poniedziałek, 28 kwietnia 2025

Węgry modlą się za Polskę

 Lengyel, Magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát –

Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki

Na „bratankow” Wegrow mozemy liczyc! Zawsze.
Historia potwierdzila to nieraz.

_________________________________

Węgry modlą się za Polskę

Z ks. kard. Péterem Erdö, prymasem Węgier, przewodniczącym Rady Konferencji Biskupów Europy, rozmawia Agnieszka Żurek

Wasza Eminencjo, dziękuję, że znalazł Ksiądz Kardynał czas na rozmowę z „Naszym Dziennikiem”, ogólnopolską katolicką gazetą codzienną.
– Codzienną? Gratulacje! U nas nie ma codziennej gazety katolickiej, są tylko katolickie tygodniki. Gazeta codzienna ukazuje się jedynie w wersji internetowej.

No właśnie, czy zdaniem Waszej Eminencji węgierskie media pomagają czy raczej przeszkadzają w niesieniu wartości chrześcijańskich?
– Zależy od mediów. Media katolickie reprezentują dość wysoki poziom i działają efektywnie. Na przykład węgierskie radio katolickie, którym zarządza Konferencja Episkopatu, szuka obecnie możliwości nadawania na falach krótkich, co byłoby mniej kosztowne i pozwoliłoby na uruchomienie także stacji regionalnych. Obecne częstotliwości, na jakich nadajemy, nie pokrywają jeszcze całego terytorium naszego kraju. Co się zaś tyczy programów telewizyjnych – państwowa telewizja raz na tydzień nadaje godzinny program o charakterze religijnym. Własnego kanału katolickiego jednak nie mamy. Patrzymy z szacunkiem i odrobiną zazdrości na Kościół słowacki, który posiada własną telewizję satelitarną.

Przy okazji dyskusji o roli katolickich środków społecznego przekazu wypływa często problem stosunków państwo – Kościół. Dyskutowana jest rola Kościoła w życiu publicznym, a także jego udziału w mediach.
– Zgodnie z nauczaniem Kościoła, sformułowanym także podczas Soboru Watykańskiego II oraz w późniejszych dokumentach, Kościół ma prawo, a nawet obowiązek wypowiadania się w sprawach dotyczących życia ludzkiego, godności człowieka i jego podstawowych praw, a także w kwestiach sprawiedliwości społecznej. Staramy się zachowywać wierność doktrynie Kościoła w obronie podstawowych wartości oraz prowadzić dialog z różnymi grupami społecznymi. Ten dialog z pewnością nie przynosi natychmiastowych owoców i nie prowadzi do szybkich sukcesów. Sposób myślenia narodu węgierskiego z pewnością jest bardziej zlaicyzowany od sposobu, w jaki myślą ludzie w Polsce. Zagadnienia, o których w Polsce wiele się dyskutuje, u nas nie wywołują tak wielkich kontrowersji, ponieważ większość obywateli jest na nie obojętna bądź też nie identyfikuje się z chrześcijańską tożsamością.

Jakie są główne problemy, z którymi boryka się obecnie węgierskie społeczeństwo?
– Jest to nie tylko kryzys ekonomiczny, ale także brak nadziei, starzenie się naszej populacji, zmniejszenie liczby ludności w naszym kraju. Zmagamy się z ogromnym bezrobociem, a także zadłużeniem obywateli. Wielu Węgrów zaciągnęło ogromne kredyty we frankach szwajcarskich. Na Węgrzech brakuje także perspektyw zawodowych. Bardzo smutna jest sytuacja, kiedy młody człowiek wybiera kierunek studiów na wyższej uczelni, planując od razu, gdzie będzie mógł pracować za granicą. Nie ma nawet nadziei na znalezienie pracy w rodzinnym kraju. To smutne – jeśli ktoś opuszcza swój kraj, w jaki sposób uda mu się zachować jego kulturę i wartości? My, chrześcijanie, wierzymy, że istnieje siła wewnętrzna, która może pomóc osobie samotnej czy też emigrującej rodzinie zachować swoją tożsamość narodową także daleko od ojczyzny. Jest to jednak trudne i wymaga ogromnej siły ducha. Pokolenia żyjące 100 lat temu, kiedy udawały się do Ameryki w poszukiwaniu pracy, były ulepione z innej gliny. Ci ludzie pracowali bardzo ciężko, a połowę swojej pensji odkładali i wysyłali do domu, aby wesprzeć żyjącą w biedzie resztę rodziny. Kto dziś ma tyle siły, żeby w podobny sposób postępować? Niewielu. Większość ma ochotę skonsumować wszystko, co zarobi, jeśli nie dwa razy więcej.

Kilka lat temu jednak na Węgrzech narodziła się inicjatywa zdecydowanie przeciwna filozofii materialistycznej – krucjata modlitewna w intencji ojczyzny.
– Pomysł podjęcia modlitewnej krucjaty w intencji ojczyzny pochodzi od kardynała Józefa Mindszentyego. Jeszcze w latach 40. powiedział on, że jeśli znajdzie się milion Węgrów, którzy będą się modlić, będzie spokojny o przyszłość narodu. Dalszą historię Węgier znamy. W pierwszych latach XXI wieku nasze społeczeństwo znalazło się w złej kondycji. W momencie prawie beznadziejnym Konferencja Episkopatu zaproponowała wiernym modlitwę o duchową odnowę narodu. Wynikało to z przekonania, że wszystko to, co zewnętrzne – to znaczy materia – jest przekształcane przez ducha. Ta prawda dotyczy także życia wspólnot ludzkich. A zatem – jeśli uda nam się odnowić naszego ducha, znajdziemy również rozwiązanie wielu problemów materialnych. Rozpoczęliśmy na Węgrzech zbieranie deklaracji przystąpienia do modlitwy w intencji naszego narodu. W 2006 roku udało nam się zebrać liczbę podpisów odpowiadającą tej, o której marzył kardynał Mindszenty. Modlitwa trwa, obecnie w nieco zmienionej formie. Co roku Konferencja Episkopatu proponuje konkretną intencję tejże modlitwy.

A jaki rodzaj modlitwy został wybrany przez Episkopat?
– W roku 2006 Konferencja Episkopatu opublikowała dość zwięzły tekst modlitwy, obok którego wielu Węgrów odmawiało także na przykład Różaniec. W tym roku zredagowaliśmy krótki tekst modlitwy w intencji rodzin, aby modlić się wspólnie.

Jaka intencja modlitwy została przewidziana na przyszły rok?
– Intencje modlitwy będą odpowiadać potrzebom naszego narodu. Niewykluczone, że nadal będziemy modlić się w intencji rodzin.

Ile osób bierze obecnie udział w krucjacie modlitewnej?
– W naszym archiwum, w ogromnych paczkach, znajduje się około półtora miliona podpisów.

Zdaniem Waszej Eminencji, także i Polska powinna pójść tym tropem? W jaki sposób kraje postkomunistyczne mogą przyczynić się do duchowej odnowy naszego kontynentu?
– Na tysiąc różnych sposobów. Jednym z nich jest modlitwa. Dotyczy to oczywiście osób wierzących. To jest wręcz ich obowiązek. Modlitwa wspólnotowa posiada szczególną moc. Jeżeli wielu z nas razem prosi o to samo, to przecież Pan Jezus coś nam obiecał, prawda? Kraje postkomunistyczne stoją także przed wyzwaniem dotyczącym tego, czym należy zapełnić pustkę kulturową. Polski dotyczy to być może w mniejszym stopniu niż Węgier – w waszym kraju korzenie chrześcijańskie zostały dość dobrze zachowane przez cały okres komunizmu. Jak było później – nie wiem. W innych krajach postkomunistycznych, na przykład w Rosji, po upadku marksizmu powstała pewna pustka kulturowa. Jej natychmiastowym efektem stała się destabilizacja społecznych norm moralnych – ekspansja przestępczości czy anarchia. Niektórzy politycy w krajach postkomunistycznych widzą jednak potrzebę ponownego oparcia się na wartościach, które tworzyły dany naród u jego podstaw. Widzą oni także, że odwołanie się do określonego dziedzictwa kulturowego jest po prostu potrzebne. Nigdy nie zapomnę pierwszej po upadku Ceaucescu wizyty rumuńskiego chóru narodowego w Budapeszcie. Było to na początku lat 90. Występ tego chóru inaugurował koncert w budapeszteńskiej Akademii Muzycznej. Jaką pieśń wybrali na początek? Oczywiście nie chcieli już więcej śpiewać żadnych utworów sławiących komunizm. Zaśpiewali rumuńskie pieśni liturgiczne. Wybrali je, ponieważ uważali, że to właśnie one oddają w sposób właściwy szczególny charakter ich narodu. Czasami trzeba więc odnaleźć swoje najgłębsze korzenie.

Powrót do źródeł tożsamości obserwujemy też na Węgrzech. Preambuła nowej węgierskiej konstytucji zawiera odwołanie do Boga.
– Jest to pierwsza linijka naszego hymnu narodowego. Kiedyś, w XVIII wieku, naszym hymnem narodowym była pieśń maryjna. Miał on zatem wybitnie katolicki charakter. Później natomiast, chcąc zadowolić także protestantów i deistów, wybrano tekst, który śpiewamy obecnie: „Boże, błogosław Węgry”. Jest to zatem tekst mocno zakorzeniony w tradycji i dobrze znany.

Jak zareagowała na to Unia Europejska?
– Kampania propagandowa odbywa się u nas prawie zawsze, kiedy uchwalane jest jakiekolwiek prawo. Oczywiście, normy prawne ustalane pospiesznie nie zawsze mają wysoką „jakość techniczną”. Ze słowami preambuły nie mieliśmy jednak wielkich problemów. Możliwe, że wynikało to z faktu, iż cały tekst konstytucji zakłada bardzo wyraźne oddzielenie państwa od Kościoła, wyraźniejsze niż w większości innych konstytucji europejskich. Na Węgrzech wciąż na przykład niemożliwe jest stworzenie fakultetu teologicznego przy państwowym uniwersytecie.

Kampania medialna promująca na Węgrzech adopcję zamiast aborcji została przez Unię Europejską skrytykowana jako „niezgodna z wartościami unijnymi”…
– Nie wiem, jakie miałyby to być wartości. Wiem natomiast jedną rzecz. W 1956 roku, kiedy pokonany naród żył w nędzy, chciano go w pewien sposób „uspokoić”. Wprowadzono zatem duże ułatwienia w przeprowadzaniu aborcji. Rząd Węgier był jednym z pierwszych spośród rządów krajów komunistycznych, który się na to zdecydował. Konferencja Episkopatu opublikowała wtedy list otwarty o bardzo mocnej treści. W tamtych czasach wymagało to odwagi. W liście tym napisano, że nie powinniśmy bać się przyszłości, ponieważ Bóg nam pomoże, winniśmy mieć otwarte serca i przyjmować dzieci, które zostały poczęte. Powinniśmy zatem ufać i nie uciekać się do metod, takich jak aborcja. Statystyka pokazuje, że pomiędzy 1956 a 2006 rokiem na Węgrzech – w kraju o populacji liczącej niespełna 10 milionów mieszkańców, zostało dokonanych legalnie 6 milionów zabiegów aborcji. Na poziomie propagandowym można powiedzieć wszystko, co tylko się chce, ale dane są właśnie takie. Wskutek tego populacja Węgrów jest narodem starzejącym się.

Czy wśród Węgrów rośnie świadomość, że aborcja jest zabójstwem?
– Możliwe, że tak, nie jest to jeszcze świadomość większości narodu. Rośnie natomiast poczucie odpowiedzialności za życie i pragnienie posiadania dzieci. Przeprowadzono sondaż wśród młodych ludzi, z którego wynika, że prawie wszyscy z nich chcą mieć co najmniej dwoje albo troje dzieci. Nikt jednak nie chciał mieć pięciorga dzieci. Węgrzy, którzy pracują poza granicami kraju, mają duże rodziny – z trojgiem czy czworgiem dzieci. Dlaczego tak się dzieje? Inne są tam warunki życia. Na Węgrzech natomiast przeciętny obywatel pracuje bardzo dużo, obawia się o swoje miejsce pracy, mieszka na ogół w trudnych warunkach. Jego niepewna egzystencja bardzo negatywnie wpływa na postawę otwartości na życie. Węgrzy boją się wchodzić w związki małżeńskie – także te cywilne.

Dlaczego?
– Dlatego, że w związkach nieformalnych rodzi się o wiele mniej dzieci niż w małżeństwach cywilnych. W małżeństwach świeckich rodzi się z kolei mniej dzieci niż w związkach sakramentalnych. Wynika to zapewne z poczucia stabilizacji. Stałość miejsca pracy oraz relacji z partnerem są bardzo ważnymi warunkami otwartości na życie. Ludzie zaczynają to sobie powoli uświadamiać.

Także dzięki prorodzinnej polityce rządu Viktora Orbána?
– Efekty tej nowej polityki będziemy widzieć później. Już teraz istnieje jednak kilka jej obiecujących elementów – na przykład podatek prorodzinny. Kiedyś państwo przy pobieraniu podatków brało pod uwagę jedynie pensje poszczególnych członków rodziny. Dzisiaj jest inaczej – uwzględnia się, ile osób ma na utrzymaniu dany żywiciel rodziny. System prorodzinnych ulg podatkowych na Węgrzech stawia sobie za cel upodobnienie się do systemu francuskiego, który – jak dotąd – jako jedyny w Europie działa efektywnie i przyczynił się rzeczywiście do wzrostu urodzeń. Na Węgrzech trzeba jednak rozwiązać także problem bezrobocia – jeśli ktoś nie ma pracy, obniżenie podatków w niczym mu nie pomoże.
Polityka Orbána pomaga Węgrom także odzyskać poczucie tożsamości narodowej, którego próbowały ich pozbawić rządy komunistyczne.

– Kościół ma swoją wizję teologiczną odnoszącą się do wartości narodów. Historia każdego z nich jest przecież sumą ogromnej ilości ludzkich doświadczeń, ogromnego bogactwa, którego być może pozbawione są inne narody i które potrzebne jest całej ludzkości. Jest to dar Boży i do naszych obowiązków należy szanowanie go. Węgry odzyskują swoją tożsamość, ponieważ jest to coś, co istnieje. Możemy sobie najwyżej nie zdawać z tego sprawy. Nie zmienia to jednak faktu istnienia naszej tożsamości. Nie jest ona szczególnie romantyczna. Często wiąże się z historią naszych sąsiadów. Do naszej tożsamości narodowej należą również nasze chrześcijańskie korzenie. Przyczyniło się ono do rozwoju wszystkich kultur narodowych. Żadna z nich nie okazała się nijaka, wszystkie zbudowały swoją własną tożsamość w kontekście chrześcijańskim. Takie jest doświadczenie ostatniego tysiąclecia. Legendy czy wymyślona mitologia nie pomogą nam odnaleźć prawdziwej tożsamości. Neopoganizm nie jest w stanie jej zastąpić. Nie odpowiada on prawdziwej historii narodów europejskich.

W czerwcu tego roku odbyła się narodowa pielgrzymka Węgrów do Częstochowy. Pobożność maryjna stanowi stały komponent duchowości narodu węgierskiego?
– Oczywiście, że tak. Na Węgrzech Konferencja Episkopatu uznała dwa sanktuaria narodowe. Oba są sanktuariami maryjnymi. Kult maryjny w sposób szczególny obecny był na Węgrzech w okresie baroku. Posiadamy zatem ogromnie bogate dziedzictwo kulturowe związane z postacią Maryi.

Czy kult maryjny odgrywał rolę także w czasie modlitwy o odnowę narodu węgierskiego?
– Tak, oczywiście, odgrywał istotną rolę. Jeżeli dobrze pamiętam, tekst modlitwy w intencji naszego narodu został wydrukowany na odwrocie obrazka z wizerunkiem Najświętszej Maryi Panny – patronki Węgier.

Jacy inni święci patronowali tej modlitwie?
– Przede wszystkim święty Stefan, pierwszy chrześcijański król węgierski. Na Węgrzech otoczona jest kultem także jego rodzina – żona Gizela oraz święty Emeryk, jego syn. Modlitewnej krucjacie na Węgrzech patronowała zatem święta rodzina. Patronowali jej także nowi święci męczennicy – beatyfikowany w 2009 roku biskup pomocniczy naszej diecezji Zoltán Lajos Meszlényi, który oddał swoje życie w obronie wiary w 1951 roku, czy też inni biskupi zamordowani w krajach sąsiadujących z Węgrami – na Ukrainie, w Rumunii i na Słowacji. Niektórzy z nich zostali już kanonizowani. W czasie krucjaty modlitewnej wzywaliśmy orędownictwa węgierskich świętych. Co jednak znaczy „węgierski święty”? Święty Władysław, wielki chrześcijański król Węgier, który przyczynił się do kanonizacji świętego Stefana, zanim został ogłoszony świętym, był nazywany na Węgrzech Władysławem Polakiem. Jego matka była Polką, a on sam wychował się w Krakowie. Święci węgierscy łączą nas zatem także z innymi narodami.

Może jest to znak dla nas. Niedawno także w Polsce podjęliśmy krucjatę różańcową w intencji naszej Ojczyzny. Jakiej rady Wasza Eminencja udzieliłby polskiemu Narodowi?
– Wspaniale, że rozpoczęliście modlitwę wspólnotową w intencji Ojczyzny. Myślę, że Polska posiada ogromny skarb. Jest nim cierpienie waszego Narodu, którego tyle doświadczyliście w waszej historii. Macie wielu świętych, także tych współczesnych. Wśród nich oczywiście błogosławionego Jana Pawła II, którego kult – jeszcze przed jego kanonizacją – jest już dozwolony w wielu krajach świata, również na Węgrzech – posiada zatem charakter uniwersalny. Krucjata modlitewna w intencji Ojczyzny powinna być potwierdzeniem naszej wiary w Bożą Opatrzność i odzwierciedlać też nasze pragnienie, aby odpowiedzieć Bogu, realizować Jego wolę. Tą odpowiedzią powinna być nasza postawa – zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i wspólnotowym. Będę bardzo wdzięczny, jeśli otrzymam tekst modlitwy za waszą Ojczyznę. Za kilka dni będziemy obchodzić trzechsetną rocznicę naszego sanktuarium powierzonego Ojcom Paulinom, chętnie włączymy się do modlitwy za Naród Polski.

W imieniu nas wszystkich serdeczne Bóg zapłać Waszej Eminencji.

W dziale:
Publiczne prezentowanie krzyża oklejonego puszkami po piwie wyczerpuje wszystkie znamiona przestępstwa obrazy uczuć religijnych
Katolicy poza ochroną
Węgry modlą się za Polskę
Jeżeli ktoś drze albo chce podrzeć Pismo Święte, a ktoś inny depcze przysięgę składaną w imieniu Boga, nie wolno nam udawać, że nie dzieje się nic złego i nagannego
Antyewangelizacja w natarciu
Wyborcze GMO?
W dużej mierze sami narzuciliśmy sobie status kraju pytającego wszystkich o wszystko, naciskającego, ale tak, żeby nikogo to nie zabolało
Ćwierkanie o potędze
Polsce nie grozi kolejny rozbiór, ale próba przeobrażenia jej w państwo uległe wobec zewnętrznych, silnych doradców, rządzone trwale przez „jedną” partię poza społeczną kontrolą
Platforma reaktywuje PRL
Zofia Romanowska – najstarsza wdowa katyńska wkroczyła w 105. rok życia
I nie opuszczę cię aż do śmierci…

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110917&typ=my&id=my03.txt

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...