Ekonomia i polityka - Ludwik von Mises
Kapitalizm
Opisowe nazwy używane przez ludzi często wprowadzają w błąd. Mówiąc o nowoczesnych przywódcach przemysłu i szefach wielkich przedsiębiorstw na przykład, nazywają ich „królami czekolady" lub „królami bawełny" czy „królami samochodowymi". Używanie takich nazw dowodzi, że ci ludzie nie widzą praktycznie żadnej różnicy między nowoczesnymi kierownikami przemysłu a feudalnymi królami, książętami lub lordami dawnych czasów. Ale różnica faktycznie jest bardzo wielka, bo współczesny król czekolady wcale nie rządzi, on służy. On nie panuje nad zdobytym terytorium, niezależny od rynku i swych klientów. Król czekolady - lub król stali, król automobilowy i każdy inny król nowoczesnego przemysłu - zależy od przedsiębiorstwa, które prowadzi i od klienteli, której służy. Ten „król" musi utrzymywać dobre stosunki ze swoimi „poddanymi" - konsumentami; traci swoje „królestwo" natychmiast, gdy nie jest w stanie dać swym klientom lepszej usługi mniejszym kosztem niż inni, z którymi konkuruje.
Dwieście lat temu, przed pojawieniem się kapitalizmu, stan społeczny człowieka był ustalony od narodzin do końca życia; odziedziczył go po swoich przodkach i nigdy go nie zmienił. Jeśli urodził się biednym, biednym umierał, jeśli urodził się bogatym - lordem lub księciem - posiadał majątek i księstwo, którym władał przez całe życie.
Jeżeli chodzi o przemysł, istniały w tych czasach jego prymitywne formy, nastawione prawie wyłącznie na zaspokajanie potrzeb bogaczy. Większość ludzi (90% lub więcej europejskiej ludności) pracowała na roli i nie stykała się z nim. Ten sztywny system feudalnego społeczeństwa przeważał w większości rozwiniętych okręgów Europy przez wiele setek lat.
Gdy liczba mieszkańców wsi powiększała się, powodowało to nadmiar ludności utrzymującej się z uprawy roli. Dla tych ludzi bez odziedziczonego kawałka ziemi lub posiadłości ziemskiej nie było dostatecznego zajęcia, niemożliwa też była praca w przemyśle przetwórczym w miastach: „królowie" miast odmawiali im dostępu do pracy. Ilość tych „wyrzutków" stale rosła
i wciąż nikt nie wiedział, co z nimi zrobić. Byli w pełnym znaczeniu tego słowa „proletariuszami", wyrzuconymi poza nawias życia, których rząd mógł tylko wysłać do domów pracy lub do domów ubogich. W pewnych rejonach Europy, zwłaszcza w Holandii i Anglii, stali się tak liczni, że w XVIII wieku byli rzeczywistą groźbą dla utrzymania powszechnie panującego systemu społecznego.
Dzisiaj, dyskutując o podobieństwie do warunków w społeczeństwach Indii lub innych rozwijających się krajów, nie możemy zapominać, że w Anglii w XVIII-tym wieku warunki były dużo gorsze. W tamtym czasie Anglia liczyła sześć lub siedem milionów ludności, ale z tych sześciu lub siedmiu milionów więcej niż milion, prawdopodobnie dwa miliony, było po prostu wyrzutkami, dla których istniejący system nie przewidywał żadnego zaopatrzenia. Był to jeden z olbrzymich problemów osiemnastowiecznej Anglii. Innym wielkim problemem był brak surowców. Brytyjczycy musieli bardzo poważnie zadać sobie pytanie: co zrobić w przyszłości, gdy lasy nie będą mogły dłużej dostarczać drewna potrzebnego dla przemysłu i ogrzewania domów? Dla klas rządzących była to rozpaczliwa sytuacja. Politycy (mężowie stanu) i będąca u władzy szlachta nie mieli absolutnie żadnego pomysłu jak temu zaradzić.
Z tego poważnego problemu społeczno-gospodarczego wyłoniły się początki nowoczesnego kapitalizmu. Znalazły się pewne osoby wśród tych ubogich ludzi, pozostawionych poza nawiasem społeczeństwa, które próbowały zorganizować innych dla założenia małych warsztatów, mogących coś produkować. To była nowość. Ci przedsiębiorczy innowatorzy nie wytwarzali kosztownych wyrobów nadających się do sprzedawania wyższym klasom; wyrabiali tańsze produkty użyteczne każdemu. I to był początek kapitalizmu, jaki istnieje dzisiaj. To był początek masowej produkcji, podstawowej zasady kapitalistycznego przemysłu. W przeciwieństwie do starych rzemiosł, produkujących prawie wyłącznie na potrzeby wyższych klas, nowy, kapitalistyczny przemysł zaczął wytwarzać rzeczy, które mogły być nabywane przez całą ludność. Była to masowa produkcja dla zaspokojenia potrzeb szerokich rzesz społeczeństwa.
To podstawowa zasada kapitalizmu, jaki istnieje dzisiaj w tych państwach, w których wysoko rozwinięty jest system masowej produkcji: wielkie przedsiębiorstwa, cel najbardziej fanatycznych ataków tak zwanych lewicowców, produkują prawie wyłącznie dla zaspokojenia potrzeb szerokich warstw społeczeństwa. Przedsiębiorstwa produkujące luksusowe towary jedynie dla zamożnych nigdy nie osiągną dużych rozmiarów. Dzisiaj ludzie, którzy pracują w dużych fabrykach, są głównymi konsumentami produktów w nich wytworzonych. To jest podstawowa różnica między kapitalistycznymi zasadami produkcji, a zasadami feudalnymi poprzednich wieków.
Kiedy ludzie wychodzą z założenia, że istnieje różnica między producentem a konsumentem produktów wielkich przedsiębiorstw, mylą się bardzo. W amerykańskich sklepach wielobranżowych można zobaczyć slogan „klient ma zawsze rację". I tym klientem jest ten sam człowiek, który te rzeczy produkuje w fabryce. Ludzie, którzy myślą, że władza wielkich przedsiębiorstw jest ogromna, mylą się także, skoro duże przedsiębiorstwo polega całkowicie na poparciu tych, którzy kupują jego produkty: największe przedsiębiorstwo traci swoją władzę i swoje wpływy, kiedy traci klientów.
Pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt lat temu mówiono prawie we wszystkich krajach kapitalistycznych, że towarzystwa akcyjne kolei żelaznych były za duże i za potężne; miały monopole, z którymi nie można było konkurować. Twierdzono, że w sferze transportu kapitalizm osiągnął stan, w którym zniszczył sam siebie, ponieważ wyeliminował konkurencję. Ci ludzie przeoczyli fakt, że siła kolei zależała od ich możliwości służenia ludziom lepiej, niż jakikolwiek inny środek transportu. Ma się rozumieć, że byłoby bezsensowne konkurować z jednym z dużych towarzystw kolei żelaznych przez zbudowanie drugiej linii równoległej do starej, skoro stara kolej była wystarczająca dla istniejących potrzeb. Ale bardzo wcześnie pojawili się inni konkurenci. Wolność konkurencji nie znaczy, że można osiągnąć cel po prostu przez imitację lub kopiowanie dokładnie tego, co ktoś inny zrobił. Wolność prasy nie znaczy, że ma się prawo kopiowania tego, co ktoś inny napisał i w ten sposób osiągnąć powodzenie, słusznie należne innemu za jego osiągnięcia. To znaczy, że ma się prawo napisać coś odmiennego. Wolność konkurencji dotyczącej kolei żelaznej, na przykład, znaczy, że jest się wolnym do wynalezienia czegoś, co wezwie do współzawodnictwa koleje i postawi je w bardzo niebezpiecznej sytuacji.
W Stanach Zjednoczonych konkurenci - w formie autobusów, samochodów, samochodów ciężarowych i samolotów - stanowili dla kolei wielki problem do przezwyciężenia. Koleje zostały prawie kompletnie pokonane, jeśli chodzi o transport osobowy.
Rozwój kapitalizmu polega na tym, że każdy ma prawo służenia klientowi lepiej lub taniej. I ta metoda, ta zasada, w ciągu stosunkowo krótkiego czasu, przekształciła cały świat - umożliwiła bezprzykładny wzrost ludności w świecie.
W osiemnastowiecznej Anglii rolnictwo mogło utrzymać (wyżywić) tylko sześć milionów ludzi na bardzo niskim poziomie. Dzisiaj więcej niż pięćdziesiąt milionów cieszy się dużo wyższym standardem życia, niż nawet bogaci w XVIII-tym wieku. Dzisiejszy poziom życia w Anglii byłby prawdopodobnie jeszcze wyższy, gdyby sporo energii Brytyjczyków nie zostało zużyte na dwie wojny światowe (które przeważająca większość Niemców była zdecydowana wywołać).
Takie są fakty o kapitalizmie. Zatem, jeśli jakiś Anglik - lub, jeśli o to chodzi, każdy inny człowiek w każdym kraju świata mówi dzisiaj do swojego przyjaciela, że jest przeciwny kapitalizmowi, istnieje nadzwyczajnie dobra na to odpowiedź: „Czy wiesz, że liczba ludności na tej planecie jest obecnie dziesięciokrotnie większa niż w wiekach poprzedzających kapitalizm; czy wiesz, że wszyscy ludzie dzisiaj cieszą się wyższym poziomem życia, niż nasi przodkowie przed kapitalizmem? Ale czy wiesz, że byłbyś tym jedynym żyjącym spośród dziesięciu, gdyby nie było kapitalizmu? Zwykły fakt, że żyjesz, jest dowodem, że kapitalizm osiągnął cel, czy cenisz, czy też nie, swoje własne życie".
Pomimo wszystkich korzyści, kapitalizm był z pasją atakowany i krytykowany. Jest konieczne, abyśmy rozumieli przyczyny tej antypatii. Nienawiści do kapitalizmu nie zapoczątkowały masy , nie zaczęła się wśród robotników, ale wśród ziemiańskiej arystokracji - szlachty Anglii i kontynentu europejskiego. Oskarżali kapitalizm o to, co nie było dla nich korzystne: mianowicie, na początku XIX-go wieku, wyższe stawki płac istniejące w przemyśle zmuszały ziemiańską szlachtę do płacenia również wyższych stawek pracownikom rolnym. Arystokracja, krytykując przemysł, atakowała standard życia szerokich mas pracowników.
Ma się rozumieć - z naszego punktu widzenia - standard życia robotników był nieskończenie niski; warunki życia w czasie wczesnego kapitalizmu były absolutnie przerażające, ale nie dlatego, że rozwijający się kapitalistyczny przemysł wyrządzał krzywdę robotnikom. Ludzie wynajęci do pracy w fabrykach już przedtem wegetowali na poziomie faktycznie nie do zniesienia dla człowieka.
Sławne stare opowiadania, powtarzane setki razy, że fabryki zatrudniały kobiety i dzieci, żyjące wcześniej, przed podjęciem pracy w fabrykach, w dostatecznych warunkach, są jednym z największych fałszerstw w historii. Matki, które pracowały w fabrykach nie miały co do garnka włożyć; one nie opuszczały swoich domów i ich kuchni udając się do fabryk, one poszły do fabryk, ponieważ nie miały kuchni, a jeśli je miały, to nie miały w nich czego przyrządzać. Dzieci nie przychodziły do fabryk z wygodnych ochronek. One głodowały i umierały. I całe to gadanie o nie-do-wypowiedzenia okropnościach wczesnego kapitalizmu można obalić przez tylko jedną statystykę: dokładnie w tych latach, w których brytyjski kapitalizm się rozwijał, ściśle w wieku nazwanym Rewolucją Przemysłową w Anglii, w latach od 1760 r. do 1810 r. ludność w Anglii podwoiła się, co oznacza, że setki lub tysiące dzieci
- które byłyby umarły w poprzednich czasach - przeżyły i rosły.
Nie ma wątpliwości, że warunki w poprzedzających czasach były bardzo niedostateczne. To kapitalistyczne przedsiębiorstwa je polepszyły. To te wczesne fabryki zaspokoiły potrzeby swoich robotników, bezpośrednio lub pośrednio, przez eksportowanie produktów i importowanie żywności i surowców z innych krajów. Raz za razem wcześni historycy kapitalizmu fałszowali
- trudno użyć łagodniejszego słowa - historię.
Jedna anegdota, którą zwykle powtarzano, całkiem możliwe, że zmyślona, dotyczyła Beniamina Franklina. Stosownie do tego opowiadania, Ben Franklin odwiedził fabrykę bawełnianych tkanin w Anglii. Właściciel fabryki powiedział mu z pełną dumą: „oto są bawełniane towary dla Węgier". Benjamin Franklin rozglądając się dookoła, widząc robotników biednie ubranych, powiedział: „Dlaczego nie produkujesz także dla swoich robotników?".
Ale ten eksport, o którym mówił właściciel fabryki, naprawdę znaczył, że produkował dla swoich robotników, ponieważ Anglia musiała importować wszystkie surowce. Nie ma bawełny ani w Anglii, ani w kontynentalnej Europie. Istnieje niedostatek żywności w Anglii i żywność musi być importowana z Polski, Rosji i Węgier. Ten eksport był zapłatą za import żywności, która umożliwiła przeżycie ludności brytyjskiej. Wiele przykładów z historii tych wieków pokaże stosunek szlachty i arystokracji do robotników. Pragnę zacytować tylko dwa z nich. Jednym jest sławny brytyjski system „nasienie i ziemia" („seed and land" system). Na jego podstawie brytyjski rząd płacił wszystkim robotnikom, którzy nie otrzymali minimalnych stawek (ustalonych przez rząd) za pracę, różnicę między stawką, jaką otrzymali, a tą minimalną. To oszczędziło ziemiańskiej arystokracji konieczności płacenia wyższych stawek. Szlachta mogła utrzymać niskie płace na roli, a rząd miał uzupełniać je, w ten sposób powstrzymując robotników przed szukaniem pracy w miejskich fabrykach.
Osiemdziesiąt lat później, po rozprzestrzenieniu się kapitalizmu z Anglii do kontynentalnej Europy, ziemiańska arystokracja ponownie zareagowała przeciwko nowemu systemowi produkcji. W Niemczech pruscy junkierzy, straciwszy wielu robotników, którzy odeszli do lepiej płatnych zajęć, wynaleźli specjalną nazwę dla tego problemu: „ucieczka ze wsi" - „Landflucht". W niemieckim Parlamencie dyskutowano jak zaradzić temu złu - złu z punktu widzenia ziemiańskiej arystokracji. Książę Bismarck, słynny kanclerz Niemieckiego Reichu, pewnego dnia w mowie powiedział: „Spotkałem człowieka w Berlinie, który kiedyś pracował w mojej posiadłości i zapytałem go, dlaczego ją opuścił; dlaczego wyjechał z wioski; dlaczego teraz żyje w Berlinie?". Człowiek ten odpowiedział: „Nie macie takiej ładnej piwiarni w wiosce, jak tutaj w Berlinie, gdzie można siedzieć, pić piwo i słuchać muzyki". To jest, ma się rozumieć, opowiadanie z punktu widzenia księcia Bismarcka, pracodawcy. To nie był punkt widzenia wszystkich jego pracowników. Odeszli do przemysłu, ponieważ przemysł płacił wyższe stawki za pracę i podnosił ich standard życia w niesłychanym wtedy stopniu.
Dzisiaj, w krajach kapitalistycznych, istnieje względnie mała różnica między podstawowym standartem życia tak zwanych wyższych i niższych klas; obie mają żywność, odzież i mieszkanie. Ale w XVIII-tym wieku i wcześniej, różnica między człowiekiem średniej a człowiekiem niższej klasy była taka, że człowiek średniej klasy miał buty, a człowiek niższej nie.
Obecnie w Stanach Zjednoczonych różnica między bogatym a biednym człowiekiem oznacza bardzo często różnicę między Cadillakiem a Chevrole- tem. Można oczywiście kupić używanego Chevroleta, który oddaje te same usługi każdemu właścicielowi: może przejeżdżać z jednego punktu do drugiego. Więcej niż pięćdziesiąt procent ludzi w Stanach Zjednoczonych żyje we własnych domach lub mieszkaniach.
Ataki przeciwko kapitalizmowi - zwłaszcza odnośnie wymagania wyższych („sprawiedliwych") stawek płac - zaczynają się od fałszywych założeń, że stawki płac za pracę są ostatecznie płacone przez ludzi, którzy są odmienni od tych zatrudnionych w fabrykach. W gruncie rzeczy, dla ekonomistów i studiujących ekonomiczne teorie, robotnik i konsument mogą być różnymi osobami. Ale faktycznie każdy konsument musi w jakiś sposób zarobić pieniądze, które wydaje i ogromna większość konsumentów jest dokładnie tymi samymi ludźmi, którzy pracują w przedsiębiorstwach produkujących rzeczy, które kupują. Stawki płac w kapitalizmie nie są ustalane przez pewne grupy ludzi różne od tych, które je otrzymują: to ci sami ludzie. To nie filmowa korporacja Hollywood płaci wynagrodzenie filmowej gwieździe; to płacą ludzie, którzy kupują bilety na film do kina. To nie organizator meczu bokserskiego płaci ogromne nagrody walczącym; to ludzie, kupując bilety na mecz bokserski. Różnica, która jest użyteczna w teorii ekonomicznej, nie jest różnicą w realnym życiu; tutaj i pracodawca, i pracownik jest tą samą osobą.
W wielu krajach są ludzie, którzy uważają za bardzo niesprawiedliwe, gdy człowiek, który utrzymuje rodzinę wielodzietną, otrzymuje to samo wynagrodzenie co osoba, która ma tylko siebie do utrzymania. Ale nie jest pytaniem, czy pracodawca powinien ponosić odpowiedzialność za wielkość rodziny pracownika. Pytanie, jakie należy postawić w tym wypadku, to: czy ty, jako indywidualna osoba, jesteś zdecydowany płacić więcej za coś, powiedzmy: za bochenek chleba, jeśli powiedzą ci, że człowiek, który wypiekł ten chleb, ma sześcioro dzieci? Uczciwy człowiek odpowie negatywnie i powie: „W zasadzie byłbym, ale faktycznie wolałbym kupić chleb wyprodukowany przez kogoś, kto nie ma dzieci". Faktycznie, jeśli kupujący nie płaci pracodawcy wystarczająco dla umożliwienia opłacenia pracownika, wtedy niemożliwym staje się prowadzenie przedsiębiorstwa.System kapitalistyczny (wolnorynkowy) został nazwany „kapitalizmem" nie przez przyjaciela systemu, ale przez pewnego indywidualnego człowieka, który uważał go za najgorszy ze wszystkich historycznych systemów, największym złem, które nawiedziło kiedykolwiek ludzkość. Tym człowiekiem był Karol Marx. Pomimo tego, nie ma powodu, by odrzucić nazwę użytą przez Marxa, ponieważ jasno opisuje źródło wielkiego społecznego ulepszenia, spowodowanego przez kapitalizm. Te ulepszenia są wynikiem gromadzenia kapitału; opierają się one na fakcie, że ludzie z reguły nie zużywają wszystkiego, co wyprodukowali, że oszczędzają i inwestują - część z tego. Często opacznie rozumie się ten problem i - w ciągu trwania tych sześciu wykładów - będę miał sposobność omówić te najbardziej fundamentalne pomyłki odnośnie gromadzenia i użycia kapitału oraz powszechnych korzyści, jakie można dzięki temu osiągnąć. Będę mówił o kapitalizmie zwłaszcza w moich wykładach o zagranicznych inwestycjach i o najbardziej krytycznym problemie naszych czasów: polityce inflacji. Na pewno wiecie, że inflacja istnieje nie tylko w tym kraju (Argentynie). Jest problemem na całym świecie.
Często nie dostrzeżoną cechą kapitalizmu jest to, że oszczędności oznaczają korzyści dla wszystkich, którzy pragną produkować lub zarabiać pracą. Kiedy człowiek oszczędził pewną ilość pieniędzy - powiedzmy, tysiąc dolarów - i zamiast wydać, powierzy je kasie oszczędności lub towarzystwu ubezpieczeniowemu, pieniądze znajdą się w rękach przedsiębiorcy, producenta, umożliwiając mu realizację projektu produkcji, której nie mógłby zacząć wczoraj, ponieważ nie miał kapitału do rozporządzenia.
Co przemysłowiec zrobi teraz z dodatkowym kapitałem? Pierwszą rzeczą jaką musi zrobić, będzie wynajęcie pracowników i zakup surowców - skutkiem tego spowoduje dodatkowy popyt na pracowników i surowce, jak również powstanie tendencja wzrostu płac i cen na surowce. Na długo zanim oszczędzający lub przedsiębiorca otrzyma jakikolwiek zysk, bezrobotny, producent surowców, farmer i ich pracownicy biorą udział w zyskach z dodatkowej oszczędności. Czy przedsiębiorca osiągnie korzyść, zależy od jego umiejętności poprawnego przewidywania przyszłego stanu rynku. Ale pracownicy, jak i producenci surowców, otrzymują korzyści natychmiastowo. Dużo mówiono, trzydzieści lub czterdzieści lat temu, o polityce „płac za pracę", jak nazywano politykę Henryka Forda. Wielkim osiągnięciem p. Forda było to, że płacił wyższe stawki, niż inni przemysłowcy lub właściciele fabryk. Jego polityka płac była opisywana jako „wynalazek", chociaż nie dość powiedzieć, że ta nowa „wynaleziona" polityka była rezultatem liberalności p. Forda. Nowa gałąź przedsiębiorstwa lub nowa fabryka w już istniejącym oddziale przedsiębiorstwa musi przyciągać pracowników z innych fabryk, z innych części kraju, nawet z innych krajów. I jedyną drogą do zrobienia tego jest oferowanie wyższych wynagrodzeń za ich pracę. To co miało miejsce we wczesnych dniach kapitalizmu, ciągle ma miejsce dzisiaj.
Kiedy pierwsi wytwórcy w Wielkiej Brytanii zaczęli produkować bawełniane wyroby, płacili swoim pracownikom wyższe stawki niż to, co ci wcześniej otrzymywali za pracę. Oczywiście, nowi pracownicy w dużym procencie nie zarabiali przedtem zupełnie nic i byli zdecydowani przyjąć cokolwiek im oferowano. Ale po krótkim czasie - kiedy zgromadzono więcej kapitału i więcej przedsiębiorstw zostało założonych - stawki płac poszły w górę, czego rezultatem był niespotykany wzrost brytyjskiej ludności, o czym mówiłem wcześniej.
Pogardliwe przedstawianie kapitalizmu przez pewnych ludzi, jako systemu zaprojektowanego dla uczynienia bogatych bogatszymi a biednych biedniejszymi, jest godny potępienia od początku do końca. Teza Marxa o nadchodzącej erze socjalizmu była oparta na założeniu, że robotnicy będą biedniejsi, że coraz szersze masy ludzi będą pozbawione środków do życia i w końcu całe bogactwo kraju będzie skoncentrowane w rękach niewielu lub nawet w rękach jednego człowieka. Zatem masy zubożałych robotników zbuntują się ostatecznie i wywłaszczą bogatych posiadaczy. Stosownie do tej doktryny Karola Marxa, w kapitalistycznym systemie nie może być żadnej sposobności, żadnej możliwości do jakiegokolwiek polepszenia warunków życia robotników.
W 1865 r., przemawiając na zebraniu Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników w Anglii, Marx stwierdził, iż wiara, że związki zawodowe mogłyby polepszyć warunki pracującej ludności, jest „absolutnie błędna". Politykę żądania przez związek zawodowy wyższych płac i skróconych godzin pracy nazwał konserwatywną - co było, oczywiście, najbardziej potępiającą nazwą, jakiej tylko Karol Marx mógł użyć. Sugerował, aby związki zawodowe przyjęły nowy, rewolucyjny cel: „wyrzucić system płac całkowicie", aby zastąpić własność prywatną „socjalizmem" - rządową własnością środków produkcji.
Jeśli spojrzymy na historię świata, a szczególnie na historię Anglii od 1865 r., zdamy sobie sprawę, że Marx był w błędzie pod każdym względem. Nie istnieje żadne zachodnie kapitalistyczne państwo, w którym warunki życia mas ludzkich nie poprawiłyby się w niesłychany sposób. Te wszystkie polepszenia ostatnich osiemdziesięciu lub dziewięćdziesięciu lat były dokonane wbrew przepowiedni Karola Marxa.
Marksistowscy socjaliści wierzyli, że warunki robotników nigdy nie mogą być ulepszone. Trzymali się fałszywej teorii, słynnego „żelaznego prawa stawek pracy" - prawa, które mówiło, że stawki płacy robotnika w kapitalizmie nie przekroczą sumy potrzebnej do utrzymania jego życia dla oddawania usług przedsiębiorstwu.
Marksiści sformułowali następującą teorię: jeśli stawki płac podniosą się, podnosząc płace powyżej poziomu utrzymania się przy życiu, robotnicy będą mieli więcej dzieci; dzieci, gdy dorosną, zwiększą ilość pracowników, więc stawki płac obniżą się z powrotem do poziomu utrzymania się przy życiu - do tego minimalnego poziomu, który ledwo przeszkodzi ludziom pracującym umrzeć.
Ale ta idea Marxa i wielu innych socjalistów jest ściśle takim pojęciem o pracującym człowieku, jakie mają biologowie - i zupełnie słusznie - o życiu mikrobów lub zwierząt. Myszy, na przykład.
Jeśli zwiększy się ilość żywności dostępnej zwierzętom, więcej osobników przeżyje. Jeśli się ją ograniczy, zmniejszy się liczba zwierząt. Ale człowiek jest inny. Nawet robotnik - pomimo faktu, że marksista tego nie uznaje - ma ludzkie pragnienia czegoś więcej niż tylko żywności i reprodukcji swojego gatunku. Wzrost realnych płac ujawnia się nie tylko we wzroście liczby ludności, ujawnia się w pierwszym rzędzie w polepszaniu przeciętnego poziomu życia. Dlatego dzisiaj w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych mamy wyższy standard życia niż w rozwijających się narodach, powiedzmy w Afryce.
Musimy zdawać sobie sprawę, że ten wyższy standard życia zależy od podaży kapitału. To wyjaśnia różnicę między warunkami w Stanach Zjednoczonych a warunkami w Indiach; nowoczesne metody zwalczania zaraźliwych chorób zostały wprowadzone w Indiach - co najmniej do pewnego stopnia
- i skutkiem tego był niespotykany wzrost liczby ludności, ale skoro temu wzrostowi nie towarzyszył odpowiedni wzrost sumy kapitału zainwestowanego, rezultatem był wzrost ubóstwa. Kraj staje się zamożniejszy odpowiednio do wzrostu zainwestowanego kapitału na osobę.
Spodziewam się, że w moich następnych wykładach będę miał sposobność zająć się bardziej szczegółowo tymi problemami i będę mógł je wyjaśnić, ponieważ pewne wyrażenia - takie jak „kapitał inwestowany na głowę ludności"
- wymagają raczej szczegółowego rozwinięcia.
Musimy pamiętać, że w ekonomicznych działaniach politycznych nie ma cudów. Słyszeliście i czytaliście w gazetach o tak zwanym cudzie ekonomicznym w Zachodnich Niemczech - o poprawie sytuacji ekonomicznej po pokonaniu Niemiec i ich zubożeniu po Drugiej Wojnie Światowej. To nie był cud. To było zastosowanie zasad wolnego rynku, metod kapitalizmu, nawet jeśli nie zastosowano ich całkowicie pod każdym względem. Każdy kraj może doświadczyć takiego samego „cudu" ekonomicznej poprawy, chociaż muszę podkreślić, że ekonomiczne uzdrowienie nie zależy od cudu; zależy ono od przyjęcia - i jest rezultatem - zdrowych politycznych decyzji.
Socjalizm
Jestem tu, w Buenos Aires, gościem Institute por la Economia Libre. Co to jest economia libre? Co ta ekonomiczna wolność znaczy? Odpowiedź jest prosta: to ekonomia rynkowa, system, w którym współpraca indywidualnych ludzi w społecznym podziale pracy jest osiągana dzięki rynkowi. Rynek nie jest miejscem - jest procesem, sposobem, dzięki któremu przez sprzedawanie i kupowanie, produkowanie i konsumowanie poszczególne osoby przyczyniają się do sprawnego funkcjonowania społeczeństwa.
Mając do czynienia z tym systemem organizacji ekonomicznej - ekonomii rynku - używamy nazwy „wolność ekonomiczna". Bardzo często ludzie nie rozumieją co to znaczy wierząc, że wolność ekonomiczna nie jest związana z innymi wolnościami, które - uważane przez nich za ważniejsze - mogą być zachowane nawet w nieobecności wolności ekonomicznej. Jej znaczenie polega na tym, że pojedynczy człowiek może wybrać sobie sposób (drogę), w jaki pragnie się włączyć w całość społeczeństwa. Jest wolny w wyborze swojej kariery i zajęcia, jakie chce wykonywać. To, oczywiście, nie oznacza tego, co tak wielu ludzi obecnie rozumie poprzez wolność; nie oznacza, że dzięki wolności ekonomicznej człowiek jest niezależny od naturalnych warunków. W naturze nie ma niczego, co można by nazwać wolnością, istnieje tylko regularność praw natury, których należy przestrzegać, chcąc cokolwiek osiągnąć.
Używając wyrażenia wolność w stosunku do człowieka, myślimy tylko o wolności w łonie społeczeństwa. A jednak, wielu uważa obecnie, że wolności społeczne są od siebie niezależne. Ci, którzy dziś nazywają się „liberałami" domagają się polityk, które są dokładnym przeciwieństwem tych, które liberałowie dziewiętnastego wieku popierali w swych programach. Obecni tak zwani liberałowie propagują bardzo popularną ideę wolności przemówień, myśli, prasy, wolności religijnej, wolności od więzienia bez rozprawy sądowej sądząc, że to wszystko może być zachowane bez wolności ekonomicznej. Nie potrafią zdać sobie sprawy, że w systemie gdzie nie istnieje rynek a rząd kieruje wszystkim, inne wolności są złudne, nawet jeśli są zapisane w kodeksach praw i w konstytucjach.
Weźmy, na przykład, jedną wolność, wolność prasy. Jeśli rząd posiada wszystkie drukarnie, będzie decydował co będzie lub nie będzie drukowane. Zatem, możliwość drukowania jakichkolwiek argumentów przeciwnych ideom rządu praktycznie nie istnieje. Wolność prasy znika. I tak samo jest ze wszystkimi rodzajami wolności.
W ekonomii rynkowej każda osoba ma wolność wyboru jakiejkolwiek kariery życiowej, wybrania swojej własnej drogi włączenia się do społeczeństwa. Ale nie w systemie socjalistycznym: jej kariera jest zdeterminowana przez dekret rządu. Rząd może rozkazać ludziom, których nie lubi i nie życzy sobie, aby żyli w pewnych rejonach państwa, by przenieśli się gdzie indziej. I zawsze może usprawiedliwić i wyjaśnić taką procedurę tym, że rządowy plan wymaga obecności tego znakomitego obywatela pięć tysięcy mil od miejsca, w którym mógłby być przykrym dla władzy.
To prawda, że wolność, którą człowiek może mieć w ekonomii rynkowej nie jest doskonała z metafizycznego punktu widzenia. Ale nie istnieje taka rzecz jak doskonała wolność. Wolność coś znaczy tylko w ramach społeczeństwa. Osiemnastowieczni autorzy „prawa naturalnego" - przede wszystkim Jan Jakub Rousseau - wierzyli, że niegdyś, w odległej przeszłości, ludzie cieszyli się czymś nazwanym „naturalną wolnością". Ale w dawnych czasach ludzie nie byli wolni, byli na łasce każdego silniejszego od nich. Sławne słowa Rousseau: „człowiek urodził się wolny, a wszędzie jest w łańcuchach" mogą brzmieć dobrze, ale faktycznie człowiek nie rodzi się wolnym. Rodzi się jako bardzo słabe niemowlę. Bez opieki rodziców i opieki danej jego rodzicom przez społeczeństwo, nie mógłby zachować życia.
Wolność w społeczeństwie znaczy, że człowiek polega w takim samym stopniu na innych ludziach, jak inni ludzie na nim. Społeczeństwo w systemie wolnego rynku, w warunkach „economia libre", odznacza się tym, że każdy służy swym współobywatelom. Istnieje przekonanie, że w systemie rynkowej ekonomii szefowie-dyrektorzy nie są zależni od dobrej woli i poparcia innych. Ludzie wierzą, że przemysłowcy, handlowcy, przedsiębiorcy są rzeczywistymi szefami w systemie ekonomicznym. Ale to tylko złudzenie. Rzeczywistymi zwierzchnikami są konsumenci. I jeśli przestaną popierać jakiś oddział przedsiębiorstwa, to jego kierownicy są albo zmuszeni opuścić swe znakomite pozycje w tym systemie lub dostosować swoje działania do rozkazów konsumentów.
Jedną z najbardziej znanych propagatorek komunizmu była Lady Pass- field, znana pod panieńskim nazwiskiem Beatrycze Potter i dobrze znana pod nazwiskiem męża, Sidneya Webba. Była córką bogatego przemysłowca. Gdy dorosła, została sekretarką ojca. W swoim pamiętniku pisała:
„W biurze mojego ojca każdy musiał spełniać wydawane przez niego, jako szefa, rozkazy. On wydawał rozkazy, natomiast jemu nikt". To bardzo krótkowzroczny pogląd. Rozkazy były wydawane ojcu przez konsumentów, przez kupujących. Niefortunnie, córka nie mogła ani widzieć, ani słyszeć tych rozkazujących ojcu konsumentów. Nie mogła widzieć co dzieje się na rynku, ponieważ była zainteresowana tylko rozkazami wydawanymi w obrębie biura lub fabryki jej ojca.
Rozważając wszystkie problemy ekonomiczne musimy pamiętać słowa wielkiego ekonomisty Fryderyka Bastiata, który zatytułował jeden ze swoich znakomitych esejów: Ce Qu'on voi et ce Qu'on ne voi pas (Co się widzi i czego się nie widzi). W celu zrozumienia operacji systemu ekonomicznego musimy brać pod uwagę nie tylko rzeczy, które możemy widzieć, ale także zwracać uwagę na te, które nie mogą być spostrzeżone wprost. Na przykład, rozkaz wydany przez szefa może być słyszany przez każdego przebywającego w biurze. Rozkazy dane szefowi przez klientów słyszane być nie mogą.
Faktem jest, że w kapitalizmie ostatecznymi zwierzchnikami są konsumenci. Samowładnym nie jest państwo, ale naród. Potwierdza to fakt, że ma prawo być nierozsądny. To jest przywilej samowładności. Naród ma prawo robić pomyłki, i w tym nikt nie może mu przeszkodzić, ale, ma się rozumieć, musi za nie zapłacić. Jeśli mówimy - konsument jest nadrzędny - nie mówimy, że konsument jest wolny od błędów, że jest człowiekiem, który zawsze wie co byłoby najlepsze dla niego. Konsumenci bardzo często kupują lub używają rzeczy, których nie powinni kupować lub używać.
Ale wyobrażenie, że kapitalistyczny rząd może przeszkodzić ludziom w szkodzeniu sobie przez kontrolowanie ich konsumpcji, jest błędne. Idea rządu jako ojcowskiego autorytetu, jako stróża wszystkich, jest ideą tych, którzy faworyzują socjalizm. W Stanach Zjednoczonych pewną ilość lat temu, rząd przeprowadził tak zwany „szlachetny eksperyment". Ten wzniosły eksperyment to wprowadzenie prawa zakazującego spożywania napojów alkoholowych. Trzeba przyznać, że wielu ludzi pije za dużo brandy i whisky i że mogą sobie takim postępowaniem szkodzić. Niektóre urzędy są nawet przeciwne paleniu tytoniu. Na pewno jest wiele ludzi, którzy palą za dużo pomimo faktu, że byłoby lepiej dla nich, gdyby nie palili. Tu powstaje pytanie, które wybiega daleko poza dyskusję ekonomiczną; pokazuje rzeczywiste znaczenie wolności.
Załóżmy, że dobrze jest powstrzymywać ludzi od szkodzenia sobie przez picie lub palenie. Ale gdy przyjmiemy to założenie, inni ludzie powiedzą: Czy ciało jest wszystkim? Czy umysł nie jest ważniejszy? Czy umysł nie jest prawdziwym ludzkim nabytkiem, realną ludzką wartością? Jeśli odda się rządowi prawo do określania konsumcji, do decydowania czy ktoś powinien palić czy nie, pić lub nie, to nie istnieje żaden dobry argument wobec stwierdzeń ludzi, którzy mówią: „Ważniejszy jest umysł i dusza niż ciało i człowiek szkodzi sobie bardziej przez czytanie złych książek, słuchanie złej muzyki i patrzenie na złe filmy. Zatem jest obowiązkiem rządu przeszkodzić w popełnianiu tych błędów".
I, jak wiecie, przez wiele setek lat rządy i miejscowe władze wierzyły, że to rzeczywiście były ich obowiązki. Nie w bardzo odległych wiekach lecz niedawno, istniał w Niemczech rząd, który uważał za swój obowiązek rozróżnianie między dobrymi i złymi dziełami sztuki malarskiej - co oczywiście oznaczało dzieła dobre i złe z punktu widzenia człowieka, który w młodości nie zdał egzaminu wstępnego do Akademii Sztuki w Wiedniu; z punktu widzenia malarza pocztówek. Wyrażanie innych sądów o sztuce i malarstwie niż te Najwyższego Fiihrera stało się nielegalne.
Gdy przyzna się, że obowiązkiem rządu jest kontrola spożycia alkoholu, co odpowie się tym, którzy mówią, że kontrola książek i idei jest ważniejsza?
Wolność naprawdę oznacza wolność popełniania błędów. To musimy zrozumieć. Możemy być bardzo krytyczni odnośnie sposobu, w jaki nasi współobywatele wydają swoje pieniądze i urządzają swoje życie. Możemy wierzyć, że to, co robią, jest absolutnie nierozsądne i złe, ale w wolnym społeczeństwie istnieje wiele możliwości wyrażenia opinii na temat, jak nasi współobywatele powinni zmienić swoje postępowanie. Można pisać książki, artykuły; można wygłaszać mowy, można nawet na rogu ulicy wygłaszać kazania - i dzieje się tak w wielu krajach. Ale nie można usiłować kontrolować jak policja innych ludzi po to, by przeszkodzić w wykonywaniu pewnych rzeczy tylko dlatego, że pewne osoby sobie życzą, aby ludzie nie mieli wolności wyboru.
Taka jest różnica między niewolnictwem a wolnością. Niewolnik musi zrobić to, co jego zwierzchnik mu rozkaże. Ale wolny obywatel - i to jest właśnie wolność - może wybrać swój własny sposób życia. Na pewno ten kapitalistyczny system może być nadużywany i jest nadużywany przez pewnych ludzi. Na pewno jest możliwe zrobienie czegoś, co nie powinno być zrobione. Ale jeśli te sprawy nadużywania wolności są aprobowane przez większość ludzi, nie zgadzający się obywatel zawsze ma możność usiłowania zmiany przekonań swoich współobywateli. Może im wyperswadować, przekonać ich, ale nie może próbować zmuszać ich do zmiany poglądów przez użycie siły, siły rządowej policji. W ekonomii rynkowej każdy służy swoim współobywatelom przez służenie sobie. To właśnie liberalni osiemnastowieczni autorzy mieli na myśli, kiedy mówili o harmonii właściwego zrozumienia interesu wszystkich grup i wszystkich indywidualności. I to była ta doktryna o harmonii interesów, której socjaliści się sprzeciwiali. Mówili o „nie do pogodzenia konflikcie interesów" między różnymi grupami.
Co to znaczy? Kiedy Karol Marx - w pierwszym rozdziale Manifestu Komunistycznego, tego małego pamfletu, który zainaugurował jego socjalistyczny ruch - twierdził, że istniał między klasami konflikt nie do pogodzenia, nie mógł zilustrować swojej tezy przez jakiekolwiek przykłady inne niż te wzięte z czasów poprzedzających społeczeństwo kapitalistyczne. W wiekach przed powstaniem kapitalizmu społeczność była podzielona na grupy dziedziczonego stanu, które w Indiach nazywają „kastami". W stanowej społeczności człowiek nie był, na przykład, urodzonym Francuzem; on był urodzony jako członek francuskiej arystokracji, francuskiej burżuazji lub francuski wieśniak. Przez większą część Wieków Średnich był po prostu niewolnikiem. Poddaństwo we Francji nie zanikło aż do Amerykańskiej Rewolucji (1867). W innych krajach Europy poddaństwo zanikło nawet później.
Ale najgorsza forma poddaństwa istniała - nawet po obaleniu niewolnictwa - w brytyjskich koloniach. Człowiek odziedziczał swój stan po rodzicach i zatrzymywał go przez całe życie, po czym przekazywał go dzieciom. Każda grupa miała przywileje i obciążenia. I nie było innego sposobu, aby pozbyć się niekorzystnych obciążeń prawnych związanych z przynależnością do danego stanu, niż walka polityczna przeciwko innym klasom. Można by powiedzieć, że w takich warunkach istniał „nie do pogodzenia konflikt interesów między właścicielami niewolników a niewolnikami", ponieważ niewolnicy chcieli pozbyć się swego statusu i jego atrybutów. To zawsze oznaczało dla właścicieli stratę. Zatem nie ma wątpliwości, że musiał być ten nie do pogodzenia konflikt interesów między członkami różnych klas.
Nie można zapominać, że w tamtych wiekach - w których stanowe społeczeństwa przeważały w Europie, jak również w koloniach, które Europejczycy założyli później w Ameryce - ludzie nie uważali, że mają coś wspólnego w jakikolwiek sposób z innymi klasami swojego własnego narodu; czuli się bardziej we własnym gronie z obcokrajowcami o takim samym statusie. Francuski arystokrata nie uważał Francuzów niższych klas za współobywateli; byli „pospólstwem" którego nie lubił. Tylko arystokratów z innych krajów - tych z Włoch, Anglii i Niemiec na przykład - uważał za równych sobie.
Najbardziej widocznym efektem tego stanu rzeczy był fakt, że arystokraci w całej Europie używali tego samego języka. Tym językiem był francuski, język który nie był rozumiany - poza Francją - przez inne grupy ludności.
Średnie klasy - burżuazyjne - miały swój język, podczas gdy klasy niższe
- włościanie - używali lokalnych dialektów, bardzo często nie rozumianych przez inne warstwy społeczne. To samo odnosiło się do sposobu ubierania. Kiedy podróżowałeś w 1750 r. z jednego kraju do drugiego, stwierdzałeś, że wyższe klasy - arystokraci - byli zwykle ubrani w ten sam sposób w całej Europie i zauważałeś, że niższe klasy ubierały się inaczej. Kiedy spotkałeś kogoś na ulicy, mogłeś natychmiast po ubiorze określić do której klasy, do jakiego stanu należy.
Trudno sobie wyobrazić, jak te warunki różniły się od dzisiejszych. Kiedy przybyłem ze Stanów Zjednoczonych do Argentyny i widziałem człowieka na ulicy, nie wiedziałem jaki jest jego stan. Przyjmuję tylko, że jest obywatelem Argentyny. I że nie jest członkiem pewnej prawnie ograniczonej grupy. To jest jedna rzecz, którą spowodował kapitalizm. Oczywiście, są także różnice w kapitalizmie. Istnieją różnice w bogactwie, błędnie utożsamiane przez marxistów z różnicami, które istniały między członkami feudalnych ustrojów.
Różnice wśród kapitalistycznego społeczeństwa nie są takie same jak te w socjalistycznym społeczeństwie. W Średniowieczu - i w wielu krajach nawet dużo później - rodzina mogła należeć do arystokracji i posiadać wielkie bogactwo, mogła być rodziną księcia przez setki lat, jakiekolwiek byłyby jej zalety, talenty, charakter lub moralność. Natomiast w nowoczesnym kapitalizmie istnieje cecha, zwana przez socjologów „społeczną zmiennością". Jej skutkiem, według słów włoskiego socjologa Vilfredo Pareto, jest krążenie elity
- „la circulatiom des elites". To znaczy, że zawsze są ludzie na samej górze społecznej drabiny, którzy są bogaci i politycznie ważni, ale ta elita zmienia się nieprzerwanie.
To może mieć miejsce w kapitalistycznym społeczeństwie, ale było niemożliwe w przedkapitalistycznym społeczeństwie feudalnym. Rodziny, które były uważane za wielkie arystokratyczne rody Europy są wciąż tymi samymi rodzinami dzisiaj, lub mówiąc ściślej, są potomkami rodzin, które były pierwszymi w Europie 800, 1000 lub więcej lat temu. Capetians z Bourbo- nów - którzy przez długi czas rządzili tutaj w Argentynie - byli królewskim rodem już w dziesiątym wieku. Owi królowie władali terytorium znanym jako Ile-de-France, rozszerzając swe panowanie z pokolenia na pokolenie. Ale w kapitalistycznym społeczeństwie istnieje nieprzerwana zmienność - biedni stają się bogatymi, a ich potomkowie tracą bogactwa i stają się ubogimi.
Widziałem dzisiaj w księgarni przy jednej z centralnych ulic Buenos Aires biografię przedsiębiorcy, który był tak wybitną, ważną i charakterystyczną postacią wielkiego przedsiębiorstwa w dziewiętnastowiecznej Europie, że nawet w tym kraju daleko od Europy księgarnia posiadała kopię jego biografii. Zdarzyło się, że znałem prawnuka tego człowieka. Nosi to samo imię i ciągle posiada prawo używania tytułu szlacheckiego, który jego pradziad - zaczynając jako kowal - otrzymał osiemdziesiąt lat temu. Dzisiaj ten prawnuk jest biednym fotografem w City Nowego Yorku.
Inni ludzie, którzy byli biedni w czasie gdy jego pradziad stał się jednym z największych europejskich przemysłowców, są dzisiaj potentatami przemysłu.
Każdy może zmienić swój status. Taka jest różnica między systemem stanowym a kapitalistycznym systemem ekonomicznej wolności, w którym
każdy może obwiniać tylko siebie, jeśli nie osiągnie stanowiska, jakie pragnął osiągnąć.
Najbardziej sławnym przemysłowcem dwudziestego wieku jest Henry Ford. Zaczął z kilkoma setkami dolarów, które pożyczył od przyjaciela i w ciągu krótkiego czasu rozwinął jedno z największych i najważniejszych wielkich przedsiębiorstw świata. Można odkryć setki takich wypadków każdego dnia.
Codziennie New York Times drukuje długie notatki (nekrologi) o ludziach, którzy zmarli. Jeśli czytasz te życiorysy możesz natrafić na nazwisko wybitnego przedsiębiorcy, który zaczynał jako sprzedawca gazet na rogu ulicy w Nowym Yorku, lub zaczynał jako chłopiec do posyłek w biurze i pod koniec życia został prezydentem tej samej bankowej firmy, w której rozpoczynał pracę na najniższym szczeblu. Oczywiście, nie wszyscy mogą osiągnąć takie stanowiska. Są tacy, którzy interesują się innymi problemami i dla nich są inne możliwości, niedostępne w czasach feudalizmu i społeczeństwa stanowego.
Jednak system socjalistyczny nie dopuszcza do tej fundamentalnej wolności w wyborze swojej własnej kariery. Tu jest tylko jeden autorytet ekonomiczny, który ma prawo ustalać wszystkie sprawy dotyczące produkcji.
Jedną z charakterystycznych cech naszych czasów jest to, że ludzie używają wielu nazw dla tej samej rzeczy. Jednym z synonimów dla socjalizmu i komunizmu jest „planowanie". Jeśli ludzie mówią o „planowaniu" myślą na pewno o centralnym planowaniu, co oznacza jeden plan zrobiony przez rząd - plan, który nie dopuszcza planowania przez kogokolwiek z wyjątkiem rządu.
Brytyjska Lady, która także jest członkiem Izby Lordów, napisała książkę zatytułowaną Plan lub Bez Planu (Plan or No Plan), dość popularną na całym świecie. Co znaczy tytuł jej książki? Kiedy owa Lady mówi „plan", ma na myśli typ planu urzeczywistniony przez Lenina, Stalina i jego następców, który rządzi wszystkimi poczynaniami wszystkich ludzi w całym kraju. Zatem ma ona na myśli centralny plan, który wyklucza wszystkie osobiste plany jakie mogą mieć poszczególni ludzie. Jej tytuł Plan bez planu jest zatem złudzeniem, okłamywaniem; albowiem alternatywą do centralnego totalnego planu rządowego autorytetu nie jest bezplanowość, ale wolność dla indywidualnych planów. Każdy człowiek nieustannie planuje swoje życie, zmieniając swe dzienne plany kiedykolwiek zechce. Wolny człowiek robi plany codziennie zależnie od potrzeb: mówi, na przykład, „Wczoraj planowałem, że będę pracować całe życie w Kordobie. Teraz dowiaduję się o lepszych warunkach w Buenos Aires i zmieniam mój plan, zamiast pracować w Kordobie, pragnę wyjechać do Buenos Aires". I to jest prawdziwe znaczenie wolności. Może się myli, może wyjazd do Buenos Aires okaże się błędem. Warunki mogły być lepsze w Kordobie, ale on sam zrobił swój plan.
W warunkach rządowego planowania, człowiek jest jak żołnierz w armii. Żołnierz nie ma prawa wyboru swojego garnizonu, wyboru miejsca gdzie będzie służył. Musi słuchać rozkazów. System socjalistyczny - co przyznawali Karol Marx, Lenin i wszyscy socjalistyczni przywódcy - jest przeniesieniem wojskowego regulaminu do całego procesu produkcyjnego. Marx mówił o „przemysłowych armiach", Lenin domagał się „organizacji wszystkiego - poczty, fabryk i innych przemysłów, podobnie do modelu armii".
Zatem w socjalistycznym systemie wszystko zależy od mądrości, talentów, uzdolnień tych ludzi, którzy tworzą najwyższy autorytet. To, czego najwyższy dyktator lub jego komitet nie wie, nie jest wzięte pod uwagę. Ale wiedza, którą ludzkość nagromadziła w ciągu długiej historii, nie jest nabyta przez każdego; nagromadziliśmy przez wieki tak ogromną ilość naukowych i technologicznych wiadomości, że dla jednego, nawet najbardziej uzdolnionego człowieka po prostu niemożliwym jest poznać wszystko.
A ludzie są różni, są i zawsze będą nierówni. Pewni ludzie są bardziej uzdolnieni w pewnym kierunku i mniej w innym. Są ludzie, którzy mają zdolności do znajdywania nowych dróg, do zmiany kierunku wiedzy. W kapitalistycznej społeczności technologiczny i ekonomiczny postęp uzyskuje się dzięki takim ludziom. Jeśli człowiek ma pewną ideę, będzie usiłował znaleźć innych dostatecznie zdolnych ludzi, którzy pojęliby wartość jego idei. Kapitaliści, którzy patrzą w przyszłość i zdają sobie sprawę z możliwej korzystnej konsekwencji takiej idei, zaczną ją wprowadzać w czyn. Inni z początku mogą mówić: „oni są głupcami", ale przestaną, kiedy przekonają się, że inicjatywa, którą nazwali nierozsądną, rozwija się, a ludzie są zadowoleni z nowego produktu.
W systemie marksistowskim najwyższy zespół rządowy musi być najpierw przekonany o wartości takiej idei zanim zostanie przyjęta i rozwinięta. To może być bardzo trudną rzeczą do zrobienia, ponieważ tylko grupa ludzi w głównym urzędzie - lub najwyższa władza: sam dyktator osobiście - posiada możność decyzji. I jeśli ci ludzie - z powodu lenistwa, starości, braku zdolności lub wykształcenia - nie będą mogli zrozumieć wartości nowej idei, nowy projekt nie będzie podjęty.
Możemy znaleźć przykłady z historii wojskowości. Napoleon był na pewno geniuszem w sprawach wojskowych; miał jednak pewien poważny problem; niezdolność rozwiązania tego problemu skończyła się ostatecznie klęską i wygnaniem na wyspę św. Heleny. Problemem Napoleona było: „Jak zdobyć Anglię?" Dla osiągnięcia celu potrzebował floty do przekroczenia Kanału Angielskiego. Byli ludzie, którzy mówili mu, że mają sposób przeprawy przez kanał, ludzie, którzy w wieku okrętów żaglowych przyszli z nową ideą - statków parowych. Ale Napoleon nie zrozumiał ich propozycji.
Następnym przykładem jest sławny niemiecki Generalstab. Przed I-szą Wojną Światową niemiecki sztab generalny był powszechnie uznawany za niedościgniony w wojskowej mądrości. Podobną opinię miał sztab Generała Focha we Francji. Ale ani Niemcy, ani Francuzi - którzy pod dowództwem Generała Focha później pokonali Niemców - nie zdawali sobie sprawy z ważności lotnictwa dla celów wojskowych. Niemiecki sztab generalny oświadczył: „Lotnictwo jest tylko dla przyjemności, latanie jest dobre dla ludzi mających dużo wolnego czasu. Z wojskowego punktu widzenia tylko Zeppeliny są ważne", francuski sztab generalny był tego samego zdania.
Później, w okresie między I-szą a Il-gą Wojną Światową, jeden z generałów w Stanach Zjednoczonych był przekonany, że lotnictwo będzie bardzo ważne w następnej wojnie. Ale wszyscy inni eksperci byli przeciwko niemu. Nie mógł ich przekonać. Jeśli ma się przekonać grupę ludzi, którzy nie są wprost zainteresowani w rozwiązaniu problemu, nigdy się tego nie osiągnie. To jest prawdą również w problemach nie ekonomicznych.
Byli malarze, poeci, pisarze, kompozytorzy, którzy skarżyli się, że publiczność nie uznaje ich prac i powoduje tym samym ich ubóstwo. Publiczność mogła mieć słabą ocenę, ale gdy ci artyści orzekli, że: „Rząd powinien wspomagać wielkich ludzi - artystów, malarzy i pisarzy," bardzo mylili się w rozwiązaniu problemu. Komu rząd powinien powierzyć obowiązek decydowania, czy ten nowy przybysz jest naprawdę wielkim malarzem, czy nie? Musiałby polegać na osądzie krytyków i profesorów historii sztuki, którzy zawsze patrzą wstecz i jak dotychczas, bardzo rzadko okazali zdolność odkrycia nowego talentu. Taka jest wielka różnica między systemem „planowania" a systemem, w którym każdy może planować i działać dla siebie.
To prawda, ma się rozumieć, że wielcy malarze i wielcy pisarze często musieli znosić niedostatek. Mogli osiągnąć powodzenie w działaniach artystycznych, ale nie zawsze w wynagrodzeniu pieniężnym. Van Gogh był na pewno wielkim artystą malarzem. Musiał cierpieć ubóstwo nie do zniesienia i w końcu, kiedy miał trzydzieści siedem lat, popełnił samobójstwo. W całym swoim życiu sprzedał tylko jeden obraz, kupcem był jego kuzyn. Oprócz tej jednej sprzedaży, żył z pieniędzy swojego brata. Ale brat Van Gogh'a rozumiał potrzeby malarza, mimo że nim nie był. Dzisiaj nie można kupić obrazu Van Gogh'a za mniej niż sto lub dwieście tysięcy dolarów.
W socjalistycznym systemie los Van Gogh'a mógłby być różny. Pewien urzędnik rządowy zapytałby pewnych dobrze znanych malarzy - których Van Gogh na pewno nie uważałby całkowicie za artystów - czy ten młody człowiek, pół lub całkowicie pomylony na umyśle, jest rzeczywiście malarzem wartym popierania. Bez wątpienia odpowiedzieliby: „Nie, on nie jest malarzem, on nie jest artystą; on jest z pewnością człowiekiem, który marnuje farby" i wysłaliby go do mleczarni lub do domu umysłowo chorych. Zatem cały ten entuzjazm dla socjalizmu przez wschodzącą generację malarzy, poetów, muzyków, dziennikarzy, aktorów jest oparty na mrzonce. Wspominam to, ponieważ te grupy są najbardziej fanatycznymi poplecznikami idei socjalistycznej.
Jeśli chodzi o wybór między socjalizmem a kapitalizmem jako systemem ekonomicznym, problem jest nieco inny. Autorzy idei socjalistycznej nigdy nie podejrzewali, że nowoczesny przemysł i cała działalność nowoczesnych przedsiębiorstw są oparte na kalkulacjach. Inżynierowie bynajmniej nie są jedynymi, którzy planują na podstawie kalkulacji, przedsiębiorcy także muszą to robić. Kalkulacje przedsiębiorców są oparte na fakcie, że w ekonomii rynkowej ceny informują nie tylko konsumenta, one również dostarczają przedsiębiorcy żywotnych informacji o czynnikach wpływających na produkcję. Główną funkcją rynku jest nie tylko ustalenie kosztu ostatniej części procesu produkcji i przekazanie produktów do rąk konsumentów, ale ustalenie kosztów czynników prowadzących do nich. Cały system rynkowy jest związany faktem, że istnieje pamięciowa kalkulacja podziału pracy między różnymi przedsiębiorcami, którzy współubiegają się między sobą oferując ceny za składowe czynniki produkcji: surowce, maszyny, instrumenty i za ludzkie czynniki produkcji: stawki płac robotników. Ten rodzaj kalkulacji prowadzonej przez przedsiębiorcę nie może być dokonany przy braku cen dostarczonych przez rynek.
Tym samym, gdy zniesie się rynek - co socjaliści chcą zrobić - wobec braku cen rynkowych bezużyteczne staną się wszystkie obliczenia i kalkulacje inżynierów i technologów; technolodzy mogą dostarczyć wielką ilość projektów, które pod względem technicznym są jednakowo możliwe do wykonania, ale przedsiębiorcy dla wyjaśnienia, który z tych projektów jest z ekonomicznego punktu widzenia najkorzystniejszy, potrzebne są kalkulacje oparte na cenach rynkowych.
Problem, którym tutaj się zajmuję, jest fundamentalnym zagadnieniem kapitalistycznej kalkulacji ekonomicznej, przeciwstawnej socjalizmowi. Faktem jest, że kalkulacje ekonomiczne, a zatem wszystkie planowania technologiczne są możliwe tylko jeśli istnieją ceny nie tylko na produkty konsumpcyjne, ale także na czynniki produkcji. To znaczy, że musi istnieć rynek na wszystkie surowce, wszystkie półprodukty, na wszystkie narzędzia i maszyny, i na wszelkiego rodzaju ludzką pracę i usługi.
Kiedy ten fakt odkryto, socjaliści nie wiedzieli jak zareagować. Przez 150 lat mówili: „Wszelkie zło w świecie było spowodowane faktem istnienia rynku i cen rynkowych. Chcemy obalić rynek i z nim, ma się rozumieć, ekonomię rynku i zastąpić go przez system bez cen i bez rynku". Chcieli obalić to, co Marx nazywał „charakterem artykułu" towarów i pracy.
Kiedy ideolodzy socjalizmu nie mając odpowiedzi spotkali się z tym nowym problemem, ostatecznie rzekli: „My nie obalimy rynku całkowicie; będziemy udawali, że rynek istnieje; będziemy bawić się w rynek, jak dzieci bawią się w szkołę". Ale każdy wie, że kiedy dzieci bawią się w szkołę, nie uczą się niczego. To jest tylko ćwiczenie, zabawa i można „bawić się" na wiele sposobów. To jest bardzo trudny i skomplikowany problem i w celu omówienia go w całości potrzeba dużo więcej czasu. Wyjaśniłem go w szczegółach w moich dziełach. W sześciu wykładach nie mogę wkroczyć w analizę wszystkich jego aspektów, zatem chciałbym poradzić Wam, jeśli jesteście zainteresowani podstawowym problemem niemożliwości kalkulacji i planowania w socjalizmie, czytajcie moją książkę Human Action, (Ludzkie działanie), która jest dostępna w znakomitym hiszpańskim tłumaczeniu.
Ale czytajcie także inne książki, na przykład książkę norweskiego ekonomisty Trygve Hoffa, który pisał o kalkulacji ekonomicznej. I jeśli nie chcecie być jednostronnymi, polecam do przeczytania wysoko cenioną socjalistyczną książkę na ten temat, napisaną przez wybitnego polskiego ekonomistę Oskara Langego, który swego czasu był profesorem amerykańskiego uniwersytetu, potem polskim ambasadorem (pojałtańskiego reżymu socjalistycznego) i później powrócił do Polski. (Spoczywa na żydowskim cmentarzu we Wrocławiu).
Prawdopodobnie zapytacie mnie: „Co z Rosją? Jak Rosjanie traktują ten problem?". To zmienia jego charakter. Rosjanie operują swoim socjalistycznym systemem w świecie, w którym są ceny dla wszystkich czynników produkcji, dla wszystkich surowców, dla wszystkiego. Mogą zatem stosować, dla ich planowania, obce ceny światowego rynku. I ponieważ są pewne różnice warunków w Stanach Zjednoczonych i Rosji, Rosjanie bardzo często uważają coś - z ich ekonomicznego punktu widzenia - za słuszne i polecane do produkcji, co Amerykanie uważaliby za całkowicie nieusprawiedliwione.
„Sowiecki eksperyment", jak go nazywają, niczego nie dowodzi. Nie mówi nam niczego o podstawowym problemie socjalizmu, problemie kalkulacji. Ale czy jesteśmy upoważnieni mówić o tym jako o eksperymencie? Nie wierzę, że jest coś takiego jak naukowy eksperyment w sferze działania ludzkiego i ekonomii. Nie można zrobić laboratoryjnego eksperymentu w sferze ludzkiego
działania, ponieważ naukowy eksperyment wymaga, aby wykonać to samo w różnych warunkach, lub utrzymując te same warunki, zmienić jeden z czynników. Na przykład, jeśli zastrzyknie się w zaatakowane rakiem zwierzę pewien eksperymentalny środek leczniczy, rezultatem może być wyleczenie. Można porównać wyniki u różnych zwierząt tego samego gatunku, które cierpią na tą samą złośliwą chorobę. Jeśli leczy się niektóre z nich nową metodą, a nie leczy się reszty, można porównać rezultaty. Nie można zrobić tego w sferze działania ludzkiego. Nie istnieją eksperymenty laboratoryjne dotyczące ludzkiej działalności.
Tak zwany sowiecki „eksperyment" tylko wskazuje, że standard życia w Sowieckiej Rosji jest nieporównanie niższy niż w kraju, który jest uważany przez cały świat za wzór doskonałości kapitalizmu: Stany Zjednoczone Ameryki.
Naturalnie, jeśli powie się to socjaliście, on odpowie: „Wszystko jest wspaniałe w Rosji". I powie się mu „być może wszystko jest wspaniałe, ale średnia stopa życia jest dużo niższa". Wtedy odpowie: „Tak, ale pamiętaj jak straszne mieli życie Rosjanie pod panowaniem carów i jak straszną wojnę (wywołaną do spółki z Niemcami) musieli stoczyć".
Nie chcę wchodzić w dyskusje czy to jest, czy nie jest właściwe wyjaśnienie, ale jeśli twierdzi się, że warunki są takie same (jak w wolnych krajach Zachodu), zaprzecza się tym samym, że jest to eksperyment. Zatem należy poprawniej powiedzieć, że „Socjalizm w Rosji nie przyniósł polepszenia bytu zwykłego człowieka, jaki osiągnięto w Stanach Zjednoczonych podczas tego samego okresu".
W Stanach Zjednoczonych słyszy się o jakimś nowym produkcie, o pewnym polepszeniu prawie każdego tygodnia. Te udogodnienia wytworzyły przedsiębiorstwa. Setki tysięcy przedsiębiorców w dzień i w nocy usiłuje wynaleźć nowy produkt, który bardziej zadowoli konsumenta lub jest tańszy w produkcji, lub lepszy i tańszy niż istniejący produkt. Przedsiębiorcy nie robią tego z altruizmu, robią to, ponieważ chcą powiększyć zyski (lub uniknąć strat). I efektem tego jest poprawa warunków życia w Stanach Zjednoczonych, które są prawie nie do pomyślenia w porównaniu z warunkami, które istniały pięćdziesiąt lub sto lat temu. Ale w Sowieckiej Rosji, gdzie nie ma konkurencyjnego systemu wolnego rynku, nie ma podobnej poprawy. Tak więc ci ludzie, którzy nam mówią, że powinniśmy przyjąć sowiecki system, poważnie się mylą.
Jest jeszcze coś, o czym należy wspomnieć. Amerykański konsument, każda osoba, jest zarówno kupującym i zwierzchnikiem. Kiedy opuszcza się sklep w Ameryce, można zobaczyć napis mówiący: „Dziękujemy za Twoje poparcie. Proszę przyjść znowu". Ale kiedy idzie się do sklepu w totalitarnym państwie
- czy to będzie w dzisiejszej Rosji, lub w Niemczech za czasów reżymu Hitlera
- sprzedawca powie ci: „Powinieneś dziękować wielkiemu przywódcy za to, że mogłeś to nabyć".
W socjalistycznym kraju nie sprzedawca ma być wdzięczny, ale kupujący (który w wielu wypadkach, musi dać „napiwek" sprzedającemu). Obywatel nie jest panem; panem jest Centralny Komitet, Centralny Urząd. Te socjalistyczne komitety i przywódcy, i dyktatorzy są najwyżsi, a ludzie, po prostu, muszą ich słuchać.
Interwencjonizm
Znane, bardzo często przytaczane zdanie mówi: „Najlepszy rząd to ten, który najmniej rządzi". Nie uważam go za poprawne opisanie funkcji rządu. Rząd powinien robić te wszystkie rzeczy, dla których jest potrzebny i dla których został ustanowiony. Rząd powinien ochraniać obywateli przed gwałtownymi i oszukańczymi przestępstwami i bronić kraju przed napaścią z zewnątrz. Takie są funkcje rządu w wolnym systemie, systemie ekonomii rynkowej.
Pod panowaniem socjalizmu, oczywiście, rząd jest totalitarny i nie ma tam niczego, co nie leżałoby w jego sferze działania i kompetencji władzy sądowej. Natomiast w systemie wolnorynkowym głównym zadaniem rządu jest ochrona spokojnego i sprawnego funkcjonowania rynku (zwłaszcza rynku pracy) przed oszustwem lub gwałtem od wewnątrz i z zewnątrz kraju.
Ludzie, którzy nie zgadzają się z tą definicją mogą powiedzieć: „Ten człowiek nienawidzi rządu". Nic nie może być dalsze od prawdy. Jeśli bym powiedział, że benzyna jest bardzo użytecznym płynem, użytecznym dla wielu celów, to pomimo tego nie piłbym benzyny, ponieważ sądzę, że nie byłby to jej właściwy użytek. Nie jestem wrogiem benzyny i nie nienawidzę benzyny. Ja tylko mówię, że jest bardzo użyteczna dla pewnych celów, ale nie nadaje się do innych. Jeśli mówię, że obowiązkiem rządu jest aresztować mordercę i innych kryminalistów, to nie znaczy, że jest jego obowiązkiem zarządzać kolejami lub wydawać pieniądze na niepotrzebne cele; deklaracja, że rząd nadaje się do pewnych rzeczy, ale nie nadaje się do innych nie oznacza, że nienawidzę rządu.
Powiedziano, że w dzisiejszych warunkach nie mamy już ekonomii wolnego rynku. W dzisiejszych warunkach mamy coś nazwanego „mieszaną ekonomią" . I jako dowód ludzie wskazują wiele przedsiębiorstw, zarządzanych przez rząd i będących jego własnością. Ludzie mówią, że ekonomia jest mieszana, ponieważ w wielu krajach są pewne instytucje - jak telefony, telegrafy i koleje - które są własnością rządu i są zarządzane przez rząd. Jednak, chociaż rząd nimi zarządza używając metod systemu wolnej ekonomii, rezultatem jest zwykle deficyt. Rząd może sfinansować taki deficyt - tak sądzą przynajmniej członkowie rządu i rządząca partia.
Na pewno jest inaczej jeśli chodzi o prywatnego producenta. Ma on bardzo ograniczoną możliwość prowadzenia deficytowej działalności. Jeśli deficyt dość szybko nie będzie wyeliminowany i firma nie stanie się zyskowna lub co najmniej nie będzie przynosić strat, prywatny przedsiębiorca zbankrutuje i przedsięwzięcie musi się zakończyć.
Ale dla rządu warunki są inne. Rząd może prowadzić przedsiębiorstwo deficytowo, ponieważ ma władzę nakładania podatków. Jeśli podatnicy „zgadzają się" płacić wyższe stawki w celu umożliwienia rządowi prowadzenia przedsiębiorstw przynoszących straty - czyli w sposób mniej wydajny niż prywatna instytucja - i jeśli publiczność „zaakceptuje" tą stratę, to, oczywiście, przedsięwzięcie będzie kontynuowane.
W ostatnich latach rządy w większości krajów powiększyły liczbę państwowych instytucji i przedsiębiorstw do takich rozmiarów, że deficyty wyrosły bardzo daleko poza sumę podatków. Co stało się potem, nie jest przedmiotem dzisiejszego wykładu. To inflacja, zajmę się nią jutro. Wspomniałem tylko o tym, ponieważ mieszanej ekonomii nie powinno się mylić z interwencjonizmem, o którym chcę mówić dzisiaj.
Co to jest interwencjonizm? Interwencjonizm oznacza to, że rząd nie ogranicza swojej działalności do zachowania porządku, lub jak ludzie zwykle sto lat temu mówili - do „utrzymywania bezpieczeństwa". To oznacza, że rząd pragnie robić coś więcej. On chce mieszać się do zjawisk rynkowych.
Jeśli ktoś sprzeciwia się i mówi, iż rząd nie powinien mieszać się do przedsiębiorstw, ludzie bardzo często odpowiadają: „Ale rząd z konieczności zawsze miesza się.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Przebudzenie
Marsze Polaków za pokojem – 19 października w Rzeszowie , 26 października w Szczecinie budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...
-
Sokrates – grecki filozof słynął ze swych opowieści dydaktycznych i innych moralnych rad z zakresu – dziś nazwalibyśmy to – stosunków międz...
-
Wiele się obecnie rozprawia o znaczeniu wszechoceanu, z drugiej zaś strony lądów – głównie Eurazji – w starciu o panowanie nad światem. Zas...
-
A to dopiero zakpiła sobie z obywatela Tuska Donalda Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje! Kiedy Naczelnik Państwa, co to najpierw patronował spr...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz