wtorek, 1 marca 2022

Akademia Nauk im. Morozowa?




Za Stalina („za Stalina – dyscyplina”) jednym z niezliczonych gierojów Zwiazku Radzieckiego był Pawlik Morozow. Gierojem został z tego powodu, że za namową matki, która chciała zrobić na złość mężowi – złożył donos na własnego ojca, który miał pomagać uciekinierom z łagrów.

Ojciec oczywiście nie przeżył tego eksperymentu, ale oprócz plusów dodatnich miało to też plus ujemny – bo bez męża matka nie była w stanie utrzymać rodziny. Ale ten plus ujemny został przez Pawlika Morozowa przekuty w plus dodatni. Zaczął mianowicie regularnie donosić na chłopów ukrywających zboże – ale już za pieniądze, jako tzw. „seksot” (skrót od rosyjskich słów: siekrietnyj satrudnik, czyli tajny współpracownik).

Z tego powodu został zabity i jako męczennik za świętą sprawę socjalizmu został gierojem, w którym upodobał sobie sam Ojciec Narodów.

Kiedy po II wojnie światowej Polska została przez swoich sojuszników („niech żyją nasi sojusznicy, Amerykanie i Anglicy!”), została oddana Józefowi Stalinowi, co to „usta słodsze miał od malin”, po etapie oswajania, Polska wkroczyła w etap ostrej sowietyzacji. Jednym z jej elementów było zlikwidowanie Polskiej Akademii Umiejętności i Warszawskiego Towarzystwa Naukowego, na miejsce których partia w 1951 roku utworzyła Polską Akademię Nauk. Celem tej instytucji było utrzymywanie w ryzach naukowców oraz ustalanie i podawanie do wierzenia prawd, które musiały być przyjmowane „powszechnie i bez zastrzeżeń”.

Pierwszym prezesem PAN był biolog Jan Dembowski, który w normalnych, przedwojennych czasach, był profesorem Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Po zajęciu miasta przez Sowietów, zaczął duraczyć tam studentów marksizmem-leninizmem, po wojnie został attache naukowym przy ambasadzie polskiej w Moskwie, zaś od 1952 roku – prezesem PAN, gdzie oddawał się m.in. popularyzowaniu łysenkizmu.

Łysenkizm, podobnie jak marksizm-leninizm, był to rodzaj pseudonaukowego szamaństwa, w którym właśnie z tego powodu Józef Stalin szczególnie sobie upodobał, a które tacy stalinowcy, jak np. członek PAN Kazimierz Petrusewicz, propagowali aż do lat 60-tych, chociaż Stalin już nie żył, więc wcale nie musieli.

Potem, to znaczy w latach 1957-1962 prezesem PAN był filozof Tadeusz Kotarbiński, sportretowany przez Janusza Szpotańskiego w postaci „Teofoba Doro”; „Teofoba” – bo prof. Kotarbiński był zapamiętałym ateistą. Toteż w „Pleplutkach Teofoba Doro” pisze m.in: „Widząc jak Piotra męczy starość i zgrzybiałość, ogarnia Jana litość i serdeczna żałość. Więc powiada do niego: Piotrze, masz sklerozę. Czas po temu, byś zażył cyjankali dozę. Tako rzekłszy, z uśmiechem wręcza mu ampułkę. Lecz Piotr mu nie dowierza; kładzie ją na półkę, potem przez roztargnienie wyrzuca ją w wodę. Tak i sobie nie ulżył i zatruł przyrodę.”

W pleplutce zatytułowanej „Pognębienie krytyka”, czytamy z kolei: „Pewien krytyk zawistny, w którym żółć się kwasi, powiedział, żem jest głuptak i że mózg mam ptasi. Atoli zmilkł, gdym spytał: Zali to jest fraszka, wejść między profesory, gdy się ma mózg ptaszka?”.

W tamtych czasach wszystko było jednak możliwe; ludzie rośli wraz z krajem i np. Jan Olszewski wspomina, jak to wybitnym naukowcem i działaczem państwowym został znakomicie ukorzeniony dawny lwowski szewc. Takie były szybkie ścieżki awansu społecznego.

[No a w obecnych czasach niejaka Greta Thunberg została obwołana jednym z najwybitniejszych naukowców [!!!] XXI wieku… – admin]

W miarę jednak gdy komunizm zaczął coraz głębiej zapadać na uwiąd starczy, Polska Akademia Nauk zwolna powracała do normalności – oczywiście jak na garbatego, bo partia i bezpieka nigdy nie przestały jej nadzorować. Po sławnej transformacji ustrojowej proces ten nawet jakby przyspieszył, ale historia, jak wiadomo, się powtarza tym bardziej, że po okresie pieriedyszki, w rewolucji komunistycznej znowu zaczynamy wchodzić w etap surowości, ze wszystkimi jego atrakcjami. Proces ten nie omija Polskiej Akademii Nauk, która najwyraźniej zaczyna wracać do swoich korzeni i najwyraźniej staje w awangardzie komunistycznej rewolucji.

Właśnie mój Honorable Correspondant nadesłał mi „Regulamin przyjmowania i wyjaśniania zgłoszeń w zakresie naruszeń prawa Unii”, stanowiący załącznik do zarządzenia Dyrektora Zakładu Historii Nauki PAN nr 2, z dnia 20 stycznia 2022 roku.

Jest tam zawarty wokabularz, wyjaśniający znaczenie terminów nowej politgramoty. Na przykład „Operator”. „Jest to osoba fizyczna lub prawna, świadcząca na rzecz Instytutu obsługę wewnętrznego kanału zgłoszeń”. Oczywiście „operator” sam niczego nie zgłasza, tylko – jak to w bezpiece – prowadzi „działalność operacyjną”. A w działalności operacyjnej wykorzystuje się konfidentów. To znaczy – tak było do niedawna, bo od niedawna konfidentów już nie ma, a na ich miejsce zjawili się „sygnaliści”. Toteż „Regulamin” precyzyjnie definiuje, kto jest „sygnalistą”. Otóż jest to „osoba fizyczna dokonująca zgłoszenia, która zgłasza lub ujawnia publicznie informacje na temat naruszeń, uzyskane w kontekście związanym z wykonywaną przez nią pracą, w szczególności, pracownik Instytutu, osoba, z którą rozwiązana została umowa o pracę lub uczestniczyła w procesie rekrutacji do pracy, a także osoba która świadczy pracę na podstawie innej, niż stosunek pracy, w tym na podstawie umowy cywilnoprawnej na rzecz Instytutu”.

Z kolei w następnym dokumencie, to znaczy – w „Informacji na tablicę ogłoszeń, stronę internetową oraz dla pracowników” zawarty jest gorący apel do „sygnalistów”:

„Sygnalisto! W Instytucie Historii Nauki im. Ludwika i Aleksandra Birkenmajerów Polskiej Akademii Nauk, funkcjonuje wewnętrzny kanał dokonywania zgłoszeń dotyczących naruszeń prawa Unii Europejskiej. Jeśli masz wiedzę lub podejrzenia na temat nieprawidłowości, które posiadłeś w związku z pracą wykonywaną na rzecz Instytutu lub jego podwykonawców, albo dążeniem do zawarcia umowy, masz możliwość zgłoszenia tego. Otrzymasz gwarancje poufności oraz ochrony, jaka należy się sygnalistom (ochrona o której mowa w dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2019/1937 a dnia 23 października 2019 roku w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii). (…) Zgłoszenia możesz dokonać na dwa sposoby: listownie, na adres Instytut Historii Nauki im. Ludwika i Aleksandra Birkenmajerów Polskiej Akademii Nauk, ul. Nowy Świat 72, 00-330 Warszawa z dopiskiem „Sygnalista” umieszczonym na wierzchniej części koperty bez konieczności wskazywania nadawcy lub osobiście, po wcześniejszym umówieniu się za pośrednictwem poczty elektronicznej (sygnalista.ihn@bims.info)”. Autorem zarządzenia, z którego wynikają wspomniane „regulaminy” jest pan prof. Dr hab. Jacek Soszyński – co podaję do wiadomości, ażeby prawdziwa cnota i gorliwość w służbie i służbie bezpieczeństwa sygnalistów nie pozostała bez nagrody. A my się tak kokosimy z tym izraelskim „Pegasusem”!

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Młodzi Ukraińcy – codzienne lęki w cieniu wojennej propagandy, oligarchii i szowinizmu



55 proc. ukraińskich nastolatków myśli o emigracji, z czego 16 proc. wybiera się do Polski.

Niezależnie od wojennej propagandy – marzenia młodych Ukraińców nie różnią się od nadziei i oczekiwań ich rówieśników z innych peryferyjnych części świata. Może tylko trochę więcej w nich przedwcześnie dorosłego zgorzknienia i nieufności.

Może też bardziej niż młodzież z sąsiednich krajów są podzieleni – barierami nie tylko socjalnymi i klasowymi, ale także odmiennym doświadczeniem historycznym czy językowym. Potwierdzają to badania przeprowadzone jeszcze w ubiegłym roku przez Research Centre PULS z Odessy.

Wewnętrzne pęknięcie

Straszenie świata wojną na Ukrainie poniekąd odwraca uwagę od codziennych problemów tego państwa. A przecież ludzie, zwłaszcza w wieku 14-18 lat nie żyją tam „między jedną inwazją Putina a drugą”, chociaż oczywiście żyjąc w społeczeństwie informacyjnym, a w dodatku silnie polityzowanym – zmuszani są do choćby biernego odbierania informacji i bodźców o charakterze politycznym i ideologicznym.

I tak np. 72 proc. badanych uważa za istotne kwestie praw człowieka. Czy jednak są one przestrzegane w ich własnym państwie? Wprawdzie 42 proc. uważa, że tak, ale aż 39 proc. nastolatków jest przekonana, że jednak nie. Co więcej, im bliżej pełnoletności – tym wątpiących więcej. Więcej powodów do zwątpienia mają wyraźnie mieszkańcy południa kraju, w tym zwłaszcza rosyjskojęzyczni i studenci.

Czy to wynik trwających od 2014 napięć etnicznych – czy także skutek najnowszej burzliwej przeszłości tych obszarów? Jak niewiele osób na Zachodzie wie, 2. maja 2014 r. w Odessie, podczas ataku skrajnych nacjonalistów ukraińskich na uczestników manifestacji w obronie prawa do posługiwania się językiem rosyjskim – 46 osób zginęło w pożarze Domu Związków, zaś ponad 200 ludzi zostało rannych. Tymczasem ok. 35 proc. młodych Ukraińców nigdy nie słyszało o wydarzeniach sprzed niespełna 8 lat! Oczywiście, proporcja ta zmniejsza się wśród mieszkających na południu i wschodzie kraju. Tam również aż 52 proc. ankietowanych określa to zdarzenie jako „tragedię”. Z kolei na Zachodniej Ukrainie aż 24 proc. młodych Ukraińców zgadza się, że śmierć ich rodaków była „Zwycięstwem nad pro-rosyjskimi separatystami”.

Nie ma miejsca dla „obcych”?

Dodatkowe światło na tak dalece posuniętą polaryzację rzuca badanie mające wykryć poziom ksenofobii wśród młodzieży. Nie można zapominać, że ważnym, a kontrowersyjnym elementem ukraińskiej polityki historycznej jest oficjalny kult antysowieckich organizacji zbrojnych, które podczas wojny czynnie kolaborowały z Hitlerem i brały udział w przeprowadzaniu Holocaustu. Oficjalnym wzorem dla ukraińskiej młodzieży szkolnej miałby być Stepan Bandera, w latach 40-tych przywódca nazistowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, osobiście odpowiedzialny za masowe mordy ukraińskich Żydów i innych mniejszości, a także osób podejrzewanych o komunizm i poglądy lewicowe.

Po wojnie Bandera uniknął kary, podjął współpracę z wywiadami amerykańskim i brytyjskim, zanim został w 1959 r. zamordowany przez sowieckiego agenta. Czy ukraińska młodzież naprawdę ulega naukom tego, który domagał się od swoich zwolenników m.in. „Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy” oraz „Nienawiścią oraz podstępem będziesz przyjmował wrogów Twego Narodu”?

Niestety, przynajmniej częściowo tak – aż 35 proc. nastolatków nie widzi miejsca na Ukrainie na Rosjan, 26 proc. dla Arabów, 25 proc. nie chciałoby, żeby mieszkańcami ani nawet gośćmi ukraińskiego państwa byli Żydzi. W tym specyficznym rankingu popularności szerzej akceptowani jako „bliscy przyjaciele” są niemal wyłącznie Amerykanie (25 proc.), natomiast aż 75 proc. ankietowanych jako członków bliskiej rodziny wyobraża sobie wyłącznie innych Ukraińców. Kilka lat intensywnej propagandy nacjonalistycznej i jingoistycznej – zrobiło jednak wiele zła…

Uciec, byle dalej…

A przecież poza tym młodzi Ukraińcy nie różnią się od rówieśników, w dodatku zaś doskonale wiedzą, że ich przyszłość we własnym kraju, wciąż poddanym władzy oligarchów – jest co najmniej wątpliwa. Aż 55 proc. nastolatków myśli o emigracji, z czego 28 proc. ambitnie marzy o Stanach Zjednoczonych, ale aż 16 proc. realistycznie zadowoliłoby się pracą czy studiami w Polsce, a 11 proc. w Czechach. Czemu chcą uciekać czy sytuacja na Ukrainie nie uległa poprawie po 2014 r. i zwycięstwie sił prozachodnich? Aż 39 proc nie widzi żadnych pozytywnych zmian, 17 proc. uważa, że jest nawet gorzej, a tylko 21 proc. sądzi, że doszło do poprawy.

A czy sami poparliby tamten przewrót? 36 proc. nie umie odpowiedzieć, 33 proc. z całą pewnością nie poszłoby na tamten Majdan, 31 proc. być może naśladowałoby rodziców manifestujących przeciw ówczesnym władzom i za przyspieszoną integracją z Europą.

Ile Ukrain?

Badania potwierdzają, że inaczej niż przedstawia się w Zachodnich mediach – nie ma jednej Ukrainy, a różnice między mieszkańcami poszczególnych regionów są znaczne i potencjalnie antagonizujące. 72 proc. nastolatków na pytanie o poziom zaufania odpowiedziało, że w jakichkolwiek relacjach z innymi zachowa daleko posuniętą nieufność. 55 proc. nie widzi możliwości, sensu ni potrzeby prowadzenia jakiejkolwiek aktywności politycznej i społecznej. 46 proc. zastrzega, że „nie każdy może dziś na Ukrainie swobodnie wyrażać własne poglądy”. Zadziwiająca jak na ten wiek dojrzałość…

A jednak między 91 a 98 proc. ankietowanych deklaruje się jednoznacznie jako Ukraińcy – choć 42 proc. uważa, że może to być zarówno powód do dumy, jak i do wstydu. I dla dopełnienia obrazka warto dodać, że na Południu, Wschodzie i Centrum kraju między 40 a 61 proc deklaruje się jako dwujęzyczni, ukraińsko i rosyjsko, podczas gdy wskaźnik ten na Zachodniej Ukrainie spada do zaledwie 5 proc. wobec 94-procentowej przewagi wyłącznie ukraińskiego.

Bez przyszłości – bez nadziei?

Współcześni Ukraińcy poddani są nie tylko geopolitycznej presji Rosji, ale wciąż mają z nią szereg powiązań historycznych i kulturowych. Jednocześnie zaś trwa potężny ekonomiczny i cywilizacyjny nacisk ze strony zachodniego liberalnego kapitalizmu. Zaś sytuacja wewnętrzna jest pokłosiem kilku dekad oligarchii i praktycznie zaniku państwa, zwłaszcza w jego aspekcie społecznym, jako dobra wspólnego, czynnika zaufania, stałości i opieki. Poczuciu braku perspektyw towarzyszy więc naturalny wzrost frustracji, kanalizowanej pobudzaniem ksenofobii i presją emigracyjną, znowu przede wszystkim w interesie zachodnich rynków pracy. Ukraińska młodzież jest zniechęcona, nie widzi sensu własnej aktywności, a własną przyszłość widzi przede wszystkim poza krajem. Żadnego z tych problemów nie rozwiąże ani wojenna propaganda, ani tym bardziej wysłanie tych młodych ludzi na front, by zabijali i ginęli z rąk takich samych rówieśników z Rosji czy Donbasu. Tymczasem jedyną odpowiedzią, jaką dla zgorzkniałych i pozbawionych złudzeń młodych Ukraińców mają USA i UK – pozostają karabiny, wizja wspaniałego kapitalizmu i obietnica pracy za płacę minimalną na Zachodzie…

Konrad Rękas

Badanie przeprowadziło niezależne Research Centre PULS, Odessa, Ukraine we współpracy z the International Expert Club, w dniach 4-21 kwietnia 2021 r., na próbie 1200 respondentów w wieku 14-18 lat, reprezentatywnej pod względem socjodemograficznym (wieku, płci, typu zamieszkania, makroregionów), przy RR3 = 61 proc., z prawdopodobieństwem 0.95 przy błędzie statystycznym nie przekraczającym 2.9 proc.

https://chart.neon24.pl

Trujące grzybki




Zwolennicy postępu uważają, że rozwoju technologii oraz zmian generowanych przez ten rozwój w żaden sposób nie da się zatrzymać. Nie pomogą tu żadne argumenty społeczne ani moralne.

Jeżeli udało się na przykład sklonować owcę nieuchronny jest dalszy rozwój prac w tej dziedzinie prowadzący do klonowania człowieka. Jeżeli powstała broń jądrowa nie ma sensu zabiegać o likwidację arsenałów tej broni i przeciwstawiać się jej użyciu choć powszechnie znana jest jej niszczycielska potęga realnie zagrażająca istnieniu ludzkości i naszej błękitnej planety.

Faktycznie nic nie było w stanie powstrzymać rewolucji przemysłowej choć zmieniła ona radykalnie stosunki społeczne i zabrała pracę milionom ludzi. Nie powstrzymali jej luddyści niszczący krosna w Nottingham, Yorkshire czy Manchesterze ani nie powstrzymał bunt łódzkich tkaczy w 1861 roku.

Współczesny neoluddyzm przejawia się niechęcią wobec eksplozji techniki informatycznej. Nie ma jednak potrzeby karania przeciwników postępu informatycznego jak kiedyś luddystów, są nieliczni i wykruszają się sami.

Jak donoszą agencje informacyjne (podaję za https://mlodytechnik.pl/technika/29551 ) – tysiące Szwedów wszczepiło sobie w ręce mikroczipy firmy BioHax wielkości ziarenka ryżu, które przechowują kody dostępu do różnych obiektów i pozwalają na zakup biletów komunikacyjnych. Konduktorzy skanują ręce pasażerów po dokonaniu przez nich rezerwacji biletów online. Implanty te wykorzystują technologię Near Field Communication, stosowaną również w kartach kredytowych. Są „pasywne”, co oznacza, że przechowują dane, które mogą być odczytywane przez inne urządzenia, ale same nie mogą odczytywać informacji.

Żaden ze stosowanych obecnie implantów przeznaczonych dla ludzi nie zawiera urządzeń namierzających, ale nie jest to przecież wykluczone w przyszłości. Dane umieszczone w nośnikach można bez trudu wykraść, skopiować czy nawet zmodyfikować. Dlatego zdaniem ekspertów na wszczepianie do ciała ludzkiego chipów jest jeszcze za wcześnie. Uprzedzenia są zbyt silne, a obawy uzasadnione.

Pierwszą osobą, której wszczepiono pod skórę chip RFID był w 1998 roku Kevin Warwick, profesor cybernetyki Uniwersytetu w Reading. Dzięki implantowi mógł swobodnie poruszać się po budynku instytutu.

W 2004 klienci hiszpańskiej dyskoteki, mogli dzięki czipom bezgotówkowo płacić w barze, W 2015 roku szwedzka spółka Epicenter, jako pierwsza wszczepiła swoim pracownikom chipy RFID. Rok później argentyński klub piłkarski Atlerico Tigre wprowadził tzw. „Passion Ticket”. Był to bilet umieszczony w chipie wszczepianym pod skórę kibiców, dzięki czemu nie musieli oni nosić dokumentów oraz papierowych biletów. Rok temu, belgijska spółka Newfusion przeprowadziła akcję chipowania swoich pracowników, którzy nagminnie gubili elektroniczne karty dostępu do zakładu.

Dzięki mikroczipom wszczepianym sportowcom można by bez kosztownych badań kontrolować i zwalczać użycie substancji dopingujących. Użyteczne mogłyby być również czujniki medyczne, na przykład badające poziom cukru we krwi pacjenta czy sygnalizujące niebezpieczeństwo zawału oraz udaru. Zgoda pacjentów na wszczepianie im mikroczipów odgrywa tu rolę przysłowiowej stopy w drzwiach.

Podobnie było przecież z wymuszeniem powszechnego gromadzenia pieniędzy na kontach bankowych. Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia pracując jako redaktor i tłumacz stacji Planete odbierałam honoraria w kasie w budynku Canal Plus. Pewnego dnia kasa została zlikwidowana, a pieniądze można było otrzymać wyłącznie przelewem na konto. Chcąc nie chcąc założyłam konto w banku. Renty i emerytury też przynosili kiedyś do domu listonosze, co było bardzo wygodne dla starszych osób, a bezpowrotnie zostało zlikwidowane.

Nachalne reklamowanie w mediach płacenia telefonem czy zegarkiem (rzeczywiście bardzo wygodne na nartach czy na plaży) oznacza, że definitywnie kończy się era pieniądza papierowego i metalowego. Jeżeli na to pozwolimy, jeżeli zgodzimy się, że nasz stan posiadania to tylko zapis cyfrowy na łatwym do zlikwidowania jednym ruchem koncie stracimy raz na zawsze kontrolę nad naszym stanem posiadania.

Jak uczy historia można odebrać nam nieruchomości i ziemię jednym prawnym (a raczej bezprawnym) aktem jakim był choćby dekret Bieruta lecz jest to rezultat wojny, rewolucji, brutalnej zmiany stosunków społecznych i własnościowych. Można było oczywiście zrabować naszą biżuterię, złoto i dzieła sztuki, można było karać za posiadanie obcych walut więzieniem i śmiercią lecz to wymagało czynnego, stale obecnego aparatu przemocy. Obecnie można pozbawić nas dostępu do naszych środków niespostrzeżenie dla nas samych, dla innych, dla kogokolwiek.

Niewielu z nas nie docenia pozytywnego znaczenia rozwoju technik informatycznych godząc się jednocześnie na niesione przez nie zagrożenia. Witana z wielkim entuzjazmem edukacja zdalna, której rozwój przyspieszyło pojawienie się pandemii, przyniosła jako efekt uboczny atomizację społeczeństwa oraz falę samobójstw wśród dzieci i młodzieży, której nie zdoła zapewne zlikwidować zakładanie sieci szpitali psychiatrycznych przeznaczonych dla tej grupy wiekowej i nieuchronna medykalizacja dzieci czyli wciągnięcie ich na listę dożywotnich klientów firm farmaceutycznych.

Edukacja zdalna przyniosła również zapaść w poziomie nauczania, której jeszcze do końca nie dostrzegamy i nie doceniamy. W ciągu kilkudziesięciu lat belfrowania tylko kilka razy zdarzyło mi się tłumaczyć dorosłym ludziom dodawanie ułamków na torcie i zawsze byli to ludzie opóźnieni w rozwoju. Obecnie prawie co tydzień zmuszona jestem dyskretnie wziąć na stronę jakiegoś maturzystę żeby wytłumaczyć mu działania, które powinien zrozumieć w młodszych klasach szkoły podstawowej. Wielu problemów nawet jeszcze nie

https://youtu.be/ERkctW8yFAw

Zwolennicy nieuchronnego postępu, zwolennicy wcielania w życie wszelkich pomysłów ludzkości wydają się rozumować według schematu – jeżeli zebrało się trujące grzybki trzeba koniecznie je zjeść bo szkoda byłoby chodzenia po lesie.

Izabela Brodacka Falzmann
https://naszeblogi.pl

A może by tak zacząć od początku?

17 lutego, dzień 717.

Wpis nr 706
zakażeń/zgonów
5.495.615/109.205
Od razu wyjaśnię, szczególnie dla niewierzących oponentów, bo się będą zaraz czepiali. Będzie dziś sporo o papieżu. I będę go oceniał. Tu zawsze wyskakują skrupulatni ateusze i wskazują (mądrale, tu akurat znają zasady wiary katolickiej na wyrywki), że istnieje coś takiego jak dogmat nieomylności papieża i katolikom krytykować go nie wolno.

Po pierwsze – katolikom, jak wszystkim ludziom, wolno właściwie wszystko, poza rzeczami zabronionymi, za których popełnienie ponosi się odpowiedzialność. Co wcale nie znaczy, że się ich nie popełnia. Po drugie – dogmat nieomylności papieża dotyczy wyłącznie spraw wiary, a tu nie o religijnym posłannictwie Kościoła będzie mowa.

[Jest jeszcze po trzecie. Otóż nieomylność papieska ma miejsce tylko przy jego wypowiedziach ex cathedra. A więc żeby papieskie nauczanie uznawane było za nieomylne, musi spełniać jednocześnie następujące warunki:

  1. Przywołanie urzędu następcy św. Piotra – biskupa Rzymu (stąd nauczanie „z katedry”).
  2. Określenie definitywności danego nauczania.
  3. Określenie danego nauczania jako wypływającego z Objawienia Bożego.
  4. Nauczanie musi dotyczyć spraw wiary lub moralności.

Admin]

Postępowanie Watykanu, a właściwie jego obecnej głowy, Papieża Franciszka, nie bardzo mi się podobało jeszcze grubo przed pandemią. Papież miał jakieś ciągi dziwnych wypowiedzi, a to o równościowych trendach, a to o ekologii. Coraz bardziej zaciągał doczesnością. Te same terminy, co w mainstreamie. Wciąganie transcendencji w bieżączkę.

Martwiłem się tym już bardziej za kowida, bo widziałem, że kościół hierarchiczny (niestety musze używać tego terminu, by odróżnić go od kościoła ludowego) wchodzi w niebezpieczne mariaże z władzą, opuszcza wiernych w obrządkach, ba – nawet eskaluje obostrzenia władz cywilnych.

Szczególny sygnał szedł z Watykanu. A to jakieś potajemne spotkania z szefami Big Farmy, dziwnie utajniane co do szczegółów. A to deklaracje – przecież nie do obywateli Watykanu, ale do całej społeczności katolików – że szczepienie jest „aktem miłości”, poprzez widowiskowy sanitaryzm przy wejściu do Muzeów Watykańskich (maseczki, paszporty kowidowe i opaski), aż do nakazu szczepień, pod rygorem zwolnienia z pracy pracowników Watykanu. Wszystko to okraszone hipokryzją i modlitwami za tych, których kowid… pozbawił pracy.

Teraz, kiedy szczepionki pokazały swoją nieskuteczność, Watykan wciąż trzyma wysoko, nawet wyżej niż Włochy, standardy sanitaryzmu. Na tyle, że w prasie katolickiej odezwał się ekspert, dr Peter McCullough, że takie działania noszą znamiona naruszenia Kodeksu (nomen omen) Norymberskiego, który zaraz po wojnie i doświadczeniach z eksperymentami medycznymi ostro uregulował kwestie ścigania sprawców przymuszających do niechcianych terapii i eksperymentów.

Lekarz wezwał Watykan do natychmiastowego zaprzestania szczepień (są tam już po trzeciej dawce przypominającej) i ich promowania. Bo postawa Watykanu nie dotyczy tylko samego państewka, ale oddziałuje jako szkodliwy przykład na inne kraje.

Wydaje mi się, że i papież, i Watykan pod jego przewodem, uwikłali się w całą awanturę, biorąc na siebie brzemię współodpowiedzialności za zachowanie wymuszone przez globalistyczny biznes i globalistyczne władze w stosunku do ponad miliarda ludzkości. Wydaje mi się, że całkiem niepotrzebnie. Dało to asumpt do gorszącego flirtu z Big Farmą, wspierania doczesnych polityk, naruszenia Prawa Kościelnego, wreszcie – dosiewania paniki wśród wiernych i opuszczania ich w obrządku i potrzebie. I teraz ten opór w przegranej sprawie tylko może zaostrzyć metody, o czym pisałem wczoraj. Tyle, że w odniesieniu do władz cywilnych.

[Czy papież „uwikłał się” w awanturę – czy może był jej współtwórcą? – admin]

A u nas? Ano, bywało różnie, ale wielu hierarchów poddało się postawie Watykanu. A nie musiało. Skoro episkopat niemiecki wydał oświadczenie o tym, że będzie błogosławił parom jednopłciowym, hierarchowie mówią o zniesieniu celibatu i dopuszczaniu do kapłaństwa kobiet i nic mu się nie stało ze strony Stolicy Piotrowej, to, jak widać, jest tu pewna autonomia.

No, chyba, że w kwestiach kowidowych Kościół jest bardziej restrykcyjny niż w kwestiach doktrynalnych. Co byłoby dość niepokojące, choć patrząc na poczynania Watykanu z pandemii, niezbyt zaskakujące. W dodatku zmroziła mnie wypowiedź jednego z księży na kowidowym sympozjum u ojca Rydzyka, że kościół prawosławny w Polsce bardziej się opierał cywilnym obostrzeniom, niż podobno o sto razy bardziej wpływowy – katolicki.

Symptomatyczny jest przypadek ojca Daniela. Najpierw o nim samym. Stworzył on katolicką społeczność „Miłość i Miłosierdzie Jezusa ”, która spotyka się raz na jakiś czas w wielkiej hali w Częstochowie, zaś codziennie zapełnia malutki kościółek w Czatachowie i placyk przed nim tłumami wiernych. Wiernych o wyjątkowym zaangażowaniu ich wiary. Wiem, bo byłem tam ze trzy razy i widziałem Kościół inny niż znany mi do tej pory – głęboki, nie powierzchowny, we wspólnocie z wiernymi, który przypomniał mi na czym polega miłosierdzie i że zło nie jest teoretycznym ciemnym bytem fruwającym w kosmosie, ale jest codziennie wśród nas, pod różnymi postaciami, i że wierzący muszą być czujni by je widzieć i z nim walczyć. O tym, że wiara jest świadectwem, nie tylko obrządkiem.

Sam ojciec Daniel to połączenie prostoty i wyrafinowania wiary. Jego kazania, obrządki, kilku-, a nawet kilkunastogodzinne celebracje, jego charyzmaty, reakcja wiernych – to oczyszczające świadectwo dla „letnich” katolików. Mi to na tyle pomogło, że pierwszy raz od trzydziestu lat poszedłem do spowiedzi, czekając do późnego wieczora na swoją kolej u ojca Daniela. Ojciec Daniel po kilkunastu godzinach odprawiania obrządków i spowiadania udał się, jak codziennie, do pustelni, w której mieszka od 22 lat, a wychodzi z niej tylko, by spotkać się z wiernymi na modlitwie.

Jutro, 19 lutego, decyzją Kurii Częstochowskiej ma się ojciec Daniel udać na półroczne modlitewne odosobnienie, nie może głosić Słowa Bożego i odprawiać mszy dla więcej niż jednej osoby. Za co? No przecież nie za jakieś herezje, ale za… nieprzestrzeganie wymogów sanitarnych.

Tak, tak… I te słowa uzasadnienia decyzji – Kuria zaznacza, że to nie jest kara, a „decyzja administracyjna”, której motywem jest „dobro samego ks. Galusa oraz osób związanych z prowadzoną przez niego grupą”, Jakby człowiek czytał reklamy akcji #SzczepmySie. Restrykcje dla Waszego dobra. Ojciec Daniel wygłosił poruszające oświadczenie i wezwał autorów tego postanowienia, do tego samego: by wspólnie z nim udali się na półroczne modlitewne odosobnienie, przestali głosić Słowo Boże i odprawiali msze dla jednej osoby. Wydaje mi się, że efekt zmian byłby znaczniejszy w przypadku hierarchów z Kurii, bo pół roku sam na sam z Duchem Świętym może dać niezwykłe efekty w zmiękczaniu doczesności dusz. Zwłaszcza, że ojciec Daniel ma specjalny poziom relacji z Duchem Świętym, gdyż głównie jego kontemplacji poświęcona jest jego społeczność.

Kuria chyba nie wie z czym zadziera. Kapłana można drogą wewnętrznych nakazów pozbawić kontaktu z wiernymi (ale za „błędy” sanitarne? Pandemii, która odchodzi w niesławie nadreakcji władz, w tym kościelnych?). Ale co zrobić z tysiącami członków Wspólnoty, którzy co niedziela zjeżdżali się z całej Polski, by być bliżej Boga, goręcej niż ci wspomniani „letni”? Będzie, nie pierwszy, bunt i trzeba będzie się Kurii zwijać.

Niezrozumiała jest też ta nadgorliwość. Przecież już po wszystkim. Kuria walczyła ze Wspólnotą przez całą pandemię, a tu teraz, na samej końcówce taki ekstremizm? To jawna pomsta za nieposłuszeństwo. Ale w czym? W adaptacji kowidowych szaleństw władz cywilnych na grunt Kościoła? Warto? Czy po prostu długo jeszcze przed kowidem zbierało się kapłanowi „gorącej” wiary, aż wreszcie się znalazł pandemiczny kij by uderzyć w pasterza. Ale to stadko bez niego się nie rozbiegnie.

Sprawa doszła aż do Watykanu, który poparł oczywiście stanowisko Kurii Częstochowskiej. No jasne, o błogosławieństwie hierarchów niemieckiego kościoła dla par jednopłciowych można w Watykanie porozmawiać, ale o nienoszeniu maseczek – nigdy.

No, to będzie się działo w malutkim kościółku pod Częstochową. Kto wie, może w Polsce to nie kierowcy skończą tę pandemię, ale gorący katolicy wyposażeni w charyzmaty Ducha Świętego?

Coś mi się widzi, że po tej pandemii trzeba będzie nie tylko z Nowym Światem zaczynać od początku, ale może Kościołowi przydałoby się otrzeźwienie od tego zanurzenia w doczesność i powrót do korzeni?

PS. Właśnie WHO, po dwóch latach pandemii, ogłosiło rewelację, o której foliarze mówią od początku, że osoby zdrowe nie powinny nosić maseczek. Widocznie u ojca Daniela wszyscy byli chorzy. Na wiarę.

Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

https://dziennikzarazy.pl

Tęczowa zaraza



Od kilku dni przez Polskę przechodzą potężne wichury. Tak sobie właśnie pomyślałam, że skoro polskojęzyczni politycy pozwalają na deprawację w miejscu publicznym, skoro rządzący Polską dranie nie chcą chronić polskich dzieci i młodzieży przed ideologią, której celem jest zniszczenie człowieka…

To może chociaż żywioły się z tym uporają? A przynajmniej symbolicznie. Jeszcze chwila, jeszcze moment i ta szmata rozleci się na kawałki. Ale problem niestety pozostanie.

Dlatego po raz kolejny przypomnę o co w tym chodzi (kopiuję mój wpis sprzed kilku miesięcy):

MODA

Wyobraź sobie młodą dziewczynę, która pod wpływem mody narzucanej przez kolorowe czasopisma i otoczenie postanowiła zacząć się odchudzać. Dostała na tym punkcie takiej obsesji, że wpędziła się w groźną chorobę – anoreksję. Charakterystyczne dla osób z anoreksją jest to, że WYDAJE IM SIĘ, że wciąż są grube i jeszcze muszą schudnąć.

Załóżmy, że znasz tę dziewczynę, spotykasz ją na jakiejś imprezie i dostrzegasz, że jest niebezpiecznie chuda – same kości i skóra – co negatywnie odbija się na jej zdrowiu. Widzisz, że dziewczyna niczego nie je, bo przecież myśli ona, że jest za gruba. Czy pozwolisz jej tkwić w przekonaniu, że jest gruba i zaniechasz od zachęcania do tego, by zaczęła się odżywiać (i leczyć)? A może uznasz, że nie należy reagować, bo przecież CZUJE SIĘ ONA GRUBA, więc w imię tolerancji należy uszanować jej uczucia i przekonania. Serio, będziesz się bezczynnie przyglądać temu jak nic nie je, choć za chwilę z braku dożywienia może stracić życie?

WBREW NATURZE

Wyobraź sobie, że na twoich oczach jakiś chłopiec chce skoczyć z dachu wieżowca. Nie, nie chce się zabić. Po prostu jest zaburzony, pogubiony i być może olany przez rodziców, a popieprzeni koledzy z podwórka (i/lub internetu) wkręcili go, że jest superbohaterem i ma nadprzyrodzoną moc, dzięki której może latać jak ptak. No i chłopak chce skoczyć z tego dachu, bo uwierzył, że jest tym, kim NIE JEST! Uwierzył, że ma skrzydła i może unosić się w powietrzu.

Czy pozwolisz skoczyć temu chłopakowi tylko dlatego, że czuje się on superbohaterem i uważa, że może latać? A może jednak spróbujesz go uratować i przekonać, że nie ma on skrzydeł i jak skoczy z dachu, to straci swoje życie…

ZAGŁADA

Benedykt XVI powiedział o ideologii gender, że «jeśli zwycięży, zrobi więcej krzywdy ludziom i narodom niż komunizm». Ale jak to? Przecież komunizm zgładził miliony istnień ludzkich, więc pewnie wydaje Ci się, że to niemożliwe, aby w dzisiejszych czasach – gdzie nawołuje się do „tolerancji” i „praw człowieka” – przebić tak wielką liczbę ofiar.

Moja mama pracowała w szpitalu psychiatrycznym. Na początku lat dwutysięcznych przysłuchiwała się naukowej konferencji dot. problemów i wyzwań w psychiatrii. Naukowcy obserwujący tendencje, prognozowali, że w pierwszej połowie XXI wieku dojdzie do tego, że największa liczba zgonów na świecie będzie spowodowana depresją (samobójstwami).

Mieszkam na warszawskim Śródmieściu, gdzie każdego dnia mijam „tęczowych” ludzi na ulicy (taką tutaj mamy modę). Przyglądam się im. Takiej pustki, samotności i beznadziei w oczach nigdy nie widziałam (nawet jeśli ich usta sztucznie się uśmiechają). Ktoś bardzo zły pozbawił tych ludzi tożsamości, ich jestestwa. Przyjdzie dzień, że oni tego nie wytrzymają.

Nie mam złudzeń i wiem, że ta rewolucja się dokona i przejdzie także przez Polskę. A następnie, jak każda rewolucja, pożre własne dzieci i przyniesie wiele ofiar. Nie wiem jak Ty, ale ja nie mogę bezczynnie się temu przyglądać. Po prostu uważam, że trzeba próbować ratować tych ludzi, nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy na straconej pozycji.

Agnieszka Piwar
https://www.facebook.com

Błędne przywództwo – cz. II



Poprzedni artykuł: https://www.bibula.com/?p=131221

„Jesteśmy ludźmi powinniśmy się smucić, gdy nawet cień tego, co kiedyś było wielkie, przemija”
(William Wordsworth, “On the extinction of the Venetian Republic”)

Czytelnicy niniejszych Komentarzy z pewnością zauważyli, że w zeszłym tygodniu brakło miejsca na obiecaną analizę trzech porównań użytych przez Przełożonego Generalnego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (w skrócie PG) w celu obrony stanowiska Bractwa, zgodnie z którym katolicy mogą zgodzić się na przyjęcie “szczepionki”.

Poniżej krytyka zastosowanych porównań, która broń Boże nie wynika z przyjemności krytykowania Bractwa, ale z tego, że we dzisiejszym wszechogarniającym zamieszaniu bardzo ważne jest to, by myśleć tak jasno, jak tylko możemy. Tylko prawda może być solidnym fundamentem dla dobrego działania.

Odpowiadając na pytania po przemówieniu na temat “Misja Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X” w czasie konferencji Tradycji Katolickiej, która miała miejsce w USA w grudniu 2021 roku, PG rozpoczął od przytoczenia zasad opisanych przez św. Tomasza z Akwinu (Summa Theologica, II-II, 78, 4), zgodnie z którą dopuszczalne jest korzystanie z cudzego grzechu tak długo, dopóki nie uczestniczy się w tym grzechu.

Następnie PG przytacza trzy porównania, by zilustrować zastosowanie tej zasady do przypadku przyjęcia covidowych zastrzyków splugawionych grzechem aborcji od samego początku, bo w ramach badania, testowania i wytwarzania, wykorzystywano tkanki dziecka zabitego poprzez aborcję. Zwróćmy uwagę, że porównania zawsze coś ilustrują, ale także “zawsze kuleją” (jak mówi łacińskie przysłowie), ponieważ zawsze mają dobrą nogę, czyli część, która coś unaocznia oraz złą nogę, czyli część, która nie pasuje.

Jak zatem pasują porównania użyte przez PG?

Pierwsze porównanie: tak, jak każdy zgodzi się, że pobranie rogówki z ciała zamordowanego kilka godzin wcześniej człowieka, tak długo jak nie ma się nic wspólnego z tym morderstwem, jest dopuszczalne, tak też każdy powinien zgodzić się, że pobranie tkanki z ciała abortowanego dziecka jest dopuszczalne, tak długo, jak nie ma się nic wspólnego z tą aborcją.

Jednakże, jak można porównać pojedynczego mordercę, kompletnie niezwiązanego z pobraniem rogówki, porównywać z dzisiejszym przemysłem aborcyjnym, celowo wyrywającym Bóg jeden wie ile dzieci z łon ich matek, bo rozszarpać je, gdy jeszcze będą żyły, bez żadnego znieczulenia, by pozyskać całą różnorodność tkanek, które mają na różne sposoby służyć współczesnej medycynie?

Prawdą jest, że nie mam bezpośrednio nic wspólnego z tymi wszystkimi aborcjami, a wielu pacjentów z nich skorzystało. Ale kiedy Boży gniew spadnie na cały przemysł aborcyjny, to czy ktoś zasłuży sobie na to, by uchronić się przed karą?

Drugie porównanie: katolicka organizacja nie może przekazać pieniędzy, które zostały przekazane w katolickim celu, dla islamu, choć może przyjąć datek od muzułmanów na realizację katolickiego celu. Podobnie katolik nie może zaakceptować zastrzyku podawanego dla złego celu, ale może dla dobrego celu.

Jednakże, cel dającego nie jest jedynym kryterium przyjęcia bądź odmowy przyjęcia daru. Na przykład, jeśli wiadomo, że datek pochodzi z ukradzionego majątku, Kościół może go nie przyjąć niezależnie od tego, na jak pobożny cel chciałby go przekazać darczyńca, ponieważ dar jest sam w sobie skażony.

Covidowe zastrzyki są całkowicie skażone same w sobie: pod względem medycznym są zabójcze, pod względem moralnym pochodzą od przemysłu aborcyjnego a pod względem politycznym są elementem Nowego Światowego Porządku i komunizmu. Trudno sobie wyobrazić cel, który miałby usprawiedliwiać ich przyjęcie, skoro ta potrójna skaza jest oczywista dla każdego, kto choć kilka godzin poświęcił na zbadanie sprawy w Internecie.

Trzecie porównanie: tak, jak mięso ofiarowane pogańskim bożkom może zostać zjedzone (o ile nie ma zagrożenia skandalem) przez katolików, ponieważ wiedzą oni, że żadnych bożków nie ma (1 Kor 8), tak też katolicy mogą przyjmować covidowe zastrzyki bo wierzą, że nie mają one wymiaru religijnego.

Jednakże, państwa na całym świecie kontynuują narzucanie tyrańskich restrykcji po to, by zmusić obywateli do przyjęcia zastrzyku, nie zważając przy tym na katastrofalne konsekwencje zdrowotne oraz zgony wywołane przez “szczepionki”. To potwierdza jednoznacznie, że nie chodzi w tym wszystkim o zdrowie. Wszystkie dowody wskazują, że to nie zastrzyk jest dla “wirusa”, ale “wirus” (nadal niewyizolowany) jest dla zastrzyku. “Szczepienia” mają wymiar religijny, bowiem są częścią judeomasońskiej wojny przeciwko Bogu. Przeczytajcie zakończenie dziesiątego z dwudziestu czterech Protokołów Mędrców Syjonu.

Kyrie eleison.

Biskup Ryszard Williamson
Komentarz Eleison nr DCCLXI (761)
12 lutego 2022
https://www.bibula.com

Grodzki zapewnia, że zrobi wszystko dla suwerenności „wielkiego narodu ukraińskiego”




– To dla mnie wielki zaszczyt i honor być tu, w Kijowie, razem z parlamentem i narodem ukraińskim na czele bardzo mocnej delegacji; przybyliśmy tu, aby okazać jednoznaczną solidarność wielkiemu narodowi ukraińskiemu – powiedział w piątek w stolicy Ukrainy marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

– Chcemy was zapewnić, że zrobimy wszystko, żeby nikt nie odważył się naruszyć suwerenności i terytorialnej integralności Ukrainy, możecie na nas liczyć – powiedział w piątek marszałek Grodzki podczas przemówienia w Radzie Najwyższej (parlamencie) Ukrainy.

Marszałek Senatu wraz z delegacją w czwartek rozpoczął dwudniową wizytę w Kijowie. Na lotnisku Boryspol delegację Senatu powitał przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Rusłan Stefanczuk, na którego zaproszenie marszałek i senatorowie przybyli do Kijowa.

Grodzkiemu towarzyszą wicemarszałkowie: Bogdan Borusewicz, Michał Kamiński i Marek Pęk, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych i Unii Europejskiej senator Bogdan Klich, przewodniczący Komisji Ustawodawczej senator Krzysztof Kwiatkowski, przewodniczący Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej senator Jan Filip Libicki oraz senator Wojciech Konieczny.

Podczas wygłoszonego w języku ukraińskim przemówienia marszałek Senatu podkreślił, że „nie mając ukraińskich korzeni, kierując się moralnym obowiązkiem, przybył do Kijowa jako Polak, by wesprzeć przyjaciół”. Podkreślił, że towarzysząca mu delegacja reprezentuje różne frakcje polityczne, co wskazuje na polityczny konsensus w Polsce w kwestii poparcia dla Ukrainy.

„Wiemy doskonale, co znaczy zniewolenie i jarzmo sowieckie, z którego wyzwoliliśmy się 30 lat temu. Rozumiemy jak mało który naród, co to znaczy być pozbawionym suwerenności, a nawet – w najciemniejszych latach naszej historii – całego terytorium, rozebranego przez zaborców” – wskazał polityk.

„Chcemy okazać solidarność z narodem ukraińskim i podkreślić, że nie jesteście sami” – zapewnił Grodzki.

[Ty kanalio, może byś wyraził solidarność z narodem polskim? – admin]

PAP
https://nczas.com

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...