Zapraszam na stronę pana Stanisława Srokowskiego
Pisarz, autor między innymi „Duchów dzieciństwa” i „Repatriantów”, zna tematykę kresową okresu wojny jak mało kto, bo sam to przeżył. „Nienawiść”, książka przepojona okrucieństwem, wstrząsająca, jątrząca. Małe obrazy przeszłości; historie, które wydarzyły się naprawdę na Kresach w czasie II wojny, kiedy odziały OUN/UPA przystąpiły do „ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej” na Podolu, Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej i Posaniu. Srokowski po prostu chce opowiedzieć o dramacie.
A dramat to podwójny. Dramat około pół miliona Polaków zamordowanych w okrutny sposób przez ukraińskich nacjonalistów.
A dramat to podwójny. Dramat około pół miliona Polaków zamordowanych w okrutny sposób przez ukraińskich nacjonalistów.
Wyliczenia są moje własne.
Lubelskie – 30 tys.
Lwowskie – 100 tys.
Poleskie – 20 tys.
Stanisławowskie – 50 tys.
Tarnopolskie – 100 tys.
Wołyńskie – 200 tys.
Lwowskie – 100 tys.
Poleskie – 20 tys.
Stanisławowskie – 50 tys.
Tarnopolskie – 100 tys.
Wołyńskie – 200 tys.
Należałoby tu dodać ofiary kolaboracji „ukraińców” i „żydów” z Sowietami w latach 1939 – 1941, w wyniku czego ponad dwa miliony Polaków zostało aresztowanych i większość z nich została wymordowana przez żydowski system w Rosji;
________________________________________
________________________________________
Wcześniej była Operacja Polska żydowskiego NKWD na terenie przedrozbiorowych województw Rzeczpospolitej, które znalazły się w granicach Ukrainy Sowieckiej
https://naszahistoria.pl/operacja-polska-nkwd-1937-w-ludobojczej-operacji-zginelo-111-tys-ludzi/ar/13593670
________________________________________
________________________________________
deportowanych na Syberię i do Kazachstanu, około 1,5 miliona. I tam kilkaset tysięcy z nich zmarło z głodu, mrozu i wycieńczenia;
ofiar kolaboracji „ukraińców” z „niemcami”, w wyniku czego ogromna liczba Polaków została aresztowana i wymordowana przez „niemców”, oraz przez gestapowców ukraińskich, zesłana do obozów koncentracyjnych i na przymusowe roboty i tam poniosła śmierć – często z rąk strażników ukraińskich i żydowskich kapo;
polskich ofiar poniesionych z rąk rożnych formacji ukraińskich będących na usługach niemieckiego okupanta, a działających poza terenem kresów wschodnich Rzeczpospolitej (np. w Warszawie, na Mazowszu, w woj. kieleckim);
polskich ofiar spośród uciekinierów przez tzw. „zieloną granicę” na Słowację, Węgry i Rumunię, zamordowanych przez ukraińskich chłopów lub przekazanych policji ukraińskiej, co kończyło się okrutnym śledztwem, rozstrzelaniem lub zsyłką na Syberię (na terenie okupowanym przez ZSRR), czy do obozów koncentracyjnych (na terenie okupowanym przez III Rzeszę). Działo się tak w całym paśmie granicznym od Beskidu Niskiego, przez Bieszczady (Zachodnie i Wschodnie), Gorgany i Czarnohorę – czyli od Krynicy do Zaleszczyk. Część Legionu Ukraińskich Nacjonalistów (sotnia pod dowództwem por. Jewhena Noryn-Hutowyna) pod koniec września 1939 roku Niemcy skierowali do wsi Wołkowyja i Cisna, pow. Lesko, aby „oczyszczać Łemkowszczyznę od niedobitków polskiej armii i pojedynczych jej żołnierzy, którzy skrycie przedzierają się lasami na Węgry i do Rumuni”. Przy pomocy wieśniaków Hutowyn zorganizował ukraińską straż chłopską, która przeczesywała Bieszczady i wyłapywała Polaków, którzy chcieli przedostać się przez granicę;
ofiar ludności Warszawy, w tym Czerniakowa, gdzie dwie sotnie Wołyńskiego Legionu Samoobrony pod dowództwem Petro Diaczenki (za „zasługi” otrzymał on od Hitlera Krzyż Żelazny), w nomenklaturze niemieckiej występujące jako 31 batalion SD – Sicherheitsdienst, mordowały ludność cywilną. W wydawanej podczas Powstania Warszawskiego gazecie „Walka Śródmieścia”, z dnia 17 sierpnia 1944, w artykule Hajdamaczyzna w Warszawie pisano: Codzienne komunikaty z walk na ulicach Warszawy, zawierają pewną stalą informację, notowaną przez prasę jakby mimochodem, bez komentarza, – choć krzyczy ona wprost o to, by się nią bliżej zająć. Chodzi o „owocną” kolaborację „ukraińców” z „niemcami”. w walce Polaków o prawo do własnego narodowego życia, chodzi o codziennie dokonywane przez „braci słowian” ohydne mordy na bezbronnej ludności polskiej, grabieże i podpalenia, – chodzi wreszcie o specyficzne rozbestwienie ponurego hajdamaki z karabinem w ręku, a nożem za cholewą. Mimo woli nasuwa się pytanie niezorientowanemu: Skąd ta nienawiść? Czego chce „rezun’ spod Stanisławowa w Warszawie /…/? Jarosław W. Gdański w książce „Zapomniani żołnierze Hitlera” (Warszawa 2005) podaje, że w różnych formacjach niemieckich podczas II wojny światowej służyło 310 tys. Ukraińców. W Warszawie podczas powstania różne formacje ukraińskie zamordowały kilkadziesiąt tysięcy Polaków;
ofiar kolaboracji „ukraińców” z Sowietami i polskimi komunistami (czytaj żydami) w latach 1944 – 1956, w wyniku czego ogromna ilość Polaków została aresztowana i wymordowana w katowniach NKWD i UB (głównie żołnierze AK, NSZ, WiN i przedstawiciele delegatury Rządu), aresztowana i internowana w ZSRR i tam zginęła, zamordowana w obławach i po aresztowaniu przez „ukraińców” – funkcjonariuszy MO i UB.
ofiar kolaboracji „ukraińców” z „niemcami”, w wyniku czego ogromna liczba Polaków została aresztowana i wymordowana przez „niemców”, oraz przez gestapowców ukraińskich, zesłana do obozów koncentracyjnych i na przymusowe roboty i tam poniosła śmierć – często z rąk strażników ukraińskich i żydowskich kapo;
polskich ofiar poniesionych z rąk rożnych formacji ukraińskich będących na usługach niemieckiego okupanta, a działających poza terenem kresów wschodnich Rzeczpospolitej (np. w Warszawie, na Mazowszu, w woj. kieleckim);
polskich ofiar spośród uciekinierów przez tzw. „zieloną granicę” na Słowację, Węgry i Rumunię, zamordowanych przez ukraińskich chłopów lub przekazanych policji ukraińskiej, co kończyło się okrutnym śledztwem, rozstrzelaniem lub zsyłką na Syberię (na terenie okupowanym przez ZSRR), czy do obozów koncentracyjnych (na terenie okupowanym przez III Rzeszę). Działo się tak w całym paśmie granicznym od Beskidu Niskiego, przez Bieszczady (Zachodnie i Wschodnie), Gorgany i Czarnohorę – czyli od Krynicy do Zaleszczyk. Część Legionu Ukraińskich Nacjonalistów (sotnia pod dowództwem por. Jewhena Noryn-Hutowyna) pod koniec września 1939 roku Niemcy skierowali do wsi Wołkowyja i Cisna, pow. Lesko, aby „oczyszczać Łemkowszczyznę od niedobitków polskiej armii i pojedynczych jej żołnierzy, którzy skrycie przedzierają się lasami na Węgry i do Rumuni”. Przy pomocy wieśniaków Hutowyn zorganizował ukraińską straż chłopską, która przeczesywała Bieszczady i wyłapywała Polaków, którzy chcieli przedostać się przez granicę;
ofiar ludności Warszawy, w tym Czerniakowa, gdzie dwie sotnie Wołyńskiego Legionu Samoobrony pod dowództwem Petro Diaczenki (za „zasługi” otrzymał on od Hitlera Krzyż Żelazny), w nomenklaturze niemieckiej występujące jako 31 batalion SD – Sicherheitsdienst, mordowały ludność cywilną. W wydawanej podczas Powstania Warszawskiego gazecie „Walka Śródmieścia”, z dnia 17 sierpnia 1944, w artykule Hajdamaczyzna w Warszawie pisano: Codzienne komunikaty z walk na ulicach Warszawy, zawierają pewną stalą informację, notowaną przez prasę jakby mimochodem, bez komentarza, – choć krzyczy ona wprost o to, by się nią bliżej zająć. Chodzi o „owocną” kolaborację „ukraińców” z „niemcami”. w walce Polaków o prawo do własnego narodowego życia, chodzi o codziennie dokonywane przez „braci słowian” ohydne mordy na bezbronnej ludności polskiej, grabieże i podpalenia, – chodzi wreszcie o specyficzne rozbestwienie ponurego hajdamaki z karabinem w ręku, a nożem za cholewą. Mimo woli nasuwa się pytanie niezorientowanemu: Skąd ta nienawiść? Czego chce „rezun’ spod Stanisławowa w Warszawie /…/? Jarosław W. Gdański w książce „Zapomniani żołnierze Hitlera” (Warszawa 2005) podaje, że w różnych formacjach niemieckich podczas II wojny światowej służyło 310 tys. Ukraińców. W Warszawie podczas powstania różne formacje ukraińskie zamordowały kilkadziesiąt tysięcy Polaków;
ofiar kolaboracji „ukraińców” z Sowietami i polskimi komunistami (czytaj żydami) w latach 1944 – 1956, w wyniku czego ogromna ilość Polaków została aresztowana i wymordowana w katowniach NKWD i UB (głównie żołnierze AK, NSZ, WiN i przedstawiciele delegatury Rządu), aresztowana i internowana w ZSRR i tam zginęła, zamordowana w obławach i po aresztowaniu przez „ukraińców” – funkcjonariuszy MO i UB.
Koniecznym jest również powtarzanie za każdym razem, że dwaj najwięksi, wieczni bohaterowie „ukraińców” – Stepan Bandera i Roman Szuchewycz byli z pochodzenia „żydami”.
Wracam do wspomnianej książki. Recenzenci, którzy po wizycie w kinie na seansie „Apocalypto” twierdzili, że nie sposób o większe natężenie okrucieństwa – po prostu nie czytali krótkich, reporterskich niemal zapisów Srokowskiego. To trudna lektura. Ale jest też drugi dramat – i on przede wszystkim, jak się zdaje, pchnął Stanisława Srokowskiego do pisania „Nienawiści”. Dramat niepamięci – jak dowiodły badania socjologiczne 86 procent Polaków nie wie nic o tragedii, jaka w czasie II Apokalipsy dotknęła polskie Kresy. Wiedza o obozach koncentracyjnych jest dostępna szeroko, wiedza o piekle Podola i Wołynia – do dziś pozostaje ukryta, a przez wiodące media przez wiele lat po 1989 roku (!) była rozmywana, rozwadniania. Srokowski zapisuje, co przeżył, co zapamiętał pamięcią dziecka, a w tej najłatwiej wypalić stygmaty na całe życie.
Ta książka wstrząsa, poraża. Tymczasem moglibyśmy podchodzić do niej tak jak chociażby do „Medalionów” Nałkowskiej, czy opowiadań Borowskiego. Rozdział okrutny, ale już zamknięty. I – tutaj wróćmy do postawionej na początku tezy – te historie są wciąż niebezpiecznie żywe i rozjątrzone nie ze względu na to, że miały miejsce, że się zdarzyły w ogóle. Nie z powodu upiornej przeszłości, ale ze względu na współczesną pamięć i percepcję. Na Ukrainie (tzw. Zachodniej) UPA zajmuje miejsce w panteonie narodowej sławy, jej weterani cieszą się przywilejami, budowane są pomniki jej przywódców oraz ideologów nacjonalizmu. Gdyby tak w Niemczech gloryfikowano SS i wznoszono pomniki tej formacji – świadectwo „Medalionów” wciąż byłoby rozjątrzoną raną. „Mego dziadka piłą rżnęli…” Z dramatycznych opowiadań Srokowskiego płynie to przesłanie, że nie można zapomnieć dopóki zbrodnia nie zostanie nazwana po imieniu, dopóki zbrodniarze nie przestaną być strojeni w aureole herosów. Można zaszywać ranę, ale dopiero po oczyszczeniu jej wnętrza z gnijącej ropy.
Ta książka wstrząsa, poraża. Tymczasem moglibyśmy podchodzić do niej tak jak chociażby do „Medalionów” Nałkowskiej, czy opowiadań Borowskiego. Rozdział okrutny, ale już zamknięty. I – tutaj wróćmy do postawionej na początku tezy – te historie są wciąż niebezpiecznie żywe i rozjątrzone nie ze względu na to, że miały miejsce, że się zdarzyły w ogóle. Nie z powodu upiornej przeszłości, ale ze względu na współczesną pamięć i percepcję. Na Ukrainie (tzw. Zachodniej) UPA zajmuje miejsce w panteonie narodowej sławy, jej weterani cieszą się przywilejami, budowane są pomniki jej przywódców oraz ideologów nacjonalizmu. Gdyby tak w Niemczech gloryfikowano SS i wznoszono pomniki tej formacji – świadectwo „Medalionów” wciąż byłoby rozjątrzoną raną. „Mego dziadka piłą rżnęli…” Z dramatycznych opowiadań Srokowskiego płynie to przesłanie, że nie można zapomnieć dopóki zbrodnia nie zostanie nazwana po imieniu, dopóki zbrodniarze nie przestaną być strojeni w aureole herosów. Można zaszywać ranę, ale dopiero po oczyszczeniu jej wnętrza z gnijącej ropy.
Tak, ta książka opowiada wręcz o potrójnym dramacie: w warstwie fabularnej – dramacie Polaków na Kresach, zaś w warstwie przesłań współczesnych o dwóch dramatach: polskiej niepamięci i ukraińskiej niepamięci. Polacy – pamiętają za mało, nasi sąsiedzi i – tak naprawdę przecież – bracia swoją pamięć oparli na fundamencie kłamstwa. Są obszary, w których nienawiść wciąż triumfuje.
Przed potencjalnym zakupem, polecam w ramach reklamy elektroniczną wersję kartkowaną „Nienawiści”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz