piątek, 15 maja 2020

Agnostyczne państwo pod „katolickim” zarządem


Z punktu widzenia katolickiego konserwatysty najsmutniejszym i najboleśniejszym zarazem elementem przeciwepidemicznych obostrzeń są ograniczenia w sprawowaniu kultu religijnego.
Możliwość wysłuchania niedzielnej Mszy Św. i przyjęcia Komunii Św. to zdecydowanie podstawa, a obecnie mamy do czynienia ze znacznymi ograniczeniami w tej kwestii. Oczywiście rząd wycofał się już z absurdalnych ograniczeń 5 osób w kościele (jak gdyby każdy z nich był tej samej wielkości), szkoda że dopiero po Świętach. [Sądzę, że to było celowe – admin]
Byłoby to może bardziej zrozumiałe, gdyby w Wielki Piątek pewien szeregowy poseł nie zechciał urządzić sobie kpiny z Męki Pańskiej i milionów polskich katolików przy okazji, uznając, że jest ponad obostrzenia własnego rządu i kiedy miliony skazane są na telewizyjne transmisje wielkopiątkowej liturgii, on może bezkarnie sprawować obrzędy swojej „religii”, w której pamięć po ofiarach katastrofy lotniczej stoi ponad Męką i Zmartwychwstaniem Zbawiciela.
Mówiąc szczerze – po tym wyskoku rząd był zmuszony rozluźnić restrykcje w kościołach, nawet jeśli nie był tego świadomym. Narastające rozgoryczenie wielu katolików, którym drastycznie ograniczono dostęp do sakramentów byłoby kolejnym wyłomem w rozdmuchanym micie „katolickiej partii”.
Jak już wspominałem w poprzednich tekstach, nie przeczę, że ograniczenia same w sobie są zasadne, nawet jeśli byśmy spierali się co do formy i zakresu, w gruncie rzeczy zrozumiałe byłoby nawet czasowe uniemożliwienie dostępu wiernym do samej Mszy Św., gdyby rzeczywiście wymagałaby tego sytuacja. [Sytuacja jeszcze nigdy tego nie wymagała w historii Polski! – admin]
Trzeba jednak stwierdzić, że poległa w tym momencie również władza kościelna, która wbrew zasadzie „nadgorliwość gorsza od faszyzmu” niejednokrotnie wybiegała przed szereg wprowadzając większe restrykcje niż władza świecka oczekiwała.
Podważyło to i tak już wątłe zaufanie wiernych do posoborowej hierarchii kościelnej, w czasie gdy zdecydowane działania episkopatu, by wynegocjować sensowne warunki funkcjonowania kościołów oraz zapewnienie pełnego dostępu wiernych do sakramentów (na czele z wprowadzeniem kapelanów na oddziały zakaźne, by umierającym w wyniku epidemii zapewnić dostęp do sakramentów przed śmiercią) mogłoby wręcz przyczynić się do wyjścia Kościoła z kryzysu silniejszym niż wcześniej.
Co więcej, w pierwszej fazie wprowadzania ograniczeń w mojej ocenie ewidentnym było, że rząd, kolokwialnie mówiąc, staje na uszach, by tylko zanadto nie utrudnić funkcjonowania kościołów (no cóż, o wiarę bym ich szczególnie nie posądzał, ale elektorat katolicki wymaga choć namiastki poczucia, że żyje w katolickim państwie), dlatego nie mogłem zrozumieć kolejnej spiskowej teorii dziejów na temat tego, jak to polski rząd zamyka kościoły by zniszczyć katolicyzm. W zasadzie nadal nie rozumiem. Oczywiście, obecnie miałaby ta teoria być może nieco więcej sensu, ale raczej skłaniałbym się ku twierdzeniu, że rząd nie mając w pełni spójnego planu działania po prostu nie potrafi dostrzec istoty problemu.
Tu natomiast pojawia się inna kwestia, czyli naga prawda o rządzie budującym kraj na „chrześcijańskich wartościach”. III RP, o czym dobitnie świadczy Konstytucja, nie potrafiąca w swojej preambule zdecydować się, czy odwołuje się do Boga, czy też jednak nie, jest od początku państwem agnostycznym.
Obecny rząd w żaden sposób od nakreślonego kierunku nie odstaje. Nie rozumie, że zapewnienie dostępu do sakramentów powinno być jednym z fundamentalnych elementów antyepidemicznej polityki, niezbędnym tak samo jak otwarte sklepy spożywcze i apteki. Niestety państwo agnostyczne uznaje tylko materialny aspekt naszej rzeczywistości, nie dostrzegając problemu.
Ogólnie rzecz biorąc obecna sytuacja dowodzi, że rządy demokratyczne nie są w stanie poradzić sobie należycie w sytuacji kryzysowej. Myśląc jedynie w perspektywie krótkofalowej, od wyborów do wyborów, nie planują działań na wypadek sytuacji kryzysowych, a kiedy do takiej dochodzi, nie potrafią sobie z nią należycie radzić nawet bez uprzedniego planu działania, bo przyszłość przesłania im wynik wyborczy.
W kontekście opisywanego tematu nie rozumieją również znaczenia religii, które jest możliwe do pojęcia nawet przy podejściu areligijnym – przykładowo niektóre autorytarne rządy (vide Białoruś, Federacja Rosyjska) dostrzegają istotę religii dla trwałości władzy świeckiej, ponadto aspekt duchowy jest niezbędny po prostu dla zachowania morale społeczeństwa w sytuacji kryzysowej.
Ostatecznie na jaw wychodzi, że król jest nagi i bredzenie centroprawicy o „chrześcijańskich wartościach” czy „chrześcijańskich fundamentach” jest nic nie warte wobec klarownego przekazu o budowie katolickiego państwa. Im szybciej ogół polskich katolików to zrozumie, tym większa szansa, że w porę skończy się rozgrywanie kluczowych problemów cywilizacyjnych, z aborcją na czele, do bieżących walk politycznych.
Sebastian Bachmura
https://konserwatyzm.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...