„Nieplanowane”
Idąc do kina, wiedziałam mniej więcej czym jest film Nieplanowane. Że to w zasadzie fabularyzowany dokument o przemianie, jaką przeżyła długoletnia pracownica, a nawet najmłodsza dyrektorka jednej z klinik aborcyjnych Planned Parenthoot (dalej: PP) w Teksasie, Abby Johnson, oparty zresztą na jej książce.
Historia Abby Johnson, absolwentki psychologii na jednym z teksańskich uniwersytetów, która swoje zawodowe życie wiąże z pewną kliniką aborcyjną, poczynając od wolontariatu na studiach, aż do tytułu pracownika roku i najmłodszej dyrektorki takiej kliniki w dziejach PP, wypełnia niemal cały film, który staje się pośrednią odpowiedzią na pytanie: jak to możliwe, że osoba wychowana w środowisku obrońców życia, żona przeciwnika aborcji, matka kilkuletniej córeczki, jest aż tak ślepa, że nie widzi w czym uczestniczy?
No, ale sama też poddała się 2 aborcjom, w tym jednej farmakologicznej…
Film jest kameralny, większość scen rozgrywa się w samej klinice, lub na jej obrzeżach (pikietujący za ogrodzeniem pro-liferzy), jedyny większy plener to zdjęcia huraganu w Houston, ale to jest największa zaleta. Bo pokazuje kulisy i metody pracy takiej kliniki, zwłaszcza „obróbkę” wystraszonych, młodych kobiet, niemal dzieci, przyprowadzanych nawet przez własnych rodziców, żeby „coś z tym zrobili”.
Począwszy od „wyrywania z łap pro-liferów” zza ogrodzenia, żeby nie dać ofierze chwili do namysłu, poprzez „promocyjne ceny” za aborcję w pierwszych tygodniach ciąży czy podczas huraganu, aż po kłamstwo najgorsze, któremu sama bohaterka hołduje z pełnym przekonaniem, że „to” nie jest jeszcze człowiekiem, nic nie czuje i nie ma mózgu, w przeciwieństwie do obarczonej życiowymi problemami młodej matki. Która ma studia na ukończeniu, karierę artystyczną no i przede wszystkim swoją młodość i niedojrzałość…
W filmie wprost padają też wymowne liczby (m. in. koszt „zabiegu”) i nazwiska, które nie pozostawiają złudzeń, co do celu istnienia takiego konsorcjum, jak PP. Ani tego, czym dla nich jest aborcja. Brutalnie uświadamia to bohaterce jej była szefowa, przedstawiając priorytety biznesowe korporacji (aborcja jak frytki dla McDonalda!).
I żadne tabletki, ani „planowane macierzyństwo” nie mogą jej wyeliminować. Nie mówiąc o systemie prawnym. Bo to nie tylko biznes, ale piekielne wtajemniczenie (przechodzi je też Abby, oglądając bez drgnienia powiek, abortowane płody, czym zaskakuje nawet swoją szefową!).
Dlatego tak nieprawdopodobne wydaje się wrogom życia nawrócenie Abby Johnson pod wpływem obrazu na monitorze USG, kiedy „to coś bez mózgu i czucia”, za to z główką, rączkami, nóżkami i małym brzuszkiem, próbuje uciec przed rurką zasysającą. A potem zostaje tylko czarna dziura…
Nic dziwnego, że narracja gazownianych recenzentów idzie w kierunku „obalenia mitu wykorzystywania USG podczas aborcji”. Bo przecież nie mogą zakwestionować samego faktu nawrócenia Abby Johnson, aż po przejście wraz z mężem na katolicyzm, chyba w 2011 r.
My w Polsce nie do końca uświadamiamy sobie, czym są aborcje w takich krajach, gdzie nie tylko wykonuje się je na życzenie, ale także niemal do 9. miesiąca życia. Jaka to skala i jaki przemysł oraz piekielna inicjacja.
Główna bohaterka filmu, już po nawróceniu, uświadamia sobie, że jest współodpowiedzialna za co najmniej 22 tysiące aborcji!
W ciągu 8 lat pracy w jednej tylko klinice. Czyli niemal 3 tys. rocznie, początkowo tylko w soboty!
Czy można się dziwić, że PP tak walczy z obrońcami życia, a sama bohaterka filmu musiała przed sądem bronić się przed fałszywym oskarżeniem o wyniesienie danych pacjentów z kliniki i wykorzystywanie swojej wiedzy o pracy tam przeciw planom biznesowym PP?
Natomiast w Polsce aborcji na życzenie nie ma. Ale są aborcje eugeniczne. I tu już adwokaci diabła pracują pełną parą. Nie tylko ci głośni w mediach, ale większość ginekologów w zaciszach swoich gabinetów, wykonujących skrupulatne tzw. badania prenatalne wystraszonym młodym matkom. Pytanie ilu, aby wykryć możliwe do wyleczenia w życiu płodowym wady, a ilu aby „chronić kobiety przed niemożliwym do udźwignięcia heroizmem”?
Sapienti sat!
tagi: nieplanowane film planned parenthood abby johnson
Mnie zastanawia jedno – dlaczego, skoro przemysł farmakologiczny jest już tak rozwinięty, oni wciąż abortują dzieci duże. Możemy to tłumaczyć satanizmem, krwawą ofiarą itp, ale jak oni to tłumaczą? Gdzie jest ta różnica w budżetach i na co one są realnie przeznaczane, że nie można po prosty – po akcji propagandowej – skupić się na sprzedawaniu pigułek „dzień po”.
Może dlatego, że wtedy partie polityczne, które zadeklaorwałyby chęć wycofania tych pigułek, zdobyłyby wszystkie głosy prolife i sprawa załatwiona.
Podział polityczny przebiegał przez apteczne lady, a tak mamy jeszcze nieprzebrane mnóstwo emocji, z których tylko niektóre nadają się do opisania.
„Nieplanowane” w Polsce – zobacz i wspieraj niezwykły film!
http://www.nieplanowanewpolsce.pl
Na tej stronie dowiesz się, w jaki sposób możesz mieć swój udział w tym, aby film „NIEPLANOWANE” i historia Abby Johnson dotarła do jak największej liczby osób w Polsce. To historia piękna i wstrząsająca i potężnie wpływa na wszystkich, którzy ją zobaczą.
http://www.nieplanowanewpolsce.pl
Na tej stronie dowiesz się, w jaki sposób możesz mieć swój udział w tym, aby film „NIEPLANOWANE” i historia Abby Johnson dotarła do jak największej liczby osób w Polsce. To historia piękna i wstrząsająca i potężnie wpływa na wszystkich, którzy ją zobaczą.
Abby Johnson
http://www.abbyjohnson.org
Thank you for stopping by! My mission – and my team’s mission – is simple: We’re in the fight for life because we’re pro-love. We see that every life, from the child in the womb, to the elderly – and in between, including the abortion clinic worker’s life, have incredible value and worth.
http://www.abbyjohnson.org
Thank you for stopping by! My mission – and my team’s mission – is simple: We’re in the fight for life because we’re pro-love. We see that every life, from the child in the womb, to the elderly – and in between, including the abortion clinic worker’s life, have incredible value and worth.
Kilka lat temu pisano o wykorzystaniu ‚części” abortowanych dzieci „starszych” w: przemyśle kosmetycznym (Corriere della Serra pisała w 1994 r. o Instytucie Merieux w Lyonie Francja, „produkującym” na bazie płodów przywożonych z Europy Wschodniej półproduktów dla firm farmaceutycznych (firma Neocutis Inc Szwajcaria) m.in do kosmetyków blokujących odwodnienie skóry. Poza tym komórki abortowanego dziecka mogą być wykorzystane do wielu szczepionek, Podobno Watykan wydał nawet jakieś instrukcje w tej sprawie (szczepionki „alternatywne”).
Nawet pobożny minister Gowin jeszcze w latach swojego ministrowania w rządzie Tuska publicznie oświwdczył, że :”…zarodki z polskich klinik wysyłano do Niemiec,gdzie – sugerował -mogły być wykorzystywane np. do hodowli komórek macierzystych czy wykorzykorzystywane w produkcji kosmetyków…”. (Wprost, 5 maja 2013 Joanna Apelska artykuł pt. „Składniki kosmetyków: skóra plodu, skóra więźnia”).
Z tekstów wynika, że potrzebne są płody w wieku powyżej 14 tygodni.
Z tekstów wynika, że potrzebne są płody w wieku powyżej 14 tygodni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz