czwartek, 9 listopada 2023

Z władzą radziecką – i faszystowską – nie będziesz się nudził

 

Z władzą radziecką – i faszystowską – nie będziesz się nudził


Młyny sprawiedliwości ludowej mielą wprawdzie powoli, ale przecież mielą.

Od grudnia ubiegłego roku czekam cierpliwie na uzasadnienie wyroku, który wydała pani sędzia Urszula Jabłońska-Maciaszczyk z niezawisłego Sądu Okręgowego w Poznaniu, przyklepując po prawie 3 latach wydany przez siebie wyrok zaoczny skazujący mnie na zapłacenie Hermenegildzie Kociubińskiej 150 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia za rozmaite traumatyczne przeżycia – nie ze mną, co to, to nie, tylko z pewnym księdzem – oraz prawie 40 tysięcy złotych kosztów.

Wprawdzie Sąd Apelacyjny w Poznaniu, po 22 miesiącach uznał mój sprzeciw od tego wyroku zaocznego, wskutek czego sprawa wróciła do punktu wyjścia – ale co z tego, skoro – po pierwsze – trafiła ona do tej samej pani sędzi, która wyrok zaoczny wydała, po drugie – chociaż wskutek tego wyrok ten został uchylony, to jednak pieniędzy nikt mi nie oddał – chociaż na dobry porządek powinien – a po trzecie – jakże inaczej mogła postąpić pani sędzia, jeśli nie przyklepać wydany wyrok wydany przez nią wcześniej w ramach wymierzania sprawiedliwości ludowej?

Toteż czekam cierpliwie na to nieszczęsne uzasadnienie, żebym mógł złożyć apelację. Nie po to, bym robił sobie jakieś nadzieje, bo aż taki naiwny, to ja nie jestem („Bo taka głupia, to ja już nie jestem, może głupia, ale taka to już nie” – śpiewała przed laty w Piwnicy „Pod Baranami” Krystyna Zachwatowicz) – ale cóż innego mi pozostało, jak nie ufać?

Tak właśnie radził swoim wierzycielom feldkurat Otto Katz z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, którego statuetkę z bukiecikiem rekruckim i kuflem piwa w ręce mam właśnie przed sobą. Tedy ufam, jakże by inaczej, a czas oczekiwania wypełniają mi atrakcje z łaski innych niezawisłych sądów.

Właśnie 11 października wysłuchałem wyroku, jaki wydał w mojej sprawie Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, wymierzając mi karę grzywny w ilości 200 stawek dziennych plus kilka tysięcy złotych rozmaitych „kosztów” za podanie nazwiska mojej wierzycielki, co to wspomniane 150 tysięcy złotych ode mnie zainkasowała.

Jak wiadomo, wszystko rozpoczęło się od donosu pana Jasia Kapeli do niezależnej prokuratury. W następstwie tego donosu dwukrotnie byłem wzywany na policję, gdzie za każdym razem odmówiłem wyjaśnień. Okazało się, że nie przeszkodziło to pani prokurator z Żoliborza, gdzie nigdy nie mieszkałem, w oskarżeniu mnie, że „działając w ramach z góry powziętego zamiaru”, podałem nazwisko mojej prześladowczyni.

Jak się dowiedziała o moich ”z góry powziętych zamiarach”, skoro nie widziała mnie na oczy, a na policji odmówiłem wyjaśnień – tajemnica to wielka. Wniosła tedy oskarżenie do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Żoliborza, a tamtejszy niezawisły sędzia po prostu przepisał tę insynuację z aktu oskarżenia i wydał „wyrok nakazowy”.

Od tego wyroku zlożyłem sprzeciw, zwracając uwagę, że sąd na Żoliborzu jest niewłaściwy miejscowo, bo ja mieszkam w Śródmieściu. W odpowiedzi sędzia z Żoliborza przyznał mi rację, pouczając mnie przy okazji, że sąd bada swoją właściwość miejscową z urzędu. Może tak powinno być, ale w mojej sprawie najwyraźniej nie zbadał i gdybym sam nie zwrócił na to uwagi, to pewnie nie zbadałby tej właściwości do tej pory.

W związku z tym sprawa trafiła do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Diabeł mnie podkusił, żeby wystąpić do tego sądu o przetestowanie niezawisłości pani sędzi, która miała mnie sądzić – czy przypadkiem nie była, ani nie jest tajnym współpracownikiem jakiejś bezpieczniackiej watahy. Okazało się, że moja prośba była niestosowna, bo – jak zostałem pouczony – powinienem przedstawić konkretne zarzuty, a nie zapytania.

W taki oto sposób nasi Umiłowani Przywódcy kpią sobie w żywe oczy z obywateli, no a niezawisłe sądy dodają też atrakcje od siebie. Przede wszystkim, kiedy tylko mogą, wyłączają jawność rozpraw, żeby w ten sposób uniemożliwić komukolwiek ujawnienie scen myśliwskich i psychodram, jakie są tam odgrywane, gwoli zrobienia wrażenia. Nie mogę tedy opowiedzieć, co się w niezawisłym sądzie wyprawiało, bo zaraz zarobiłbym na nowy proces.

Jak widzimy, rację miał Aleksander Sołżenicyn twierdząc, że „z władzą radziecką nie będziesz się nudził” – tym bardziej, gdy władza radziecka otrzymała dodatkowe narzędzie w postaci faszystowskiej regulacji, czyli podyktowanej naszemu bantustanowi przez władze IV Rzeszy ustawy o ochronie danych osobowych, na podstawie której zostałem skazany.

Faszystowskiej – bo jakże inaczej, skoro państwo („wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu” – stwierdzał twórca faszyzmu, Benito Mussolini) wprowadza zasadę, że jeśli jeden człowiek chce coś powiedzieć drugiemu człowiekowi, to musi prosić o pozwolenie trzeciego?

Wymiar sprawiedliwości w IV Rzeszy nie może w jakiś istotny sposób różnić się od wymiaru sprawiedliwości w Rzeszy III, toteż trudno się dziwić, że w IV Rzeszy miejsce normalnego człowieka jest albo w więzieniu, albo pod kondemnatką – podobnie jak to było za pierwszej komuny, kiedy to za „bibułę” zostałem przez kolegium do spraw wykroczeń skazany na konfiskatę mienia. Oczywiście będę się od wyroku niezawisłego sądu odwoływał; niech zabawa trwa, a młyny sprawiedliwości mielą.

A tu jeszcze, niczym miecz Damoklesa, wisi nade mną kolejny proces, znowu o podanie nazwiska mojej prześladowczyni, tym razem cywilny, w którym żąda ona ode mnie kolejnych 150 tysięcy złotych – plus koszty. Termin kolejnej rozprawy, o której tym razem jestem powiadomiony, niezawisły Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył na styczeń przyszłego roku. Oj, będzie się działo!

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...