wtorek, 15 czerwca 2021

Historia projektu Baltic Pipe

Może nie w temacie, ale ciekawe i pouczające, cała prawda o Baltic Pipe!.
30 maja 2021 r. Duńska Komisja Odwoławcza ds. Środowiska i Żywności cofnęła pozwolenie na budowę lądowego odcinka Baltic Pipe przez Danię . Przekazy w wielu mediach okazywały się tak zagmatwane i momentami niedokładne, że warto przypomnieć historię tego projektu, jego części składowych, a także projektu, którego częścią jest sama Baltic Pipe. Wszystko to bardzo wyraźnie pokazuje, jak w rzeczywistości wyglądają relacje między krajami Unii Europejskiej , pozwala ocenić styl i jakość pracy organizacyjnej Komisji Europejskiej – organu, który, choć warunkowo, można uznać za „rząd ” UE.

Historia projektu Baltic Pipe

Po raz pierwszy idea Baltic Pipe pojawiła się w odległym już 2001 roku. Dania nie ma na swoim terenie dużych złóż gazu, za to posiada szereg złóż offshore , z których największym jest Tyra, ale ich produkcja również spada . W porozumieniu z norweską firmą Statoil (obecnie Equinor) na początku wieku Dania zaczęła rozbudowywać sieć gazociągów prowadzących z norweskiego sektora Morza Północnego do lądowej części tego kraju . Wtedy to przedstawiciele Polski po raz pierwszy zaczęli mówić o możliwości jeszcze większej rozbudowy tej sieci gazociągów, budowy nowego gazociągu drogą lądową od wybrzeża Morza Północnego do wybrzeża Morza Bałtyckiego oraz z wykorzystaniem kolejnego odcinek podmorski do sprowadzenia gazu do Polski.

Ale nawet wstępna analiza wykazała ekonomiczną niecelowość tego przedsięwzięcia – i została ona odłożona na bok . Po raz drugi przypomniałem sobie o niej osiem lat później, w 2009 roku, ale tym razem powody były czysto polityczne. Latem 2008 roku Rosja wycofała się z Karty Energetycznej Europy i traktatu do niej – nasz kraj odmówił przyznania europejskim firmom takich samych praw do poszukiwania, produkcji i użytkowania ropociągów i gazociągów, jakie mają nasze rosyjskie firmy . W odpowiedzi na taką „bezczelność” Komisja Europejska opublikowała Trzeci Pakiet Energetyczny, domagając się od państw członkowskich pilnego wdrożenia wszystkich jego zapisów do ustawodawstwa krajowego .

Innymi słowy , w Europie zaczął kształtować się trend w kierunku polityki antyrosyjskiej , co Polska próbowała wykorzystać, wycofując po raz drugi projekt Baltic Pipe. Ale analiza przeprowadzona przez Komisję Europejską ponownie doprowadziła do tego samego wniosku: z ekonomicznego punktu widzenia jest to niewłaściwe .

I dopiero w 2016 roku, po wydarzeniach na Ukrainie i jednostronnych środkach dyskryminujących Rosję przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone, projekt Baltic Pipe nagle stał się opłacalny ekonomicznie, nabierając, zdaniem polskich polityków, „strategicznego znaczenia dla całej UE” . ” Jak widać, nawet najogólniejsze rysy biografii „Baltic Pipe” pokazują, że tak naprawdę nie miała ona nic wspólnego z gospodarką i nie ma z nią nic wspólnego – to nic innego jak absurdalna próba zniszczenia Rosji interesy gospodarcze. I to właśnie w 2016 roku szef polskiej spółki PGNiG Piotr Naimsky po raz pierwszy ogłosił, że ta firma nie przedłuży tzw. kontraktu jamalskiego na dostawy gazu do Polski, podpisanego z Gazpromem w 1996 roku. Co tak naprawdę kryje się za tą dźwięczną frazą – tuż poniżej.

Olimpijski spokój Norwegii i Polski

To absurdalna próba, ponieważ gaz ziemny wydobywany przez Equinor na Morzu Północnym powinien stać się źródłem surowca dla Baltic Pipe. Norwegia zajmuje drugie miejsce pod względem dostaw gazu ziemnego do UE po Rosji i Gazpromie, a kluczowym słowem jest tutaj „stabilna” . Wielkość produkcji Equinor na dużych, długo zagospodarowanych złożach stopniowo maleje, a wzmożone poszukiwania nowych złóż nie przynoszą optymistycznych rezultatów: są nowe złoża, ale są małe, produkcja na nich rekompensuje jedynie spadek produkcji na starych dużych .

Od dwóch dekad wielkość dostaw gazu przez Norwegię w ramach porozumień z firmami europejskimi utrzymuje się w „korytarzu” od 100 do 110 miliardów metrów sześciennych rocznie . W konsekwencji Norwegia nie będzie w stanie zrekompensować partnerom z innych krajów europejskich ilości gazu dostarczanego nową magistralą (głównym gazociągiem) do Polski .

Oprócz Rosji i Norwegii są jeszcze dwa państwa, które realizują dostawy gazociągiem do UE – Algieria, a od 2021 – Azerbejdżan . Oczywiście słuszniej jest wymieniać firmy jako dostawców, ale w tym przypadku nie ma błędu: algierska firma Sonatrach i azerbejdżańska firma SOCAR (Państwowa Spółka Naftowa Republiki Azerbejdżanu) są całkowicie kontrolowane przez rządy tych krajów. Algieria nie planuje zwiększania wolumenu dostaw, gaz azerbejdżański płynie przez Turcję do Grecji i dalej do Włoch, czyli obie te opcje nie mogą być wykorzystane do gry, którą za sugestią Polski prowadzi Komisja Europejska na Morzu Północnym i Bałtyckim .

Ale Gazprom nie ma problemów ze zwiększeniem wolumenu dostaw, co jest dobrze znane w Equinorze, i dlatego obie te firmy praktycznie nie reagują na wszystkie kreatywne inicjatywy z europejskimi „bojownikami przeciw gazowej zależności od Rosji”. Przedsiębiorstwa państwowe w Norwegii i Rosji mają doświadczenie w dostawach swapów, szerokie i korzystne dla obu stron.

Od dekady wydobycie gazu w brytyjskim sektorze Morza Północnego spada , ale Eurostat beznamiętnie stwierdza, że ​​nie ma dostaw rosyjskiego gazu rurociągowego do Anglii, ale wolumen dostaw z Norwegii z Equinor systematycznie rośnie. Equinor, którego wielkość produkcji nawet nie zamierza rosnąć, ale nie ma tu nic niesamowitego, po prostu Gazprom „przejął” dostawy gazu do europejskich partnerów norweskiego koncernu .

Dokładnie taka sama zmiana warunków nastąpi w przypadku projektu Baltic Pipe: ilość gazu, który trafi do Polski, Gazprom po raz kolejny zrekompensuje europejskim partnerom Equinor . Dla Gazpromu obraz będzie taki: czego Polska nie kupi, przejmą inne europejskie firmy, wielkość eksportu rosyjskiego gazu do Europy nie zmieni się ze słowa „ogólnie” . Rosja i Norwegia są spokojne jak czołgi: UE ma ochotę postawić miliardy euro na dnie dwóch mórz i na ziemi duńskiej – niech inwestują, nie ucierpią na tym interesy gospodarcze Equinor i Gazpromu .

Ciekawe, że, co zaskakujące, Niemcy są bezpośrednio związane z całym przedsięwzięciem: aby dostarczać gaz do Polski, Euinor będzie musiał zmniejszyć wolumen dostaw przez MPH Europipe I i Europipe II, które pochodzą z norweskiego sektora Morze Północne do Niemiec . I to zresztą jest jednym z powodów, dla których stosunki między Polską a Niemcami są dalekie od dobrosąsiedzkich – opowieści o „przyjaznej rodzinie narodów europejskich” mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Szczegóły techniczne i finansowe projektu Baltic Pipe

Jeśli podejdziemy ściśle do opisu projektu Baltic Pipe, to składa się on z pięciu elementów:

1) nowy 110-kilometrowy morski IHP jako odgałęzienie Europipe II IHP do terminalu odbiorczego w pobliżu miasta Vardo na północnym wybrzeżu Danii;

2) lądowy IHP o długości 220 km od miejscowości Egtved do tłoczni w południowo-wschodniej części wyspy Zelandia na duńskim wybrzeżu Morza Bałtyckiego;

3) tłoczni Everdrup na wybrzeżu duńskim, która będzie pompować gaz na odległość 270 km;

4) MPH morskie wzdłuż dna Morza Bałtyckiego od duńskiego do polskiego wybrzeża na przecięciu wszystkich czterech nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2;

5) odcinek lądowy w Polsce o długości 210 km.

Przepustowość projektowa Baltic Pipe wynosi 10 mld m3 gazu rocznie , budowę i zarządzanie operacyjne będzie prowadzić konsorcjum dwóch operatorów systemów przesyłowych gazu Danii i Polski, odpowiednio Energinet i Gas-System, kapitał zakładowy konsorcjum będzie rozdzielany na zasadzie parytetu. Obszary odpowiedzialności : Energinet odpowiada za część 2) i 3), Gas-System – za część 1), 4) i 5), czyli za oba odcinki morskie i budowę MPH w Polsce.

Sytuacja z finansowaniem jest następująca. Konsorcjum otrzymało trzy dotacje z budżetu UE na studium wykonalności : 387 tys. euro w 2015 r., 33,15 mln euro w 2017 r. i 18,3 mln euro w 2018 r. Za samo prowadzenie budowy z budżetu UE w 2019 r. – 215 mln euro. Łączna kwota środków z różnych funduszy UE wyniosła 267 mln euro .

Cała reszta zostanie uzyskana dzięki finansowaniu bankowemu: w lipcu 2020 r. kancelaria Norton Rose Fulbright poinformowała, że ​​doradzała konsorcjum dziesięciu europejskich banków w finansowaniu Systemu Gazowego w kwocie 1,4 mld euro jako stabilnego źródła finansowania dla projekty firmy w celu realizacji koncepcji działalności inwestycyjnej . Konsorcjum podpisało umowy na budowę odcinków podmorskich Baltic Pipe z dotacjami z tego biznesu:

– na Morzu Północnym działa ten sam szwajcarski Allseas, który uciekł przed budową Nord Stream 2 w listopadzie 2020 r. po tym, jak Stany Zjednoczone wprowadziły kolejną porcję antyrosyjskich jednostronnych środków dyskryminacyjnych

– Włoski Saipem, który brał udział w budowie rosyjsko-tureckiego „Błękitnego Potoku”, kończy prace przygotowawcze na Bałtyku.

Liczni polityczni komentatorzy projektu gazowego Baltic Pipe od dawna wyolbrzymiają pogląd, że udziałowcy Nord Stream AG i Nord Stream2 AG (czytaj „Gazprom”) odmówią zatwierdzenia projektów technicznych przepraw morskich Baltic Pipe czterech linii „ Nord Stream ”, ale tak się nie stało, obie zgody uzyskało duńsko-polskie konsorcjum dość szybko. Powody zostały już opisane powyżej: od realizacji projektu Baltic Pipe Gazprom nie jest ani gorący, ani zimny, a drobna mściwość nigdy nie była w stylu rosyjskiego koncernu. Cóż, dla tych, którzy kochają konspirację, jest okazja do zbudowania hipotez na temat tego, czy Gazprom wcześniej wiedział o losie duńskich muszkietów, myszy drzewnych i nietoperzy, czy też pojawieniu się tej gigantycznej, planetarnej skali, problem wstrząsnął całym sztabem nasz koncern gazowy jest tak silny, jak reszta światowej populacji.

Słowne eskapady i trudna rzeczywistość kontraktu jamalskiego

Teraz kilka słów o retoryce, którą regularnie słyszymy od polskich polityków i kierownictwa PGNiG.

Dziś spółka ta jest kontrolowana przez polski rząd , prowadzi poszukiwania i wydobycie gazu ziemnego i ropy naftowej na terenie Polski, a także odpowiada za import tych surowców energetycznych z innych krajów. W 2017 roku kierownictwo PGNiG oficjalnie poinformowało Gazprom, że umowa na dostawy gazu tranzytowego gazociągiem Jamał-Europa, która wygasła w 2020 roku, nie zostanie przedłużona . Zrozumiałe są dla mediów wypowiedzi polskich polityków: będziemy kontynuować odważną walkę ze złowrogą Rosją, pokażemy, udowodnimy i na pewno wygramy! Gazprom – bać się, cała Rosja – płakać i żałować!

Ale to tylko propaganda, a rzeczywistość jak zwykle jest znacznie mniej romantyczna . Zgodnie z warunkami kontraktu z Gazpromem strona zamierzająca jednostronnie odstąpić od kontraktu lub odmówić przedłużenia jest zobowiązana do powiadomienia o takiej decyzji z trzyletnim wyprzedzeniem kalendarzowym – a Gas- System robił to na co dzień . Polska firma nie mogła zrobić inaczej, skoro właścicielem polskiego odcinka MGP Jamał-Europa jest EuRoPolGas . Skrót ten, z dużą liczbą wielkich liter, oznacza Europa Rossia Polska Gaz, i tak poprawnie pisana jest nazwa polsko-rosyjskiego joint venture, którego kapitał zakładowy 48% należy do Gazpromu, a miejsca w radzie dyrektorów są rozdzielone w stosunku 50 do 50.

Wydaje się, że nawet uzgadniając statut przedsiębiorstwa, autorzy jego projektu postanowili w ten sposób ubezpieczyć się od sytuacji konfliktowych – możemy się kłócić, ale aby podjąć wspólną decyzję, będziemy musieli negocjować w poszukiwaniu kompromisowe rozwiązanie . Ale decyzja była jednoznaczna – umowa nie zostanie przedłużona, a Gazprom jako udziałowiec nie sprzeciwił się temu .

Nie mógł się sprzeciwić, bo w 1996 roku, kiedy podpisano umowę tranzytową, Polska nie była częścią UE i była prawdziwie niepodległym państwem. Kontrakt był zgodny z obowiązującym wówczas prawem Polski i Rosji, ale od tego czasu pod mostem przepłynęło dużo wody. Polska, jak wiadomo, przystąpiła do UE w 2004 roku, przekazując część swoich suwerennych uprawnień urzędnikom brukselskim. W żaden sposób nie potępiam tego kroku Polski – państwo jest niezależne, suwerenne, decyzje podejmowane są według własnego uznania.

Ale ten krok miał też nieuniknione konsekwencje: od tego samego 2004 roku Polska sumiennie wdraża do swojego ustawodawstwa wiele unijnych dekretów i rozporządzeń, w tym oczywiście wszystkie postanowienia Trzeciego Pakietu Energetycznego i jego Dyrektywy Gazowej . W rezultacie warunki porozumienia z 1996 roku nie odpowiadają obowiązującemu w Polsce prawodawstwu i oczywiście Polska nie miała możliwości jego przedłużenia w żadnych okolicznościach .

Dokładnie tak samo jest z kontraktem jamalskim na dostawy rosyjskiego gazu do Polski, którego przedłużenia Polska głośno odmówiła w 2019 roku, nie zapominając o tym informować ustami swoich polityków i polityków we wszystkich mediach, zarówno polskich, jak i europejskich.

Ale z jakich powodów te teksty były powtarzane przez wiele rosyjskich mediów, nie podejmując prób wyjaśnienia istoty tego, co się działo – pytanie jest oczywiście interesujące. Są tylko dwie możliwości – albo celowe wprowadzenie w błąd (czytaj: „zwykłe kłamstwo”), albo bezmyślne tłumaczenie bez choćby najmniejszego zanurzenia się w sedno sprawy . Niestety, nawet nasze duże i autorytatywne media coraz częściej podają całkowicie niepiśmienne komentarze: na przykład komentatorom Radia Sputnik i RT w języku rosyjskim udało się ogłosić Baltic Pipe „projektem polsko-norweskim”, a redakcja spokojnie zezwoliła na publikację tak rażących bzdury …

Komu grozi Nord Stream 2?

W maju 2020 r. faktycznie rozwiązano umowę o tranzycie rosyjskiego gazu międzynarodowym gazociągiem Jamał–Europa, a rada dyrektorów EuRoPolGas podjęła decyzję o przejściu na zasady określone w III pakiecie energetycznym UE. Brak kontraktów, tylko regularne aukcje rezerwacji przepustowości tranzytowej na różne okresy – tydzień, miesiąc, kwartał, pół roku. Strona polska zdołała też przedstawić to jako kolejne „zwycięstwo nad Gazpromem”, a sam Gazprom w ogóle tego nie skomentował z oczywistych powodów .

Po pierwsze, 48% zysków wypracowanych na tranzycie EuRoPolGasu słusznie należy do Gazpromu, ale po drugie, jeszcze ważniejsze jest to, że zakończenie tranzytu przez Jamał – Europa nie grozi Gazpromowi żadnymi karami, na ten Gazprom Eksport wystarczy tylko po to, by nie pojawić się na następnej aukcji .

„Panowie Polacy, czy chcieliście pracować na warunkach III Pakietu Energetycznego? Czekamy na Twoją mądrą decyzję!”

I to jest zasadnicza kwestia: oddanie Nord Stream 2 do eksploatacji w żadnym wypadku nie stanowi zagrożenia dla tranzytu przez Ukrainę (przypomnę, że umowa między Operatorem Systemu Transportu Gazu Ukrainy a Gazpromem obowiązuje do końca 2020 roku4 ) . Retoryka starszych partnerów młodej demokracji nad Dnieprem jest dobrze znana: SP-2 nie powinien wyrządzić Ukrainie szkód gospodarczych, ale nikt nie był i nie prowadzi w ochronie interesów gospodarczych Polski, poza samą Polską .

Dla Gazpromu hipotetyczna odmowa Gazpromu współpracy z ukraińskim operatorem GTS to nie tylko grzywny, ale także cios we własną reputację wiarygodnego i przewidywalnego partnera, co jest generalnie nie do przyjęcia wśród europejskich firm gazowych. Ale niestawienie się na kolejnej aukcji prowadzonej przez EuRoPolGas dla Gazpromu – nic tylko jasne, do ostatniego przecinka, zgodność z postanowieniami III pakietu energetycznego i brak kar . W Polsce w ogóle oraz w Gas-System, akcjonariuszu i operatorze EuRoPolGas, sytuacja ta jest dobrze zrozumiana i rozumiana, to zrozumienie powoduje, że taryfa za tranzyt rosyjskiego gazu (za 1000 m3 gazu za 100 km trasa) na polskim odcinku Jamał – Europa „jest prawie dwukrotnie niższa niż taryfa przewidziana w umowie między Gazpromem a „Operatorem GTS Ukrainy”, nawet biorąc pod uwagę fakt, że połowa tej taryfy zostanie zwrócona temu samemu Gazpromowi.

Polscy politycy mogą mówić co chcą, kiedy chcą i każdemu, ale profesjonaliści odpowiedzialni za funkcjonowanie Jamału – Europa nie mówią ani słowa – muszą wykonywać swoją pracę, zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polski i starać się przynajmniej część zysku z eksploatacji gazociągu, aby zapobiec przerwom w tranzycie lub zmniejszeniu wolumenów. Jednak do tego tematu wrócimy później.

„Tajemnice Baltic Pipe” na tym się nie kończą – historia o nich dopiero się zaczęła. Następny artykuł skupi się na jeszcze jednym. Jak już wspomniano, Unia Europejska jest jednym z inwestorów w tym projekcie, ale Komisja Europejska ma prawo wydać takie środki z budżetu UE tylko wtedy, gdy projekt infrastruktury gazowej ma znaczenie regionalne . Projekt ma znaczenie regionalne tylko wtedy, gdy uczestniczą w nim co najmniej trzy państwa członkowskie UE. Skoro pieniądze z unijnego budżetu już poszły, oznacza to, że w projekcie Baltic Pipe, oprócz Danii i Polski, jest co najmniej trzeci uczestnik. Dlatego od razu było czterech dodatkowych uczestników, a jak wygląda projekt Baltic Pipe z punktu widzenia nie mediów, dziennikarzy i komentatorów, ale finansistów w Brukseli – następnym razem.
Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...