poniedziałek, 24 lutego 2020

Legendarne Radio Wolna Europa powraca, by chronić wolność mediów

Kilkadziesiąt lat po upadku żelaznej kurtyny powraca Radio Wolna Europa, w którego audycje wsłuchiwali się obywatele niegdysiejszego bloku sowieckiego, by dowiedzieć się dzieje się na świecie, a przede wszystkim w ich własnych krajach.

Siedziba Wolnej Europy w Pradze
  • Finansowana z budżetu federalnego USA stacja wznowi w tym roku nadawanie po węgiersku – redakcje rumuńska i bułgarska pracują już od 2019 r.
  • Chodzi o dostarczenie obywatelom tych krajów obiektywnej i bezstronnej informacji na temat politycznie drażliwych spraw
  • Istnieją obawy o wolność mediów w Bułgarii, Rumunii i na Węgrzech, a amerykańskie władze dodatkowo niepokoi panoszenie się rosyjskiej dezinformacji w regionie
  • Wolna Europa ma nadawać tylko online i bazować na niewielkich zespołach redakcyjnych, jednak dorobek rozgłośni z czasów zimnej wojny sprawia, że jest to w tym regionie dobrze znana marka
  • Dyrektor RWE twierdzi, że Unia, zajmując się uważnie sytuacją w krajach sąsiadujących z nią, zapomina o wolności mediów w jej własnych krajach członkowskich
Artykuł w oryginale na stronie POLITICO.eu
W czasach, kiedy Bruksela mocuje się z naruszeniami zasad rządów prawa w niektórych krajach członkowskich, pieniądze amerykańskich podatników pójdą na odblokowanie przepływu informacji w trzech państwach na wschodzie Unii.
– Nasz powrót nie oznacza, że w tych krajach nie ma pluralizmu medialnego, bo w większości przypadków każdy odbiorca ma tam wiele opcji medialnych. Ważne jest inne pytanie: czy tamtejsze media są w stanie wykonywać swoją misję w obiektywny i bezstronny sposób oraz badać politycznie drażliwe sprawy? – mówi Jamie Fly, prezes Radio Free Europe.
Organizacje monitorujące działania władz i dziennikarze od paru lat wyrażają obawy o sytuację w mediach w Bułgarii, Rumunii i na Węgrzech. Amerykańskie władze z kolei niepokoi z kolei panoszenie się rosyjskiej dezinformacji w regionie. W zeszłym roku amerykański think tank Freedom House w swoim rankingu wolności mediów po raz pierwszy od upadku komunizmu umieścił Węgry w kategorii „częściowo wolne”.
Założone w 1950 r. Radio Wolna Europa nadaje obecnie w 26 językach. W 2019 r. miało budżet 124 mln dol. i docierało do ok. 37,6 mln słuchaczy tygodniowo.
Nowa aktywność w trzech krajach Unii będzie odbywać się tylko na platformie cyfrowej i będzie bazować na niewielkich zespołach redakcyjnych. Ale dorobek rozgłośni z czasów zimnej wojny sprawia, że jest to w tym regionie dobrze znana marka.
Fly pracował wcześniej w think tankach i jako doradca republikańskiego senatora Marco Rubio, a za prezydentury George’a Busha juniora piastował kierownicze stanowisko w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.
Z dziennikarką POLITICO spotkał się w silnie chronionej siedzibie RWE w zacisznej dzielnicy Pragi. [Chronionej przez Mosad? – admin]
Mówi, że chciałby, aby reporterzy radia w Bukareszcie, Sofii i Budapeszcie nie poruszali się po utartych szlakach.
– Chcemy zajmować się tematami, które obecne media zaniedbują częściowo z powodu swojego skrzywienia politycznego, a częściowo dlatego, że niezależne media w tych krajach czują, iż nie są dość silne, żeby podejmować politycznie zapalne sprawy i wytrzymać potencjalne reperkusje – powiedział.
Najgorzej w Bułgarii
Od kiedy RWE powróciło do dzisiejszych członków Unii, jego obecność najbardziej dała się odczuć w Bułgarii. Organizacja Reporterzy bez Granic ostrzega, że „korupcja i niejawne powiązania mediów z politykami i oligarchami jest tam powszechna”, a „dziennikarstwo to niebezpieczny zawód”.
W pierwszym roku działalności bułgarska rozgłośnia pod nazwą Swobodna Ewropa – nadała szereg reportaży o ważnych politykach, którzy uzyskali mieszkania po niskiej cenie. To dziennikarskie śledztwo doprowadziło do dymisji szeregu wysokich rangą urzędników z ministrem sprawiedliwości na czele.
Swobodna Ewropa zdołała dotrzeć do prawie 10 proc. cyfrowej populacji kraju, co według danych rozgłośni oznacza, że miała 3,6 mln unikalnych użytkowników. Bułgaria ma 7 mln mieszkańców.
– Sytuacja w Bułgarii jest naprawdę ciężka. Kiedy Wolna Europa robi swoje śledztwo, w większości wypadków inne niezależne media idą tym tropem – mówi Rossen Bossew, reporter tygodnika Capital. – Inni bułgarscy dziennikarze byli nieraz obiektem ataków i oszczerstw więc powiązanie z amerykańskim rządem oznacza, że są lepiej chronieni od nas.
Sam Bossew został skazany w zeszłym roku za zniesławienie i złożył skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Radio Wolna Europa intensywnie relacjonowało jego proces dzięki czemu, jak sądzi, sprawa stała się głośna.
„Rząd Bułgarii respektuje pracę mediów w kraju i docenia ich rolę w doskonaleniu pracy administracji. Premier Bojko Borysow stwierdził, że z zadowoleniem wita wznowienie działalności cenionej rozgłośni w Bułgarii. Zdaniem premiera obecność Radia Wolna Europa to kolejna oznaka dobrej współpracy bułgarsko-amerykańskiej we wszystkich dziedzinach”, głosi oświadczenie rządu, w którym dodano, że premier spotkał się z dyrektorem Fly w zeszłym roku.
„Premier jest przekonany, że wolność słowa powinna być promowana jako fundamentalne prawo chronione przez konstytucję. Obejmuje ona także ochronę dziennikarzy i powstrzymanie się od ingerencji w ich pracę”, czytamy dalej w oświadczeniu.
Co w Rumunii?
Doświadczenia Wolnej Europy w Rumunii są odmienne: przez ostatni rok rozgłośnia przebija się przez biurokratyczny tor przeszkód, aby zarejestrować się jako organizacja pozarządowa, co jest niezbędne, aby mogła podpisywać umowy najmu i zatrudniać personel. Rejestracja ma nastąpić w marcu. W trakcie pierwszego roku działalności serwis po rumuńsku miał 3,8 mln unikalnych użytkowników, spośród 19,5 mln mieszkańców kraju.
– W Rumunii mamy dobrych dziennikarzy, ale nie docierają oni do wielu ludzi – mówi Dumitrita Holdis z Centrum badań nad mediami Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego. Badaczka zwraca uwagę, że telewizja, z której wielu Rumunów czerpie wiedzę o świecie oferuje „kiepskiej jakości dziennikarstwo”, a dobre materiały śledcze można znaleźć w jedynie mediach internetowych. Powrót Wolnej Europy jej zdaniem nie wzbudził wielkiego zainteresowania.
Władze w Bukareszcie zapewniają, że wspierają wolne media i że proces rejestracji radia jest w toku.
„Rumuński rząd promuje wolność słowa jako fundamentalne prawo obywatelskie. Rząd wspiera wszystkie media, które rozpowszechniają rzetelne, bezstronne informacje oraz wyważone debaty w sprawach związanych z interesem publicznym”, informuje biuro prasowe rządu.
Jak głosi komunikat, poprzedni rząd wydał formalną decyzję w sprawie rozgłośni w październiku 2019 r., że „organizacja Radio Wolna Europa/Radio Liberty Inc. będzie prowadzić działalność swojej placówki w Rumunii w zgodzie z rumuńskim prawem po uzyskaniu orzeczenia sądu i zgłoszeniu do rejestru stowarzyszeń i fundacji w sekretariacie sądu w Bukareszcie”.
Węgierski rząd nie jest zadowolony
Choć formalnie rządy Bułgarii, Rumunii i Węgier nie sprzeciwiają się wznowieniu działalności Wolnej Europy, niektórzy ich przedstawiciele przyjęli powrót rozgłośni z nieskrywanym sceptycyzmem.
„Radio Wolna Europa jest w błędzie, jeśli sądzi, że spotka się z pozytywnym przyjęciem Węgrów”, powiedział w ub.r. gazecie New York Post minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó.
Węgierski rząd nie odpowiedział na pytania zadane przez POLITICO.
Gdzie jest Bruksela?
Fly twierdzi, że unijni decydenci powinni być bardziej czujni.
– Wiem, że nikt w Unii nie lubi, jak Amerykanie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, pouczają ich w takich sprawach, ale to obszar, któremu moim zdaniem Unia oraz jej członkowie powinni poświęcać więcej uwagi. Chodzi o stan wolności mediów – powiedział.
– Obawiam się, że system jest taki, że skoro raz wszedłeś do klubu, to nikt nie chce wszczynać pewnych przykrych rozmów i wszczynać sporów – dodał, wskazując, że Unia to poważny gracz jeśli chodzi o wsparcie wolności mediów w krajach z nią sąsiadujących.
Komisja Europejska twierdzi jednak, że robi w sprawie wolności mediów wszystko, co leży w zakresie jej kompetencji.
– Ochrona wolności mediów i pluralizmu to w pierwszym rzędzie zadanie krajów członkowskich – powiedział jeden z rzeczników Komisji. – Komisja jednak może stymulować do działania i wspierać inicjatywy, zwłaszcza te, które mają na celu ocenę stanu wolności mediów w krajach Unii, zapewniać wsparcie dla dziennikarzy i propagować wiedzę na temat wolności mediów.
Rzecznik zapewnił, że inicjatywy mające umocnić wolność mediów będą częścią przyszłego planu działania na rzecz europejskiej demokracji.
Komisja zapowiedziała szereg projektów pilotażowych promujących wolność mediów. Należą do nich m.in. transgraniczny fundusz dziennikarstwa śledczego (1,4 mln euro) i wart 1,275 euro fundusz wsparcia współpracy niezależnych dziennikarzy w ramach Unii.
W proponowanym przez Komisję wieloletnim budżecie Unii na lata 2021-2027 przeznaczono ponad 61 mln euro na „wzmocnienie wolnego, zróżnicowanego i pluralistycznego otoczenia medialnego, jakościowe dziennikarstwo i zwiększenie stopnia korzystania z mediów”.
Czynniki geopolityczne
Radio Wolna Europa jest finansowane przez amerykański Kongres, ale rozszerzenie jego działalności rekomenduje Agencja ds. Globalnych Mediów, czyli instytucja nadzorująca także radio Głos Ameryki, Radio Free Asia, Office of Cuba Broadcasting i Middle East Broadcasting Networks.
Analizuje ona stan wolności mediów na całym świecie korzystając z danych dostarczanych przez Departament Stanu.
– Powód jaki deklarowaliśmy przy wznowieniu działalności w Rumunii to przeciwdziałanie wpływowi Rosji – powiedział amerykański urzędnik chcący zachować anonimowość. – Rumunia to złożony przypadek: jest pod wieloma względami najmniej podatna na wpływy Rosji w regionie, ale to strategicznie ważny cel dla Kremla.
Obawy o rolę Kremla w regionie odegrały ważną rolę w przypadku Węgier.
– Już dawno zorientowaliśmy się, że dezinformacja toruje sobie drogę w regionie na przykład poprzez portal Sputnik oraz stację telewizyjną Russia Today. Stamtąd treści wchodzą w szerszy obieg medialny – powiedział inny amerykański urzędnik. – Rosja rozważała otwarcie serwisu RT po węgiersku, ale zdecydowała, że nie jest to konieczne, bo węgierskie media i tak wystarczająco dobrze roznoszą jej przekaz. Za powrotem Radia Wolna Europa stoi chęć przeciwdziałania tej dezinformacji.
Redakcja: Michał Broniatowski
https://wiadomosci.onet.pl/

Irak: przygotowania do wyparcia jankesów

Irackie grupy oporu spotkały się w Kom w celu omówienia wyjścia spod amerykańskiej okupacji.

Dżafar al-Hussajni, rzecznik irackiej organizacji oporu Kataib Hezbollah ujawnił, że w Kom i Bagdadzie miały miejsca spotkania przywódców frakcji irackiego oporu w celu omówienia wyparcia sił amerykańskich z Iraku, podkreślając, że prowadzone przez lata przygotowania do walki z Waszyngtonem są ukończone.
W wywiadzie udzielonym telewizji al-Mayadeen al-Hussajni powiedział również, że ruch oporu czyni kroki, aby monitorować amerykańskie siły lądowe w Iraku.
„Współpracujemy z naszymi sojusznikami z Teheranu, aby omówić sposoby na odpowiedź za zabójstwo męczenników Solejmaniego i al-Muhandisa” – powiedział rzecznik Kataib Hezbollah i potwierdził, że wojska USA są uwięzione w Iraku i mogą bezpiecznie podróżować jedynie samolotami, dzięki oporowi Irakijczyków.
„Waszyngton szuka sposobności żeby zyskać dodatkowy czas dla swojej obecności w Iraku, dopóki nie rozpocznie się okres wyborów, aby zwiększyć presję na Bagdad. Ruchy oporu odrzuciły to, domagając się odejścia wszystkich obcych sił.”
[Mogę oświadczyć z dużą pewnością, że w Polsce nigdy do czegoś takiego nie dojdzie – admin]
Dżafar al-Hussajni podkreślił, że Oś Oporu jest jedna i zjednoczona przeciwko Ameryce i nikt nie może porzucić reszty. Stwierdził, że Irackie grupy oporu są w stanie wyrzucić jankeskie siły dużo dalej niż Waszyngton potrafi sobie wyobrazić. Powiedział również, że ambasada amerykańska w Bagdadzie kontroluje niektóre partie polityczne, nawet w parlamencie a Waszyngton nadal naciska na Bagdad w wielu sprawach, w tym dotyczącym przejścia granicznego w al-Bukamal (Syria).
Mimo to, w opozycji do wpływów USA w Iraku, kwestie bezpieczeństwa i koordynacji wojsk między Bagdadem i Damaszkiem stały się bardziej widoczne, włączając w to iracką obecność w prowincjach graniczących z Syrią, w celu aktywnego zapobiegania przemieszczania się wojsk amerykańskich i tworzeniu baz wojskowych w Syrii.
(Na podst. uprising.today/opr. Dominika Kazubska)
http://xportal.pl/

Sprzedają zagraniczne towary jako polskie. Protest Agrounii.

Agrounia protestowała przeciwko sprzedawaniu przez supermarkety zagranicznych towarów jako polskie. Przedstawiamy materiał Mediów Narodowych.

Michał Kołodziejczak z Agrounii tłumaczył problem ze sprzedażą zagranicznych produktów jako polskie. Media Narodowe opublikowały materiał, w którym widać protest tego środowiska wobec sprzedaży przez supermarkety zagranicznych towarów jako polskie.
Przykładem było np. stoisko z warzywami, na którym obok siebie znalazły się produkty z Polski i z Holandii. Kartony były obok siebie, przez co klienci mogli brać towar zagraniczny myśląc, że kupują polski. Szczególnie, że różnica praktycznie nie była widoczna.
To bardzo dobre działanie promujące patriotyzm gospodarczy. „Cała nasza akcja zakończyła się dzisiaj pewnym symbolem. My mówimy o tym, że jesteśmy odcięci od rynków zbytu i 15 minut przed końcem naszej akcji padła w Biedronce możliwość płatności kartą bankomatową. Spowodowało to, że kolejka od razu zrobiła się kilka razy dłuższa. Tak samo, jak my musimy kilka razy dłuższej sprzedawać nasze produkty, ponieważ rynek jest zmonopolizowany przez dwie czy trzy sieci handlowe” – tłumaczył lider Agrounii, Michał Kołodziejczak.
„Jesteśmy tutaj dzisiaj z takiego powodu, że w sklepach ciągle dochodzi do licznych przestępstw. To nie są przypadki, to są jawne oszustwa, według mnie celowo robione. Polityka sklepów wielkopowierzchniowych i sieci handlowych, supermarketów jest taka, że nie zwracana jest uwaga na patriotyzm konsumencki, który w Polsce narasta. On przez te sieci handlowe został nam skradziony. (…) Politycy w Polsce od wielu lat przykładają do tego rękę”. (…)

W Polsce rodzi się coraz więcej Ukraińców


Tylko w ubiegłym roku ukraińskie placówki dyplomatyczne funkcjonujące w naszym kraju, wydały dokładnie 2992 zaświadczenia o rejestracji narodzin obywatela Ukrainy.
Tym samym w porównaniu do sytuacji z 2018 roku, podobnych dokumentów przyznano o blisko 53 procent więcej. Ponadto w Polsce mamy do czynienia z rosnącą liczbą odnotowanych zgonów Ukraińców.
Dokumenty dotyczące narodzin obywateli Ukrainy wydają ambasada tego kraju w Warszawie, a także konsulaty działające w Gdańsku, Lublinie oraz w Krakowie. Łącznie placówki dyplomatyczne naszego wschodniego sąsiada przyznały w ubiegłym roku 2992 podobnych zaświadczeń. Tendencja jest wyraźnie wzrostowa, bo w 2019 w porównaniu do 2018 roku liczba zarejestrowanych narodzin wzrosła o 53 proc.
Jednocześnie rośnie liczba obywateli Ukrainy, którzy zmarli na terytorium naszego państwa. W ubiegłym roku było ukraińskie placówki dyplomatyczne wydały 619 zaświadczeń o śmierci obywateli Ukrainy. Jeszcze rok wcześniej było ich 529.
Wciąż nie wiemy, ilu dokładnie Ukraińców przebywa w Polsce. Ubiegłoroczne dane firmy Selectivv, badającej zwyczajów i zachowań użytkowników telefonii komórkowej, mówiły o liczbie blisko 1,3 mln Ukraińców. Tymczasem w ostatnim kwartale ubiegłego roku w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych było zarejestrowanych 499,6 tys. posiadaczy ukraińskiego paszportu.
Na podstawie: ukrinform.ua
http://autonom.pl/

Przerażająca skala ataków na pielęgniarki


Niepokojące dane przedstawiła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Większość z nich miało doświadczyć przemocy ze strony pacjentów, co ma miejsce zwłaszcza na oddziałach specjalistycznych, w przychodniach Państwowej Opieki Zdrowotnej i na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych.
W wielu wypadkach chodzi nawet o pobicie i duszenie.
Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych opublikowała wyniki badań przeprowadzonych na próbie ponad 800 pielęgniarek. Blisko 70 z nich przyznało, że podczas swojej pracy doświadczyło przypadków pobicia i duszenia. Z agresją ze strony pacjentów spotkała się natomiast większość z nich.
Najgorzej sytuacja wygląda na oddziałach specjalistycznych oraz w przychodniach.
Jest to w dużej mierze związane z charakterem pomocy udzielanej w tego typu placówkach. Często trafiają do nich osoby pijane lub znajdujące się pod wpływem narkotyków. To właśnie one dokonują nie tylko agresji fizycznej, ale także słownej. Wiele pielęgniarek ma zresztą nie zgłaszać tych drugich przypadków, uznając je za wpisane w ryzyko zawodowe.
Sama Rada jest jednak innego zdania. Według niej trzeba edukować zarówno społeczeństwo, jak i same pielęgniarki. Jako osoby zaangażowane w ratowanie życia muszą bowiem wiedzieć, że należy im się szacunek. Ponadto dobrym rozwiązaniem byłoby wyposażenie ich w niemieckie rozwiązania, a konkretnie w smycze z przyciskami wydającymi sygnały w razie groźnych sytuacji.
Zmiany powinny dotyczyć też samych miejsc pracy. Przychodnie i szpitale musiałyby zostać zobowiązane do zapewnienia pielęgniarkom nie tylko bezpieczeństwa, ale również pomocy psychologicznej. Problemem jest także zbyt mała liczba pielęgniarek i położnych, stąd sytuacja wygląda najgorzej w miejscach, w których najdłużej czeka się na interwencję medyczną.
Na podstawie: twojezdrowie.rmf24.pl
http://autonom.pl

„W cieniu krzyża” i „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy”

Bez poznania dwóch genialnych, historycznych pozycji z twórczości Józefa Mackiewicza, czyli: „W cieniu krzyża” i „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy” nie zrozumiecie łatwo czym był Sobór Watykański II i jaką rolę odegrali papieże Jan XXIII czy Paweł VI.
Te dwie książki oparte na niezliczonej ilość ważnych cytatów to umożliwiają.
Tam jest i o takich jak arcybiskupa Jan Paweł Lenga jak ich niszczyli Jan XXIII i Paweł VI.
Jan Pawłe II też odprawiał modły z szamanami w kościele chrystusowym w Asyżu który niedługo potem zniszczyło trzęsienie ziemi, mimo, że stał setki lat. W swej wypowiedzi Jan Paweł II nawiązał do ogłoszonego wcześniej przez ONZ roku 1986 Międzynarodowym Rokiem Pokoju i wezwał wszystkich do wniesienia swego wkładu w dzieło pokoju. Podobnego konika miał Jan XXIII. Obcmokiwał się z Chruszczowem i „troszczył” się o pokój a Chruszczow w tym czasie mordował resztki kapłanów i popów, i wysadzał ostatnie kościoły Chrystusa Pana jak np. Farę Witoldową* (przebudowaną przez króla Stefana Batorego) w Grodnie, w nocy 29 listopada 1961 roku.
Wszystko zło a Kościele zaczęło się od Jan XXIII. Teraz są tylko tego skutki.
* Fara Witoldowa czyli, kościół pw. Najświętszej Maryi Panny zwany powszechnie kościołem Matki Bożej, ufundowany został przez Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda w 1392 r. Kościół wzniesiono na kształtującym się już wówczas placu rynkowym. Był on pierwszą świątynią katolicką w Grodnie i jedną z pierwszych na ziemiach WKL.
W tej świątyni podczas swego pobytu w Grodnie modlił się święty Kazimierz Królewicz.

Bp Mering, który nałożył kary na abpa Lengę, był TW o pseudonimie „Lucjan”


TW Lucjan
Bp Wiesław Mering, metropolita wrocławski, zakazał głoszenia kazań i przewodniczenia liturgii abp. Janowi Pawłowi Lendze. Jak powiedział jego rzecznik, bo powoduje skandal wśród wiernych.
Pytanie, czy nie powoduje go sam bp Mering, o którym IPN stwierdził kategorycznie, że współpracował z komunistami i nigdy się do tego nie przyznał.
Cezary Gmyz, na podstawie akt IPN, napisał: „Ordynariusz włocławski Wiesław Mering został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Lucjan – wynika z akt Instytutu Pamięci Narodowej. Współpracował też z PRL-owskim wywiadem podczas pobytu we Francji”.
Gmyz dodał: „Z dokumentów zgromadzonych w teczce kontaktu operacyjnego „Lucjan” wynika, że ks. Wiesław Mering zwerbowany został w drugiej połowie lat 70.
„Wiesław Mering pozostawał w zainteresowaniu operacyjnym Wydziału IV KWMO w Gdańsku od maja 1975 r. Wytypowano go na kandydata do werbunku, uwzględniając fakt, że utrzymuje rozległe kontakty z księżmi diecezji chełmińskiej studiującymi na wyższych uczelniach katolickich oraz kadrą naukową uczelni katolickich. (…) W tym okresie przekazywał służbie wartościowe informacje o sytuacji w kurii i diecezji chełmińskiej, a także o kadrze naukowej Seminarium Duchownego w Pelplinie. W dniu 9.11.1976 zakończono proces pozyskiwania Wiesława Meringa przez świadomy wybór pseudonimu oraz chęć kontynuowania spotkań oraz dalszego udzielania informacji na tematy interesujące SB” – czytamy w teczce „Lucjana”.
Stwierdził także: „Z tego samego dokumentu dowiadujemy się, że ks. Mering nie został zmuszony do podpisania zobowiązania do współpracy. „Oficer KWMO dokonujący werbunku nie wymagał od pozyskanego pisemnego zobowiązania do współpracy (forma często stosowana przy werbunku duchownych)” – zapisał oficer prowadzący, porucznik T. Michalczyk”.
Zauważył przy tym: „Ks. Mering był uważany za cennego współpracownika SB. „Według opinii Wydziału IV KWMO w Gdańsku dotychczasowa współpraca z TW była operacyjnie wartościowa”.

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...