poniedziałek, 29 marca 2021

Czy Biden pomoże?

Władze białoruskie obrały sobie ostatnio za cel działaczy nieuznawanego Związku Polaków na Białorusi. Doszło do kilku zatrzymań, aresztowań i oskarżeń o najróżniejsze czyny zabronione, od „organizacji nielegalnej imprezy”, za jaką uznano tradycyjny jarmark Grodzieńskie Kaziuki, aż po takie jak podżeganie do nienawiści i „rehabilitację nazizmu”.

Niewątpliwie ten atak Łukaszenki na polskich aktywistów został podjęty z dwóch powodów. Po pierwsze, Polska mocno się zaangażowała w popieranie wystąpień przeciwko jego władzy, które, jak oczekiwano, zakończą się szybkim pozbawieniem go prezydentury, co jednak się nie stało, a same protesty straciły początkowy impet i obecnie nie zdają się stanowić dla niego większego zagrożenia.

Po drugie zaś, polskie władze na posiadają możliwości realnego wpływania na sytuację na Białorusi, są pozbawione odpowiednich, a nade wszystko skutecznych, instrumentów nacisku. Polski rząd i prezydent deklarują, że „nie zostawimy rodaków samych” jak i próbują wywrzeć jakiś wpływ na stronę białoruska używając gróźb w rodzaju straszenia „adekwatną odpowiedzią”. Wszystko to są działania, za którymi nie stoją realne możliwości.

Ale nawet jeśli nie ma możliwości wywarcia wpływu, to należy utrzymać kanały komunikacji i próbować uzyskać jakieś rozwiązanie. Samo składanie szumnych deklaracji w rodzaju, że Polska nie zgadza się na „branie Polaków na zakładników”, jest bardziej na użytek polskiej opinii wewnętrznej i jest wątpliwe by to coś dało.

Można by rzec, że strona polska zapomniała o podstawowej metodzie skutecznych działań w dyplomacji, którą sformułował ponad sto lat temu prezydent USA Theodore Roosevelt: „Mów łagodnie i miej przy sobie gruby kij, a zajdziesz daleko”. Postępowanie odwrotne, czyli używanie gróźb niczym nie popartych, naraża, posługującego się taką metodą, na śmieszność i tylko niepotrzebnie prowokuje przeciwnika.

Tak właśnie wygląda rozgrywka polskich władz z Łukaszenką. Wobec nieskuteczności własnych działań zwracają się one o interwencję do różnych instytucji międzynarodowych i patronów za oceanem.

Szczególną aktywność przejawia tu prezydent Duda, którego urząd zwrócił się o interwencję do OBWE, a nawet do Rady Bezpieczeństwa ONZ. W tej sprawie głos zabrał głos rzecznik Departamentu Stanu USA i wezwał władze w Mińsku do zaprzestania represji i uwolnienia szefowej Związku Polaków na Białorusi, Andżeliki Borys. W podobnym tonie głos zabrała Komisja Europejska. Natomiast na Pałacu Prezydenckim w Warszawie wyświetlono iluminacją z logo Związku Polaków i portretami Andżeliki Borys i Andrzeja Poczobuta.

Wszystko to jednak zdaje się nie robić na Łukaszence większego wrażenia. Zwyczajnie brakuje tu dobrej dyplomacji, która by w ciszy gabinetów taką sprawę załatwiła. W zupełnej już chyba desperacji, prezydent Duda postanowił napisać list do prezydenta Bidena z prośbą o interwencję. Chcąc pewnie bardziej przekonać Bidena do działania użył on jednak w swoim piśmie sformułowania, które dokładniej pokazuje o co w istocie chodzi.

Prezydent Duda zaznaczył bowiem, że reżim w Mińsku atakuje polską mniejszość z powodów politycznych, jako członków białoruskiego społeczeństwa, powiązanych z transatlantyckimi instytucjami demokratycznymi.

Zatem to „powiązanie z transatlantyckimi instytucjami demokratycznymi”, czyli, mówiąc wprost, z takimi które orientują się na USA i tam jest ich właściwe źródło, jest głównym powodem ataków na wymienione osoby. A skoro tak, to faktycznie USA jest właściwą stroną by podjąć interwencję w ich sprawie.

Prezydent Duda dość niedwuznacznie sygnalizuje, że USA powinny zaangażować się w sprawy na Białorusi. Inną sprawą jest, czy służby USA rzeczywiście taką interwencję podejmą i czy będzie ona skuteczna.

Tak czy inaczej, efekt tych działań będzie znaczącym wskazaniem dla wszystkich, którzy podejmują działania polityczne w interesie USA, a także z inspiracji USA, czy warto to czynić i czy można spodziewać się wsparcia ze strony USA w przypadku problemów.

Należy odnotować, że początek tych wystąpień aktywistów Związku Polaków przeciwko Łukaszence miał miejsce w roku 2005, kiedy to nastąpił rozłam w tym Związku, i władzę nad jedną frakcją przejęła Andżelika Borys. W tym samym roku miała miejsce wizyta w Wilnie amerykańskiej sekretarz stanu Condoleezzy Rice, która bardzo mocno zaatakowała Łukaszenkę, nazywając Białoruś „ostatnią prawdziwą dyktaturą w środkowej Europie” i stwierdziła, że „nastał czas na zmiany na Białorusi”.

To były czasy gdy tego rodzaju wskazanie przez USA jakiegoś kraju oznaczało zmianę władzy w tymże kraju. Tu jednak rachuby zawiodły, gdyż Łukaszenka obronił wtedy swoją władzę, a potem, w 2008 roku, rządy w USA przejęli demokraci, którzy byli trochę mniej skłonni do organizowania podobnych akcji. Łukaszenka przetrwał i w międzyczasie nawet odbył wizytę w USA, gdzie zabrał też swego syna Mikołaja i zrobił tam sobie wspólne zdjęcie z prezydentem Obamą i jego żoną.

Potem, podczas prezydentury Trumpa, Łukaszenka usiłował trzymać dystans wobec Rosji i stało się to przyczyną zbliżenia z Zachodem. Mińsk odwiedził w ubiegłym roku sekretarz stanu USA Mike Pompeo i rozmawiał z prezydentem Łukaszenką obiecując mu dostawy ropy naftowej. W grudniu 2018 roku odwiedził Łukaszenkę ówczesny polski marszałek Senatu Stanisław Karczewski i nazwał go, po rozmowach, „ciepłym człowiekiem”. Jeszcze wcześniej był tam szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski, który podobnie podsumował rozmowy: „ciepło, ale bez przełomu”.

Wszystko to wskazuje, że nie zawsze Łukaszenka był zły, a tym bardziej trudno jednoznacznie powiedzieć, że ma on jakiś antypolskie uprzedzenia, cierpi na jakąś polonofobię. Nawet podczas obecnej fali protestów, podczas jego wizyty w Grodnie, zwrócił się do Polaków, przypominając, że to oni byli tymi, którzy gremialnie go poparli w pierwszych wyborach w roku 1994.

W jakiś sposób może o tym świadczyć także to, że osobie z polskim pochodzeniem powierzył on bezpieczeństwo w swoim kraju, w obecnych niepewnych czasach. Szefem KGB Białorusi został od września ubiegłego roku generał Iwan (Jan) Tertel, urodzony w polskiej rodzinie niedaleko Grodna. Widać, że Łukaszenka preferuje Polaków takich bardziej w typie Feliksa Dzierżyńskiego, zaś nie rozumie on chęci pielęgnowania języka polskiego, gdyż i sam języka białoruskiego nie używa.

Niezmiennie zaś nie lubi on określonego rodzaju Polaków, tych którzy występują przeciw jego władzy i powiązanych z „transatlantyckimi instytucjami demokratycznymi”.

Stanisław Lewicki
https://myslpolska.info

Judenrat w służbie aktywizmu

W swojej znakomitej książce “100 zabobonów” ś.p. ojciec Józef Maria Bocheński OP, na pierwszym miejscu alfabetycznie wymienia “aktywizm”. Zabobon ten polega na przypisywaniu wartości wyłącznie działaniu, a nie na przykład rozkoszowaniu się chwilą, czy kontemplacji.

Aktywizm rozpropagowali zwłaszcza egzystencjaliści, ale to tylko dowód ich kompletnego zidiocenia, którego źródłem była konieczność odgrywania komedii przed publicznością.

Na przykład jeden z filarów egzystencjalizmu, Jan Paweł Sartre, razem ze swoją partnerką, Simoną de Beauvoir, codziennie dawali paryskiej publiczności przedstawienie polegające na tym, że swoich knotów nie pisali w domu, tylko w snobistycznej paryskiej kawiarni “Les Deux Magots”, w której zajmowali dwa oddzielne stoliki – a publika z otwartą paszczą ich podziwiała. Podobno właściciel w rewanżu nie liczył im ani za kawę, ani za croissanty – a przynajmniej takie fałszywe pogłoski krążyły po mieście.

Przy takim podejściu do życia faktycznie nie można sobie pozwolić nawet na chwilę wytchnienia – ale jeśli ktoś nie goni aż tak bardzo za popularnością, jak para tych snobów – to może z życia czerpać mnóstwo przyjemności, o których ani Sartre, ani Simona najwyraźniej nie mieli najmniejszego pojęcia. Przypuszczenie to opieram na tym, iż Simona była feministką, a to jest nieomylny znak, że przynajmniej niektóre przyjemności życiowe były dla niej nieznane nawet ze słyszenia.

Wracając do aktywizmu, to ojciec Bocheński pisze, że przyczyną rozpowszechnienia tego zabobonu jest inny zabobon w postaci kolektywizmu, czyli bezwzględnego podporządkowania jednostki jakiejś zbiorowości, nazywanej “społeczeństwem”, albo “narodem”. Że “społeczeństwo”, albo “naród” chce, albo nie chce tego, czy tamtego, więc jednostka musi sie tej woli podporządkować bez dyskusji.

Problem w tym, że “społeczeństwo” albo “naród” pojmowane jako byty realnie istniejące, które na przykład mają poglądy na różne sprawy, a nawet mogą je artykułować, chyba też jest zabobonem, bo zarówno jedno, jak i drugie, to tak zwane hipostazy, czyli terminy fikcyjne, którym przypisuje się realne istnienie.

Rozpisałem się o tym wszystkim w związku z kolejnymi “obostrzeniami”, jakie rząd “dobrej zmiany” nakazał w związku z kulminacją “trzeciej fali” epidemii zbrodniczego koronawirusa, którą Wiluś Gates zarządził jeszcze na przełomie stycznia i lutego.

Żeby było jasne; nie twierdzę, że koronawirus nie istnieje. Przeciwnie – istnieje, podobnie jak inne wirusy, które latają wokół nas jak chrabąszcze – ale jego szkodliwość nie uzasadnia aż takiego nakręcania spirali paniki, w następstwie której śmierć zbiera swoje żniwo nie tyle z powodu wirusa, tylko załamywania się państwowego systemu ochrony zdrowia.

Kierując się aktywizmem i kolektywizmem, rząd “dobrej zmiany”, od którego w tej sprawie, podobnie zresztą jak w wielu innych, opozycja skupiona w obozie zdrady i zaprzaństwa niczym się nie różni i spór toczy się już tylko o różnicę zaangażowania w aktywizm i kolektywizm, doprowadzono do sytuacji, kiedy skierowanie wszystkich, czy prawie wszystkich “mocy przerobowych” na zbrodniczym koronawirusie sprawiło, że pacjenci cierpiący na inne dolegliwości mogą, a właściwie muszą czekać, aż “trzecia fala” zostanie przez administratorów pandemii odwołana – oczywiście o ile tej chwili doczekają.

Rząd, a zwłaszcza jego Doradcy Doskonali w tej sytuacji zachowują się podobnie, jak major Sucharski na Westerplatte. Opowiadał Melchiorowi Wańkowiczowi, jak to drugiego, czy trzeciego dnia oblężenia teren składnicy zaatakowały Stukasy. Żołnierze zbiegli do schronów, ale pod bombami ściany schronów “chodziły” i major zauważył, że żołnierzy zaczyna ogarniać panika, więc kazał im przejść z jednego kąta schronu do drugiego. W tym drugim kącie było tak samo niebezpiecznie, jak w poprzednim, ale żołnierze odnieśli wrażenie, że major wie coś jeszcze, że kontroluje sytuację i się uspokoili.

Toteż i rząd robi wszystko, by ludzie takie wrażenie odnieśli, chociaż czasami zachowuje się niekonsekwentnie. Raz minister Szumowski szydzi z przekonania o skuteczności maseczek, a innym razem minister Niedzielski chętnie nakazałby noszenie ich nawet podczas spożywania posiłków.

Ludzie bowiem muszą w coś wierzyć, zwłaszcza, gdy wielu z nich nie wierzy już w Boga, więc dlaczego nie mieliby uwierzyć w maseczki? I rząd “dobrej zmiany” czyni gigantyczne wysiłki, by tę wiarę w maseczki i inne swoje działania i zarządzenia podtrzymać. Tak naprawdę bowiem nie ma na sytuację większego, a może nawet żadnego wpływu, więc nic dziwnego, że koncentruje się na podtrzymaniu tej wiary, która, mówiąc nawiasem, karmi się paniką, wywołaną tym, że administratorzy pandemii postawili na instynkt samozachowawczy, co z punktu widzenia socjotechniki okazało się strzałem w dziesiątkę.

Wszystko to sprawiło, że ogromne masy ludzi zostały doprowadzone do stanu onieprzytomnienia, które pierwszorzędni fachowcy od urabiania opini publicznej skwapliwie wykorzystują dla celów zleconych im przez wspomnianych administratorów.

Przypomnę, że stary, żydowski grandziarz finansowy, w niepojętym przypływie szczerości puścił farbę, iż epidemia stworzyła “rewolucyjną szansę” dla przeprowadzenia przedsięwzięć, które w normalnych warunkach byłyby albo niemożliwe, albo bardzo trudne. Sformułowania o “rewolucyjnej szansie” grandziarz użył nieprzypadkowo, bo rzeczywiście – w Europie i Ameryce Północnej przewala się rewolucja komunistyczna, w której awangardzie tradycyjnie znajduje się żydokomuna.

Dopiero na tym tle lepiej rozumiemy przyczyny, dla których rosnące rzesze hunwejbinów i ormowców politycznej poprawności zwęszyły w epidemii szansę wyrugowania chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej i forsowania zabobonu, że największym rozsadnikiem zbrodniczego koronawirusa są kościoły.

Co słabsze głowy, jak na przykład moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus i wyznawcy Świętego Spokoju, domagają się w związku z tym zamknięcia kościołów na Wielkanoc, a przynajmniej zmniejszenia limitu wiernych do 5 osób. Strach ma wielkie oczy, a poza tym przekonywanie durniów jest zajęciem jałowym, w związku z tym podsuwam pomysł racjonalizatorski, by na każdego wiernego mogło wejść do kościoła co najmniej 20 niewiernych. O ile bowiem tamowanie dostępu wiernym wychodzi naprzeciw celom komunistycznej rewolucji, to nie ma żadnego powodu, by tamować dostęp niewiernym. Nie ma nawet przeszkód natury medycznej, bo przysłowie nie bez kozery powiada, że “złego diabli nie wezmą”, więc żadnego niebezpieczeństwa nie ma.

Ale na tym nie koniec, bo na celowniku żydowskiej gazety dla Polaków, na którym dotychczas znajdowali się księża, przybyła kolejna grupa społeczno-zawodowa, mianowicie policjanci. Jakiś funkcjonariusz “Gazety Wyborczej” wywąchał, że na portalach prowadzonych przez policjantów, duża część publikacji pochodzi o policjantów-antyszczepionkowców, a aż 40 procent policjantów nie chce się szczepić.

“Gazeta Wyborcza” bije w związku z tym na alarm, bo jakże “nie chcą”, skoro “sam główny Srul” kazał wszystkich “wyszczepić”? Najwyraźniej Judenrat “Gazety Wyborczej” podobnie jak wcześniej Judenraty” Trybuny Ludu” czy “Żolnierza Wolności” uważa, że wszyscy bez gadania powinni poddać się “wyszczepianiu”, a miejsce głosicieli antyszczepionkowych oszczerstw powinno być w więzieniu, do którego powinni ich doprowadzić właśnie policjanci, na rozkaz niezawisłych sądów.

Na tym bowiem polega “wolność prawdziwa”, której zasady Judenrat “Gazety Wyborczej” wyssał z mlekami “naszych matek i naszych ojców”, od stuleci nieugięcie stojących w awangardzie nieubłaganego postępu.

Stanisław Michalkiewicz
https://www.magnapolonia.org

14 technik manipulacji, których warto unikać


Badania psychologów pokazują, że jest wiele sposobów na skłonienie ludzi do zrobienia tego, czego od nich oczekujesz. Nawet nie domyślając się, że wywarłeś na nich jakiś wpływ.

Przejrzeliśmy 14 technik manipulacji, które mogą sprawić, że inni ludzie kogoś polubią i spełnią jego prośbę. Warto je znać, by móc się przed nimi obronić.

1. Użyj „efektu wabika”
To technika wykorzystywana przez sprzedawców. Podczas swojej przemowy na TED ekonomista Dan Ariely objaśnił „efekt wabika”, używając przykładu starej reklamy magazynu „Economist”.

Reklama opisywała trzy poziomy subskrypcji tytułu: 59 dolarów za dostęp tylko do wersji online, 159 dolarów za dostęp tylko do wersji papierowej oraz 159 dolarów za skorzystanie z obu form możliwości czytania pisma.

Ariely zorientował się, że kosztująca 159 dolarów opcja wykupienia wersji drukowanej istnieje z jednego powodu. Sprawia, że możliwość zapłacenia 159 dolarów za druk i online wydaje się wtedy bardziej atrakcyjna niż gdyby istniała ona tylko obok wersji online za 59 dolarów.

Innymi słowy, jeśli masz problem ze sprzedażą droższego z dwóch produktów, musisz rozważyć dodanie do oferty trzeciego. Jego zadaniem będzie tylko sprawienie, by droższy produkt wydawał się na jego tle bardziej kuszący.

2. Zmień otoczenie
Jedno z badań, na które powołano się w książce „You Are Not So Intelligent” pokazało, że uczestnicy tzw. gry w ultimatum byli bardziej skłonni do zachowania większej liczby pieniędzy dla siebie, przebywając w pokoju z teczką, portfelem ze skóry i wiecznym piórem, niż gdy byli w pokoju bez tych przedmiotów. Mimo że żaden z uczestników nie był tego świadomy, obiekty ich otaczające mogły wywoływać większą skłonność do bardziej ryzykownej gry.

Taktyka ta potencjalnie może zostać wykorzystana, gdy z kimś negocjujesz. Zamiast spotkania w sali konferencyjnej, należy rozważyć umówienie się kawiarni. Tam twój rozmówca powinien być mniej skłonny np. do agresywnego zachowania.

3. Naśladuj język ciała innych ludzi
Następnym razem, gdy spróbujesz zaimponować menedżerowi lub osobie, do której coś czujesz, spróbuj delikatnie naśladować sposób, w jaki ona siedzi i mówi. To sprawi, że bardziej jej się spodobasz.

Naukowcy nazywają to „efektem kameleona”. Sprawia on, że mamy tendencję lubienia rozmówców, którzy naśladują naszą postawę, maniery i mimikę twarzy.

Ten fenomen odbywa się całkowicie nieświadomie. Większość uczestników eksperymentu, w którym go badano, nie była świadoma, że ich język ciała był przez kogoś naśladowany.

4. Mów szybko
To, jak komunikujesz swoje pomysły, może być tak samo ważne, jak istota twojej argumentacji. Badania sugerują, że gdy ktoś nie zgadza się z tobą, to powinieneś mówić szybciej. Sprawi to, że twój oponent będzie miał mniej czasu na przeanalizowanie twoich słów.

Z kolei jeśli z twoim argumentem słuchacze się zgadzają, warto mówić wolniej, by sprawdzić jak dokładnie oceniają twoje słowa.

5. Zastosuj technikę DTR
Technika o nazwie DTR to sprytny sposób zachęcenia ludzi do współpracy.

Jedno z badań wykazało, że kiedy uczestnicy eksperymentu chodzili od drzwi do drzwi, sprzedając kartki na cele charytatywne, technika ta pomogła im otrzymać dwa razy tyle pieniędzy. Zamiast mówić, że sprzedają 8 kartek za 3 dolary, mówili, że kosztują one 300 centów, co jest okazją.

Naukowcy twierdzą, że DTR działa, ponieważ zakłóca rutynowe procesy myślowe. Próbując policzyć, ile dolarów składa się na 300 centów, myśli ludzi się rozpraszają. Dlatego raczej się zgadzają się z twoim zdaniem, że cena jest okazyjna.

6. Poproś o przysługę, gdy ludzie są zmęczeni
Gdy człowiek słyszy prośbę o pomoc, automatycznie pojawiają się u niego wątpliwości. Jednak gdy jest zmęczony i rozkojarzony, prawdopodobnie będzie mniej krytyczny i po prostu zgodzi się z tym, co mówisz.

Zatem jeśli masz zamiar poprosić współpracownika o pomoc w jakimś projekcie, najlepiej zrób to pod koniec dnia pracy. On już wtedy może nie uświadomić sobie, że raczej powinien zająć się czymś innym.

Upewnij się jednak, by się odwdzięczyć, pomagając mu w jego projekcie następnym razem. Dzięki temu nie będzie wyglądało, że próbujesz wykorzystać ciężko pracujących kolegów.

7. Pokaż ludziom obrazek z oczami
Jedno z badań pokazało, że ludzie byli bardziej skłonni, aby posprzątać po sobie w stołówce, gdy widzieli obrazek z oczami niż kiedy widzieli obrazek z kwiatami. Autorzy badania stwierdzili, że oczy kojarzą się z kontrolą społeczną.

Nieważne czy starasz się zapobiec śmieceniu czy zachęcasz ludzi do zwrócenia do książki, którą pożyczyli z biurowej biblioteki, zawsze warto sprawić wrażenie, że są obserwowani.

8. Używaj rzeczowników, a nie czasowników
Uczestnikom jednego z badań zadano dwie wersje tego samego pytania. Pierwsza brzmiała „Jak ważne jest dla ciebie, abyś zagłosował w jutrzejszych wyborach?”, a drugie: „Jak ważne jest dla ciebie, abyś jutro wcielił się w rolę wyborcy?”. Wyniki pokazały, że więcej odpowiedzi na „tak” uzyskano w przypadku pytania, w którym użyto rzeczownika „wyborca”.

Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że ludzie mają potrzebę przynależności, a użycie rzeczownika umacnia ich tożsamość jako członków określonej grupy.

9. Lekki strach w formie żartu nie zaszkodzi
Badania sugerują, że ludzie, którzy doświadczają lęku, a potem ulgi, zazwyczaj pozytywnie reagują na kolejne prośby. Na przykład osoby, które usłyszały gwizdek od niewidzialnego policjanta podczas przechodzenia przez ulicę, były za chwilę bardziej skłonne zgodzić się na wypełnienie kwestionariusza, niż ludzie, którzy nic nie słyszeli.

To prawdopodobnie dlatego, że zasoby ich mózgów były zajęte myślami o potencjalnym zagrożeniu i nie skupiły się już na analizowaniu prostej prośby o wypełnienie ankiety.

Możesz spróbować lekko postraszyć współpracownika w formie żartu, przypominając mu o projekcie, który ma być gotowy na dziś, dodając potem „Tylko żartowałem. To przecież na jutro”. A następnie możesz go poprosić o pomoc w pracy.

10. Skup się na tym, co twój oponent chce zyskać
Z badań wynika, że podczas negocjacji należy podkreślić, co druga strona zyska, a nie co straci. Np. jeśli próbujesz sprzedać samochód, lepiej powiedzieć: „Dam ci mój samochód za 1000 dolarów” zamiast „Chcę 1000 dolarów za mój samochód.”

W ten sposób możesz przekonać swojego partnera, by spojrzał na sprawę z innej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy będzie on bardziej skłonny do ustępstw.

11. Uświadom ludziom skrajne wersje ich poglądów
Wydaje się oczywiste, że jeśli chcesz zmienić czyjś punkt widzenia, musisz sprawić, że stwierdzi, iż się myli. Jeśli jednak chodzi o kwestie polityczne, naukowcy sugerują, że mniej intuicyjna strategia może zadziałać lepiej.

W zrealizowanym w 2014 roku badaniu Izraelczycy o różnych przekonaniach politycznych oglądali serię filmików ukazujących konflikt izraelsko-palestyński jako pozytywne doświadczenie, leżące u podstaw tożsamości żydowskiej.

Po kilku miesiącach okazało się, że Izraelczycy o prawicowych poglądach (którzy na ogół bardziej obawiają się Palestyńczyków niż Izraelczycy o lewicowych poglądach) byli bardziej skłonni do zmiany swoich poglądów politycznych niż prawicowcy, którzy oglądali materiały wideo o apolitycznym charakterze. Było prawdopodobne, że chętniej zdecydują się zagłosować za bardziej „pro-pokojowymi” partiami politycznymi.

Naukowcy podejrzewają, że ta strategia działa, ponieważ zmniejsza aktywację ich ludzkich mechanizmów obronnych.

12. Nie bądź zbyt pewny siebie
Ciekaw badanie z 2016 roku analizowało aktywność na ChangeMyView, forum należącym do Reddita, gdzie ludzie publikują swoje opinie i dyskutują o nich z innymi.

Badanie stwierdziło, że użytkownicy, którzy podając swoje argumenty, dodawali np. sformułowanie „To może być przypadek”, byli bardziej skuteczni w przekonywaniu innych do zmiany swojego pierwotnego zdania. Naukowcy twierdzą, że działo się tak prawdopodobnie dlatego, że zmiękczony został wtedy ton ich wypowiedzi.

13. Dotknięcie kogoś w ramię wpływa na jego decyzje
To kontrowersyjna, ale skuteczna metoda. Badania z 1991 roku wykazały, że klienci pewnej księgarni, którzy zostali przywitani lekkim dotknięciem swojego ramienia przez sprzedawcę, spędzili więcej czasu w sklepie i kupili więcej książek niż ci, którzy zostali powitani bez kontaktu fizycznego.

Co ciekawe, inne badania sugerują, że mężczyźni, którzy dotykają kobiety lekko w ramię, mają większe prawdopodobieństwo, że dostaną od niej numer telefonu.

14. Warto mówić komuś, że nie musi się z tobą zgodzić
Może to wydawać się sprzeczne z intuicją, ale przypominanie ludziom, że nie muszą robić tego, co chcesz, może ich wbrew pozorom często zmotywować do spełnienia twojej prośby.

Różne badania pokazują, że potwierdzając czyjąś wolność wyboru i działania, możesz podwoić szanse, że ta osoba zrobi właśnie to, czego oczekujesz.

https://businessinsider.com.pl/

Nowy układ polityczny.

Chiny i Iran, oba państwa objęte amerykańskimi sankcjami, podpisały umowę mającą na celu nakreślenie przebiegu ich stosunków gospodarczych, politycznych i handlowych w ciągu najbliższych 25 lat. Jest to rzucenie wyzwanie administracji Bidena.

Porozumienie o „kompleksowym partnerstwie strategicznym”, podpisane w sobotę w Teheranie przez ministra spraw zagranicznych Iranu Mohammada Javada Zarifa i jego chińskiego odpowiednika Wang Yi. Współpraca Chin z Iranem trwa od 2016 roku, kiedy to prezydent Xi Jinping został pierwszym chińskim przywódcą, który odwiedził stolicę Iranu w ciągu ponad dekady.

„Podpisany dokument może wynieść więzi dwustronne na nowy poziom strategiczny” – powiedział w telewizyjnym wywiadzie irański rzecznik MSZ Saeed Khatibzadeh. Uzupełnił, że umowa koncentruje się na pobudzeniu współpracy sektora prywatnego i roli Republiki Islamskiej we flagowym programie infrastrukturalnym i inwestycyjnym Xi, inicjatywie Pasa i Szlaku.

Wstępna kopia zarysu porozumienia, która pojawiła się w mediach w zeszłym roku, zawierała plany długoterminowych dostaw irańskiej ropy do Chin, a także chińskie inwestycje w infrastrukturę naftową, gazową, petrochemiczną, odnawialną i jądrową.

Sojusz między Pekinem a Teheranem jest wyzwaniem dla administracji prezydenta USA Joe Bidena, która próbuje zebrać sojuszników przeciwko Chinom, co, jak powiedział sekretarz stanu Antony Blinken, jest „największym sprawdzianem geopolitycznym” na świecie.
[Dla Bideta dużym wyzwaniem jest wchodzenie na schodki do samolotu – admin]

Pakt chiński pojawia się, gdy próby ożywienia porozumienia nuklearnego między Iranem a światowymi mocarstwami zostały wstrzymane. Administracja Bidena wskazała, że ​​jest otwarta na ponowne zaangażowanie się z Iranem po tym, jak ówczesny prezydent Donald Trump odstąpił od umowy prawie trzy lata temu i ponownie nałożył sankcje gospodarcze, ale obie strony jeszcze się nie zgodziły na spotkanie.

Ściślejsza integracja Iranu z Chinami może pomóc wzmocnić irańską gospodarkę przed skutkami kar nałożonych przez USA, jednocześnie wysyłając wyraźny sygnał dla administracji Biden o zamiarach Teheranu. Wang Yi, który przybył do Teheranu w piątek, spotkał się również z prezydentem Hassanem Rouhanim, aby omówić umowę nuklearną.

Chiny i Iran współpracują razem w zwalczaniu epidemii wisrusowej C-19. Chiny dostarczają Iranowi szczepionkę własnej produkcji.

Prezydent USA Joe Biden starał się ożywić rozmowy z Iranem w sprawie porozumienia nuklearnego porzuconego przez byłego prezydenta Donalda Trumpa w 2018 roku, chociaż nadal obowiązują surowe ograniczające środki gospodarcze, których Teheran chce znieść przed wznowieniem jakichkolwiek negocjacji.

„Pod nową administracją Amerykanie chcą zrewidować swoją politykę i powrócić do porozumienia nuklearnego, a Chiny z zadowoleniem przyjmują ich posunięcie” – powiedział Wang. „Dostarczymy więcej szczepionek przeciwko koronawirusowi do Iranu, a Iran jest naszym priorytetem, jeśli chodzi o szczepionki”.

Chiny, największy partner handlowy Iranu i wieloletni sojusznik, od 2016 roku, zgodziły się zwiększyć dwustronną wymianę handlową ponad 10-krotnie, do 600 mld USD w ciągu dziesięciu lat.

Ministerstwo handlu poinformowało w czwartek, że Pekin będzie starał się zabezpieczyć porozumienie nuklearne z Iranem z 2015 roku i bronić uzasadnionych interesów stosunków chińsko-irańskich.

Stany Zjednoczone i inne mocarstwa zachodnie będące stroną porozumienia są w sprzeczności z Teheranem, co do tego, która strona powinna najpierw wrócić do porozumienia, które zostało porzucone przez byłego prezydenta USA Donalda Trumpa w 2018 roku.

Na podstawie:
https://www.metro.us/iran-china-sign-landmark/
https://www.bnnbloomberg.ca/china-signs-25-year-deal-with-iran-in-challenge-to-the-u-s-1.1583182

Anna-PK
http://an40na.neon24.pl/

Przystawki lub danie główne

Świetny esej doskonałego analityka i publicysty, nawróconego na chrześcijaństwo żyda, Israela Adama Shamira.

Pandemia została zesłana na nas, dzięki Mistrzom Covid, w ich wielkiej łasce, zamiast „prawdziwej” wojny nuklearnej. Została wysłany, aby skasować stare długi rządowe i wyemitować nowe; zrestartować dolara; podnieść popyt na kredyt, a co za tym idzie, stopę procentową.

Jednocześnie został wysłany, aby uchronić niektóre istoty ludzkie i majątek przed nieuchronnym bankructwem. Tak właśnie pomyślałem i napisałem . Jednak teraz mam wątpliwości. Być może pandemia nie jest alternatywą, ale jest tylko „na początek”, a główny kurs nuklearny dopiero nadejdzie.

Ta niewygodna myśl przyszła mi do głowy, kiedy Joe Biden mówił o „bezdusznym zabójcy” Władimirze Putinie. Mniejsze obelgi wywołały wojny. Slur „Beznogi, żółty robak ziemny” poruszył Kaa Skalnego Pythona do pożarcia Bandar Log.

Na szczęście wyluzowany Putin odpowiedział z uśmiechem. Powiedział, że w dzieciństwie dzieci odpowiadały: „kto się przezywa ten sam się tak nazywa”; życzył tylko dobrego zdrowia amerykańskiemu prezydentowi i zaproponował debatę z nim w Internecie, aby Amerykanie i Rosjanie, a także cały świat, mogli wyrobić sobie własne zdanie. Biden uniknął wyzwania. Nie jest jasne, czy pamiętał, kim jest Putin. Pustak z telepromperem, nazywał go Donald Trump Jr.

Biden powiedział, że Putin wtrącał się w wybory w USA i zapłaci za to wysoką cenę. Niestety, Putin nie mógł wpłynąć na zmarłych w USA a to oni zmienili wyniki wyborów, ponieważ głosowali na Bidena całymi cmentarzami. Tak, Biden to starzejący się manekin, który nie mógł nawet wejść następnego dnia na pokład Air Force One bez potknięcia się trzykrotnie ale jest ktoś, kto obsługuje teleprompter, i to jest problem.

Rosjanie byli widocznie wściekli. Kiedy przywódcy USA rzucają takie inwektywy, to tak, jakby piraci mijali „czarną plamę” na Wyspie Skarbów . To sygnał, że zagranicznego przywódcę należy obalić lub natychmiast zabić. Tak mówili o Saddamie Husajnie i Muammarze Kadafim; obaj zostali zabici, a ich „zbójeckie państwa” zdewastowane. Był to wyraźny pokaz wrogich zamiarów, nie tylko ze strony Bidena, ale także ze strony establishmentu amerykańskiego przemawiającego jak brzuchomówca przez obecnego lokatora Białego Domu.

Już wystarczająco zła jest kłótnia z Rosją, ale na tym reżim Bidena nie poprzestał. Następnego dnia doszło do paskudnej kłótni z Chinami podczas rozmów na Alasce. Sekretarz stanu Blinken rozpoczął negocjacje od oskarżenia Chin o ludobójstwo w Sinkiangu, pozbawienie mieszkańców Hongkongu ich praw, kupowanie mniejszej ilości australijskich produktów i powiedział, że będą negocjować „z pozycji siły”.
„Stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Chinami będą konkurencyjne tam, gdzie powinny, oparte na współpracy tam, gdzie to możliwe, przeciwne tam, gdzie to konieczne”.

Ten atak zirytował chińskiego przedstawiciela, który odpowiedział :

„Czy chcesz rozmawiać z Chinami protekcjonalnie z pozycji siły? Czy to wszystko zostało dokładnie zaplanowane i czy zostało starannie zaaranżowane ze wszystkimi przygotowaniami na miejscu? Czy to jest sposób, w jaki miałeś nadzieję prowadzić ten dialog? Stany Zjednoczone nie mają kwalifikacji, by powiedzieć, że chcą rozmawiać z Chinami z pozycji siły. Stany Zjednoczone nie reprezentują świata. Reprezentuje tylko rząd Stanów Zjednoczonych. Nie sądzę, aby przytłaczająca większość krajów na świecie uznała, że wartości propagowane przez Stany Zjednoczone lub opinia Stanów Zjednoczonych mogą reprezentować międzynarodową opinię publiczną, a kraje te nie uznają, że zasady ustanowione przez niewielką liczbę ludzi miałyby być podstawą porządku międzynarodowego ”.

Ten dwutorowy atak na Rosję oraz na Chiny to nie przypadek. Reżim Bidena przygotowuje się do wojny. Według doniesień nowy Raider Bomber B-21 jest w przygotowaniu.

Strategiczny bombowiec stealth będzie w stanie dostarczać broń konwencjonalną i termojądrową do celów wroga w dowolnym miejscu i czasie na świecie. Będzie w stanie zniszczyć każdy cel w dowolnym miejscu. B-21 został zaprojektowany, aby przezwyciężyć wszystkie niedociągnięcia obecnej floty ciężkich bombowców, która składa się ze 157 starzejących się samolotów z czasów zimnej wojny. W szczególności ma mieć zasięg, ładowność, cechy uderzenia i przeżywalność, aby zająć się każdą kategorią potencjalnych celów – w tym głęboko zakopanymi lub wrażliwymi celami mobilnymi w Chinach.

Podstawowa logika projektu polega na tym, że jeśli B-21 ma skutecznie odstraszać wszelkie formy agresji, to musi być w stanie zagrozić każdemu zasobowi cenionemu przez przeciwnika, bez względu na to, jak dobrze jest on ukryty lub chroniony. Raider zastąpi bombowiec B-2, co oznacza, że ​​od pierwszego dnia będzie mógł przenosić atomową bombę grawitacyjną B-61 o zmiennej wydajności i jądrowy pocisk manewrujący dalekiego zasięgu (LRSO). (Facebook nie zezwala na umieszczanie linku do tego artykułu ).

Reżim Bidena – i jego sojusznicy – ma wyprodukować i rozmieścić tysiące nowych pocisków rakietowych, samolotów, statków i bomb. Brytyjski pudel postanowił zwiększyć swój arsenał broni jądrowej o 40 procent. Składa się głównie z tych głowic nuklearnych Trident, które Jeremy Corbyn zobowiązał się całkowicie wyeliminować, dopóki nie został zatrzymany przez oskarżenie o antysemityzm. Być może jego chęć rozbrojenia była głównym powodem wyrzucenia tego łagodnego człowieka, a Żydzi, jak zawsze, byli gotowi dostarczyć wymówkę.

Nie jest tajemnicą, dla kogo są przygotowane bomby: Moskwa pozostaje „najpoważniejszym zagrożeniem” dla brytyjskiego bezpieczeństwa, powiedział Boris Johnson. Rosja jest wrogiem.

Afganistan jest doskonałą bazą wypadową do inwazji na Azję Środkową i zagrażania Rosji od południa. Kraj jest okupowany przez Stany Zjednoczone od 20 lat, a Trump był zdecydowany wycofać wojska. Biden już zasugerował, że Stany Zjednoczone zrzekną się umowy z talibami o wycofaniu swoich wojsk z Afganistanu. Wycofanie miało zakończyć się do maja 2021 r .; „ciężko będzie” Stanom Zjednoczonym wycofać siły z Afganistanu w ciągu sześciu tygodni, powiedział.

Biden zrezygnował również z planu Trumpa wycofania części sił z Niemiec i nie bez powodu. Jego administracja chce, aby Niemcy zrezygnowali z projektu Nord Stream II, a kraj łatwiej jest przekonać, jeśli ma się w nim czterdzieści baz wojskowych.

Walka z Iranem nigdy się nie skończyła. Kiedy Stany Zjednoczone tego nie robią, gra jej najlepszy przyjaciel, Izrael. Okazało się, że w ciągu ostatnich dwóch lat izraelscy płetwonurkowie sabotowali 12 irańskich tankowców, podał Wall Street Journal.

Ale to wszystko przyniosło odwrotny skutek. 16 lutego całe śródziemnomorskie wybrzeże Izraela było pokryte lepką, czarną mazią.

Cios w Izrael był straszny – zginęły zwierzęta, rośliny i ryby; przez długi czas nie będzie można pływać i opalać się na skażonych plażach. Dopiero teraz zaczęła wyciekać smutna prawda: „najgorsze zanieczyszczenie stulecia” zostało zrobione przez Izraelczyków. Pierwszą, która odniosła się do źródła zanieczyszczenia, była izraelska minister środowiska Gila Gamliel. Powiedziała, że ​​ropa została uwolniona przez irański tankowiec Emerald przewożący ładunek produktów naftowych objętych sankcjami przez USA do Syrii. Powiedziała, że ​​to irański ekoterroryzm. Ale Gila została szybko zakneblowana – izraelska cenzura wojskowa zakazała dyskusji na ten temat, z wyjątkiem najbardziej ogólnych. Wygląda na to, że Gila Gamliel miała rację – do pewnego momentu. Pisał o tym izraelski dysydent Richard Silverstein :

„Był to celowy atak Izraela na irański statek. Flotylla 13, izraelska jednostka komandosów marynarki wojennej, potajemnie podłączyła minę do statku Emerald . Celem było spowodowanie niewielkich szkód, które wysłałyby do Iranu wiadomość, że jego własne ataki na żeglugę w Zatoce Perskiej pociągną za sobą koszty”.

Ten raport Times of London, napisany przez Anshela Pfeiffera, felietonistę Haaretz, potwierdza moje źródło. Jednak komandosi nie zdawali sobie sprawy, że Szmaragd to zardzewiała, stara krypa w rozpaczliwie złym stanie. Izraelska mina, która miała spowodować drobne uszkodzenia, w rzeczywistości wyrwała dziurę tak dużą, że znaczna część zawartości ładowni statku wyciekła do Morza Śródziemnego. To właśnie spowodowało izraelską katastrofę ekologiczną: sam Izrael.

Ten incydent przypomina nam, że wojna ma nieprzewidywalne konsekwencje, zwłaszcza wojny światowe. Takie pragnienie wojny jest wyraźną oznaką nieszczęśliwego narodu. Połączenie kryjówki i wojny jest jeszcze mniej przewidywalne. Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy są sfrustrowani. Joe Biden przybył do Białego Domu jako człowiek panów Covida z maską na twarzy; nie zdejmuje jej, podobnie jak jego wyżsi urzędnicy. Teksas i Południowa Dakota uwolniły się; tak samo zrobiła Floryda, ale reszta Stanów Zjednoczonych jest nadal ograniczana. Pomimo milionów zastrzyków szczepionek pandemia koronawirusa jest nadal przyczyną blokad i ograniczeń w podróżowaniu. Brytyjczykom nie wolno opuszczać swojego kraju.

W Stanach Zjednoczonych kobieta, dr Micheline Epstein, przywiozła córkę do szkoły, a ona miała (o zgrozo!) nagą twarz. Nauczyciele skontaktowali się z policją; sześcioletnia córka została odebrana matce na czas nieokreślony za złamanie reżimu maskowego. Nadal nie może się skontaktować córką.

W Imperium Sprawiedliwości wszyscy są bezbronni. Osoby egzekwujące właściwe postawy mogą z tobą zrobić wszystko, w ogóle wszystko. Robert Hoogland, został osadzony w więzieniu za nazwanie swojej 14-letniej córki „córką” i publiczne odniesienie się do niej za pomocą zaimków „ona”, podczas gdy dziewczyna, która nadal nie może sama kupić piwa twierdzi, że będzie mężczyzną. Dodaj do tego nędzę spowodowaną blokadami, a zrozumiesz, dlaczego tysiące rosyjskich emigrantów pędzą z powrotem do Matki Rosji.

Od lat 80. Rosjanie uważali, że mają szczęście, gdyby mogli uciec z mroźnej ojczyzny i ruszyć na zachód. Dzieci Stalina i Chruszczowa, czołowe osobistości rządowe czasów Jelcyna, artyści i naukowcy, przeniosły się na Florydę lub do Paryża. Zawsze byli gotowi potępić Putina, brutalnego dyktatora. Popularny aktor filmowy Aleksiej Sieriebriakow wyjechał z Rosji do Kanady, trzaskając gniewnie drzwiami, potępiając „krwawy reżim” i „mieszankę siły, arogancji i chamstwa” Rosji.

I nagle – wiatr się zmienił i zaczął się dryf wstecz. Sieriebriakow wrócił z Kanady, choć wielu Rosjan w ogóle nie jest zadowolonych z jego powrotu.

Dziennikarka naukowy Asya Kazantseva, która wróciła do Moskwy z Tel Awiwu i Bristolu w Wielkiej Brytanii, napisała:

„Nieoczekiwanym efektem ubocznym pandemii jest to, że wszyscy przyjaciele, którzy wyemigrowali do Europy dawno temu, gromadzili się w domu, aby spędzić zimę w Moskwie, gdzie szczepionki są bezpłatne i dostępne i nie ma blokady. Życie towarzyskie jest tutaj dwukrotnie bardziej aktywne niż w czasie pokoju. Już nigdy nie będę samotna!”.

[Popularna żydowska blogerka] Alina Farkash napisała niedawno, że w Moskwie jesteś ukochanym dzieckiem w wielodzietnej rodzinie, podczas gdy emigracja [w jej przypadku do Izraela] „jest jak wysłanie do sierocińca. To wszystko prawda. Naprawdę mam nadzieję, że nigdy nie pojadę nigdzie indziej, że zawsze będę tutaj i że będę mocno pamiętać, jak nieskończonym szczęściem jest być tutaj”.

Oczywiście, Rosja nie jest krainą czarów; ma wiele wad i problemów. Jej oligarchowie są zbyt bogaci, ludzie raczej biedni; podatki są zbyt niskie; przepaść społeczna jest większa niż w Stanach Zjednoczonych czy Chinach. Jednak Rosja jest wolna. Możesz mówić i pisać, co chcesz. Nie ma blokad. Szkoły działają jak zwykle; nauka na odległość jest rzadkością. Kościoły są otwarte. Teatry, jw. Nie ma obowiązkowych masek; tam, gdzie są one obowiązkowe, Rosjanie nadal je ignorują.

Putin odpowiedział Bidenowi podczas koncertu na moskiewskim stadionie wypełnionym po brzegi. Wśród 80 tysięcy uczestników tylko kilka ostrożnych osób nosiło maski. Szczepionki są bezpłatne i dostępne, doskonałe staroświeckie szczepionki rosyjskie, które nie mają znanych złych skutków ubocznych. Do wyboru są trzy rosyjskie szczepionki, z których pierwsza, Sputnik V, jest dopuszczona do obrotu na całym świecie i kupowana w Europie i poza nią. Zaniepokojeni ludzie narażeni na zachodnią propagandę szczepią się, inni nie czują presji, by to zrobić.

Rosja to najbardziej zrelaksowane miejsce w świecie korony, jakie można teraz znaleźć. Nawet nienawidzący Putina, których jest wielu wśród moskiewskiej klasy średniej, zmienili ton. Nazywali go tchórzem, który ukrywa się w kryjówce ze strachu przed wirusem; teraz mówią, że po prostu udawał i przez cały czas wiedział, że wirus nie jest aż tak niebezpieczny, więc teraz jest tylko oszustem. Nie można ich wszystkich zadowolić.

Mimo to Rosja nie neguje wirusa. Byłoby to głupie, ponieważ rosyjskie szczepionki przynoszą mnóstwo dolarów do skarbca państwa. Zastępca dyrektora Państwowego Instytutu Grypy dr Daria Danilenko ironicznie skomentowała: „Po raz pierwszy w historii obserwacji naukowych świat stanął w obliczu sezonu epidemicznego bez grypy”.

Władcy Covid są zbyt potężni, by rzucić im wyzwanie. W tym tygodniu pozbyli się prezydenta Tanzanii Johna Magufuli. Bezczelny mężczyzna przetestował papaję, kozę i olej silnikowy na obecność covidu za pomocą testów dostarczonych przez WHO i wszystkie okazały się pozytywne. Odrzucił testy i stwierdził, że Tanzania jest wolna od COVID. Następnie gazeta London Guardian (w dziale finansowanym przez Billa Gatesa) wezwała do usunięcia go.

Amerykańska Rada ds. Stosunków Zagranicznych, FCR, poparła wezwanie i masz! Już jest martwy. Był drugim afrykańskim przywódcą, który nie poddał się ukrytej obsesji i znalazł przedwczesną śmierć. Pierwszym był prezydent Burundi, Pierre Nkurunziza, który nie wpuścił wysłanników WHO do swojego kraju i odmówił zamknięcia i poddania się masowym testom. Szybko zmarł na atak serca lub, według innych źródeł, na covid, tak jak Magufuli. Człowiek, który zajął jego miejsce, natychmiast zaprosił WHO do kraju i postępował zgodnie z jej instrukcjami.

Prezydent Łukaszenko również odmówił dyktatu WHO i został prawie obalony, ale walczył – w końcu Białoruś nie leży w Afryce. Jak wiecie, Szwedzi również poddali się presji. Być może prezydent Putin działał mądrze, gdy nie zaprzeczał panom Covid. Najwyraźniej są nieodpartą siłą w obecnym świecie. Usunęli Trumpa, zamknęli Europę. Putin również zostałby zniszczony – a Rosjanie skończyliby w niekończącej się blokadzie, jak Izrael czy Francja.

Nie mogę odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób Mistrzowie Covid byli w stanie to zrobić. Ani Schwab, drugorzędny profesor w Zurychu, ani Gates, właściciel dużej firmy zajmującej się danymi – nie mogli osiągnąć takiego wyniku żadnymi znanymi sposobami.

Czy kiedykolwiek dowiemy się, kto za nimi stoi? A może to właśnie pytanie należy potępić jako teorię spiskową?

Nawiasem mówiąc, Magufuli, nieżyjący już prezydent Tanzanii, był wybitną osobowością. Rosyjska gazeta napisała:

„Magufuli szukał wszędzie możliwości, aby zmniejszyć niepotrzebne wydatki, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczono na budowę dróg i bezpłatną edukację (wraz z nim nie tylko szkoły podstawowe, ale i średnie stały się darmowe). Zmniejszył rząd z 30 do 19 osób i zwolnił około 150 wysokich urzędników jako niepotrzebnych lub skorumpowanych. Kontrola wykazała, że ​​10 000 opłacanych urzędników istniało tylko na papierze. Magufuli anulował dwie umowy z Chinami, które zostały już podpisane przez jego poprzednika, prezydenta Kikwete: budowę pierwszej zelektryfikowanej kolei w kraju i największego portu w Afryce Wschodniej w Bagamoyo.

Tylko szaleniec mógł zgodzić się na warunki zaproponowane przez Chińczyków. Magufuli był oburzony. Kolej została ostatecznie zbudowana przez turecką firmę; władze Tanzanii nadal nie mogą dojść do porozumienia w sprawie portu z chińskimi inwestorami. Magufuli uważał, że skala pandemii jest mocno przesadzona i niektóre siły wykorzystują ją do sabotowania gospodarki. Nie chciał wprowadzać kwarantanny w obawie, że poziom ubóstwa wzrośnie”.

Krótko mówiąc, wspaniała osoba! Ale podjął się zadania, które okazało się ponad jego siły.

Mistrzowie Covid grają na naszym strachu przed śmiercią. Zastanawiam się, jak to przezwyciężą, wywołując wojnę światową? Być może zrobią to, próbując uczynić nasze życie tak nieszczęśliwym, że zaakceptujemy masową zagładę, jeśli nie z przyjemnością, to przynajmniej spokojnie.

Israel Shamir
http://niepodległy.pl

Roboty – koszmar przyszłości!


Żeby ten tytuł uściślić należy dodać, że cała rzecz będzie dotyczyła sztucznej inteligencji, a właściwie najgłębszych jej konsekwencji.

Czym zatem ona jest? Wydaje się, że najstosowniej będzie przyjąć, iż jest to taki wytwór ludzkiego umysłu, który bez skonkretyzowanego polecenia swojego twórcy może podejmować własne decyzje, w tym te o dalszym reprodukowaniu się, a w ostatecznej konsekwencji o wyznaczaniu samemu sobie celów. Brrr…

Są też futurolodzy, których spekulacje i ich fantazje posuwają się aż tak daleko, iż prognozują oni przyszłe podróże kosmiczne, prowadzone nie przez ludzi (zbyt duże dystanse), lecz przez zaprojektowaną sztuczną inteligencję. Będzie ona zdolna do wykorzystywania napotkanych planetarnych zasobów do samonaprawy, a nawet budowy dalszych tego rodzaju obiektów, na przykład, w celu poszerzenia badanej kosmicznej przestrzeni.

Przyznajmy: nie brzmi to aż tak bardzo nieprawdopodobnie? Oczywiście ziemscy inżynierowie przypuszczają, że ostatecznym źródłem kluczowych decyzji będą nasze centrale. Lecz czy na zawsze i na pewno?

Popuszczając nieco wodze wyobraźni, uznajmy że te technologiczne twory naszych umysłów, w pewnych sytuacjach mogą uzyskać znaczącą, a nawet całkowitą niezależność od ludzkich komend, czyli tak zwaną suwerenność. Nawet przecież nasze najskromniejsze narzędzia i ich ulepszenia, mając status rzeczy i przedmiotów, korzystają jednak z pewnej odrębności. Choćby tylko przez to, że noszą jakąś nazwę. Młotek jest więc zawsze tym samym młotkiem, a co dopiero skomplikowane roboty…

Co zatem może zdarzyć się wtedy, gdy rzeczywiście, gdzieś w odległych zakątkach tej, czy innej galaktyki powstanie nowa jakość, którą z ziemskiej bazy nie będzie można ani opanować, ani nawet zniszczyć. Ale nowi panowie przestworzy swój rozum będą mieli i by temu zapobiec swoje siły skierują na naszą planetę, by ją unicestwić. I to będzie koniec.

Co zdarzy się dalej – ta historia jest już dla nas bez znaczenia… Ale czy czasem ów fikcyjny scenariusz dalszych losów ludzkości nie przypomina naszych relacji ze Stwórcą? Oczywiście, że zachodzi znaczące i duże podobieństwo! Znamy przecież liczne przekazy o stworzeniu pierwszych ludzi, w tym tę biblijną. Wszystkie one mają wspólny mianownik: jest nim przeświadczenie, że ludzkość jest bytem zależnym. iesuwerennym, podlegającym zewnętrznemu boskiemu prawu.

Człowiek nie jest wyemancypowany, lecz przeciwnie, a nasze uczynki zawsze bywają wszechstronnie badane. Gdzie zatem tkwi różnica pomiędzy Aktem Stwórcy, a dziełem człowieka? Jest ona podstawowa, fundamentalna i zasadnicza.

Człowiek bowiem, w hierarchii bytów, stojąc bardzo wysoko, jest jednak w najgłębszym rozumieniu istotą ułomną. Rozpoznanie owego faktu jest jego podstawowym zadaniem i powołaniem. Widząc tak te sprawy i rozumiejąc ludzką kondycję, musimy przyznać, że przekroczyliśmy nakreślone nam granice. Człowiek stał się buntownikiem, przyznając sobie status stwórczej siły. A wiemy czym się kończy takie gatunkowe nieposłuszeństwo.

Można przyjąć, iż skonstruowanie sztucznej inteligencji okaże się tym ostatecznym zerwaniem: o kosmicznych konsekwencjach. Kara z pewnością zostanie wymierzona. A kto czym wojuje od tego na ogół ginie….

Nie można więc wykluczyć, że powołana przez nas machina, na końcu naszej drogi może zostać użyta do wymierzenia nam sprawiedliwości. Zastrzeżenie jest tylko takie, iż ów apokaliptyczny obraz jest zbyt mechanistyczny i pozostaje tylko żywić nadzieję, że nasze relacje z Bogiem wciąż istnieją. Na człowieka jednak liczyć za bardzo nie można, gdyż dopuści się wszystkiego, co tylko znajdzie się w zasięgu jego możliwości.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 13-14 (28.03-4.04.2021
https://myslpolska.info/

Bardzo wątpię, czy kiedykolwiek uda się stworzyć elektromechaniczną funkcjonalną kopię człowieka – istoty obdarzonej duszą i świadomością. My nawet zielonego pojęcia nie mamy, czym jest świadomość, co by tam na ten temat nawijały różne wikipedie.
Admin

Amerykanie i spisek przeciwko Ceauşescu

Na temat egzekucji Nicolae Ceauşescu i jego żony 25 grudnia 1989 roku ukazały się całe półki książek oraz tysiące artykułów we wszystkich możliwych mediach. Teorie spiskowe o tym wydarzeniu zaczęły pojawiać się tuż po tym, jak w tym dniu o 14.50 Nicolae i Elena Ceauşescu zostali rozstrzelani przez pluton egzekucyjny w koszarach Târgoviste.

Najlepiej oddać w tej sprawie głos samym Amerykanom, pamiętając o tym, że jeden z byłych agentów CIA twierdzi, iż rozprawa Ceauşescu toczyła się na zlecenie Stanów Zjednoczonych.

Oświadczenie tej treści znalazło się w książce dziennikarza śledczego dziennika „The New York Times”, Marka Mazzettiego pt. „The Way of the Knife: The CIA, a Secret Army, and a War at the Ends of the Earth” (wydanie polskie: CIA. Tajna wojna Ameryki, Warszawa 2014).

Warto przeanalizować informacje, które ujawnia były oficer amerykańskiego wywiadu Ross Newland, który opowiada Mazzettiemu o tym, jak Amerykanie polecili przeprowadzenie ekspresowego procesu Ceauşescu przed wykonaniem egzekucji.

[Czy dokonano na świecie jakiejkolwiek zbrodni politycznej bez udziału Amerykanów? – admin]

Newland był w Rumunii podczas rewolucji 1989 roku i to właśnie on poinformował o losie dyktatora prezydenta George’a H.W. Busha. Jest pierwszym byłym funjconariuszem tej struktury, który podzielił się nieujawnionymi do tej pory informacjami w tej sprawie.

Mazzetti jest znanym dziennikarzem śledczym „The New York Times”; tym samym, który swego czasu napisał na temat tajnych więzień CIA na terytorium Rumunii.

Kiedy Newland przyjechał do Europy Wschodniej, by analizować sytuację w krajach satelickich Związku Radzieckiego w okresie zimnej wojny, miał zaledwie nieco ponad 30 lat, czytamy w książce Marka Mazzettiego. Krótko przed tym Ross Newland wyjechał z dżungli Ameryki Środkowej, gdzie brał udział w cynicznej operacji Iran-Contras.

W przeciwieństwie do swoich przełożonych z agencji, nie ucierpiał wskutek wywołanego tą akcją skandalu; został nawet wkrótce awansowany. Wraz z gronem swoich kolegów został delegowany do Europy Wschodniej, by kierować tamtejszymi placówkami w krajach satelickich ZSRR. Będąc po trzydziestce został najmłodszym w dziejach CIA szefem placówki na terenie Europy Wschodniej i Związku Radzieckiego. W 1988 roku uznano, że sprosta temu zadaniu. „Wysłali nas tam, bo byli pewni, że nic tam się nie będzie działo” – mówi Newland – „Stary, jak bardzo się pomylili”.

Książka opisuje także, jak w ciągu jednego roku upadł mur berliński, a Europę Wschodnią ogarnęła rewolucja. Czytamy w niej, że “jako oficer dowodzący CIA w Rumunii, Newland był odpowiedzialny za informowanie administracji Busha o procesie upadku reżimu Ceauşescu, który zbiegł wraz z żoną z Bukaresztu, gdy tłumy wyszły na ulice tydzień przed świętami Bożego Narodzenia 1989 roku. Wigilię spędził z rumuńskimi spadochroniarzami przetrzymującymi Nicolae i Elenę Ceauşescu, próbując przekonać ich dowódców, by nie rozstrzeliwali ich bez przeprowadzania jakiejś formy procesu. Takie instrukcje przekazała mu centrala w Langley. ‘Zmusiliśmy ich do przeprowadzenia czegoś na wzór procesu, który trwał jakieś 20 minut’ – wspomina.

„Po zakończeniu tej formalności dowódca plutonu poprosił o zgłoszenie się trzech ochotników do grupy wykonującej egzekucję. Jednak gdy rumuński dyktator wraz z żoną postawieni zostali, skuci kajdankami z tyłu, pod ścianą, cały pluton otworzył ogień” – czytamy.

Misja CIA dobiegła końca wraz z końcem zimnej wojny. Walka z rozprzestrzenianiem komunizmu była jednym z głównych zadań agencji i uzasadniała ofensywne operacje w Ameryce Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie i w Europie, jak przypomina będący autorem książki dziennikarz, pisząc o stopniu jej zaangażowania wszędzie, gdzie tylko obawiano się tego komunizmu.

Odtajnione dokumenty CIA na temat Rumunii, dostępne na jej oficjalnej stronie, pomijają drażliwy temat rumuńskiej rewolucji, jednak zawierają analizę z grudnia 1987 roku, miesiąc po robotniczym buncie w Brasovie, w której ówczesny szef placówki wywiadowczej rysuje Waszyngtonowi możliwe scenariusze rozwoju sytuacji (“Dlaczego trzeba myśleć o zimie w Rumunii?”), w tym potencjalny upadek Nicolae Ceauşescu i to, kto mógłby do niego doprowadzić.

Czytamy w niej m.in., że „Moskwa wyrażała w ciągu ostatniego roku publicznie niechęć wobec reżimu Ceauşescu, zaś reformatorskie koncepcje radzieckiego przywódcy Michaiła Gorbaczowa spotkały się z pozytywnym oddźwiękiem wśród Rumunów i części rumuńskiego kierownictwa. Ci ostatni mogli uznać, że aktywne działania ambasady ZSRR i agentów KGB w środowisku umiarkowanego skrzydła partii, odczytywać można jako zachętę do przeprowadzenia przewrotu” – czytamy w notatce z 1987 roku.

Amerykanie regularnie rozważali możliwość wybuchu rebelii w okresie zimowym, szczególnie w mroźnych tygodniach, gdy w domach Rumunów brakowało ogrzewania i prądu elektrycznego. Taki sam scenariusz możliwych zamieszek znaleźć możemy w notatce CIA z grudnia 1984 roku zatytułowanej “Rumunia: perspektywy Ceauşescu”.

Po analizie możliwych skutków katastrofy gospodarczej dla rządów Ceauşescu, funkcjonariusze CIA wyliczają osoby, które mogłyby zastąpić dyktatora. Jednym z wymienionych jest Ion Iliescu. Grupa określana jako „Rywale zaćmienia” zawiera nazwiska dawnych prominentów odsuniętych na boczny tor, którzy mogliby odegrać ważną role w ruchu przeciwko Ceauşescu. „Inteligentny, energiczny i niezwykle uczciwy Iliescu uznawany jest przez wielu za najbardziej utalentowanego z rumuńskich liderów” – czytamy w dokumencie.

Przebieg wydarzeń przed egzekucją Ceauşescu wyglądał następująco: po tym, jak opuścił on z żoną Bukareszt i wylądował helikopterem w bazie wojskowej w pobliżu Târgoviste, formalnie decyzję o ich rozstrzelaniu podjęto w dekrecie Rady Frontu Ocalenia Narodowego podpisanym przez Iliescu 24 grudnia 1989 roku. Następnie zdecydowano o utworzeniu Nadzwyczajnego Trybunału Wojennego. Według odpowiedzialnego za proces i egzekucję gen. Victora Stănulescu, nieformalna decyzja zapadła nocą z 23 na 24 grudnia.

Wróćmy jednak do odtajnionego przez CIA dokumentu z 22 grudnia 1983 roku, który pokazuje przygotowania Waszyngtonu do odsunięcia od władzy dyktatora Ceauşescu. Jest to całościowa analiza systemu władzy zawierająca również rozważania na temat potencjalnego „ruchu” przeciwko niemu, który “najprawdopodobniej” mógłby zostać zainicjowany przez jego najbliższe otoczenie.

„Jeśli miałby powstać ruch przeciwko Ceauşescu, zapewne stworzyłyby go osoby z jego najbliższego kręgu. Aby osiągnąć sukces, musielibyśmy liczyć na poparcie, lub nawet kierowniczą rolę, osób odpowiedzialnych za służby bezpieczeństwa i armię. W związku z ostrożnością Ceauşescu konspiratorzy powinni zachować pełną tajność. Może być zatem tak, że nie pojawi się żaden sygnał, poza poważnymi zamieszkami w kraju” – stwierdza się w dokumencie.

Raport omawia również scenariusze po upadku Ceauşescu. Analitycy CIA w 1983 roku wierzyli, że miejsce Ceauşescu zajęłoby prawdopodobnie kierownictwo kolektywne, które podjęłoby próbę zyskania czasu obietnicami „bardziej przyjaznego ludziom klimatu politycznego” i zorientowanej na konsumentów strategii gospodarczej. Poza tym, Amerykanie mieli poważne wątpliwości, czy „nowe kierownictwo” w Bukareszcie gotowe byłoby do zdecydowanego porzucenia zasad markistowsko-leninowskich.

CIA analizuje również możliwy wpływ wspomnianego scenariusza na politykę zagraniczną Rumunii. Nowe przywództwo próbowałoby zachować niezależny kurs prowadzony przez Ceauşescu i popierany przez większość Rumunów, lecz z uwagi na warunki ekonomiczne i swoją słabość polityczną mogliby zająć w sprawach międzynarodowych stanowisko bardziej proradzieckie, sprzyjające współpracy w ramach Układu Warszawskiego. Stałoby się tak dlatego, że – jak stwierdzili Amerykanie – „głównym celem ZSRR w Rumunii jest utrzymanie reżimu komunistycznego”.

„Związek Radziecki będzie próbował wykorzystać trudności Rumunii do tego, by wymóc na Ceauşescu większą uległość, jednak jest mało prawdopodobne, by wykorzystał swój ograniczony potencjał gospodarczy i polityczny do odsunięcia go od władzy lub wymuszenia zmiany przez niego jego polityki zagranicznej. Obalenie Ceauşescu stworzyłoby ryzyko zdestabilizowania i tak kruchej równowagi; jest też mało prawdopodobne, by ZSRR miał w Rumunii wystarczająco wielu utajnionych agentów (lub środków), by tego dokonać” – czytamy dalej.

Analitycy CIA dopuszczali, że Związek Radziecki czułby się zmuszony do podjęcia działania, w tym obalenia Ceauşescu, wyłącznie w dwóch przypadkach: gdyby upadek komunizmu w Rumunii stał się realnym zagrożeniem, lub jeśli Ceauşescu zagroziłby interesom radzieckim poprzez dokonanie nagłego zwrotu w kierunku Zachodu i podjęcie próby opuszczenia Układu Warszawskiego.

„Ewentualni następcy Ceauşescu byliby prawdopodobnie mniej gotowi do podjęcia ryzyka sprzeciwu wobec ZSRR niż on poprzez zbliżenie ze Stanami Zjednoczonymi. Poruszaliby się w tej samej rzeczywistości geopolitycznej, co on, jednak nie mieliby jego doświadczenia układania relacji z Moskwą i jego ambicji międzynarodowych. Obawiając się o swoją pozycję wewnętrzną, byliby zapewne bardziej podatni na naciski Moskwy”.

Pod koniec dokumentu mamy opis reżimu Ceauşescu i prezentację różnych analiz ekonomicznych. Co ciekawe, jego część, z nieznanych przyczyn, nadal pozostaje utajniona. Druga jego część zawiera omówienie koncepcji CIA oraz zawiera charakterystyki najważniejszych przywódców komunistycznych i ich potencjału.

„Z uwagi na środki ostrożności podjęte przez Ceauşescu i związane z nimi zidentyfikowanie oraz usunięcie potencjalnych oponentów, skuteczna akcja przeciwko niemu musiałaby być ściśle utajniona i przeprowadzona bardzo szybko, a także prawdopodobnie z użyciem siły”.

Analitycy agencji nieprzypadkowo piszą o tym w roku 1983. Był to dla Rumunów bardzo trudny rok. Ceauşescu rozpoczął wtedy kosztowną budowę Pałacu Ludowego, a wszystko to w warunkach kryzysu gospodarczego opisywanego przez amerykańskich agentów. Prawie 60 tysięcy rodzin zostało w związku z tą gigantyczną budową przeniesionych do innych dzielnic miasta.

W polityce zewnętrznej Ceauşescu próbował odgrywać rolę mediatora między Moskwą a Waszyngtonem w sprawie rozmieszczenia amerykańskich rakiet w Europie. We wrześniu 1983 roku ówczesny wiceprezydent George H. Bush przyleciał z Belgradu do Bukaresztu na jednodniowe spotkanie z nim. Taki był kontekst rozważań Amerykanów na temat budowania sprzeciwu wobec reżimu Ceauşescu oraz możliwych pęknięć, które mogłyby doprowadzić do jego upadku.

Podsumowując, amerykańska ingerencja w Rumunii z pewnością miała miejsce, choć jej zakres trudny jest do oszacowania. Co do jej roli w egzekucji Ceauşescu, skoro Rumunia stała się już kilka miesięcy po upadku komunizmu satelitą Stanów Zjednoczonych, któż mógł mieć interes w obaleniu ostatniego niezależnego rumuńskiego przywódcy? ZSRR będący u progu swojego upadku, czy raczej Stany Zjednoczone, które najbardziej zyskały na demontażu żelaznej kurtyny?

Teodor Bujor
Nicolae Ceauşescu i Richard Nixon (1969)
https://myslpolska.info

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...