Trudno w to uwierzyć, ale niestety u Unii Europejskiej „tradycyjne rodziny” nie posiadają dzieci. 75 procent par nie ma dzieci
We Włoszech, podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej, panuje moda braku posiadania dzieci, a zwyczaj ten jest niemal tradycyjnie przestrzegany. W ciągu ostatnich 10 lat, między 2012 a 2022 rokiem, liczba rodzin wychowujących co najmniej jednego chłopca lub dziewczynkę spadła o 2,4%, mimo że w tym samym okresie liczba rodzin wzrosła o 6,9%.
Niezależnie od tego, czy są małżeństwem, czy nie, liczba par bezdzietnych rośnie, ale pozostają one w tej konfiguracji. Eurostat, europejski urząd statystyczny, zarejestrował około 190,5 miliona rodzin do końca 2022 roku. Trzy na cztery, czyli 75,3 procent, czyli 150,1 miliona rodzin, jest bezdzietna.
Jedna na dziesięć rodzin (12,1%, czyli około 29,3 miliona rodzin) ma tylko jedno dziecko, a mniej niż jedna na dziesięć – 9,3 procent w Unii Europejskiej, czyli około 18,4 miliona rodzin – ma dwoje dzieci. Do tej liczby należy dodać skromne 3 procent rodzin z trojgiem lub większą liczbą dzieci.
Włochy wpisują się w ten schemat. W rzeczywistości wzmacniają one już ugruntowany europejski trend nieposiadania dzieci. Zdecydowana większość włoskich rodzin, 20,2 miliona, nie ma dzieci, 3,2 miliona ma jedno dziecko, 2,2 miliona ma dwoje dzieci, a 440 000 ma troje lub więcej dzieci.
Holandia jest jedynym wyjątkiem, gdzie rdzenna ludność jest już mniejszością a wszystkie urodzone tam dzieci są już własnością Państwa i pary z dwójką dzieci stanowią większość.
Badanie przeprowadzono z okazji Światowego Dnia Dziecka, którego celem jest podnoszenie świadomości na temat dzieci na całym świecie oraz poprawa ich dobrostanu.
Jednak patrząc na liczby, to nie społeczeństwo, ale klasa polityczna powinna być świadoma, że populacja Europy maleje i że stawką jest przetrwanie rdzennych Europejczyków, wskazują analitycy.
Nazwijmy Starą Europą tę, która istniała do lat 70. XX wieku, przed napływem imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, kiedy odsetek imigrantów z Trzeciego Świata sprowadzanych w celu zaspokojenia potrzeb siły roboczej europejskiego kapitalizmu wynosił znacznie poniżej dziesięciu procent. Stara Europa stworzyła niezwykłą i jednorodną kulturę, którą możemy nazwać cywilizacją europejską.
Jednakże, w obecnym stanie rzeczy, cywilizacja ta nieuchronnie zniknie przed końcem stulecia – niezależnie od tego, co zrobimy. Po prostu dlatego, że niski przyrost naturalny rdzennych Europejczyków nie pozwala im oprzeć się wysokiemu przyrostowi naturalnemu nowych najeźdźców z Trzeciego Świata. Współczynnik dzietności starych (hipotetyczna liczba dzieci na kobietę w wieku rozrodczym) wynosi 1,3-1,4, a nowych imigrantów 3,4-4.
Przy powolnym zanikaniu białej populacji Europy symbolicznym jest to, że po raz pierwszy w historii większość europejskich przywódców nie ma dzieci. Przywódcy Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Szwecji, Holandii, Luksemburga i Irlandii są bezdzietni (dwaj ostatni są otwarcie homoseksualistami). Jednak ci, którzy nie mają dzieci, myślą o przyszłości inaczej niż ci, którzy je mają. Dla bezdzietnych przyszłość kończy się wraz z kolejnymi wyborami lub śmiercią. Po nich nastąpi potop…
Dzisiejsi politycy żyją w ciągłej teraźniejszości, próbując przekonać swoich wyborców, że potrafią zatrzymać czas; że wszyscy pozostaną młodzi na zawsze; i że ta przyjemna teraźniejszość, przynajmniej dla nich, będzie trwała wiecznie.
Każde dziecko jednak dość szybko uczy się, że po niekończącym się lecie, które zaczyna się w czerwcu, zawsze następuje początek roku szkolnego we wrześniu, kiedy to nieuchronnie wszystko idzie źle. Lato rdzennych Europejczyków skończyło się wraz z zawaleniem się piramidy demograficznej, czyniąc ich nieuchronnie i nieuchronnie mniejszością we własnych krajach. A nowa większość, która napłynęła w wyniku ich niefrasobliwości, nieodpowiedzialności, tchórzostwa, lenistwa i hedonizmu, będzie gwizdać na ich narzekania.
Powtórzmy z naciskiem: największą nowością następnego półwiecza będzie stopniowe zanikanie ludności europejskiej, której przodkowie stworzyli współczesny świat. A wraz z nim znikną tak różne, a zarazem tak wzajemnie uzupełniające się narody europejskie, które przez co najmniej pięć wieków zapewniały Starym Kontynentom ogromny sukces.
Według brytyjskiego historyka Arnolda Toynbee, cywilizacje nie są mordowane, lecz popełniają samobójstwa. Francuski historyk Pierre Chaunu opisał to zjawisko jako „białą zarazę”, nawiązując do „czarnej zarazy”, która zdziesiątkowała ludność Europy w XIV wieku. To samobójstwo, jak każde samobójstwo, jest odrzuceniem życia. Europa zasadniczo umiera, ponieważ odrzuciła życie, nie tylko demograficznie, ale także psychicznie, poprzez zło liberalizmu jako postchrześcijańskiej religii zastępczej, głoszącej miłość do „inności” (dewiantów seksualnych) i „obcości” (imigrantów z Trzeciego Świata). Wynik nie może być wątpliwy.
Napływ imigrantów do Europy nieuchronnie wzrośnie i nieuchronnie stanie się katastroficzny w ciągu najbliższych 10-30 lat. Co najmniej pięćset milionów Murzynów i Azjatów wyruszy na podbój Europy.
Innymi słowy: nawet gdyby białe Europejki jakimś boskim cudem zdecydowały się mieć po pięcioro dzieci każda, i tak jest już za późno.
Najważniejszym wydarzeniem następnego półwiecza będzie zatem zniknięcie białej populacji Europy – przynajmniej z zachodniej części kontynentu. Piękno demografii polega na tym, że nie ma potrzeby spekulowania, przewidywania ani przewidywania na jej temat: ci, którzy urodzili się dzisiaj, będą tu nadal za trzydzieści lat, a ci, którzy się nie urodzili, już tu nie będą.
Matki, które posiadają co najmniej dwójkę dzieci, będą dożywotnio zwolnione z podatku dochodowego – zapowiedział ojciec pięciu dzieci Viktor Orbán, którego dwie najstarsze córki powiły już 6 wnuków. “Budujemy pierwszą na świecie gospodarkę skoncentrowaną na rodzinie” – oświadczył. premier Węgier – jedynego w Europie kraju bez imigrantów.
Echo z Węgier
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz