Porównując długość życia ludzkiego z czasem istnienia wszechświata, można stwierdzić, że nasza egzystencja na tej, co tu dużo mówić, kiepsko pomyślanej planecie [?? – admin], to „oka mgnienie” i „złudny blask”, jak śpiewała Budka Suflera w genialnym utworze pt. „Czas, który płynie w nas”.

Na chwilę przed zamknięciem powiek po raz ostatni, jesteśmy w stanie odtworzyć sobie w skrócie całą naszą wyboistą i krętą drogę ku odmętom nieświadomości, której oddech z każdym dniem staje się coraz bardziej i bardziej odczuwalny…
Wspomnienia, bo o nich mowa w dzisiejszym artykule, są nieodłącznym elementem życia towarzyszącym nam na całej jego rozciągłości. Pytanie brzmi, czy jest to zjawisko pozytywne, które wznosi nas na wyżyny naszych możliwości, pozwalając w pełni rozwinąć skrzydła i uwolnić drzemiący w nas potencjał, czy może raczej sabotujące nasze poczynania i zaprowadzające niepotrzebny chaos w naszych umysłach.
Dlaczego idealizujemy wspomnienia?
Bo chyba nie zaprzeczysz, że to robimy, prawda? Większość z nas kojarzy wspomnienia z czymś pozytywnym, z czymś, co pozwala choć na chwilę odetchnąć i odpłynąć w przyjemną podróż po najciemniejszych zakamarkach umysłu z pozoru wprowadzającą w świetny nastrój i dostarczającą dawki, sztucznej moim zdaniem, motywacji do działania. To świetnie. Być może staramy się odtwarzać jedynie te wydarzenia, które w przeszłości sprawiały, że czuliśmy się szczęśliwi typu miłe wspomnienia z dzieciństwa czy wspomnienia z wakacji, podczas których świetnie się bawiliśmy.
Zastanów się jednak, czy nie jest tak, że w znacznej części tych mentalnych wędrówek, często mijajmy się z faktami szerokim łukiem, niczym serwisy informacyjne TVNu, oszukując samych siebie. Bo czy emocje z przeszłości dotyczące danego wydarzenia lub okresu czasu w zupełności pokrywają się z tymi obecnymi? Moim zdaniem nie do końca. Czy nie masz wrażenia, że często znienawidzona wręcz teraźniejszość odpływająca w odmęty przeszłości nagle nabiera dziwnej do wytłumaczenia atrakcyjności?
Wszelkie wspomnienia są złudne, bo teraźniejszość nadaje im inne barwy.
Albert Einstein
Prawdopodobnie to świadomość bezpowrotnie upływającego czasu oraz tego, że cenne lata upływają w równym, acz bezlitosnym tempie sprawia, że nawet nie najłatwiejsza przeszłość często bywa wyidealizowana w naszym umyśle i odbierana jako coś cennego, do czego z chęcią powracamy chaotycznymi myślami.
Coraz mniej włosów na głowie idących w parze z coraz większą ilością zmarszczek to, jakby nie patrzeć, średnio korzystna wymiana. Tak to już jest, że większość z nas posiada tę „umiejętność” oszukiwania samych siebie. Być może ta wrodzona zdolność nie występuje bez przyczyny, łagodząc tym samym nasze postrzeganie, często brutalnego, świata.
Przepuszczamy rzeczywistość przez mentalny filtr, który z kolei nie przepuszcza realnych, bolesnych dla nas faktów, które podświadomie chcemy wymazać z archiwum naszego umysłu. Lubimy żyć w świecie iluzji i pozorów, która to przestrzeń jest swego rodzaju ucieczką, azylem, próbą podświadomego wypolerowania rysów teraźniejszości i realnego świata.
Gdzie uciekamy? To zależy. Niektórzy do boga [Boga! – admin], jeszcze inni do wspomnień właśnie. Tylko czy któreś kiedykolwiek tak naprawdę realnie pomogło? Cóż, osobiście śmiem wątpić, aczkolwiek są ludzie, którzy twierdzą, że jak najbardziej tak. Ale znowu nasuwa się pytanie – czy rzeczywiście tak się stało czy może nadal tkwią po uszy w wygodnej dla nich iluzji i oszukują samych siebie usilnie to sobie wmawiając? A może to oni pomogli sobie sami bez niczyjej pomocy i wsparcia? Bo czy celem Boga było stworzenie człowieka zależnego od czegoś, czy bytu, który samodzielnie może decydować o swoim życiu, szczęściu, doświadczeniu?
Wspomnienia główną przyczyną nieszczęść ludzkości?
Pewnie większość, podążając za oklepanymi, populistycznymi sentencjami typu „warto żyć dla wspomnień” czy „wspomnienia są esencją życia”, nie zgodzi się z moim tokiem rozumowania jako osoby negującej pozytywną wartość naszych myśli o przeszłych wydarzeniach.
Ja jednak posunę się nawet o krok dalej i napiszę, że wspomnienia to bez wątpienia jedna z największych przyczyn nieszczęść ludzkości. Domyślam się, że zapewne brzmi to dla Ciebie nad wyraz idiotycznie. Jestem tego świadomy, ale przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że przez całe życie miałeś zupełnie inny pogląd na tę sprawę, ślepo podążając za większością i nie zastanawiając się nad tym głębiej.
No dobrze, ale czemu taka skrajność z mojej strony? Już spieszę z wyjaśnieniami, do których posłuży poniższy przykład.
Rozważmy następującą sytuację – mamy dwoje kochających się ludzi, planują dziecko, ale niestety po wielu próbach, jakkolwiek przyjemnych, ich działania w dalszym ciągu są nieskuteczne. W końcu jednak, ku niezmiernej radości obojga, udaje się. Kobieta rodzi swoje pierwsze dziecko – ukochany synek, na którego tak długo czekała. Jest najszczęśliwszą osobą na ziemi, ponieważ dziecko jest całe i zdrowe. Wszystko układa się najlepiej jak to tylko możliwe, dziecko rośnie, kobieta ma to szczęście obserwować dzień po dniu jak jej ukochany synek się rozwija, śmiać się razem z nim, przytulać, kiedy płacze. Chłopczyk kończy pierwszy roczek, pierwszy raz wypowiedziane słowo „mama”, mijają kolejne lata, mama wysyła go do szkoły… pewnego dnia wracającego ze szkoły 10-letniego już chłopca śmiertelnie potrąca pijany kierowca… ból, którego, przy całym bogactwie naszego języka, żadne znane nam słowo nie jest w stanie opisać, kobieta prawdopodobnie do końca swoich dni nie będzie mogła być w pełni szczęśliwa.
No bo czy matka, która płakała nad grobem ukochanego syna jest w stanie tak do końca odzyskać ponownie zadowolenie z życia? Czy dziecko wychowane w patologicznej rodzinie, co ma niebagatelny wpływ na jego psychikę i dalsze funkcjonowanie w społeczeństwie, jest w stanie zapomnieć, wymazać przykre wydarzenia kradnące mu teoretycznie najlepszy i najbardziej beztroski okres życia? Moim zdaniem jest to absolutnie niemożliwe, a winę za to ponoszą właśnie wspomnienia.
Zapytasz pewnie – a co ze wspomnieniami pozytywnymi, do których faktycznie z chęcią powracamy, aby wylać trochę balsamu na zmęczoną duszę? Ale czy na pewno balsamu? Czy w wielu przypadkach nie jest to sól wysypana na świeżo powstałą ranę? Czy świadomość przemijania i staczania się po egzystencjalnej równi pochyłej to coś, co pomaga w codziennym funkcjonowaniu? Czy wspaniałe lub wyidealizowane lata przeszłości w porównaniu z, często, szarą i smutną teraźniejszością naprawdę pozwalają na jej pokolorowanie, czy jednak na zasadzie olbrzymiego kontrastu sprawiają, że staje się ona jeszcze bardziej miałka i jałowa?
Oczywiście w samym momencie przywoływania pozytywnych wspomnień może pojawić się delikatny uśmiech na naszej twarzy, ale po wybudzeniu z tego pięknego snu czeka nas bolesne zderzenie z rzeczywistością. Ten koń jest bardo wysoki, a upadek często nie należy do przyjemności.
Zabić wspomnienia? Jak najbardziej
Zdaję sobie sprawę z faktu, że większość z Was odbierze ten artykuł nieco opacznie, uznając mnie za jakiegoś dziwaka i starając się nie dopuszczać do swojego umysłu tego, co przed momentem było dane im przeczytać.
Jeśli wspomnienia są dla Ciebie czymś pozytywnym i pomagają Ci w życiu codziennym to oczywiście jak najczęściej urządzaj sobie takie mentalne wyprawy do przeszłości. Ja przedstawiłem jedynie swój pogląd i mogę stwierdzić, że, w zdecydowanej większości przypadków, osobiście nie kupuję biletów na tego typu „wycieczki”.
Pomyślisz pewnie, że jestem totalnym pesymistą, a po północy wyję do księżyca przy akompaniamencie „Marszu Żałobnego”. Nie, jestem realistą, który nie lubi (a raczej nie potrafi) oszukiwać samego siebie. A to, że świat jest tak skonstruowany, że bardzo często, pomiędzy słowami „realizm” i „pesymizm”, możemy postawić znak równości… cóż, nie ja to wymyśliłem, ja to jedynie na swój sposób interpretuje.
Z całą świadomością tych słów, mogę oznajmić, że jeśli miałbym możliwość zabić wspomnienia, które od czasu do czasu wypełniają moją głowę, zakłócając tym samym równowagę i spokój umysłu, to z pewnością podjąłbym się tego bez większego żalu i zastanowienia. Odzyskanie spokoju i harmonii, które miałyby dzięki temu towarzyszyć mi do końca moich dni to z całą pewnością współmierna zapłata. Tak tytułem ciekawostki – może niedługo będzie ku temu okazja, a nauka wymyśli pigułkę usuwającą wspomnienia.
[Autorze, nie wiesz, co mówisz – admin]
A może jednak, ku mojemu zaskoczeniu, zgadzasz się z moim tokiem myślenia i Twoje doświadczenia pokrywają się z tymi opisanymi przeze mnie? Jakkolwiek nie brzmiałaby Twoja odpowiedź, bardzo chętnie dowiem się jak Ty oceniasz wspomnienia i ich obecność w Twoim życiu .
Na koniec chciałbym jeszcze zmusić Cię do refleksji – przeanalizuj głęboko wszystkie chwile, w których czułeś się naprawdę źle, o których chciałbyś jak najszybciej zapomnieć. Pomyśl o nich przez chwilę, skup się na tym i odpowiedz na pytanie, czy gdybyś został wykastrowany z jakichkolwiek wspomnień, to czy zły nastrój mógłby utrzymywać się u Ciebie przez dłuższy okres czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz