sobota, 25 stycznia 2020

„Putin twarzą polskiej polityki historycznej – takiej, jaką być powinna”

Strachy podsycane przez polskie media się nie sprawdziły: prezydent Putin na Światowym Forum Holokaustu w Jerozolimie nawet nie wspomniał o Polsce. Wojna na tle historycznym między Polską a Rosją nie wybuchła.

O ocenę wystąpienia Władimira Putina komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow poprosił politologa i publicystę Konrada Rękasa.
Czy oglądał Pan dzisiaj na żywo transmisję z Jerozolimy, ze Światowego Forum Holocaustu?
– Oglądałem, choć przyznam się, że w przeciwieństwie do bardzo wielu publikatorów i oficjeli w Polsce oglądałem bez zdenerwowania, bez napięcia i bez oczekiwania czegoś sensacyjnego. Było wiadomo, że będzie to impreza poświęcona głównie sprawom lokalnym, a waga, nadawana temu wydarzeniu w Polsce, waga w rozumieniu negatywnym, to znaczy oczekiwania na jakiś wielki antypolski wybuch, to po prostu typowy objaw politycznej paranoi.
Myślę, że Pan zauważył, że w trakcie wystąpienia prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina w ogóle nie padło ani razu słowo Polska.
– W polityce III Rzeczypospolitej jest mania wielkości, czyli przekonanie, że wszyscy wielcy tego świata niczym innymi się nie zajmują, tylko komentowaniem tego, co się dzieje w warszawskiej polityce. No, nie, oczywiście jest to niemożliwe.
Było to spotkanie, po pierwsze, rocznicowe, był to element pewnego kreowania wizerunku i forsowania celów politycznych Państwa Izrael, wysłuchano kilku wystąpień, zwłaszcza prezydenta Riwlina i premiera Netanjachu. I było to również okazją do wspólnej deklaracji antyrasistowskiej przywódców świata. I nic więcej, zwłaszcza związanego z Polską, nie miało prawa tam się wydarzyć.
Ale jednak prezydent Putin mówił o podludziach i wymienił, że zdaniem nazistów byli to Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini i Polacy.
– Tak, to jest zresztą moment zignorowany w relacjach polskich. Zwróćmy uwagę, że dzięki obecności, i to wyeksponowanej obecności w Jerozolimie prezydent Putin uzyskał coś, czego nigdy w historii nie udało się ani jednemu przywódcy światowemu, mianowicie, postawienie swoistego znaku równości (we wszystkich proporcjach) pomiędzy Holocaustem a martyrologią innego narodu.
Samo otwarcie pomnika ofiar blokady Leningradu podczas Forum Holocaustu pokazało, że Izrael jest elastyczny i potrafi zgodzić się na docenienie ofiar innych, nie tylko żydowskich ofiar II wojny światowej. To po pierwsze.
Po drugie, w swoim wystąpieniu prezydent Putin zachował się jako przywódca słowiański wskazując bardzo wyraźnie na martyrologię wszystkich narodów słowiańskich poddanych również eksterminacji przez niemieckich nazistów. I umówmy się: nigdy czegoś takiego nie uzyskałby w Izraelu, ani w międzynarodowych organizacjach żydowskich prezydent Duda. Polacy powinni być bardzo wdzięczni prezydentowi Putinowi za to, że tam był i wspomniał przecież również o polskiej tragedii. Prezydent Putin jest pierwszą twarzą polskiej polityki historycznej – takiej, jaką być powinna.
Ostatnie pytanie: czy dobrze jednak zrobił prezydent Polski Andrzej Duda, że nie pojechał do Jerozolimy na Forum w Yad Vashem?
– To jest delikatna sprawa. Pewnie Duda i cała Polska zbiera w tej chwili owoce wielu lat błędów geopolitycznych. Pamiętajmy, że to, co się wydarzyło teraz, jest tylko skutkiem tego, co zwaliło się na Polskę w roku 2015. Co zrobiła Polska w 2015 roku, kiedy jeszcze pod rządami Platformy Obywatelskiej na fali sankcji przeciwko Rosji postarano się wyeliminować stronę rosyjską i obrazić prezydenta Putina przy okazji obchodów 70-lecia wyzwolenia Auschwitz.
Padły wtedy bezczelne słowa Schetyny o Ukraińcach, niby wyzwalających Auschwitz itd.
Polskiej klasie politycznej naiwnie wydawało się, że uda się wyhodować jakieś polsko-amerykańskie lobby żydowskie, które wykorzysta do wojenki przeciwko Rosji. Oczywiście, to się nie udało. Ten podział, który się pojawia w polskich mediach – na dobrych amerykańskich syjonistów i złych rosyjskich Żydów – sensu stricto nie istnieje.
Przecenia się w Polsce pewne gierki wewnętrzne w środowiskach żydowskich, konkurencję między Ronaldem Lauderem a Mosze Kantorem. Tego w ogóle nikt w Polsce nie analizuje. Nadaje się temu znaczenie jakieś diaboliczne, zupełnie absurdalne. Polska, oczywiście, znalazła się w sytuacji, w której została osamotniona i wobec Izraela, i wobec Rosji. Prezydent Duda faktycznie znalazł się w sytuacji bez wyjścia z własnej winy, z winy swoich poprzedników.
Mógł z tego wyjść, jeśliby skorzystał z zaproszenia prezydenta Riwlina i wystąpił jako gość osobisty prezydenta, ale z tego też zrezygnował.
W tej sytuacji wyłania się pytanie – i co dalej, łaskawi panowie? Jesteśmy na marginesie geopolityki światowej, a przecież Polska powinna być współkustoszem pamięci o II wojnie światowej, powinna być współgospodarzem tej pamięci, jako naród, od którego wojna się zaczęła, jako naród zwycięski, który wspólnie z narodami Związku Radzieckiego zatknął zwycięski sztandar w Berlinie. A Polska z tego dobrowolnie zrezygnowała.
No, to teraz siedźmy sobie w domu i liżmy rany. Bo takie są skutki wielu lat błędów polityki i historycznej, i polityki zagranicznej. Zresztą w Polsce politykę historyczną zastąpiła polityka histeryczna.
Bardzo dziękuję za komentarz.
Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W Niemczech człowiek niesłusznie skazany po 13 latach w więzieniu dostał rachunek za spanie i obiady na 100 tysięcy euro!

Historia Manfreda Genditzkiego brzmi jak scenariusz rodem z koszmaru. Mężczyzna ten, w 2010 roku, został skazany na dożywocie za morderstwo,...