wtorek, 29 kwietnia 2025

Tajne umowy i kampanie nienawiści. Tak ekoterroryści i inni zieloni są finansowani przez Unię Europejską



Komisja Europejska w oficjalnym oświadczeniu przyznała, że dochodziło do „niewłaściwych działań lobbingowych”.

Chodzi o finansowanie z kieszeni europejskich podatników organizacji pozarządowych, m.in. ekoterrorystycznych i ekologicznych, by te walczyły z krytykami „zielonej” polityki UE i przeciwnikami politycznymi. Podawano im konkretne cele.

[„Niewłaściwe działania lobbingowe”… cóż za piękny eufemizm na oznaczenie działań kryminalnych…
No dobrze. Stwierdzono ten fakt. I co z niego wyniknie? Ktoś za to odpowie? A GÓWNO. – admin]

Komisja Europejska wydała oświadczenie ws. Programu LIFE, z którego miały być finansowane działania pomagające w implementacji „zielonych” unijnych przepisów – w zakresie, środowiska, klimatu czy energii. KE przyznała, że pieniądze z tego programu trafiają do „szerokiej gamy beneficjentów w państwach członkowskich”. Są wśród nich przedsiębiorstwa prywatne, władze lokalne, fundacje badawcze i organizacje pozarządowe.

Jak podkreślono, finansowanie NGO-sów ma na celu doprowadzenie do „poprawy zarządzania kwestiami związanymi ze środowiskiem, zmianami klimatu i transformacją energetyczną”.

„Jednocześnie Komisja stwierdziła, że w niektórych przypadkach programy prac przedłożone przez organizacje pozarządowe i załączone do umów o dotacje operacyjne zawierały konkretne działania propagatorskie i niewłaściwe działania lobbingowe” – czytamy.

Szczegóły ujawnił austriacki portal eXXpress.at. Jak się okazuje, środki z kieszeni podatników szły do eko-organizacji, które miały za nie przeprowadzać konkretnie ukierunkowane kampanie wymierzone w politycznych przeciwników – głównie w konserwatystów i eurosceptyków, zarówno wśród członków Parlamentu Europejskiego, jak i polityków w poszczególnych państwach członkowskich.

Jak podkreśla austriacki portal, chodzi o „prowadzenie politycznych kampanii oszczerstw” przeciwko tym, którzy sprzeciwiali się klimatycznej polityce UE. Według Visegrad24, całkowity budżet programu LIFE od 2014 roku wyniósł 9 mld euro.

Co więcej, według wewnętrznych dokumentów, kampanie oszczerstw były prowadzone przez poszczególne organizacje „klimatyczne” we współpracy z agencjami UE. Planowano, kto zostanie celem takiej kampanii.

– Uważamy to za oczywisty błąd [„bląd”, k… mać, „błąd”… – admin] zarówno ze strony poszczególnych urzędników UE, jak i organizacji – przyznał rzecznik grupy EPP ds. polityki środowiskowej Peter Liese, niemiecki eurodeputowany z CDU. W rozmowie z eXXpress dodał, że „należy położyć kres niewłaściwemu wykorzystywaniu funduszy UE”.

Polityk odniósł się także do zapewnień Komisji, że wprowadzi „korekty” do programu LIFE oraz większą transparentność. – Z zadowoleniem przyjmujemy oświadczenie Komisji. Nadużywanie funduszy UE do wywierania wpływu politycznego musi się skończyć – mówił.

Brak transparentności

Atmosferę dodatkowo podgrzewa fakt, że tylko jedna trzecia organizacji, które otrzymywały środki z programu LIFE, otwarcie ujawniła swoje dochody i sposób wykorzystania pieniędzy. W sprawie pojawia się także postać byłego komisarza UE ds. klimatu Fransa Timmermansa, który miał negocjować tajne umowy z tymi podmiotami. Miały one zawierać szczegółowe plany lobbingowe, określające zadania i cele.

A to oznacza, że Bruksela nie tylko finansowała ekoterrorystów, lecz także wyznaczała im konkretną strategię działania, by uderzyć w przeciwników „zielonej” agendy UE. Do realizacji tych umów wykorzystywano m.in. „partnerstwa medialne” oraz całą machinę propagandową. Co roku Unia przekazywała takim organizacjom 15,5 mln euro.

Z nieoficjalnych doniesień wynika, że Europejskie Biuro Ochrony Środowiska (EEB) miało podać „co najmniej 16 przykładów” pokazujących, w jaki sposób jego działania lobbingowe przyczyniły się do zaostrzenia unijnych przepisów.

„Rola Ursuli von der Leyen pozostaje niejasna. Była ona główną kandydatką EPL w wyborach do UE w 2024 r. i ponosi odpowiedzialność polityczną jako przewodnicząca Komisji” – zaznacza eXXpress.

„Ustawa musi zostać przyjęta za wszelką cenę!”

Głos w sprawie zabrał także austriacki eurodeputowany Alexander Bernhuber. „Komisja Europejska zapłaciła miliony organizacjom pozarządowym – rzekomo w celu ochrony środowiska. W rzeczywistości finansowała również kampanie, między innymi w celu wywarcia presji na posłów do PE, którzy byli przeciwni ustawie o renaturalizacji. To prawdziwy skandal demokratyczny!” – wskazał.

„Przejrzystość jest kamieniem węgielnym naszej demokracji i stała się nieodzowną częścią naszej polityki. Partie polityczne muszą ujawniać swoje finanse Trybunałowi Obrachunkowemu. Gminy muszą dać swoim obywatelom wgląd w swoje budżety i decyzje. Nawet najmniejsze organizacje muszą dokładnie pokazywać, na co przeznaczają swoje fundusze. Tylko w przypadku organizacji pozarządowych zegary wydają się tykać inaczej” – zaznaczył.

Jak podkreślał, umowy między Dyrekcją Generalną ds. Środowiska, czyli tzw. unijnym Ministerstwem Środowiska, a wybranymi organizacjami pozarządowymi długo były „trzymane pod kluczem”. Teraz jednak pokazały, że „niektóre organizacje zostały faktycznie zobowiązane przez samą Komisję do organizowania ukierunkowanych kampanii przeciwko posłom do PE i Komisji”.

Przyznał też, że europoseł może dotkliwie odczuć skutki takich kampanii. „Na przykład w dniach poprzedzających głosowanie nad ustawą o renaturyzacji przyrody odbyły się liczne demonstracje na rzecz ustawy przed Parlamentem Europejskim, tysiące masowych e-maili i niezliczone telefony do biura, a wszystko to w jednym celu: «Ustawa musi zostać przyjęta za wszelką cenę!».

Fakt, że kampanie te są finansowane częściowo z funduszy UE i że jeden lub dwóch posłów do PE może być pod ich wpływem, jest więcej niż dyskusyjny i, moim zdaniem, jest prawdziwym demokratycznym skandalem. Narusza to zasadę podziału władzy i podważa zaufanie do polityki europejskiej” – wskazał.

„Ustawa o agentach zagranicznych pilnie potrzebna”

„W oficjalnym oświadczeniu Komisja Europejska przyznaje, że finansowała programy organizacji pozarządowych w tym „niewłaściwe działania lobbingowe”. Chodzi o celowe ataki na przeciwników politycznych sprzeciwiających się planom Zielonego Ładu. Czekamy na listę polskich organizacji działających na zlecenie” – napisał na portalu X prezes Warsaw Enterprise Institute Tomasz Wróblewski.

„Lista takich organizacji jest łatwa do odgadnięcia. Dlatego ustawa o agentach zagranicznych jest tak pilnie potrzebna” – skwitował redaktor naczelny „Najwyższego CZAS!”-u Tomasz Sommer.

Źródło:eXXpress.at/Visegrad24/X
https://nczas.info

Miliony Ukraińców mogą zostać zmuszone do opuszczenia terytorium Unii Europejskiej

 

  1. Marek 

    MOSKWA, 7 kwietnia – RIA Novosti. Miliony Ukraińców mogą zostać zmuszone do opuszczenia terytorium Unii Europejskiej po zakończeniu konfliktu na Ukrainie, donosi Euractiv .

    „Status prawny milionów ukraińskich uchodźców w UE może być zagrożony, ponieważ nie ma jasnego planu, który pozwoliłby im pozostać w UE po zawieszeniu broni z Rosją” – czytamy w publikacji.

    Według publikacji, Dyrektywa o ochronie tymczasowej, która dawała obywatelom byłej republiki radzieckiej prawo do życia i pracy w UE , może zostać uchylona, ​​jeśli negocjacje pokojowe zakończą się sukcesem.
    Sytuację dodatkowo komplikuje, jak wyjaśnia autor artykułu, fakt, że sama dyskusja o przedłużeniu tego programu może mieć wewnętrzne konsekwencje polityczne ze względu na ostry kryzys migracyjny w Europie .

    „Zawieszenie broni mogłoby zmienić sytuację z dnia na dzień, dając krajom przyjmującym możliwość podjęcia decyzji, czy złagodzić te zabezpieczenia, naciskać na integrację, czy też zmusić uchodźców do powrotu do domów” – zauważono w artykule.

    W październiku przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen poinformowała, że ​​około 4,5 miliona Ukraińców korzysta z tymczasowego statusu ochrony w UE, a ich specjalny status został przedłużony do marca 2026 r.
    Czasopismo The Economist poinformowało, że liczba uchodźców z Ukrainy , którzy osiedlili się w Europie i są gotowi wrócić do ojczyzny, zmniejszyła się prawie o połowę, a Ukraińcy pobierają zasiłki, co rozgniewało samych Europejczyków.

    Według publikacji ulgi podatkowe i świadczenia dla ukraińskich uchodźców skutecznie pozbawiły ich konieczności poszukiwania pracy, co stopniowo wywołuje niezadowolenie wśród miejscowej ludności.
    W ten sposób spośród prawie 1,2 miliona ukraińskich uchodźców w Niemczech , ponad 700 tysięcy otrzymuje zasiłek w wysokości 563 euro miesięcznie.
    https://ria.ru/20250407/bezhentsy-2009784835.html

Sygnały zauważone (07.04.2025)



Serwis Informacyjny Myśli Polskiej (SIMP) – sygnały zauważone 07.04.2025

Polska. Znamy wyniki jednodniowej ankiety przedwyborczej Klubu Myśli Polskiej. Na kogo zamierza Pan/Pani oddać głos w pierwszej turze zbilżających się wyborów prezydenckich. Kolejność według zgłoszeń do PKW. Udział w ankiecie wzięło ponad 2050 czytelników „Myśli Polskiej”. Wyniki przedstawiają się tak:

Grzegorz Braun – 64%
Maciej Maciak – 14%
Sławomir Mentzen – 8%

Kolejni byli: Rafał Trzaskowski – 2%, Artur Bartoszewicz – 2% i Karol Nawrocki – 2 %. Reszta kandydatów otrzymała poniżej 1%. Tylko 3% biorących udział a ankiecie zdeklarowało, że nie ma zamiaru uczestniczyć w wyborach.

Polska. Katarzyna Cichos (Forum Rozwoju Polski) i Włodzimierz Rynkowski (Związek Słowiański), którym nie udało się zebrać wymaganych podpisów by kandydować na prezydenta Polski, poparli w wyborach Marka Wocha (Bezpartyjni Samorządowcy). W sondażach nie odnotowano jak do tej pory obecności Marka Wocha.

Polska. Wirtualna Polska zamieściła tekst: „Szykują się na wojnę? Szczegóły szkoleń wojskowych dla posłów”, w którym czytamy Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) na polecenie premiera Donalda Tuska opracowuje system szkoleń wojskowych dla posłów i urzędników, które mają przygotować ich do działania w sytuacjach kryzysowych.

Polska. Mieszkańcy nie chcą ośrodka dla cudzoziemców w Czerwonym Borze. W niedzielę po południu tłum ludzi pojawił się w okolicach tego właśnie ośrodka. Policjanci nazwali to „spacerem obywatelskim”. Według działaczy proemigracyjnych z Hope and Humanity Poland w „spacerze” brało udział ok. 150 osób. Policja twierdzi, że „spacerujący” zachowywali się spokojnie.

Polska. Szef Warsaw Enterprise Institute Tomasz Wróblewski powiedział: „Unijny program ReArm Europe ogłoszony przez Ursulę von der Leyen nie ma na celu budowy potencjału obronnego Unii Europejskiej. Chodzi raczej o ratowanie unijnych elit po kompromitacji Zielonego Ładu”.

Polska. „Zielony ład uderzy w gospodarkę województwa śląskiego najbardziej w całej Unii Europejskiej” – powiedział Michał Wójcik podczas sobotniej konferencji prasowej w Katowicach. Jak przekonywał, polityka dekarbonizacji grozi likwidacją 80 000 miejsc pracy: 55 000 w górnictwie i kolejne 25 000 w energetyce oraz przemyśle ciężkim.

Polska. W „Tygodniku NIE”, a później portalu Strajk.eu ukazał się odważny tekst red. Macieja Wiśniowskiego „Chłopcy azowcy”. Czytamy w nim miedzy innymi: „Korzenie Azowa sięgają najskrajniejszych formacji nacjonalistycznych, faszystowskich i nazistowskich, a ideologicznie czerpią z integralnego nacjonalizmu Dmytrija Doncowa, który jest bratem bliźniakiem niemieckiego nazizmu. Pewnie, w miarę upływu czasu to wszystko ewoluowało, zmieniało się, nie traciło jednak swej nazistowskiej istoty. Wystarczy popatrzeć się na jednego z pierwszych dowódców – Andrija Biłeckiego, zadeklarowanego nazisty, wcześniej lidera grupy Patrioci Ukrainy.”.

Unia Europejska. Europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik napisała: „Komisja Europejska Ursuli von der Leyen przyznała, że wykorzystała fundusze UE, które miały być przeznaczone na „walkę ze zmianą klimatu”, do finansowania lewicowych organizacji pozarządowych! Celem tych działań była obrona Zielonego Ładu (…)

Frans Timmermans, zorganizował tajne umowy z takimi organizacjami, które miały zawierać szczegółowe plany lobbingowe, co oznacza, że Komisja Europejska nie tylko zapewniła finansowanie, ale także dawała strategiczne wskazówki kogo i jak atakować, by bronić swoich klimatycznych wariactw! Środki pochodziły z programu LIFE, który ma na celu finansowanie inicjatyw proekologicznych, a jego całkowity budżet od 2014 roku wyniósł aż 9 miliardów euro. Komisja przyznała, że ​​dochodziło do „nieodpowiednich działań lobbingowych” oraz, że „zostaną wprowadzone zmiany, które zapobiegną przyszłym nadużyciom.”

Stany Zjednoczone. Cła nie dla Rosji. Doradca ekonomiczny prezydenta USA Kevin Hassett powiedział w wywiadzie dla ABC News, że „Rosja nie została obłożona żadnymi nowymi cłami amerykańskimi, ponieważ jest obecnie w trakcie rozmów pokojowych”. Jego zdaniem negocjacje wpływają na tysiące istnień ludzkich i na tym właśnie skupia się teraz prezydent USA Donald Trump. Hassett podkreślił, że USA nie chcą komplikować negocjacji dodatkowymi kwestiami handlowymi, gdyż mogłoby to negatywnie wpłynąć na cały proces.

Stany Zjednoczone. Prezydent USA Donald Trump odniósł się do kwestii ceł. Prezydent przekonywał, że zagraniczni partnerzy handlowi Ameryki „dobijają się”, by podjąć z nim negocjacje. Według niego „Jest to możliwe tylko jeśli zgodzą się zbilansować swoją wymianę handlową z USA”. Dodał „Nam się to musi opłacać”.

Stany Zjednoczone. W prawie 50 stanach odbyły się demonstracje skierowane przeciwko prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Ludzie protestowali pod hasałami: „Donald Trump to rosyjski agent”, „Trump=Putin”, „Przeproś Ukrainę”, „Mój dziadek zabijał nazistów” czy „Adolf Trump”.

Stany Zjednoczone. W Teksasie powstanie elektrownia jądrowa z wykorzystaniem nowoczesnych małych reaktorów modułowe (SMR).

Stany Zjednoczone. Florecistka Stephanie Turner odmówiła walki z mężczyzną po zmianie płci podczas zawodów na Uniwersytecie Maryland. Turner relacjonowała: „Spojrzałam na sędziego i powiedziałam: Przepraszam, nie mogę tego zrobić. Jestem kobietą, a to jest mężczyzna, a to jest turniej kobiet. I nie będę walczyć z tą osobą”. Zawodniczka została oskarżona przez środowiska lewackie o homofobię. Wiadomość o jej dyskwalifikacji odbiła się szerokim echem na całym świecie.

Ukraina. Kijów prowadzi śledztwo w sprawie wycieku dokumentów dotyczących amerykańskiej propozycji dotyczącej minerałów. Przywódca Ukrainy Wołodymyr Zełenski zlecił służbie bezpieczeństwa zbadanie sprawy. Śledztwo obejmuje testy na wykrywaczu kłamstw, co jest powszechną metodą stosowaną przez ukraińskie agencje ścigania.” – informuje Financial Times.

Ukraina. Kijów wyśle zespół negocjacyjny do Waszyngtonu, aby rozpocząć rozmowy na temat nowego projektu umowy o wydobyciu ukraińskich zasobów mineralnych – powiedziała minister gospodarki Ukrainy Julia Swyrydenko w wywiadzie dla agencji Associated Press.

Białoruś. Białoruscy celnicy zatrzymali import największej w historii partii materiałów wybuchowych z Polski na terytorium Białorusi i Rosji. Informację tę przekazały służby prasowe białoruskiego Państwowego Komitetu Celnego. Według informacji białoruskich służb, „41-letni kierowca próbował przemycić 580 kg wyjątkowo silnego materiału wybuchowego produkcji zagranicznej, prawdopodobnie z USA przez granicę białorusko-polską, a następnie przetransportować go do Rosji” – czytamy na portalu Onet.pl

Bośnia i Hercegowina. Szef MSZ-tu Bośni i Hercegowiny Elmedin Konaković zaapelował w niedzielę do Unii Europejskiej o pomoc unijnej misji pokojowej EUFOR w zatrzymaniu prezydenta Republiki Serbskiej Milorada Dodika, za którym wystawiono ogólnokrajowy list gończy. Konaković napisał: „Oczekujemy pomocy ze strony EUFOR-u w zatrzymaniu Dodika. Jego naruszenia porządku konstytucyjnego i groźby użycia przemocy to nie tylko problem wewnętrzny, ale także problem bezpieczeństwa regionalnego, który wymaga zaangażowania międzynarodowego (…) Jego związki z Rosją i konsekwentne podważanie instytucji wyraźnie pozycjonują go jako rosyjskiego pełnomocnika działającego w granicach Europy. Jego działania to nie tylko wewnętrzna retoryka polityczna, ale też bezpośrednie wyzwanie dla strategicznych interesów UE w regionie”.

Konflikt w BiH rozpoczął się gdy sąd pierwszej instancji skazał Dodika na rok więzienia i sześć lat zakazu pełnienia funkcji publicznych za utrudnianie wykonania decyzji Wysokiego Przedstawiciela Wspólnoty Międzynarodowej w BiH Christiana Schmidta, nadzorującego wdrażanie postanowień układu pokojowego z Dayton, który zakończył wojnę w latach 90-tych.

Niemcy. Wpływowy katolicki hierarcha kardynał Reinhard Marx atakuje prezydenta USA Donalda Trumpa. W programie „Sonntags-Stammtisch” w bawarskiej telewizji kard. Marx porównał przywódcę USA do filmowego mafiosa Don Vito Corleone z „Ojca chrzestnego”. Kardynał widzi główne zagrożenie dla świata ze strony dwóch polityków – Władimira Putina w Rosji i Donalda Trumpa w USA.

Francja. Na Placu Vauban w Paryżu odbyła się gigantyczna manifestacja zwolenników Marine Le Pen, którzy domagali się przywrócenia możliwości jej kandydowania. Sąd skazał liderkę Zjednoczenia Narodowego za nielegalne wykorzystywanie środków unijnych, co uniemożliwia jej start w wyborach prezydenckich. Le Pen miała przeznaczać środki unijne na opłacenie swoich współpracowników, którzy mieli pracować w Parlamencie Europejskim, faktycznie zaś przez większość czasu pracowali w parlamencie francuskim.

Podczas swojego wystąpienia Marine Le Pen powiedziała, że się nie podda będzie walczyć o sprawiedliwość. Na demonstracji pojawiły się również osoby, które nigdy wcześniej nie popierały Marine Le Pen, ale uważające działania sądu za grę polityczną. W manifestacji wzięli udział Polscy, sympatycy „Myśli Polskiej” z Saint-Étienne.

Francja. Ekonomista Nicolas Veron w „Money” powiedział: „Najwyższy czas, aby Polska przystąpiła do strefy euro. Wymaga tego sytuacja geopolityczna i postępująca integracja Europy. Trzymając się własnej waluty, Polska stawia się poza rdzeniem UE, ograniczając swój wpływ na unijną politykę.” [Pocałuj nas w dupę! – admin]

Portugalia. W Lizbonie i wielu innych miastach odbyły się głośne demonstracje przeciwko zbyt wysokim kosztom życia w tym kraju. Głównym postulatem manifestacji zorganizowanych przez największą portugalską centralę związkową CGTP było podniesienie miesięcznej płacy minimalnej z 870 euro do 1000 euro. Demonstranci domagali się od rządu przeniesienia wydatków mających iść na uzbrojenie na służbę zdrowia i oświatę. W demonstracjach wzięli udział przywódcy lewicowych ugrupowań, w tym m.in. Bloku Lewicy, Portugalskiej Partii Komunistycznej oraz Livre. Na murach pojawiły się liczne plakaty skierowane przeciwko Zielonemu Ładowi sygnowane przez portugalskich nacjonalistów.

Hiszpania. Na ulicach 40 miast w Hiszpanii wyszły dziesiątki tysięcy ludzi protestujących przeciwko polityce mieszkaniowej. Demonstranci domagają się obniżki czynszów o 50% i zakazu eksmisji na bruk.

Włochy. Lider Ligi Matteo Salvini powiedział w niedzielę na kongresie swojej partii we Florencji, że w Europie „potrzeba piły łańcuchowej” do cięcia w administracji w Brukseli. W ten sposób nawiązał do symbolu radykalnych zmian upowszechnionego przez prezydenta Argentyny Javiera Gerardo Milei. Podczas swojego przemówienia skrytykował unijny Zielony Ład.

Watykan. Papież Franciszek pojawił się na placu Świętego Piotra, zaskakując tysiące wiernych podczas mszy dla chorych i pracowników służby zdrowia. Papież wyjechał na plac świętego Piotra na wózku inwalidzkim. Powiedział do wiernych – „Dobrej niedzieli dla wszystkich, bardzo dziękuję”.

Izrael. Armia izraelska przyznała się do pomysłowego zabicia 15 ratowników, sanitariuszy i pracowników organizacji pomocowych – podała stacja BBC. Żołnierze ostrzelali konwój karetek w Strefie Gazy. Ciała 15 ratowników, sanitariuszy i pracowników organizacji humanitarnych zostały potajemnie zakopane. Przedstawiciel izraelskiej armii zaprzeczył, jakoby medycy mieli powiązania z Hamasem, mimo wcześniejszych oskarżeń. Ocalały, Munther Abed stwierdził, że karetki były oznakowane.

Izrael. Jak informuje Wirtualna Polska żołnierze izraelscy zastrzelili trzech nastolatków rzucających kamieniami na autostradę. Jedną z ofiar był 14-letni Omar Mohammad posiadający amerykańskie obywatelstwo. Izraelska armia w swoim komunikacie poinformowała, że żołnierze zidentyfikowali trzech „terrorystów, którzy rzucali kamieniami”.

Izrael. 32-letni syn premiera Yair Netanjahu, został wysłany do Stanów Zjednoczonych przez służby bezpieczeństwa (Shabak) po gwałtownym konflikcie z ojcem. Spór miał dotyczyć protestujących w Tel Awiwie, a eskalacja kłótni doprowadziła do fizycznej interwencji ochrony.

Izrael. Biznesmen i dawny przyjaciel rodziny Netanjahu Roni Mana na izraelskim Kanale 2 stwierdził, że Sara Netanjahu miała szczególną słabość do luksusowych dóbr. Według jego relacji, często zwracała się do bogatych znajomych i przedsiębiorców z prośbą o zakup ubrań oraz osobistych przedmiotów dla siebie, męża i dzieci. Informacje w Polsce podał portal Strajk.eu

Izrael. Drastycznie spada liczba chrześcijan w Izraelu i Palestynie. W latach 50. XX wieku chrześcijanie stanowili około 20% populacji tego regionu. Dziś nie przekraczają 2% – informuje organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie. W Izraelu mieszka dzisiaj 187 900 chrześcijan wielu obrządków, co stanowi zaledwie 1,9% populacji.

Iran. Siły zbrojne Iranu zostały postawione w stan najwyższej gotowości na mocy rozkazu Najwyższego Przywódcy Ajatollaha Aliego Chameneiego w związku z groźbami prezydenta USA Donalda Trumpa wobec Teheranu – informuje Reuters

Indie. W Madurai obraduje XXIV Zjazd Komunistycznej Partii Indii (CPI-M). W rezolucji CPI-M stwierdza, że z nacjonalistami „należy walczyć na polu ekonomicznym, społecznym, ideologicznym i kulturowym, a nie tylko wyborczym”. Komuniści indyjscy chcą w tym celu mobilizować różnorakie siły świeckie i lewicowe.

Indyjscy komuniści wyrazili sprzeciw wobec rządowych planów centralizacji kraju wyrażających się w haśle „Jedno państwo, jedne wybory”. Potępili działania Izraela i wyrazili solidarność z mieszkańcami Gazy. CPI-M jest marksistowską partią liczącą ponad milion członków. Wchodzi w skład lewicowych koalicji rządzących dwoma stanami Indii – Tamil Nandu oraz Keralą.

Tanzania. Indie i dziesięć krajów afrykańskich rozpoczną 12 kwietnia pierwsze wspólne ćwiczenia morskie na Oceanie Indyjskim, których celem będzie przeciwdziałanie rosnącym wpływom Chin w regionie – ogłosił w niedzielę zastępca szefa sztabu indyjskiej marynarki wojennej, wiceadmirał Tarun Sobti.

Sześciodniowe ćwiczenia, nazwane Afryka-Indie Kluczowe Zaangażowanie Morskie (AIKEYME, co oznacza jedność w sanskrycie), będą współorganizowane przez Indie i Tanzanię. W ćwiczeniach wezmą też udział Komory, Dżibuti, Erytrea, Kenia, Madagaskar, Mauritius, Mozambik, Seszele i Republika Południowej Afryki. Informacje podało Radio Maryja.

łj
https://myslpolska.info/

Król i parlament



poprzednim blogu pisałem o zarazie w Londynie w roku 1665, a wcześniej o pożarze w 1666 roku. Czy te zdarzenia były przypadkowe, czy raczej ktoś je sprowokował? To brzmi jak teoria spiskowa, ale umiejscowienie ich w ówczesnej angielskiej rzeczywistości ułatwi zrozumienie tego, co tak naprawdę tam się działo. 

Jeśli nawet nie da to jednoznacznej odpowiedzi, to przynajmniej skłoni do refleksji nad złożonością tego świata, a to już jest jakiś krok w kierunku prawdy. Dobrze ten okres, moim zdaniem, został opisany, choć monotonnym językiem, w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (1962-70).

Żeby jednak lepiej zrozumieć, o czym ona pisze, to warto pamiętać o tym, że Tudorowie to dynastia narodowa. Henryk VIII uniezależnił kościół angielski od papiestwa, a jego córka Maria była gorliwą katoliczką, z kolei jej następczyni – Elżbieta, wprost przeciwnie.

Szkocka dynastia Stuartów miała swą gałąź katolicką i protestancką. Za pierwszych Stuartów, katolików, doszło do unii personalnej Anglii i Szkocji, a ostatnia ze Stuartów, Anna, protestantka, doprowadziła do unii realnej.

Kościół anglikański to raczej schizma niż protestantyzm. W pewnym sensie, upraszczając to wszystko, można pokusić się o pewne uogólnienie, że tak naprawdę był to spór starej arystokracji, wzbogaconej jeszcze na krucjatach, z Żydami, poprzebieranymi za purytanów, o władzę w państwie, które miało zbudować największe na świecie imperium, nie tylko kolonialne, ale przede wszystkim finansowe.

*                    *                    *

Epoka Tudorów

Legitymując się wątpliwym prawem do tronu, Henryk VII Tudor pokonał Ryszarda III pod Bosworth (1485) i, choć uśmierzanie opozycji trwało jeszcze 12 lat, zyskał poparcie poddanych. Jego panowanie położyło podwaliny pod rządy absolutne zarówno w Anglii, jak i w Irlandii, w której drastycznie ograniczono uprawnienia parlamentu.

Henryk VII zgromadził znaczne środki w skarbie, co uniezależniało go od uchwał podatkowych parlamentu; zreorganizowana przez króla Izba Gwiaździsta [1] stała się narzędziem władzy, skierowanym głównie przeciw lokalnym potentatom. Wzrost znaczenia władz centralnych ułatwiła ogólna koniunktura gospodarcza. Rosła pozycja miejscowego kupiectwa, głównie kosztem hanzeatów. Od XVI wieku nabierało znaczenia angielskie sukiennictwo, zużytkowujące miejscową wełnę eksportowaną dawniej na kontynent.

Henryk VIII (panujący 1509-47) poprowadził dalej dzieło centralizacji władzy. Przy poparciu klas posiadających parlament poddał królowi (1534) sądową władzę nad kościołem w Anglii i uznał króla za jego głowę. Opór niektórych dostojników (kanclerz i kardynał John Fisher oraz kanclerz Morus, ścięci 1535) nie pociągnął za sobą społeczeństwa. Sekularyzacja klasztorów (1536-39) znacznie ożywiła obrót ziemią, ułatwiła jej intensywne wykorzystanie, jak też przebudowę gospodarki w kierunku kapitalistycznym.

Dalszy rozwój reformacji dokonywał się z oporami, ale konsekwentnie. Spory wyznaniowe w Anglii były w znacznym stopniu refleksem walk politycznych. Próbę rekatolizacji podjęła córka Henryka VIII i następczyni Edwarda VI, Maria I, która poślubiła Filipa II, króla hiszpańskiego. Po jej śmierci Elżbieta I przywróciła anglikanizm. Katolicyzm począł oznaczać dla Anglików zależność od papiestwa i znienawidzonych Habsburgów hiszpańskich. Poparcie Elżbiety przez społeczeństwo wiązało się z jej polityką skierowaną przeciw Hiszpanii: jej panowanie (1558-1603) cechowała zgodność polityki państwa z potrzebami ekspansji gospodarczej i z ogólnymi interesami klas posiadających.

Od połowy XVI wieku trwała ekspansja gospodarcza żywsza niż w większości krajów Europy. Rozpoczęto eksploatację bogactw mineralnych (metale, węgiel kamienny), przebudowano rolnictwo. Postęp w gospodarce wiejskiej prowadził do nasilenia ogradzania, które przyniosło wzrost zysków wielkim i średnim właścicielom i użytkownikom, lecz pozbawiło ziemi znaczną liczbę drobnych posiadaczy. Rosły miasta, ale przemysł, skrępowany w ośrodkach tradycyjnego rzemiosła ograniczeniami cechowymi, rozwijał się głównie na wsi (chałupnictwo jako uzupełnienie zajęć rolnych) i w nowych centrach miejskich. Rynki zbytu znajdował przemysł (zwłaszcza sukiennictwo) głównie w strefie bałtyckiej i na Bliskim Wschodzie.

W 1566-70 powstała giełda londyńska, od 1518 tworzono nowe uprzywilejowane kompanie handlowe (Lewantyńska, Moskiewska, Wschodnia, Wschodnioindyjska). Wojny z Hiszpanią i poparcie udzielane zbuntowanym Niderlandom wiązały się z walką przeciw hiszpańsko-portugalskiemu monopolowi handlu z koloniami. Tworzono podstawy wielkiej floty handlowej; angielscy podróżnicy (Richard Chancellor, M. Frobisher i J. Davis) poszukiwali krótszej drogi do Indii; wśród ustawicznych walk rosła bezwzględna eksploatacja Irlandii.

Udzielane przez królową koncesje przyspieszały rozwój ówczesnego przemysłu i handlu. Mimo dochodu przynoszonego przez nie Koronie i roli w akumulacji kapitału – pod koniec panowania Elżbiety zaczęły one jednak wpływać hamująco na inicjatywę kapitalistyczną, wywołując żywe protesty Izby Gmin.

Kryzys społeczeństwa i państwa w XVII wieku

Panowanie pierwszych Stuartów, Jakuba I i Karola I, wiąże się z unią personalną Anglii i Szkocji (od 1603). Głosząc teorię o nadrzędnym i nadprzyrodzonym charakterze uprawnień króla, Stuartowie forsowali ją w praktyce sądowej i weszli rychło w otwarty konflikt z parlamentem.

Względy dynastyczne skłoniły Jakuba I do ustępstw na rzecz Hiszpanii i katolików. Sprzyjały temu sfery dworskie, gdy tymczasem opinia publiczna upatrywała interes kraju w popieraniu protestantów na kontynencie i w wojnie z Hiszpanią. Walka o władzę przybrała charakter konfliktu politycznego – parlamentu z królem, konfliktu konstytucyjnego – prawa powszechnego (Common Law) z prerogatywą królewską, wreszcie konfliktu społecznego – między „krajem” i „dworem”.

Ocena wydarzeń, prowadzących wprost ku rewolucji i wojnie domowej, jest przedmiotem otwartego sporu w nauce; ówczesne ugrupowania i orientacje polityczne nie pokrywały się z klasami społecznymi. Król i jego dążenia absolutystyczne (próba Jakuba I rządów bez parlamentu 1614-1621) znajdowały poparcie w zacofanych, feudalnych środowiskach ziemiaństwa, głównie w północno-zachodniej połowie kraju.

Rósł opór przeciw pasożytnictwu dworu i arbitralnie narzucanym ciężarom fiskalnym. Ogólnym podłożem wydarzeń był żywy rozwój gospodarczy kraju i zmiany w układzie sił społecznych.

Za Jakuba I zaznaczył się kryzys majątkowy arystokracji oraz spadek jej wpływów. Wzrosły natomiast od drugiej połowy XVI wieku znaczenie i świadomość gentry [2], której – wraz z bogatym mieszczaństwem rozwijających się ośrodków (zwłaszcza Londynu i portów) przypada główna rola w wyborach parlamentarnych. Ożywieniu gospodarczemu i politycznemu towarzyszył od czasów Elżbiety I rozkwit kultury i oświaty.

Karol I kontynuował politykę ojca, napotykając od początku opór parlamentu. Opozycja religijna (kalwińska) i polityczna znalazła wyraz w rozpowszechnieniu purytanizmu i uzyskała większość w Izbie Gmin. Król trzykrotnie rozwiązywał parlament, ale nie zdołał zapewnić sobie jego uległości: postawiono w stan oskarżenia królewskiego faworyta, księcia G. V. Buckinghama, potępiono arbitralne posunięcia prawne i fiskalne króla.

W zamian za przyznany podatek król zatwierdził szereg żądań parlamentu. Aresztowanie 9 posłów oznaczało zerwanie króla z rządami parlamentarnymi. Swe rządy osobiste (1629-40) Karol I sprawował przy pomocy hr. Th. Strafforda oraz arcybiskupa W. Lauda. Posłuszne królowi sądy sformułowały wygodne dla niego podstawy prawne pobierania podatków i udzielania koncesji gospodarczych (monopoli), Laud zwalczał opozycję purytańską w kościele anglikańskim, Strafford zaś pacyfikował Irlandię.

Trudniej było Karolowi reorganizować kościół w Szkocji. Próba reformy w duchu anglikańskim (ustanowienie biskupów) doprowadziła tam do powstania. Zmusiło to Karola do zwołania (13 IV 1640) Parlamentu Krótkiego [3], lecz ten przeciwstawił się królowi .

Niepowodzenia Strafforda w wojnie ze Szkotami, którzy wkroczyli do Anglii i żądali okupu, spowodowały zwołanie Parlamentu Długiego [4] (3 XI 1640), co stanowiło początek rewolucji angielskiej 1640-1660. Ośrodkiem walki z polityką króla stała się Izba Gmin. Zniosła Izbę Gwiaździstą oraz kościelny Sąd Wysokiej Komisji, zapewniła sobie ciągłość działania. Strafford i Laud zostali przez nią skazani na śmierć i straceni, szereg orzeczeń sądowych z okresu rządów osobistych uznano za nieprawne.

W łonie Izby Gmin zarysowały się różnice w kwestiach religii i stosunku do króla, który w styczniu 1642 roku opuścił Londyn, w sierpniu zaś rozpoczął działania wojenne przeciw stronnikom parlamentu. W toku wojny domowej armia parlamentu została zreorganizowana (Armia Nowego Wzoru). Jej trzon stanowili independenci, głównymi dowódcami byli Th. Fairfax i O. Cromwell. Karol pobity pod Naseby (1645), został wyparty ze środkowej Anglii i oddał się w ręce Szkotów, którzy wydali go parlamentowi.

Wkrótce wystąpiły sprzeczności w łonie armii (independenci i radykalne ugrupowania religijno-społeczne) oraz między armią a prezbiteriańskim[5] parlamentem; po stronie króla stanęli Szkoci. Po łatwym zwycięstwie armia parlamentu usunęła z gmachu znaczną część posłów, pozostali (Parlament Kadłubowy) – mimo oporu Izby Lordów – skazali króla na śmierć (1649). Dnia 19 V 1649 Anglię proklamowano republiką (commonwealth). Do władzy, dzięki armii, doszedł O. Cromwell jako lord protektor (od 1653).

W okresie republiki zniesiono liczne instytucje i prawa utrudniające przemianę gospodarki i struktury społeczeństwa w kierunku kapitalistycznym. Cromwell opanował Irlandię i Szkocję; w wojnie z Hiszpanią uzyskał m.in. Jamajkę. Wielkie znaczenie miało wykonywanie uchwalonego w 1651 Aktu nawigacyjnego [6]. Po raz pierwszy interesy handlu angielskiego stały się czynnikiem decydującym o polityce państwa (wojna z Holandią 1652-54). Klasy posiadające odczuwały jednak niepewność wobec arbitralnych decyzji gubernatorów wojskowych, co po śmierci O. Cromwella doprowadziło do przywrócenia monarchii Stuartów.

Okres restauracji Stuartów

Restauracja Stuartów (1660) utrwaliła główne zdobycze rewolucji. Ugruntowano uprawnienia parlamentu, ograniczono prerogatywy królewskie; wkrótce wprowadzono ustawy ograniczające uprawnienia katolików. Mimo to Karol II usiłował prowadzić politykę zagraniczną sprzeczną z życzeniami parlamentu, korzystając z tajnych subsydiów francuskich.

W tych warunkach spotkały Anglię niepowodzenia w dalszych wojnach z Holandią (1665-67, 1673-74).W epoce ogólnej depresji gospodarka angielska 2 połowy XVII wieku rozwijała się słabiej niż w poprzednim stuleciu, ale rosła w stosunku do konkurentów. W przeciwieństwie do przemysłu handel zagraniczny skrępowany był jeszcze koncesjami, które stopniowo przełamywano. Szczególną role odegrały londyńskie sfery finansowe, zainteresowane w handlu zagranicznym.

Gospodarka kolonialna w Ameryce Północnej i Środkowej oraz w Indiach przyczyniła się także do wzrostu produkcji w kraju; wielkie znaczenie dla gromadzenia kapitału miał handel z koloniami hiszpańskimi i portugalskimi (m.in. handel niewolnikami). Na morzach Anglia skutecznie konkurowała z Holandią. Przewrót w handlu zagranicznym i polityce gospodarczej wywołało zniesienie ceł wywozowych na pszenicę i wprowadzenie premii wywozowych (od 1673, z przerwami). Był to rezultat znacznej intensyfikacji wskutek przemian kapitalistycznych i wzrostu popytu.

Kiedy Karolowi II udało się skupić wokół siebie grupę reakcyjnych polityków, z której wyłoniło się stronnictwo torysów, opozycja skonsolidowała się również (późniejsi wigowie; oba stronnictwa od ok. 1680). Pamięć wojny domowej i rządów armii skłaniała obie strony do unikania przemocy.

Następca Karola II, katolik Jakub II, prowokował jednak opozycję, dopuszczając katolików do rządów, organizując w Irlandii armię katolicką i gromadząc wojsko pod Londynem. Gdy urodził mu się syn, co stwarzało możliwość kontynuacji monarchii katolickiej, przywódcy opozycji ofiarowali (1688) tron namiestnikowi Niderlandów Wilhelmowi Orańskiemu, mężowi Marii (która była protestancką córką Jakuba II). Jakubowi pozwolono uciec do Francji, jego zaś stronnicy – poza Irlandią – nie stawiali oporu. Bezkrwawy przewrót nazwano później Wspaniałą Rewolucją – Glorious Revolution.

Monarchia parlamentarna. Wiek XVIII.

Głównym aktem ustawodawczym parlamentu, zwołanego po zwycięstwie rewolucji, była ustawa o prawach (Bill of Rights, 1689); ustanowiła ona supremację parlamentu nad władzą monarszą i, wraz z ustawą o następstwie tronu (Act of Settlement, 1701), stworzyła podstawy konstytucyjne nowego ustroju.

Ustanowienie pełnej odpowiedzialności ministrów przed parlamentem zmuszało monarchę do ich wyboru spośród większości parlamentarnej, wskutek czego umocnił się system dwóch partii, rywalizujących ze sobą o zdobycie większości. Zwycięstwo rewolucji i parlamentu wzmogło siłę żywiołów kapitalistycznych.

W 1694 powołano Bank Angielski, mający wyłączne prawo emisji banknotów; umocniła się pozycja City londyńskiej, ciągnącej dodatkowe zyski ze stałego wzrostu zadłużenia państwa; nowych bodźców doznała polityka ekspansji morskiej i kolonialnej. Rozpoczął się cykl wojen, w których Anglia – zmieniając ciągle partnerów – miała niezmiennie jako swego przeciwnika Francję, głównego wówczas konkurenta do supremacji handlowo-kolonialnej i pretendenta do dominacji nad kontynentem europejskim.

Wojny toczyły się w Europie, Azji i Ameryce. W wojnie 1689-97 Anglia w sojuszu z Holandią i innymi państwami protestanckimi zahamowała ambicje francuskie, lecz dopiero wojna o sukcesję hiszpańską (1701-13) przyniosła załamanie potęgi wojskowej Francji i wyniszczenie jej gospodarki. Na mocy pokoju w Utrechcie (1713) Wielka Brytania uzyskała od Hiszpanii Gibraltar i Minorkę, a w Ameryce Północnej posiadłości francuskie: Akadię (odtąd Nowa Szkocja), Nową Fundlandię i posiadłości nad Zatoką Hudsona.

W 1702 wstąpiła na tron Anna, ostatnia ze Stuartów; w 1707 przeprowadziła unię realną Anglii i Szkocji, tworzących odtąd (wraz z włączoną wcześniej Walią) Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii [7]; likwidacji uległa tajna rada i parlament szkocki w Edynburgu, a Szkoci otrzymali przedstawicielstwo w obu izbach parlamentu w Londynie.

Jednak poczucie odrębności narodowej i trudności procesu integracji powodowały opór Szkotów. Gdy w 1714, po śmierci bezdzietnej królowej, tron zjednoczonego państwa objął (zgodnie z aktem o sukcesji 1701) elektor Hanoweru, Jerzy I, prawnuk Jakuba I Stuarta, Szkoci poparli Jakuba Edwarda, syna Jakuba II; ich powstanie (1715), z którym sympatyzowała partia torysów, zostało szybko stłumione.

Za Jerzego I i jego syna, Jerzego II, partią większości byli wigowie; ich dążeniu do maksymalnego zredukowania władzy i wpływów monarchy sprzyjały obcość narodowa i językowa obu pierwszych Hanowerczyków na tronie brytyjskim oraz ich duża obojętność wobec problemów politycznych Anglii.

Za rządów R. Walpole’a (1721-42) ustaliła się instytucja gabinetu jako kolektywnego ciała rządzącego, związanego łączną odpowiedzialnością, stanowiącego jednocześnie kierownictwo partii większości; premier jako głowa rządu i większości parlamentarnej, był więc faktycznie najpotężniejszym człowiekiem u władzy.

Różnorodny system wyborczy, w miastach korzystny dla grup rządzących, a oparty na własności ziemskiej w hrabstwach, decydował o szczupłości liczby wyborców do Izby Gmin (ok. 250 tys. wyborców na 6,5 mln ludności w Anglii i Walii w połowie XVIII wieku), co przy jawności głosowania czyniło z tej Izby ostoję ziemiaństwa i bogatego mieszczaństwa, która utrzymywała znaczenie, adoptując powoli rodziny nowobogackie.

Sukcesy gospodarcze i wzrost potęgi imperialnej oraz pewien klimat wolności zapewniał popularność ustroju i zgodę między rządzącymi i rządzonymi – z wyjątkiem Szkocji. Tam raz jeszcze (1745) doszło do powstania (jakobici), krwawo stłumionego i zakończonego złamaniem ustroju klanowego w północnej, górzystej części kraju.

*                    *                    *

O co w tym całym zamieszaniu chodziło?

Za Henryka VII władza królewska rosła w siłę. Podobnie było za Henryka VIII, który stał się również głową kościoła angielskiego. Jego córka, Maria I, zwana przez purytanów krwawą Marią, podjęła próbę rekatolizacji Anglii, a jej następczyni, Elżbieta, przywraca anglikanizm.

Po jej śmierci, w anglikańskiej Anglii, królami zostają katoliccy Stuartowie ze Szkocji. Później pojawia się, jak Filip z konopi, Cromwell, który tworzy Armię Nowego Typu, czyli zawodową i dokonuje rewolucji. Powstaje republika, ale nie wszyscy są zadowoleni z rewolucyjnego zamordyzmu i dochodzi do restauracji monarchii, która jednak nie cofa zdobyczy rewolucji, ale je utrwala, co oznacza wzmocnienie roli parlamentu i osłabienie władzy królewskiej.

Po faktycznym zwycięstwie rewolucji, pomimo przywrócenia monarchii, powstaje Bank Anglii, który ma monopol na emisję pieniądza i zadłużanie państwa. Wzrosła również rola City. Rządy parlamentu oznaczają praktycznie to, że nikt nie ponosi odpowiedzialności za podejmowane decyzje, które tak naprawdę nie wiadomo kto podejmuje. Kto za tym stał? First things first, jak mawiają Anglicy, czyli najpierw rzeczy podstawowe.

Cytowana powyżej encyklopedia tak pisze:

„Wyprawy Rzymian do Brytanii zapoczątkował Juliusz Cezar (55 i 54 p.n.e.). Podbój Galii przez Rzymian wzmógł wpływy rzymskie również w Brytanii: zacieśniły się kontakty handlowe, osiedlili się rzymscy kupcy, na wzór rzymski wprowadzono monetę srebrną. Ułatwiło to Rzymianom podbój terenów późniejszej Anglii (43 n.e.), jednak panowanie rzymskie pozostawało nie ustabilizowane na pograniczu Dewonu, Walii i na północy. Próby podboju północnej części wyspy zawiodły, a Hadrian polecił usypać wał (123 n.e.) jako granicę Brytanii rzymskiej.”

Po śmierci Hadriana, Antoninus Pius zbudował kolejny mur 160 km na północ od muru Hadriana. Antoninus nie był w stanie podbić północnych plemion.

Gdy Marek Aureliusz został cesarzem, wycofał się spod tego muru i uznał Mur Hadriana za główną linię obrony. Obszar pomiędzy murami nazywa się Nizinami Szkockimi lub Nizinami Centralnymi. Zdjęcie i informacja – angielska Wikipedia.

Tak więc teren, który podbili Rzymianie, to teren współczesnej Anglii. Nie podbili oni Walii i Szkocji. A kto tam z nimi przybył i pozostał?

W 410 roku legiony rzymskie wycofały się z Wyspy, którą opanowały germańskie plemiona Anglów i Sasów. W latach 1016-35 Anglia stanowiła część wielkiego mocarstwa skandynawskiego. W 1066 roku książę Normanów Wilhelm, po bitwie pod Hastings, usunął rządy anglosaskie i wprowadził rządy normandzkie. Stworzył ustrój feudalny, rozdawał ziemię rycerzom normandzkim i stworzył finanse państwowe.

Jego dzieło kontynuowała dynastia andegaweńska Plantagenetów. Henryk II wzmocnił władzę królewską kosztem czynników feudalnych. Poprawił system sprawiedliwości, poddał kościół wpływom państwa. Jego syn Jan doprowadził absolutyzm królewski do samowoli i spowodował bunt poddanych, których musiał uspokoić wydaniem w 1215 roku Wielkiej Karty Wolności.

Za panowania Henryka III, przywódca opozycji hr. Leicester, pokonawszy króla w bitwie pod Lewes (1264), zwołał w 1265 do Londynu pierwszy parlament, w którym obok baronów wzięli udział przedstawiciele hrabstw i miast. Tak powstała angielska Izba Gmin, która w przeciwieństwie do reprezentacji stanowych na kontynencie, obejmowała przedstawicieli zarówno szlachty (gentry) jak i mieszczaństwa, a przez to zbliżała się do przedstawicielstwa ogólnonarodowego. – Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga (1929-38).

Po co te wszystkie informacje? Arnold Zweig, który był Żydem, w powieści Czas dojrzał Czytelnik 1960 pisał:

„Wczoraj opowiadał jej, że tą drogą ciągnęły już rzymskie kohorty i kupcy, którzy wieźli tędy do stolicy świata sól, wosk, bursztyny i skóry. – Może byli wśród nich także przodkowie naszych praojców, bo przecież trzy czy cztery gminy żydowskie znad Renu pochodzą jeszcze z czasów rzymskiego imperium.” I dalej: „Ta Europa czy Ewropa – jej imię pochodzi z hebrajskiego Erew, wieczór, zachód…”

Skoro więc Żydzi rozproszyli się po całym Imperium Rzymskim, to musieli również przybyć z Rzymianami do Anglii. Legiony rzymskie wycofały się, a Żydzi zostali. Zbigniew Krasnowski w książce Socjalizm, komunizm, anarchizm (1936), wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja” w 2021 roku, pisze:

Skrzypek żydowski, Bronisław Huberman, znany ze swoich oświadczeń w sprawach natury politycznej, podczas wymiany zdań na temat wpływu żydostwa na życie polityczne narodów rdzennych w krajach Europy, m.in. powiedział:

„Uważam, że my, żydzi, jesteśmy w Europie jedynymi Europejczykami. Był jeszcze jeden naród – starzy Ateńczycy, lecz oni znikli. Utrzymuję, że my, żydzi, wytworzyliśmy dla Europy wszystkie wartości, które obecnie istnieją w życiu kulturalnym, ekonomicznym i politycznym. Musimy jednak tworzyć dalej…”

Z kolei ten sam autor w książce Światowa polityka żydowska (1934) wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja” w 2021 roku pisze:

„Wszystkie kraje posiadają „swoich” żydów. Pozostając żydami, to jest należąc do jednego, lecz rozproszonego narodu, żydzi pod firmą „Anglików”, „Amerykanów”, „Niemców” itd. itd. załatwiają na zewnątrz interesy tych poszczególnych narodów, jako rzekomi ich członkowie i decydują o ich losach. I nie można temu się dziwić: wszak przywilej „równouprawnienia” do tego ich uprawnia.”

*                    *                    *

Czy zatem wszystko to, co się działo w Anglii przed rewolucją, w trakcie i po niej, nie było dziełem Żydów, którzy po obu stronach barykady mieli swoich wykonawców i dyktowali im, co mają robić? Nie udało się Rzymianom podbić Walii i Szkocji, a Żydzi nie mieli z tym problemu. Nie pomogło „Braveheart”. Na pieniądze, podstęp, intrygi nie ma mocnych.

Czy w takiej sytuacji ta zaraza z 1665 roku i ten pożar z 1666 roku były dziełem przypadku, sił natury? „Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają”, jak pisał Szekspir. Niektórzy jednak uważają, że to nie Szekspir, tylko Francis Bacon napisał te dzieła. Czyżbyśmy zatem mieli do czynienia z teatrem w teatrze? Jak patrzeć na czołowych przywódców świata? Czy to nie są aktorzy, którzy mają pewne role do odegrania, tak jak ci z czasów angielskiej rewolucji i restauracji?

  1. Izba Gwiaździsta, Sąd Izby Gwiaździstej – angielski sąd o specjalnych uprawnieniach, który zaczął kształtować się w czasach panowania króla Edwarda (pierwsza wzmianka pochodzi z 1398 roku. Wywodził się ze średniowiecznej Rady Królewskiej, późniejszej Tajnej Rady. Za panowania Karola I Stuarta służył do walki z antyrojalistyczną purytańską opozycją.
  2. Gentry – ziemiaństwo angielskie lub inne rodziny żyjące na pewnym poziomie majątkowym nieposiadające tytułów szlacheckich.
  3. Krótki Parlament – określenie parlamentu angielskiego obradującego od 13 kwietnia do 13 maja 1640 roku. Zwołany został przez Karola I. Parlament odrzucił jego żądania uchwalenia podatków i wszczął krytykę polityki króla. Na skutek powstania silnej opozycji rozwiązany przez króla po 23 dniach obrad.
  4. Długi Parlament – okres obrad parlamentu angielskiego zwołanego przez króla Karola I w 1640 roku, zakończony w 1653 roku pod bitwie pod Worcester, formalnie rozwiązany w 1660 roku. Długi Parlament uchwalił szereg ustaw, które ograniczały władzę króla.
  5. Prezbiterianizm – krąg protestanckich kościołów reformowanych charakteryzujących się ustrojem opartym na władzy prezbiterów, czyli starszych zborów (duchownych i świeckich). Kościoły prezbiteriańskie swoją genezę wywodzą z reformacji szwajcarskiej.
  6. Akty nawigacyjne – XVII-wieczne angielskie ustawy dotyczące handlu i prawa morskiego. Wprowadzały protekcjonistyczny i merkantylistyczny system handlowy, którego celem miała być ochrona Anglii i jej kolonii przed konkurencją innych państw kolonialnych.
  7. Anglia+Walia+Szkocja=Wielka Brytania. Wielka Brytania+Irlandia Północna=Zjednoczone Królestwo. Tak to definiuje angielska Wikipedia.

Wiesław Liźniewicz
https://bb-i.blog/

Zaraza



Były pewne zdarzenia w historii, które ze względu na swój przebieg skłaniają do snucia pewnych teorii, które nazywa się teoriami spiskowymi. Tak było w przypadku zarazy, która nawiedziła Londyn w 1665 roku i pożaru w 1666 roku.

Doktor zarazy; w XVII, XVIII i XIX wieku medycy zajmujący się ofiarami epidemii, nosili maski z dziobami wypełnionymi ziołami i cieczami, mającymi chronić ich przed zabójczymi miazmatami; zdjęcie: fragment okładki cytowanej książki.

Daniel Defoe w swoim Dzienniku roku zarazy PIW 2022 szczegółowo opisał jej przebieg. Poniżej parę wybranych fragmentów z tego dziennika.

*                    *                    *

Było to jakoś na początku września 1664 roku, kiedy, tak jak inni moi sąsiedzi, usłyszałem w potocznej rozmowie, że zaraza powróciła do Holandii, a grasowała tam bardzo gwałtownie, zwłaszcza w Amsterdamie i Rotterdamie w roku 1663, dokąd, jak powiadają, została zawleczona, zdaniem jednych – z Włoch, zdaniem innych – z Lewantu, razem z towarami przywiezionymi do kraju przez flotę turecką; inni znów powiadają, że przywleczono ją z Krety, jeszcze inni, że z Cypru. Mniejsza o to zresztą, skąd się wzięła, ale wszyscy twierdzili zgodnie, że powróciła znów do Holandii.

Nie mieliśmy wówczas takich rzeczy jak drukowane gazety, które by szerzyły pogłoski i dawały sprawozdania z różnych wydarzeń, uzupełniając je ludzką fantazją, jak to się czasem praktykowało za mojej pamięci. Ale podobnych informacji dostarczały listy kupców oraz innych, którzy utrzymywali korespondencję z zagranicą, i z nich to podawano sobie nowiny jedynie z ust do ust; tak więc wiadomości nie szerzyły się błyskawicznie wśród ogółu, jak się to dzieje obecnie.

Jednakże rząd zdawał się otrzymywać prawdziwe sprawozdania i wiele odbywało się narad, w jaki sposób zapobiec przesiąkaniu tych wieści na zewnątrz; wszystko zachowywano w ścisłej tajemnicy. Toteż pogłoski ucichły, ludzie zaczęli je puszczać w niepamięć jako przedmiot mało nas dotyczący i, jak ufaliśmy, nieprawdziwy, aż dopiero pod koniec listopada, a może nawet na początku grudnia 1664 roku dwóch ludzi, rzekomo Francuzów, zmarło na zarazę przy ulicy Long Acre, a raczej w górnym końcu Drury Lane.

Rodzina, u której przebywali, starała się to ukryć w miarę możności, ponieważ jednak zaczęto o tym przebąkiwać w sąsiedztwie, doszło to do uszu Sekretarzy Stanu, ci zaś, uważając za swój obowiązek dowiedzieć się bliższych szczegółów, polecili dwóm lekarzom i chirurgowi przeprowadzenie oględzin zwłok, co też uczynili; stwierdziwszy oczywiste oznaki choroby na ciałach obu nieboszczyków, wyrazili głośno opinię, że zmarli oni na zarazę. Po czym oznajmili ją pisarzowi parafialnemu, który z kolei powiadomił Radę Miejską.

Nadeszła tymczasem połowa lipca i zaraza, która dotąd grasowała raczej na przeciwległym krańcu miasta, zaczęła zwracać się ku wschodowi, a więc w stronę dzielnicy, gdzie mieszkałem. Jak można było zauważyć, zaraza nie zmierzała prosto do nas; gród bowiem, to znaczy miasto w obrębie murów, nie odczuwał zarazy; nie przerzuciła się także przez rzekę do Southwark; bo chociaż zmarło tam w tym tygodniu 1268 osób na wszelkiego rodzaju choroby, z czego można podejrzewać, że ponad dziewięćset na zarazę, jednakże w całym mieście, w obrębie murów, zmarło zaledwie dwadzieścia osiem osób, w Southwark tylko dziewiętnaście, łącznie z parafią Lambeth; natomiast w samej tylko parafii St. Giles i St. Martin-in-the-Fields było czterysta dwadzieścia jeden zgonów.

Rozumieliśmy jednak, że morowe powietrze szerzy się przeważnie w parafiach podmiejskich, gdzie, jako że były bardzo gęsto zaludnione, i to przez ubogich, zaraza znajdowała więcej ofiar niż w grodzie, jak to dalej jeszcze zaznaczę. Zauważyliśmy więc, powiadam, że choroba zbliża się ku nam, a mianowicie poprzez parafie Clerkenwell, Cripplegate, Shoreditch i Bishopsgate, z których dwie ostatnie graniczą z Aldgate, Whitechapel i Stepney, mór zatem grasował najzacieklej i najgwałtowniej w tych dzielnicach, nawet wówczas, gdy zaczął wygasać w parafiach zachodnich, skąd wziął początek.

Ponieważ rozpoczęła się ucieczka z grodu, mogłem zaobserwować, że dwór wywędrował wcześnie, a mianowicie już w czerwcu, i udał się do Oksfordu, gdzie Panu Bogu podobało się go oszczędzić; jak słyszałem, zaraza nie dosięgła go nawet w najlżejszym stopniu, za co, jak mogłem zauważyć, nikt z rodziny królewskiej nie złożył nigdy żadnego dowodu wdzięczności, nie wprowadzili też niemal żadnych reform, a choć powiedzenie im tego byłoby daremne, to ich wołające o pomstę do nieba grzechy zdolne były, jak można śmiało stwierdzić, nie odstępując od zasad miłosierdzia chrześcijańskiego, przyczynić się znacznie do ściągnięcia Sądu Bożego na cały naród.

Oblicze Londynu uległo teraz dziwnej zmianie; mam na myśli skupienie zabudowań grodu, jurydyk miejskich, przedmieść, Westminster, Southwark itd., jeżeli bowiem chodzi o dzielnicę miasta zwaną City, inaczej mówiąc, w obrębie murów, zaraza dotknęła ją w bardzo niewielkim stopniu. Na ogół jednak oblicze miasta uległo moim zdaniem znacznej zmianie; smutek i troska przesłaniały wszystkie twarze; bo jeśli niektóre dzielnice nie były jeszcze skazane na zagładę, to jednak wszyscy zdawali się głęboko przejęci, a widząc, że zaraza zbliża się w sposób widoczny, uważali, że zarówno oni, jak ich rodziny są w największym niebezpieczeństwie.

Jeżeli mówię o szeregach zamkniętych domów, to nie chcę przez to powiedzieć, że zostały zamknięte na rozkaz urzędów, ale że bardzo wiele osób wyjechało wraz z dworem, dlatego że wymagały tego pełnione przez nich funkcje albo dlatego że były w jakowyś sposób z nim związane, inni znów opuścili miasto ze strachu przed zarazą, co sprawiło, że niektóre ulice wyglądały po prostu rozpaczliwie.

Jednakże strach nawet w przybliżeniu nie osiągnął takich rozmiarów w City, zwanym tak w pojęciu nieco oderwanym, a to przede wszystkim dlatego, że choć z początku ogarnęła ludzi nieopisana trwoga, jednakże z uwagi na to, jak już nadmieniłem, iż zaraza występowała zrazu z częstymi przerwami, żyli na przemian w obawie bądź też beztrosko, te odpływy zaś i przypływy następowały kilkakrotnie, tak iż oswoili się z nimi całkowicie; toteż nawet wówczas, gdy nawrót zarazy wydawał się gwałtowny, widząc, że na razie mór nie szerzy się ani w City, ani w dzielnicach wschodnich i południowych, ludzie zaczęli nabierać odwagi, a może, powiedziałbym, hartu.

Wprawdzie dużo osób uciekło, jak to mogłem zaobserwować, jednakże byli to przeważnie mieszkańcy zachodnich krańców miasta oraz tego, co nazywamy sercem grodu, to znaczy z kręgu ludzi najzamożniejszych i niezwiązanych z rzemiosłem ani handlem. Jednakże większość pozostałej ludności została i zdawała się znosić cierpliwie najgorsze; w jurydykach miejskich więc, jak również na przedmieściach w Southwark i na wschodnich peryferiach, na przykład w Wapping, Retcliff, Stepney, Rotherhithe itp., ludność na ogół pozostawała na miejscu z wyjątkiem niektórych zamożnych rodzin, niezwiązanych z miastem, jak już wspomniałem, żadnymi interesami zawodowymi.

W tym miejscu nie należy zapominać, że zarówno gród, jak przedmieścia były w okresie tego nawiedzenia niezwykle gęsto zaludnione, to znaczy w chwili największego nasilenia moru; bo choć dożyłem czasów, kiedy mogłem zaobserwować dalszy wzrost zaludnienia i większe niż kiedykolwiek tłumy napływały do Londynu, by się tam osiedlić, to jednak mieliśmy zawsze wrażenie, że ilość osób, które po skończonej wojnie i rozwiązaniu armii oraz Restauracji, czyli przywróceniu monarchii i powrocie rodziny królewskiej, tłumnie przybyły do Londynu, by zająć się handlem lub służyć dworowi w zamian za wynagrodzenie, posady, przywileje itp., była tak znaczna, że miasto liczyło przypuszczalnie o z górą sto tysięcy mieszkańców więcej niż pierwotnie; nie dość na tym, byli tacy, którzy twierdzili, że liczba ich wzrosła w dwójnasób, gdyż przybyły tu wszystkie zrujnowane rodziny stronników partii królewskiej.

Żołnierze weterani zajęli się przeważnie handlem lub rzemiosłem i osiedlili się tu wraz z rodzinami. W ślad za dworem powróciło wystawne życie i nowe mody. Ludzie odzyskali dawną wesołość i zamiłowanie do zbytku, a radość z powodu przywrócenia monarchii ściągnęła bardzo wiele rodzin do stolicy.

Często myślałem sobie, że tak jak Rzymianie rozpoczęli oblężenie Jerozolimy w chwili, gdy zebrali się tam Żydzi na święto Paschy, wskutek czego zaskoczono niezliczone rzesze ludzi, którzy kiedy indziej znajdowaliby się w różnych okolicach kraju, tak samo zaraza wtargnęła do Londynu w chwili, gdy na skutek wcześniej wymienionych okoliczności liczba mieszkańców wzrosła niepomiernie.

Ponieważ młodzieńczy i wesoły dwór przyciągał ogromny napływ ludzi, co znów wywoływało wielkie ożywienie przemysłu i handlu, zwłaszcza w dziedzinie mody i elegancji, zjeżdżały tam z kolei liczne zastępy rzemieślników, rękodzielników i tym podobnych ludzi, przeważnie ubogich, żyjących z pracy rąk własnych.

I przypominam sobie najdokładniej, że w memoriale, który złożyłem lordowi majorowi, dotyczącemu doli ubogich, liczyłem, że w grodzie i pod miastem znajdują się setki, a może nawet tysiące tkaczy trudniących się wyrobem wstążek, z których większość zamieszkuje w parafiach Shoredith, Stepney, Whitechapel i Bishopsgate. położonych w obrębie Spitalfields; to znaczy takiego Spitalfields, jakim było wówczas, teraz bowiem jest pięć razy większe.

Z tego wszakże można wnosić, ilu ogółem było ludzi w mieście; i często mnie, przyznaję, dziwiło, że pomimo tak ogromnej liczby osób, które od razu na początku wyjechały, tyle ich jeszcze, jak się okazuje, pozostało.

Muszę się jednak cofnąć do zarania tych zdumiewających czasów. Kiedy obawy ludności zaczęły dopiero się budzić, wzmogło je w dziwny sposób kilka szczególnych znaków i graniczy to niemal z cudem, że zestawiwszy je ze sobą, ludzie nie powstali jak jeden mąż i nie porzucili swoich siedzib, opuszczając miasto, które Niebo zdawało się przeznaczyć na nową Haceldamę [1] skazaną na zagładę, na zmiecenie z powierzchni ziemi wraz ze wszystkim, co tam się znajduje.

Wymienię tylko parę tych znaków, w istocie jednak były one tak liczne, że dziwiłem się często, iż ktokolwiek (zwłaszcza niewiasty) odważył się pozostać w mieście.

Po pierwsze, na kilka miesięcy przed zarazą ukazała się na niebie ognista gwiazda czy też kometa, tak jak w zeszłym roku na krótko przed pożarem. Stare kobiety i flegmatyczni hipochondrycy płci odmiennej, których mógłbym niemal także nazwać starymi babami, zauważyli, zwłaszcza potem, ale dopiero kiedy minęły te dopusty Boże, iż obie komety przeleciały wprost nad miastem, tak blisko domów, iż niewątpliwie zwiastowały coś bardzo ważnego, i to tylko dla miasta; że kometa przed zarazą miała barwę przyćmioną, bladą, a ruszała się ciężko, uroczyście i powoli, natomiast kometa przed pożarem była jaskrawa i błyszcząca, a nawet, jak mówili niektórzy, płomienna, poruszała się zaś szybko i zamaszyście, z czego wynika, że jedna z nich zwiastowała karę ciężką, powolną, lecz surową, straszną i budzącą trwogę, jaką była zaraza, druga zapowiadała cios nagły, szybki i ognisty – pożogę.

Nie dość na tym, niektórzy opowiadali szczegółowo, że kiedy ujrzeli kometę poprzedzającą pożar, zdawało im się nie tylko, iż przelatuje szybko i z impetem, co można było dostrzec gołym okiem, ale nawet słyszeli szum potężnego pędu, groźnego i strasznego, wprawdzie odległy, ale dość wyraźny.

Widziałem obie te gwiazdy i, wyznać muszę, miałem głowę tak nabitą powszechnie panującymi zabobonami, że i ja byłem skłonny dopatrywać się w nich zwiastunów i ostrzeżenia, że zbliża się Sąd Boży, a zwłaszcza kiedy po pierwszej komecie, po której nastąpiła zaraza, ukazała się druga podobna, mogłem sobie tylko powiedzieć, że Pan Bóg nie dość jeszcze srogo ukarał nasze miasto.

Nie mogłem jednakże nadać tym znakom takiego znaczenia wyższej natury, jak to czynili inni, wiedziałem bowiem również, że astronomowie przypisują podobne zjawiska przyczynom naturalnym, że ruchy planet, a nawet dewiacje są obliczone albo też uczonym zdaje się, że potrafią je obliczyć, nie można więc ich naprawdę nazwać zwiastunami ani prognostykami, a tym bardziej sprawcami podobnych klęsk, jak wojna, ogień czy mór.

Ale niech sobie moje myśli czy też myśli filozofów będą, jakie chcą, a raczej były, jakie chciały; owe znaki wywarły niezwykły wpływ na umysły prostych ludzi, którzy prawie wszyscy mieli złe przeczucia, że zbliża się straszny kataklizm i kara Boska grozi miastu; a stało się to na widok tej komety oraz na głos pierwszego dzwonu na trwogę, jakim była śmierć dwóch osób zmarłych w grudniu w parafii St. Giles.

Jednakże przezorności lorda majora (burmistrz – przyp. W.L.) i Rady Miejskiej w obrębie grodu, sądom pokoju zaś poza obrębem murów, wspomaganym pieniężnie ze wszystkich stron, zawdzięczamy, iż udało się zachować spokój wśród ubogiej ludności oraz w miarę sił zaspokoić jej potrzeby.

Ponadto dwie okoliczności powstrzymały motłoch od wybryków. Przede wszystkim nawet ludzie bogaci nie gromadzili zapasów żywności w swoich domach, choć powinni byli w istocie to uczynić, i gdyby byli dość przezorni, by tak postąpić, jak zrobili nieliczni, i zamknęli się całkowicie, może łatwiej uniknęliby plagi.

Okazało się jednak, że jest inaczej, motłoch więc nie dobrałby się do zapasów żywności, gdyby się był włamał do owych domów, choć rzecz jasna, mało do tego brakowało, a pociągnęłoby to za sobą całkowitą ruinę miasta, nie było bowiem wojsk regularnych, które mogły im stawić opór, nie dałoby się też zrekrutować wyćwiczonych oddziałów dla obrony miasta, gdyż brak było mężczyzn zdolnych do noszenia broni.

Ale czujność lorda majora i tych radnych miejskich, których można było zgromadzić (wielu bowiem nawet spośród nich zmarło, wielu zaś wyjechało), zapobiegła temu nieszczęściu, a osiągnęli to przy pomocy najłagodniejszych i najbardziej ludzkich środków, jakie można sobie wyobrazić, wspierając najbardziej zrozpaczonych zasiłkami pieniężnymi, innym dostarczając zarobków, a przede wszystkim powierzając im dozór nad domami zapowietrzonymi.

Że zaś było takich bardzo wiele, twierdzono, że w pewnej chwili zamknięto dziesięć tysięcy domów, każdego zaś pilnowało dwóch stróżów, a mianowicie jeden w nocy, drugi w dzień, nastręczało to sposobności zatrudnienia od razu wielu biedaków.

Kobiety i dziewki służebne, które zostały zwolnione przez chlebodawców, przeznaczono do opieki nad chorymi w całym mieście, to zatrudniło wielki ich zastęp.

Druga okoliczność, nader smętna w istocie, była również w pewien sposób zbawienna, a mianowicie zaraza grasująca straszliwie od połowy sierpnia do połowy października zmiotła przez ten czas od trzydziestu do czterdziestu tysięcy tych biedaków, którzy, gdyby pozostali przy życiu, staliby się wskutek skrajnej nędzy nieznośnym ciężarem, inaczej mówiąc, całe miasto nie byłoby w stanie łożyć tak znacznych sum ani dostarczyć im żywności; byliby więc z czasem, na to, by utrzymać się przy życiu, zmuszeni plądrować bądź sam gród, bądź graniczące z nim osiedla, a więc rozpętaliby zarówno w całym kraju, jak i w mieście najskrajniejszą panikę i zamieszanie.

Winienem jeszcze tutaj uczynić inną uwagę na użytek potomności, a to w jaki sposób ludzie zarażają się jedni od drugich; mianowicie, że zdrowi nie zarażali się bezpośrednio od chorych, ale od tych, którzy miewali się dobrze. Muszę jeszcze wytłumaczyć, że gdy mówię o chorych, mam na myśli tych, o których wiadomo, że są chorzy, leżą w łóżku, kurują się, mają na ciele obrzęki i wrzody, i tym podobne tumory. Tych wszyscy się wystrzegali; leżeli oni w łóżku albo stan ich był taki, że nie sposób go było zataić.

Gdy mówię: „ci, którzy się dobrze miewają”,mam na myśli tych, którzy ulegli zarazie, nosili ją w sobie i we krwi, na pozór wszakże nie znać było jej następstw; nie dość na tym, oni sami nie zdawali sobie z tego sprawy, niejedni nawet przez kilka dni. Ci tchnęli śmierć wszędzie i na każdego, co się do nich zbliżył, co mówię, nawet ich odzież kryła w sobie miazmaty choroby, ręce zarażały wszystko, czego się dotknęły, zwłaszcza gdy były gorące i spocone, a mieli wielką skłonność do potów.

Tymczasem nie sposób było rozpoznać takich osób, a one same, jak już mówiłem, nie wiedziały, że są zapowietrzone. To właśnie byli ci, którzy tak często padali zemdleni na ulicy, gdyż czasem chodzili po mieście do ostatka, do chwili kiedy zaczynali się pocić, robiło im się słabo, siadali pod jakimiś drzwiami i umierali.

Prawdę powiedziawszy, gdy się tak stało, starali się co sił dobrnąć do drzwi własnego domu; niekiedy zdołali wejść pod swój dach i od razu umierali; czasem znów chodzili dopóty, dopóki nie wystąpiły na nich znamiona choroby, a jeszcze o tym nie wiedzieli i umierali w godzinę albo dwie po powrocie do domu, póki zaś byli poza nim, czuli się dobrze. To właśnie byli ludzie niebezpieczni, takich to zdrowi ludzie powinni się najwięcej obawiać, skądinąd wszakże nie sposób było ich rozpoznać.

W tym leży przyczyna, dlaczego jest rzeczą niemożliwą w okresie nawiedzenia zapobiec szerzeniu się epidemii, choćby się stosowało największą czujność, jaka jest w ludzkiej mocy, a mianowicie dlatego, że nie sposób odróżnić osób zapowietrzonych od zdrowych, a także trudno, aby ci, co ulegli zarazie, jasno zdawali sobie z tego sprawę.

To, jak sądzę, jest przyczyną, że tyle osób mówi o tym, iż powietrze jest skażone i zepsute i że nie warto zważać na to, z kim się przestaje, zaraza bowiem jest w powietrzu.

Zaraza była tak silna, tak zajadła, tak wszędzie przenikała, udzielała się zaś tak niepostrzeżenie, że najskrupulatniejsza ostrożność nie mogła uchronić nas przed nią, póki byliśmy na miejscu. Niech mi wszakże wolno będzie nadal żywić przeświadczenie – mam zaś wiele przykładów świeżo zachowanych w pamięci, dostatecznych, by mnie utrwalić w tym przekonaniu, i nie sądzę, by ktokolwiek oparł się ich oczywistej wymowie – że nikt w całym narodzie nie nabawił się choroby czy też zarazy inaczej, niż w zwykły sposób zarażając się, czy to bezpośrednio przez odzież, dotknięcie czy smród od kogoś, kto już poprzednio jej uległ.

Dowodzi tego również droga, którą epidemia dotarła do Londynu, a mianowicie przez towary przywiezione z Holandii, a sprowadzone tam z Lewantu; pierwszy jej wypadek nastąpił w domu przy Long Acre, dokąd towary owe zostały dostarczone i gdzie po raz pierwszy je rozpakowano; po czym zaraza szerzyła się z domu do domu przez niebaczne obcowanie z chorymi oraz zarażanie się funkcjonariuszy parafialnych, mających do czynienia z umarłymi itd. Są to znane prawdy potwierdzające założenie podstawowe, że zaraza przenosiła się z ludzi na ludzi i z domu do domu, a nie w żaden inny sposób.

Muszę wspomnieć jeszcze o przebiegu zarazy; jak się zaczęła na jednym krańcu miasta, posuwała się stopniowo, powoli przechodząc z jednej dzielnicy do drugiej i podobnie jak ciemna chmura, gdy przeciąga nad naszymi głowami, w miarę jak gęstnieje i ciężko zawisa w powietrzu w jednym końcu, jaśnieje i rozprasza się w drugim, tak plaga posuwała się z zachodu na wschód; gdy wzmagała się na wschodzie, przygasała na zachodzie, dzięki czemu te dzielnice miasta, których jeszcze nie dosięgła zaraza, albo te, które opuściła po wyładowaniu na nich swojej furii, były niejako oszczędzone na to, aby pomagać i otaczać opieką pozostałe dzielnice.

Tymczasem, gdyby zaraza rozszerzyła się od razu na cały gród i przedmieścia, szalejąc wszędzie z jednakową siłą, tak jak to się stało w niektórych miastach za granicą, pochłonęłaby wszystkich ludzi, umierałoby ich po dwadzieścia tysięcy dziennie, jak podobno było w Neapolu; nie mogliby też wspomagać się i wspierać jedni drugich.

W ostatnim tygodniu września plaga osiągnęła swój punkt szczytowy i furia jej zaczynała się uciszać. Pamiętam, że mój przyjaciel doktor Heath, gdy przyszedł mnie odwiedzić w poprzednim tygodniu, zapewnił mnie, że groza nasilenia złagodnieje za kilka dni. Jednakże widziałem raport z tego tygodnia, a podawał on cyfry najwyższe w całym roku, a mianowicie 8287 zgonów na wszelkie choroby. Wytknąłem mu to z wyrzutem i zapytałem, na czym opiera swoje twierdzenie. Moje pytanie nie zaskoczyło go tak, jak sądziłem.

„Widzi pan – odrzekł – sądząc po liczbie chorych i zapowietrzonych, powinno było w ostatnim tygodniu umrzeć dwadzieścia tysięcy osób zamiast ośmiu tysięcy, gdyby epidemia była równie silna jak przed dwoma tygodniami; wówczas bowiem zabijała ludzi w dwa albo trzy dni, teraz śmierć nie następuje nigdy przed upływem tygodnia lub dziesięciu dni. Wtedy nawet jedna osoba na pięć nie powracała do zdrowia, podczas gdy teraz, jak to mogłem zaobserwować, umierają najwyżej dwie osoby na pięć. I wspomni pan moje słowa, następny raport wykaże mniejszą liczbę zgonów, i przekona się pan, że więcej osób powraca do zdrowia, niż dotąd bywało; bo choć mnóstwo jest wszędzie ludzi zapowietrzonych i tyleż ich co dzień ulega zarazie, jednakże nie tyle osób umrze, jak bywało dotychczas, gdyż złośliwość epidemii złagodniała”.

To powiedziawszy, wyraził nadzieje, a nawet więcej niż nadzieję, bo przekonanie, że epidemia osiągnąwszy swój punkt szczytowy, poczyna zanikać; tak też było istotnie, gdyż w następnym tygodniu, który był, jak już powiedziałem, ostatnim tygodniem września, raport zmalał prawie o dwa tysiące.

Złośliwość zarazy wyczerpała się, a także zima już wkrótce nadciągnęła, powietrze było czyste i chłodne, zaczęły się nawet ostre, coraz bardziej siarczyste mrozy, toteż większość chorych wyzdrowiała i w mieście zapanowały lepsze warunki zdrowotne. Były wprawdzie nawroty zarazy nawet w grudniu i raporty znowu podniosły się o blisko sto wypadków zgonu, ale to znów minęło i niebawem życie powróciło do dawnego trybu.

Aż dziw brał, jak nagle zaludniło się miasto, tak iż cudzoziemiec nie zauważyłby, ilu ludzi zginęło. Nie brakowało też mieszkańców w dawnych siedzibach, bardzo mało domów, a nawet żaden nie stał pustką, a jeżeli się to zdarzyło, nie brak było czynszowników chcących je wynająć.

Pragnąłbym móc powiedzieć, że tak jak stolica zmieniła oblicze, tak zmienił się również charakter jej mieszkańców. Nie wątpię, że wielu z nich miało nadal głębokie poczucie wyzwolenia i że byli serdecznie wdzięczni Wszechwładnej Ręce, która ochroniła ich w tak niebezpiecznej dobie.

Byłoby nader niesprawiedliwie sądzić inaczej w mieście tak ludnym, zamieszkałym przez ludzi tak nabożnych, jakimi się okazali londyńczycy przez cały czas nawiedzenia, jednakże wyjąwszy to, czego można się było dopatrzyć w niektórych rodzinach i na niektórych twarzach, trzeba przyznać, że postępowanie ludzi było na ogół takie samo jak przed nawiedzeniem i dała się zauważyć zaledwie bardzo niewielka różnica.

Nie brakło nawet takich, którzy twierdzili, że było jeszcze gorzej, że moralność poczęła upadać coraz bardziej właśnie od tego czasu, że ludzie jak marynarze z chwilą, gdy ustanie sztorm, stawali się jeszcze gorsi i głupsi, jeszcze śmielsi i bardziej zatwardziali w grzechu i niemoralności, niż było przedtem, ale nie chcę się tak zagłębiać. Wymagałoby to opowiadania nie byle jak długiego, by wyliczyć szczegółowo wszystkie stopnie, poprzez które zwykły bieg rzeczy został w tym mieście w końcu przywrócony i począł toczyć się swoim dawnym trybem.

*                    *                    *

Z tego, co napisał Defoe, zaraza dotarła do Londynu z Holandii, a tam – z Włoch, Lewantu, Krety lub z Cypru. Informacje o niej rozchodziły się poprzez listy kupców. Natomiast rząd otrzymywał prawdziwe informacje i zachowywał je w tajemnicy. Skąd jednak otrzymywał je, o tym autor nie wspomina.

Pod koniec 1664 roku upubliczniono fakt śmierci dwóch osób z powodu zarazy. Nie atakowała ona równomiernie w całym mieście, a samego centrum, czyli City, praktycznie nie dotknęła. Rząd, czyli dwór, uciekł do Oksfordu.

Początkowo zaraza atakowała z częstymi przerwami. Ponadto nie szerzyła się w City i w dzielnicach wschodnich i południowych. W okresie zarazy samo centrum i przedmieścia były gęsto zaludnione, a po jej ustąpieniu liczba ludności znacznie wzrosła. Ludzie wracali, by zając się handlem i służyć dworowi. Tak działo się po przywróceniu monarchii i powrocie rodziny królewskiej.

Ciekawy jest wątek dwóch komet, z których jedna pojawiła się przed zarazą w 1665 roku, a druga – przed pożarem w 1666 roku. Pierwsza miała barwę przyćmioną i poruszała się wolno, druga była jasna, błyszcząca i poruszała się szybko i szum jej potężnego pędu był słyszalny. Zaraza pozbawiła życia od trzydziestu do czterdziestu tysięcy biedaków na ogólną liczbę ofiar szacowaną na siedemdziesiąt do stu tysięcy.

Ci biedacy, gdyby przeżyli, byliby dla miasta wielkim ciężarem, jak to ujął Defoe. Zaraza uaktywniała się lub słabła w sposób podobny do tego, jak porusza się chmura nad miastem. Najwyższa tygodniowa cyfra zgonów, to prawie osiem tysięcy trzysta. Największe jej nasilenie miało miejsce od lipca do końca września, a więc trzy miesiące. Po zarazie miasto nadzwyczaj szybko zaludniło się. Nie było opustoszałych domów, żaden nie był niezamieszkały, a jeżeli tak się działo, to nie brakowało czynszowników chcących je wynająć.

Można powiedzieć, że zaraza atakowała wybiórczo i stąd stosunkowo niewielka liczba zmarłych. Gdyby działała z jednakową siłą na terenie całego miasta, to pochłonęłaby wszystkich mieszkańców. Umierałoby po dwadzieścia tysięcy dziennie, jak podobno działo się w Neapolu.

Pojawiają się wątpliwości. Jeśli w Londynie i w Neapolu grasowała ta sama zaraza, to dlaczego w Londynie działała wybiórczo i z przerwami, a w Neapolu – nie? W tym miejscu wypada uzmysłowić sobie, co działo się w Anglii przed zarazą. A działo się dużo.

Henryk Rolicki w książce Zmierzch Izraela (pierwsze wydanie 1932), wznowionej przez Dom Wydawniczy „Ostoja”, pisze:

Ostatnie lata wojny trzydziestoletniej przypadają na okres, w którym Anglia pod rządami Karola I Stuarta, żonatego z Burbonką, Marią Henrietą, gorliwą katoliczką, jest terenem walk zawziętych. Z jednej strony stoi król, oparty o państwowy kościół anglikański, reprezentujący raczej schizmę niż reformację religijną, z drugiej zaś obóz purytanów, opartych o parlament. Walki króla z parlamentem wypełniają dzieje panowania Karola I.

W r. 1641 bawi w Anglii Komeniusz, wezwany przez parlament, zaś rok później wybucha wojna domowa (1642-1645). Jako jeden z podrzędnych wodzów wypływa na jej falach Olivier Cromwell. Po zaprzestaniu kroków wojennych (1645) toczą się rokowania długotrwałe między purytanami a królem, zakończone wybuchem drugiej wojny domowej (1648), w tym właśnie czasie, gdy na kontynencie zawierano Traktat Westfalski, kończący wojnę trzydziestoletnią.

Na czele najradykalniejszego skrzydła purytanów, tzw. niezależnych purytanów, staje Cromwell i zwycięża wojska szkockie, stojące u boku króla. Odtąd już można mówić w Anglii o dyktaturze rewolucyjnej; nawet parlament zostaje zmuszony siłą do uznania faktów, a potem rozpędzony. Król zostaje skazany na śmierć i ścięty (1649), jak później Ludwik XVI we Francji.

Cromwell w całym kraju rzeziami i mordami wymusza sobie posłuszeństwo; przeprowadza wywłaszczenie katolików, topi w strumieniach krwi powstanie katolickie w Irlandii w r. 1650 i w r. 1653 po zwycięstwach nad flotą holenderską przyjmuje tytuł Lorda Protektora, zmieniony potem na tytuł Wysokiego Lorda Protektora.

Ruch purytański zanieśli do Anglii w XVI w. anabaptyści, ci sami, co fundowali „Nową Jerozolimę” w Monastyrze pod władzą Jana z Lejdy, dobrowolnego wykonawcy wyroków śmierci. Toteż sympatie dla Izraela nie były wcale platoniczne. Nie zapominajmy, że żydów oficjalnie w Anglii nie było, jeszcze w r. 1290 zostali wygnani z wyspy. Co najwyżej nieliczni marrani, bardzo kryjący się przed okiem niepowołanym, bardziej jeszcze niż w Hiszpanii, opanowanej inkwizycją, mogli się byli przyczaić i trwać przez pokolenia. Marranów hiszpańskich do połowy XVI w. do kraju nie puszczano. A tu teraz chrześcijanie sami stają się dzięki reformacji nie już półżydami, ale wprost żydami nieobrzezanymi.

Ducha żydowskiego purytanizm czerpał tak samo z kalwinizmu jak i anabaptyzmu. Rzeczywiście głębsza analiza wiary i etyki kalwińskiej, a już szczególnie purytańskiej, daje w rezultacie judaizm. „To pokrewieństwo i ta tożsamość nie ulegają żadnej wątpliwości i jesteśmy w prawie wnioskować, jak to czyni wyraźnie wybitny ekonomista (Sombart – przyp. autora), że purytanizm to judaizm.” – George Batault, Kwestia żydowska.

Taki kierunek religijny narzuciła Anglii dyktatura Cromwella i w jego imię Anglia i Irlandia spłynęły krwią. Lecouteulx de Cantelen w swych „Les sectes et sociétes secretes” zapewnia, że Cromwell był „wysoko wtajemniczony w misteria masonerii”. Za jego rządów poczynają się próby ponownego wprowadzenia do Anglii żydów, wypędzonych stamtąd w 1290 r. Akcję tę w porozumieniu z Cromwellem przeprowadza Manasse ben Izrael z Amsterdamu.

Mamy więc tu do czynienia z dziwną zarazą, podobnie jak dziwny był ten pożar w następnym roku. Wyglądało to tak, jakby ktoś stopniowo oczyszczał teren pod nową kolonizację. Najpierw pozbyto się części ludzi i zajęto ich domy. To działo się poza City, które zarazy nie doświadczyło. W następnym roku, dla odmiany, City zostało pochłonięte przez pożar. Później je odbudowano i ktoś stał się właścicielem tego terenu i wszystkiego, co na nim powstało.

Marrani, czyli hiszpańscy Żydzi, od połowy XVI wieku stopniowo osiedlają się w Anglii, a rewolucja Cromwella, czyli rewolucja angielska, otwiera szeroko Żydom wrota do Anglii. To jednak za mało, by podporządkować sobie i wykorzystać państwo, które będzie budowało imperium i stolicę świata, przynajmniej tę finansową i gospodarczą. Chyba jednak uznano, że sami nie dadzą rady podporządkować go sobie i zjednali sobie pomocników, czyli protestantów, zwanych na gruncie angielskim purytanami I chyba po to potrzebna była reformacja.

U protestantów zbawienie osiąga się poprzez wiarę, a u katolików poprzez uczynki, co oznacza, że protestant może pozwolić sobie na wszelkie występki i zbrodnie, ale jeśli będzie głęboko wierzył, czyli czytał Biblię, to będzie zbawiony. Nie miał więc moralnych problemów purytanin, by wyrżnąć Indian w Ameryce. Katolik natomiast musi zasłużyć na to zbawienie poprzez dobre uczynki, miłosierdzie itp.

W nagrodę za to, że Anglosasi robią Żydom laskę, ci odwdzięczają się im szerszym strumieniem pieniądza, który trafia do państw protestanckich i dlatego społeczeństwa te są bogatsze od pozostałych. Bo to nie jest tak, że bogactwo bierze się z pracy. Owszem bierze się z niej, ale ta praca musi być odpowiednio wynagradzana, by ludzie chcieli pracować, a nawet bardzo ciężko pracować. Jeśli praca nie jest odpowiednio wynagradzana, to rodzi się zniechęcenie, apatia i obojętność, czyli brak motywacji.

Chińczycy zawsze byli pracowici, jak wszyscy Azjaci, ale jak wyglądały komunistyczne Chiny wcześniej, a jak wyglądają dziś? Liberia to państwo, w którym 80% populacji to protestanci. Ci Murzyni nie robią nic innego, tylko modlą się całymi dniami w zborach i Liberia wygląda tak, jak wygląda. Z samego czytania Biblii nie ma bogactwa.

Tak więc Stany Zjednoczone to zbrojne ramię żydostwa, służące im do podporządkowywania sobie całego świata. Ale nie tylko armia tego państwa do tego służy. Nie przypadkiem najlepsze i najbardziej prestiżowe uczelnie są w Stanach Zjednoczonych i w Anglii. Dzięki temu kształcą się tam studenci i stypendyści ze wszystkich państw, stając się w ten sposób agentami Anglosasów, a w praktyce Żydów.

I po to była potrzebna rewolucja w Anglii oraz zaraza i pożar Londynu.

[1] Haceldama – krwawe pole; pole koło Jerozolimy, które kapłani kupili za trzydzieści judaszowych srebrników.

Wiesław Liźniewicz
https://bb-i.blog

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...