środa, 24 marca 2021

Życie prywatne esesmanów w Auschwitz

 Życie prywatne esesmanów w Auschwitz


Jeszcze jedna książka. „Życie prywatne esesmanów w Auschwitz”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Państwowe Muzeum Auschwitz – Birkenau. Relacje wybrał i opatrzył wstępem oraz przypisami dr Piotr Setkiewicz, historyk Muzeum i wybitny znawca tematu.

Tak dr Piotr Setkiewicz wypowiada się o książce:
Piotr Setkiewicz o książce pt. "Życie prywatne esesmanów w Auschwitz" - OświęcimOnline
https://www.youtube.com/watch?v=aJ96uxI-USs

Poniżej opis, który ukazał się na Wirtualnej Polsce, autorem opracowania jest Grzegorz Wysocki.


Życie prywatne esesmanów w Auschwitz. Wstrząsające relacje nastoletnich Polek, które pracowały dla nazistów

Nazistowscy oprawcy ukazani z nieznanej perspektywy

„W domu był ideałem. Dzieci kochał. W ich pokoju lubił kłaść się z nimi na kanapie. Całował je, pieścił i pięknie do nich przemawiał. Za progiem domu całkowicie się odmieniał” – wspomina Rudolfa Hoessa, komendanta obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, Polka, która – jak wiele jej rówieśniczek – w wieku 16 lat rozpoczęła pracę w domach zajętych przez oficerów SS i ich rodziny.

„Dla mnie najnieprzyjemniejszą pracą było czyszczenie butów Franka. Śmierdziały mi one trupami” – mówi inna z dziewczyn o swoim ówczesnym pracodawcy. „W domu był najlepszym człowiekiem. Swoje dzieci kochał szalenie” – opowiada kolejna o Palitzschu, najbardziej bezwzględnym sadyście i mordercy w całym obozie.

Wstrząsające, pełne nieznanych wcześniej faktów i sekretów na temat życia rodzinnego esesmanów, wspomnienia i świadectwa kilkunastoletnich Polek oddanych na służbę hitlerowskim oficerom zostały zebrane w książce „Życie prywatne esesmanów w Auschwitz” (Wyd. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu).

Rudolf Hoess – czuły i kochający ojciec

Latem 1941 roku 16-letnia Danuta Rzempiel zaczęła pracę w domu komendanta Auschwitz Rudolfa Hoessa: „U Hoessów wolno mi było przebywać w pokojach dzieci i wchodzić do kuchni. Do innych pokoi i gdziekolwiek indziej wstęp miałam zabroniony”.

To właśnie we wspomnieniach Rzempiel poznajemy słynnego komendanta Auschwitz jako kochającego ojca, który całował i „pięknie przemawiał” do swoich dzieci, a potworem ponownie stawał się tuż za progiem domu.

„Do mnie nie odzywał się wcale. Wszystko załatwiała Hoessowa. Dobrze, bo jego bałam się bardzo. Sam głos Hoessa działał na mnie przestraszająco. Byłam wprost szczęśliwa, jak wydostałam się z tego domu” – relacjonuje Polka.

Praca u komendanta obozu Auschwitz

Aniela Bednarska, inna Polka, która została skierowana do pracy w domu komendanta Auschwitz w charakterze pomocy domowej wspomina swój pierwszy dzień pracy: „Udając się pod wskazany adres, nie wiedziałam, u kogo będę pracowała. Nazwisko było mi wtedy nieznane. Był to koniec miesiąca października 1940 roku. Zgłosiłam się na bramie, wówczas zorientowałam się, że będę pracować u któregoś z esesmanów”.

„Wykonywałam wszystkie czynności związane z domem – sprzątałam, prałam, prasowałam, pomagałam w gotowaniu jedzenia, zmywałam naczynia” – opowiada w „Życiu prywatnym esesmanów w Auschwitz” Bednarska.

W jaki sposób ją samą traktował bezwzględny komendant obozu koncentracyjnego?

Flaszka piwa w koszyczku od Hoessa

„Muszę zaznaczyć, że sam Hoess odnosił się lojalnie i do mnie jako pomocy domowej, jak również do ogrodników” – tak Bednarska wspomina Rudolfa Hoessa w „domowym wydaniu”.

Z relacji pracowników jego domu wynika, że człowiek osobiście odpowiedzialny za zbrodnię ludobójstwa, który przekształcił obóz koncentracyjny w największy obóz masowej eksterminacji, po powrocie z pracy stawał się zupełnie innym człowiekiem: „W dzień swoich urodzin i w większe święta sam zanosił do ogrodu w małym koszyczku jedzenie i częstował ogrodników. Sam wkładał jedzenie do koszyczka, dołączając nawet po flaszce piwa”.

Jednak nawet w domowym otoczeniu Hoessa nie zawsze było miło…

Aniela Bednarska wspomina, że często dzieliła się jedzeniem z więźniami, którzy pracowali w przydomowym ogrodzie Hoessa: „Jedzenie nie było wyszukane, gotowała sama Hoessowa. [...] Oddając jedzenie więźniom, często byłam głodna. [...] Jedzenie dla więźniów ukrywałam w piwnicy, w skrzyni, w której były złożone narzędzia pracy”. I dalej:

„Raz, gdy więźniowie oczyszczali podwórko ze śniegu i wywozili go nad Sołę, zmywając naczynia, zobaczyłyśmy, jak kapo przewrócił więźnia i bił go. Elfrydę [jedna z Niemek pracujących w domu Hoessa - przyp. WP] to bardzo cieszyło, a wtedy ja – nie mogąc już zapanować nad sobą – uderzyłam ją ścierką przez twarz. Niemka narobiła krzyku. Hoessowa podeszła do tej sprawy obojętnie, ale Elfryda śledziła mnie już od tego czasu na każdym kroku i musiałam być bardzo ostrożna”.

„Inaczej zaczęto na mnie spoglądać od czasu, kiedy pies Hoessa w jego obecności wyciągnął spod szafy w kuchni paczkę z jedzeniem. Nie mogłam się wyprzeć, dostałam upomnienie, a niedługo potem wypowiedzenie z pracy” – kończy Bendarska.

Dzieci Hoessa

„Ja siebie pamiętam stale przy czyszczeniu bucików dzieci. Było ich wtedy dwoje. Chłopczyk miał około dziesięciu lat, a dziewczynka chyba osiem. Chłopiec był niedobry i złośliwy [...]. Chętnie nosił małą szpicrutę, którą bił więźniów. On szukał okazji, żeby kopnąć lub uderzyć więźnia” – wspomina 16-letnia Danuta Rzempiel, a Bednarska uzupełnia w swojej relacji:

„Najstarszy Klaus był wielkim nieukiem, nie miał do niczego zamiłowania. Uczęszczał kolejno do szkoły w Oświęcimiu, Pszczynie, Katowicach i Gliwicach, z każdego go wyrzucano. [...] Był to typ przyszłego esesmana. Pozostałe dzieci były spokojne, kręciły się w pobliżu więźniów i przypatrywały się ich pracy”.

Czyszczenie butów „śmierdzących trupami”

Jednym z bohaterów „Życia prywatnego esesmanów w Auschwitz” jest dr Wilhelm Frank, z zawodu lekarz stomatolog, który w KL Auschwitz był nie tylko kierownikiem obozowej stacji dentystycznej, ale także brał udział w masowych mordach i selekcjach na rampie kolejowej.

Alfreda Babiuch była jeszcze dziewczynką, kiedy zaczęła pracować w domu Franka jako opiekunka jego dzieci. Szybko się jednak okazało, że mycie, ubieranie, karmienie i bawienie się z dziećmi to tylko część jej obowiązków. Najgorzej Babiuch wspomina codzienne czyszczenie butów esesmana, które „śmierdziały trupami”:

„Pewnego razu Frank zabrał gości, którzy do nich przyjechali, na zwiedzanie obozu. Po powrocie miałam wyczyścić wszystkie buty, ale nie mogłam tej pracy dokończyć, gdyż buty tak śmierdziały, że zwracałam i stale robiło mi się niedobrze. Frankowa nawet wtedy gniewała się na mnie, że długo zabawiam się z czyszczeniem butów, a jestem jej potrzebna. Ona jak gdyby wielu rzeczy nie rozumiała”.

Obozowy kat żyje spokojnie i kocha swą żonę

Gerhard Palitzsch, jeden z największych zbrodniarzy obozu Auschwitz-Birkenau i główny wykonawca egzekucji pod Ścianą Śmierci (zamordował tysiące osób), również występuje na kartach „Życia prywatnego esesmanów w Auschwitz” w relacji 19-letniej Heleny Kłysowej, która została zatrudniona jako pomoc domowa i opiekunka dla jego dzieci:

„Palitzschowie żyli spokojnie i kochali się. Nie przyjmowali gości, nie urządzali libacji. Ja przychodziłam na godzinę ósmą. Zajmowałam się dzieckiem. [...] Do ciężkich prac w domu i ogrodzie przychodzili więźniowie. [...] Gdy Palitzsch był w domu, to nie rozmawiałam z więźniami. [...] Bali się, że on zapisze ich numer i w obozie ich wykończy”.

„W domu był najlepszym człowiekiem”

Natomiast przy żonie bezwzględnego esesmana 19-latka odważała się rozmawiać z więźniami, którzy przychodzi pracować przy jego domu: „Wtedy dowiedziałam się, jakim postrachem w obozie jest Palitzsch. Nie mogłam w to uwierzyć. W domu był najlepszym człowiekiem. Do mnie też odnosił się dobrze. Swoje dzieci kochał szalenie”.

Kłysowa wspomina też, jak bardzo Palitzsch przeżył śmierć swojej żony, która zachorowała na tyfus : „Pewnego razu rano Palitzsch wrócił do domu z pracy. Ja z dziećmi jeszcze leżałam w sypialni na górze, gdy usłyszałam z pokoju na dole głośny jego płacz, który przeszedł prawie w żałosny ryk. [...] Palitzsch, gdy przyszedł na górę, zaczął tulić do siebie i całować dzieci, mówiąc, że nie mają już matki”.

Nastoletnia Marysia uspokaja esesmana

Maria Pawela jako 18-latka zaczęła pracować w domu esesmana Karla Bischoffa, kierownika budowy obozu Birkenau, który odpowiadał m.in. za nadzór nad budową krematoriów i komór gazowych. Po wojnie Bischoff nie był sądzony.

Pawela wspomina, że nie podobała się jej żona esesmana, która często przebywała poza domem, umawiała się z koleżankami, grała w karty, piła wódkę, a podczas nieobecności męża udawała się na zabawy do esesmańskiego kasyna.

„Bischoffowie nie żyli dobrze ze sobą. Często się bili. W końcu ja zaczęłam wkraczać między nich i siłą rozdzielać i uspokajać – zwłaszcza Bischoffa. Później, gdy Bischoffowa wracając z libacji późnym wieczorem, dzwoniła do drzwi, ja nie wychodziłam, czekałam, aż Bischoff jej otworzy, bo z góry wiedziałam, że będzie ją bił, czego już nie chciałam widzieć”.

„W domu czuł się panem”

W domu esesmana Ernsta Scholza pracowała z kolei jeszcze młodsza Polka, zaledwie 14-letnia Weronika Chorąży: „Scholza zapamiętałam jako przystojnego, wysokiego, dobrze zbudowanego bruneta, lat około 30. Nie jest mi wiadome, czym zajmował się w obozie”.

„W domu czuł się panem. Przyjeżdżał zawsze na posiłki, które życzył podawać sobie w pokoju jadalnym i przy tym zwracał uwagę, czy obrus jest co dzień zmieniany na świeży. Scholz w ogóle dbał o dom. Wciąż urządzał mieszkanie. Meble, dywany, pościel przywoził z obozu” – opowiada Chorąży.

Scholz był dla niej dużo życzliwszy od jego żony: „U niej już w wyrazie twarzy widziałam coś złego i nie wzbudzającego zaufania. W czasie mojej pracy u nich zachorowałam na ślepą kiszkę. Gdy dostałam ataku, Scholzowa była wściekła, nie wierzyła mi, choć ja mdlałam z bólu i wymiotowałam”.

Relacje nastoletnich mieszkanek Oświęcimia

Książka „Życie prywatne esesmanów w Auschwitz” przybliża postaci 22 esesmanów, w tym komendanta obozu Rudolfa Hoessa, jego zastępcy i kierownika obozu Karla Fritzscha oraz lekarzy odpowiedzialnych za selekcje Żydów (Horst Fisher, Werner Rohde), jak również esesmanów niższych stopniem: wartowników i szoferów.

Autorkami relacji – barwnych opisów życia rodzinnego oraz stosunków panujących w domach esesmanów – są głównie nastoletnie mieszkanki Oświęcimia. Zgodnie z obowiązującym wówczas nazistowskim prawem młodzież po ukończeniu 14 lat była zobligowana do wykonywania wskazanej przez władze okupacyjne pracy. Dziewczyny prały, gotowały, robiły zakupy, szorowały podłogi i zajmowały się dziećmi.

Bystre obserwatorki życia rodzinnego esesmanów

„Dziewczyny te, choć jeszcze bardzo młode i niekiedy dość naiwne, były bystrymi obserwatorkami życia rodzinnego i stosunków panujących w domach ich chlebodawców. Będąc Polkami, wszystkie odnosiły się do Niemców niechętnie lub wrogo. Jednak nie widząc, jak zachowywali się ich gospodarze w obozie i jak traktowali tam więźniów, nie mogły nabrać wobec nich silniejszych uprzedzeń.

Tym bardziej więc obraz „pozasłużbowego” życia esesmanów i ich rodzin, wyłaniający się z relacji polskich dziewczyn, można uznać za obiektywny i zbliżony do rzeczywistości” – czytamy we wstępie książki.

Czas wolny esesmanów z innej perspektywy

Jak podkreśla w książce dr Piotr Setkiewicz, niejednoznaczność materiałów źródłowych często utrudnia uzyskanie klarownego obrazu esesmanów z Auschwitz:

„Jeżeli w powojennych zeznaniach esesmani starali się przedstawić siebie w możliwie korzystnym świetle, to byli więźniowie z kolei malowali ich wizerunek prawie wyłącznie w ciemnych barwach. Historyk, w dążeniu do prawdy obiektywnej i mając do dyspozycji tak trudny do oceny materiał, chętnie widziałby jednak relacje osób trzecich, nie tak mocno zaangażowanych emocjonalnie w opisywane wydarzenia.

W tym kontekście publikacja jest unikatowym na skalę europejską zbiorem materiałów, ukazującym prywatny czas esesmanów i ich rodzin, opisywanych ani nie przez nich samych, ani przez więźniów obozu, stąd ciekawie uzupełniającym obraz znanej z bardziej klasycznych źródeł całości”.

O książce

Książka zaopatrzona jest w liczne, prywatne fotografie esesmanów, ich żon i dzieci. Znalazły się w niej też niemieckie plany budowlane domów, w których zamieszkiwali esesmani oraz dokładny plan domu komendanta Hoessa wraz ze szczegółowym opisem mebli i wyposażenia.

Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 roku, aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała także sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Wydawnictwo powstało w 1957 roku. Wydało dotychczas ponad 400 pozycji w nakładzie około 8 milionów egzemplarzy w różnych wersjach językowych, w tym publikacje popularno-naukowe, wspomnienia, albumy, katalogi oraz przewodniki w ponad 20 językach.

Oprac. Grzegorz Wysocki, WP.PL, na podst. książki oraz PAP.

Źródło: http://prawdziwe-historie-auschwitz-birkenau.blog.onet.pl/2014/02/20/213/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...