Tesla ma kłopoty. Nie jakieś duże, ale giełdowo jest wyceniana na spółkę wzrostową a raczej wzrostową być przestaje. O co chodzi? Cena do zysku (C/Z) mówi ile lat będzie nam się spłacał zysk firmy za poniesioną cenę. C/Z=10 to 10 lat czekania na zwrot. Ale to przy założeniu, że firma stoi w miejscu i 100% jej zysku ląduje u inwestora. Firma upadająca, zagrożona może mieć C/Z=3 i nie jest atrakcyjna acz wyjątki zdarzają się. W czasach Wielkiego Kryzysu w USA większość firm miała C/Z=3. Pieniądze leżały na ulicy, ale mało kto je zbierał. Ludzie woleli kupować w latach 20 gdy C/Z leciał w kosmos. Bo rosło. Firma która rozwija się w tempie 30% rocznie może mieć C/Z nawet 30, 50, 70…bo w cenie jest też jej wzrost. To uczciwa cena. Ale tylko gdy firma zatrzyma się, to taki C/Z przestaje być atrakcyjnym wskaźnikiem i kurs zaczyna spadać. Moim zdaniem C/Z=10 jest uczciwa gdy firma rośnie 5 do 10% rocznie. Przez wiele lat miałem większość majątku w Kętach które wypłacały dywidendy i rosły a ich C/Z to ok. 11. Kęty sprzedałem widząc poliński amok wojenny…
Na swoje konto IKE/IKZE (gdzie podatek Belki nie obowiązuje) kupuję certyfikat Turbo ING dający zysk na spadki Tesli. Tesla miała C/Z 40 a to oznacza wygórowane oczekiwania, które obecnie zawodzą… Na tym mam zysk. Z niewyjaśnionych przeze mnie powodów nie udała mi się ta sztuka z polską CCC która słabuje, ale jej kurs i tak rośnie. Za kilka miesięcy i tak na 99% spadnie, ale ja z koniem kopać się nie będę. Certyfikat na CCC sprzedałem, temu na Tesli pozwalam rosąć.
I po co te ciuciubabki. Ano dlatego, że oszczędzanie na lokacie to przepis na pewną stratę. To był jedyny powód mojego zainteresowania giełdą. Potem doszła chciwość (ale w umiarze). Dla mnie ludzie którzy dysponują sensownymi nadwyżkami, ale nie inwestują albo inwestują pod wynajem zdradzają się z grzechem lenistwa. (wynajem daje b. niskie stopy zwrotu i niesie ryzyka…)
Polecam blog
prowadzony przez człowieka który nie jest chciwy, jest ostrożny. Tu nie ma bieżączki, tu jest edukacja u podstaw. Nawiasem mówiąc dwa najlepsze w mojej ocenie blogi giełdowe są prowadzone przez informatyków a nie ekonomistów…A już tak zupełnie na marginesie…kilkadziesiąt lat temu pewien człowiek potraktował giełdę jako problem matematyczny i zamiast ekonomistów zatrudniał matematyków I fizyków. Ich metody pozwoliły uzyskać +60% rocznie przez wiele lat.
owszem, miałem szeregi czasowe na studiach, ale już nic nie pamiętam :). W ogóle to bardziej artysta jestem i to cud, że obroniłem pracę. Ale bez łachy jakby co. W każdym razie sygnalizuje, że giełdą moźe być dobrym wyzwaniem intelektualnym…
PS. Brat jest motorniczym. Wydał na renowację samochodu 7tys zł. Mój samochód jest tzw. premium, ale co zarysuję to trudno…Nie naprawiam. Zachęcałem, namawiałem…dam ci znak gdy będzie korzystne kupno ETF na SP500. Taka spokojna inwestycja w perspektywie 20 lat daje sporo, może nawet nie będzie trzeba szukać jedzenia w śmietniku… Jego to zupełnie nie interesuje. Fakt, po work and travel w 2007 zainwestował w fundusze. Krach złamał mu kręgosłup. Na zawsze. Tu u Maruchy ktoś napisał, że inwestowanie to „kradzież”. Bzdura. Jeśli dysponujesz wiedzą ogólnie dostępną, a nie tzw. insiderską to nikogo nie okradasz. Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie by nadwyżki przepisać na tzw. szczytny cel. Solorz ma mieć na to monopol? O takiego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz