Przyczyna tych wszystkich plag jest jedna. Ludzie stracili wiarę w życie po śmierci.
Pytałem już kilkunastu osób: po co ty żyjesz? I każda(!) odpowiedziała mi, „żeby doczekać emerytury”. Tylko jeden cwaniak który miał 80 lat, nic nie odpowiedział, tylko oczy wybałuszył.
Przed 1939 rokiem a nawet do lat ’60 XX w. na to pytanie, poprawnie odpowiadało każde małe dziecko a teraz „… spokojnie doczekać emerytury, która – jak wiadomo – jest najważniejszym celem życia człowieka”.Przed IIWŚ każde dziecko wiedziało jak odpowiedzieć na pytanie: po co człowiek żyje? Odpowiedź z Katechizmu brzmiała – aby spotkać Boga.
A jak Go spotka – aby Go pokochać.
A jak Go pokocha – aby Mu służyć teraz i zawsze.
A teraz odpowiedź brzmi: aby doczekać emerytury. Będący na emeryturze to już tylko rozdziawiają gęby jak karpie, nie wiedząc co odpowiedzieć.
Kto nie wierzy niech sprawdzi w swoim otoczeniu.
Należy znać pytanie 61 z Katechizmu kard. Gasparriego:
Pytanie: 61. W jakim celu Bóg stworzył człowieka?
Odpowiedź: Bóg stworzył człowieka w tym celu, żeby człowiek poznał Boga, miłował Go i służył Mu, i tak po śmierci posiadłszy Boga przez uszczęśliwiające oglądanie Go twarzą w twarz, cieszył się Nim na wieki w niebie.
lub znać pytanie 92 z Wielkiego Katechizmu Religii Katolickiej kard. Jana Puzyna z A.D. 1906:
Pytanie: 92. Na co Pan Bóg stworzył ludzi?
Na to Pan Bóg stworzył ludzi, aby Go znali, czcili, kochali i służyli Mu; a przez to osiągnęli szczęśliwość wieczną.
Proste? Proste!
Na poprawę humoru, fragment „opowiadania o dwóch lwach” z Arkadiusz-fantasta z tomiku Tajemnica Żółtej Willi i inne opowiadania – Józefa Mackiewicza
– Już ja wiem zawsze co ja robię. A jak rąbałem choinkę, to jeszcze pytasz mnie: „po co?”… On pyta: „po co?!” Analfabeta. ..
Miałem wprawdzie ukończone siedem klas gimnazjalnych, ale nie zareplikowałem słowem.
— Wszystko to dobrze — wtrącił chmurnie Kozyrew — a co powiemy, że Maxima naszego straciliśmy?
– Już to mnie zostaw – odparł Arkadiusz. – Już ja tam… wytłumaczę.
I nikt nie miał wątpliwości, że Iwanienko potrafi, po powrocie do szwadronu, odpowiednio przedstawić sprawę. Lubiłem go, a służyliśmy razem, aż…
W tej chwili szybkie kroki dały się słyszeć na korytarzu więziennym. Opowiadający urwał w pół zdania, nadsłuchiwał, ale nie przestał się uśmiechać do swych myśli. Pomyślałem, że tego uśmiechu może się nauczył od Arkadiusza. Gdy kroki oddaliły się, zacichły, spytałem:
– A co z nim się stało?
– Z Arkadiuszem Iwanienko? Wyżył całą wojnę, choć była krwawsza od aktualnej. Ale nie wytrzymał nowej władzy. Fantazja go jak zawsze poniosła, i za tę fantazję został rozstrzelany. Cóż chcesz, dzisiaj przecie fantazję ludziom odebrano. Pozostał tylko regulamin.
– Jakaż to była znowu fantazja?
– Po prawdzie kradziona, jak wiele, z zasłyszanych dowcipów. Był taki wyświechtany szmonces o Żydzie przebranym w skórę lwa w mohylowskim cyrku. A że Lejba Bronsztajn-Trocki przezwał się Lew, więc Arkadiusz dorobił sobie niewinne opowiadanko, właśnie w czasie, gdy zaczęto likwidować „trockizm” i powszechnie o nim była mowa. „Ja jego – powiadał – Trockiego świetnie znałem! Można powiedzieć, że mój kolega. Raz, po rewolucji, w Mohylewie, gdy bieda przycisnęła, zaszedłem aż do cyrku szukać pracy. Właśnie lwy pozdychały z głodu, więc mówi mi dyrektor: «Dobrze, możesz zarobić; włożysz skórę lwa i wyjdziesz na czworakach na arenę. Dostaniesz od seansu funt chleba i pięć funtów kartofli*. Ma się rozumieć, wyszedłem i ogonem jeszcze macham, jak żywy. Wtem z drugiej strony wypuścili drugiego lwa, ale takiego nieudolnego! Spojrzałem i od razu spostrzegłem, że w dziurach na oczy szkła ćwikierów błyskają. Myślę więc: «Ehe»… Zary-czałem strasznie i ogon do góry. A tamten przysiadł od razu z przerażenia i zadku nie może od piasku oderwać. Wtedy żal mi się go zrobiło, podchodzę wolno i szeptam: «Nie bojś». Zrazu nie mógł przyjść do siebie, ale później zmiarkował, odetchnął, ucieszył się i wyciąga łapę: «Liowa – pyta cichutko – wy toże iż Mogiliowa?» Uścisnęliśmy sobie łapy, a tu widownia brawo bić zaczęła, bo myślano, że takie lwy uczone. Od tego właśnie czasu (Arkadiusz lubował się zawsze w konkluzjach) Trocki przybrał sobie imię Lwa”. Kawał był stary, a w przeróbce Arkadiusza jeszcze głupszy, ale ludzie w GPU nastali nowi, dowcipów tych ani pamiętali, ani się na nich rozumieli, a zresztą, jak to mówiono: nie-do-dowcipów było! W ten sposób oskarżono Arkadiusza Iwanienkę, że spotykał się tajnie z Trockim w Mohylewie, odbierając od niego szczegółowe instrukcje szpiegowsko-dywersyjne, przekazywane przez wywiad niemiecki pod kryptonimem „cyrk”. Był też sądzony.
– I co? Przyznał się?
– A cóż mógł innego zrobić!
Wiadomości (Londyn) 1952 nr 2 (302), 13 stycznia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz