piątek, 11 czerwca 2021

"Moherowe berety" - wirtualna armia

"Moherowe berety" - wirtualna armia


Zakwalifikowani do kategorii ludzi starych emeryci i renciści, to przecież zazwyczaj nasi najukochańsi rodzice i dziadkowie, których, upraszczając sprawę, bezmyślnie oddaliśmy w ręce O. Rydzyka i PiS-u et consortes , tym stworzyliśmy z nich monstrum powszechnie znane jako moherowe berety. Mamy więc milionową armię ludzi odrzuconych, wykluczonych, na której mnogiej sile duchowej i materialnej na co dzień opiera się Kościół katolicki, niezwykle sprawnie wykorzystuje ją Radio Maryja, a politycy, głównie prawicowi, czynią to intensywnie w czas kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu czy Samorządu.
Pojęcie "moherowych beretów" brzmi wręcz obelżywie i jako takie nie powstało przez przypadek, niesie ono potężny negatywny ładunek emocjonalny pochodzący od tych, którzy je stworzyli, ale i od najczęściej się do niego odwołujących, nawet jeśli nie są tego świadomi. Spróbujmy wyjaśnić na czym to polega, jaki jest jego psychologiczny i społeczno-polityczny rodowód i jak można naprawić powstające zło i wyrządzane za jego pomocą krzywdy.


Wysoce wykwalifikowani i żywotni dziadkowie

 We współczesnej rodzinie, nawet tzw atomowej, dziadkowie bez trudu znajdują swe poczesne miejsce poprzez niesienie nieocenionej pomocy swym potomkom. Co więcej, dokonawszy obserwacji i głębszej analizy mechanizmów funkcjonowania i struktury życia społecznego, względnie nietrudno dojść do wniosku, że rzeczywiste możliwości pokolenia dziadków są znacznie większe niż odwiedzanie zmarłych na cmentarzu, wysiadywanie w kościelnych ławkach, oglądanie telewizyjnych seriali itp., aczkolwiek żaden z tych sposobów spędzania wolnego czasu i utrzymywania wewnętrznego ładu i spokoju, potrzebny zresztą w różnym stopniu wszystkim ludziom, nie może być traktowany jako niewłaściwy, a tym bardziej szkodliwy. Natomiast ukazane poniżej możliwości wypełniania czasu wydają się nawet ważniejsze niż doceniane przecież materialne wspieranie swych dzieci i opieka nad wnukami.
Ich wszechstronne zdolności i umiejętności powinny zostać wykorzystane nie tylko w mniej lub bardziej biernym sprawowaniu opieki nad wnuczętami, lecz także w zadaniach bardziej wzniosłych: w ich wychowywaniu i edukowaniu przynajmniej na przedszkolnym czy wczesno-szkolnym poziomie. Obecnie coraz większy odsetek ludzi nieczynnych zawodowo stanowią osoby z wyższym wykształceniem, znajomością języków obcych i zaawansowanymi umiejętnościami posługiwania się komputerami i innymi złożonymi narzędziami dzisiejszej cywilizacji, różnorodnymi i ciekawymi specjalizacjami zawodowymi, stopniami naukowymi i znaczącymi osiągnięciami w różnych dziedzinach życia społeczno-gospodarczego. Takie cenne kwalifikacje bezpowrotnie wędrują do lamusa.
Dzieje się tak m.in. dlatego, że politycy traktują ich instrumentalnie jako jednorodną klientelę wyborczą, a dorosłe dzieci nie potrafią jeszcze pozbyć się wiekowych już stereotypów - spostrzegania swych starych lub starzejących się rodzicieli jako ludzi jeśli nie zacofanych, to jako przedstawicieli odchodzącego do historii pokolenia, które spełniło już swoją misję, a obecnie nie jest zdolne do zrozumienia i wytrzymania wysokiego tempa rozwoju oraz całej serii rewolucji cywilizacyjnych. Tymczasem właśnie ta grupa społeczna przechodzi w stan spoczynku w pracy zawodowej w relatywnie coraz lepszej kondycji psychofizycznej. Co więcej, to właśnie u naszych dzieci coraz wyraźniej i powszechniej dostrzegamy mniejszą odporność fizyczną i psychiczną na warunki "wyścigu szczurów", w którym uczestniczą oraz przedwczesne wyczerpywanie ich zasobów życiowych wskutek wszechobecnego stresu i tzw. wypalenia zawodowego. Mamy zresztą uzasadnioną badaniami zapowiedź spadku średniej długości życia tej generacji w następstwie działania wymienionych czynników. Czyż nie jest to już prawdziwy potwór XXI wieku?
Można też zaryzykować tezę, że to dziadkowie często są lepiej przygotowani do wychowania dzieci niż ich biologiczni rodzice zarówno w zakresie niezbędnego doświadczenia życiowego jak i posiadanej wiedzy. Młodzi rodzice odciążeni od wielu domowych obowiązków, mogli by efektywnie pracować zawodowo, podnosić i wykorzystywać swoje kwalifikacje, tym samym zapewnić byt materialny rodzinie na najlepszym możliwym do uzyskania poziomie, a sami uchronić się przed zgubnymi skutkami przepracowania. Jednocześnie w takim modelu funkcjonowania rodziny łatwo może zostać rozwiązany problem o zasięgu światowym: zapewnienie bytu ciągle rosnącemu odsetkowi członków społeczeństwa, którzy przechodzą na utrzymanie powszechnie niewydolnych już systemów emerytalno-rentowych.
Poruszonego tematu nie sposób wyczerpująco przedstawić w krótkim artykule, dlatego zainteresowanych odsyłam do znacznie szerszego opracowania.

Winni politycy?

W modelu rodziny i społeczeństwa obecnie funkcjonującym mamy więc znaną powszechnie rzeczywistość milionów ludzi nie tyle niespełnionych i niezadowolonych, co raczej odtrącanych i sfrustrowanych, stających się potencjalnym łupem wszelkiej barwy doktrynerów oraz graczy politycznych i ich popleczników.
Politycy, wybierani na 4-letnie kadencje w wielomandatowych okręgach, nie są zasadniczo zainteresowani podejmowaniem zadań, których owoce pojawią się dopiero w po upływie dłuższego czasu. Jednocześnie podrzucają polskiemu społeczeństwu fałszywą alternatywę typu: chcesz Polski solidarnej czy liberalnej? Podobnie można nas pytać czy chcemy być piękni i bogaci czy też wolni i zdrowi: pytania tego typu nie spełniają przecież elementarnych wymogów logiki i zasad podejścia systemowego, ale nawet polityczni konkurenci tej retoryki wyraźnie nie piętnują, bo w innych obszarach sami stosują podobne socjotechniki i wykorzystują swoją wiedzę z psychologii tłumu, inteligencji emocjonalnej itp. do osiągania swoich celów osobistych, grupowych czy wręcz korporacyjnych. Jednak za wszystko co złe w społeczeństwie i państwie trudno obciążać winą samych polityków czy ordynację wyborczą, zwykle najlepiej służącą aktualnie sprawującym władzę. Wróćmy więc do punktu wyjścia bogatsi o poczynione dotąd refleksje.
Można wykazać, że środowisko pogardliwie zwane moherowymi beretami (a co z pokaźną grupą moherowych kapeluszy? ) wcale nie ma rzeczywistego interesu w popieraniu tych, którzy objęli nad nimi władzę lub sprawują rząd dusz. Ale to już oddzielny problem. Natomiast w praktyce życia codziennego mohery całkiem nieźle sobie radzą i zachowują się zupełnie racjonalnie, także w odniesieniu do spraw ostatecznych, dla których my - "wykształciuchy" dotąd nie potrafiliśmy dostarczyć zrozumiałej i przekonującej intelektualnie i emocjonalnie alternatywy, chociaż przecież taka istnieje w postaci teorii mitu dziejotwórczego jako systemowej teorii kultury i neognozy jednocześnie. Zresztą im taka radykalna wymiana softwaru nie jest potrzebna, raczej należałoby mądrze wniknąć w ich indywidualną filozofię życia i wyciągnąć wnioski dla siebie. Jednocześnie należy w tym miejscu wprowadzić istotne zastrzeżenie: nie wszyscy ludzie starzy przynależą do tej grupy moherów i nie cała generacja ich dzieci na taką przynależność ich skazuje: rzeczywistość jest bardziej złożona i występuje w niej całe spektrum możliwych tu orientacji życiowych i postaw, a co szczególnie cieszy - coraz częściej we współczesnej rodzinie polskiej, pewnie nie tylko w polskiej, jest przywracany model rodziny wielopokoleniowej w kształcie dostosowywanym do aktualnych warunków życia tej rodziny i osiąganej świadomości jej znaczenia.
Czytelnik zapewne zauważa istnienie dwóch mentalnie grup staruszków znacznie różniących się wykształceniem i kwalifikacjami: pierwszej - wywodzącej się ze starszych pokoleń, w której poziom wykształcenia rzeczywiście przeciętnie niewiele odbiegał od szkoły podstawowej czy zawodowej i drugiej - tworzonej z powyżej scharakteryzowanego najnowszego pokolenia dziadków. Jeśli jednak porównamy proporcje poziomu wykształcenia dziadków do ich dzieci w obu grupach, to zróżnicowanie okaże się porównywalne, a dla wnuków liczą się przede wszystkim doświadczenie życiowe i obfitość uczuć, którymi są obdarzane.
Jeśli zaś nie rozwiążemy tego problemu w ukazany sposób, to nierozważna praktyka społeczna i polityka w niedługim czasie ukształtują grupę Nowe Moherowe Berety.
Moherowym beretom bezmyślnie przypinamy negatywne, wręcz obraźliwe etykietki podobnie jak to powszechnie czyni się w stosunku do teściowych. Jednak w tym drugim przypadku najczęściej powtarzamy niewybredne dowcipy z jednoczesnym osobistym odcięciem się od ich wymowy. Niestety coraz częściej spotykam się z postawami ludzi młodych postulujących ograniczenie pomocy społecznej, szczególnie socjalnej i medycznej tym, których jest coraz więcej i stają się, ich zdaniem, pasożytami żerującymi na dorobku tych, którzy na nich muszą pracować. To ważny problem wymagający oddzielnej dyskusji, ale i z niniejszego artykułu, jak sądzę wyraźnie widać, że takie poglądy są nie tylko głęboko niesprawiedliwe ale także błędne. Pora więc na rehabilitację społeczności beretów.
Rehabilitacja moherowych beretów
Społeczność tą na ogół cechuje to, co potocznie nazywamy mądrością życiową - umiejętnością konsekwentnego stosowania w codziennych sytuacjach życiowych wskazań wynikających z uznawanego systemu wartości-układu odniesienia w sprawach ostatecznych i tych najdrobniejszych. Jeśli nie potrafimy ogarnąć tej mądrości głębszym namysłem i przełożyć na język współczesności, a nasze dzieci pozbawiamy możliwości jej poznania, to nie tyle je chronimy przed zacofaniem, co pozbawiamy możliwości uzyskania wglądu w naturę całości, okaleczamy je duchowo zarówno w jej tradycyjnym jak współczesnym znaczeniu.
Co filozofię i postawę życiową społeczności moherowych beretów pozytywnie odróżnia od postaw społeczności ludzi młodych - najczęściej mimowolnych uczestników tzw wyścigu szczurów , aktualnej, wręcz patologicznej, formuły kariery zawodowej i związanego z nią stylu życia? Ludzie młodzi owładnięci pogonią za sukcesem nie dostrzegają licznych i groźnych skutków ubocznych tego wyścigu i nie potrafią myśleć dostatecznie wszechstronnie w kategoriach perspektywicznych. Stają się też niebezpiecznie konformistyczni i zachłanni na rozmaite materialne namiastki sukcesu i szczęścia.
Tak łatwo odrzucani nasi starsi bliscy, szczególnie kobiety, charakteryzują się najczęściej na tym etapie życia zdolnością do poświęcania się nie tylko we własnej, najbliższej rodzinie. Ileż znajdziemy w nich przywiązania, troski o innych i gotowości wyrzeczenia się wszystkiego co osobiste, jeśli spełnimy tylko jeden warunek: nie potraktujemy ich wyłącznie jako wysłużony, ale jeszcze użyteczny przedmiot.
W takim kontekście rodzi się podejrzenie, że wyodrębnienie w społeczeństwie grupy pn moherowe berety jest efektem jednej z największych w naszych czasach manipulacji zawłaszczającej na potrzeby doraźnych i egoistycznych potrzeb elit władzy pozornie słabą, ale liczną społeczność ludzi, którzy skończyli swoją karierę zawodową. Pokazałem już, że właśnie ta społeczność, ma szansę odegrać znacznie większą niż kiedykolwiek pozytywną rolę w społeczeństwie, uzyskać zdrową tożsamość i żyć pełnią trudnego, ale satysfakcjonującego, wartościowego życia.

Najważniejsze są autentyczne więzi

Mimo, że nietrudno także znaleźć argumenty obalające fałszywe mity wiążące naszych rodziców i dziadków z określonymi politykami i doktrynerami, to przez własne lenistwo umysłowe i konformizm popychamy wręcz tę potężną i dość dziarską społeczność w ramiona tych, którzy potrafią swoimi zabiegami, ukoić jej egzystencjalne rozterki, dowartościować oraz tym "samotnym w tłumie" dostarczyć zastępczych więzi społecznych. Najwartościowsza i kulturowo prawdziwa indywidualność ( nie ta "wyścigowa", konsumencka) często u jednostek bardzo wrażliwych i twórczych rodzi egzystencjalną samotność, która od wieków w patologicznej normie kulturowej nie tyle jest przezwyciężana co zagłuszana i wtapiana w zwartą, jednolitą masę, w tym także w grupę ludzi nazywanych "moherowymi beretami". Powstały kolektyw, swoista wspólna zagroda, zaspakaja jednostce potrzebę przynależności do grupy i zapewnia jej jakąś ochronę, chociaż jest ona podstępna i dość iluzoryczna.
Odwołując się chociażby do M. Bublera, musimy uzmysłowić sobie, jak głębokie i znaczące praktycznie jest stwierdzenie, że nasze ja bierze się ze stosunku do ty , do innych ludzi, by mogło powstać samoświadome ja , wpierw musiało samodzielnie zaistnieć ty. Inaczej mówiąc: na miano człowieka zasługujemy dopiero wtedy, gdy innych traktujemy jako pełne istoty ludzkie. Aby mogły funkcjonować zdrowe i produktywne relacje między ludźmi musimy teraz zdobyć umiejętność rozpoznawania sytuacji, w których jesteśmy traktowani przedmiotowo i wykorzystywani przez podstępne odwoływanie się do naszego poczucia obowiązku i odwzajemniania usług, bycia konsekwentnym, a także przez przewrotne odwoływanie się do wierzeń religijnych oraz skryte wywoływanie lęku i poczucia winy, a za nimi gotowości do wykonywania dowolnych poleceń jako kary za nie.
Równorzędnie niezbędne jest wyzbycie się pragnienia uzyskania przewagi nad innymi, ich uprzedmiotowiania i zawłaszczania, np. przez wykreowanie grupy społecznej takiej jak "moherowe berety", jej systematyczne indoktrynowanie i instrumentalne wykorzystanie do własnych celów, co tylko pozornie odbywa się bez użycia przemocy.
Co w tym studium oznacza termin więzi społeczne i dlaczego zostało uznane za szczególnie ważne ich przywracanie?
W psychologii więzi społeczne wywodzone są z więzi pierwotnych łączących dziecko z matką, nadających dziecku poczucie przynależności, zapewniających bezpieczeństwo i elementarną orientację w świecie. Więzi społeczne to silne więzi z rodziną, grupą plemienną, kościołem, narodem i wreszcie z przyrodą. W społeczeństwem ludzkim, w ok.100 tys. lat liczącej kulturze tworzonej przez miliardy jednostek o zróżnicowanych osobowościach, zdolnościach i pełnionych rolach więzi takie dają wręcz nieograniczoną ilość możliwości i wariantów jego rozwoju. Muszą spełniać jeden istotny warunek. Muszą być autentyczne, a więc opierać się na uczuciach takich jak miłość, relacjach partnerskich i współdziałaniu, czego przeciwieństwem są relacje oparte na przymusie władzy: tworzenia hierarchii i podporządkowania innych przy