wtorek, 8 września 2020

Solidarność nie była naszym ruchem

Elity polityczne i media celebrują w najlepsze czterdziestą rocznicę porozumień sierpniowych. Szczery pietyzm, z którym podchodzą do swego styropianowego kombatanctwa weterani „Solidarności” bynajmniej nie zaskakuje.

Jak by nie spojrzeć udało im się. Na swój sposób zwyciężyli. W końcu to oni i ich rodziny wraz z ludźmi starego reżimu stali się największymi beneficjentami transformacji ustrojowej…

Solidarność nigdy nie była „naszym” ruchem. Choć popierana i budowana przez rzesze uczciwych patriotów i zwyczajnie porządnych ludzi, od początku skalana była grzechami pierworodnymi typowymi dla wszelakich ruchów rewolucyjnych. Z jednej strony finansowana wprost przez obce wywiady, z drugiej zaś infiltrowana przez tajne służby, konsekwentnie dryfowała w kierunku katastrofy.

„Karnawał Solidarności”, którym wówczas upajały się miliony, w oczach mniej licznych, lecz znacznie uważniejszych obserwatorów, coraz bardziej przypominał upiorny chocholi taniec. Znów do gorącego lecz słomianego ognia naszego patriotyzmu ktoś dolewał oliwy, jak już nie raz w naszej historii bywało. Takiej Solidarności, my – endecy, nie chcieliśmy i nie mogliśmy popierać.

Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że mieliśmy wtedy rację. Toksyczna mieszanka wiecznych rewolucjonistów z „Solidarności” z grupą post PZPR-owskich technokratów, od lat kierująca naszą państwową nawą, niemal codziennie dostarcza na to nowych argumentów.

Dlatego „Dzień Solidarności i Wolności” nie jest moim świętem. Dla mnie prawdziwym powodem do celebracji będzie dzień wolności… od „Solidarności” i jej dziedzictwa.

Przemysław Piasta
za: FB
https://konserwatyzm.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...