Rok 2017.
Wspomnienie o „komunizmie” z mojej młodości.
Jedni pracowali w komunizmie, inni dla komunizmu, inni udawali komunistów dla koryta i kariery, niektórzy byli maniakami, czyli fanatykami. Teraz, to żaden nie był komunistą! Tak, jak u „niemiaszków”: każdy dziadziuś był tylko szoferem, albo kucharzem. A poza tym – jaki to był komunizm, gdzie biskupi siedzieli w pałacach, kościoły były bardziej pełne niż teraz, chłopi mieli własne gospodarstwa do 50-ciu lub 100-tu hektarów, zależnie od regionu, niektórzy mieli małe fabryczki i zatrudniali kilkudziesięciu pracowników, badylarze żyli w lepszych luksusach niż na tzw. „Zachodzie”, na prywatnych taksówkarzy czekało się w dłuuugich kolejkach, rzemieślników na każdej ulicy kilku – wszystko prywatne, kapitalistyczne znaczy się, nawet knajpki (zawsze zatłoczone)? Obciążenie podatkami (haraczem na koszermafię) było duuużo mniejsze niż dziś. I „kooperacja” z „korzyścią” dla obu stron. Jedni pamiętają wybiórczo puste półki i kolejki przed sklepami, gdzie przy odrobinie szczęścia królowe za ladą odcinały tzw. „kartki”, inni, starsi pamiętają żydowskie katownie UB, ale i wówczas ludzie żyli, pracowali, podnosili kraj z ruin, robili dzieci i odpoczywali.Tylko proszę mi tu nie pie_dolić, że to wszystko byli komuniści, że wszystko było złe. Nawet komedie wyśmiewające tamten ustrój kręcono. Za państwową kasę kręcono. Dużo kręcono. Moi mili… w każdym ustroju, w każdym państwie, w każdym czasie, żyją różni ludzie. Jedni uczciwi, ciężko pracujący, drudzy to tzw. kultura, trzeci to mendy pospolite, pasożyty i takie tam, jeszcze inni przygłupy i lenie, a nawet mordercy, zboczeńcy, zwyrodnialcy i złodzieje. I jeszcze aktorzy. Cały torcik przekładaniec. Co znaczy „dekomunizować”? Czy „komuna” to jakaś Baba Jaga, co wiuuu… na miotle odleciała? Każdy, kto dopuścił się zdrady państwa i narodu polskiego, przyczynił się do śmierci, cierpienia i zubożenia innych, ma swoje lub „pożyczone” nazwisko. To nie jakiś tam, bliżej nieokreślony komunista, czy inny „żyd”. Nie ważne, czy żyje, czy nie – sąd nad takim śmieciem i lub zakałą powinien się odbyć. Imienny sąd! Nie tam żadna lustracja, bo taki, co zabierał z sobą wędkę, gdy dostał zaproszenie na „Jezioro Łabędzie”, czy taka, która zachodziła w głowę, co za prezent kupić na „Wesele” (Wyspiańskiego), myślą o „lustracji”, jak o przeglądaniu się w lustrze, ewentualnie pójściu do spowiedzi. Dla żyjących skazanych – kula w łeb i dół z wapnem. Dla oddusznionych – wieeelki obraz z ich podobizną i odpowiednią dedykacją ku pamięci potomnych. Dla potomków do piątego pokolenia – zakaz piastowania funkcji publicznych i zawodów z tzw. „powołania”. To takie moje marzenie w mojej, jeszcze nieściętej głowie zagnieżdżone.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz