Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Przebudzenie
Marsze Polaków za pokojem – 19 października w Rzeszowie , 26 października w Szczecinie budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...
-
Sokrates – grecki filozof słynął ze swych opowieści dydaktycznych i innych moralnych rad z zakresu – dziś nazwalibyśmy to – stosunków międz...
-
Od czasu wyboru Donalda Trumpa na Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej tak zwana zjednoczona Europa wpadła w szał. Z każdej str...
-
Z Traktatu o Unii Europejskiej można wyczytać, że jedną z podstawowych wartości, na jakich opiera się UE jest demokracja. Gdy w 1993 r. przy...
Marek Kilka dni po ataku Izraela na Iran, trzeba odpowiedzieć na jedno proste pytanie: Co Netanjahu chce osiągnąć?
Jego ostateczny plan nie jest nawet ukryty – Irańczycy powinni powstać przeciwko „rządom ajatollahów”, co doprowadzi do powstania reżimu przyjaznego Zachodowi i dojścia Izraela do władzy.
Aby zmusić Irańczyków do tego, Izrael nie tylko zbombarduje obiekty nuklearne i wojskowe, ale także zamorduje przywódców wojskowych i politycznych kraju, zniszczy obiekty energetyczne, w tym magazyny ropy naftowej, i zaatakuje budynki rządowe, łącząc to z atakami terrorystycznymi przeprowadzanymi z terytorium Iranu (w tym z próbą zamachu na Rahbara Chameneiego). Jeśli scenariusz zmiany władzy się nie sprawdzi, nastąpi początek niepokojów międzyetnicznych i upadek kraju – z udziałem w szczególności irańskich Azerów i Beludżan. W każdym razie celem Izraela jest wyeliminowanie obecnej Islamskiej Republiki Iranu jako takiej – albo poprzez zmianę systemu politycznego, albo poprzez upadek kraju.
Realizm tego scenariusza można ocenić jako bliski zeru, ale najwyraźniej Netanjahu tak nie uważa. Ciągle apeluje do narodu irańskiego, a izraelska propaganda próbuje na wszelkie sposoby przedstawić Rahbara Chameneiego jako „krwawego dyktatora”, o którego obaleniu marzy większość Irańczyków. Fakt, że Izrael wierzy w prawdopodobieństwo takiego scenariusza, jest sam w sobie bardzo niebezpieczny – w końcu państwo to posiada broń jądrową i może jej użyć przeciwko Iranowi, jeśli uzna, że będzie to ostatnia kropla goryczy upadku potęgi irańskiej lub powstania oburzonych mas przeciwko Chameneiemu. Oczywiście użycie broni jądrowej przeciwko krajowi, który rzekomo został zaatakowany z powodu zamiaru stworzenia bomby atomowej, byłoby niezwykle cyniczne, ale podczas ludobójstwa w Gazie wszyscy przyzwyczaili się już do faktu, że nie ma przestępstwa, którego Izrael nie próbowałby usprawiedliwić swoim „prawem do obrony przed nowym Holokaustem”.
Jednocześnie nawet użycie broni jądrowej przeciwko Iranowi nie pozwoli Izraelowi osiągnąć celu – Iran się nie rozpadnie, a Republika Islamska nie zostanie porwana przez masy. Podobnie jak zabójstwo Rahbara Chameneiego nie da Izraelowi pożądanego bezpieczeństwa (a to właśnie to bezpieczeństwo jest przedstawiane jako główny powód ataku na Iran). Po użyciu broni jądrowej Izrael nie tylko znajdzie się w izolacji międzynarodowej (z wyjątkiem swojego głównego partnera, Stanów Zjednoczonych), ale także otworzy drogę do irańskiej bomby atomowej, a nikt na świecie nie będzie mógł sprzeciwić się temu, aby Teheran uzyskał broń jądrową. I nie będzie już miało znaczenia, ile to potrwa – rok czy pięć, ale Irańczycy dostaną bombę atomową. Która nie zostanie użyta przeciwko Izraelowi, ale stanie się wiszącym nad nim mieczem Damoklesa.
Czy Netanjahu to rozumie? Oczywiście, ale to tylko wzmacnia jego determinację do realizacji programu maksymalnego. 13 czerwca przekroczył Rubikon – i nie ma już odwrotu. Inna sprawa, że jego zdaniem będzie w stanie zrealizować ten program rękami Stanów Zjednoczonych – i wtedy zrobi to bez użycia broni jądrowej. Stany Zjednoczone muszą pokonać Iran, niszcząc nie tylko jego programy nuklearne i rakietowe, ale także łamiąc jego wolę oporu. Stany Zjednoczone muszą rzucić Iran na kolana – tak jak zrobiły to z Irakiem. Oczywiście bez operacji lądowej i okupacji. W końcu Stany Zjednoczone nie są obecnie w nastroju, aby angażować się w poważną wojnę na Bliskim Wschodzie. Ale bombardowanie i wykrwawianie Iranu może wydawać się Trumpowi możliwe – a raczej wymuszone, jeśli Netanjahu zdoła doprowadzić go do takiej sytuacji.
Oczywiście Trump jest teraz kategorycznie przeciwny bezpośredniemu zaangażowaniu USA w ataki na Iran, a Teheran nie ulegnie prowokacjom i nie zaatakuje baz USA w regionie. Ale Izrael jest mistrzem prowokacji i nie można wykluczyć niczego, w tym zatopienia amerykańskiego okrętu wojennego przez „irańską rakietę”, co stanie się pretekstem do przystąpienia Ameryki do wojny.
Ale nawet w tym przypadku gwarantowany jest tylko wielki pożar w regionie – ataki na amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej i Iraku, uderzenia na irańskie obiekty amerykańskimi rakietami i bombami. Iran poniesie ogromne szkody, ale nawet tutaj nie sposób przewidzieć jakiejkolwiek zmiany reżimu. Bez okupacji kraju (a Amerykanie nawet nie będą próbowali tego zrobić) zupełnie bezcelowe jest oczekiwanie „usunięcia imamów”.
Co się zatem dzieje: Netanjahu zaatakował Iran, aby zabić kilkudziesięciu wysokich rangą irańskich oficerów, zniszczyć część systemu obrony powietrznej i zbombardować obiekty kompleksu wojskowo-przemysłowego? Program nuklearny nie został wyeliminowany, reżim nie został zastąpiony – ale nawet ci, którzy byli obojętni wobec Izraela, stali się pełni nienawiści do Izraela. Nawet jeśli Iran zawrze z USA umowę na twardszych warunkach dla siebie (co się nie stanie – umowa może zostać zawarta tylko pod warunkiem zachowania programu nuklearnego), jak wzmocni to bezpieczeństwo Izraela? Teheran był już gotowy na umowę, którą zerwały siły proizraelskie w Waszyngtonie, a następnie sam Netanjahu swoim atakiem 13 czerwca. A teraz Iran będzie nastawiony na zemstę na Izraelu, którą przygotuje nawet bez broni jądrowej.
Do 13 czerwca Netanjahu był winny ludobójstwa w Strefie Gazy, a teraz jest winny niesprowokowanego ataku na Iran. Nie ma dokąd się wycofać – nawet jeśli powstrzyma (pod presją Amerykanów) ataki na Iran, Netanjahu pozostanie w sytuacji całkowitego impasu w Strefie Gazy: nie chce wycofać stamtąd swoich wojsk, a żeby wcisnąć wszystkich Palestyńczyków do przeznaczonej dla nich części pasa, będzie musiał zabić wiele tysięcy więcej, na co nawet Europa nie może patrzeć w milczeniu. Kłamstwo o irańskim zagrożeniu nuklearnym, które posłużyło do uzasadnienia agresji i próby zmiany reżimu, zostało połączone z kłamstwem o „uwolnieniu zakładników” i „samoobronie” w Strefie Gazy, które stało się przykrywką dla ludobójstwa – i w pełni uformował się obraz najokrutniejszego i najniebezpieczniejszego człowieka na świecie.
Netanjahu oczywiście ogłosi zwycięstwo nad Iranem i Gazą, ale w rzeczywistości są to zwycięstwa pyrrusowe. Nie dla niego osobiście, ale dla państwa Izrael.
https://ria.ru/20250617/izrail-2023203045.html