Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Przebudzenie
Marsze Polaków za pokojem – 19 października w Rzeszowie , 26 października w Szczecinie budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...
-
Sokrates – grecki filozof słynął ze swych opowieści dydaktycznych i innych moralnych rad z zakresu – dziś nazwalibyśmy to – stosunków międz...
-
Wiele się obecnie rozprawia o znaczeniu wszechoceanu, z drugiej zaś strony lądów – głównie Eurazji – w starciu o panowanie nad światem. Zas...
-
A to dopiero zakpiła sobie z obywatela Tuska Donalda Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje! Kiedy Naczelnik Państwa, co to najpierw patronował spr...
YN1
Jakoś nie dziwię Zel, sądzę, że z jego punktu widzenia postąpił racjonalnie. Po co mu jakieś gadki – „wciągaliście nas w wojnę” etc?
Oczywiście, by tak sądzić, robię pewne założenia.
Zakładam, że Zeł chce lub/i wie że musi się wycofać z „polityki” i konsumować wraz z rodziną etc. uzyskane pożytki prywatne.
Zakładam, że ma głęboko gdzieś los krainy i ludu U, a na pewno – jak sądzę – wyżej ceni interes własnej etny (może nawet: musi/jest zmuszony wyżej cenić) i własnej rodziny.
No i teraz – 2 wersje/2 drogi
Zeł „pokojowy” – załóżmy. Co się dzieje? Jest niewygodny, Rosja, a i chyba USA, go nie akceptuje do dyskusji, musi wycofać się z „bezkompromisowości”, traci twarz. Zaczynają się pytania – po co była wojna do której gnał m. in. Zeł, skoro teraz dąży on do de facto kapitulacji przed Ros, oddania części ziem etc. Będzie mógł sobie wprawdzie żyć na Zachodzie, ale znienawidzony na U, bogaty, ale rozmydlony.
Już nie mieszanina Jerzego Waszyngtona z Leonidasem, lecz jakiś dyktatorek, co rzucał ludzi na wojnę, a teraz łasi się do wrogich Rosjan.
Tak by go postrzegano. Czy coś takiego jest mu potrzebne?
Zeł „wojenny”. Nie musi się „korzyć” przed Rosją. Jest „niezłomnym bohaterem”. Odchodzi w chwale, stając się „sumieniem Zachodu”, lub raczej wyrzutem sumienia Zachodu. Nie musi się tłumaczyć dlaczego słał ludzi na wojnę. Jest „bezkompromisowy”, dążył do zwycięstwa
etc etc
Jakiekolwiek ustępstwo prowadzi go do śmierci cywilnej i niesławy. Emerytury nie potrzebuje, ale i tak – prócz zgromadzonych majętności – „wolny świat” ma dla niego mnóstwo tantiem. Tych tantiem i zaszczytów byłoby dużo mniej, gdyby się rozmydlił.
No i zapewne – przede wszystkim – nie jest panem swego losu.
Nie zaglądając tam, gdzie niewidoczne, za kulisy, których mogę się tylko domyślać, zajrzę tam gdzie widoczne. Na „polityków” Unii. Jak na razie – jeszcze jest bardzo potrzebny „zachodniej Europie”, do chyba – opóźnienia swej klęski/sprawiania wrażenia, że coś mogą i znaczą.
Reasumując – moim skromnym zdaniem – raczej nie utracił szans. Raczej broni się przed klęską wizerunkową, świadomy, że powoli odchodzi ze świata tzw. polityki. Poza tym, raczej nie on (tak do końca) decyduje co ma robić. Nie on stanowi, lecz w jego sprawie postanawiają.