pomocy wszelkiej przemocy, także tej skrytej, psychologicznej natury. Wyniki ekonomiczne zorganizowanego, np. w systemie gospodarczym, takiego działania są osiągane za cenę naruszenia harmonii i równowagi panującej w systemie nadrzędnym, tj naturze i cywilizacji, rabunkowego wyczerpywania wszelkich zasobów bez zapewnienia możliwości ich pełnego odnawiania się zarówno w sferze przyrody jak i u samych ludzi. Rezultatem funkcjonowania takiego systemu, braku autentycznych więzi pomiędzy ludźmi i posługiwania się innymi ludźmi jako środkami do osiągania własnych, ciągle generowanych nowych i nie nasycalnych potrzeb i celów jest degradacja tych sfer, patologizacja życia społecznego i degradacja osobowości człowieka. Roli autentycznych więzi społecznych nie sposób więc przecenić.
Jeśli potrafimy w pełni uświadomić sobie znaczenie szkicowo przedstawionych w tym artykule relacji człowiek-człowiek i zmienić te istniejące w kalekim układzie ja-oni (oni w tym opracowaniu to przede wszystkim ciemnota-która-we wszystko-uwierzy ), to możemy w nadspodziewanie krótkim czasie uwolnić się uczucia pogłębiającej się niemocy i przystąpić do działania efektywnego na każdym polu. Paradoksalnie, cała nadzieja w moherowych beretach i kapeluszach - one nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.
Tak naprawdę moherowe berety nie istnieją, to znakomity przykład tzw bytu wirtualnego, istniejącego tylko w sferze społecznej komunikacji, wyodrębnionego przez nadanie nazwy. Takie byty są tworzone przez nasze błędne pojmowanie ważnych obszarów życia i umożliwiają realne (niestety) ich zniewalane i zawłaszczane przez tych, co odwiecznie poszukują łatwego łupu, zamiast przewodzenia ludziom sprawują nad nimi pasożytniczą władzę.
Prawdziwe zrozumienie oznacza działanie i to działanie natychmiastowe, bez powoływania kolejnych urzędów i tworzenia programów zza biurka. Jeśli zrozumiemy, że to nie jacyś oni są winni, lecz my sami przez własne błędy i zaniechanie. Jeśli przestaniemy z zapałem godnym lepszej sprawy poszukiwać przyczyn naszych zbiorowych oraz indywidualnych niepowodzeń w czynnikach i okolicznościach zewnętrznych, to łatwiej odnajdziemy drogę do wszechstronnego uzdrowienia. Znikną upiory, których naprawdę nigdy nie było. Występują one symbolicznie w bajkach i baśniach i pełnią ważną rolę w przygotowaniu dzieci do najważniejszych wydarzeń jakie się w ich życiu mogą się pojawić. Największą rolę odgrywają tu emocje, strach przed nieznanym, kiedy jesteśmy gotowi uwierzyć we wszystko co dostarcza nam jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia takich sytuacji. A ponieważ w życiu społecznym głoszone hasła i proroctwa, wypowiedzi tzw autorytetów i wyniki sondaży mogą pełnić rolę samospełniających się hipotez, wykreowaliśmy sobie moherowe berety - twór, w którego wnętrzu umieściliśmy wszystko to, co nie akceptujemy u siebie, co odrzucamy i czego się panicznie boimy. Potrafimy już identyfikować najnowsze mutacje takich stworów i jesteśmy zdolni je przezwyciężać. Czy zechcemy?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...