wtorek, 30 czerwca 2020

Marszałek Konstanty Rokossowski – szczery polski patriota, wróg bermanowskiej kliki z CBKP


Jeszcze jeden artykuł o marszałku Rokossowskim, który zapewne sporo osób określi jako apologetyczny – admin.
Jest naszym obowiązkiem wobec prawdy i historii przypomnieć rzeczywiste losy i motywy działania człowieka, który z powodu tragizmu losów Polski i Polaków został arbitralnie w stalinowskim stylu zaszufladkowany jako „radziecki marszałek w polskim mundurze”, czy „pełniący obowiązki Polaka”.
Postaramy się dowieść, że jest to czarny piar robiony marszałkowi Rokossowskiemu przez jego wrogów, którzy nie mogą mu darować jego odważnej patriotycznej postawy w mrocznym okresie stalinizmu.
Według Polskiego Almanachu Błękitnego rodzina Rokossowskich przez wieki była rodziną baronów. Sam Konstanty wiele czasu spędzał w majątku swojego wuja, który był ziemianinem. Nauczył się tam jeździć konno i uzyskał solidną edukację patriotyczną. Ze względu na niezamożny status swojej rodziny – ojca i matki od młodości bliskie mu były hasła lewicowe. Brał udział w warszawskich manifestacjach studentów i robotników. Za to trafił na Pawiak.
Po wyjściu z więzienia poszedł za bratem do armii carskiej. Było to zgodne z instrukcją Romana Dmowskiego, aby tworzyć polską siłę w armii rosyjskiej.
W czasie Rewolucji Październikowej oddział, w którym służył Konstanty podzielił się. On ze względu na swe sympatie lewicowe pozostał z częścią rewolucyjną. Dostrzeżono jego zdolności organizacyjno – wojskowe, wybrano oficerem i zaczął robić karierę wojskową. Został razem z późniejszym bohaterem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, zdobywcą Berlina Żukowem wysłany do szkoły kawalerii w Leningradzie, po której Rokossowski został doradcą w armii mongolskiej.
Następnie był dowódcą na Syberii i w Buriacji. W 1936 roku został dowódcą garnizonu w Pskowie. Tam został aresztowany w czasie czystek 1937 roku.
I tu zaczynają się najciekawsze wątki w życiorysie Konstantego Rokossowskiego. Został oskarżony o współpracę z wywiadem polskim i japońskim. Ponadto jego brat, z którym służył w armii rosyjskiej, wrócił do Polski i został oficerem Służby Śledczej Policji Państwowej. Jest tajemnicą poliszynela, że popularna polska dwójka czyli II Oddział SG współpracował z Japończykami na odcinku przeciwradzieckim, wykorzystując często Polaków służących w aparacie państwa radzieckiego, w tym w wojsku. Na dodatek Służba Śledcza Policji Państwowej, gdzie służył jego brat zajmowała się także rozpracowaniem ruchu komunistycznego.
Nabrawszy podejrzeń NKWD doszło do Rokossowskiego i musiało nawet w tej obłędnej szpiegomanii znależć jakieś poszlaki wskazujące na współpracę Rokossowskiego z dwójką. Torturowano go strasznie. Połamano mu żebra i wybito zęby (według relacji córki ta trauma spowodowała u niego nawyk, że do końca życia trzymał przy sobie pistolet, nawet podczas snu, mówiąc, że drugi raz żywcem już go nie wezmą ).
Współwięźniowie relacjonowali, że Konstanty tłumaczył im, by niczego nie podpisywali i nikogo swoimi zeznaniami nie obciążali. Mówił im, że jeśli zostaną zabici, to będą mieć czyste sumienie, że nikogo ze sobą nie zabrali. To dowód na przesiąknięcie Rokossowskiego polską metodologią i łacińską aksjologią.
Rokossowskiego skazano na karę śmierci, ale podczas procesu wykazał się niezwykłą bystrością umysłu. Otóż według relacji pułkownika Włodzimierza Trylińskiego Konstanty miał zauważyć, że osoby obciążające go już nie żyły, więc zarzucił sądowi wiarę w życie pozagrobowe, co w państwie komunistycznym było uznane za herezję, więc sąd zmienił mu wyrok i skazał go „tylko” na 10 lat łagrów. Wszystko jednak zmieniło się w 1940 roku. Stalin szykował się do wojny z Niemcami i podboju Europy, więc potrzebni mu byli fachowi dowódcy. Upomniał się więc o niego nowy minister obrony ZSRR Timoszenko. Wstawiono Konstantemu zęby, a nawet wysłali z rodziną na wczasy do Soczi, aby nabrał sił.
W czasie II Wojny Światowej, zwanej w ZSRR i w wielu krajach WNP Welką Wojną Ojczyźnianą Konstanty Rokossowski był jednym z najwybitniejszych radzieckich dowódców, między innymi świetnie dowodził obroną Moskwy, uczestniczył także w bitwach pod Stalingradem i pod Kurskiem. Został odznaczony licznymi, najwyższymi orderami radzieckimi, w dowód uznania został dowódcą 1 frontu Białoruskiego, liczącego 1 milion żołnierzy przy rozciągniętej na 900 km linii wojsk. Był to wówczas największy front w Armii Czerwonej.
Pod koniec czerwca 1944 roku otrzymał za swe niewątpliwe zasługi otrzymał od Stalina stopień Marszałka Związku Radzieckiego. Jednakże jako głównodowodzący wojsk kroczących na Berlin zatrzymał się na przedpolach Warszawy i to właśnie z jego rodzinnym miastem wiąże się koniec jego dalszych wojennych sukcesów. Został ofiarą misternie utkanej strategicznej gry Stalina. W swoich pamiętnikach napisał, że wybuch powstania w jego rodzinnej Warszawie był dla niego ogromnym ciosem. Pisał, że nie otrzymał żadnego apelu o pomoc od powstańców. Lecz on sam wydał generałowi Zygmuntowi Berlingowi – dowódcy 1 Armii WP rozkaz wysłania łącznika do powstańców. łącznik dotarł, przekazał nawet hasła i kody łączności. Ale okazało się, że apel powstańcy przekazali już Kremlowi, nie zaś jemu, dowódcy frontu.
Mógłby jeszcze wiele zrobić zanim zareagował Stalin, któremu zależało na wykrwawieniu Warszawy niemieckimi rękoma. Marszałek Rokossowski bardzo chciał wyzwolić swoją rodzinną Warszawę, gdzie się urodził i gdzie mieszkała jego siostra Helena – bardzo gorliwa katoliczka. Ta sytuacja pokazuje kolejny dowód na wielki patriotyzm Konstantego Rokossowskiego i niestety w bardzo złym świetle ukazuje ludzi z kierownictwa Komendy Głównej Armii Krajowej, ukazuje możliwość infiltracji KG AK przez NKWD czy GRU oraz służby niemieckie. Wszak obu tym stronom zależało na zniszczeniu Warszawy .
Stalin mu tego nie darował. Ta narodowa i patriotyczna postawa Rokossowskiego w czasie Powstania Warszawskiego była powodem jego odsunięcia z funkcji głównodowodzącego Frontem Białoruskim, 12 listopada 1944 roku jego miejsce zajął marszałek Żukow, jego główny konkurent, a Konstantemu przypadło dowodzenie mniej ważnym 2 Frontem Białoruskim. No i to Żukow dobył Berlin, a Rokossowski tylko oskrzydlał główny atak. Jako rekompensatę Stalin powierzył mu dowodzenie Defiladą Zwycięstwa w Moskwie.
Zaraz po wojnie został jednak zmarginalizowany. Sam też kariery nie chciał robić, wolał być z dala od polityki. Był bardzo zadowolony z faktu, że mianowano go głównodowodzącym Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej. Choć kochał Polskę, to bardzo nie podobało mu się to, co się działo w ówczesnej polskiej polityce. Wiedział, że miały miejsce aresztowania oficerów, rozstrzeliwania i pokazowe procesy. Przypominała mu się straszliwa atmosfera Wielkich Czystek w ZSRR po 1937 roku, której sam straszliwie doświadczył. Nie paliło mu się do poliyki.
