W związku z wojną, jaka wybuchła między polskim Trybunałem Konstytucyjnym, a Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu, które nawzajem okładają się kodeksami, nie tylko w Polsce, ale i w Europie zapanowała szalenie jurydyczna atmosfera.
Zrobiła ona wrażenie nawet na panu Rafale Trzaskowskim, który w rozmowie z red. Bogdanem Rymanowskim był bardzo pewny siebie do momentu, kiedy pan red. Rymanowski zacytował mu fragment artykułu niemieckiego dziennikarza, krytykującego TSUE i inne instytucje Unii Europejskiej za „rozbijanie Europy”.
W jednej chwili stracił pewność siebie i gdyby nie był taki elokwentny, to kto wie, na czym by się ta rozmowa skończyła. Najwyraźniej zna on przysłowie, że co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie.
Nieżyjący już ksiądz Bronisław Bozowski mawiał, że nie ma przypadków, są tylko znaki. Coś musi być na rzeczy, bo kiedy tylko w Europie i w naszym nieszczęśliwym kraju zapanowała atmosfera jurydyczna, otrzymałem postanowienie niezawisłego Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, w składzie: Małgorzata Gulczyńska, Elżbieta Fijałkowska i Jacek Nowicki. Postanowieniem tym z 29 czerwca br. sąd uchylił postanowienie niezawisłego Sądu Okręgowego w Poznaniu, który odrzucił był mój sprzeciw od wyroku zaocznego w sprawie, którą wytoczyła mi Hermenegilda Kociubińska (imię i nazwisko oczywiście fałszywe, ale ufam, że Czytelnicy wiedzą, o kogo chodzi). Domagała się ona 150 tys. złotych, które niezawisły Sąd Okręgowy w osobie pani sędzi Jabłońskiej-Maciaszczyk przysolił mi w wyroku zaocznym z 30 sierpnia w 2019 roku.
Wyrok był zaoczny, bo korespondencja, jaką niezawisły sąd do mnie kierował, wysyłana była na adres, pod którym od 11 lat nie mieszkałem. Toteż kiedy w listopadzie 2019 roku o wszystkim się dowiedziałem, złożyłem sprzeciw od tego wyroku zaocznego, wpłacając jednocześnie 4050 złotych. Przez dłuższy czas panowała głucha cisza, przerwana zakończeniem egzekucji pieniężnej, w ramach której komornik ściągnął ze mnie prawie 190 tys. złotych oraz przesłuchaniem przed niezawisłym Sądem Rejonowym w Poznaniu, który nakazał mi przeprosić Hermenegildę Kociubińską, bo jak nie, to będę musiał jej płacić za każdy dzień zwłoki 1000 złotych, co równałoby się wzięciu jej na utrzymanie i to luksusowe, że daj Boże każdemu!
Dopiero 24 lipca, po 9 miesiącach, a więc już po wszystkim, to znaczy, kiedy zapłaciłem i – chroniąc siebie i swoją rodzinę przed kolejnym rabunkiem – przeprosiłem – niezawisły Sąd Okręgowy w Poznaniu przysłał mi postanowienie o odrzuceniu mego sprzeciwu od wyroku zaocznego. Było to całkowicie zrozumiałe; nie po to niezawisły Sąd Okręgowy w Poznaniu zoperował mnie bez znieczulenia, żeby teraz uwzględniać jakieś moje sprzeciwy.
Tedy bez specjalnej nadziei złożyłem na to postanowienie zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, który po 20 miesiącach od złożenia mego sprzeciwu od wyroku zaocznego i prawie roku od złożenia zażalenia, nadesłał mi wieść skrzydlatą, że to postanowienie Sądu Okręgowego o odrzuceniu mego sprzeciwu od wyroku zaocznego uchyla.
Oznacza to, że sprawa moja wraca do punktu wyjścia, to znaczy – znowu przed oblicze niezawisłego Sądu Okręgowego w Poznaniu i będzie prowadzona od początku. Nie mam specjalnej nadziei, że niezawisły Sąd Okręgowy w Poznaniu zmieni swój zaoczny wyrok, bo przecież wszelkimi sposobami będzie bronił swojego prestiżu – ale przynajmniej tym razem ja też będę mógł bronić się bez żadnej staroświeckiej rewerencji i do upadłego, bo do stracenia nie mam już „nic prócz swych kajdan i niewoli”.
Oznacza to oczywiście, że reszta życia upłynie mi na sądowych zmaganiach z Hermenegildą Kociubińską i jej drogim pełnomocnikiem, co oprócz plusów ujemnych ma też plusy dodatnie – że będę miał dodatkowe absorbujące zajęcie, a poza tym atmosfera jurydyczna dostarczy mi tyle przeżyć, iż nawet nie będę słyszał, jak obgryzają mnie własne mikroby.
Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz