciowiania się”, czyli dynamicznego wnikania w sieć relacji i zależności; jest dobrym organizatorem i inspiratorem. W Davos założone zostały dziesiątki różnych organizacji, programów, sieci kontaktów, w których indoktrynuje się ludzi na działanie w określonym kierunku, jak również umożliwia im wzajemne nawiązywanie kontaktów.

A najważniejsze jest to, że jego kategorie myślowe wywodzą się z niemieckiej tradycji politycznej: wielkie przestrzenie, kartele, model „zorganizowanego kapitalizmu”, nazwany przez niego „kapitalizmem interesariuszy”. Ten właśnie aspekt jego działalności opisałam w książce, bo o tym praktycznie się nie mówi. A w kontekście zapowiedzi nowego rządu niemieckiego co do utworzenia europejskiego „super-państwa”, agenda Davos staje się dla nas realnym zagrożeniem.

Myśl Polska, nr 51-52 (19-26.12.2021)
https://myslpolska.info/

Dugin: atlantysta Biden kontra euroazjata Putin

 



Eskalacja napięć w stosunkach Rosji ze Stanami Zjednoczonymi po objęciu urzędu prezydenta przez Joe Bidena, pogorszenie sytuacji wokół Ukrainy i wzrost niepokojów wokół rosyjskich granic (prowokacyjne działania NATO w basenie Morza Czarnego, agresywne manewry amerykańskich sił powietrznych w pobliżu rosyjskiej przestrzeni powietrznej itd.) – wszystko to można w całkowicie racjonalny sposób wyjaśnić z punktu widzenia geopolityki.


Geopolityczna katastrofa


Źródłem obecnego stanu rzeczy jest sytuacja, która powstała pod koniec lat 1980., gdy doszło do rozpadu struktur bloku radzieckiego. Wraz z socjalizmem, rozumianym jako system polityczno-gospodarczy, upadła masywna konstrukcja geopolityczna, wcale nie stworzona przez komunistów, lecz reprezentująca naturalną, historyczną kontynuację geopolityki Imperium Rosyjskiego.


Obejmowała ona nie tylko ZSRR, który był bezpośrednim spadkobiercą Imperium i połączył obszary oraz narody funkcjonujące wokół rosyjskiego rdzenia na długo przed pojawieniem się władzy radzieckiej.


Bolszewicy początkowo, za czasów Władimira Lenina i Lwa Trockiego, utracili wiele z tych ziem, lecz potem, za Josifa Stalina, odzyskali je z naddatkiem. Wpływy Rosji w Europie Wschodniej również nie były wyłącznie rezultatem II wojny światowej, lecz w dużym stopniu także kontynuacją geopolityki Rosji carskiej. To dlatego upadek bloku wschodniego i rozpad ZSRR był nie tylko zjawiskiem ideologicznym, lecz także katastrofą geopolityczną (o czym wyraźnie powiedział sam prezydent Władimir Putin).


Oszustwa atlantystów


Proces geopolitycznego rozkładu kontynuowany był w latach 1990., w czasach Borysa Jelcyna i wszechwładzy prozachodnich liberałów; tym razem przyszła kolej na tereny Kaukazu Północnego (pierwsza wojna czeczeńska), a następnie inne podmioty Federacji Rosyjskiej.


W tym samym czasie NATO bez przeszkód, konsekwentnie rozszerzało się na wschód, obejmując przestrzeń Europy Wschodniej (kraje dawnego Układu Warszawskiego), a także trzy dawne republiki radzieckie – Litwę, Łotwę i Estonię. Stanowiło to naruszenie istniejących ustaleń z Moskwą. Waszyngton obiecywał Michaiłowi Gorbaczowowi, że zjednoczone Niemcy po wyprowadzeniu z NRD wojsk radzieckich będą państwem neutralnym. Tym bardziej nie przewidywano jakiegokolwiek rozszerzenia NATO.


Na moje zadane wprost pytanie o to, jak to się stało, że sojusz, wbrew tym obietnicom, się rozszerzył, Zbigniew Brzeziński w 2005 roku szczerze i cynicznie odpowiedział: „we have tricked him” („oszukaliśmy go”). Zachód okłamał też Gorbaczowa w sprawie trzech republik bałtyckich.


Obietnicę nie przyjmowania do NATO krajów wywodzących się z byłych republik radzieckich złożono po raz kolejny nowemu rosyjskiemu przywódcy, Borysowi Jelcynowi. Tymczasem Zachód od razu, w charakterystycznym dla siebie stylu, zaczął tworzyć na obszarze postradzieckim różne bloki: najpierw GUUAM (Gruzja, Ukraina, Uzbekistan, Azerbejdżan, Mołdawia), później Partnerstwo Wschodnie, których jedynym celem było przygotowanie objętych nimi krajów na integrację z Sojuszem Północnoatlantyckim. „Kłamaliśmy, kłamiemy i będziemy nadal kłamać” – przyznawali bezwstydnie, niemal wprost atlantyści.


Agentura w jelcynowskiej Rosji


W samej Rosji piąta i szósta kolumna na każdym poważniejszym zakręcie działały na rzecz Zachodu. Putin opowiadał niedawno, jak wyrzucał ze struktur władz państwowych ewidentnych amerykańskich agentów, ale wyraźnie dotyczyło to tylko wierzchołka góry lodowej. Nie ma wątpliwości, że większa część atlantyckiej sieci nadal zajmuje wpływowe stanowiska w elicie rosyjskiej.


W latach 1990. Zachód robił wszystko, co tylko możliwe, by uczynić z Rosji przedmiot geopolityki, w miejsce podmiotu, jakim była ona w epoce Związku Radzieckiego i Imperium Rosyjskiego (czyli niemal nieustannie, za wyjątkiem okresu podboju mongolskiego). To na tym polegała „wielka wojna kontynentów”, oblężenie Heartlandu, zacieśnienie wokół Rosji „uścisku anakondy”.


Operacja ratunkowa Putina


Putin zaraz po dojściu do władzy zajął się ratowaniem tego, co można było jeszcze uratować. To była jego polityka suwerenności. Biorąc pod uwagę terytorium, dzieje, tożsamość i tradycję Rosji, jej suwerenność oznacza bycie biegunem niezależnym od Zachodu (pozostałe bieguny mają albo znacznie mniejszy od niego potencjał, albo w odróżnieniu od niego nie prowadzą agresywnej ekspansji swego modelu cywilizacyjnego).


Już sam kierunek polityki na suwerenność i powrót na arenę dziejową Rosji realizowany przez Putina, wiązał się ze wzrostem konfrontacji. Musiało to doprowadzić do rosnącej demonizacji Putina w Rosji i na Zachodzie. Jak ujęła to w jednej z audycji na antenie Programu Pierwszego Daria Płatonowa, „czerwoną linią dla Zachodu pozostaje sam fakt istnienia suwerennej Rosji”. Linię tą Putin przekroczył niemal natychmiast po objęciu władzy.


Putin coraz wyraźniej mówi „dość”


Zachód i Rosja są jak dwa naczynia połączone; jeśli z jednego z nich ubywa, w drugim przybywa, i na odwrót. Zero sum game (gra o sumie zerowej). Prawa geopolityki są twarde, o czym przekonaliśmy się za Gorbaczowa i Jelcyna, którzy chcieli być przyjaciółmi Zachodu i dzielić z nim władzę nad światem. Zachód odebrał to wyłącznie jako przejaw słabości i kapitulacji. We win, you lose, sign here („My wygrywamy, wy przegrywacie, podpiszcie tutaj”).


W ramach tej formuły, wyrażonej przez neokonserwatystę Richarda Perle’a, budowano model relacji z Rosją postradziecką. Tak było do czasów Putina. Putin powiedział „stop”. Początkowo mówił to miękko i cicho. Nie słyszeli go. Później, w przemówieniu monachijskim powiedział to głośniej. I znów jego słowa wywołały jedynie oburzenie, wydawały się być „przypadkowym wyskokiem”.


