Marksizm (anty)kulturowy – geneza pojęcia i jego treść
„Marksizm kulturowy” to rzeczywiście niefortunne określenie, które niestety już zapuściło korzenie w naszej debacie publicznej. Autorka artykułu zapewniła, że jej celem nie jest wdawanie się w naukową debatę na temat zjawiska. Treść pojęcia nie została zresztą w tekście wprost wskazana. Mamy tu de facto do czynienia z próbą przeniesienia uwagi opinii publicznej z analizy neomarksizmu jako zjawiska, a więc z poziomu faktów, na pole walki ideologicznej, w której implikowanie stronie przeciwnej zamiłowania do teorii spiskowych, ewentualnie skrajności czy faszyzmu, jest podstawową taktyką uciekania od rozmowy „na temat”. W tym względzie przekaz lewicy w zasadzie jest pozbawiony odwołań do konkretów, tj. nie odnosi się do marksizmu jako takiego, a wszelkie zacytowane twierdzenia polemistów pozostawia bez komentarzy, czyli w domyśle uznaje za przejaw tzw. foliarstwa. Jest to bardzo wygodne podejście, które umożliwia nieustanne niezajmowanie się meritum sprawy.Artykuł, jak i raport zawierają sugestię, że „marksizm kulturowy” to w istocie pojemny worek, do którego prawica wrzuca wszelkie zjawiska oceniane jako negatywne. Niestety, przy tym publikacje roją się od takich określeń, jak: „populistyczna prawica” lub (rzadziej spotykane) „skrajna prawica”, a jako że nie zostały one jasno zdefiniowane, skłania to do postawienia tezy, że służą jedynie szufladkowaniu adwersarzy. Jest to bardzo plastyczna kategoria, o czym najlepiej świadczy zaliczenie do grupy skrajnej prawicy posła Konfederacji Dobromira Sośnierza, który sam określa się jako libertarianin.
„Marksizm kulturowy” to rzeczywiście niefortunne określenie, które niestety już zapuściło korzenie w naszej debacie publicznej. Autorka artykułu zapewniła, że jej celem nie jest wdawanie się w naukową debatę na temat zjawiska. Treść pojęcia nie została zresztą w tekście wprost wskazana. Mamy tu de facto do czynienia z próbą przeniesienia uwagi opinii publicznej z analizy neomarksizmu jako zjawiska, a więc z poziomu faktów, na pole walki ideologicznej, w której implikowanie stronie przeciwnej zamiłowania do teorii spiskowych, ewentualnie skrajności czy faszyzmu, jest podstawową taktyką uciekania od rozmowy „na temat”. W tym względzie przekaz lewicy w zasadzie jest pozbawiony odwołań do konkretów, tj. nie odnosi się do marksizmu jako takiego, a wszelkie zacytowane twierdzenia polemistów pozostawia bez komentarzy, czyli w domyśle uznaje za przejaw tzw. foliarstwa. Jest to bardzo wygodne podejście, które umożliwia nieustanne niezajmowanie się meritum sprawy.Artykuł, jak i raport zawierają sugestię, że „marksizm kulturowy” to w istocie pojemny worek, do którego prawica wrzuca wszelkie zjawiska oceniane jako negatywne. Niestety, przy tym publikacje roją się od takich określeń, jak: „populistyczna prawica” lub (rzadziej spotykane) „skrajna prawica”, a jako że nie zostały one jasno zdefiniowane, skłania to do postawienia tezy, że służą jedynie szufladkowaniu adwersarzy. Jest to bardzo plastyczna kategoria, o czym najlepiej świadczy zaliczenie do grupy skrajnej prawicy posła Konfederacji Dobromira Sośnierza, który sam określa się jako libertarianin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz