Mija już 25 lat od momentu, w którym dokonano niesłychanej zbrodni. Niemowlę demokracji zostało rozdeptane przez „prostaka z kołchozu” i to przy aplauzie społeczeństwa, które nie rozumiało wszystkich dobrodziejstw demokracji liberalnej i zachodniego stylu życia.
Tą młodą demokracją była Białoruś, a tym antydemokratycznym zbrodniarzem i bluźniercą – Alaksandr Łukaszenka, który wygrał II turę wyborów prezydenckich, zdobywając 80% głosów. 25 lat temu, 20 lipca 1994 roku, miała miejsce inauguracja Łukaszenki.
By zrozumieć, dlaczego w tych wyborach wygrał Łukaszenko, możemy spojrzeć na jego kontrkandydatów.
Wiaczesłau Kiebicz, ówczesny premier Białorusi, który w opinii społecznej był odpowiedzialny za fatalny stan białoruskiej gospodarki i obniżenie poziomu życia; Zianon Paźniak, białoruski nacjonalista, czyli reprezentant idei, która dla większości białoruskiego społeczeństwa była obca i niezrozumiała; Stanisław Szuszkiewicz, czyli jeden z sygnatariuszy porozumień białowieskich, a więc dla większości społeczeństwa jeden z trzech „łajdaków” odpowiedzialnych za rozwiązanie Związku Radzieckiego.
Innymi słowy w 1994 roku Białorusini mieli do czynienia z reprezentantami elit i nacjonalistycznej inteligencji. W tych warunkach Łukaszenka zbudował swoją kampanię na wizerunku trybuna ludowego, który oskarża elity o skorumpowanie i brak troski o zwykłych ludzi, a nacjonalistów o oderwanie od rzeczywistości i zajmowanie się takimi sprawami jak białorutenizacja i kwestia symboli państwowych, a nie sprawą upadającej gospodarki.
W 1994 roku lud był zmęczony problemami gospodarczymi i nieudolnością parlamentu zdominowanego przez postsowiecką nomenklaturę i nacjonalistów. Łukaszenka szedł w wyborach pod hasłami walki z korupcją, stabilizacji systemu politycznego i zbliżenia z Rosją.
W 1995 roku prezydent Białorusi ogłosił referendum, w którym wyborcy mieli odpowiedzieć na pytania:
- Czy jesteś za przyznaniem językowi rosyjskiemu równego statusu z językiem białoruskim?
- Czy jesteś za propozycją zmiany symboli Republiki Białorusi?
- Czy popierasz działania prezydenta Republiki Białorusi, mające na celu integrację gospodarczą z Federacją Rosyjską?
- Czy zgadzasz się z koniecznością zmiany Konstytucji, umożliwiającej przedterminowe rozwiązanie Rady Najwyższej przez prezydenta Republiki Białorusi w przypadku systematycznego czy rażącego łamania Konstytucji?
Za uznaniem języka rosyjskiego za język urzędowy zagłosowało 83,3% biorących udział w referendum, za zmianą symboli państwowych 75%, za nadaniem prezydentowi uprawnień do rozwiązania parlamentu 77%, za integrację z Rosją 83%.
To referendum miało dla Białorusi znaczenie cywilizacyjne: społeczeństwo białoruskie w 1995 roku odrzuciło drogę integracji z globalnym Zachodem, jak również drogę nacjonalizmów małych narodów zbudowaną na kompleksach niższości wobec sąsiadów. Nadanie językowi rosyjskiemu statusu urzędowego jak najbardziej odpowiadało oczekiwaniom większości Białorusinów, używających na co dzień właśnie tego języka.
Kwestia symboliki państwowej nie jest aż taka oczywista jak w narracji białoruskiej opozycji, że „historyczne symbole narodowe zostały zastąpione przez symbolikę Białoruskiej SRS”. Tymi „symbolami historycznymi” miały być biało-czerwono-biała flaga i herb Pogoń.
O ile co do historyczności Pogoni nikt nie ma wątpliwości (zresztą Pogoń została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa historycznego Białorusi), to z flagą kwestia jest nieco inna: została wymyślona w 1917 roku w Petersburgu przez Klaudiusza Duża-Duszewskiego, na terenach współczesnej Białorusi była używana przez tzw. Białoruską Republikę Ludową (uznawaną przez białoruskich nacjonalistów za pierwsze białoruskie państwo narodowe, mimo że to „państwo” istniało tylko na papierze i to w warunkach stacjonowania na Białorusi wojsk niemieckich, nie za bardzo zwracających uwagi na gierki białoruskiej inteligencji), w latach istnienia okręgu generalnego „Białoruś” (1941-1944, w składzie Komisariatu Rzeszy Wschód), i po upadku związku radzieckiego w latach 1991-1995, i obecnie jest używana przez białoruskich opozycjonistów.
Biało-czerwono-biała flaga jest nieodłącznie związana z prozachodnią orientacją Białorusi, a więc obywatele Białorusi, odrzucając tę flagę jako symbol państwowy, odrzucili też atlantyzm i związane z nim „dobrodziejstwa”. Aktualna flaga Białorusi, zawierająca tradycyjny białoruski haft, jest wyrazem kontynentalnej tożsamości tego państwa.
Wzmocnienie władzy prezydenta w kolejnych referendach 1996 i 2004 roku było czymś naturalnym. W demokratyczny sposób obywatele Białorusi opowiedzieli się za mocną władzą prezydencką w 1996 roku i dali mu mandat na długie rządy w roku 2004, znosząc limit kadencji prezydenta.
Dla dużej części społeczeństwa białoruskiego wybór Łukaszenki na prezydenta był zakończeniem okresu niestabilności spowodowanego upadkiem Związku Sowieckiego. Mimo wszelkich przeciwności gospodarczych, z punktu widzenia przeciętnego człowieka, Białoruś jest najlepszym miejscem do życia ze wszystkich państw byłego Związku Radzieckiego. Ten stan rzeczy sprawiał, że przez dłuższy czas Łukaszenka był jednym z najpopularniejszych polityków postsowieckich.
Oczywiście, nie dałoby się tego zrobić bez strategicznego sojuszu z Rosją. Budując sojusz z Rosją w latach 90., Łukaszenka wykorzystał wewnętrzną słabość Rosji lat 90, by ułożyć wzajemne stosunki w taki sposób, że Białoruś w tych relacjach jest podmiotem.
W stosunkach rosyjsko-białoruskich po wyjściu z Rosji z chaosu lat 90. działania Federacji Rosyjskiej skierowane były na uszczuplenie tej podmiotowości Białorusi. Wzajemne relacje przybierały różne postaci od sojuszu strategicznego do wojny handlowej (głównie Rosja nakładała embarga na białoruską żywność), na propagandzie w mediach państwowych kończąc (w latach 2010-2011 te materiały mogłyby się pojawić w CNN czy innym Biełsacie, przesłanie i zarzuty były takie same, czyli autorytaryzm, brak demokracji i łamanie „praw człowieka”.
Dla mniejszości polskiej na Białorusi rządy Łukaszenki nie są zbyt przyjaznym czasem dla działalności (ale wiadomo, nie ma co porównywać z okresem ZSRR). W dużym stopniu polskie organizacje, które funkcjonują na Białorusi, są dziedzictwem pierwszych lat po upadku Związku Sowieckiego.
Po 1996 roku na Białorusi nie została otwarta żadna polska szkoła, a dwie już istniejące nie mogą przyjąć wszystkich chętnych (częściowo z winy miejscowej administracji, która ogranicza liczbę uczniów, którzy mogą zostać przyjęte do 1 klasy). Białoruska ustawa o edukacji też ogranicza użycie języka polskiego w procesie nauczania: według tej ustawy, takie przedmioty jak historia Białorusi, WOS i geografia Białorusi mogą być wykładane tylko w językach urzędowych, czyli po rosyjsku lub białorusku.
W kwestii najważniejszej instytucji, podtrzymującej tożsamość Polaków na Białorusi, czyli Kościoła katolickiego, władze białoruskie obrały metodę nacisków na hierarchię, mającą na celu wyrugowanie polszczyzny z użytku w kościele i zastąpieniu jej językiem białoruskim. W tym polityka władz białoruskich jest zgodna z postulatami białoruskich nacjonalistów, którzy też uważają zastąpienie języka polskiego białoruskim za skuteczne narzędzie wynarodowienia Polaków.
Jeżeli chodzi o ogólny charakter omawianej dyktatury, można powiedzieć, że są to rządy konserwatywne. Jest to konserwatyzm najwulgarniej rozumiany, czyli zachowywanie za wszelką cenę zastanego status quo.
Podczas 25 lat swoich rządów, mając ku temu wszystkie możliwości, Łukaszenka nie zrobił nic, by podnieść znaczenie religii w społeczeństwie, czy zakazać zabijania dzieci w łonie matek. Sam Łukaszenka nie wymyślił innej legitymizacji własnych rządów, niż tę, że są sprawowane z woli ludu, przez lud i dla ludu. Białoruskiej władzy brakuje podstaw metapolitycznych, by uzasadnić trwanie ustroju państwowego.
Koncentrując się na zachowaniu swojej władzy, prezydent Białorusi nie zrobił najważniejszej rzeczy – nie sformułował ideologii, która pozwoliłaby ustrojowi przeżyć swojego „Baćkę”[1]. Takiej ideologii, o podłożu konserwatywnym, na Białorusi po prostu nie ma. Łukaszenka i jego otoczenie albo nie chcieli tego zrobić, albo uważali, że jest to niepotrzebne, albo nie byli w stanie tego uczynić.
Najważniejsze jest to, że dwa „środowiska” „ideowe” (bo ani to środowiska, skupiające kilka osób, ani ideowe, bo jeszcze nigdy się nie wzniosły ponad ślepe uwielbienie Zachodu, demokracji liberalnej i praw człowieka), ze strony których pochodzi krytyka było-obecnej-przyszłej władzy białoruskiej, czyli nacjonaliści białoruscy i prozachodni liberałowie, akurat ideologię mają.
I ta ideologia demoliberalnego nacjonalizmu (białoruska kultura i historia+prawa człowieka i państwo demoliberalne) zdobywa coraz więcej zwolenników.
Ustrój będzie trwać do śmierci swojego twórcy. Ewentualny następca już nie będzie miał wizerunku gospodarnego zarządcy, który nie pozwolił krajowi stoczyć się w otchłań. Nie jest ważne, kto po Łukaszence zostanie prezydentem – ośrodki finansowane przez Zachód się zaktywizują i będą robić wszystko w celu destabilizacji sytuacji na Białorusi.
[1] Z białoruskiego бацька – ojciec
Eugeniusz Onufryjuk
http://xportal.pl
http://xportal.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz