O jezusowej miłości, fazyzejstwie i pułapce fałszywego rozwoju
Prawdziwi duchowi nauczyciele znają takie określenie jak „pułapka fałszywego rozwoju” i uczą swoich uczniów, jak jej uniknąć.
Prawdziwi duchowi nauczyciele nie są wcale świątobliwi, posągowi i przesłodzeni jakby byli ulepieni z sacharyny. Nie mówią sztucznie słodkim głosem, nie udają uosobienia miłości i dobroci ani spiżowego pomnika wszelkich cnót świata.
Nie, oni są żywi, prawdziwi, a jeśli trzeba – złośliwi.
Religia przeciwnie – uczy fałszu, pozoranctwa i zakłamania.
W odróżnieniu od kapłana prawiącego banały o miłości i cnocie prawdziwy duchowy mistrz nakazuje swojemu uczniowi ciężką pracę nad sobą, czyli stałe i nieustanne obserwowanie siebie samego, swoich emocji i odczuć, nigdy niesłabnącą czujność, by nie dopuścić do tego, aby w duszę zakradł się fałsz i faryzeuszostwo.
Aby osiągnąć prawdziwe oświecenie i posiąść prawdziwą świętość trzeba być czujnym i tropić oraz bezlitośnie demaskować wroga nie na zewnątrz, lecz we własnym wnętrzu, w swojej własnej duszy. W przeciwnym wypadku wpadamy w pułapkę fałszywego rozwoju i zamiast doskonalić swą duszę odgrywamy komedię fałszywej świętości.
Jeśli nie pracuje się nad sobą na głębokim duchowym poziomie, stwarza się wyłącznie konstrukcję fałszu, pozorów i zakłamania.
Zamiast bezkompromisowo dążyć do prawdy i być po prostu dobrym człowiekiem niejeden człowiek tworzy misterną konstrukcję mitów na swój temat, kreując się na wielkiego, wszechwiedzącego guru lub pogrążonego w wielkiej chrystusowej miłości świętego. Jeśli więc pojawi się na horyzoncie jakiś nieznośny komar, który podszczypuje, demaskuje i zadaje bezczelne pytania, nie pozostaje nic innego, jak drania uciszyć. Najlepiej zarzucając mu grzech najgorszy z możliwych, czyli brak miłości lub wręcz nienawiść.
Zawsze, gdy wykażesz się nonkonformizmem i zakłócisz błogie zadowolenie z siebie świętoszków ktoś natychmiast przywoła przykład Jezusa, co to był taki dobry i nikomu krzywdy nie czynił, lecz kochał każdego miłością wielką i bezwarunkową.
Czyżby, drodzy faryzeusze? A gdzie w Ewangeliach mamy taki budujący przykład umiłowania fałszywych nauk i fałszywych proroków przez Jezusa? Pokażcie mi fragment, w którym Jezus z miłością tuli do serca faryzeuszy i godzi się przyjąć ich wyjaśnienia jako właściwe?
Chyba się wam zupełnie coś popierniczyło…
Gdyby tak było Jezus nie zostałby ukrzyżowany, lecz zrobiłby największą możliwą w tamtych czasach karierę. Zostałby mianowany głównym kapłanem Izraela i stałby się największym faryzeuszem wszechczasów. I dziś nie czcilibyście go w swoich zakłamanych duszach i nie prawilibyście swoich faryzeuszowych nauk, przeinaczając Jego słowa.
***
Zarzucasz mi brak miłości i nietolerancję? Każesz mi naśladować Jezusa?
Mylisz się, kocham cię tak samo, jak Jezus kochał faryzeuszy. Wytykając ci błąd i demaskując twój fałsz naśladuję Jezusa.
Nie czepiaj się więc, bo robię dokładnie to, czego ode mnie oczekujesz.
Źródło: astromaria.wordpress.com
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Przebudzenie
Marsze Polaków za pokojem – 19 października w Rzeszowie , 26 października w Szczecinie budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...
-
Sokrates – grecki filozof słynął ze swych opowieści dydaktycznych i innych moralnych rad z zakresu – dziś nazwalibyśmy to – stosunków międz...
-
Z Traktatu o Unii Europejskiej można wyczytać, że jedną z podstawowych wartości, na jakich opiera się UE jest demokracja. Gdy w 1993 r. przy...
-
YN1 ” Polska, która dzięki …. małżeństwu królowej Jadwigi z litewskim księciem Władysławem Jagiełłą w 1386 roku, poprzedzonemu unią w Kr...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz