poniedziałek, 26 lutego 2024

Fiducia supplicans: Kościół synodalny – słuchający świata ale głuchy na słowo Boże

 

Fiducia supplicans: Kościół synodalny – słuchający świata ale głuchy na słowo Boże


„Ten Kościół Synodalny jest Kościołem, który twierdzi, że słucha wszystkich, z nogami zakorzenionymi w uczuciach ludu bożego: w rzeczywistości jest utopijny i millenarystyczny!”
Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa św. Piusa X
XVII Kongres Teologiczny „Courrier de Rome”, Paryż, 13 stycznia 2024

Przypadło mi przedstawić syntezę [tego, co powiedziane zostało wcześniej – przyp. tłum.] oraz wyjaśnić stanowisko Bractwa względem różnych zmian propagowanych przez „Kościół synodalny”.

W odniesieniu do opublikowanego niedawno dokumentu Fiducia supplicans, który sprowokował już wiele komentarzy. Wydarzenie to osadzone musi zostać w swym prawdziwym kontekście. Dlaczego do tego doszło i co to oznacza? Bractwo św. Piusa X nie może ograniczać się do natychmiastowych i instynktownych reakcji – powinniśmy, w miarę naszych możliwości, postarać się dociec prawdziwego znaczenie owego tekstu. Jeśli analiza nasza byłaby zbyt powierzchowna, moglibyśmy wpaść w tę samą pułapkę co ludzie przypisujący ogłoszenie Fiducia supplicans wyłącznie osobistemu ekscentryzmowi papieża Franciszka, którego dziwaczne zachowania pozostają dla nas niezrozumiałe.

Inne reakcje na Fiducia supplicans sprowadzały problem tych „błogosławieństw” do kwestii stosowności, wskazując że inicjatywa ta byłaby niestosowna w pewnych kręgach kulturowych, zwłaszcza w Afryce. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona, choć wszystkie te reakcje posiadają bez wątpienia aspekt pozytywny – dowodzą, iż wciąż jeszcze istnieje zdolność do reagowania. Analiza Bractwa sięgać musi jednak głębiej. Pozostawmy więc na boku cały związany z tym wydarzeniem szum medialny.

I – Pontyfikat odpowiadający oczekiwaniom współczesnego świata

Ściśle rzecz biorąc Fiducia supplicans nie jest dokumentem synodalnym, ale dokumentem zredagowanym przez Dykasterię Doktryny Wiary i podpisanym przez samego papieża. Jest to niemniej dokument stanowiący odpowiedź na to, co wielokrotnie postulowane było podczas obecnego synodu. Stanowi więc odpowiedź na oczekiwania aktualne i synodalne. „Kościół synodalny”, który staramy się zdefiniować, jest Kościołem słuchającym wszystkich ludzi, peryferii, „dołów” – wszystkich bez wyjątku. Jest to Kościół słuchający „świata” jako takiego. Jest zatem Kościołem cechującym się nową wrażliwością i nową gotowością do wyjścia naprzeciw oczekiwaniom świata.

W rzeczywistości obecny pontyfikat odpowiada coraz lepiej oczekiwaniom i żądaniom współczesnego świata, a w szczególności świata „polityki” w najszerszym rozumieniu tego słowa. Z jednej strony odpowiada on wizji politycznej podzielanej powszechnie w dzisiejszym świecie, z drugiej zaś dostosowuje się również do mechanizmów politycznych wykorzystywanych do reorganizacji społeczeństwa, które to mechanizmy – musimy przyznać – okazały się być skuteczne. Dlaczego więc udział przedstawicieli Kościoła w owej reorganizacji świata jest tak ważny?

Ze zjawiskiem tym spotykamy się nie po raz pierwszy. Kiedy wprowadzane są nowe zasady, czy też kiedy budowane jest i tworzone nowe społeczeństwo, konieczne jest „uświęcenie” tych zasad przez instytucję religijną. Jest to dość oczywiste i wynika z potrzeby zakorzenionej w sercach ludzkich. W głębi swego serca człowiek pozostanie zawsze istotą religijną. Musi w coś wierzyć, tak więc musi „uświęcać” nawet rzeczy, które bynajmniej święte nie są. Jest to potrzeba często nieuświadomiona – a jednak zakorzeniona głęboko w ludzkiej naturze. Dlaczego? Ponieważ człowiek stworzony został dla Boga – i nawet rewolucja nie jest w stanie zmienić ludzkiej natury.

Prędzej czy później sacrum musi narzucić się, aby nadać wymiar transcendentalny temu w co wierzymy oraz zasadom, które uważamy za fundamentalne. Widać to wyraźnie już w starożytności, kiedy to ludzie sakralizowali wszystko, co było dla nich ważne: siłę, władzę, ogień, ziemię, płodność… W czasach bardziej współczesnych „rewolucja francuska”, która była rewolucją liberalną, postąpiła podobnie. Jako że była ona zasadniczo świecka, odrzuciła całkowicie przeszłość i zdesakralizowała wszystkie elementy starego porządku, w tym również religię… a równocześnie „sakralizowała” niejako ludzki rozum.

Innym przykładem może być Deklaracja Praw Człowieka. Deklaracje powstają każdego dnia – zwłaszcza w naszych czasach. Pamięta się o nich jednak w najlepszym razie kilka tygodni – z pewnością jednak nie wywierają trwałego wpływu. Jednakże Deklaracja Praw Człowieka wycisnęła na historii trwałe znamię. Dlaczego? Ponieważ nie jest ona jedynie deklaracją – ale prawdziwym wyznaniem wiary! Została napisana w podniosłym stylu, charakterystycznym dla wyznania wiary. Stanowi odpowiedź na religijną potrzebę sakralizacji nowych zasad i nowych dogmatów, na których zbudowane miało być współczesne społeczeństwo. Moglibyśmy podać również wiele innych przykładów.

A co robi papież? Co robi obecnie Kościół? Podążają w tym samym kierunku. Sakralizują to, co posiada fundamentalne znaczenie dla dzisiejszego świata. Oto kilka przykładów. Wiemy wszyscy, w jaki sposób obecny papież propaguje ekologię. Ta nowa „ekologiczna” teologia wykracza poza zwykłe względy celowości, związane w momentem historycznym. Jest to nowa moralność głoszona wszystkim bez wyjątku, nawet ateistom. Dlaczego? Ponieważ wszyscy musimy szanować ten wspólny dom, który nazywamy „stworzeniem”, który wyszedł z rąk Boga ale który sam w sobie, niezależnie od tego jak go postrzegamy i nazywamy, jest wspólnym domem wszystkich ludzi.

W sposób ten wyciska się niejako znamię religijne na postulatach obecnych elit politycznych. Kościół interweniuje, aby wycisnąć na nich to znamię religijne, które jak widzieliśmy odpowiada bardzo realną potrzebę człowieka.

Innym przykładem może być nacisk kładziony na potrzebę dehierarchizacji. Twierdzi się, że istnieje potrzeba odejścia od hierarchicznej wizji społeczeństwa – oraz od hierarchicznej wizji Kościoła. Obecnie propaguje się wizję społeczeństwa, w którym władza nie jest już hierarchiczna – jest dystrybuowana i redystrybuowana. Stąd właśnie potrzeba partycypacji we władzy, walki z klerykalizmem oraz emancypacji kobiet – temat, który od pewnego już czasu znajduje się na porządku dziennym: Kościół pragnie dziś, aby kobiety miały w nim swoje miejsce, nawet w hierarchicznej strukturze rządów.

Wszystko to ma na celu eliminację tradycyjnego patriarchatu, który postrzegany jest jako systemowa i instytucjonalna przyczyna licznych przypadków nadużyć władzy w historii.

Co zrozumiałe, pośród tych współczesnych wartości, które przedstawiane są wszystkim – a zwłaszcza Kościołowi, aby mógł je uświęcić – znajduje się agenda LGBT.

Tak więc jesteśmy świadkami budowania wrażliwości synodalnej, która w nieunikniony sposób musi dostosować się do wrażliwości obecnych czasów, w tym również do wspomnianych wyżej „wartości”.

Na uwagę zasługuje też inny jeszcze aspekt. Kościół świadomy jest że, z różnych powodów historycznych, utracił swą wiarygodność – a więc również wpływy. Doszedł więc do przekonania, że aby odzyskać wiarygodność musi „uwspółcześnić” swe nauczanie. I było to nieuniknione: zapomniawszy o nadprzyrodzonym charakterze swojej walki i misji Kościół odczuwa kompleks wobec świata, w którym stracił prestiż oraz wiarygodność. Szuka więc sposobów na odzyskanie wiarygodności. Pragnąc być rozumiany przez świat, zaczyna mówić tym samym co on językiem. Jest to jednak wielka iluzja, ponieważ oczywistym jest iż Kościół nie został założony po to, aby postrzegać rzeczywistość wyłącznie z perspektywy horyzontalnej.

W miejscu tym możemy już sformułować wstępny wniosek, który pomoże nam osadzić Fiducia supplicans we właściwym kontekście. Dlaczego musiało do tego dojść? Cóż, paradoksalnie świat wciąż potrzebuje Kościoła oraz tego religijnego znamienia, które jedynie Kościół może wycisnąć. Kościół zaś, który utracił swą wiarygodność, paradoksalnie wciąż potrzebuje świata! Owa podwójna potrzeba doprowadziła do prawdziwej symbiozy, synergii na płaszczyźnie politycznej. Fiducia supplicans stanowi odpowiedź na potrzebę polityczną chwili.

 

Aby dotrzeć do sedna sprawy konieczne jest wejście na chwilę w sferę filozofii. Owa współczesna perspektywa polityczna uzależniona jest od myśli współczesnej– stanowi niejako jej odzwierciedlenie. A myśl współczesna wychodzi od fundamentalnej kategorii, która jest całkowicie nowa, od świadomości, czy to indywidualnej czy też zbiorowej. To właśnie w oparciu o swą świadomość człowiek współczesny rekonstruuje najpierw swą własną filozofię, a następnie otaczający go świat – świat do którego nawet Kościół będzie się musiał dostosować.

Jednak czynienie świadomości zasadą i fundamentem wszystkiego innego oznacza posługiwanie się zasadą oderwaną od rzeczywistości, od rzeczywistości która traci swój prymat względem intelektu. W sposób ten odchodzimy od idei, że istnieje obiektywny porządek, który należy zrozumieć i dostosować się do niego. Obecnie to człowiek ustanawia ten porządek, to świadomość pozwala odkryć go w nim samym. I właśnie w oparciu o tę ideę rekonstruujemy otaczający nas świat: jest to polityka współczesna w najszerszym rozumieniu tego słowa.

Innymi słowy, w porządku rzeczy nie ma już celowości ani doskonałości. Człowiek ani społeczeństwo nie mogą znaleźć swego szczęścia postępując zgodnie ze swym przeznaczeniem, swą naturą. Ten zewnętrzny porządek nie odpowiada już temu, co definiować będzie odtąd świadomość: to świadomość jest zasadą nowego porządku świata. Obiektywnemu porządkowi rzeczy nie można więc przypisywać żadnej celowości ani doskonałości.

Konsekwentnie we współczesnej polityce dostrzec możemy cztery nieodłączne cechy, które odnajdujemy również w Kościele papieża Franciszka, w Kościele synodalnym.

Po pierwsze, polityka współczesna jest zideologizowana. Jest zideologizowana, jako że zastępuje rzeczywistość wolną interpretacją, będącą owocem świadomości. To, że ideologia kryje się za każdym aspektem współczesnej polityki, jest faktem bezdyskusyjnym. Partie nie kierują się obiektywną rzeczywistością, lecz subiektywną ideologią.

Drugą cechą współczesnej polityki jest samostanowienie. Jest to nieuniknione. Polityka sama decyduje o tym czym powinna być, czym powinien być człowiek. Samodzielnie tworzy plan i projekt, nie wychodząc od rzeczywistości, od analizy rzeczywistości.

Trzecią jej cechą jest totalitaryzm. Pod płaszczykiem „wolności”, „wyzwolenia”, głoszonego od wieków, a zwłaszcza od czasu rewolucji francuskiej, współczesna polityka jest też totalitarna, ponieważ to rzeczywistość musi się do niej dostosować, nawet jeśli miałoby to oznaczać użycie siły. Idea zrodzona w indywidualnej lub zbiorowej świadomości narzucana jest konkretnej rzeczywistości, tak więc rzeczywistość jest wymuszana. Stąd właśnie bierze się totalitaryzm. Żyjemy w świecie totalitarnym: idee narzucane są rzeczywistości, zmuszając ją do podążania w tym czy innym kierunku.

Po czwarte zaś jest ona konwencjonalna, nie opiera się na porządku naturalnym, ale na porządku konwencjonalnym: o tym co jest dobre, do czego należy dążyć, decyduje arbitralnie świadomość, a nie analiza rzeczywistości.

Chociaż owe cztery cechy współczesnej polityki nie są nowe, interesujące jest w jaki sposób dostrzec je można u Kościoła synodalnego. Zanim jednak do tego przejdziemy powinniśmy zrozumieć że Kościół nie może pozostawać obojętny na tę współczesność. Istnieją tylko dwie możliwości:

– albo Kościół potępia prymat świadomości nad rzeczywistością, nad Objawieniem – oraz będące tego konsekwencją cechy współczesnej polityki
– albo system ten akceptuje

System ten obecny jest jednak wszędzie. Ta nowa perspektywa, ten nowy sposób postrzegania rzeczy, jest praktycznie wszechobecny. Nie możemy twierdzić że zachowujemy neutralność, nie narażając się mu zbytnio, nie potępiając go zbyt gwałtownie, próbując dyskutować i coś ugrać. Nie! Co robił Kościół aż do II Soboru Watykańskiego? Potępiał ten system. Obecnie jednak zaakceptował go, uczynił go swym własnym i błogosławi go. Zrozumienie tego jest niezwykle ważne.

Ten Kościół synodalny jest na swój sposób zideologizowany. Tworzy potrzeby duszpasterskie, które w rzeczywistości istnieją jedynie w umysłach; doktryna nie jest już przyjmowana ale tworzona. Weźmy przykład: czy naprawdę sądzicie, że na świecie są miliony par homoseksualnych proszących o błogosławieństwo Kościoła? Nie! Ważne jest jednak aby dzisiejszy Kościół, z powodów o których pisaliśmy wyżej, uczynił pewien gest. Dokumenty takie jak Fiducia supplicans mają wartość polityczną w oczach świata, niezależnie od faktycznych próśb o błogosławieństwo, od względów duszpasterskich oraz liczby błogosławieństw które istotnie zostaną udzielone. Nie ma znaczenia że niektórzy ludzie – czy też całe episkopaty – są temu przeciwni. Liczy się to, że teksty owe zredagowane zostały i opublikowane ze względu na korzyści polityczne.

Jest też aspekt samostanowienia. Kościół nie jest już bowiem postrzegany jako niezmienna, ustanowiona przez Boga struktura, o niezmiennych celach i niezmiennej misji. Nie, jest to Kościół który w zależności od okoliczności historycznych, a przede wszystkim od potrzeb chwili, zdolny jest nadać sobie dynamikę oraz wyznaczyć nowy cel, który zdolny jest do nieustannej ewolucji.

Kościół synodalny jest też totalitarny. Dlaczego? Ponieważ Kościół, jako społeczność, zmuszany jest do dostosowania się do zasad sprzecznych z jego naturą. Właściwy porządek jest gwałtownie wypaczany – stąd pewne reakcje, doskonałe lub niedoskonałe, pełne lub niekompletne. Często wspomina się o pozornej sprzeczności między Kościołem synodalnym – otwartym na wszystkich, w którym każdy może mówić, uczestniczyć etc. – a podejmowaniem bardzo autorytarnych decyzji, zwłaszcza przez papieża Franciszka, czy też przynajmniej od początku jego pontyfikatu.

Sprzeczność ta została dostrzeżona – jak więc można ją wyjaśnić? Odpowiedź nasuwa się sama: Kościół synodalny jest totalitarny. Teoretyczne koncepcje i idee nakładane są na rzeczywistość, nawet jeśli jej nie odpowiadają. A kiedy wymusza się pewne rzeczy siłą, postępuje się w sposób totalitarny. Władze Kościoła wykorzystywane są do narzucania różnych rzeczy, przy równoczesnym twierdzeniu iż wsłuchuje się ona w głosy wszystkich bez wyjątku.

I na koniec Kościół synodalny jest również konwencjonalny. W teorii decyzje rządu są konsekwencjami sugestii ze strony „dołów” synodalnych. Są one zawsze przedstawiane w sposób następujący: to lud Boży jako całość, poprzez swój sensus fidei, sugeruje konkretną ścieżkę lub drogę, którą należy obrać.

Wszystko to dostarcza nam klucza do zrozumienia obecnych wydarzeń. Najważniejsze decyzje tego pontyfikatu muszą być postrzegane jako wyraz pragnienia jak najściślejszego dostosowania się do głównych zasad dzisiejszego świata – i świata polityki – ze wszystkimi tego konsekwencjami.

III – Synod – narzędzie rewolucji

Przyjrzyjmy się z tej perspektywy synodowi jako takiemu. Czy ma on do odegrania jakąś konkretną rolę?

Nie będę się tu rozwodził nad aspektem teologicznym, doktrynalnym, zgodnie z którym synod stanowi po prostu wyraz kolegialności, pragnienia wspólnego rządzenia Kościołem oddolnie.

Oprócz tego posiada on również funkcję praktyczną, czy też „polityczną”. Na czym ona polega? Synod wykorzystywany jest do rozpowszechniania idei które pragnie się zaszczepić, które chce się przekuć w prawo, powołując się na oczekiwania, prośby, a nawet potrzeby ludu Bożego. Kościół nie mógłby przecież nie odpowiedzieć na coś, o co wszyscy jego członkowie zdają się prosić, jako że przypisywane jest to sensus fidei. Obecnie jednak we wszystkich prośbach ludu dostrzec możemy echa oczekiwań współczesnego świata.

Jeśli przyjrzycie się synodalnemu dokumentowi roboczemu Instrumentum laboris [1], opublikowanemu ponad rok temu, znajdziecie w nim wszystko. Jest to magma, bezkształtna masa, w której znaleźć można wszystko oraz przeciwieństwo wszystkiego. Mając w rękach taki dokument, władze wybierają to, co uznają za najlepsze: „Jest to właściwy moment, aby działać w tej kwestii, czas dojrzał, okoliczności są sprzyjające, możemy popchnąć tę sprawę naprzód…”.

[1] Dokument roboczy na pierwszą sesję Synodu o synodalności (październik 2023), Rozszerz przestrzeń twego
namiotu.

Jaka jest nieunikniona konsekwencja takiego podejścia? Mówiąc zawsze „tak” wszystkiemu i przeciwieństwom wszystkiego, bez wychodzenia od zasady doktrynalnej oraz od rzeczywistości, ale jedynie wysłuchując oczekiwań wszystkich, podejmujemy decyzje oderwane od rzeczywistości.

Podkreślam ten aspekt oderwania od rzeczywistości, ponieważ ten Kościół synodalny jest Kościołem, który twierdzi, że słucha wszystkich, z nogami zakorzenionymi w uczuciach ludu Bożego: w rzeczywistości jest utopijny! To „błogosławieństwo” przewidywane przez Fiducia supplicans nie jest jedynie błędem, jest utopią! Nie ma żadnego sensu i kryje się za nim chimeryczne marzenie o nowym świecie – z podążającym za nim całkowicie przeobrażonym Kościołem. Jest to forma millenaryzmu. Jest to utopijna, millenarystyczna iluzja, całkowicie oderwana od rzeczywistości.

Prawdziwą rzeczywistością – do której poznania i głoszenia powołany jest Kościół, jest rzeczywistość Ewangelii, katolickich dogmatów, Bożego Objawienia, naszego Pana Jezusa Chrystusa, katolickiej moralności i walki z grzechem. Jednak dla tych reformatorów wszystko to stało się rzeczywistością abstrakcyjną, nie posiadającą już żadnego wpływu na codzienne życie. Z ich perspektywy znaczenie posiada jedynie związek z ludem Bożym. Jest on uważany za jedyną konkretną rzeczywistość, pomimo wszystkich swych utopii – i pozostaje radykalnie sprzeczny ze wszystkim, stanowi doktrynę Kościoła. Doktryna Kościoła nie jest przez nich odrzucana wprost – jest po prostu ignorowana jako prawda abstrakcyjna.

Dzisiejszy Kościół, uwikłany w ten system, przykuty do niego i urzeczony nim, z konieczności słucha i stara się spełnić oczekiwania wszystkich, bez wskazywania żadnej celowości czy ostatecznej doskonałości. Nie ma już żadnej transcendencji ani najwyższego dobra do osiągnięcia – kto jeszcze mówi dziś o życiu wiecznym?

Wystarczy spojrzeć na stan dzisiejszego Kościoła! Obecnie toczy się ogólnoświatowa debata na temat tych „błogosławieństw”. Na szczęście pojawiły się reakcje. Widzicie jednak w jakiej sytuacji się znaleźliśmy… Choć całe konferencje episkopatów oraz świat dyskutują o tym, czy błogosławić czy też nie błogosławić homoseksualistów, nie mówi się już o Ewangeliach, o naszym Panu Jezusie Chrystusie, o łasce uświęcającej, o krzyżu… Dlaczego? Ponieważ wszystko to jest zbyt abstrakcyjne.

Hierarchia Kościoła znajduje się dziś w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znaleźli się ojcowie po roku 1968. Mam tu na myśli rozczarowanych ojców, którzy nie wiedzą już po co mają dzieci. Po kryzysie roku 1968 i w następstwie nieustannie pogarszającej się później sytuacji, ojciec rodziny nie wie już dlaczego jest ojcem. Nie wie już, po co ma wychowywać swoje dzieci.

Co więc robi współczesny ojciec?

Po pierwsze, rodzina musi trzymać się razem. Jeśli bowiem nie ma już do osiągnięcia celu, jakim jest wychowanie dzieci – który w pełni uzasadnia role ojca oraz matki – rodzina staje w obliczu ryzyka rozpadu. Jeśli nawet ojcu udaje się utrzymać ją razem, rola jego sprowadza się do zaspakajania prostych potrzeb materialnych. Dziecko jest głodne; ojciec musi więc zdobyć żywność. Dziecko potrzebuje edukacji: wysyłane jest więc do szkoły. Potrzebuje zajęć sportowych, potrzebuje lekarza, potrzebuje ubrań… i we wszystkich tych przypadkach nie wiemy DLACZEGO. Zamiast wskazywania celu, jedyną odpowiedzią są różne wymagania – słuszne lub nie – ale które pozostają przygodne. To przerażające.

Kościół synodalny przypomina niejako owo zdegradowane, upośledzone ojcostwo po roku 1968. A o co dzieci najczęściej proszą? Na pewno nie o edukację – proszą o spełnienie swych najnowszych zachcianek!

IV – Fiducia supplicans: stara historia

Powyższe rozważania umożliwiły nam osadzenie możliwości błogosławienia par niesakramentalnych i homoseksualnych we właściwym kontekście. Musimy jednak również spojrzeć na to ostatnie wydarzenie jako na nowy rozdział znacznie starszej historii. Zrozumienie tego jest ważne, mamy bowiem do czynienia z uleganiem przez Kościół presji ze strony współczesnego społeczeństwa.

Skąd bierze się ta presja? Dlaczego jest taka silna? Jeśli pragniemy zrozumieć powagę tego, co postanowił Kościół, musimy zrozumieć skalę presji jakiej jest on poddawany.

W pierwszej kolejności musimy przypomnieć sobie pewną zasadę: Rewolucja, z samej definicji, burzy dotychczasowy porządek. Mówię tu o Rewolucji przez duże „R” i w najszerszym sensie tego słowa, który obejmuje wszelkie możliwe rodzaje rewolucji. Rewolucje niszczą cały dotychczasowy porządek, a aby to osiągnąć muszą zniszczyć wszystkie różnice, ponieważ tam gdzie nie ma różnic nie może być też porządku.

Przykładowo: dlaczego istnieje porządek w rodzinie? Istnieje, ponieważ istnieją rozróżnienia. Ojciec nie jest matką, dziadkiem, dzieckiem, synem ani córką. Jest ojcem i nikim innym. Podobnie matka jest wyłącznie matką. W obrębie rodziny istnieje naturalny porządek, i od każdego jej członka oczekuje się wypełniania jego własnych obowiązków, co umożliwia rodzinie osiągnięcie swego celu.

Jako iż rewolucje niszczą wszelki porządek, muszą zniszczyć wszelkie rozróżnienia, nie tylko w rodzinie ale i w społeczeństwie jako całości. Dlaczego? Spróbujmy spojrzeć na te zasady z perspektywy teologicznej. Dlaczego rewolucja musi zniszczyć wszystkie rozróżnienia? Po prostu dlatego że rozróżnienia, w taki czy inny sposób, wywodzą się od lub prowadzą do najbardziej fundamentalnego rozróżnienia, rozróżnienia między ludzkim i boskim, pomiędzy człowiekiem i Bogiem.

Pierwsza rewolucja rozpoczęła się od Lucyfera, który nie zaakceptował rozróżnienia pomiędzy sobą samym a Bogiem. Cała strategia modernizmu, który miesza porządek naturalny z nadprzyrodzonym, stanowi po prostu przejaw tej rewolucji. Innym sposobem eliminowania tego fundamentalnego rozróżnienia jest deifikacja ludzkiej świadomości. W sposób ten człowiek staje się zasadą dobra oraz zła, prawdy i kłamstwa.

Z tej perspektywy wszelkie tradycyjne rozróżnienia, związane ze zdrowym rozsądkiem, muszą zostać wyeliminowane, ponieważ są śladami wspomnianego już fundamentalnego rozróżnienia. Są echem pierwszego i ostatecznego rozróżnienia między człowiekiem oraz Bogiem. Rozróżnienia te stanowią integralną część odrzucanego porządku, który musi zostać całkowicie zrewidowany. Bardzo często ingeruje się w sam język: pewne słowa i wyrażenia nie mogą już być używane. Są one demonizowane, zwłaszcza jeśli są to wyrażenia odzwierciedlające tradycyjne rozróżnienia.

Weźmy bardzo konkretny przykład: tradycyjne rozróżnienie między nauczycielem a uczniem; pomiędzy pracodawcą a pracownikiem; pomiędzy rodzicami a dziećmi; kapłanami a świeckimi, a także między różnymi narodami czy wyznaniami. Rozróżnienia te są eliminowane lub też co najmniej rewaluowane. Nacisk kładziony jest na to, co ludzie ze sobą dzielą: Ziemię, nasz wspólny dom, godność człowieka, prawa człowieka etc. Jakie jest jednak końcowe rozróżnienie, które należy wyeliminować? Jakie rozróżnienie jest najgłębiej zakorzenione w naturze człowieka oraz wszystkich zwierząt?

Jakie rozróżnienie poczynione zostało bezpośrednio przez Boga w dniu stworzenia? Mężczyzną i niewiastą stworzył ich [2]. Bóg stworzył zwierzęta obojga płci. Bóg stworzył mężczyznę i kobietę. Rozróżnienie to jest pierwsze i najbardziej oczywiste – i z rozróżnieniem tym Bóg powiązał bardzo konkretne funkcje oraz role.

Jeśli usuniemy to rozróżnienie lub też jeśli świat nie będzie go już rozumiał, w jaki sposób wyjaśnić będzie można piękno ojcostwa? Ojcostwo stanowi emanację i wykonywanie na ziemi władzy samego Boga. Ta piękna idea stanowi element Objawienia. Pisze o tym sam św. Paweł. Widok ojca, który postrzega swą misję jako przedłużenie Bożej misji stworzenia, jest czymś niezwykle pięknym. Dziś jednak wszystko to staje się niezrozumiałe i musi zostać zniszczone. Pragnie się stworzyć ludzkość, w której nikt nie będzie już wiedział kto jest mężczyzną a kto kobietą, czy też nawet potrafił odróżnić samca od samicy. Rozróżnienie to musi zostać na trwałe wyeliminowane – przynajmniej w umysłach ludzi.

W rzeczywistości więc proces ten przeszedł długą drogę – i to z bardzo konkretnego powodu. Konieczne jest więc dogłębne jego zrozumienie. Za wszystkim tym kryje się diaboliczna wola – w najgłębszym teologicznym sensie tego słowa. To sam szatan jako pierwszy zakwestionował to rozróżnienie i pragnie aby wszyscy – bez wyjątku – podążali tą samą drogą: „Będziecie jako bogowie” [3].

A wyeliminowanie wszystkich tych rozróżnień, zwłaszcza ostatniego, doprowadzi do samozniszczenia ludzkości. Będzie to ludzkość bez ojca oraz matki – ponieważ nie będzie się już wiedzieć czym jest ojciec oraz matka oraz mężczyzna i kobieta. Będzie to cywilizacja skazana na wymarcie. Nie może przetrwać. A dlaczego? Ponieważ szatan jest zabójcą. Od samego początku próbował zwieść człowieka aby go zniszczyć – i udaje mu się to! Dziś każdy musi zaakceptować te nowe zasady i eliminację rozróżnień, oczywiście z pewnymi zastrzeżeniami i przy zachowaniu pewnej tolerancji, ponieważ prawdziwa stawka musi pozostać ukryta przed naszym wzrokiem. Faktem jest jednak, że każdy zobowiązany jest obecnie zaakceptować, w taki czy inny sposób, eliminację tych rozróżnień, a więc zobligowany do zaakceptowania będącego tego konsekwencją nowego porządku rzeczy.

[2] Rodz 1, 27-28: „I stworzył Bóg człowieka na obraz swój, na obraz Boży stworzył go, mężczyzną i niewiastą stworzył ich. I błogosławił im Bóg, i rzekł: «Rośnijcie i mnóżcie się, i napełniajcie ziemię, a czyńcie ją sobie poddaną; i panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami, które się ruszają na ziemi»”.
Mt 19, 4: „A on odpowiadając rzekł im: Nie czytaliście, że ten który stworzył człowieka na początku, «mężczyzną i niewiastą stworzył ich?»”.
Mk 10, 6: „Ale od początku stworzenia «mężczyzną i niewiastą uczynił ich» Bóg”.
[3] Rodz 3, 4-5: „I rzekł wąż do niewiasty: «Żadną miarą nie umrzecie śmiercią. Bo wie Bóg, iż któregokolwiek dnia będziecie jeść z niego, otworzą się oczy wasze i będziecie jako bogowie, znając dobre i złe»”.

Dlaczego jednak miało miejsce Wcielenie? Dlaczego założony został Kościół katolicki? Jaka jest rola tego Kościoła? Jaka jest rola papieża? Jest nią właśnie zwalczanie tego błędu! Jest nią wskazywanie tych rozróżnień – począwszy od pierwszego rozróżnienia między Bogiem a człowiekiem, oraz wszystkich innych które z tego wynikają. Odbudowa porządku zniszczonego przez grzech, przez rewolucję, która jest jego echem w historii, jest misją Kościoła, powodem Wcielenia.

Co jednak robią dziś katoliccy duchowni? Nie tylko dostosowują się do świata, podążając w tym samym co on kierunku, ale też dają mu swe błogosławieństwo! Możemy więc zrozumieć wreszcie znaczenie Fiducia supplicans. Ważne jest, aby każdy z nas podjął wysiłek zrozumienia, o co naprawdę chodzi w obecnych wydarzeniach. Agenda została ustalona. Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy błogosławieństwa te będą udzielane czy też nie, ponieważ być może nie jest to właściwy czas, może później, może nie w Afryce… Nie! Prawdziwy problem jest znacznie poważniejszy: katoliccy duchowni pobłogosławili te zasady. Jak możemy to wyjaśnić?

V – Czy wyłączna odpowiedzialność za to spoczywa na papieżu Franciszku?

Niestety musiało do tego dojść. Tak, jesteśmy zgorszeni, nie jesteśmy jednak zbytnio zaskoczeni. Dlaczego jednak musiało do tego dojść? Ponieważ moralność jest owocem dogmatów i wiary – a nie na odwrót. Określam moje zasady postępowania zgodnie z tym, jak rozumiem Boga, człowieka, duszę, grzech i odkupienie. To na podstawie tego, co uważam za prawdę, ustalam swoje zasady postępowania.

Weźmy zatem przykład wolności religijnej, najbardziej uderzającego wyrazu współczesnego błędu oraz kryzysu wiary. Wolność religijna propagowana jest przez ponad 60 lat – od czasu soboru. Tak więc czego można było oczekiwać? Jeśli możemy wybrać naszego Boga, wybrać własną ideę Boga, czy też nawet zdecydować się nie posiadać takiej idei wcale, a fortiori możemy wybierać nasze zasady postępowania – a również kim chcemy być. Jeśli nie jesteśmy zadowoleni z tego, czym obdarzył nas Bóg, czy też ze sposobu w jaki nas stworzył (zgodnie z jakąś dziwaczną ideą prawa naturalnego), możemy postanowić stać się kimś innym. Dlaczego nie? Skoro możemy wybrać własnego Boga i własną religię – a tego właśnie uczy dziś Kościół – wówczas a fortiori możemy również wybrać wszystko inne, jak z kim będziemy mieszkać i z kim założymy rodzinę – czy też jakiś rodzaj „rodziny”…

Innym przykładem może być ekumenizm. Czym jest ekumenizm? Flirtem między religiami! Dlatego też, w sposób nieunikniony, jeśli przeniknięci jesteśmy duchem ekumenizmu, prędzej czy później zaowocuje to rozprzężeniem moralnym. Moralność jest owocem dogmatów: a dogmaty zostały zniszczone dawno temu. Tak więc konieczne było wyciągnięcie wniosków – i papież Franciszek robi to po prostu w sposób dość logiczny. Jednakże problem nie pojawił się wraz z nim. Dlatego właśnie zadaniem Bractwa jest poszukiwanie przyczyn i pierwotnych zasad.

VI – Znak czasu

Czy w całej tej historii pojawiają się jakieś nowe elementy, które dostrzec możemy wyłącznie podczas obecnego kryzysu Kościoła? Nie da się zaprzeczyć, iż faktycznie mamy do czynienia z pewnymi nowościami.

Wspomnę o jednym tylko elemencie: ślepocie intelektu. Żyjemy w czasach, w których duchowni są ślepi. Kiedy muszą rozstrzygać pewne kwestie, nie stawiają już sobie nawet pytania czy działają w ciągłości z Tradycją czy też z nią zrywają…. Wszystko to jest już przestarzałe. Mamy do czynienia w całkowitą ślepotą, a jest to najgorsza z możliwych kar. Zaślepienie umysłu jest bez wątpienia karą Bożą. Jest znakiem, że Bóg się wycofał, że zabrał swoje światło. Jest to odpowiedź Boga: Jego milczenie.

A dlaczego Bóg zamilkł? Ponieważ przez 60 lat nie chciano Go słuchać. Tak więc Bóg wycofał się – i obecnie pokazuje wszystkim ludziom dobrej woli, co dzieje się, gdy nie jest on już obecny. Pokazuje konsekwencje swego odejścia. Jest to kara nakładana na osobę, która została uwikłana w świat i która nieustannie poszukuje pociech przez ten świat oferowanych, a przede wszystkim która usiłuje dostosować się do świata. Prędzej czy później staje się ona ślepa. Świat oślepia ją swymi błyskotkami. Świat oślepia umysł i niszczy wolę. Jest to nieuniknione: albo potępiacie wszystko co jest złe na świecie, albo pozwalacie się mu wciągnąć – i prędzej czy później stajecie się ślepi.

Konsekwencją tego jest całkowita utrata zmysłu nadprzyrodzonego oraz zdolności do prawidłowego osądu – dotyczącego nie tylko rzeczywistości nadprzyrodzonych, takich jak Trójca Przenajświętsza i Odkupienie, ale również rzeczywistości naturalnych. Nie jest się już w stanie zrozumieć najbardziej elementarnych i najbardziej oczywistych rozróżnień wpisanych w ludzką naturę. Nie jest się już zdolnym do obrony tych rozróżnień, ich znaczenia. Jest to prawdziwa ślepota umysłu.

Sześćdziesiąt lat błędów, chaosu oraz kłamstw. Sześćdziesiąt lat kapitulacji wobec świata. Do tego właśnie doszliśmy – i to się obecnie błogosławi.

VII – Od prymatu sumienia do prymatu Chrystusa Króla

Czy istnieje więc jakieś rozwiązanie?

Zdecydowanie tak! A pierwszym krokiem jest wiara w Bożą łaskę.

To pragnienie przypodobania się światu, oraz ta obawa przed przeciwstawieniem się mu, wynikają z przyjęcia perspektywy czysto naturalistycznej i politycznej. Jest to perspektywa czysto ludzka, w której kwestia łaski jest już nieistotna. Łaska została po prostu zignorowana. Już się w nią nie wierzy.

I świat w którym żyjemy w nieunikniony sposób podążać będzie dalej w obranym przez siebie kierunku, ponieważ nie istnieje element nadprzyrodzony który mógłby go zmienić. Nie ma łaski. Nie ma odkupienia zdolnego odrodzić ten świat. Odkupienie będzie odtąd oznaczać coś innego.

Musimy jednak wierzyć w łaskę.

A drugim rozwiązaniem, będącym konsekwencją naszej wiary w łaskę Bożą, jest rozwiązanie propagowane przy każdej okazji i w każdym kazaniu przez abp. Lefebvre’a. Stanowi ono kwintesencję skarbu, jak pozostawił nam nasz Założyciel. Jest to rozwiązanie bardzo proste, o ile tylko dobrze je rozumiemy i poświęcimy się mu całkowicie.

Jest nim Chrystus Król! Musimy powrócić do Chrystusa Króla.

Widzieliśmy, że świat oraz Kościół stoją w obliczu problemu zasadniczo politycznego. Tak więc musimy powrócić do Chrystusa Króla.

Po pierwsze i najważniejsze, jest On Królem naszych intelektów. Jest Królem umysłów. Jako jedyny jest w stanie oświecić w sposób nadprzyrodzony oraz naturalny. Widzieliśmy że, jeśli tracimy nadprzyrodzone światło, prędzej czy później tracimy światło również w najbardziej oczywistych kwestiach naturalnych.

Jest On również Królem serc – Królem prawdziwej miłości. To właśnie jej obecnie brakuje, Wszyscy mówią o miłości. Kiedy jednak utraci się ideę caritas, kiedy utraci się ideę Odkupienia, kiedy utraci się ideę Boga, słowo „miłość” przybrać może gorszące znaczenia – nawet w Kościele katolickim – i miłością nazywane może być coś, co bynajmniej nią nie jest. Miłość jest błogosławiona, jednak jaki to rodzaj miłości?

Król intelektów, Król serc, prawdziwej miłości… i jest On także Królem narodów. Musimy przyjrzeć się niespójności wszystkich tych fałszywych zasad błogosławionych przez Kościół i rozważyć konsekwencje oraz rezultaty: świat nigdy nie znajdował się w tak katastrofalnej sytuacji – świat pogrążony jest w wojnie… a w Kościele katolickim nikt nie mówi że rozwiązaniem problemu jest Chrystus Król! Dlaczego? Ponieważ utracono nadprzyrodzone światło – a wraz z nim światło naturalne.

Starania o pokój – polityka w najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa – wymagają posiadania prawdziwej wizji człowieka oraz historii. Wymagają programu. W naszej sytuacji, w obecnej sytuacji Kościoła, zrozumieć możemy jeszcze lepiej znaczenie prymatu Chrystusa Króla. Możemy również zrozumieć pełniej do czego prowadzi porzucenie tej doktryny, tego dogmatu, tej zasady. Prowadzi to do zniszczenia wszelkiego porządku, tak w Kościele jak i w świecie.

Chrystus Król nie jest ideą abstrakcyjną. To nie jest sen. To nie jest marzenie. Jest to jedyny środek dany Kościołowi w celu odnowienia wszystkiego. – i środek ten dany został jedynie jemu. Jest to z pewnością paradoks, który stał się niezrozumiały w dzisiejszym Kościele, jako że pragnie on być nie tylko na świecie ale i ze świata.

Chrystus Król jest środkiem, który tylko Kościół może zrozumieć i zaoferować ludzkości. Chrystus Król jest jego skarbem. Jest kwintesencją jego doktryny społecznej. To tylko jemu powierzona została misja szerzenia Królestwa Chrystusowego. Tylko on może skutecznie głosić Jego panowanie, i tylko poprzez niego Król królów panować może nad ludźmi: On, który jest drogą, prawdą oraz życiem.

https://news.fsspx.p

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...