Młyny sprawiedliwości mielą powoli, ale w końcu zmielą, co tam trzeba, w sam raz, żeby się na kimś skrupiło.
Tak się stało i w moim przypadku, kiedy to niezawisły Sąd Okręgowy w znanym na całym świecie z niezawisłości sądowej Poznaniu, w osobie swego przewodniczącego, czyli pani sędzi Urszuli Jabłońskiej-Maciaszczyk, 10 sierpnia przysłał mi swoje postanowienie, datowane na 24 lipca, w którym odmówił mi przywrócenia terminu do wniesienia sprzeciwu od wyroku zaocznego w sprawie z powództwa Hermenegildy Kociubińskiej (imię i nazwisko oczywiście fałszywe, bo postanowieniem innego niezawisłego sędziego wypowiadanie prawdziwego nazwiska tej osoby mam surowo zakazane), a sam sprzeciw, złożony 15 listopada 2019 roku – odrzucił.
Podaję te daty, by Czytelnik wyrobił sobie pogląd na przepracowanie niezawisłych sędziów znanego w całym świecie z niezawisłości poznańskiego okręgu sądowego, skoro na podjęcie tej decyzji pani sędzia potrzebowała aż 9 miesięcy, to znaczy – tylu, ile trwa ciąża u człowieka.
Ale sam jestem sobie winien i zaraz wyjaśnię dlaczego. Oto w dawnej Polsce złą sławą cieszyły się mosty. Było nawet porzekadło, że „polski most, niemiecki post, włoskie nabożeństwo – wszystko to błazeństwo”.
W związku z tym, kiedy ktoś chciał scharakteryzować jakąś osobę jako durnia, to mawiał: „widzi, że most – i jedzie!”
Tak właśnie zachowałem się i ja, wysyłając do niezawisłego sądu wniosek o przywrócenie terminu do złożenia sprzeciwu od wyroku zaocznego, który zapadł z tej przyczyny, że w pozwie zostało podane fałszywe miejsce mego zamieszkania. Sąd nakazał mi zapłacić 4050 złotych, żeby w ogóle tą sprawą się zajął i proszę sobie wyobrazić, że zamiast przehulać te pieniądze, to przesłałem je na konto niezawisłego sadu, jak jakiś głupek.
Jedyna pociecha, że w tej głupocie nie jestem odosobniony, bo oto pani profesor Krystyna Pawłowicz niedawno wygrała proces, jaki wytoczyła panu Jerzemu Owsiakowi. A wygrała w ten sposób, że musi zapłacić na jakiś podejrzany cel 10 tysięcy złotych. Jest to dokładnie zgodne z komunikatem, jaki adwokat przedstawił swojemu klientowi: „wygrał pan sprawę, trzeba tylko zapłacić i odsiedzieć”. Widzi, że sąd – i idzie!
Oczywiście niezawisły sąd w osobie pani sędzi Urszuli Jabłońskiej-Maciaszczyk nie przysłał mi uzasadnienia swego solennego postanowienia. Jeśli zależałoby mi na tym uzasadnieniu, to muszę o nie ładnie poprosić i dodatkowo zapłacić jeszcze 100 złotych.
Mam w związku z tym potężny dysonans poznawczy, bo z jednej strony ciekaw jestem, co tam niezawisły sąd na uzasadnienie swego postanowienia wykombinuje, ale z drugiej – musiałbym w tym celu przezwyciężyć wstręt, jakim przejmuje mnie pomysł zwracania się do niezawisłego sądu z jakimikolwiek prośbami.
Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz