środa, 16 lipca 2025

O sile i odpowiedzialności



Jak wszyscy pewnie zauważyli wydaliśmy kolejną książkę o sprawach pruskich, czyli w istocie krzyżackich. Moglibyśmy tego w ogóle nie robić, zająć się czymś innym, ale ja osobiście mam głęboką potrzebę penetrowania miejsc i obszarów, których nikt nie odwiedza, jak jakiś szczur kanałowy.

Ktoś powie, że przecież sprawy polsko-krzyżackie są znane i dość oczywiste. Jasne, są tak samo oczywiste, jak katastrofa w Smoleńsku, albo nawet bardziej.

Jak wiecie minęło półtorej dekady od momentu, kiedy zacząłem prowadzić bloga i uruchomiłem wydawnictwo. To dużo i mało. Historia komunikacji w jakiej wszyscy uczestniczymy zatoczyła nie jedno, ale kilka kół. I zawsze kończyła się w tym samym miejscu – pod Grunwaldem.

Ludzie zajmujący się promocją treści dla narodu istotnych zajmowali się w rzeczywistości zubażaniem i ociosywaniem tematów oklepanych. Co zawsze doprowadzało ich pod Grunwald, bo tam nie ma z czym dyskutować. Był sukces, byli bohaterowie i trzeba tę wiedzę udostępnić młodzieży.

Niedawno napisałem tu, że nie ma w Polsce porządnej monografii bitwy grunwaldzkiej. Jeden z czytelników zaprzeczył i wymienił książkę Nadolskiego, która ma 142 strony i jest jakimś żartem. No, ale to też jest zachowanie typowe – to nieprawda, że nic nie mamy! O, proszę! Mamy książkę napisaną na podstawie niczego i jeszcze trochę niczego! Albośmy to jacy tacy?

O co w tym chodzi? Żeby nikt nie psuł komfortu i nie wskazywał na możliwość innych niż zatwierdzona interpretacji zdarzeń. No i o to jeszcze, by nie wspominać za często jak głęboki był konflikt polsko-krzyżacki i jak straszliwe konsekwencje przyniósł zawarty kompromis. Nie można tego czynić, albowiem ilość analogii do tego zaniechania, które ujawnią się same i wypłyną niczym trupy na bagnie, które przegniłe liny oddzieliły od obciążników trzymających je przy dnie, będzie porażająca. W zasadzie w każdym wymiarze: politycznym, kulturalnym, osobistym i psychologicznym.

Spróbuję dziś omówić wszystkie te aspekty po kolei, ale jak mi się nie uda, nie miejcie do mnie pretensji.

Zaczniemy od polityki. Całe Prusy złożyły hołd Kazimierzowi Jagiellończykowi, którego uznały za swojego pana. Tak szlachta bowiem, jak i miasta miały dosyć Krzyżaków. Uczyniły to stany pruskie w dobrej wierze, popierając swoje propozycje pieniądzem.

Czy król wyszedł naprzeciw ich oczekiwaniom? I tak i nie. Hołd przyjął, ale obronić kraju nie potrafił. Zdarzyła się bowiem niefortunna bitwa pod Chojnicami, o której się czasem wspomina. Bitwa, która pogrzebała nadzieje na inkorporację całych Prus, aż hen, za Królewiec. Był to najgorszy błąd polityczny jaki Polacy popełnili w całej swojej historii.

Co było przyczyną? Moim zdaniem personalia. Można wymienić długą listę ludzi, którzy zaważyli na tym, że bitwa chojnicka była wygrana przez krzyżaków i tylko jednego człowieka, który doprowadził do klęski – króla Kazimierza. Jeśli cofniemy się nieco wstecz, zauważymy, że w przypadku bitwy grunwaldzkiej też nie za bardzo mamy kogo wymienić.

Sprzedawałem kiedyś książkę pod tytułem „Bohaterowie Grunwaldu” dziś już w zasadzie niedostępną, w której wymienieni byli wszyscy znaczniejsi rycerze polscy biorący udział w starciu. Jak myślicie? Czy oni mają swoje monografie, czy ktoś tych ludzi opisywał, w różnych kontekstach, tworząc kontent, do którego mogliby się odnieść ludzie z młodszych pokoleń zainteresowani historią? Oczywiście, że nie. W Polsce bowiem chodzi o to przede wszystkim, by cały czas powtarzać w kółko to samo, czyli podnosić zasługi Zawiszy Czarnego, na którym, jak wiadomo można było polegać jak na Zawiszy. I tyle – żadna inna narracja w grę nie wchodzi.

Istotne jest bowiem to, by w każdym kolejnym pokoleniu wskazany przez zasłużone środowiska człowiek lub grupa ludzi, mogli jeszcze raz opowiedzieć tę samą, nie mającą znaczenia bajkę. Przy tym nieszczęsnym Zawiszy, zawsze się mówi o tym, że był on w istocie najemnikiem cesarskim, ale nie miało to znaczenia.

No to teraz niech ktoś wymieni tych krzyżaków, który wysługiwali się jednocześnie swojemu zakonowi, cesarstwu i królowi Polski? Jeśli ktoś taki był, nie miał znaczenia politycznego. Zawisza zaś miał i to powinno zaniepokoić wszystkich, którzy jakoś tam się tą historią interesują.

Wojna Polski z zakonem, zwana wojną trzynastoletnią, opierała się na konkretnych ludziach, którzy dokonywali ważnych wyborów, takich za które odpowiedzieć mogli gardłem. I kiedy szlachta i miasta pruskie zdecydowały się odstąpić od zakonu, należało mieć dla nich ofertę. Nie miał jej kto przedstawić i nie miał jej kto zagwarantować. Polityka polska była płynna i nie skodyfikowana, nie wskazano priorytetów, choć zapewne ktoś tam był świadom tego iż objęcie władzą całego wybrzeża Bałtyku to sprawa życia lub śmierci.

Najgorsze co można zrobić w takim momencie to okazać słabość. Już lepiej wykazać się okrucieństwem ponad miarę niż słabością. No, a tym właśnie skończyła się pierwsza faza wojny trzynastoletniej – słabością. No i odstąpieniem dużej części Prus od Polski.

Przejdźmy teraz do wątków kulturalnych. Mit potęgi zakonu stał się dla nowoczesnych, imperialnych Niemiec jednym z najważniejszych mitów. Mit Grunwaldu stał się dla Polaków zabawą, którą prezentuje się dzieciom, żeby ich nie zanudzać. Bo sprawy poważne realizuje się w innych wymiarach.

Tak, jak napisałem – nie ma porządnej monografii bitwy. Nie ma również żadnych książek popularyzujących epokę, albowiem charakter tej epoki jest całkowicie różny od tego, co obiegowo myśli się o niej w Polsce.

Przypomnę, że jedyna powieść o Zawiszy Czarnym, jaka istnieje, napisana przez Szymona Jędrusiaka, zaczyna się w żydowskiej dzielnicy w Saragossie. Poszła ona w zapomnienie. Można ją oczywiście krytykować, ale nie można jej zapominać. To bowiem świadczy, że jesteśmy tak, jak w przeddzień bitwy chojnickiej, zainteresowani jednowymiarową wizją przeszłości, a i teraźniejszości także, i do tego wierzymy iż umowa nie przypieczętowana krwią może coś znaczyć. Powtarzamy te swoje bajki z nieszczerą miną i domagamy się, by inni w nie wierzyli.

Jakie są konsekwencje polityki kulturalnej Niemiec, opartej na micie krzyżackim i jakie są metody jej prowadzenia? Bardzo proste. Oto Kurier Szczeciński, oznajmił właśnie, że pani Brygida Helbig została miejską pisarką Szczecina. Mieszka ona od dawna w Niemczech, ale urodziła się i wychowała w Szczecinie, a jej rodzice pochodzą z kresów. Teraz zaś będzie w sposób upoetyzowany wskazywać na wielokulturowość tradycji miasta. Ta zaś jest faktem.

Nie ma jednak takiej wielokulturowości, w której nie ujawniłby się nurt dominujący. Ten zaś jest po prostu niemiecki. I do tego właśnie, by go podkreślać zatrudniono panią Brygidę. Czy Polska ma jakiegoś pisarza w Niemczech, który by podkreślał inne niż niemieckie aspekty obecne w lokalnej tradycji? Oczywiście, że nie, bo Polska nie prowadziła polityki ekspansji na terenie Niemiec. No, ale robili to, na przykład, Węgrzy.

Jasne jest, że ani budżety, ani tradycja nie pozwolą nam na stosowanie takich metod. Musimy wymyślać inne. Czy ktoś to robi? No skąd. Żyjemy w kraju Lolka Skarpetczaka, czyli w sytuacji, kiedy pieniądze i zaszczyty, jakże przecież nędzne, muszą trafiać do określonych ludzi z określonego środowiska. Czy takie poczynania mają jakąś funkcję? Żadnej, chodzi tylko o to, by wskazywać na całkowitą bezradność, zachowującą przy tym znakomity humor i pewność siebie.

Zupełnie jak przed tą nieszczęsną bitwą pod Chojnicami. Polacy zawsze są przekonani, że mają rację, ale racja ta nie ma znaczenia wobec okoliczności, które są kreowane przez ludzi bezwzględnych i zdecydowanych. Myślę, że są u nas tacy ludzie, a do tego jest ich większość, którzy nie wierzą w istnienie tych bezwzględnych i zdecydowanych. I myślą, że wszystko co się dzieje to takie żarty, żeby im samym było weselej.

I tak niepostrzeżenie przeszliśmy do kontekstu osobistego i psychologicznego, jakże przecież współczesnego i dobrze odczytywanego przez wszystkich dookoła. Nie wiem czy wiecie, ale sławny bloger salonu 24 Cezary Krysztopa, który jest jednocześnie genialnym rysownikiem i komentatorem życia politycznego w kraju, wskazującym na podstępy i bezwzględność Tuska, został odznaczony przez prezydenta złotym krzyżem zasługi.

Niestety nie można było odznaczyć Lolka Skarpetczaka, bo jest postacią fikcyjną, ale gdyby się jakimś cudem zmaterializował, z całą pewnością taki krzyż by otrzymał. Okay, prezydent kończy kadencję i sypie tymi orderami gdzie popadnie, żeby go dobrze zapamiętano. Pewnie nawet nie wie komu je wręcza. No, ale my wiemy. I uśmiechamy się cokolwiek krzywo…

Krzyżacy bowiem nie robią takich błędów i po swojej stronie zawsze mają ludzi, którzy robią rzeczy powszechnie ważne i widowiskowe. Tak widowiskowe, jak bitwa pod Chojnicami. My zaś zajmujemy się organizowaniem zbiorowej terapii dla propagandowego pospolitego ruszenia, które jakoś tam tym mieczem macha, jakoś z tego łuku strzela, ale kogo to może obchodzić? I gdzie to niby ma być prezentowane?

Ktoś może rzec, że mieszam porządki. Jasne, a Niemcy ustanawiając „pisarzy miejskich” ich nie mieszają, prawda? Bo chodzi wszak o krzewienie kultury, tej wysokiej rzecz jasna, niedostępnej dla plebsu.

Postaram się w tym roku opublikować ile się da książek dotyczących historii Prus, Pomorza i Krzyżaków. Bo ciągle jest ich za mało. Wcale zaś nie ma takich, które odnosiłby się do politycznych, szerszych uwarunkowań, decydujących o losie Prus i Polski, w II połowie XV wieku.

Na razie macie to.

75.00zł
Dedykacja autora Nowoczesnym Jaszczurkowcom, którzy pracują i pracować będą wszelkimi sposobami nad odzyskaniem całego polskiego Morza Bałtyckiego od Szczecina po Królewiec.

Gabriel Maciejewski
https://coryllus.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...