Zatrucia rtęcią
W latach 1953-1970 w Japonii nad Zatoką Minamata doszło do największego zatrucia rtęcią u ponad 1000 mieszkańców wybrzeża żywiących się głównie rybami. Przyczyną było odprowadzanie ścieków zawierających rtęć z fabryki aldehydu octowego koncernu "Chisso" do zatoki morskiej (w procesie produkcyjnym używano katalizatora zawierającego rtęć). Po wielu badaniach, ostatecznie w 1968 roku, udowodniono że rtęć wylewana do wody w organizmach planktonu i ryb utworzyła związki alkilowe, które wywołały u ludzi i kotów charakterystyczne syndromy choroby układu nerwowego, nazwane chorobą Minamata. Do śmiertelnych zatruć doszło również w północnym Iraku, gdzie ludność spożywała ziarno siewne, zaprawiane organicznymi związkami rtęci, wykorzystywane do pieczenia chleba - zmarło wtedy około 500 osób. Opisany proces wydobywania złota w dorzeczu Amazonkii powoduje bardzo wysokie zawartości rtęci w organizmach Indian zamieszkujących te tereny, dla których ryby są podstawowym pożywieniem. Całkowita zawartość rtęci we włosach tych Indian waha się w granicach od 1,51 ppm do 59,01 ppm, gdzie tylko u 21% wśród badanej populacji stężenie rtęci było niższe od 10 ppm. Średnia procentowa zawartość dimetylortęci (najbardziej szkodliwej formy) wynosiła 73%.
http://www.rtec.republika.pl/zagrozenia/zatrucia.htm
Mercury Poisoning- The Minamata Story
https://www.youtube.com/watch?v=ihFkyPv1jtU#t=10
水俣病患者 資料映像≪Minamata disease (a type of poisoning caused by industrial mercury pollution)
https://www.youtube.com/watch?v=qSwoO_hG61k
Minamata Disease 1.3
https://www.youtube.com/watch?v=_YRaZFKq92A
Minamata
http://www.youtube.com/watch?v=Tux1U3muIqs
Wody zatrute rtęcią
Nie ma mocnych na ten trujący metal. Okazuje się, że raz wprowadzony do środowiska nie da się usunąć nawet przez pół wieku, a jego siła rażenia rośnie wraz z upływem czasu
South River to niewielka rzeka w amerykańskim stanie Wirginia. Miała pecha, bo w roku 1929 koncern Du Pont zbudował nad nią fabrykę włókien sztucznych. Ścieki z niej wpuszczano do wody. Wśród licznych chemikaliów trafiających do środowiska był też siarczan rtęci - związek, który bakterie w rzece natychmiast przerabiały na truciznę zwaną metylortęcią. Tak było do roku 1950, kiedy to koncern przeniósł fabrykę w inne miejsce. Ścieki znikły, ale problem pozostał.
Dopiero pod koniec lat 70. odkryto, że ryby w South River są silnie zatrute związkami rtęci. Zakazano ich połowu. W połowie następnej dekady Du Pont uruchomił program monitorowania rzeki, mając nadzieję, że szybko powróci ona do "zdrowia". Czas jednak mijał, a poziom trucizny w zwierzętach nie malał. Najwięcej metylortęci zawierały ryby drapieżne, które znajdują się na końcu łańcucha pokarmowego.
Wcześniej czy później toksyna musiała trafić do ich żołądków. Zjawisko to zwane jest bioakumulacją i dotyczy nie tylko rtęci, ale tez setek innych wytwarzanych przez przemysł szkodliwych substancji, które dostają się do wód. Są one prawie niezniszczalne i łatwo gromadzą się w ciałach zwierząt. Każda wyrządza inne szkody. Metylortęć jest niebezpieczna przede wszystkim dla mózgu, blokuje też pracę nerek i układu rozrodczego, ponadto łatwo przenika do płodu oraz do mleka, którym matka karmi potomstwo.
Feralne pająki
Na początku tej dekady w South River przeprowadzono kolejne badania zakończone w zeszłym tygodniu publikacją w "Science". Ich wyniki uznano za niepokojące. Pokazują, że wojny z rtęcią nie będzie łatwo wygrać. Okazuje się bowiem, że zamiast stopniowo zniknąć ze środowiska, metal ten znalazł sobie nowe zaskakujące drogi migracji. Autorzy badań, ornitolodzy z College of William and Mary w Williamsburgu, postanowili zmierzyć ilość metalu we krwi i piórach trzynastu gatunków ptaków śpiewających, które żyją w sąsiedztwie rzeki. Ponieważ żaden z nich nie żywi się rybami i w ogóle fauną rzeczną, które są skażone rtęcią, nie oczekiwano rewelacji. Tymczasem okazało się, że u wszystkich osobników poziom rtęci przekraczał nawet dziesięciokrotnie bezpieczną dawkę!
Zainteresowano się ptasią dietą. Składały się na nią głównie pająki, koniki polne, ćmy i gąsienice. Im więc także sprawdzono poziom rtęci. Najwięcej, znacznie powyżej dopuszczalnego limitu, miały jej pająki. Była to głównie szkodliwa metylortęć, której stężenie u pająków przekraczało dwukrotnie poziom mierzony u ryb w South River. Nic dziwnego, że na przykład strzyżyk karoliński - mały rychliwy ptaszek, którego dieta - jak stwierdzono - składała się w trzech czwartych z pająków, był nafaszerowany rtęcią bardziej niż żywiące się rybami ptaki wodne.
Zagadką pozostaje na razie, dlaczego właśnie pająki stały się tak pojemnym rezerwuarem rtęci. - Ponieważ są drapieżcami, prawdopodobnie konsumują toksyczny metal wraz ze związanymi ze środowiskiem wodnym owadami, na które polują, np. jętkami. Pająki mogą też zostać skażone podczas wędrówek - mówi szef grupy Daniel Cristol. - Jednak niezależnie od tego, jak przebiega ta bioakumulacja, jej skutki mogą być poważne dla wielu gatunków ptaków. Takich miejsc jak dolina South River, zanieczyszczanych przez długie lata związkami rtęci, są bowiem na planecie dziesiątki tysięcy - uważa naukowiec. Grupa Cristola przyjrzała się bliżej nadobniczce drzewnej - to jeden z gatunków jaskółek. Stwierdzono, że szczególnie młode samiczki, silnie zatrute rtęcią, nie mogą mieć potomstwa.
Oddaj świetlówkę do sklepu
Rtęć - podkreśla Cristol - może rozmaitymi drogami dostawać się do środowiska. Ścieki, jak w South River, są tylko jedną z nich, choć szkody wynikające z takich lokalnych skażeń mogą być olbrzymie. Największa tragedia, choć rozłożona w czasie na wiele lat, miała miejsce w latach 50. w zatoce Minamata w Japonii, gdzie od zjedzenia ryb zatrutych rtęcią zmarło ponad tysiąc osób. Ludzie umierali długo po tym, jak zakłady chemiczne odpowiedzialne za zatrucie przestały odprowadzać toksyczne odpady.
Jednak najważniejszym źródłem rtęci wytwarzanej przez człowieka są kominy elektrowni opalanych węglem brunatnym i kamiennym, cementownie oraz zakłady wytwarzające chlor. Są nim także coraz częściej dzikie lub prymitywne wysypiska (takich jest większość), gdzie trafiają, choć nie powinny, świetlówki, żarówki energooszczędne czy zepsute wyświetlacze ciekłokrystaliczne. Wszystkie te przedmioty zawierają rtęć (oraz inne toksyczne chemikalia), dlatego trzeba je utylizować. Inaczej będą na masową skalę zatruwały środowisko, szczególnie że liczba wprowadzanych na rynek żarówek energooszczędnych i monitorów LCD szybko rośnie.
Badania w South River pokazują, że wciąż niewiele wiemy o długotrwałych skutkach bioakumulacji rtęci, także dla zdrowia ludzi. Niewątpliwie jest to wszędobylska trucizna. Wysoki jej poziom wykryto u Inuitów na Grenlandii, a ostatnio u mieszkańców Wysp Owczych. Obie społeczności żyją z dala od źródeł emisji rtęci, za to głównym składnikiem ich diety są wielkie ssaki morskie, w tkankach których gromadzi się szczególnie dużo związków tego metalu. W rezultacie akumulują się one również u ludzi, co prowadzi m.in. do częstszych uszkodzeń płodu, defektów układu nerwowego i odpornościowego. Z tego samego powodu w Japonii odradza się kobietom w ciąży spożywanie popularnego tam mięsa wielorybów, a w USA zaleca się ciężarnym oraz matkom karmiącym, aby unikały mięsa rekinów i kilku innych dużych drapieżników, np. mieczników (generalnie powinny one jednak jeść ryby, które są źródłem cennych kwasów tłuszczowych Omega-3).
Źródło: http://wyborcza.pl/1,75476,5145926.html#ixzz3ag575dZY
Tragiczne konsekwencje zatrucia rtęcią. Tysiące ofiar!
O tym, jak bardzo szkodliwe są związki rtęci, nie trzeba dziś nikogo przekonywać. O jej silnej toksyczności wiedzieli unijni decydenci, którzy wydali rekomendację wzywającą kraje członkowskie do wycofania ze sprzedaży termometrów rtęciowych (z drugiej strony, wprowadzając rozwiązania promujące sprzedaż świetlówek kompaktowych, które zawierają rtęć). Tymczasem ludzkość kilkukrotnie boleśnie już się przekonała, jak porażające mogą być konsekwencje nierozważnego postępowania ze związkami rtęci. Nauczka ta kosztowała życie tysiące osób.
Pod koniec 1971 r. u mieszkańców jednego z regionów Iraku zaczęły się pojawiać dziwne symptomy. Ludzie zaczęli odczuwać parestezje (objaw polegający na uczuciu mrowienia bądź przebiegania prądu), a u niektórych pojawiły się zaburzenia koordynacji ruchów (tzw. niezborność ruchów) oraz zaburzenia widzenia z utratą wzorku włącznie. To był zaledwie początek tragicznych konsekwencji i ceny, jaką zwykłym ludziom przyszło zapłacić za katastrofalną politykę władz.
Bardzo szybko okazało się, że ludzie, u których pojawiły się drastyczne objawy, to mieszkańcy przemysłowych regionów Iraku, którzy spożywali produkty zbożowe, oparte o surowiec pochodzący z importu. Przerażająca tajemnica masowych zatruć szybko ujrzała światło dzienne.
W związku z klęską suszy, jaka dotknęła Irak w 1969 r., bezpośrednimi jej skutkami zagrożonych było ok. 500 tysięcy osób. W związku z tym tamtejsza administracja powzięła decyzję o imporcie ziaren z Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych. Aby zminimalizować skutki klęski, sprowadzano 95 tysięcy ton zbóż (głównie pszenicy oraz jęczmienia). Irak zadeklarował, że chce wykorzystać zboże do siewu. Ostatecznie jednak transport trafił do obrotu, co było brzemienne w skutkach. Sprowadzone zboże nawożone było bowiem metylortęcią. Ten toksyczny związek został wykorzystany jako fungicyd - środek chemiczny do zwalczania grzybów. Informacja o tym, że podczas uprawy została użyta silnie toksyczna substancja, sprawiając, że ziarna nie nadawały się do bezpośredniej konsumpcji, znalazła się na workach ze zbożem - niestety tylko w języku angielskim oraz hiszpańskim. Niebezpieczeństwa były świadome irackie władze, które - mimo ryzyka, że zboże zamiast do siewu zostanie wykorzystane np. do produkcji żywności - zdecydowały się rozdzielić transport.
Worek ze zbożem skażonym metylortęcią, posiadającym charakterystyczne różowe zabarwienie
(fot. Wikimedia Commons)
Rolnicy, w ręce których trafiło skażone zboże, nie mieli pojęcia o czyhającym na nich zagrożeniu. Napisów w języku angielskim i hiszpańskim nie byli w stanie odczytać, a symbole przedstawiające przekreśloną czaszkę znaczyły dla nich niewiele. Zboże służyło jako karma dla zwierząt hodowlanych i przynęta na ryby (w ten sposób znaczne jego ilości przedostały się do wód). Produkowano też z niego chleb.
Na skutki nie trzeba było długo czekać. U osób, które spożyły znaczne ilości zatrutego chleba, już po kilkunastu dniach pojawiły się objawy zatrucia rtęcią - problemy z koordynacją ruchów, kłopoty z poruszaniem się, utrzymywaniem równowagi oraz problemy z widzeniem oraz utrata wzroku. U wielu dochodziło do śmierci w wyniku wyniszczenia układu nerwowego spowodowanego przez przedostanie się do organizmu toksycznej substancji.
Od grudnia 1971 r. do marca 1972 r. do szpitali trafiły tysiące ofiar zatrucia. Dopiero w styczniu 1972 r. władze irackie wystosowały ostrzeżenie przestrzegające przed wykorzystywaniem lub spożywaniem skażonego ziarna. Zagroziły też karą śmierci osobom, które będą próbowały sprzedawać zatrute zboże. Ostrzeżenie przyszło za późno. W styczniu każdego dnia do szpitali trafiały już setki osób z objawami rtęcicy. Rolnicy, którzy zapoznali się z rządowym ostrzeżeniem, obawiając się zatrucia, zaczęli porzucać towar, gdzie tylko popadnie. W rezultacie spore zapasy zboża trafiły do ujęć wody, jeszcze bardziej pogarszając sytuację.
W czasie trwającej epidemii do szpitali trafiło ponad 6,5 tysiąca osób. Według oficjalnych danych zmarło ok. 650 osób. Ale zdaniem wielu ekspertów, wskaźniki te mogą być zaniżone. Szacuje się, że liczba ofiar śmiertelnych mogła być nawet dziesięciokrotnie większa. Nawet u 100 tysięcy osób mogło zaś dojść do uszkodzenia mózgu.
Co ciekawe, nie był to jedyny masowy przypadek zatrucia rtęcią w Iraku. W 1956 i 1960 r. doszło tam do podobnych incydentów, podczas których śmierć poniosły setki osób.
Jak dramatyczne mogą być konsekwencje zatrucia rtęcią przekonali się wcześniej także mieszkańcy Japonii. W połowie lat 50. XX w. działalność firmy Chisso, operującej w obrębie zatoki Minamata, która produkowała ścieki zawierające metylortęć, doprowadziła do prawdziwej tragedii.
W wyniku szkodliwej działalności firmy Chisso, skażeniu uległo środowisko morskie. Zatrute zostały zwierzęta, które stanowiły główny składnik diety dla wielu mieszkańców tego obszaru. U wielu ryb stężenie związków rtęci było do 10 tysięcy razy większe, niż dopuszczały to normy. Od 1956 r. do szpitali zaczęły trafiać osoby, u których występowały objawy takie, jak: problemy z poruszaniem się czy zaburzenia widzenia. W wyniku zatrucia rtęcią w tym obszarze do początku XXI w. zmarło ok. 1800 osób. U ponad 2200 osób wystąpiły objawy choroby, którą od czas tamtego dramatycznego zdarzenia nazywa się chorobą z Minamaty.
(ao/rc/niewiarygodne.pl)
Źródło: http://niewiarygodne.pl/kat,1031987,page,2,title,Tragiczne-konsekwencje-zatrucia-rtecia-Tysiace-ofiar,wid,15524542,wiadomosc.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz