niedziela, 17 maja 2020

„Zwycięstwo Prowokacji”

  1. Józef Mackiewicz, fragment z książki „Zwycięstwo Prowokacji”
    „Jeden z najznakomitszych adwokatów rosyjskich ubiegłego stulecia, Polak, nazwiskiem Spasowicz, występując w Petersburgu w roku 1871 w słynnym procesie 79 nihilistów-„nieczajowców”, — tych samych, którzy posłużyli Dostojewskiemu za wzór do jego „Biesów”, — powiedział w swej mowie obrończej:
    „Polak może spoglądać na wiele rzeczy z przeszłości, na wspomnienie, których serce jego bije żywiej. Gdy odtworzy w myślach wspaniałą wielkość tej przeszłości, spowitą w złocie i purpurze, ucieka w jej ramiona, aby marzenia demokratyczne utulić w narodowym romantyzmie. Przeszłość Rosjan jest bardzo biedna, a teraźniejszość jest sucha, nędzna i naga jak step, który jest wprawdzie bezbrzeżny, ale nie pozbawiony kamieni milowych. Radykalizm, ten charakterystyczny rys młodzieży rosyjskiej pochodzi stąd, iż nie posiada ona nic trwałego, za co by się mogła uchwycić; tłumaczy się brakiem tradycyjnej kultury…”
    Trudno chyba w kilku słowach oddać bardziej precyzyjnie usankcjonowaną przez pokolenia charakterystykę Polaka, przejętą przez historiozofię i literaturę polską. Do niej dopasowano wszystkie powstania i rewolucje sprzed pierwszej wojny światowej; wszystko cokolwiek było zabarwione ideałami romantyzmu narodowego polskiego w okresie porozbiorowym, włącznie do sloganu Piłsudskiego o wstąpieniu „do czerwonego tramwaju, aby wysiąść na przystanku: Polska”. Do tej charakterystyki pasuje również owo pogardliwe wzruszenie ramion, gdy w początkach 1944 roku w Warszawie, w rozmowie z członkami Podziemia próbowałem im uplastycznić niebezpieczeństwa okupacji sowieckiej. Usłyszałem w odpowiedzi: „My, którzy mimo szalonego terroru, potrafimy stawiać skuteczny opór, którzy potrafiliśmy zastrzelić w biały dzień takiego Kuczerę!… Zgładzać szefów Gestapo i SS, mielibyśmy nie dać rady jakiejś Wasilewskiej, jakimś Putramentom, czy innym Osóbkom na usługach sowieckiej agentury?! Ależ to dla nas dziecinna zabawka!” — Były to głosy szeregowych Polaków, wychowanych w popularnej tradycji.
    Jakże, więc doszło do tego, co jest w tej chwili?
    Na kilka lat przed wybuchem drugiej wojny światowej premier Sławoj-Składkowski zgłosił demonstracyjnie dymisję na ręce Prezydenta Rzeczypospolitej, w znak protestu przeciwko „crimen laese maiestatis”, którego dopatrzył się w samowolnej decyzji arcybiskupa krakowskiego przeniesienia zwłok marszałka Piłsudskiego do krypty Srebrnych Dzwonów na Wawelu. Powstał o to hałas w całym państwie i przysporzył wielu wrogów arcybiskupowi krakowskiemu. Gdyby jednak wówczas powiedział był ktoś: ,,Ks. Arcybiskup Metropolita Kardynał książę Sapieha jest człowiekiem zdolnym uznać agenta NKWD „Prezydentem Rzeczypospolitej”, a okupację bolszewicką nazwać „wyzwoleniem Polski”, — to należy przyjąć, że nawet najwięksi przeciwnicy ks. arcybiskupa uznaliby wówczas taką potwarz za niesmaczną przesadę. Gdyby zaś przepowiedzieć było, że to nie tylko nastąpi w niedługim czasie, ale ponadto książę metropolita nazwany zostanie po swojej śmierci, przez najbardziej patriotyczny odłam Polaków:,, Księciem Niezłomnym”… — Nikt by zapewne nawet nie pojął gdzie jest sens tego nihilistycznego dowcipu, oszczerstwa, czy też po prostu szaleństwa?
    Niewypowiedziana nigdy przepowiednia stała się rzeczywistością. Wychodzący od roku 1945 „Tygodnik Powszechny”, oficjalny wtedy organ kurii metropolitalnej krakowskiej, nazywa wkroczenie wojsk bolszewickich „wyzwoleniem Polski”;
    W roku 1947, b. agent NKWD, Bolesław Bierut, przyjmuje tytuł „Prezydenta Rzeczypospolitej” i w tym charakterze uznany zostaje przez episkopat polski; w roku 1951 umiera metropolita Sapieha, i w nekrologach mu poświęconych, nazwany zostaje w prasie emigracyjnej polskiej: „Księciem Niezłomnym”, dlatego że będąc biskupem katolickim przeciwstawiał się przeistoczeniu Kościoła w narzędzie bezbożnego bolszewizmu.
    Te czasy w zestawieniu z dzisiejszymi, wydają się wszelako już bardzo odległe.
    W latach 1945/47 większość emigracji polskiej piętnowała, nazywając „zdrajcą” b. premiera Stanisława Mikołajczyka za to, że zgodził się wejść do koalicyjnego rządu z komunistami. Gdyby w tym czasie powszechnego oburzenia i przygnębienia z powodu odmowy dalszego uznawania prawowitego rządu polskiego przez mocarstwa zachodnie, przepowiedzieć było, że wkrótce cała emigracja nie tylko popierać będzie nawiązywanie stosunków dyplomatycznych z komunistycznym rządem w Warszawie, ale nawet zabiegać o pożyczki zagraniczne dla tego rządu, ba! Trudno nazywać „zdrajcami” tych z pośród Polaków, którzy by się tym zabiegom chcieli przeciwstawiać… — To by również w taką możliwość jeszcze nie uwierzono. Takoż nie uwierzono by w tym czasie, że w roku 1957 prymas Polski poprze wybory jedynej listy komunistycznej, że grupa katolicka „Tygodnika Powszechnego” zaangażuje się bardziej we współpracy z komunistami, niż to czynił PAX w początkach swego istnienia, a mimo to uznawana będzie nadal za grupę patriotyczno-polską. Słowem nie uwierzono by w możliwość tych wszystkich innych, nie wyliczonych tu przykładów rzeczywistości obecnej. Jeżeli niektóre z nich tu przytoczyłem, to nie z chęci przyczynienia komuś ujmy osobistej. Przeciwnie, leży w moim zamiarze możliwie pomijać stronę emocjonalną, tak niestety popularną w polskim piśmiennictwie politycznym, a sprowadzać rzecz do spokojnej oceny rzeczywistości. Doskonały eseista polski, Wacław Zbyszewski, słuszną zwrócił uwagę, że mamy za dużo ocen moralnych, za mało ocen faktów.
    Osobiście z wykształcenia jestem, przyrodnikiem. Profesor mój, zoolog, ś. p. Konstanty Janicki, zwykł był mawiać, że tylko nauka porównawcza jest nauką ścisłą; tylko przez porównanie dochodzi się do wiedzy obiektywnej. Pouczenie to próbuję zachować do dziś jako drogowskaz, gdyż wydaje mi się jedynie słuszną metodą przy ocenie wszelkiej, dostępnej człowiekowi prawdy.
    Faktów, które zaszły w Polsce po roku 1945, nie można oczywiście traktować w oderwaniu od reakcji wywołanej w znacznym stopniu na poprzednią okupację niemiecką. Tak, np. przytoczony powyżej zwrot: „wyzwolenie Polski” przez armię czerwoną, dotyczyć może tylko wyzwolenia jej spod okupacji niemieckiej, i tylko komuniści i ich stronnicy rozciągają go również na wyzwolenie spod Polski kapitalistycznej. Nie mniej fakt ten stanowi w danym wypadku raczej tylko ilustrację, komentarz do zdarzeń. Nie zmienia natomiast przesunięcia psychologicznego, które nastąpiło, a które posiada wszelkie cechy tzw. równi pochyłej. To, bowiem co nastąpiło, jest przejściem ze stanowiska negacji wobec ustroju bolszewickiego, na stanowisko li tylko opozycji wobec ustroju bolszewickiego w Polsce. Używam tu drażniącego konformistów określenia: „bolszewizm”, z całą świadomością. Jest to, bowiem termin ścisły, dziś bardziej nawet niż przed laty. Słusznie wskazuje się na zwrot w kierunku tzw. „czystego Leninizmu”. Z tą wszakże poprawką, że Leninizm nie istniał nigdy w praktyce za życia Lenina. Termin powstał po jego śmierci. Za jego życia istniał bolszewizm, który był właśnie klasyczną kreacją Lenina, wraz z jego licznymi formami taktycznymi, a w tej liczbie i bolszewickim NEP-em. I ten to bolszewizm, nie-do-uznania ongiś dla wszystkich Polaków z wyjątkiem nieznacznej garstki komunistów, przeszedł de facto w stan uznania. Jednocześnie zarysowała się niejaka zbieżność pomiędzy „polską drogą do socjalizmu” w kraju, a — drogą do kapitulacji poza krajem.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...