piątek, 12 lutego 2021

Faszyzm w imię wolności

Rankiem w tłusty czwartek, kiedy to posągowa i Wielce Czcigodna Małgorzata Kidawa-Błońska przechwalała się w radiu, które już zdążyło się wyprotestować, ile to zjada pączków, a ile „chrustów” – bo tak niektórzy nazywają faworki – zostałem przesłuchany w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII przez sierżanta, pana Kamila Zdunka, w charakterze świadka.

Okazało się, że chodzi o sprawę zainicjowaną przez Hermenegildę Kociubińską (imię i nazwisko oczywiście fałszywe, bo niezawisły sąd ze znanego i słynącego na całym świecie z niezawisłości Poznania, zabronił mi nawet wymawiania, a cóż dopiero – zapisania – imienia i nazwiska prawdziwego – ale esperons, że wszyscy wiedzą, o kogo chodzi), która chce mnie wsadzić do tak zwanego „poprawnika” z powodu ujawnienia jej personaliów.

Z tym „świadkiem”, to tylko taki trick, bo tak naprawdę, to w tej sprawie mogę być podejrzanym – ale status procesowy podejrzanego jest trochę inny, niż świadka. Podejrzany może odmówić wyjaśnień, podczas gdy świadek w zasadzie nie może odmówić zeznań. Może tylko odmówić odpowiedzi na poszczególne pytania, jeśli odpowiedź na nie mogłaby narazić go na odpowiedzialność karną. Jest jednak szansa, że nie ośmieli się odmówić, a wtedy może sam na siebie coś chlapnąć, co znakomicie ułatwi sprawę.

Ja odmówiłem odpowiedzi na pytania, jakie zadawał mi pan sierżant i na tym przesłuchanie się skończyło, ale sprawa – jakby powiedział to pan mecenas Maciejkowski z Lublina, którego poznałem podczas mojej studenckiej praktyki w niezawisłym Sądzie Powiatowym w Lublinie – jest rozwojowa, a pod względem prawnym – „smakowita”. Ogromnie jestem ciekaw dalszego ciągu, a w szczególności – czy sprawa trafi do niezawisłego sądu i czy posypią się tak zwane „piękne wyroki”.

Jeśli byłbym sądzony i – co nie daj Boże – skazany, to stałoby się to na podstawie faszystowskich przepisów o ochronie danych osobowych. Faszystowskich – bo za ich pośrednictwem okupujące swoje kraje biurokratyczne szajki uzurpowały sobie prawo decydowania, co ludziom wolno mówić, a czego nie wolno – i na tej właśnie podstawie niezawisły sąd ze znanego na całym świecie… – i tak dalej – zabronił mi wymawiania prawdziwego imienia i nazwiska Hermenegildy Kociubińskiej.

Tak właśnie wygląda w praktyce realizacja faszystowskiej zasady, którą Benito Mussolini sformułował w krótkich, żołnierskich słowach: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu” – z czego wynika, że poza „państwem”, czyli ramami wyznaczonymi przez okupujące swoje kraje biurokracje, nie tylko nie może być „niczego”, ale również – a może nawet przede wszystkim – że skoro „nic przeciwko państwu”, to jakikolwiek sprzeciw wobec tej uzurpacji jest zakazany.

Nasz bantustan wprowadził te faszystowskie przepisy na rozkaz Unii Europejskiej, która – wiadomo – bez faszyzmu długo wytrzymać nie może. Na razie dopiero wchodzimy w etap surowości, więc jeszcze świadek może odmówić odpowiedzi na poszczególne pytania, ale jak tresura podjęta pod pretekstem epidemii przyniesie rezultaty, to z pewnością i postępowanie karne będzie wyglądało inaczej, przypominając bardziej te z okresu utrwalania władzy ludowej.

Żeby było śmieszniej, to to przesłuchanie prawie dokładnie zbiegło się w czasie z wyrokiem niezawisłego sądu w Warszawie, który nakazał panu Grabowskiemu i pani Engelking przeproszenie pani Filomeny Leszczyńskiej za oszczerstwa przeciwko jej stryjowi. Wyrok wywołał światowy rezonans. W imię solidarności plemiennej skrytykował go Światowy Kongres Żydów, a także – naczelny rabin Rzeczypospolitej, pan Michał Schuldrich, który wyraził „głęboki niepokój” z powodu „zastępowania dyskursu historycznego drogą sądową”.

Pan rabin ma oczywiście dobrą pamięć, ale najwyraźniej – krótką – bo zapomniał, że wprowadzony na życzenie strony żydowskiej art. 55 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej przewiduje odpowiedzialność karną za tzw. „kłamstwo oświęcimskie”, a więc – każdą opinię na temat II wojny światowej, a obozów koncentracyjnych w szczególności, odmienną od zatwierdzonej przez jakieś „anonimowe mocarstwo”.

Czyli – w słusznej sprawie „zastępowanie dyskursu historycznego drogą sądową” jest słuszne, a może nawet jedynie słuszne, podczas gdy w sprawie niesłusznej – a taką jest wytknięcie żydowskim autorom kłamstwa w publikacji książkowej – jest szkodliwe, a nawet głęboko szkodliwe. Nie może bowiem być wolności dla wrogów wolności, to chyba jasne? Wolność ma być tylko dla płomiennych szermierzy wolności. A kto jest wrogiem wolności? To proste, jak budowa cepa: każdy, kogo nieubłaganym palcem wskażą płomienni szermierze wolności.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...