wtorek, 20 lipca 2021

RAPORT SĄDOWY

RAPORT SĄDOWY

Wprowadzenie

Rok 1988 był dla mnie bardzo pouczający, ale równocześnie bardzo burzliwy. Byłem oszołomiony dowiedziawszy się, że większość tego, co przekazywano mi w szkole na temat historii XX wieku i II wojny świa­towej jest mitem, a nawet zwykłym kłamstwem.

W pierwszej chwili by­łem zdumiony, potem wzburzony i wreszcie zostałem przekonany. Mit Holocaustu stał się dla mnie martwy.

Jak wszystkie dzieci amerykańskie, urodzone w czasie i po drugiej wojnie światowej, uczyłem się o ludobójstwie dokonanym przez nazistów na ludności żydowskiej.

W czasach uniwersyteckich nie miałem powodu, aby nie wierzyć w to, że Niemcy wymordowali 6 milionów Ży­dów w komorach gazowych. Wierzyłem w nazistowskie ludobójstwo je­szcze przez wiele lat.

Mniej więcej w 24 lata później, pewien „wierzący" inżynier siedział przy swym biurku w śnieżne popołudnie, zimą 1988 roku, kiedy zadzwo­nił telefon. Ów inżynier miał wkrótce otrzymać wstrząsającą lekcję, lek­cję, która poddała w wątpliwość mit Holocaustu, kłamstwo wpajane od 50 lat kolejnym pokoleniom amerykańskich dzieci. „Hallo!... Mówi Ro­bert Faurisson" - powiedział głos w słuchawce i wkrótce „wierzący" inżynier przestał wierzyć.

Tło

Przez ostatnie 9 lat opracowywałem projekty wszelkiego typu urzą­dzeń do wykonywania egzekucji (krzesła elektryczne, śmiertelne zastrzyki, szubienice oraz komory gazowe) dla wszystkich - lub prawie wszystkich - stanów USA, gdzie obowiązuje jeszcze kara śmierci. By­tem zatrudniony jako konsultant i dostarczałem opracowania zarówno dla administracji wspomnianych stanów, jak i dla rządu federalnego.

Z tego też powodu zostałem polecony przez Billa Armontrouta, dy­rektora więzienia stanowego w Missouri, jako konsultant w sprawie ko­mór gazowych, obrońcom w procesie Zundela. Po rozmowie telefonicz­nej w owo zimowe popołudnie, dwa razy spotkałem się z Robertem Faurissonem w Bostonie. W rezultacie zgodziłem się jechać do Toronto na spotkanie z adwokatem Ernesta Zundela - Dougiem Christie i resztą znakomitego zespołu obrońców.

Już trzynaście lat wcześniej prof. Faurisson zaproponował, aby ja­kiś specjalista od komór gazowych dokonał oceny rzekomych komór ga­zowych w Polsce, pod kątem wymagań technicznych i stwierdził, czy nadają się one do przeprowadzania masowych egzekucji.

Wyjechałem do Toronto razem z moją żoną Carolyn i spędziłem dwa dni wypełnione licznymi spotkaniami, podczas których zademonstro­wano mi fotografie rzekomych komór gazowych w Polsce, niemiecką do­kumentację techniczną i zdjęcia lotnicze wykonane w czasie wojny przez aliantów.

Po zapoznaniu się z tymi materiałami sam sobie zadałem pytanie, czy owe „komory" są w istocie odpowiednio wyposażone dla dokony­wania w nich egzekucji. Zaproponowano mi, bym pojechał do Polski i tam, na miejscu, przeprowadził odpowiednie badania i opracował pi­semny raport w tej sprawie. Niektóre komory znajdowały się w miejscowościach, o których nigdy nie słyszałem.

Po kilku wyjaśniających uwagach zaaprobowałem propozycję i roz­poczęły się przygotowania do wyjazdu do Polski. Chociaż przedstawio­ne mi fotografie i dokumenty zdawały się potwierdzać tezę, iż rzeko­me „komory" nie mogły służyć do dokonywania egzekucji, zarezerwo­wałem sobie prawo do wydania ostatecznej opinii po wykonaniu wszy­stkich badań.

Jeżeli by się okazało, że owe pomieszczenia były - lub mogły być -komorami gazowymi, zawarłbym taką opinię w moim sprawozdaniu. Moja relacja miała być użyta jako dowód w procesie Ernesta Zundela w Toronto. Będzie, zatem stanowiła świadectwo sądowe.

Przygotowując się do podróży musiałem sprawo sobie również spe­cjalne walizki na próbki, dokumenty i instrumenty.

Biorąc pod uwagę fakt, że jedziemy do kraju komunistycznego, mu­sieliśmy szczególnie uważać na nasze instrumenty Niewielu turystów zabiera ze sobą w podróż młotki, dłuta, wiertarki, piły i przymiary me­tryczne. Ponadto zabraliśmy mapy Polski, Czechosłowacji i Austrii na wypadek, gdybyśmy musieli wyjeżdżać nagle i w pośpiechu. Wreszcie zabraliśmy też podarunki, którymi zamierzaliśmy przekupić personel muzeum oświęcimskiego, aby uzyskać kopie potrzebnych nam doku­mentów z archiwów muzeum.

Nasza ekipa

Miałem szczęście dobrać sobie zespół kompetentnych i zaufanych osób: moja żona Carolyn - jako asystentka, Howard Miller - rysownik, Jurgen Neumann - kamerzysta, Tjudar Rudolf - tłumacz. Wszyscy zda­waliśmy sobie sprawę, że jeśli zostaniemy schwytani, władze polskie nieprzychylnie ocenią naszą działalność i nasze zamiary, a pobrane przeze mnie próbki mogą potraktować, jako bezczeszczenie narodowe­go monumentu.

Duchowo byli z nami obecni także dwaj „nieoficjalni" członkowie naszej ekipy: Ernest Zundel i Robert Faurisson, którzy z oczywistych względów nie mogli towarzyszyć nam w podróży.

Podróż

Wyruszyliśmy do Polski 25 lutego 1988 roku. Neumann i Rudolf do­łączyli do nas we Frankfurcie. Wróciliśmy do domu 3 marca 1988 roku. Przybyliśmy do Krakowa późnym popołudniem i spędziliśmy naszą pierwszą noc w Hotelu Orbis. Następnego dnia byliśmy już w Oświęci­miu, w Hotelu, gdzie uderzył nas zapach naftaliny - zapach nie spoty­kany przeze mnie od wielu lat. Hotel musiał być kiedyś budynkiem mie­szkalnym dla funkcjonariuszy obozowych. Obiad zjedliśmy w restau­racji hotelowej. Następnie odbyliśmy rozpoznawczy spacer po obozie, w słabym świetle popołudnia i pośród śnieżnej zadymki. Nie jedliśmy tego dnia kolacji, gdyż okazało się niemożliwością znalezienie lokalu czynnego po zachodzie słońca...

Auschwitz – Birkenau

Następnego dnia rozpoczęliśmy nasze prace wewnątrz rzekomej ko­mory gazowej. Niestety, nie byliśmy w stanie zrealizować zbyt wielu ba­dań ze względu na liczne wycieczki, które przerywały naszą pracę. By­ła to niedziela i liczba zwiedzających była większa, niż zwykle. Carolyn stała na straży przy jednym wejściu, a Tjudar przy drugim. Ich zada­nie polegało na sygnalizowaniu mi, Jurgenowi i Howardowi, nadejścia zwiedzających. Filmowanie i pobieranie próbek było w tych warunkach zbyt niebezpieczne. Około południa opuściliśmy zatem Auschwitz i prze­nieśliśmy się do Birkenau.

W Birkenau zaskoczyła nas śnieżyca tak silna, że nic nie było widać w odległości większej, niż metr. Musieliśmy też zostawić Carolyn, aby pilnowała samochodu, gdyż nie można było wjeżdżać pojazdami na te­ren obozu. Zwiedziliśmy komory, krematoria nr II, III i IV oraz łaźnię. Pobraliśmy próbki, a nasze badania zostały zarejestrowane na taśmie video. Wykonaliśmy też zdjęcia i rysunki w skali. Wszystko po to, aby udokumentować skąd pobieraliśmy próbki do badań.

Musieliśmy wyważyć drzwi do łaźni, gdyż były zamknięte na klucz.

W krematorium nr II było zejście w głąb rzekomej komory gazowej. Wilgotne i zatęchłe podziemne pomieszczenie nic było odwiedzane przez ludzi od prawie 50 lat. Budynek został zburzony, prawdopodobnie przez niemieckich saperów. Na szczęście było mniej strażników i mniej pu­bliczności, co stwarzało nam nieporównanie lepsze warunki do pracy, niż poprzedniego dnia w Auschwitz.

Nauczeni doświadczeniem poprzedniego dnia, zjedliśmy kolację na dworcu autobusowym - była to jedyna czynna restauracja w Oświęci­miu - i powróciliśmy do Hotelu.

Następnego dnia, w poniedziałek, rozpoczęliśmy nasze prace w Au­schwitz. W porównaniu z niedzielą, było o wiele mniej zwiedzających i mogliśmy pracować bez przeszkód.

Byliśmy w stanie zebrać próbki, wykonać zdjęcia oraz inne prace do­kumentacyjne. Teraz uzyskaliśmy już dane, mogące posłużyć nam do modelowych obliczeń. Zweryfikowaliśmy także istnienie systemu ramp przeładunkowych w okresie działalności „komór gazowych". Po zakoń­czeniu prac w Auschwitz pojechaliśmy ponownie do Birkenau, aby pobrać próbki kontrolne z pomieszczenia nr 1, przeznaczonego do dezyn­fekcji. Niestety, budynek był zamknięty i znów musieliśmy wyłamywać zamek, aby zbadać wspomniane pomieszczenie. Później zjedliśmy kola­cję na dworcu autobusowym i wróciliśmy szybko do Hotelu.

We wtorek rano, oczekując na wynik - bezowocnej, jak się później okazało - próby zdobycia przez Tjudara pojemnika z Cyklonem B,  Jurgen i ja filmowaliśmy różne miejsca wewnątrz obozu. Potem przenie­śliśmy się z Hotelu w Oświęcimiu do znajdującego się w pobliżu schro­niska, otrzymując pokoje, które dopiero co się zwolniły.

W środę rano, po godnym wzmianki śniadaniu - składającym się z chleba, szynki i sera - zdecydowaliśmy odbyć podróż do Lublina, aby zwiedzić Majdanek.

Po raz ostatni odwiedziliśmy obóz w Auschwitz i następnie wyruszy­liśmy w kierunku Lublina.

Majdanek

Po kilku godzinach przybyliśmy na miejsce i zwiedziliśmy muzeum na Majdanku, zrekonstruowane „komory gazowe" i krematoria. Na końcu obejrzeliśmy komory do dezynfekcji nr l i 2. Prowadzenie badań było tutaj szczególnie trudne, gdyż strażnicy przeprowadzali inspek­cję co 10-15 minut. Rzekome komory gazowe były odgrodzone bariera­mi i niedostępne dla publiczności. Dla dokonania szczegółowych badań konieczne było przekroczenie barier i wejście na zabroniony teren. Carolyn i Tjudar stali na straży, podczas gdy ja robiłem pomiary i przepro­wadzałem dokładne badania. O mały włos nie zostaliśmy przyłapani: byłem zmuszony pospiesznie przeskoczyć barierę i gdy strażnik wcho­dził, znajdowałem się jeszcze na zabronionym terenie. Na szczęście strażnik był zbyt zainteresowany Jurgenem i jego ka­merą video i nie zwrócił na mnie uwagi.

Powrót

Wczesnym popołudniem muzeum było zamykane dla zwiedzających i musieliśmy opuścić teren obozu. O godzinie 15 wyruszyliśmy do War­szawy i po pięciogodzinnej podróży w deszczu i śniegu dotarliśmy do celu. Nasza rezerwacja w hotelu była już nieważna, ale przy pomocy pracownika ambasady znaleźliśmy miejsca w innym hotelu. Po kolacji udaliśmy się spać, planując ma czwartek powrót do domu. Następnego ranka, po śniadaniu, wyruszyliśmy na lotnisko.

Odlecieliśmy samolotem polskich linii lotniczych LOT, po zapłaceniu cła, gdyż moja walizka zawierała około 10 kg materiałów dowodowych. Na szczęście nie skontrolowano mi bagażu, ale odetchnąłem z ulgą do­piero po kontroli paszportów we Frankfurcie. Tutaj nasza grupa podzie­liła się. Po powrocie do USA przekazałem próbki do analizy, do labora­torium w Massachusetts. Otrzymawszy rezultaty analiz, przygotowa­łem mój raport, łącząc swą wiedzę na temat budowy komór gazowych i procesu egzekucji przy pomocy gazu z wynikami dokonanych badań.

Po ukończeniu raportu, którego wyniki podane są niżej, uczestniczy­łem jako świadek obrony w procesie Zundela w Toronto. Ale to już zu­pełnie inna historia.


Rezultaty badań

1. Komory gazowe

Wyniki badań, zamieszczone w „Raporcie Leuchtera", są bardzo ważne. Dowodzą w sposób kategoryczny, że żadna z budowli badanych w Oświęcimiu, Brzezince i Lublinie nie mogła służyć do wykonywania masowych egzekucji przy użyciu cyjanowodoru, tlenku węgla lub ja­kiegokolwiek innego trującego gazu.

Przyjmując nawet najbardziej wygórowane liczby dotyczące maksy­malnego wykorzystania komór gazowych - 1693 osoby tygodniowo w każdej z komór – i zakładając, że wspomniane pomieszczenia napraw­dę służyły do masowych egzekucji przy pomocy gazu, dla zabicia sze­ściu milionów osób musiałyby pracować bez przerwy przez 68 (sześć­dziesiąt osiem!) lat. To znaczy, że Trzecia Rzesza musiałaby istnieć przez przynajmniej 75 lat! Utrzymywanie, że owe pomieszczenia służy­ły do wykonywania egzekucji masowych czy też indywidualnych jest za­tem śmieszne, a nawet obraźliwe, gdyż zakłada kretynizm odbiorcy te­go typu stwierdzeń. Jednakże ci, którzy rozpowszechniają to kłamstwo są zbyt leniwi i zadufani w sobie, aby sprawdzić jego prawdopodobień­stwo. Indoktrynują, więc świat tego typu bzdurą poprzez największą kampanię propagandową, jaką pamięta historia.

2. Krematoria

Równie ważne są błędy historiografii „eksterminacjonalistycznej" w odniesieniu do krematoriów. Gdyby krematoria pracowały z maksy­malną wydajnością, każdego dnia, bez jakiejkolwiek przerwy, w spo­sób ciągły (założenie czysto hipotetyczne i niemożliwe w rzeczywisto­ści) - Trzecia Rzesza musiałaby istnieć przynajmniej 42 lata, gdyż dla spalenia sześciu milionów ludzkich zwłok potrzebne byłoby 35 (trzy­dzieści pięć) lat pracy pieców krematoryjnych!

Nikt przy zdrowych zmysłach nie może utrzymywać (ani też wierzyć), że III Rzesza istniała przez 75 lub 42 lata. Jednakże wmówiono nam, że 6 milionów osób zostało zamordowanych za pomocą sprzętu, który -nawet gdyby nadawał się do dokonywania egzekucji - musiałby praco­wać jeszcze przynajmniej przez 64 lata po zakończeniu wojny, a więc do roku 2009! Taki bowiem jest absolutnie minimalny czas potrzebny do tego typu operacji.

3. Dowody

Próbki dowodowe zostały pobrane z miejsc przez nas odwiedzanych. Próbka kontrolna została wzięta z pomieszczenia nr l, służącego do de­zynfekcji [odzieży - przyp. wyd.] w Birkenau. Założyliśmy, że ze względu na wysoką zawartość żelaza w konstrukcjach budynków obozowych, obe­cność cyjanowodoru spowoduje uformowanie się związku żelazo-cyjanowodorowego i tlenku żelazawego. Uwidocznił się on w postaci niebieska­wych plam na ścianach pomieszczenia dezynfekcyjnego. Szczegółowa ana­liza 32 próbek, pobranych z kompleksu Auschwitz-Birkenau, ujawniła za­wartość 1,050 mg cyjanku na l kg oraz 6,170 mg żelaza na l kg w próbce z pomieszczenia służącego do dezynfekcji. Większa ilość żelaza została znaleziona wewnątrz rzekomych komór gazowych, ale jednocześnie nie wykryto żadnych śladów cyjanku. Byłoby to niemożliwe, gdyby pomieszcze­nia te miały kontakt z cyjanowodorem. Tymczasem komory gazowe mu­siałyby być wystawione na działanie cyjanowodoru przez czas o wiele dłuż­szy, niż pomieszczenie do dezynfekcji. Dlatego też wyniki analizy labora­toryjnej dowodzą, że pomieszczenia prezentowane jako „komory gazo­we" nie były nigdy używane, jako miejsca egzekucji za pomocą gazu.

4. Konstrukcja

Konstrukcja owych budowli dowodzi, że nigdy nie były one używa­ne, jako komory gazowe. Żadne z tych pomieszczeń nie było hermetyczne, ani wyposażone w odpowiednie uszczelnienia. Nie zostały wykona­ne żadne zabezpieczenia przed kondensacją gazu w ścianach, podłodze i suficie. Nie istnieją żadne urządzenia służące do usuwania z pomie­szczenia mieszanki powietrza i gazu. Nie było żadnych urządzeń służą­cych do wpuszczania gazu i rozprowadzania go po całym pomieszcze­niu. Nie ma żadnych systemów bezpieczeństwa dla zapobiegania eks­plozji. Nie zostały wykonane żadne zabezpieczenia przed przenikaniem gazu do krematorium - pomimo, iż cyjanowodór jest w wysokim stop­niu wybuchowy. Nie ma żadnego systemu zabezpieczeń dla ochrony per­sonelu obsługującego komorę przed wystawieniem na działanie gazu, jak również dla ochrony innych osób, mogących ewentualnie znajdować się w pobliżu komory. W jednym szczególnym przypadku - w Auschwitz - dren do odprowadzania wody deszczowej w podłodze rzekomej komo­ry gazowej połączony jest z systemem podobnych drenów w całym obo­zie.

Na Majdanku gaz mógłby z łatwością przenikać do podziemnego ko­rytarza, biegnącego wokół rzekomej komory gazowej. Korytarz ten był­by zatem śmiertelną pułapką dla personelu obsługującego komorę.

Nigdzie, w żadnej z rzekomych komór gazowych, nie istnieją drogi ewakuacji. Cyjanowodór jest gazem szczególnie niebezpiecznym, wybu­chowym i trującym, ale w żadnej z części „komory" nie ma urządzeń zabezpieczających... Komory są poza tym zbyt małe, aby pomieścić cho­ciażby część tej liczby osób, jaka - zgodnie z relacjami „naocznych świadków" - miała się w nich mieścić. Mówiąc w sposób jasny i prosty: pomieszczenia, przedstawiane jako „komory gazowe", nic mogły pra­cować, jako urządzenia do egzekucji za pomocą gazu także z przyczyn konstrukcyjnych.

5. Wnioski

Po szczegółowym zbadaniu rzekomych komór gazowych i kremato­riów w obozach na terenie Polski, jedyny wniosek, jaki może wysnuć osoba odpowiedzialna i rozsądna jest taki, że twierdzenie, jakoby która­kolwiek z tych budowli była używana jako komora gazowa do masowych egzekucji, jest absurdalna.


Z  WIZYTĄ W AUSCHWITZ

Jest bezdyskusyjnym faktem historycznym, że podczas II wojny świa­towej Niemcy prowadzili sieć więzień i obozów pracy tak w Niemczech, jak i na terytoriach, które kontrolowali. Do tych obozów wysyłano Ży­dów, jeńców wojennych, bojowników ruchu oporu, Cyganów i innych lu­dzi, uważanych za wrogów III Rzeszy.

Największym z tych obozów był obóz nazywany Auschwitz, znajdu­jący się w Polsce. Internowani w Auschwitz - mężczyźni, kobiety i dzie­ci - pochodzili z całej Europy. Zdolnych do pracy wykorzystywano jako siłę roboczą dla potrzeb niemieckiego przemysłu wojennego. Auschwitz został wyzwolony przez Armię sowiecką w styczniu 1945 roku. I tu kończy się concensus.

Od zakończenia II wojny światowej powtarzano nam ciągle, że wie­le z tych obozów służyło ciemnym celom: ludobójstwu 6 milionów Ży­dów i egzekucji 5 milionów nie-Żydów za pomocą komór gazowych, w sposób, który jest dziś powszechnie znany jako „holocaust". Najwięk­sza ilość ludzi, mówi się, została zamordowana w Auschwitz.

Lecz są tacy, którzy utrzymują, iż twierdzenia o masowym morder­stwie nigdy nie zostały udowodnione. Ludzie ci wskazują na brak doku­mentacji innej, niż wysoce kwestionowane, a częściowo już zdyskredytowane dowody dostarczone przez Związek Sowiecki na Proces Norym­berski i niewiarygodny charakter zeznań naocznych świadków, z których wiele również zostało zdyskredytowanych.

(Na przykład wielu byłych mieszkańców obozu, jak również amery­kańskich żołnierzy ciągle mówi o „gazowaniu" w obozie w Dachau w Niemczech, mimo że nie utrzymuje się już, iż komory gazowe były kie­dykolwiek użyte w tym obozie)

Nadal jednak Holocaust jest wydarzeniem, które znacząco wzrosło na znaczeniu od końca wojny, nauczanym jako fakt, zwykle akceptowa­ny bez pytania. Ale skąd wiemy, że naprawdę miał on miejsce? Jakie „dowody" oferuje się tym, którzy nie są skłonni brać tej historii na sa­mą wiarę? Ta kaseta video tyczy między innymi jednego z dowodów, ka­wałka bardzo dużej układanki - rzekomej komory gazowej w Głównym Obozie Auschwitz. Taśma ta jest pierwszą w serii prezentujących moją podróż do Europy we wrześniu 1992 roku w celu przeprowadzenia do­chodzenia na własną rękę w miejscach „ostatecznego rozwiązania ".

W żadnym wypadku nie ma to być ostatnie słowo w tej kontrowersji, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że taśma ta może rozpocząć otwartą debatę, która jest już dawno spóźniona: „co jest faktem, a co jest po prostu propagandą wojenną w odniesieniu do zdarzenia, które zna­my jako Holocaust".

Wizyta w Auschwitz

Oto jest główny obóz w Auschwitz, inaczej Stammlager. To, co zna­ne jest jako Auschwitz, składa się z trzech części. Istnieje Auschwitz I, obóz główny, który istniał na długo przed

II w. św., jako baraki wojskowe i został nieco zmodyfikowany przez Niemców, kiedy go przejęli. Następnym jest Auschwitz II, znany również jako Auschwitz-Birkenau, zbudowany podczas wojny, jako przedłużenie obozu głównego. I istnieje Auschwitz III, lub Auschwitz-Monowitz, duży obóz przemy­słowy, gdzie do pracy zmuszanych było wielu mieszkańców.

Oto Auschwitz I, główny obóz, będący centrum turystyki w Au­schwitz. To tutaj, co godzinę, oprowadzane są wycieczki w grupach anglo-, polsko-, niemiecko- i francusko-języcznych. Według miejscowych danych, ponad pół miliona ludzi odwiedza obóz każdego roku; miejsce to stało się kuriozalnym sanktuarium, mieszaniną beznadziejnego ko­mercjalizmu i religijnego szacunku z hotelem, restauracją, sklepem z pa­miątkami i budką sprzedającą wszystkie rodzaje wyposażenia video -jak baterie i taśmy we wszystkich systemach, tak, że nikt nie potrzebu­je się martwić, iż straci zdjęcie Ostatecznego Rozwiązania.

Jest to sanktuarium, które łączy katolickie wyrażenie tożsamości z ży­dowskimi lamentami, co tradycyjnie powodowało pewne tarcia. Grupy ży­dowskie zarzucały, że Polacy umniejszają rolę cierpień żydowskich - cho­ciaż niewielu otwarcie stwierdziłoby to, że na Zachodzi Żydzi usiłują zmo­nopolizować Auschwitz, jako doświadczenie wyłącznie żydowskie. Dochodzimy tu do ważnego punktu w naszej analizie holocaustu. Jest to wydarzenie interpretowane różnie w różnych zakątkach świata.

Sowieci zawsze podkreślali cierpienia Rosjan, Polaków, Ukraińców i innych nacji. Propagandowe filmy sowieckie po II wojnie światowej rzad­ko wspominały o Żydach. Dla Polaków Auschwitz nadano katolickie obli­cze, ze wszystkimi zwykłymi elementami - akcentowane są cierpienia polskich księży i innych męczenników, a usiłowanie eksterminacji Pola­ków jest tematem wiodącym. Ale na Zachodzie otrzymujemy jedną interpretację, ukierunkowaną na Żydów, powiązaną ze śmiercią nie-Żydów jedynie po to, by zaangażować nie-Żydów w sprawy Holocaustu.

Lecz mówi się nam, że chociaż nie-Żydzi cierpieli również, to Żydzi i tylko Żydzi są tymi, których przeznaczono do eksterminacji. Postawa ta wywołuje często warte omówienia dyskusje, takie jak wokół konwen­tu karmelitanek, które uzyskały rezydencję tu, w Auschwitz, wbrew ży­czeniom wielu żydowskich środowisk. W czasie wizyt w Auschwitz pro­testowano, gdyż muzeum nie jest dość żydowskie.

W samym obozie więcej jest do obejrzenia, od zwykłej wiktymizacji. Układ głównego obozu jest całkiem prosty. Kwadrat haczykowatego pło­tu z drutu otacza niekończące się szeregi baraków dla mieszkańców, du­żą halę i kilka niespodzianek, o których powiemy potem.

Poza odrutowanym obozem znajduje się siedziba SS - te dwa budyn­ki - i szpital dla SS oraz restauracja. Po drugiej stronie znajduje się bu­dynek, znany jako Krematorium l, niesławna komora gazowa i krema­torium. W muzeum przekształcona została większość baraków mie­szkalnych, które są głównym punktem zwiedzania. Pozostałe baraki przeznaczone są na archiwa lub biura pracowników muzeum. Jeden barak, blok 11, został zachowany w swym oryginalnym stanie. Było to wię­zienie obozowe i określa się je teraz, naturalnie, jako „Blok Śmierci".

To, co wnosi dodatkowy interesujący punkt to to, co jest pokazywa­ne podczas wycieczki, a co nie jest. Podczas wycieczki pokazuje się „Blok Śmierci", tak zwaną „Ścianę Śmierci" - naturalnie obok drzwi „Bloku Śmierci" - i wystawę po wystawie, specjalnie zaprojektowane tak, by potwierdzić ohydne historie i by przedstawić Auschwitz, jako maszynę śmierci, miejsce, gdzie internowanie oznaczało eksterminację.

Ale czego się nie pokazuje? Zacznijmy od budynku, który przeko­nywująco mógłby być nazwany „Blokiem Życia" - masywny kompleks przeznaczony do dezynfekcji, gdzie Cyklon B używany był codziennie, by zwalczyć wszy i zarazę, którą roznoszą. To były prawdziwe komory gazowe, z tym, że ich ofiarami były ubrania i materace, a celem zacho­wanie zdrowia mieszkańców. Eksperci od holocaustu nie zaprzeczają celowi tego budynku, ale nie lubią o tym wspominać. Pomimo wszystko, po co komplikować sprawy...

Zapomnianym jest także teatr obozowy, aktualny dom wspomniane­go wcześniej konwentu. Ostatnie zdjęcia zrobione wewnątrz tego budyn­ku pokazują pianina, kostiumy i scenę, gdzie mieszkańcy wystawiali in­scenizacje. Dziś jednak zakonnice nie pozwalają na robienie zdjęć w środku. I wreszcie mamy w Auschwitz basen. Tak, to prawda - basen, uloko­wany wewnątrz zespołu więziennego. Piękny basen ze skoczniami i blo­kami startowymi. Trzeba przyznać, że władze obozu w Auschwitz nie próbowały usunąć tej rozrywki. Lecz jeśli pragniesz zobaczyć basen, potrzebujesz już wiedzieć, że on istnieje, gdyż nie znajdziesz go podczas zwiedzania z wycieczką.

A więc to, co w zasadzie mamy, to oficjalna wycieczka, która składa się z turystów, którzy już wierzą w historię o holocauście i są z nią w ja­kiś sposób prawdopodobnie emocjonalnie związani - daje im się selek­tywnie wyreżyserowaną wycieczkę, wypełnioną jedna po drugiej prze­rażającymi historiami i kończącą się finałowym przystankiem: komorą gazową. Do tego miejsca uczestnicy wycieczki są emocjonalnie nastro­jeni, by uwierzyć w cokolwiek, a komora gazowa jest jak główna atrak­cja po dwóch godzinach rozgrzewki, wprowadzającej tłum w nastrój. Dosłownie: komora gazowa jest obiektywnym dowodem, że wszystko, co słyszeli podczas oprowadzania jest prawdą, obiektywnym dowodem holocaustu. Ale - czyżby? Zobaczymy za minutę.

Pojechałem do Auschwitz we wrześniu 1992 roku, by samemu zoba­czyć miejsce, o którym uczyłem się tak długo. Opłaciłem dodatkowego przewodnika ze znajomością angielskiego - młodą damę o imieniu Alicja, która oprowadzał wycieczki polsko-, niemiecko- i anglo-języczne. l ubra­łem moją jarmułkę - po to, by nikt nie zapomniał tego, że jestem Żydem. Stwierdziłem, że mogę zadawać pytania w sposób, który nie upodobni mnie do rewizjonisty. Rozumiecie, w przeszłości rewizjoniści nie mieli wie­lu sukcesów w uzyskiwaniu odpowiedzi od urzędników w Auschwitz. Lecz ja będę udawał poprawnego Żyda, pragnącego poznać prawdziwe fakty i odpowiedzieć tym, którzy twierdzą, że Holocaust nigdy się nie wydarzył.

(Dla jasności: nie tylko jestem rewizjonistą, jestem również ateistą. Lecz moi rodzice są oboje Żydami - a jeśli jesteś Żydem z urodzenia, jesteś Żydem)

Alicja, tak jak i inni przewodnicy, by zostać oprowadzającą musiała uczestniczyć w kursie i go zaliczyć. Jest to ważne, gdyż mam nadzieję wykazać, iż ludzie, którzy prowadzą Auschwitz - jak dr Franciszek Piper i przełożony przewodników, których wkrótce spotkacie - uczą prze­wodników, by mówili rzeczy, o których wiedzą, że nie są prawdziwe. Lecz nic powinno to stawiać Alicji w złym świetle. Powtarza ona to, co jej powiedziano; jestem pewien, iż nigdy przedtem nie postawiono jej przed takim turystą, jak ja. Mam ponad 4 godziny na zrobienie zdjęć z mojej wycieczki i zada­wanie przykrych pytań, jednego za drugim. Zdjęcia te złożą się na od­dzielną taśmę. Tym razem zamierzamy zainteresować się komorą ga­zową i moim wywiadem z dr Franciszkiem Piperem, Starszym Kusto­szem i Dyrektorem Archiwów w Muzeum w Auschwitz. Przyjechałem do Auschwitz, jako utwierdzony sceptyk. Wiem, że dla niektórych krytyczne egzaminowanie holocaustu jest najwyższym świę­tokradztwem. Ale musicie zdać sobie sprawę, iż nie ma dla mnie świę­tych krów i że zrozumienie tego, co się naprawdę wydarzyło jest dla mnie ważne - i proszę, byście to uszanowali.

Wiem, z lat mych własnych badań, badań innych, że jest niewiele dowodów holocaustu. Dosłownie: wszystko to, to zeznania ,,naocznych świadków" i powojenne wypowiedzi. Nie istnieje żadne zdjęcie, plan, czy dokument z czasów wojny dotyczący zabójczych komór gazowych, czy plan eksterminacji Żydów. I nie możemy tłumaczyć, że naziści zni­szczyli wszelkie dowody, albowiem po tym, jak złamaliśmy niemiecki szyfr, byliśmy w stanie podsłuchiwać ich tajną korespondencję, włączyw­szy tę, która pochodziła z Auschwitz. Klucz do zrozumienia opowieści o holocauście, to zrozumienie prawdziwej natury rzeczy, które podano jako dowody. O wszystkim, co jest użyte jako dowód holocaustu można także powiedzieć, że ma całkowicie normalne wytłumaczenie.

Na przykład: te okazy - mówi się - są materialnym dowodem ekster­minacji. Są to stosy ludzkich włosów. Lecz cóż to udowadnia? Jest wia­domym, że każdy mieszkaniec miał goloną głowę z powodu problemu z wszami. Temu się nie zaprzecza, a więc dlaczego nie miałoby być sto­sów ludzkich włosów? A co ze stosami butów i ubrań? Czy jest to dowód? Jest faktem, iż więźniom, kiedy przyjeżdżali, wydawano uniformy - włączywszy w to buty. To nie dowodzi, że ktokolwiek został zabity.

W mającej obalić twierdzenia rewizjonistów książce „Auschwitz: Technique Operation of the Gas Chambers", opublikowanej przez B. Klarsfeld Foundation, Jean-Cloud Pressac przyznaje, iż ponad 95% Cy­klonu B, stosowanego przez Niemców było używane do dezynfekcji. Tyl­ko 5% przypisuje celom zabójczym. A twierdzenie to pochodzi od wspie­rającego tezę o holocauście! A więc jakie oferuje się nam dowody? No cóż, jest to zwykły obraz chorych mieszkańców, który potwierdza tezę, że ludzie w obozie cho­rowali. Jeszcze raz podkreślam, iż nikt nie zaprzecza epidemii tyfusu, która spowodowała liczne zgony.

Następnie mamy dzieło sztuki i portrety dzieci. Nie najlepiej, więc dla kogoś szukającego obiektywnych dowodów holocaustu. A niektóre do­wody, które prezentują, w rzeczywistości pracują przeciw tej koncepcji. Dla przykładu: posiadają jedną z kilku fotografii Auschwitz, zrobio­nych z powietrza przez aliantów podczas wojny. Nie wspominają jednak, że fotografie te nie ukazują gazowanych ludzi, czy palonych ciał, mimo, iż zostały one zrobione w czasie, gdy -jak się mówi - zabójstwa były dokonywane prawie non-stop.

Nie będę nawet wspominał o specjalnym pieniądzu, jaki Niemcy wydrukowali dla mieszkańców Auschwitz, czy faktu, że chociaż mówiło się, iż dzieci żydowskie były natychmiast zabijane, tak Anna Frank, jak i jej siostra były wysłane do Auschwitz i przeżyły, potem przewie­ziono je do obozu w Bergen-Helsen, gdzie - jak się uważa - zmarły na tyfus. Ale całe to spieranie się byłoby bezcelowym, jeśli moglibyśmy ujrzeć prawdziwą komorę gazową na własne oczy. To, rzecz jasna, najskutecz­niej zakończyłoby spór. To prowadzi nas do budynku, na, przeciw którego stoję: komory ga­zowej i krematorium. Zdjęcia tego budynku publikowano w książce po książce na temat holocaustu. Pomimo wszystko, jeśli to wszystko się wy­darzyło, jaki dowód jest lepszy? Rewizjoniści nie negują, że był to praw­dziwy budynek z czasów wojny. Twierdzimy, że naprawdę było tu kre­matorium i kostnica, która była także używana, jako schron dla SS-manów ze szpitala i restauracji na przeciwko.

Miejscowi mówią, że była to rzeczywiście kostnica i krematorium, z fragmentem krematorium, które widzicie tu po prawej stronie, była później używana jako komora gazowa. Mówią oni także, iż była ona uży­wana jako schron przeciwlotniczy.

I przyznali oni, w przeszłości, że duży ceglany komin z boku budynku jest rekonstrukcją, co nie jest dużym zaskoczeniem dla kogokolwiek, gdyż wyraźnie nie jest on przyłączony w jakikolwiek sposób do budynku.

Wejdźmy teraz do środka. Oczywiste znaki na ścianach i podłogach, gdzie najwidoczniej ściany zostały usunięte. Równie oczywiste otwory na podłodze, gdzie znajdowały się urządzenia kąpielowe.

(Utrzymujemy, że - w przeciwieństwie do dużej komory, którą wdzie­liśmy - ten pokój był kiedyś pięcioma pokojami, włączywszy w to łaźnię. Winienem dodać, że nie ma błękitnych zabarwień po Cyklonie B na ścia­nach, jakie byłyby i nadal są w komorach dezynfekcyjnych)

Kruche drewniane drzwi z dużą szybą okienną. Wejście prowadzą­ce do pieców krematoryjnych bez drzwi i bez instalacji dla drzwi. Winie­nem także wspomnieć duży właz na samym środku komory gazowej. Po­mimo tego, budynek nie zawiera tego, co zadawałoby się dowodem sto­sowania do celów kryminalnych - cztery otwory w suficie, które prowa­dzą na dach, gdzie znajdują się cztery małe kominy. Mówi się, że przez te cztery otwory wrzucano kryształy Cyklonu B. I rzeczywiście, wyda­je się, że nie ma dla nich innego wyjaśnienia.

Czy te otwory udowadniają ludobójcze gazowania? Rewizjoniści twierdzili w przeszłości, iż te cztery otwory zostały dodane po wyzwo­leniu obozu, a te wewnętrzne ściany zostały usunięte i że urządzenia kąpielowe usunięto, by pokój wyglądał jak komora gazowa,

Kiedy Alicja i ja dochodziliśmy do budynku, minęliśmy szubienice, gdzie komendant Rudolf Hoess został powieszony przez Sowietów w 1947 r.; egzekucji dokonano dokładnie na przeciw dowodu jego zbro­dni.

Tutaj, na przeciw komory gazowej, zapytałem Alicję o autentyczność tego budynku.

Cole: Zacznijmy teraz ponownie rozmawiać o tym budynku.

Alicja: Jest to kreamtorium/komora gazowa.

Cole: Ale to jest rekonstrukcja?

Alicja: Jest ona w swym oryginalnym stanie.

A więc Alicja bardzo wyraźnie przedstawiła komorę gazową, jako będącą w swym oryginalnym kształcie. Kiedy znaleźliśmy się w środ­ku zapytałem już dokładnie o cztery otwory w suficie.

Cole: Czy te cztery otwory w suficie są oryginalne?

Alicja: Są oryginalne. Przez len komin wsypywano Cyklon B.

Spytałem potem Alicję, czy jakieś ściany zostały usunięte z pokoju, przedstawionego jako komora gazowa.

Cole: A więc ta część była w całości komorą gazową?

Alicja: Tak.

Cole: A gdzie znajdowały się ściany, które były tu kiedyś?

Alicja: Był to tylko jeden pokój. Kiedy pokazuję tu obraz komory ga­zowej, był to tylko jeden pokój.

Cole: A więc czy były tu kiedykolwiek ściany?

Alicja: Nie.

Zatrzymajmy się, by uchwycić komorę gazową wg. słów naszej prze­wodniczki. Stwierdziła ona, iż pokój jest w swym „oryginalnym stanie", że otwory w suficie są oryginalne i że żadne ściany nie zostały usunięte.

Wersja przełożonego

Nieusatysfakcjonowany jej odpowiedziami kontynuowałem dręcze­nie biednej Alicji pytaniami o prawdziwą historię tego pokoju. Czując się trochę poirytowana faktem, iż nic, co mogłaby powiedzieć nie za­mknęłoby mi ust, Alicja poszła po kobietę, którą przedstawiła mi jako Kierownika Przewodników Muzeum w Auschwitz. Kiedy zobaczyłem tę kobietę jak idzie stwierdziłem, że albo uzyskam jasną odpowiedź -albo wyrzucą mnie z obozu.

Kierowniczka: Oto, co mogę zasugerować. Będzie lepiej udać się do naszego naukowca w Muzeum. Pokażą panu dużo planów, które cią­gle znajdują się w archiwach.

Cole: Gdzie to będzie?

Kierowniczka: Nie sądzę, iż jest dziś otwarte, lecz chyba w ponie­działek będzie to możliwe.

Cole: Czy jest to tu, w Oświęcimiu?

Kierowniczka: Tak, w bloku 23 lub 24... Nie jestem tego pewna.

Cole: Czy będzie możliwe, bym umówił się, by zobaczyć go może w poniedziałek?

Kierowniczka: To prawda.

A więc zasugerowano, bym spotkał się z Dyrektorem Archiwów i Starszym Kustoszem dr Franciszkiem Piperem. Ciągle obawiając się, że takie spotkanie może nie mieć miejsca i przypuszczając, iż kierow­niczka była prawdopodobnie zakłopotana względem rekonstrukcji, zde­cydowałem się spytać ją o rzekomo oryginalne dziury w suficie.

Cole: Czy są to oryginale dziury w suficie?

Kierowniczka: Nie.

Cole: Zostało to przebudowane?

Kierowniczka: Tak.

Cole: O.K. Po wojnie?

Kierowniczka: Po wojnie.

A więc, jeśli śledzicie wynik: jeden głos za oryginałem, jeden głos za nie-oryginałem. Zgaduję, że rozstrzygnie to dr Piper.


Wywiad z Piperem

A teraz, zanim przejdziemy dalej, konieczna jest mała dygresja o szczerym rewizjoniście holocaustu. Dr Franciszek Piper jest jednym z ekspertów holocaustu, bezpośrednio odpowiedzialnym za obniżenie naliczania liczby ofiar zgonów w Auschwitz - razem z innymi naukowcami, jak izraelski ekspert holocaustu dr Yehuda Bauer, około roku 1989 zdecydował przyznać publicznie, że w Auschwitz zmarło mniej ludzi, niż to podawano poprzednio.

W swej książce „Auschwitz - How Many Perished? dr Piper kon­kluduje, że dostarczona przez Sowietów liczba 4 mln jest błędna i że prawdziwa liczba bliższa jest 1.1 mln. Czyż nie jest małym rewizjonizmem przyznanie, iż Sowieci przesadzili z liczbą prawie czterokrotnie?

Możemy także zobaczyć, jak oszukańcza liczba stała się przez pra­wie 50 lat częścią rzekomo opartej na faktach historii holocaustu.

Aż do 1988 r., w oficjalnym przewodniku po Muzeum w Auschwitz znaleźć można było na stronie 19 oficjalną informację o liczbie 4 milio­nów Radziecka Nadzwyczajna Komisja Państwowa do Badania Zbro­dni Nazistowskich stwierdziła, że „nie mniej niż 4 miliony ludzi zginęły w Auschwitz". Według Międzynarodowego Trybunału Wojskowe­go w Norymberdze „ponad 4 mln osób zginęło w Auschwitz". Dane te „oparte są na dowodach setek notowanych więźniów i na opi­nii ekspertów".

Pokazuje to, iż nie tylko oszustwem był dowód sowiecki, przyjmowa­ny w Norymberdze jako fakt, lecz także i to, że notowani więźniowie i eksperci mogą się mylić.

A jeśli o to chodzi, wielu rewizjonistów holocaustu wierzy, iż rze­czywista suma zmarłych w Auschwitz jest nawet mniejsza, niż 1,1 mln. Ale ciągle nie ma możliwości, by najbardziej ekstremalni rewizjoniści holocaustu w świecie mieli możność skorygować dane bardziej, niż już to zrobili „eksperci" od holocaustu.

Co przenosi nas do dra Franciszka Pipera, z którym przeprowadzi­łem wywiad w jego biurze w Muzeum w Auschwitz. Na początku był nie­co przestraszony, ze względu na bycie filmowanym. Lecz wytłumaczy­łem mu, że skoro mam już na taśmie przewodniczkę przekazującą mi coś, co uznałem za niedokładną informację, winienem mieć taśmę, która wyprostuje dane.

Ponieważ się zgodził, natychmiast zapytałem go o dokonane zmia­ny w komorze gazowej.

Piper: Pierwsza i najstarsza komora gazowa, która jest w Auschwitz I, w tym obozie gdzie jesteśmy tu teraz, funkcjonowała od jesieni 1941 do grudnia 1942, przez około l rok. Krematorium obok (ej komory gazowej funkcjonowało dłużej, do połowy 1943 r. W lipcu 1943 kre­matorium przestało pracować.

Komory gazowe zostały zaadoptowane, jako schrony [przeciwlotni­cze]. W tym czasie zbudowano dodatkowe ściany wewnątrz poprze­dnich komór gazowych. Zrobiono dodatkowe ściany wewnątrz po­przednich komór gazowych. Zrobiono dodatkowe wejście od strony wschodniej komory gazowej i otwory w suficie [przez które] gaz Cy­klon B wpuszczany był [do] środka zostały w tym czasie zlikwido­wane. A więc po wyzwoleniu obozu była komora gazowa przedsta­wiała wygląd schronu [przeciwlotniczego]. Ażeby uzyskać wcześniej­szy wygląd... wcześniejszy obraz... tego obiektu, wewnętrzne ściany, zbudowane w 1944, zostały usunięte, a otwory w suficie zostały zro­bione na nowo. Teraz, więc ta komora gazowa jest bardzo podobna do tej, która istniała w latach 1941-1942, lecz nie wszystkie szcze­góły zostały odtworzone, więc nie ma na przykład gazoszczelnych drzwi dodatkowe wejście od strony wschodniej zostały [pozosta­ją] tak, jak je zbudowano w 1944. Zmiany te zostały zrobione po woj­nie, ażeby uzyskać poprzedni wygląd tego obiektu. Cole: Czy otwory w suficie umieszczono w tych samych miejscach? Piper: Tak. w tym samym miejscu, gdyż ślady były widoczne. Sądzę, że w tym miejscu powinniśmy powtórzyć to, co dr Piper nam powiedział. Według niego pomieszczenie było komorą gazową, lecz później zostało przemienione w schron przeciwlotniczy i w tym czasie dobudowa­no ściany przedzielające, usunięto otwory w suficie i dodano nowe drzwi. Po wyzwoleniu obozu ściany przedzielające zostały usunięte zrobiono dziury w suficie. Nowe drzwi nie zostały jednak usunięte.

Sądzę, ze w tym miejscu zaznaczyć trzeba trzy główne punkty. Pierw­szym z nich jest to, że patrzymy na czyste oszustwo. Tak jak pokaza­łem, komora gazowa jest przeznaczona dla turystów, prezentowana, jak­by była w swym oryginalnym stanie, chociaż nawet urzędnicy muzeum znają prawdę.

Dr Piper wydaje się być bardzo nonszalancki, jeśli chodzi o fakt, że zmiany zostały dokonane po wojnie. Lecz jeśli nie jest to taka wielka rzecz, to, po co ukrywa się to przed turystami? Ale to nie wszystko. W ma­ju 1992 roku historyk brytyjski, David Irving, został ukarany grzywną przez niemiecki sąd za głoszenie na spotkaniu w Monachium dokładnie, co właśnie słyszeliście od dra Pipera. De facto Piper został na­wet wezwany na świadka obrony. Lecz sędzia nie pozwolił mu zezna­wać, mimo, iż mogło to oczyścić Irvinga. Powiem jeszcze raz: jeśli nie jest to taka wielka sprawa, to po co karać kogoś za mówienie tego. Cho­dzi o to, że „komora gazowa" w obecnym stanie nie jest już dłużej waż­na, jako dowód.

Nie jest to dowód ludobójczego gazowania, skoro nie może być pokazane, że w pewnym czasie, podczas wojny, gdy Niemcy kierowali obo­zem, budynek len miał cztery dziury w suficie i żadnych ścian przedzie­lających.

Przywodzi nas to do kulminacyjnego punktu rekonstrukcji. Z infor­macjami, które teraz mamy, możemy powiedzieć, iż są dwa różne poglą­dy na temat rekonstrukcji komory gazowej. Pierwszy, oficjalny pogląd uważa, że Sowieci stworzyli „komorę gazową" w schronie przeciwlotniczym, który był komorą gazową. Pogląd rewizjonistyczny twierdzi, iż Sowieci stworzyli ,,komorę gazową" w schronie przeciwlotniczym, który był schronem przeciwlotniczym. A więc jak mamy wiedzieć, który pogląd jest prawdziwy?

No cóż, oczywiście ciężar dowodu spoczywa na tych, którzy twier­dzą, iż w pewnym okresie Istniała w tym budynku komora gazowa. Czy posiadają oni w ogóle jakiś dowód, by poprzeć to twierdzenie? W okre­sie mojej kadencji, jako rewizjonisty holocaustu, jestem pewien, że jeśli by istniały jakieś dowody, to widziałbym je... Mogę jeszcze dodać, że te kwestionowane cztery dziury w dachu budynku nie zostały odnalezio­ne na żadnej z fotografii lotniczych, które widziałem.

Inne pytania o „komorę gazową"

By w tej materii dotrzeć do prawdy, stosowne są inne pytania, które mogą być zadane. Jeśli była w tym budynku w pewnym okresie czasu dzia­łająca komora gazowa, dlaczego jej działanie zatrzymano - zwłaszcza, jeśli naziści kierowali Auschwitz, jako centrum eksterminacyjnym?

Dr Piper ma na to również odpowiedź. W eseju opublikowanym w pol­skiej książce ,,Auschwitz", Piper napisał, że eksterminacje zostały prze­niesione do nowych komór gazowych w kompleksie Auschwitz-Birkenau, ponieważ stało się zbyt trudne utrzymanie w sekrecie przed mieszkańcami obozu faktu istnienia komory gazowej w obozie głównym w Auschwitz. To widocznie stało się częścią oficjalnej nauki o Auschwitz. ponie­waż jest to coś co Alicja powtórzyła mi w trakcie oprowadzania.

Alicja: Pomimo tego, krematorium było obok bloku, gdzie żyli wię­źniowie;. To prawda, eksterminacją przeniesiono do Birkenau. Oto, dlaczego cztery krematoria z komorami gazowymi zostały zbudowa­ne w Birkenau.

Teraz bądźmy precyzyjni w tej kwestii. Mówią oni. iż eksterminacje zostały przeniesione do Birkenau, ponieważ komora gazowa w głów­nym obozie była zbyt blisko mieszkańców i dlatego mogli widzieć, co się dzieje. Lecz. czy jest to choć trochę dokładne?

Zobaczmy znowu naszą mapę głównego obozu. Tutaj jest komora ga­zowa, dokładnie tu i tu są rzędy baraków więźniów. Jak możecie zoba­czyć, komora gazowa jest daleko poza zespołem więziennym. Jest ukry­ta przez trzy budynki SS, które skutecznie skrywają ją przed wzrokiem mieszkańców. Dodatkowo mówi się nam, że nowo przybyli, którzy mieli być zagazowani, byli zabierani tędy, unikając w ten sposób jakiegokol­wiek kontaktu z innymi mieszkańcami. Była to komora gazowa, która mo­głaby funkcjonować w całkowitej izolacji od czyjejkolwiek uwagi.

Teraz, jest to Auschwitz-Birkenau na zrobionej przez aliantów foto­grafii lotniczej z września 1944 r. Są tu dwa krematoria i „komory gazowe" z krematoriami ponad ziemią i pomieszczenia pod ziemią w kształcie litery „L", które były albo komorami gazowymi, albo kostni­cami. A tu macie rzędy rzędów baraków mieszkalnych.

A teraz rzecz, która staje się natychmiast jasna - nic ma nic oprócz metalowego płotu, który oddziela baraki mieszkalne od komór gazo­wych. A to, tutaj, było boiskiem sportowym Auschwitz (Birkenau), za­raz obok „komór gazowych ". I jeszcze jedna rzecz do zauważenia - nie tylko możecie zobaczyć „komorę gazową " równoległą do baraków, lecz możecie zobaczyć ją po przekątnej, w poprzek drogi. Nic nie było ukry­te przed mieszkańcami.

Jeszcze jedną interesującą rzeczą był pociąg, który przyjeżdżał, wio­ząc skazanych więźniów. Mielibyście tysiące mieszkańców wymaszerowujących z pociągu do jednej z tych dwóch komór gazowych na oczach całego obozu. Byłby to spektakl, którego nikt w obozie nie mógłby opuścić - widziano by tysiące ludzi wmaszerowujących do tych budynków, z których nikt nie wychodzi.

Takie „komory gazowe" nie byłyby wyizolowane od kogokolwiek i w rzeczywistości, kiedy pod koniec lat 70-tych te zrobione z powie­trza fotografie zostały ujawnione, zaprzeczyły one wielu twierdzeniom nielicznych świadków naocznych o tym, jak naziści próbowali zamasko­wać komory gazowe w Birkenau.

Spędziłem kilka dni tu, w Birkenau, i fotografie, które mam, które są do­stępne na oddzielnej taśmie, dramatycznie pokazują wszystko to, co powiedzia­łem. Szczerze mówiąc nie sądzę, by twierdzenia Pipera wytrzymały krytykę..

Raport Leuchtera przejrzany

Jeszcze jedno pytanie winno być zadane. Czy są jakieś pozostało­ści Cyklonu B w komorze gazowej - wiedząc, że gaz cyjanowodorowy pozostawiłby, de  facto, ślady?

W 1988 r. ekspert od sprzętu egzekucyjnego, Fred Leuchter, przepro­wadził sądowe badania w komorach gazowych w Auschwitz, by odpo­wiedzieć na to pytanie. Pobrał on próbki z 4 komór gazowych w Birke­nau i próbkę kontrolną z jednej z komór dezynfekcyjnych, o której wie­my, że stosowała Cyklon B. Próbki pobrane w „komorze gazowej" nie pokazują żadnych dostrzegalnych śladów, gdy próbka pobrana w komo­rze dezynfekcyjnej dosłownie przekroczyła skalę. Najważniejsze jest to, że w roku 1990 Instytut Badań Sądowych w Krakowie zdecydował się przeprowadzić swe własne testy sądowe, by zobaczyć, czy mógłby obalić odkrycia Freda Leuchtera. Zrobili to z pomocą dr Pipera. Ich własne testy dały te same rezultaty, dlatego od­tąd pytanie nie powinno brzmieć: „Czy są  jakieś dostrzegalne ślady pozostałości Cyklonu B w komorach gazowych?", lecz zamiast tego: „Dlaczego nie ma żadnych dostrzegalnych śladów?".

Postawiłem to pytanie dr Piperowi. Zapytałem go, dlaczego jest tak niewiele dostrzegalnych śladów w ludobójczych komorach gazowych w porównaniu do dużej liczby śladów, znalezionych w komorze dezyn­fekcyjnej?

Piper: ...Komora gazowa, Cyklon B, działała bardzo krótko, około 20-30 minut w ciągu 24 godzin, a w pomieszczeniach dezynfekcyjnych działał cały dzień i noc. Taka była procedura stosowania gazu w pomieszczeniach dezynfekcyjnych i komorach gazowych.

Bądźmy dokładni w tym, co mówi dr Piper. Zapytałem go: „Dlacze­go jest taka duża liczba pozostałości w odwszalniach, (ale niska w komorach gazowych ? ".

I odpowiada on, ponieważ komory gazowe były używane tylko „20-30 minut w ciągu 24 godzin", co dawałoby z grubsza l gazowanie dziennie. Nie tylko przeczy to zeznaniom naocz­nych świadków, którzy mówią o powtarzanych ludobójczych gazowaniach ciągnących się dzień i noc; dr Piper zdołał także zaprzeczyć sa­memu sobie, gdyż potem - w wywiadzie - zapytałem go, ile grup dzien­nie było gazowanych i on również mówi o powtarzanych gazowaniach.

Cole: Ile każdego dnia grup ludzi było? Czy wie Pan?

Piper: Jest trudnym to powiedzieć, gdyż były okresy, kiedy komory gazowe były używane kilka godzin, dzień po dniu. Takie czynności były powtarzane: gazowanie, palenie, gazowanie, palenie...

Musimy zadać to pytanie: czy mogła mieć miejsce wysoka liczba zgo­nów w obozie, jeśli komory gazowe były używane tylko „20-30 minut w ciągu 24 godzin", jak początkowo twierdził Piper? Richard Bernstein, w artykule opublikowanym w „New York Times", a poświęconym wspomnianej wcześniej książce ,Jean-Claude Pressaca - napisanym, by obalić twierdzenia rewizjonistów- pisze, że wg. Pres­saca „byłoby koniecznym" [sic!], „by pomieszczenia eksterminacyj­ne były opróżniane z ciał i uzupełniane nowymi ofiarami co pół go­dziny, czy coś koło tego, co byłoby konieczne dla tak dużej liczby ofiar".

Innymi słowy, zdaje on sobie sprawę, że dla tak dużej liczby zgonów konieczne byłoby codzienne zwielokrotnione gazowania, przy nadzwy­czaj szybkim tempie. A więc to, co mamy tutaj jest z tym sprzeczne. Kon­cepcja ograniczonego używania komór gazowych mogłaby przekonywu­jąco wytłumaczyć brak pozostałości, lecz ograniczone gazowanie prze­czy naocznym świadkom i czyni wysoką liczbę zagazowań technicznie niemożliwą.

Takie koncepcje ograniczonych gazowań czynią absurdalną ideę nie­mieckiej intencji całkowitego wyniszczenia populacji Żydów. Piper - do­słownie - poprawiając pierwszą część opowieści o holocauście, kończy ją wersją zagrażającą jej prawdziwości.

Na nieszczęście to, co zdaje egzamin w przypadku historii holocau­stu, stało się zespołem wyważonych aktów racjonalizacji. Oto dlacze­go zwolennicy wolą, byś nie zadawał zbyt wielu pytań, jak te, dotyczą­ce Cyklonu B. A co o samym gazie? Pokazano nam wiele kanistrów z Cyklonem B ja­ko dowód Ostatecznego Rozwiązania. Ale oprócz odwszawiania - na co każdy się zgadza – i ludobójczego gazowania - co utrzymują oficjele z Auschwitz - czy gaz ten ma jakieś inne zastosowanie?

Piper: [niezrozumiałe] dezynfekcje budynków, tak, że był taki...

Cole: Czy dezynfekcja budynków była rutyną?

Piper: Od czasu do czasu takie akcje były przeprowadzone, by usu­nąć wszy.

A teraz przyjrzyjmy się temu jeszcze raz. Wiemy, że gaz Cyklon B był stosowany do odwszawiania odzieży, dezynfekcji budynków a jeśli pa­miętacie obliczenia zwolennika istnienia holocaustu, Jean'a Claude'a Pressac'a, ponad 95% było stosowane do dezynfekcji, a tylko 5% czy mniej dla ludobójstwa. Pokazuje to, jak dużo było wysiłku ze stro­ny Niemców, by zachować zdrowe ludzi, którzy mieli być eksterminowani. I sądzę, że w tym punkcie możemy iść dalej. Czy możemy ufać komunistom? Powracamy teraz do naszej pracy wyboru pomiędzy alternatywny­mi poglądami o rekonstrukcji komory gazowej. Czy jest to oszustwo, czy wierna rekonstrukcja?

Jest jedno bardzo ważne pytanie: czy możemy ufać Sowietom, że wier­nie zrekonstruowali komorę gazową? Skoro nie ma dowodów z czasów wojny, że kiedykolwiek istniały cztery otwory w suficie i że kiedykolwiek używano komór gazowych, musimy wierzyć „na słowo" Sowietom, iż po prostu przywrócili cztery otwory tam, gdzie pierwotnie się znajdowały i „zrekonstruowali" - a nie sfabrykowali - komorę gazową.

Jeśli zamierzamy podjąć próbę ustalenia intencji Sowietów, musimy spojrzeć na precedens tyczący prawdomówności Sowietów wobec histo­rii holocaustu.

Czy Sowieci mają doświadczenie w fabrykowaniu dowodów „holocaustu", czy stosowania oszustwa dla poparcia tej koncepcji?

No cóż. jak już wcześniej pokazaliśmy Sowieci całkowicie bezczel­nie zawyżyli liczbę zmarłych w Auschwitz przynajmniej czterokrotnie. Lecz czy był to z ich strony dobrze zamierzony błąd? Mówi się nam w przewodniku po Auschwitz, a także i w innych źródłach, że było bar­dzo (rudnym oszacować liczbę ofiar w Auschwitz, ponieważ naziści zni­szczyli odpowiednie dokumenty

Koncepcje tę powtórzył mi również dr Piper. Cole: Kto, jako pierwszy, wyszedł z liczbą 4 milionów zmarłych w Au­schwitz?

Piper: Było to oszacowane przez sowiecką komisję, badającą nazi­stowskie zbrodnie w Auschwitz, z powodu zaistnienia faktu, że Ma­ziści zniszczyli obozowe dokumenty.

Ale de  facto dokumenty dotyczące liczby zgonów w obozie w Au­schwitz trzymane były przez Sowietów... nie „uwolnione" do roku 1989. Dokumenty te nie zostały zniszczone przez nazistów. Sądzę, że może­my uznać, iż przez wszystkie te lata Sowieci świadomie przedstawiali swe przesadzone dane o zgonach, mimo iż wiedzieli, że mają rejestry w swoim posiadaniu. Możemy także spojrzeć na zdyskredytowane oskarżenia wniesione przez Sowietów w Procesie Norymberskim, popierane przez innych Aliantów Sowieci twierdzili, że w obozie na terenie Polski, w Treblince, do zabijania ludzi służyły ,,komory parowe". Oczywiście, twierdzenie to zostało po cichu zarzucone. Porzucono również twierdzenia o „elektro-komorach" [zabijanie przy użyciu prądu - przyp. wyd.].

Co bardziej interesujące, Sowieci w Norymberdze twierdzili, że to naziści, a nie oni, zamordowali tysiące polskich oficerów w nie­sławnej masakrze w Lesie Katyńskim. Dziś, oczywiście, Sowieci przyznali, że to oni są za to odpowiedzialni - o czym zresztą najprawowitsi historycy od dawna wiedzieli. Lecz w Norymberdze Sowie­ci twierdzili, że naziści przekupili i grozili ludziom, by ci fałszywie obwiniali Sowietów. Zdyskredytowane dziś okropne opowieści o tym, jak to naziści pomniejszali głowy i produkowali abażury z ludzkiej skóry, tak­że przedstawiane były jako fakt. A w najbardziej nieprzekonywu­jącym oskarżeniu twierdzono, że naziści eksterminowali Żydów bombą atomową

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...