Ale wszystko zaczęło wyglądać poważnie po 2008 roku, a po atlantyckim Majdanie, przywróceniu Krymu do Rosji i odłączeniu Donbasu od Kijowa, sukcesach rosyjskiej armii w Syrii – jeszcze poważniej. Rosja znów stała się suwerennym biegunem, tak właśnie rozmawiała i zachowywała się w stosunku do Zachodu.


Donald Trump interesował się bardziej polityką wewnętrzną i nie zwracał na to większej uwagi, wyznając poglądy realistyczne w stosunkach międzynarodowych. Wiązało się to z poważnym podejściem do suwerenności oraz czysto racjonalnym, pochodzącym z biznesu, kalkulowaniem interesów narodowych wolnym od wszelkiego liberalnego mesjanizmu. Poza tym, Trump najwyraźniej w ogóle nie zdawał sobie sprawy z istnienia geopolityki.


Biden i ofensywa globalistów


Jednak dojście do władzy Bidena zaostrzyło sytuację do granic możliwości. Za nowym prezydentem stoją najradykalniejsi jastrzębie, neokonserwatyści (nienawidzący Trumpa za jego realizm) i fanatycznie rozpowszechniające ideologię ultraliberalną elity globalistyczne. Imperializm atlantycki powiązany jest z mesjanizmem LGBT. Powstała bulgocąca mieszanka geoideologicznej, genderowej patologii. Niezależna, suwerenna (będąca odrębnym biegunem), putinowska Rosja stanowi bezpośrednie zagrożenie dla jednego i drugiego. Nie jest groźna dla Ameryki, lecz właśnie dla atlantyzmu, globalizmu i genderowego liberalizmu. Podobnie zresztą, jak współczesne, również coraz bardziej suwerenne Chiny.


I w takiej sytuacji Putin oznajmia Zachodowi istnienie swoich „czerwonych linii”. I nie są to słowa bez pokrycia. Stoi za nimi reality check konkretnych osiągnięć Rosji. Na razie sprawa nie dotyczy Europy Wschodniej, podstępnie oderwanej od Eurazji. Pogodziliśmy się już ze status quo krajów bałtyckich. Wciąż jednak przestrzeń postradziecka stanowi strefę wyłącznej odpowiedzialności Rosji. Dotyczy to przede wszystkim Ukrainy, a także Gruzji i Mołdawii. Pozostałe państwa regionu nie wyrażają dążeń do zajmowania agresywnego stanowiska wobec Moskwy oraz współpracy z Zachodem i NATO, przynajmniej w sposób otwarty.


Ukraina to jest czerwona linia


Kosa trafiła na kamień. Atlantysta Biden kontra eurazjata Putin. Mamy do czynienia już na pierwszy rzut oka ze starciem dwóch wzajemnie sprzecznych punktów widzenia, czarnego z białym. „Wielką szachownicą”, jak mawiał Brzeziński. W tej sytuacji nie może być mowy o przyjaźni. A to oznacza jedno: albo nieuniknioną wojnę, albo jedna ze stron nie wytrzyma napięcia i podda się bez walki. Stawka jest wyjątkowo wysoka: chodzi o losy całego porządku światowego.


Ukraina jest jedynie drugorzędną figurą w tej wielkiej grze. Owszem, obecnie to właśnie ona jest przedmiotem sporu. Dla Rosji jest ona z punktu widzenia geopolityki bardzo ważnym regionem. Dla Zachodu jest to tylko jeden z elementów okrążenia Rosji – Eurazji, w ramach atlantyckiej „strategii anakondy”. Wstąpienie Ukrainy do NATO lub pojawienie się na jej terenie amerykańskich baz wojskowych to śmiertelny cios dla suwerenności Rosji, unieważnienie wszystkich niemal dokonań Putina.


Naleganie na obowiązek respektowania „czerwonych linii” oznacza gotowość do wojny. Tu żaden kompromis nie jest możliwy. Ktoś wygra, ktoś przegra. Z wojną, czy bez.


Obszar postradziecki musi być pod kontrolą Rosji


Jest oczywiste, że szósta kolumna (piątej już nikt obecnie we władzach nie słucha) w przypadku otwartej konfrontacji z Zachodem na Ukrainie lub przejścia konfliktu do gorącej fazy, straci wszystko. Przemiany w rosyjskiej polityce stają się nieuniknione i staje się jasne, że wiodące miejsca zajmą w niej środowiska patriotyczne.


To dlatego dziś Putina do ustępstw namawiają nie tylko systemowi liberałowie (niemal oficjalnie zarejestrowani w charakterze agentów zagranicznych), lecz także osoby, które trudno podejrzewać o prozachodnie sympatie. Korzysta się tu ze wszystkich możliwych argumentów: losów Gazociągu Północnego 2, możliwego odłączenia od systemu SWIFT, nieuniknionego zapóźnienia technologicznego, izolacji itd. Te same argumenty słyszeliśmy już w 2008 roku, po Majdanie czy interwencji w Syrii. Wygląda na to, że Putin to doskonale rozumie i dostrzega, jakie siły stoją za tymi zwolennikami Brukseli i Waszyngtonu wśród elit. Lepiej więc dla nich, by w ogóle nie próbowali. Wygrać wojnę, najlepiej bez walki, można tylko wtedy, gdy się jest na nią do końca przygotowanym i nie oddaje się ani jednej istotnej dla przetrwania pozycji.


Obszar postradziecki powinien znajdować się wyłącznie pod kontrolą strategiczną Rosji. Obecnie nie tylko tego chcemy, ale i możemy to osiągnąć. Co więcej, nie możemy postąpić inaczej. Możemy natomiast dyskutować o statusie krajów bałtyckich (już znajdujących się w NATO) i naszych planach wobec Europy Wschodniej. To już sprawy spoza „czerwonych linii”; tu możliwy jest kompromis.


Jeśli będzie potrzeba, weźmiemy nawet Waszyngton


Nasz krótki bilans geopolityczny pokazał, że Putin dokonał zmiany geopolitycznego znaczenia Rosji, przekształcając ją z przedmiotu (którym Rosja była w latach 1990.) w podmiot. Podmiot zachowuje się całkiem inaczej niż przedmiot. Stawia na swoim, dostrzega i zapamiętuje kłamstwa, pociąga do odpowiedzialności, zaznacza swoją strefę wpływów i zgłasza ultymatywne żądania. I, co najważniejsze: ma wystarczająco dużo siły, potencjału i woli, żeby wprowadzać swe plany w życie.


Obecny kryzys w stosunkach z Zachodem stanowi ewidentną oznakę olbrzymich sukcesów geopolityki Władimira Putina, żelazną dłonią prowadzącego Rosję ku odrodzeniu i powrotowi na arenę dziejową. W przeszłości zawsze potrafiliśmy bronić naszych „czerwonych linii”. Często wychodziliśmy daleko poza nie.


Nasze armie bywały w roli zwycięzców w wielu europejskich stolicach, szczególnie w Paryżu i Berlinie. Jeśli będzie to konieczne, mogą odwiedzić i Brukselę, Londyn, a – kto wie – może kiedyś i Waszyngton. W celach wyłącznie pokojowych.


prof. Aleksandr Dugin

Źródło: https://www.geopolitica.ru/article/atlantist-bayden-vs-evraziec-putin

Śródtytuły pochodzą od Redakcji MP.


https://myslpolska.info

Przesłanie Arcybiskupa Viganò do Narodu Amerykańskiego

 



Drodzy Amerykanie, Drodzy Przyjaciele!

Od dwóch lat na całym świecie dokonywany jest globalny zamach stanu, planowany od pewnego czasu przez elitarną grupę spiskowców zniewolonych działaniami międzynarodowej finansjery.

Przewrót ten był możliwy dzięki wykorzystaniu zjawiska nadzwyczajnej pandemii, która opiera się na istnieniu wirusa, którego śmiertelność jest niemal analogiczna do śmiertelności każdego innego sezonowego wirusa grypy, na delegitymizacji i zakazie skutecznych metod leczenia oraz na dystrybucji eksperymentalnego serum genowego, które jest oczywiście nieskuteczne i które również w oczywisty sposób niesie ze sobą niebezpieczeństwo poważnych, a nawet śmiertelnych skutków ubocznych.

Wszyscy wiemy, jak bardzo media głównego nurtu przyczyniły się do wsparcia obłąkańczej narracji o pandemii, jakie interesy wchodzą w grę i jakie są cele tych ludzi. Dla przypomnienia, są to: zmniejszenie światowej populacji, uczynienie tych, którzy przeżyją, chronicznie chorymi oraz narzucenie form kontroli, które naruszają podstawowe prawa i naturalne wolności obywateli.

Pomimo tego, dwa lata po rozpoczęciu tej groteskowej farsy, która pochłonęła więcej ofiar niż wojna i zniszczyła tkankę społeczną, gospodarki narodowe i podstawy państwa prawa, nadal nic się nie zmieniło w polityce państw i ich reakcji na tak zwaną pandemię.

W zeszłym roku, kiedy wielu jeszcze nie rozumiało powagi nadchodzącego zagrożenia, byłem jednym z pierwszych, którzy potępili ten zamach stanu i natychmiast zostałem uznany za zwolennika teorii spiskowych. Dziś coraz więcej ludzi otwiera oczy i zaczyna rozumieć, że pandemia i „ekologiczny stan wyjątkowy” są częścią zbrodniczego planu uknutego przez Światowe Forum Ekonomiczne, ONZ, WHO oraz całą galaktykę organizacji i fundacji, które ideologicznie są wyraźnie antyludzkie i – trzeba to wyraźnie powiedzieć – antychrześcijańskie.

Jednym z elementów, które jednoznacznie potwierdzają zbrodniczy charakter Wielkiego Resetu, jest doskonała synchronizacja działań różnych państw, świadcząca o istnieniu jednego scenariusza pod jednym kierownictwem. Niepokojące jest to, że brak leczenia, błędne leczenie w celu spowodowania większej liczby zgonów, decyzja o wprowadzeniu lokdałnów i masek, milczenie na temat negatywnych skutków tak zwanych „szczepionek”, które w rzeczywistości są surowicami genowymi, oraz ciągłe i rozmyślne powtarzanie błędów, były możliwe wyłącznie dzięki współudziałowi rządzących oraz instytucji na czele których stoją.

Przywódcy polityczni i religijni, parlamentarzyści, naukowcy i lekarze, dziennikarze i ci, którzy pracują w mediach, dosłownie zdradzili swoich współobywateli, ich prawa, ich Konstytucje i najbardziej podstawowe zasady etyczne.

Oszustwo wyborcze w wyborach prezydenckich w 2020 roku, skierowane przeciwko prezydentowi Trumpowi okazało się instrumentalne dla tej globalnej operacji, ponieważ narzucenie bezprawnych ograniczeń wraz naruszeniem zasad prawa, nie mogłoby się odbyć bez udziału amerykańskiego prezydenta. Partia Demokratyczna, jako część głębokiego państwa, wykonuje swoje zadanie wspierając system. Podobnie zachowuje się głęboki kościół, mając w Bergoglio swojego propagandystę.

Ostatnie orzeczenia Sądu Najwyższego i autonomiczne działania niektórych amerykańskich stanów – gdzie obowiązek szczepień został uznany za niekonstytucyjny – dają nam nadzieję, że ten zbrodniczy plan może się załamać, a odpowiedzialni za to, zostaną nazwani i osądzeni: zarówno w Ameryce, jak i na całym świecie.

Sytuacja jest teraz jasna. Na całym świecie, w imię wypaczonej koncepcji wolności, stopniowo usunęliśmy Boga ze społeczeństwa i systemu prawnego. Zaprzeczyliśmy istnieniu wiecznej i transcendentnej zasady, obowiązującej wszystkich ludzi wszystkich czasów, do której muszą się dostosować prawa państwowe. Zastąpiliśmy tę absolutną zasadę arbitralnością jednostek, zasadą, że każdy jest swoim własnym prawodawcą.

W imię tej obłąkańczej wolności – która jest samowolą i libertynizmem – pozwoliliśmy na łamanie prawa Bożego i prawa natury, legitymizując zabijanie dzieci w łonie matki, nawet do samego momentu narodzin; zabijanie chorych i starszych na oddziałach szpitalnych; niszczenie naturalnej rodziny i małżeństwa; uznaliśmy prawa do wad i grzechu, przedkładając zboczenia jednostek nad dobro społeczeństwa. Krótko mówiąc, obaliliśmy cały porządek moralny, który stanowi nieodzowną podstawę praw i życia społecznego każdego narodu.

Już w IV w. przed.Chrystusem, Platon pisał o tym w swoim ostatnim dziele „Prawa” i upatrywał przyczyny ateńskiego kryzysu politycznego właśnie w rozerwaniu boskiego porządku – kosmosu – związku między tymi odwiecznymi zasadami a prawami ludzkimi.

Te naturalne zasady moralne świata grecko-rzymskiego znalazły swoje spełnienie w chrześcijaństwie, które zbudowało cywilizację zachodnią, nadając im nadprzyrodzony impuls. Chrześcijaństwo jest najsilniejszą obroną przed niesprawiedliwością, najsilniejszą strażą przed uciskiem silnych nad słabymi, gwałtownych nad spokojnymi, złych nad dobrymi, ponieważ moralność chrześcijańska czyni każdego z nas odpowiedzialnym przed Bogiem i bliźnimi za nasze czyny, zarówno jako obywatela, jak i władcy. Syn Boży, którego Narodziny będziemy świętować za kilka dni, stał się Wcielony w czasie i w historii, aby uleczyć starożytną ranę i przywrócić przez Łaskę, porządek naruszony przez nieposłuszeństwo. Jego społeczne Królowanie było zasadą generującą ordo Christianus, które od dwóch wieków jest zaciekle zwalczane przez masonerię: ponieważ rewolucja, którą ona promuje, jest chaosem, jest nieładem, jest piekielnym buntem przeciwko boskiemu porządkowi, aby narzucić tyranię szatana.

Teraz, gdy widzimy, co się dzieje wokół nas, rozumiemy, jak złudne były obietnice postępu i wolności składane przez tych, którzy niszczyli chrześcijańskie społeczeństwo i jak zwodnicza była perspektywa nowej wieży Babel, zbudowanej nie tylko bez oglądania się na Boga, ale nawet w bezpośredniej opozycji wobec Niego. Piekielne wyzwanie nieprzyjaciela jest powtarzane przez wieki w niezmienionej formie, ale jest skazane na nieuchronną porażkę. Za tym liczącym tysiące lat spiskiem, stoi zawsze ten sam przeciwnik, a jedyne, co się zmienia, to konkretne osoby, które z nim współpracują.

Drodzy amerykańscy bracia i siostry! Drodzy Patrioci! Jest to kluczowy moment dla przyszłości Stanów Zjednoczonych Ameryki i całej ludzkości. Zagrożenie pandemią, farsa globalnego ocieplenia i zielonej gospodarki, oraz kryzys gospodarczy celowo wywołany przez Wielki Reset przy współudziale głębokiego państwa, są jedynie konsekwencją znacznie poważniejszego problemu i konieczne jest jego dogłębne zrozumienie, jeśli chcemy go pokonać. Problem ten jest przede wszystkim moralny; w istocie jest on religijny.

Musimy postawić Boga z powrotem na pierwszym miejscu nie tylko w naszym życiu osobistym, ale także w życiu naszego społeczeństwa. Musimy przywrócić Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi Koronę, którą wydarła Mu rewolucja, ale żeby to się stało, konieczne jest prawdziwe i głębokie nawrócenie jednostek i społeczeństwa. Jest bowiem absolutnie niemożliwym, aby mieć nadzieję na koniec tej globalnej tyranii, jeśli nadal będziemy usuwać z Królestwa Chrystusa narody, które do Niego należą i muszą należeć. Z tego powodu ruch na rzecz obalenia Roe v. Wade nabiera również bardzo ważnego znaczenia, ponieważ poszanowanie świętości życia nienarodzonych musi być usankcjonowane przez prawo pozytywne, jeśli ma ono być zwierciadłem Prawa wiecznego.

Ożywia was tęsknota za sprawiedliwością, jest to słuszne i dobre pragnienie. „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”, mówi Pan (Mt 5, 6). Ale ta sprawiedliwość musi opierać się na świadomości, że jest to walka duchowa, w której trzeba stanąć po jednej ze stron bez dwuznaczności i bez kompromisu, trzymając się transcendentnych i wiecznych odniesień, które dostrzegali nawet pogańscy filozofowie, a które znalazły swoje wypełnienie w Objawieniu Syna Bożego, Boskiego Mistrza.

Mój apel o sojusz antyglobalistyczny – który dziś ponawiam – ma właśnie na celu stworzenie ruchu moralnego i duchowego odrodzenia, który zainspiruje działania obywatelskie, społeczne i polityczne tych, którzy nie chcą być niewolnikami Nowego Porządku Świata. Ruchu, który na poziomie narodowym i lokalnym będzie w stanie znaleźć sposób na przeciwstawienie się Wielkiemu Resetowi i który skoordynuje potępienie zamachu stanu, który odbywa się na naszych oczach. Ponieważ mając świadomość, kim jest nasz przeciwnik i jakie są jego cele i zadania, możemy zakłócić tę zbrodniczą akcję, którą zamierza przeprowadzić i zmusić go do odwrotu. W tym celu sprzeciw wobec farsy pandemii i obowiązku szczepień musi być zdecydowany i odważny ze strony każdego z was.

Wasza działalność musi być zatem dziełem prawdy, wydobywającym na światło dzienne kłamstwa i oszustwa Nowego Porządku Świata oraz ich antyludzki i antychrystowy szablon. W tym celu, wszyscy ludzie dobrej woli – każdy na swoim zawodowym i obywatelskim odcinku – muszą koordynować i organizować się, aby razem stawić zdecydowany, ale pokojowy i nie legitymizować tyranii tych, którzy dziś sprawują władzę.

Bądźcie dumni z waszej tożsamości amerykańskich patriotów i z wiary, która pobudza wasze życie. Nie pozwólcie, aby ktokolwiek sprawił, że poczujecie się gorsi tylko dlatego, że kochacie swoją ojczyznę, że jesteście uczciwi w pracy, że chcecie chronić swoją rodzinę i wychowywać swoje dzieci w zdrowych wartościach, że szanujecie osoby starsze, że chronicie życie od poczęcia do jego naturalnego końca.

Nie dajcie się zastraszyć ani uwieść tym, którzy propagują bałamutny i wirtualny świat, w którym bezimienna władza narzuca wam pogardę dla Prawa Bożego, przedstawia grzech i wady jako dozwolone i pożądane, gardzi sprawiedliwością i moralnością, niszczy naturalną rodzinę i promuje najgorsze perwersje, planuje śmierć bezbronnych i słabych istot oraz wykorzystuje ludzkość dla własnego zysku lub zachowania władzy.

Bądźcie godnymi spadkobiercami wielkiego Arcybiskupa Fultona Sheena i nie podążajcie za tymi spośród waszych Pasterzy, którzy zdradzili polecenie i upoważnienie otrzymane od Naszego Pana, którzy narzucają wam bezprawne nakazy lub milczą wobec dowodów niesłychanej zbrodni przeciwko Bogu i ludzkości.

Niech to Święte Boże Narodzenie rozświetli wasze umysły i rozpali wasze serca przed Dzieciątkiem-Królem, które leży w żłobie. Tak jak chóry Aniołów i hołd Magów zjednoczyły się z prostą adoracją pasterzy, tak również dzisiaj wasze zaangażowanie w moralne odrodzenie Stanów Zjednoczonych Ameryki – jednego Narodu pod Bogiem – będzie miało błogosławieństwo naszego Pana i zgromadzi wokół was tych, którzy wami rządzą. Amen.

Niech Bóg was błogosławi i niech Bóg błogosławi Stany Zjednoczone Ameryki.

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup
18 grudnia 2021

Tłum. Sławomir Soja
Źródło: The Remnant (December 23, 2021) – „Archbishop Viganò’s Message to the American People”

https://www.bibula.com

Módlmy się za tego wyjątkowego arcypasterza. Módlmy się. Bo takich, jak on, już prawie nie ma.
Admin

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...