Niemniej naciski Stalina i Bieruta spowodowały, że w 1949 roku został powołany na urząd polskiego ministra obrony narodowej i jednocześnie mianowano go marszałkiem Ludowego Wojska Polskiego. W 1950 roku został członkiem Biura Politycznego KC PZPR, a w 1952 roku wicepremierem. Za jego czasów Ludowe Wojsko polskie otrzymywało najnowocześniejsze uzbrojenie z ZSRR, i było najsilniejszą armią w Układzie Warszawskim oprócz ZSRR. Polska miała zapasy amunicji na miesiąc walk, a już w latach późniejszych po odejściu Rokossowskiego już tylko na tydzień.
Często się zarzuca marszałkowi Rokossowskiemu, że czas jego rządów to był mroczny okres terroru i sowietyzacji armii. I oczywiście to on osobiście za ten terror miał być odpowiedzialny. Jest to propagandowa manipulacja stworzona przy pomocy teorii dowodów Andrieja Wyszyńskiego. Otóż trzeba pamiętać, że marszałek Rokossowski był osaczony z dwóch stron. Przez jego zastępcę generała Stanisława Popławskiego – Rosjanina, który trząsł Informacją Wojskową i był przez Moskwę wyznaczony do „pilnowania” Rokossowskiego, z drugiej strony przez MBP, którym faktycznie trząsł Jakub Berman.
Warto pamiętać, że to marszałek Rokossowski wydał rozkaz, że przed aresztowaniem każdego oficera trzeba uzyskać zgodę jego przełożonego. Marszałek bowiem liczył, że w taki sposób uda mu się uchronić wojsko przed czystkami. Tak między innymi uratował generała Franciszka Cymbareicza, wiceministra MON, który poskarżył się marszałkowi, że jest zagrożony aresztowaniem własnej osoby i poddany presji podpisywania zgody na aresztowania.
Uratował marszałek Rokossowski wolność i życie wielu osobom, które pisały do niego listy lub mu się skarżyły. Uratował nawet oficera Narodowych Sił Zbrojnych. Gdyby nie marszałek Rokossowski to terror w LWP byłby znacznie większy. Jednocześnie przez cały ten okres polonizował LWP. Między innymi odsunął dowódcę Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Toruniu gen. Nikołaja Iwanowa za to, że ten mówił po rosyjsku, a nie po polsku i mianował na jego miejsce już polskiego oficera.
Mało kto wie, że marszałek u ministra edukacji wywalczył listę polskich książek patriotycznych, które sam czytał i chciał by każdy Polak je przeczytał.
Natomiast jeśli idzie o walkę polityczną w łonie PZPR, to marszałkowi Rokossowskiemu było najbliżej do frakcji natolińskiej. To właśnie Natolińczycy, ci propolscy od lat 50-tych komuniści, ze swoim przywódcą Zenonem Nowakiem widzieli w marszałku ważną postać, która mogła przeciwstawić się dominującej w partii i w państwie, wywodzącej się z mafijnej, utworzonej w Moskwie przez Stalina organizacji o nazwie Centralne Biuro Komunistów Polski – CBKP frakcji puławskiej czyli tzw. żydokomunie, mającej swe korzenie jeszcze w SDKPiL i KPP.
Lider Puławian, Jakub Berman uznał Rokossowskiego za śmiertelne zagrożenie dla siebie i swoich stronników, więc od początku urzędowania marszałka montował przeciwko niemu intrygi, a także przy pomocy Urzędu Bezpeczeństwa zbierał przysłowiowe haki na marszałka. Jednym z nich był powielony z czasów Wielkich Czystek zarzut, że utrzymywał dobre stosunki z bratem, przedwojennym oficerem Służby Śledczej Policji Państwowej, oraz, że jego bardzo wierząca siostra Helena, z którą także utrzymywał dobre stosunki, znała Prymasa Wyszyńskiego. Berman chciał aresztowania marszałka, lecz ten miał zbyt silną pozycję, więc ograniczył się do robienia mu czarnego piaru.
Marszałek popierał polonizacyjne prądy w PRL i PZPR, za co był przedmiotem ostrej krytyki ze strony Puławian. Na VII plenum KC PZPR ( 18-28 lipca 1956 roku) marszałek powiedział rzeczy, których do dziś wielu mu nie zapomniało. Mianowicie mówił o bezpodstawnym uprzywilejowaniu towarzyszy żydowskich w państwie i w partii, oraz że należy szanować godność narodową Polaków. Na to I Sekretarz KW PZPR w Łodzi – Michalina Tatarkówna Majkowska, przedstawicielka chazarskich Puławian odpowiedziała mu wprost : „Chcecie mieć wojnę, to będziecie ją mieć” .
Polski Październik 1956 roku, który rozpoczął wiosnę po mroźnym i mrocznym okresie stalinizmu, dla marszałka Rokossowskiego okazał się niestety ciosem w serce. Natolińczycy, którzy już od dłuższego czasu domagali się uwolnienia Gomułki, zostali przez niego wystawieni do przysłowiowego wiatru. Puławianie posiadający środki masowego przekazu zmanipulowali Gomułkę (także poprzez jego chazarską żonę Zofię Gomułkową ) w taki sposób, że uwierzył ich manipulacji. A polegała ona na tym, że ci faktyczni zbrodniarze i agenci NKWD siebie samych przedstawili jako odnowicieli i demokratów, a Natolińczykom i samemu marszałkowi Rokossowskiemu zarzucili stalinizm i proradziecką postawę.
Niestety Gomułka, po raz kolejny zresztą dał się na tę misterną mistyfikację nabrać. W konsekwencji frakcja Natolińczyków przegrała, a marszałka Rokossowskiego zdjęto z urzędu i potraktowano jako Rosjanina, co było dlań potężnym ciosem. Ujął się honorem, nie przyjął żadnych pieniędzy i honorariów, zapakował się w małe walizki i wyjechał z Polski. Przed odjazdem miał powiedzieć znajomym : „W Polsce moja noga już więcej nie postanie. Dla Polaków będę już zawsze Rosjaninem, a dla Rosjan Polakiem”.
Jego fachowość nadal cenili jednak Radzianie i w latach 1958-1962 pełnił rolę wiceministra obrony narodowej ZSRR, a potem aż do śmierci w 1968 roku pozostawał członkiem grupy inspektorów generalnych armii radzieckiej.
Marszałek Rokossowski zawsze mówił, że jest Polakiem. Mimo, że całe swoje dorosłe życie spędził w Rosji i ZSRR, to nigdy dobrze nie mówił po rosyjsku, miał silny polski akcent. Był bardzo zdenerwowany, gdy w Moskwie generałowie polscy, jak Jaruzelski, mówili doń po rosyjsku. Od razu kazał zracać się do siebie po polsku, mówiąc, że jest Polakiem jak oni. Jednak do końca życia pozostała w nim wielka gorycz, żal do Polski, która tak okrutnie go potraktowała i do której już więcej nie chciał jeździć. Ale swą rodzinę wychował w polskim duchu.
Kult polskości był tam na tyle silny, że jego dzieci odebrały polskie wychowanie, w mieszkaniu wnuka marszałka wisiał biały orzeł, mapa Polski, a w biblioteczce stał kanon polskiej literatury. Z wnukiem rozmawiał tylko po polsku, a jego prawnuczka Ariadna Rokossowska została ochrzczona w polskim kościele w Moskwie. To pokazuje jak można nawet w bardzo trudnych czasach i warunkach przekazać polskiego ducha z pokolenia na pokolenie. Takie zdolności wychowawcze posiadał marszałek Rokossowski.
Marszałek Konstanty Rokossowski był wielkim Polakiem, którego mali antypolacy uczynili Rosjaninem i Radzianinem. Taki jego obraz tkwi do dziś w świadomości przeciętnego Polaka. Do dziś mszczą się na nim bezwzględni biurokraci, zabierając ulicom, parkom, skwerom jego imię, niszczy się jego pomniki i portrety.
Przyszła Nacjokratyczna Polska będzie musiała postawić sobie za punkt honoru odbudowę jego dobrego imienia, na które sobie bezwzględnie zasłużył. Niniejszy artykuł ma właśnie na celu przywrócenie mu tej pamięci i godności.
Cześć Jego Pamięci!
Redakcja PMN
http://pmn.bloog.pl

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawy tekst o marsz. Rokossowskim – o wielu interesujących epizodach jego życiorysu zdarza mi się po raz pierwszy. Mam nadzieję, że mają one solidne oparcie źródłowe.
    Niektóre fragmenty wymagają jednak sprostowania, a przynajmniej doprecyzowania. Jest np. co najmniej niezręcznością pisać o Żukowie jako o „konkurencie” Rokossowskiego nawet w opisywanym aspekcie. Rokossowski, co zresztą uwypuklono w tekście, nie był jakimś typem przesadnego ambicjonera, a z Żukowem łączyły go więzi koleżeństwa a nawet przyjaźni. To on właśnie miał pierwszy (wg. Wołoszańskiego) stanąć pośrednio w obronie Żukowa na osławionej naradzie zaaranżowanej przez Stalina z pełnym poparciem i błogosławieństwem Berii i całej Chazarii na Kremlu w 1946 r.. która miała się skończyć przyzwoleniem reszty sowieckich marszałków i najwyższych dowódców wojskowych na aresztowanie, a potem niewykluczone i rozwałkę Żukowa. Jako pierwszy, co było z pewnością bardzo ryzykowne, zabrał głos, nie stając co prawda wyraźnie w jego obronie, ale też unikając starannie jakiejkolwiek wyraźniej krytyki Żukowa. Dopiero po nim zabierali głos Rosjanie: marszałkowie Koniew, Sokołowski itd., którzy, mając już w pewnym sensie, przetarty szlak, jednoznacznie i stanowczo bronili marszałka.
    Osobiście nie wierzę w rewelacje p. Kosseckiego odnośnie chińskiego wpływu na odwołanie Rokosowkiego do ZSRR. Nawet w szkolnych podręcznikach pisze się nagminnie, że Gomułka, negocjując w najbardziej gorącym okresie 1956 r. z Puławianami ewentualne objęcie funkcji I sekretarza KC PZPR, stawiał zasadniczy warunek politycznej eliminacji kilku z nich, m.in. Minca, ale również i Rokossowskiego. Jakie były faktyczne tego powody, trudno do dzisiaj to ustalić. Czy tylko wpływ żydowskiej żony i manipulacje Puławian zadecydowały, że „Wiesław” zdecydował się ostatecznie na brudny kompromis własnie z nimi, wymierzony naturalną koleją rzeczy w Natolińczyków i osobiście Rokossowskiego? W owe manipulacje trudno mi w każdym razie uwierzyć, gdyż Gomułka miał niezaprzeczalny instynkt polityczny, poza tym przebywał już od dłuższego czasu na wolności, co pozwoliło mu z pewnością dobrze orientować się w rozwoju sytuacji politycznej w PRL. Może zadecydowały po prostu jakieś utajone, skrywane przesłanki natury ambicjonalnej? Może Puławianie obiecali mu po prostu więcej, a układ z Natolińczykami równał się w jego oczach większemu (ścisłemu) uzależnieniu od Kremla?
    Być może wiele wyjaśniłaby w tej kwestii lektura autentycznych (nieocenzurowanych przez Werblana) pamiętników Gomułki, o których wspominał w swoich książkach A. Siwak. Pytanie tylko, czy one jeszcze (choćby fragmentarycznie) fizycznie istnieją w jakimkolwiek odpisie czy odpisie? Albin Siwak wyznaje, że osobiście je czytał „od deski do deski”, z pewnością więc pamięta, przynajmniej w ogólnych zarysach, ich treść, bardzo wątpliwe jednak, żeby bez osobistego upoważnienia i przyzwolenia Gomułki posunął się do ich skopiowania; co najwyżej odpisał sobie najważniejsze z własnego punktu widzenia fragmenty.
    Odsuwając na bok już te dywagacje, trzeba stwierdzić jedno: niezależnie od wszystkich przyczyn i uwarunkowań pozbycie się i wyrugowanie do ZSRR marsz. Rokossowskiego przyniosło bardzo negatywne konsekwencje dla (L) WP i zniweczyło paradoksalnie szanse jego autentycznej polonizacji.

    OdpowiedzUsuń

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...