2.1 Cztery podstawowe zasady naturalnych upraw.
Przespacerujcie się uważnie wśród moich pól. Motyle i ważki fruwają chmarami, pszczoły bzykają radośnie w kiściach kwiatów. Unieście opadłe liście, a zobaczycie owady, pająki, żaby, jaszczurki i wiele innych małych zwierząt buszujących chłodnym cieniu. Krety
i dżdżownice spulchniają powierzchnię ziemi. Tak funkcjonuje harmonijny ekosystem naturalnej uprawy. Społeczności owadów i roślin zachowują tutaj ustalone, zgodne relacje. Często bywa tak, że choroby zbóż atakują pola dookoła, a zostawiaj ą moje nietknięte.
A teraz spójrzcie przez moment na pola moich sąsiadów. Wszystkie chwasty zostały tam wytępione przez herbicydy i mechaniczną uprawę. Ziemne zwierzęta i owady są eksterminowane przez trucizny. Gleba została wypalona do czysta z organicznej materii
i mikroorganizmów przez chemiczne nawozy. Latem możecie zobaczyć na tych polach rolników pracujących w maskach gazowych i długich gumowych rękawicach.
Niektóre z tych ryżowych pól, które były uprawiane bezustannie przez około półtora tysiąca lat, teraz leżą odłogiem zupełn wyeksploatowane przez „nowoczesne" rolnictwo w ciągu jednego pokolenia.
Cztery zasady:
Pierwsza to zaprzestanie uprawiania gleby: nie orać, nie kopać, nie odwracać ziemi.
Przez setki lat rolnicy uważali, że oranie jest niezbędne, aby uzyskać zbiory. Jednak nie uprawianie gleby jest fundamentalną zasadą naturalnego rolnictwa. Ziemia uprawia się sama, naturalnie, poprzez penetrację w głąb gruntu korzeni roślin, aktywność mikroorganizmów, kretów i innych małych zwierząt ziemnych, dżdżownic oraz niezliczonych gatunków robaków.
Druga zasada: nie stosować nawozów chemicznych oraz sztucznie preparowanego kompostu. Ludzie ingerują w Naturę, lecz chociaż potem mocno próbują, nie potrafią uleczyć konsekwencji tej ingerencji. Współczesne, niewrażliwe praktyki rolnicze wyjaławiają ziemię z jej podstawowych składników pokarmowych, w skutek czego, z roku na rok zamienia się ona w jałowe tereny.
Jeżeli glebę zostawimy samą sobie, będzie nasycała się naturalnym nawozem, zgodnie z cyklami życia i umierania roślin oraz zwierząt.
Zasada trzecia: zaprzestanie plewienia oraz stosowania herbicydów przeciwko „chwastom". Chwasty odgrywaj ą ważną rolę w budowaniu zasobności pokarmowej ziemi
i harmonizowaniu jej biologicznych ekosystemów. Należy przyjąć, że chwasty powinny być kontrolowane, a nie zupełnie eliminowane.
Ściółkowanie słomą, okrywanie gleby białą koniczyną wsiewaną wraz z uprawami, efektywnie zapobiega nadmiernemu rozrostowi chwastów.
Zasada czwarta: eliminacja środków chemicznych.
Od czasu, kiedy zaczęto orać i chemicznie traktować ziemię, uprawiane rośliny stawały się coraz słabsze, a choroby roślin oraz nadmierne rozmnażanie się poszczególnych gatunków szkodliwych owadów stały się wielkim problemem w rolnictwie.
Natura rządząca się własnymi prawami znajduje się w doskonałej harmonii.
Owadzie szkodniki i choroby roślin były zawsze obecne, ale w naturalnych warunkach nie rozwijały się na skalę masową tak, żeby niezbędne było stosowanie chemicznych trucizn. Wrażliwym i odpowiednim rozwiązaniem wobec chorób i insektów jest uprawa mocnych roślin w zdrowym otoczeniu.
Jako nawozy Fukuoka uprawia rośliny strączkowe pokrywające ziemię, a także białą koniczynę, czasami je ścinaj ąc na „zielony nawóz". Pozostawia też ściętą słomę (np. ryżową) na swoich polach i dodaje niewielkie ilości naturalnego nawozu (ptasiego).
Fukuoka nie stosuje żadnych chemicznych nawozów, ani oprysków w swoich uprawach. Czasami na drzewach sadu stosuje emulsję z naturalnego oleju, aby ochronić je przed nadmierną inwazją insektów.
2.2 Nie obawiaj się chwastów
Wiele różnych gatunków chwastów rośnie pomiędzy zbożem i koniczyną na tych polach. Ryżowa słoma rozłożona poprzednio na polu została naturalnie skompostowana, zamieniła się w bogaty humus. Spodziewamy się zbiorów około 13 funtów (ok. 6kg) z akra.
Wczoraj byli u nas z wizytą profesor Kawase, specjalista w uprawie traw i profesor Hiroe, który poszukuje dawnych odmian upraw. Kiedy zobaczyli dorodny wzrost jęczmienia i zielony nawóz na moich polach, nazwali to przepięknym dziełem sztuki.
Jeden z moich sąsiadów rolników, który spodziewał się, że moje pola będą kompletnie zarośnięte chwastami, był zaskoczony znajdując jęczmień tak dorodnie wyrośnięty pośród wielu innych roślin.
Eksperci techniczni również przybyli tu, by zobaczyć jak koegzystują chwasty, koniczyna, zboża oraz rzeżucha. Odjechali kręcąc głowami w zadziwieniu.
20 lat temu, kiedy odważyłem się na niekontrolowany wzrost różnych roślin w moich ogrodach, na innych polach i w ogrodach w kraju nie znalazłbyś nawet źdźbła trawki.
Kiedy ludzie zobaczyli moje uprawy zrozumieli, że drzewa ogrodowe czują się dobrze i mogą swobodnie rosnąć wśród chwastów i traw.
W dzisiejszej Japonii normalnym widokiem jest sad porośnięty trawą, Niewiele jest już sadów, gdzie ziemia jest cały czas
uprawiana wokół drzew. Podobnie stało się z uprawami zbóż. Ryż, jęczmień oraz żyto mogą być naprzemiennie uprawiane
na tym samym polu, które jest pokryte koniczyną i chwastami przez cały rok.
Pozwólcie mi powtórzyć bardziej szczegółowo roczny program siewów i zbiorów na moich polach:
Na początku października wsiewana jest biała koniczyna i ziarna zimowych zbóż pomiędzy dojrzewające kłosy ryżu.
Koniczyna, jęczmień lub żyto kiełkuj ą i wyrastaj ą około 2 cali
(ok. 5cm) do czasu zbioru ryżu. Podczas zbioru ryżu kiełkujące nasiona zostają wdeptane
z powrotem do gruntu przez stopy żeńców, lecz zupełnie im to nie szkodzi. Kiedy kłosy ryżu są ścięte, ryżowa słoma jest po prostu rozkładana na polu (bez ścinania jej i wyrywania).
Ryż, który był wysiany na jesieni i zostawiony nie zakryty, narażony jest na zjedzenie przez myszy i ptaki, może także zgnić
nie zagłębiony w ziemi. Dlatego obtaczamy wszystkie nasionka ryżu warstewką gliny przez wysianiem.
Siew polega na wyrzucaniu ziaren z kosza, lub płachty przewiązanej przez ramię równomiernymi ruchami we wszystkie
strony.
Do ziaren dodaje się glinę w postaci drobnego proszku oraz nieco wody tak, że sama ona okleja ziarno. W ten sposób tworzą się grudki gliny wokół ziaren o grubości kilu milimetrów.
Jest też inny sposób na robienie osłon. Najpierw nasiona ryżu są moczone w wodzie, następnie wyciągane i mieszane z rzadką gliną ręcznie lub stopami. Następnie ta mieszanka jest przeciskana przez drobną metalową siatkę, aby podzielić ją na małe części. Te małe cząstki zostawiamy na dzień lub dwa do przesuszenia tak, aby można je było łatwo formować w kuleczki palcami. Dążymy do tego, aby jedno nasionko było w każdej kuleczce.
W ciągu jednego dnia można w ten sposób przygotować wystarczającą ilość nasion do siewu na wiele akrów pola. W zależności od warunków czasami przygotowuję w ten sposób nasiona innych zbóż i warzyw przed wysianiem.
Pomiędzy środkiem listopada, a środkiem grudnia jest dobry czas, aby wysiać przygotowane ziarno ryżu wśród wzrastającego j ęczmienia i żyta. Można to również zrobić na wiosnę.
Nie stosuj ę żadnych nawozów oprócz niewielkiej ilości odchodów kurczaków, które swobodnie żeruj ą i biegają po polach. Ptasi nawóz pomaga rozkładać się pozostawionej ryżowej słomie. W ten sposób zamknięty jest cykl rocznych zasiewów. W maju zbieramy zimowe zboża. Po ścięciu kłosów cała słoma jest rozkładana z powrotem na polu. Wtedy (w czasie deszczowej pory) też pozwalamy pozostawać wodzie na polu przez tydzień lub 10 dni. Woda powoduje, że chwasty i koniczyna osłabiaj ą się i częściowo butwieją, a ziarno ryżu kiełkuje wśród słomy.
W czerwcu i lipcu wystarcza wody deszczowej do nawadniania ryżu, lecz w sierpniu wpuszczamy kanałami świeżą wodę raz w tygodniu, ale nie pozwalamy jej zostawać. W tym czasie zbliża się jesienny zbiór ryżu. Tak przedstawia się coroczny cykl naprzemiennej, naturalnej uprawy ryżu i zimowych zbóż.
Siew i zbiory tak bliskie naturalnym warunkom, mogą być traktowane bardziej jak naturalny cykl wegetacji roślin, niż jak technika rolnicza.
Siew i jednoczesne rozłożenie słomy na jednym akrze pola zabiera rolnikowi tylko około dwóch godzin. Wyłączając czas pracy przy zbiorach, całą pracę przy uprawie zimowych zbóż może wykonać jedna osoba.
Jedynie dwie lub trzy osoby potrzebne są do wykonania całej pracy przy zastosowaniu tradycyjnych, ręcznych narzędzi na średniej wielkości polu przy uprawie ryżu. Prawdopodobnie nie ma prostszej, lżejszej i łatwiejszej metody na uprawę zbóż. Trzeba tylko rozrzucić ziarna i rozłożyć starą słomę, lecz dojście do takiej prostoty zajęło mi ponad 30 lat eksperymentów. Ten sposób uprawy jest odpowiedni dla warunków Wysp Japońskich, lecz uważam, że można go również z powodzeniem zaadoptować w innych rejonach świata i zastosować do uprawy różnych roślin.
W rejonach, gdzie woda nie jest tak łatwo dostępna można ryż zastąpić gryką, prosem, lub owsem. W zastępstwie białej koniczyny można zastosować inne gatunki, które mogą być bardziej przydatne jako rośliny pokrywające pole. Naturalne uprawy przybierają odpowiednią formę do odpowiedniego klimatu i warunków miejsca. Na początku przydatne jest częściowe plewienie, wprowadzanie kompostu lub naturalnych nawozów, lecz te zabiegi powinny być stopniowo redukowane z roku na rok. Najważniejszy jest tu stan umysłu rolnika, a nie jego możliwości techniczne.
2.3 Gospodarowanie słomą
Ścielenie pól słomą można uważać za nieistotne, ale w mojej metodzie upraw zbóż i ryżu jest zasadnicze. Łączy się ze wszystkimi fazami i aspektami uprawy. Osłania kiełkujące nasiona, jest naturalnym nawozem dla gleby, kontroluje wzrost chwastów, chroni przed wydziobywaniem ziaren przez wróble, limituje dostęp wody.
Uważam, że stosowanie ścielenia w teorii i praktyce we wszystkich rodzajach gospodarowania ma zasadniczą rolę. Ludziom niestety jest trudno to zrozumieć.
Rozścielanie słomy bez jej ścinania
W bazie eksperymentalnej Okayama obecnie próbuje się bezpośredniego wysiewu ryżu na 80% pól. Kiedy zasugerowałem, że powinni rozkładać słomę nie ściętą stwierdzili, że nie może to być dobre i rozkładali słomę ściętą poprzednio przez żniwiarkę.
Kilka lat temu odwiedziłem te eksperymentalne pola i stwierdziłem, że zostały podzielone na trzy sektory: w jednym stosowano ścielenie ściętą słomą, w drugim ścielono słomą nie ścinaną, a w trzecim nie stosowano w ogóle ścielenia. Eksperyment powtarza dokładnie to, co ja robiłem wiele lat temu, zanim doszedłem do tego, że najlepsze jest rozkładanie na polu słomy nie ściętej.
Pan Fujii, wykładowca w Wyższej Szkole Rolniczej Yasuki, w Prefekturze Shimane chciał wypróbować moją metodę i odwiedził moją farmę. Doradziłem mu, żeby również rozkładał nie ściętą słomę na swoich polach.
Po roku zawiadomił mnie, że eksperyment się nie udał. Po uważnym wysłuchaniu jego sprawozdania stwierdziłem, że układał słomę równo w jednej linii tak, jak często robi się to
w przydomowych ogrodach Japonii. Jeżeli robił to w ten sposób nasiona nie miały dobrych szans wzrostu. Podobnie jest ze słomą żyta i jęczmienia. Jeśli słoma zostanie ułożona w jednym kierunku
i zbyt ciasno, kiełkom nasion bardzo trudno jest się przez nią przedostać. Najlepiej jest po prostu rozpościerać słomę po skoszeniu kłosów we wszystkich kierunkach, koliście, naśladując jej naturalny sposób opadania.
Słoma ryżowa chroni zimowe zboża przed przemarznięciem, a rozkładająca się słoma zimowych zbóż daje doskonały podkład dla ryżu. Chciałbym, żeby to było dobrze zrozumiane. Jest szereg chorób roślin ryżu, które mogą zainfekować zbiory w przypadku, gdy świeża ryżowa słoma rozkładana jest na polu.
Jednak te choroby ryżu nie zarażają zimowych zbóż. Ryżowa słoma zostaje całkowicie skompostowana zanim wzejdą następnej wiosny kiełki ryżu. Tak więc świeża słoma ryżowa jest bezpieczna dla innych zbóż oraz gryki, a te z kolei mogą być użyte jako podkład dla ryżu. Generalnie świeża słoma zbóż, tj. pszeniczna, żytnia, jęczmienna nie powinna być używana jako ściółka dla tego samego gatunku, ponieważ może powodować ich choroby. Nie mniej jednak cała słoma po zebraniu kłosów powinna z powrotem wrócić do gleby.
Słoma wzbogaca glebę
Rozścielona słoma udoskonala strukturę gleby i wzbogaca ją w związki mineralne tak, że nie potrzebny jest dodatkowy nawóz. Łączy się to oczywiście z brakiem kultywacji (orania). Moje pola są prawdopodobnie jedynymi w Japonii, które nie były orane od ponad 20 lat, a jakość gleby polepsza się z sezonu na sezon.
Stwierdziłem, że powierzchnia pól bogata w humus wzrosła w ciągu tych lat o ponad 10 centymetrów. Ten przyrost gleby zawdzięczamy przede wszystkim temu, że powraca do niej wszystko poza zbieranym plonem.
Kompost nie jest potrzebny
Nie potrzeba przygotowywać kompostu. Nie mówię, że wcale, tylko, że nie potrzeba go specjalnie przygotowywać. Jeżeli pozostawimy rozłożoną słomę na powierzchni pola na wiosnę i zostanie dodany w sposób naturalny nawóz kurcząt i kaczek, to w ciągu 6 miesięcy kompletnie się ona rozłoży.
Rolnik stosuj ący zwykłą metodę przy przygotowywaniu kompostu pracuje jak szalony w upale szatkując słomę, dodając wodę i wapno, przewracając kompostową pryzmę,
a w końcu rozrzuca to na pole. W ten sposób nakłada na siebie cały ten wysiłek, ponieważ sądzi, że to najlepszy sposób. Ja wolałbym widzieć ludzi zaścielających swoje pola słomą, plewami lub wiórami pochodzącymi z tych właśnie pól. Podróżuj ąc pociągiem linią Tokaido w Zachodniej Japonii zauważyłem, że słomę zaczęto przycinać nieco wyżej, niż wtedy kiedy pierwszy raz zacząłem mówić o rozścielaniu jej nie ściętej. Muszę dać rolnikom kredyt zaufania. Jednak współcześni eksperci rolnictwa ciągle twierdzą, że najlepiej jest używać tylko część słomy na 1 akr. Dlaczego nie chcą dopuścić do zwrotu całej słomy z powrotem do ziemi?
Spoglądając z okna wagonu widzę, że rolnicy pozostawili słomę na polu ściętą w połowie, zaś reszta wymłóconej słomy gnije w stogach na deszczu. Jeżeli wszyscy rolnicy w Japonii zgodziliby się co do tego, żeby całą słomę zwracać ziemi, rezultatem byłoby fantastyczne jej zasilenie w kompost, a przez to znakomite, zdrowe zbiory.
Kiełkowanie
Przez setki lat hodowcy ryżu dokładnie przygotowywali grzędy, aby uzyskać silny i zdrowy plon. Niewielkie grzędki były wypielęgnowane tak, jak gdyby były rodzinnymi ołtarzami. Ziemia była uprawiona, posypywano ją piaskiem i popiołem ze spalonych ziaren, a na koniec rytuału odmawiane były modlitwy ofiarne.
Nie dziwię się więc, że inni rolnicy z mojej wsi widząc, że rzucam ziarna ryżu pomiędzy rosnące zboża uznali, że zwariowałem. Oczywiście nasiona kiełkuj ą bardzo dobrze w głęboko zaoranej ziemi, lecz kiedy przychodzi deszcz i ziemia zamienia się w błoto, nie można ani wejść na pole, ani też kontrolować wzrostu chwastów.
Metoda bez kultywacji pod tym względem jest lepsza, lecz z drugiej strony ściółka przyciąga wiele małych zwierząt tj. krety, ślimaki, myszy, które mogą zniszczyć nasiona. Rozwiązaniem jest stosowanie dla nasion osłon z gliny. Powszechną metodą jest rozrzucanie ziaren, a następnie przykrywanie ich glebą. Niestety, jeżeli gleba przykryje nasiona zbyt głęboko, wtedy zgniją.
Wcześniej wsiewałem nasiona w małe otwory, w gruncie albo specjalnych osłonach, lecz zarzuciłem stosowanie tej metody. Później stałem się bardziej leniwy i zamiast pracochłonnego robienia osłon nasion lub dziurek w glebie, rozrzucam nasiona wraz z glinianym proszkiem prosto na pole.
Okazuje się, że kiełkowanie najlepiej zachodzi na powierzchni, gdzie jest największy dostęp tlenu. Odkryłem, że nasiona wraz z ich glinianym okryciem, dodatkowo zaścielone słomą, kiełkuj ą bardzo dobrze, nawet w okresach dużych deszczów.
Słoma pomaga radzić sobie z chwastami i wróblami
Idealnie na jeden akr powinno wchodzić około 900 funtów (ok. 0,40tony) słomy jęczmiennej. Jeśli cała słoma jest rozkładana z powrotem na polu, to jego powierzchnia będzie kompletnie przykryta. Nawet bardzo kłopotliwe chwasty jak perz, który stanowi najtrudniejszy problem przy braku kultywacji, może być kontrolowany.
Wróble sprawiały mi wiele kłopotów. Bezpośredni siew nie będzie skuteczny, jeśli nie poradzimy sobie z ptakami zjadającymi ziarno. W wielu miejscach zrezygnowano z bezpośredniego siewu tylko z tego powodu.
Myślę, że wielu z was ma podobny problem z wróblami, więc dam wam pewne rady.
Na początku mojego gospodarowania zdarzało się, że kiedy obsiewałem pole, chmara wróbli przede mną skutecznie wyjadała ziarna tak, że nie mogłem dokończyć pracy. Próbowałem budować strachy i zakładać specjalne siatki, płoszyć ptaki brzęczącymi puszkami, ale żadna
z tych metod się nie sprawdzała. Jeżeli nawet jedna z nich pomagała, to nie dłużej niż przez rok czy dwa. Doświadczenie ukazało mi, że lepiej siać, kiedy poprzedni plon jest jeszcze na polu, nasiona są wtedy lepiej ukryte wśród traw i koniczyny. Do ukrycia nasion dobrze też służy rozłożona tuż po zbiorach ryżowa lub jęczmienna słoma jako ściółka. W czasie moich eksperymentów popełniłem wiele błędów, które przyczyniały się do niskich plonów. Prawdopodobnie poznałem więcej błędów jakie można popełnić w rolnictwie niż ktokolwiek inny w Japonii. Kiedy osiągnąłem po raz pierwszy sukces w naprzemiennej, naturalnej uprawie ryżu i zimowych zbóż poczułem taką radość, jaką musiał odczuć Kolumb odkrywając Amerykę.
2.4 Uprawa ryżu na suchym polu
Na początku sierpnia kłosy ryżu na polach moich sąsiadów są już dostatecznie wysokie, podczas gdy mój ryż ma tylko połowę tej wysokości.
Ludzie, którzy przybywają z wizytą pod koniec lipca są bardzo sceptyczni i pytają: „Panie Fukuoka, czy z tym ryżem
wszystko jest w porządku?"
„Jasne. Nie ma obaw" - odpowiadam.
Nie oczekuję, że mój ryż będzie miał dużą słomę i duże liście. Przeciwnie - dążę do tego, żeby rośliny były jak najmniej wybujałe.
Nie dążę do tego, żeby mój ryż był wysoki i nie przesadzam z nawożeniem. W ten sposób pozwalam roślinom osiągać ich naturalną formę.
U większości rolników ryżowa słoma osiąga 3 - 4 stopy (ok. 1metra) wysokości i posiada też imponujące liście. Sprawia wrażenie, że wyprodukuje wspaniały kłos, lecz najczęściej cała siła rośliny idzie wtedy w słomę. Zbyt dużo energii roślina poświęca na okres wegetatywnego wzrostu, a wtedy niewiele sił zostaje jej na wykształcenie ziarna. Przykładowo - jeśli wysoki, wybujały ryż, którego w proporcji słoma waży około 2 funtów (0,90kg), to ziarno z tego pokłosia będzie ważyć od 1 do 1,2 funta.
Niskie rośliny ryżu właśnie takie, jakie rosną na moich polach plonują w proporcji na 2 funty wagi słomy, 2 funty wagi ziarna. W sprzyjających warunkach moje rośliny produkują nawet 2, 4 funta ryżu na 2 funty słomy, czyli kłosy są o 20% cięższe od słomy.
Ryż na suchym polu nie rośnie zbyt wysoki. Do całej rośliny docierają promienie słońca ogrzewając zarówno jej podstawę, jak i najwyższe liście.
Jeden cal kłosa jest w stanie wyprodukować 6 ziaren ryżu. Trzy lub cztery niewielkie rośliny mogą wyprodukować więcej niż 100 ziaren.
Widziałem na swoim polu wysoko plonujące rośliny, które miały piękne kłosy po 250 do 300 ziaren na około 20 roślin. Jeżeli posiadasz wiele sadzonek, a nie próbujesz wyhodować z nich wysokich roślin, możesz wówczas osiągnąć bez problemu dobre plony. Ta sama zasada dotyczy innych zbóż, tj. pszenicy, żyta, prosa, jęczmienia, owsa, gryki.
Zazwyczaj ryż uprawia się utrzymując kilka cali wody na polu w okresie jego wzrostu. Metoda ta liczy sobie setki lat, dlatego farmerzy nawet nie zadają sobie pytania, czy można uprawiać ryż w inny sposób.
Oczywiście w przypadku mokrego pola rośliny są szybko pobudzane do wzrostu, ale tak dobrze nie plonują. Ryż najlepiej się czuje, kiedy woda w gruncie waha się pomiędzy 60%, a 80% chłonności gruntu.
Kiedy pole nie jest zbyt mocno nawodnione rośliny wykształcają mocniejszy system korzeniowy i są przez to odporne na ataki chorób oraz insektów.
Podstawową potrzebą nawodnienia pola jest łatwa eliminacja chwatów, z tego powodu, że tylko niektóre z nich mogą przetrwać w takich warunkach. Te chwasty, które przetrwały są usuwane ręcznie lub motykami. Tak się dzieje w metodzie tradycyjnej. Plewienie ryżowych pól zabiera wiele czasu tym bardziej, że trzeba je powtórzyć kilkakrotnie w ciągu każdego sezonu dojrzewania.
W czerwcu, w okresie monsunu utrzymuję wodę na polu około jednego tygodnia. Tylko nieliczne chwasty, które zwykle rosną na suchym gruncie mogą w tych warunkach przetrwać bez tlenu, również koniczyna.
Chodzi o to, by nie niszczyć koniczyny, tylko ja osłabić tak, żeby kiełki ryżu lepiej się urguntowały. Kiedy tylko woda zostaje odprowadzona, koniczyna z powrotem odrasta
i zaściela powierzchnię pola górując nad wzrastającym ryżem. Potem już w ogóle nie wpuszczam wody na pole. W pierwszej połowie sezonu uprawy w ogóle nie nawadniam pól. Nawet podczas bardzo suchych lat grunt pozostaje wilgotny pod warstwą butwiej ącej słomy i zielonego nawozu.
W sierpniu przed zbiorami lekko nawadniam pola, lecz wody na nich nie pozostawiam.
Jeśli zobaczysz plonujący ryż na moim polu, to od razu stwierdzisz, że jest zdrowy i dorodny. Od razu się czuje, że rośliny te nie były sztucznie rozsadzane oraz, że nie miały zbyt wiele wody, a także, co najważniejsze, nie dodane zostały żadne środki chemiczne. Każdy hodowca ryżu z łatwością to może stwierdzić oglądając ich system korzeniowy oraz zieloną część roślin.
Jeśli uda nam się doprowadzić roślinę do idealnej formy, będziemy już wiedzieć, jak ją uprawiać w szczególnych warunkach naszego pola.
Nie zgadzam się z profesorem Matsushima, że najlepiej jest, gdy czwarty liść ze szczytu rośliny jest najdłuższy. Czasami, kiedy jej drugi lub trzeci liść jest najdłuższy, można osiągnąć dobry rezultat. Jeżeli wzrost ryżu utrzymuje się w dobrej kondycji, kiedy jeszcze roślina jest młoda, a jej wzrost jest odpowiedni, to najwyższy, lub drugi liść często staje się najdłuższy i obiecuje dobre zbiory.
Teoria profesora Matsushimy wzięła się stąd, że używał do swojego eksperymentu sadzonek ryżu wyhodowanych na specjalnie nawożonych stanowiskach, a później rozsadzanych na polu, w przeciwieństwie do mojego ryżu, który był uprawiany w warunkach naśladujących naturalny cykl życia rośliny, podobnych do tych, jakie miała w stanie dzikim. Nie przesadzam roślin, czekam cierpliwie aż same urosną i dojrzeją. Zostawiam je w spokoju. Na początku moich prób sprawdzałem stare odmiany ryżu glutaminowego pochodzącego
z Południa. Każde nasionko tego ryżu może wyprodukować 12 kłosów, które mogą wydać aż 250 ziaren. Teoretycznie ta odmiana daje najwyższe plony i na niektórych obszarach moich pól zebrałem ponad 27 % buszli (prawie 1metr sześcienny) z akra.
Z punktu widzenia technicznego moja metoda wygląda na krótkoterminową i prowizoryczną. Ktoś mógłby powiedzieć, że jeśli będę kontynuował swój eksperyment, to wkrótce pojawią się kłopoty. Ja jednak uprawiam ryż swoim sposobem już ponad 20 lat, mimo to zbiory wzrastają, a ziemia z roku na rok staje się coraz bardziej żyzna.
2.5. Sady owocowe
Na zboczach wzgórza w pobliżu mojego domu hoduję kilka gatunków drzew cytrusowych. Krótko po Drugiej Wojnie Światowej, kiedy zaczynałem gospodarować, miałem 1 i % akra sadu cytrusowego i niecały akr pola ryżowego. Teraz sady pokrywają ponad 12 akrów.
Kiedy przyszedłem na to miejsce, przejąłem całe otoczenie wzgórza, które wcześniej było nie zagospodarowane. Z czasem oczyściłem je pracą własnych rąk. Wiele sosen, które tutaj rosły zostały wycięte, a ja karczując ich korzenie zasadzałem w te same miejsca sadzonki cytrusów, wykorzystując zarys dziur po korzeniach.
Sadzonki szybko zaczęły piąć się w górę, ale po pewnym czasie zostały przesłonięte przez stepowe trawy, perz, orlicę. Małe cytrusy zostały wkrótce pokryte bujną wegetacj ą innych roślin. Wyciąłem większość kiełkujących sosen, lecz pozostawiłem niektóre, aby utworzyły z czasem osłonę przeciw wiatrom. Następnie wyciąłem zbędne rośliny zarastające teren i posiałem koniczynę.
W końcu po sześciu, siedmiu latach młode cytrusy zaczęły owocować. Obkopałem drzewka i utworzyłem wokół nich rodzaj tarasów tak, że mój sad teraz różni się wyglądem od innych wokół. W swoim sadzie również zachowałem zasady: nie przekopywania gruntu, nie używania chemicznych nawozów, środków owadobójczych, ani tych przeciw chwastom.
Pierwszą interesującą sprawą na początku było to, że sadzonki zdominowały odrastające drzewka leśne, oraz to, że nie pojawiły się szkodliwe insekty.
Kiedy zarośla i odrastające leśne drzewka zostały usunięte, otoczenie stało się mniej dzikie i coraz bardziej przypominało sad.
Najlepiej jest pozwolić drzewom owocowym rozwijać swoją naturalną formę. Takie drzewa będą plonować co roku i nie będzie potrzeby ich podcinania. Ta sama zasada dotyczy wzrostu cedrów, sosen, czyli tych drzew, które mają centralny prosty pień i wyrastające dookoła gałęzie.
Oczywiście nie wszystkie gatunki cytrusów osiągają te same wysokości i rozmiary korony. Odmiany mandarynek Hassaku i Shadock wyrastają bardzo wysoko, zimowa odmiana Unshu jest niska i krępa, a wczesne odmiany Satsuma są niskie i zwarte, lecz każde z tych drzew ma pojedynczy, centralny pień.
Nie zabijaj owadzich drapieżników!
Sądzę, że wszyscy znają te najbardziej popularne owadzie „szkodniki", należy pamiętać, że mają one swoich naturalnych wrogów. Zatem nie potrzeba stosować pestycydów, aby je zwalczać.
Był czas, kiedy w Japonii pojawił się środek owadobójczy Fusol. Zostały zniszczone szkodniki, ale też wszystkie owady drapieżne, które były ich wrogami. Mimo to pojawiło się wiele innych problemów dla roślin hodowlanych. Wystąpiły nieoczekiwane plagi nowych gatunków szkodników, które nie miały żadnych naturalnych wrogów. To doświadczenie pokazało rolnikom, że niepotrzebne jest eliminowanie wszystkich owadów z upraw i może mieć ono groźne następstwa. Kiedy pojawiają się roztocza możemy użyć przeciwko nim oleju, który jest mniej niebezpieczny dla drapieżników owadzich. Używamy go w stanie wielkiego rozcieńczenia 200-400 razy do 1 części wody i rozpyla się go w środku lata. Nie będzie on jednak działać, jeśli wcześniej w czerwcu lub lipcu został użyty fosforanowy pestycyd, ponieważ łowcy owadów również zostaną wyeliminowani.
Nie doradzam używania specjalnych, tzw. organicznych spray'ów, czy rozcieńczonej soli, ani też nie jestem zwolennikiem sprowadzania żadnych drapieżnych owadów z zagranicy i zasiedlania ich w naszych ogrodach.
Drzewa atakowane są przez szkodniki wtedy, kiedy są słabe i pozbawiane sztucznie swej naturalnej formy (np. przez przycinanie). Jeśli drzewa rozwijaj ą się w nienaturalny sposób
i zostaną tak pozostawione, to ich gałęzie staną się splątane i łatwo narażone na atak owadów. Sam straciłem w ten sposób kilka akrów drzew cytrusowych.
Jeżeli drzewa są bardzo stopniowo i ostrożnie korygowane, mogą w końcu wrócić do swojej naturalnej formy. Wtedy stają się silniejsze i mniej podatne na szkodniki i choroby.
Jeżeli drzewko zasadzimy odpowiednio i od początku pozwolimy mu zachować naturalną formę, nie będzie żadnej potrzeby opryskiwania go czy przycinania.
Większość sadzonek drzew jest przycinanych od początku, a ich korzenie nie są układane prawidłowo zanim zostaną przesadzone do ogrodu. Właśnie to powoduje, że przycinanie musi być kontynuowane.
Na terenie swojego ogrodu próbowałem uprawiać różne gatunki drzew. Pośród nich znajduje się akacja Morishima. Drzewo to wegetuje cały rok i we wszystkich sezonach wypuszcza pąki. W pąkach tych rozmnażają się chętnie mszyce w wielkich ilościach. Wkrótce pojawiają się larwy biedronek, które zjadają mszyce. Dorosłe biedronki w poszukiwaniu pożywienia wędrują w dół gałęzi i pni, i unieszkodliwiają inne owady.
Uprawa sadów owocowych bez przycinania, nawożenia, czy użycia chemikaliów jest możliwa jedynie w warunkach naturalnego otoczenia.
2.6. Ogrody Ziemi
Zacznijmy od tego, że sztuczna uprawa gruntu wcale nie jest podstawowym warunkiem założenia ogrodu. Rzeczywiście, jeżeli użyjesz sztucznych nawozów, drzewa będą rosły większe, ale z roku na roku gleba będzie jałowieć. Nawóz chemiczny pozbawia ziemię witalności. Jeśli nawet jest stosowany przez jedną generację, gleba znacznie ucierpi. Nie ma mądrzejszej postawy w uprawach, jak naturalna.
20 lat temu powierzchnię tych wzgórz pokrywała stwardniała, czerwona glina, tak twarda, że nie można było nawet wbić w nią motyki. Właściwie wszystkie grunty dookoła były w podobnym stanie. Ludzie uprawiali ziemniaki dopóki ziemia nie przestawała rodzić, a następnie porzucali pola. Można powiedzieć, że zanim zacząłem uprawiać tu cytrusy i warzywa, pomogłem odtworzyć zasobność gleby. Opowiem wam teraz jak to się odbyło:
Tuż po Drugiej Wojnie Światowej nastała moda na głębokie, mechaniczne uprawy ogrodów cytrusowych. Kopano też głębokie doły i wrzucano w nie materię organiczną.
Po powrocie z ośrodka badawczego próbowałem robić to samo w swoim sadzie, lecz po kilku latach doszedłem do wniosku, że metoda ta jest nie tylko wyczerpuj ąca fizycznie, ale odnośnie wzbogacania gruntu jest praktycznie bezużyteczna.
Na początku zakopywałem trawy i paprocie, które znosiłem ze wzgórz. Ściąganie codziennie po 90 funtów 9ponad 40kilogramów) zielonej masy i więcej, było nie lada zadaniem,
a po 2, 3 latach, na skutek tego nawożenia wytworzyła się cienka warstwa humusu. Wgłębienia, jakie zostały po zakopywaniu trawy pozostały otwartymi dołami.
Następnie próbowałem zakopywać gałęzie. Wydaje się, że słoma jest najlepszym składnikiem dla budowy gleby, ale w momencie kiedy już pewna jej warstewka została zbudowana, to lepsze są drobne gałęzie. Dobrze jest jeśli te gałęzie z drzew są w bliskim zasięgu, ale dla kogoś, kto nie ma takich drzew w pobliżu, dobrze jest hodować je specjalnie w tym celu.
W moim sadzie pomiędzy cytrusami rosną również sosny i cedry, kilka grusz, brzoskwinie, japońskie wiśnie, a także inne lokalne gatunki.
Jednym z najbardziej interesujących drzew, chociaż nie jest to gatunek lokalny, jest akacja. Drzewo to jest twarde, kwiaty przyciągają pszczoły, a liście są dobre na paszę. Akacje odstraszają szkodliwe owady w sadzie, tworzą osłonę przeciw wiatrom, a bakterie rhizobium żyjące w ich korzeniach dostarczają azotu do gruntu. Drzewa te zostały przywiezione do Japonii z Australii jakiś czas temu i wyrastają szybciej
od innych drzew które widziałem w swoim życiu. W ciągu kilku miesięcy od posadzenia wypuszczają głęboko korzenie, a po 6, 7 latach osiągają już wysokość słupów telegraficznych. 6 - 10 drzew wystarczy na jednym akrze gruntu, aby zapewnić odpowiednią dawkę azotu.
Do pokrycia uzyskanej warstwy humusu zastosowałem mieszankę białej koniczyny oraz lucernę. Zajęło kilka lat zanim rośliny te się rozprzestrzeniły, aż w końcu pokryły wzgórza mojego sadu.
Posiałem też japońską białą rzodkiew. Korzenie tego silnego warzywa penetrują głęboko ziemię dostarczając organicznych
substancji i otwierając kanały dla cyrkulacji powietrza
i wody. Łatwo same się wysiewają, tak, że po jednokrotnym wysianiu można się nimi więcej nie zajmować. W chwili kiedy gleba staje się bogatsza, zaczynają wyrastać różne chwasty.
Po 7, 8 latach koniczyna praktycznie zanikła wśród różnych chwastów, tak, że pod koniec każdego lata ścinam kosą chwasty i wsiewam nasiona koniczyny.
W rezultacie tych działań, po 25 latach gleba w moich ogrodach stała się ciemna i bogata w życie, choć na początku była tylko twardą, czerwoną gliną.
Poprzez stosowanie zielonego nawożenia, nasadzania akacji, można doskonale poprawić jakość gruntu w sadzie i uniknąć mechanicznej oraz chemicznej kultywacji.
Moje sady otoczone akacjami dającymi osłonę od wiatru, z cytrusami w środku i zielonym pokryciem gruntu praktycznie rozwijają się same i zapewniaj ąc też odpowiednie zbiory.
2.7. Półdzika uprawa warzyw
Powiemy teraz o uprawie warzyw. Wystarczy skrawek ziemi na podwórku za domem, aby z powodzeniem hodować warzywa do kuchni, ale można też je uprawiać na otwartym nieużytku. W ogródku przydomowym wystarczy dodać w odpowiednim czasie organicznego kompostu i naturalnego nawozu do uprawy warzyw.
Prosta metoda uprawy kilku niezbędnych warzyw do kuchni w starożytnej Japonii doskonale odpowiadała naturalnemu stylowi życia. Dzieci bawiły się pod owocowymi drzewami
na podwórku, prosiaki biegały swobodnie zjadając odpadki z kuchni i ryły swobodnie w ziemi. Psy szczekały i bawiły się, a gospodarz wsiewał ziarna do bogatej gleby. Robaki
i insekty wzrastały razem z jarzynami, a kury wydziobywały je i znosiły jajka w ogrodzie, które następnie znajdowały dzieci.
Typowa wiejska rodzina w Japonii uprawiała w ten sposób warzywa jeszcze krótko
po Drugiej Wojnie. Uprawa tradycyjnych roślin we właściwym czasie zapobiegała ich chorobom, a sama gleba zachowywała zdrową kondycję, ponieważ wszystkie organiczne pozostałości wracały do niej z powrotem. Również stosowano płodozmian. Owadzie szkodniki były wydziobywane przez kury, a także zbierane ręcznie. W Południowym Shikoku wyhodowano rodzaj kurczaków, które zjadały robaki i owady wśród warzyw nie wydrapując przy tym korzeni, a także nie naruszając naziemnej części roślin.
Obecnie większość ludzi sądzi, że używanie zwierzęcego nawozu i odpadków z kuchni do upraw jest „prymitywne" i „nieczyste". Dziś ludzie oczekują „czystych" warzyw, dlatego hodowcy uprawiają je w szklarniach, często w ogóle nie używaj ąc do tego ziemi. Uprawy na żwirze lub piasku, lub hydroponiczne stają się coraz bardziej popularne. Warzywa są tu nawożone chemicznie, a światło słoneczne jest przefiltrowane przez szklane lub winylowe powłoki. To niesamowite, ale ludzie sądzą, że jarzyny uprawiane chemicznie są czyste i dobre do spożycia.
Właśnie pożywienie wyhodowane w zbalansowanej glebie, wśród działaj ących robaków i mikroorganizmów plus nawóz zwierzęcy jest najczystsze i najbardziej smaczne.
W uprawie „półdzikiej", używam wolnego kawałka ziemi, brzegu strumienia lub otwartego nieużytku. Po prostu wysiewam tam nasiona rozrzucając je i pozwalam, by warzywa rosły wśród chwastów. Uprawiam też swoje warzywa na zboczach gór w wolnych przestrzeniach pod drzewami cytrusowymi.
Ważną rzeczą jest wsiewać warzywa w odpowiednim czasie. Dla upraw wiosennych korzystnym czasem jest, gdy zginęły już zimowe chwasty, a wiosenne jeszcze się nie pojawiły. Dobrze jest też zaczekać na kilkudniowy deszcz. Trzeba skosić naziemne części chwastów i lekko spulchnić ziemię przed wysiewem. Nawet nie trzeba przykrywać nasion ziemią, wystarczy nasiona przykryć ściętymi trawami i chwastami, które ścięliśmy, co zapobiegnie wyjadaniu ich przez ptaki i kurczęta.
Zwykle przed wykiełkowaniem warzyw należy dwa, albo trzy razy ściąć chwasty, aby dać szansę warzywom i zapewnić im dostęp światła. Jeżeli ziemia jest pulchna, a chwasty
i koniczyna są niewielkie, można po prostu rzucić nasiona na glebę. Ptaki zjedzą niektóre z nich, ale wiele wykiełkuje.
Jeżeli zamierzasz siać w rzędach lub rowkach, możliwe, że wiele nasion zostanie zjedzone przez chrząszcze lub inne owady. Chodzą one po prostych liniach. Kurczaki również preferują ułożony rządek nasion, lubią też takie rzędy rozgrzebywać. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej jest rozrzucić nasiona w grupach.
Warzywa uprawiane w ten sposób są o wiele silniejsze, niż ludzie sądzą. Jeżeli wzejdą, zanim zdążą wyrosnąć chwasty, nie będą przez nie zdominowane.
Niektóre warzywa, jak szpinak lub marchew nie wschodzą zbyt łatwo, można namoczyć je przed wysianiem na dzień lub dwa. Następnie należy oblepić je osłonkami z gliny, co zapobiegnie też infekcjom.
Japońska rzepa i wiele odmian jesiennych warzyw liściowych może przetrwać nawet w czasie zimy. Niektóre z nich wysiewaj ą się same i wyrastają rok po roku.
Warzywa które same się wysiewają maj ą unikalny smak i wysoką wartość odżywczą.
Niesamowitym doświadczeniem jest dla mnie widzieć wiele gatunków warzyw rozwijających się tu i tam na zboczach wzgórz.
Japońska rzodkiew i rzepa rośnie pół na pół w ziemi i na powierzchni. „Dziko" rosnące marchewki i pietruszki często wyrastają krótkie i pękate z wieloma bocznymi korzeniami. Wierzę, że ich struktura i ostry, intensywny smak przypomina ich oryginalnych, dzikich poprzedników. Czosnek, mała cebula japońska, pory, raz wsiane, będą się reprodukować rok po roku.
Warzywa strączkowe najlepiej wsiewać na wiosnę. Generalnie rośliny strączkowe potrzebują do wykiełkowania dużo deszczu. Trzeba też zwrócić uwagę na ptaki i insekty.
Pomidory i bakłażany kiedy są młode nie są wystarczaj ąco silne, aby konkurować z chwastami, dlatego na początku muszą być wyhodowane w specjalnych pojemnikach,
a później wysadzane na grządki. Zamiast sadzonki wsadzać prosto do ziemi, można je po prostu położyć na powierzchni. Same się ukorzenią w odpowiednim czasie i powstaną nowe łodyżki, które będą silniejsze i lepiej zaowocują. Jeśli chodzi o ogórki, należy sadzonki lekko przykryć glebą. Wokół nich należy wycinać wyższe chwasty, ale kiedy już dobrze podrosną, nie potrzeba tego robić. Można położyć bambusowe tyczki, lub gałązki drzew, a ogórki same się wokół nich owiną. Gałęzie będą utrzymywać owoce nad ziemią, dzięki czemu nie będą one gnić i chorować. Ta sama metoda dotyczy roślin dyniowatych.
Ziemniaki są bardzo silną rośliną. Raz wsadzone będą odnawiały się w tym samym miejscu co roku i nigdy nie zdominują ich chwasty. Po prostu trzeba zostawić kilka w ziemi podczas zbiorów.
Jeżeli ziemia pod uprawę warzyw jest twarda, można wsadzić najpierw białą rzodkiew. Kiedy jej korzenie wzrastają, uprawiaj ą i zmiękczaj ą glebę, a po kilku sezonach w tym miejscu można siać inne warzywa korzeniowe i ziemniaki. Odkryłem, że biała koniczyna jest pomocna w trzymaniu na dystans innych chwastów. Rozwija się szybko i może odsunąć nawet takie mocne chwasty jak perz i mlecz.
Jeżeli koniczyna jest wsiana razem z warzywami, będzie stanowiła żywą ściółkę, użyźniaj ąc glebę, utrzymuj ąc ją w wilgoci i dobrym nasyceniu azotem.
Ważne jest, aby zarówno koniczynę, jak i warzywa wsiać w odpowiednim czasie. Odpowiednie będzie późne lato po żniwach. Rośliny dobrze ukorzeniają się podczas chłodnych miesięcy, dając szansę koniczynie wzrosnąć wcześniej niż trawy i chwasty następnej wiosny.
Dobrze jest też ściąć młodą koniczynę na wiosnę. Można też wsiewać ją w rzędy w odległości około 12 centymetrów. Kiedy koniczyna się ukorzeni, nie ma potrzeby wsiewać jej z powrotem przez 5 - 6 lat.
Podstawowym celem hodowania warzyw w półdziki sposób jest pozyskiwanie naturalnych zbiorów na obszarze, który w innym wypadku byłby nie uprawiany. Jeżeli w tej metodzie spróbujesz uprawiać ziemię mechaniczne, nie osiągniesz oczekiwanych rezultatów.
W większości przypadków rośliny zostaną zaatakowane przez owady i choroby. Jeżeli wiele rodzajów warzyw i ziół zmieszanych jest razem, pozwalamy im rosnąć
w naturalnych warunkach, niebezpieczeństwo zaatakowania przez insekty, a także choroby będzie minimalne. Zatem nie będzie trzeba używać żadnych sprayów, ani też zbierać owadów ręcznie.
Można uprawiać warzywa w każdym miejscu, zwłaszcza tam, gdzie dobrze rosną chwasty. Ważne jest wiedzieć, jakie są zasady wzrostu tych roślin i ich roczny cykl życia.
Występujące gatunki oraz wielkość chwastów powiedzą nam, jaki jest rodzaj gleby w danym miejscu i czego może jej brakować.
W moim owocowym sadzie uprawiam kapustę, pomidory, marchew, fasolę, rzepę, ogórki, buraki, pietruszkę, a także wiele różnych ziół pomiędzy nimi.
2.8 Dlaczego powinniśmy przestać używać środków chemicznych?
Aktualnie uprawy ryżu w Japonii znalazły się na rozdrożu. Rolnicy i specjaliści
są niezdecydowani, co wybrać. Kontynuować uciążliwe przesadzanie, czy stosować bezpośredni siew? - a w konsekwencji - czy uprawiać ziemię, czy jej nie uprawiać?
Przez ostatnie 20 lat twierdzę, że metoda bezpośredniego siewu i nie orania byłaby najlepsza. Ta naturalna metoda upraw ryżu szybko rozwija się w Prefekturze Okayama. Jednak są i tacy, którzy twierdzą, że odejście od upraw chemicznych w rolnictwie, biorąc pod uwagę wyżywienie całego narodu jest nie do pomyślenia. Twierdzą oni, że stosowanie środków chemicznych sprzyja kontrolowaniu trzech poważnych chorób ryżu: gniciu korzeni, pęcznieniu ziaren i bakteryjnemu zakażeniu liści.
Jeżeli jednak rolnicy zaprzestaliby stosowania słabych, „selekcjonowanych" odmian nasion, stosowania nitrogenów do gleby, oraz zredukowali nawadnianie pól tak, że wykształcałyby się silne korzenie roślin, to wyżej wymienione, wszystkie dolegliwości by znikły, a chemiczne opryski stałyby się niepotrzebne.
Na początku czerwony, gliniasty grunt na moich polach był słaby i nie nadający się zbytnio do uprawy ryżu. Moje uprawy regularnie dotyknięte były brązową skazą. Jednak z czasem, kiedy pola zostały nasycone naturalnym nawozem, brązowa skaza zaczęła zanikać. Teraz również inne choroby ustąpiły.
Podobnie jest ze szkodnikami owadzimi. Najważniejszą sprawą jest nie zabijać naturalnych owadzich drapieżników. Utrzymywanie pól przez dłuższy okres pod wodą lub nawadnianie ich zanieczyszczoną wodą może również doprowadzić do problemów ze szkodnikami. Na przykład zielone, ryżowe koniki polne żyjące wśród chwastów, zimą mogą stać się prawdziwą plagą. Jeżeli tak się dzieje, to uprawy narażone są na 20%-towe straty. A gdy środki chemiczne nie są stosowane, rozmnoży się wiele gatunków pająków, które będą kontrolować populację koników polnych. Pająki są na tyle wrażliwe, że każda najmniejsza ludzka ingerencja w naturalną uprawę może zakłócić ich rozwój. Większość ludzi sądzi, że jeśli nie będą stosować chemicznych nawozów i pestycydów, to plony ich upraw gwałtownie zmaleją.
Eksperci od owadów twierdzą, że w pierwszym roku nie stosowania środków owadobójczych może być ok. 5% strat w plonowaniu. Następne 5 % prawdopodobnie stracą nie używaj ąc nawozów chemicznych. Dotyczy to przypadku, kiedy pole ryżowe jest ciągle nawadniane. Straty w zbiorach mogą rzeczywiście w pierwszym roku osiągnąć około 10 %. Jednak siła odradzania się natury jest niewyobrażalna. Wkrótce po pierwszych latach strat plony mogą osiągnąć poprzedni rozmiar, a nawet go przewyższyć.
Kiedy pracowałem w Ośrodku Badawczym Kochi, prowadziłem eksperymenty w kierunku ochrony słomy przed roztoczami. Owady te wnikają do młodej słomy ryżowej powodując
z czasem jej załamanie. Przeciwdziałanie w tym wypadku jest proste. Należy oszacować jaki procent roślin na polu bieleje. Jeżeli nie przekracza 20% sytuacja nie jest groźna. Jeśli jednak ilość białych roślin przekracza 20%, grozi to załamaniem się całego pola uprawy. Aby tego uniknąć, jedno z pól eksperymentalnych zostało poddane opryskom chemicznym, drugie zaś pozostawione. Kiedy eksperyment się zakończył, po zbiorach okazało się, że nie opryskane pole i tak wydało większy plon, niż to poddane środkom owadobójczym. Trudno było mi w to uwierzyć i sądziłem najpierw, że w badaniach popełniono jakiś błąd. Jednak wyniki były prawidłowe. Okazało się, że roztocza zaatakowały tylko słabsze rośliny i w ten sposób przerzedziły uprawę ryżu. Wówczas silniejsze rośliny miały więcej przestrzeni do rozwoju
i większy dostęp do światła słonecznego docierającego do najniższych partii roślin. W efekcie te rośliny, które przetrwały, stały się silniejsze i wyprodukowały większe kłosy od tych, które zostały poddane środkom chemicznym. Kiedy gęstość roślin jest zbyt wielka, a szkodniki „nie przetrzebią" słabszych roślin, pole wygląda w całości zdrowo, ale w wielu przypadkach plon może być niższy.
Wiele stacji badawczych stosuje niezliczone środki chemiczne, ale tylko połowa raportów naukowych z ich stosowania jest składana. Oczywiście nie chodzi tutaj o intencje ukrycia czegokolwiek, lecz raczej o tendencyjną interpretację badań w prasie fachowej spowodowaną naciskiem korporacji chemicznych produkuj ących środki owadobójcze i nawozy. Raporty te, które rzekomo potwierdzają „skuteczność" stosowania środków chemicznych są preferowane, natomiast te raporty naukowe, które tej skuteczności zaprzeczaj ą, rzadko są publikowane.
Najtrudniejszą rzeczą jest namówić rolników do niestosowania herbicydów. Od starożytnych czasów farmerzy prowadzili „walkę wręcz" z chwastami. Oranie, gracowanie pomiędzy rowkami, rytuał przesadzania roślin - to wszystko miało jeden cel.
Zanim zaczęto stosowanie herbicydów, hodowca ryżu musiał codziennie przemierzyć wielokrotnie pole z motyką plewiąc chwasty w każdym sezonie. Dlatego łatwo zrozumieć jest, że herbicydy potraktowano jako błogosławieństwo. W moich uprawach, w oparciu o płodozmian, stosuję słomę i koniczynę jako naturalną ściółkę, oraz czasowe nawadnianie pól, w wyniku czego, łatwo pozbywam się nadmiaru chwastów, całkowicie eliminując ciężką pracę plewienia w upale, lub konieczność używania chemikaliów.
2.9 Ograniczenia metody naukowej
Zanim badacze staną się badaczami, wcześniej powinni stać się filozofami. Powinni odkryć jaki jest cel ludzkości i co ludzkość powinna tworzyć.
Doktorzy i specjaliści powinni najpierw sięgnąć do podstawowego poziomu, na którym funkcjonują ludzkie istoty w cyklu życia.
Zanim zastosowałem moje teorie w uprawie, eksperymentowałem przez szereg lat w wielu kierunkach, wciąż mając na celu ideę odkrycia metody bliskiej Naturze. Osiągałem to poprzez eliminację z rolnictwa wielu niepotrzebnych praktyk. Nowoczesnym metodom naukowym taka wizja nie przyświeca. Badania prowadzi się bez określenia kierunku, a każdy z badaczy dostrzega tylko jeden mały wycinek z nieskończonego spektrum naturalnych czynników, które mają znaczenie dla zbiorów. Dodatkowo te naturalne czynniki są różne dla wielu miejsc i odmienne każdego roku.
Ten sam akr ziemi rolnik powinien uprawiać każdego roku inaczej, w zależności od zmian pogody, rodzajów i liczebności owadów które występują, warunków glebowych, i wielu innych naturalnych czynników.
Natura jest wszędzie w stanie nieustannego ruchu. Warunki z roku na rok nie są identyczne. Naukowe badania dzielą Naturę na drobne cząstki i przeprowadzają eksperymenty, które nie respektują ani naturalnych praw, ani też podstawowych praktycznych zasad. Wyniki są odpowiedzią na reguły badań, a nie odpowiedzią na potrzeby rolników. Wielkim błędem jest sądzić, że mają na celu sukces i zdrowie rolników oraz społeczeństwa. Niedawno profesor Tsuno z Uniwersytetu Ehime napisał opasłą książkę na temat relacji metabolizmu roślin w uprawach ryżu. Profesor ten często przyjeżdża na moje pola, wykopuje dołki głębokie na kilka stóp, aby zbadać kondycję ziemi, przysyła studentów, aby badali kąt padania promieni słonecznych i cienia rzucanego przez rośliny, a także by zabierali części roślin do laboratorium analitycznego.
Często pytam profesora: „Czy jeśli pan wróci do siebie, to czy spróbuje pan naturalnej uprawy ryżu?". Odpowiada ze śmiechem: „Nie, to zostawiam panu. Moim celem jest prowadzić badania".
Tak to właśnie wygląda. Możesz studiować funkcje i metabolizm roślin, a także ich zdolność pobierania nawozów z ziemi, napisać książkę i dostać doktorat na akademii rolniczej, lecz nikt cię nie zapyta, czy twoja teoria sprawdza się w praktycznym powiększaniu zborów. Przykładowo, czy możesz wyjaśnić, jak wpływa na metabolizm rośliny temperatura 25C, jeśli na polu będą miejsca, gdzie temperatura będzie inna. A nawet, jeśli ta temperatura na polach Ehime występuje w tym roku, w następnym może znacznie spaść.
Wielkim błędem jest sądzić, że te wyrywkowe dane z metabolizmu roślin mogą przyczynić się do powiększenia zbiorów. Aby zrozumieć warunki upraw należy wziąć pod uwagę geografię oraz topografię miejsca, kondycję gleby, jej strukturę, spoistość, przepuszczalność wody, ekspozycję światła, relację pomiędzy owadami, rodzaj użytych nasion, metody kultywacji, oraz naprawdę nieskończoność zmieniających się z roku na rok czynników.
Jednoczesne prowadzenie naukową metodą testów, oraz uprawa w tym samym czasie są po prostu niemożliwe. Zanim dojdzie do opracowania wyników badań, warunki na polu już się zmieniły.
Obecnie można było usłyszeć o „Zielonej Rewolucji" oraz o „Ruchu na rzecz Dobrego Ryżu". Ponieważ metody te bazują na słabych, selekcjonowanych odmianach nasion, wymagają stosowania chemikaliów 8-10 razy w sezonie wzrostu. W ten sposób w krótkim czasie gleba zostaje wypalona do czysta z mikroorganizmów i organicznej materii. Skoro życie gleby jest zniszczone, to plony zostają całkowicie uzależnione od nawozów dodanych z zewnątrz w formie chemicznych substytutów.
Wydaje się, że wszystko może pój ść lepiej, kiedy rolnik zaaplikuje „naukowe" techniki,
ale to wcale nie oznacza, że nauka musi wkroczyć, ze względu na niewystarczającą ilość naturalnego nawozu. Oznacza to raczej, że ziemia została już wcześniej wyjałowiona, a naturalny nawóz został zniszczony przez substancje chemiczne.
Poprzez rozścielanie słomy, uprawę koniczyny, zwracanie glebie wszystkich organicznych składników zostaje ona wzbogacona w nawóz rok po roku tak, że można na tym samym polu sukcesywnie uprawiać ryż i zimowe zboża. Poprzez naturalne metody upraw pola, które wcześniej zostały osłabione kultywacją albo użyciem chemikaliów, mogą się z powrotem skutecznie zregenerować.
3.1 Głos jednego rolnika
Wśród współczesnych Japończyków panuje uzasadnione przekonanie o rozszerzającej się degradacji środowiska, a w rezultacie zanieczyszczeniu produkowanego pożywienia. Przeprowadzonych zostało wiele obywatelskich bojkotów oraz demonstracji przeciw lobby polityków i przemysłowców w produkcji rolniczej. Niestety cała ta aktywność przeprowadzana jest w sposób odbierający jej wszelkie znaczenie.
Zwracanie się przeciwko pewnym symptomom zanieczyszczenia jest podobne do określania symptomów choroby, podczas gdy jej przyczyna ukrywa się o wiele głębiej.
Przykładowo, dwa lata temu została zorganizowana konferencja przez Zarząd Rolniczego Centrum Badawczego i Radę Rolnictwa Organicznego, oraz NADA C.O. na temat pewnych aspektów zanieczyszczenia żywności. Konferencję prowadził pan Teruo Ichiraku., który jest szefem Japońskiego Stowarzyszenia Rolnictwa Organicznego, a także jednym z najbardziej wpływowych członków rządowej, rolniczej kooperatywy. Agencja ta sugeruje wielkość zbiorów oraz jakie nasiona w danym roku powinny być uprawiane, jak wiele powinno się zastosować nawozów i jakie chemikalia powinien używać każdy rolnik w Japonii.
Ponieważ zebrało się tam grono tak wpływowych i różnorodnych ludzi, przyłączyłem się
w nadziei, że po konferencji zostaną podjęte konstruktywne decyzje i zostaną one efektywnie wcielone w życie. Z punktu widzenia upublicznienia realnych efektów zanieczyszczenia żywności, konferencja miła dobry start. Niestety tak jak na innych tego typu spotkaniach, dyskusja uległa wypaczeniu, zmieniając się w serię zaawansowanych, technicznych raportów i osobistych przekonań na temat horroru zanieczyszczenia pożywienia. Właściwie nikt nie dotknął problemu na jego fundamentalnym poziomie.
Przykładowo, dyskutowano problem zatrucia tuńczyków rtęcią. Reprezentacja Departamentu Rybołówstwa przedstawiła, jak bardzo ten problem jest zaawansowany. W owym czasie
ta choroba ryb omawiana była codziennie w mediach, dlatego wszyscy słuchali z uwagą. Przedstawiający problem powiedział, że wskaźnik zawartości rtęci u tuńczyków jest ekstremalnie wysoki, nawet wśród tych, które są łowione w Morzu Arktycznym blisko Koła Podbiegunowego.
Jednak pewne laboratoria przebadały szczątki kilku tuńczyków z przed kilkuset lat i wbrew oczekiwaniom również stwierdzono w nich dużą zawartość rtęci. Ta niepewna konkluzja sugerowała, że rtęć jest niezbędna dla życia i rozwoju tych ryb. Ludzie na audytorium spoglądali na siebie z niedowierzaniem. Przecież przyczyną spotkania było określenie, jak radzić sobie z zanieczyszczeniem, które niszczy środowisko, a także jak je skorygować.
W zamian reprezentant Departamentu Rybołówstwa stwierdził, że rtęć jest niezbędna dla przetrwania tuńczyków. Właśnie to miałem na myśli mówiąc, że decydenci nie chcą dostrzegać podstawowych przyczyn zanieczyszczenia, a tylko widzą je w skrzywionej i sztucznej perspektywie. Poruszony tym wstałem i zasugerowałem, że powinniśmy wspólnie sformułować konkretny plan poradzenia sobie z zanieczyszczeniem.
Czy nie lepiej byłoby porozmawiać wprost o zaprzestaniu używania chemikaliów, które są bezpośrednia przyczyną zanieczyszczenia? Przykładowo ryż, warzywa oraz cytrusy mogą być uprawiane z powodzeniem bez chemikaliów. Stwierdziłem, że jest to osiągalne ponieważ postępuje tak od lat na swojej farmie.
Jednakże tak długo, jak rząd będzie sugerował użycie chemikaliów nikt nawet nie będzie chciał spróbować „czystej" uprawy.
Na konferencji byli obecni nie tylko członkowie Departamentu Rybołówstwa, ale także członkowie Ministerstwa Rolnictwa i Leśnictwa, a także Rolniczej Co-op.
Jeżeli oni, a także szef konferencji, pan Ichi Raku chcieliby naprawdę, aby coś się zmieniło, żeby farmerzy spróbowali
uprawiać ryż bez chemikaliów, to rzeczywiście mogłoby się coś zmienić.
Jest jednak jeden podstawowy problem. Jeśli uprawy byłyby naturalne, bez chemicznych nawozów i oprysków, a także bez użycia maszyn, przestałyby być potrzebne wielkie chemiczne zakłady, fabryki maszyn rolniczych, oraz cała rządowa rolnicza kooperatywa byłaby również zbędna.
Zmierzając wprost powiedziałem, że kooperatywy i nowoczesna polityka rolnicza zależą od wielkiego kapitału zainwestowanego w nawozy sztuczne i maszyny rolnicze. Porzucenie tego skomplikowanego systemu spowodowałoby kompletną zmianę w ekonomii i współczesnych społecznych strukturach. Dlatego sądzę, że pan Ichi Raku, a także rządowa kooperatywa nie mówią wprost o potrzebie konkretnych działań przeciwko zaprzestania zanieczyszczania środowiska. Po moim wystąpieniu szef konferencji stwierdził: „Panie Fukuoka, pan zakłóca konferencję swoimi uwagami." W ten sposób zamknął mi usta. I tak to właśnie wygląda.
3.2 Skromne rozwiązanie trudnego problemu
Zatem wygląda na to, że agencje rządowe nie mają zamiaru zatrzymać zanieczyszczenia. Drugim problemem jest to, że wszystkie aspekty zanieczyszczenia żywności muszą być rozwiązane równocześnie. Problem nie może być rozwiązany przez ludzi, którzy zajmują się tym, czy innym aspektem sprawy.
Dopóki świadomość każdego nie będzie dogłębnie zmieniona, zanieczyszczenie nie zniknie. Przykładowo, rolnicy sądzą, że zanieczyszczenie Morza Wewnętrznego ich nie dotyczy. Sądzą, że jest to sprawa Departamentu Rybołówstwa, którego zadaniem jest kontrolowanie zdrowia ryb, a także że należy to do zadań Rady Środowiska, która powinna kontrolować zanieczyszczenie Morza. Właśnie w tego typu myśleniu znajduje się problem.
Najczęściej używane nawozy sztuczne: siarczan amonu, mocznik, super fosforat i wapno, są rozsiewane w dużych ilościach, z czego tylko drobna część jest absorbowana przez rośliny. Reszta spływa do strumieni i rzek dostając się ewentualnie do Morza Wewnętrznego. Nitrogeny stają się pożywieniem dla alg i planktonu, który rozwijając się w nadmiarze powoduje zaczerwienienie wód.
Oczywiście ścieki przemysłowe i inne zatrute odpady również przyczyniają się do zanieczyszczenia wód, ale podstawową przyczyną zatrucia wód w Japonii są nawozy chemiczne. Zatem właśnie rolnicy muszą wziąć podstawową odpowiedzialność za stan Morza Wewnętrznego.
Odpowiedzialni są zarówno rolnicy którzy wsiewają chemikalia na swoje pola, korporacje które je produkują, jak również lokalni urzędnicy, którzy wierzą w dobro chemii i oferują techniczną pomoc w jej stosowaniu. Jeśli ci ludzie razem wzięci nie dostrzegą problemu głębiej, nie będziemy mogli nic poradzić w kwestii zanieczyszczenia wód.
W tej chwili tylko ci, którzy zostali najbardziej dotknięci problemem starają się aktywnie działać przeciw niemu. Tak jak rybacy blisko wyspy Mizushima występują przeciwko wielkim firmom wydobywczym, które rozlewaj ą ropę na morzu. Jeden z profesorów proponuje rozwiązać problem przez przekopanie kanału pod wyspą Shikoku, aby w ten sposób przepuścić czystszą wodę z oceanu do Morza Wewnętrznego. Takich pomysłów i akcji jest wiele, ale prawdziwego rozwiązania nigdy się w ten sposób nie uzyska. Faktem jest, że cokolwiek robimy w kierunku usunięcia zanieczyszczeń,
sytuacja staje się coraz gorsza. Im bardziej skomplikowane są badania, tym bardziej problem staje się skomplikowany. Przyjmijmy, że rura przebiegałaby przez wyspę Shikoku i woda byłaby nią pompowana z Pacyfiku do Morza Wewnętrznego. Możliwe, że to stopniowo oczyściłoby wody.
Lecz zastanówmy się, skąd bierze się elektryczność napędzaj ąca fabrykę, która wyprodukuje stalowe rury i ile trzeba energii, aby przepompowywać wodę do góry? Potrzebna by była elektrownia atomowa. Aby ją skonstruować należałoby zgromadzić tysiące ton cementu
i wszelkich innych przemysłowych materiałów, a także wybudować niezwykle kosztowną wieżę rozpadu uranowego. Kiedy stosujemy tego typu rozwiązania, tylko powiększamy problem tworząc drugą i trzecią generacj ę zanieczyszczenia, które mogą być jeszcze bardziej trudne do rozwiązania niż problem wyj ściowy, i jeszcze bardziej zagrażający środowisku. To tak, jak z zachłannym farmerem, który otwiera coraz to nowe kanały wodne,
aby nawodniły jego pole. Ziemia wokół zaczyna pękać i krawędzie tarasów niszczeją. Z tego powodu trzeba zastosować specjalne umocnienia. Kiedy już powstaną umocnienia można powiększyć kanały wodne. Niestety wzrastający poziom wody powoduje potencjalne zagrożenie, także wtedy, kiedy znowu krawędzie tarasu się osłabią, potrzebny będzie jeszcze większy wysiłek na ich rekonstrukcję.
Kiedy zdefiniujemy symptomy problemu powszechnie uważamy, że tylko właściwe pomiary
i badania rozwiążą sam problem. Tak się często dzieje. Inżynierowie postępują rutynowo i nie chce im się zastanawiać nad prawdziwymi przyczynami.
Wszystkie badania bazują na zbyt wąskiej definicji tego, co źle funkcjonuje. Wszelkie ludzkie badania i analizy pochodzą z
ograniczonych osądów i założeń naukowych.
Prawdziwe rozwiązanie nie może być w ten sposób odkryte.
Moje skromne rozwiązanie: ściółkowanie i uprawa koniczyny nie tworzy zanieczyszczeń. Jest również efektywne, ponieważ eliminuje źródło problemu.
Dopóki nie pozbędziemy się wiary w rozwiązania zaawansowane technologicznie, zanieczyszczenie będzie wzrastać.
3.3 Owoc ciężkich czasów.
Konsumenci zwykle sądzą, że nie przyczyniają się do wzrostu zanieczyszczenia produktów rolnych. Wielu poszukuje żywności, która nie byłaby produkowana chemicznie. Jednak prawda jest taka, że chemicznie konserwowana żywność jest sprzedawana jako odpowiedź na preferencje konsumenta, ponieważ konsumenci wybierają owoce duże, błyszczące, bez skaz, o regularnym kształcie. Aby usatysfakcjonować takie preferencje wynaleziono szereg chemikaliów, które w ogóle nie były używane jeszcze 5, czy 6 lat temu. W jaki sposób konsumenci znaleźli się w takiej sytuacji?
Ludzie zwykle mówią, że nie jest dla nich ważne, czy ogórki są proste lub bez skazy, i że nie muszą wcale wyglądać pięknie. Jednak jeśli zajrzysz na stragany w Tokio, zobaczysz, jak ceny towarów kształtowane są przez upodobania konsumentów. Jeżeli tylko owoce wyglądają troszkę lepiej, to są droższe o kilka centów. Jeśli zakwalifikowane jako małe lub średnie, to cena za funt może spaść nawet o połowę.
Konsumenci gotowi są zapłacić wysoką cenę za produkty pozasezonowe, które oczywiście wymagają chemikaliów i sztucznych warunków do wzrostu.
Przykładowo, mandarynki Unshu hodowane w szklarniach osiągały czasem cenę 10 i 20 razy wyższą niż te, które normalnie rosną w sezonie. Tak, jak zwykłe mandarynki kosztują około 10 - 15 centów za funt, te sztucznie hodowane osiągały cenę 80 centów, 1 dolara, a nawet 1,75 za funt. Zatem jeśli hodowca zainwestował tysiące dolarów w szklarnie, zakupił niezbędny opał i pracował ponad normę, może zrobić interes.
W naszych czasach uprawy owoców w szklarniach stały się coraz bardziej popularne. Aby zdobyć mandarynki tylko miesiąc wcześniej, ludzie z miasta gotowi są zapłacić ekstra cenę farmerom, którzy włożyli w to spory wysiłek i dużo zainwestowali.
Jeśli jednak zapytalibyśmy, czy jest ważne dla ludzi, aby mieć owoce miesiąc wcześniej niż zwykle, prawda jest taka, że to wcale nie jest istotne, a przecież cena jaką płacimy, nie jest tylko kwestią dodatkowych kosztów.
Przykładowo, chemiczny środek, który zabarwia nowalijki nie był używany jeszcze kilka lat temu. Przy użyciu tego środka owoc staje się w pełni zabarwiony na tydzień przed faktycznym dojrzewaniem. W zależności od tego, czy zostanie sprzedany tydzień wcześniej, czy później, jego cena może liczyć się podwójnie, lub spaść o połowę. Dlatego hodowcy dodają koloryzujących preparatów, a po zerwaniu owoców, dla przyspieszenia ich dojrzewania, dodatkowo umieszczają je w pomieszczeniu, do którego wpuszcza się gaz. Jednak kiedy owoc jest zerwany zbyt wcześnie, nie będzie dostatecznie słodki, dlatego trzeba dodać do niego sztucznych słodzików. Te sztuczne słodziki są generalnie zabronione, ale rozpylanie ich pomiędzy drzewami cytrusowymi nie jest bezprawne. Jeżeli tylko coś mieści się w kategorii
ogólnodostępnych środków chemicznych, prawie wszyscy bez skrupułów je używaj ą.
Owoce są następnie przekazywane do specjalnych sortowni. Aby oddzielić owoce większe od małych, każdy z nich musi przetoczyć się wiele setek metrów przez specjalne taśmy. Mandarynki są mechanicznie opłukiwane wodą wątpliwej jakości. Im większa jest sortownia, tym dłuższą drogę musi w niej przebyć owoc.
Po umyciu cytrusy są opryskiwane konserwantami i jeszcze raz są sztucznie koloryzowane. W końcu jako ostatnie „dotknięcie" aplikowana jest parafinowa powłoka, a owoc jest polerowany do „błysku". Tak, że w rezultacie owoce wychodzą jak z fabryki.
Zanim owoc trafia na stragany i pół
Przespacerujcie się uważnie wśród moich pól. Motyle i ważki fruwają chmarami, pszczoły bzykają radośnie w kiściach kwiatów. Unieście opadłe liście, a zobaczycie owady, pająki, żaby, jaszczurki i wiele innych małych zwierząt buszujących chłodnym cieniu. Krety
i dżdżownice spulchniają powierzchnię ziemi. Tak funkcjonuje harmonijny ekosystem naturalnej uprawy. Społeczności owadów i roślin zachowują tutaj ustalone, zgodne relacje. Często bywa tak, że choroby zbóż atakują pola dookoła, a zostawiaj ą moje nietknięte.
A teraz spójrzcie przez moment na pola moich sąsiadów. Wszystkie chwasty zostały tam wytępione przez herbicydy i mechaniczną uprawę. Ziemne zwierzęta i owady są eksterminowane przez trucizny. Gleba została wypalona do czysta z organicznej materii
i mikroorganizmów przez chemiczne nawozy. Latem możecie zobaczyć na tych polach rolników pracujących w maskach gazowych i długich gumowych rękawicach.
Niektóre z tych ryżowych pól, które były uprawiane bezustannie przez około półtora tysiąca lat, teraz leżą odłogiem zupełn wyeksploatowane przez „nowoczesne" rolnictwo w ciągu jednego pokolenia.
Cztery zasady:
Pierwsza to zaprzestanie uprawiania gleby: nie orać, nie kopać, nie odwracać ziemi.
Przez setki lat rolnicy uważali, że oranie jest niezbędne, aby uzyskać zbiory. Jednak nie uprawianie gleby jest fundamentalną zasadą naturalnego rolnictwa. Ziemia uprawia się sama, naturalnie, poprzez penetrację w głąb gruntu korzeni roślin, aktywność mikroorganizmów, kretów i innych małych zwierząt ziemnych, dżdżownic oraz niezliczonych gatunków robaków.
Druga zasada: nie stosować nawozów chemicznych oraz sztucznie preparowanego kompostu. Ludzie ingerują w Naturę, lecz chociaż potem mocno próbują, nie potrafią uleczyć konsekwencji tej ingerencji. Współczesne, niewrażliwe praktyki rolnicze wyjaławiają ziemię z jej podstawowych składników pokarmowych, w skutek czego, z roku na rok zamienia się ona w jałowe tereny.
Jeżeli glebę zostawimy samą sobie, będzie nasycała się naturalnym nawozem, zgodnie z cyklami życia i umierania roślin oraz zwierząt.
Zasada trzecia: zaprzestanie plewienia oraz stosowania herbicydów przeciwko „chwastom". Chwasty odgrywaj ą ważną rolę w budowaniu zasobności pokarmowej ziemi
i harmonizowaniu jej biologicznych ekosystemów. Należy przyjąć, że chwasty powinny być kontrolowane, a nie zupełnie eliminowane.
Ściółkowanie słomą, okrywanie gleby białą koniczyną wsiewaną wraz z uprawami, efektywnie zapobiega nadmiernemu rozrostowi chwastów.
Zasada czwarta: eliminacja środków chemicznych.
Od czasu, kiedy zaczęto orać i chemicznie traktować ziemię, uprawiane rośliny stawały się coraz słabsze, a choroby roślin oraz nadmierne rozmnażanie się poszczególnych gatunków szkodliwych owadów stały się wielkim problemem w rolnictwie.
Natura rządząca się własnymi prawami znajduje się w doskonałej harmonii.
Owadzie szkodniki i choroby roślin były zawsze obecne, ale w naturalnych warunkach nie rozwijały się na skalę masową tak, żeby niezbędne było stosowanie chemicznych trucizn. Wrażliwym i odpowiednim rozwiązaniem wobec chorób i insektów jest uprawa mocnych roślin w zdrowym otoczeniu.
Jako nawozy Fukuoka uprawia rośliny strączkowe pokrywające ziemię, a także białą koniczynę, czasami je ścinaj ąc na „zielony nawóz". Pozostawia też ściętą słomę (np. ryżową) na swoich polach i dodaje niewielkie ilości naturalnego nawozu (ptasiego).
Fukuoka nie stosuje żadnych chemicznych nawozów, ani oprysków w swoich uprawach. Czasami na drzewach sadu stosuje emulsję z naturalnego oleju, aby ochronić je przed nadmierną inwazją insektów.
2.2 Nie obawiaj się chwastów
Wiele różnych gatunków chwastów rośnie pomiędzy zbożem i koniczyną na tych polach. Ryżowa słoma rozłożona poprzednio na polu została naturalnie skompostowana, zamieniła się w bogaty humus. Spodziewamy się zbiorów około 13 funtów (ok. 6kg) z akra.
Wczoraj byli u nas z wizytą profesor Kawase, specjalista w uprawie traw i profesor Hiroe, który poszukuje dawnych odmian upraw. Kiedy zobaczyli dorodny wzrost jęczmienia i zielony nawóz na moich polach, nazwali to przepięknym dziełem sztuki.
Jeden z moich sąsiadów rolników, który spodziewał się, że moje pola będą kompletnie zarośnięte chwastami, był zaskoczony znajdując jęczmień tak dorodnie wyrośnięty pośród wielu innych roślin.
Eksperci techniczni również przybyli tu, by zobaczyć jak koegzystują chwasty, koniczyna, zboża oraz rzeżucha. Odjechali kręcąc głowami w zadziwieniu.
20 lat temu, kiedy odważyłem się na niekontrolowany wzrost różnych roślin w moich ogrodach, na innych polach i w ogrodach w kraju nie znalazłbyś nawet źdźbła trawki.
Kiedy ludzie zobaczyli moje uprawy zrozumieli, że drzewa ogrodowe czują się dobrze i mogą swobodnie rosnąć wśród chwastów i traw.
W dzisiejszej Japonii normalnym widokiem jest sad porośnięty trawą, Niewiele jest już sadów, gdzie ziemia jest cały czas
uprawiana wokół drzew. Podobnie stało się z uprawami zbóż. Ryż, jęczmień oraz żyto mogą być naprzemiennie uprawiane
na tym samym polu, które jest pokryte koniczyną i chwastami przez cały rok.
Pozwólcie mi powtórzyć bardziej szczegółowo roczny program siewów i zbiorów na moich polach:
Na początku października wsiewana jest biała koniczyna i ziarna zimowych zbóż pomiędzy dojrzewające kłosy ryżu.
Koniczyna, jęczmień lub żyto kiełkuj ą i wyrastaj ą około 2 cali
(ok. 5cm) do czasu zbioru ryżu. Podczas zbioru ryżu kiełkujące nasiona zostają wdeptane
z powrotem do gruntu przez stopy żeńców, lecz zupełnie im to nie szkodzi. Kiedy kłosy ryżu są ścięte, ryżowa słoma jest po prostu rozkładana na polu (bez ścinania jej i wyrywania).
Ryż, który był wysiany na jesieni i zostawiony nie zakryty, narażony jest na zjedzenie przez myszy i ptaki, może także zgnić
nie zagłębiony w ziemi. Dlatego obtaczamy wszystkie nasionka ryżu warstewką gliny przez wysianiem.
Siew polega na wyrzucaniu ziaren z kosza, lub płachty przewiązanej przez ramię równomiernymi ruchami we wszystkie
strony.
Do ziaren dodaje się glinę w postaci drobnego proszku oraz nieco wody tak, że sama ona okleja ziarno. W ten sposób tworzą się grudki gliny wokół ziaren o grubości kilu milimetrów.
Jest też inny sposób na robienie osłon. Najpierw nasiona ryżu są moczone w wodzie, następnie wyciągane i mieszane z rzadką gliną ręcznie lub stopami. Następnie ta mieszanka jest przeciskana przez drobną metalową siatkę, aby podzielić ją na małe części. Te małe cząstki zostawiamy na dzień lub dwa do przesuszenia tak, aby można je było łatwo formować w kuleczki palcami. Dążymy do tego, aby jedno nasionko było w każdej kuleczce.
W ciągu jednego dnia można w ten sposób przygotować wystarczającą ilość nasion do siewu na wiele akrów pola. W zależności od warunków czasami przygotowuję w ten sposób nasiona innych zbóż i warzyw przed wysianiem.
Pomiędzy środkiem listopada, a środkiem grudnia jest dobry czas, aby wysiać przygotowane ziarno ryżu wśród wzrastającego j ęczmienia i żyta. Można to również zrobić na wiosnę.
Nie stosuj ę żadnych nawozów oprócz niewielkiej ilości odchodów kurczaków, które swobodnie żeruj ą i biegają po polach. Ptasi nawóz pomaga rozkładać się pozostawionej ryżowej słomie. W ten sposób zamknięty jest cykl rocznych zasiewów. W maju zbieramy zimowe zboża. Po ścięciu kłosów cała słoma jest rozkładana z powrotem na polu. Wtedy (w czasie deszczowej pory) też pozwalamy pozostawać wodzie na polu przez tydzień lub 10 dni. Woda powoduje, że chwasty i koniczyna osłabiaj ą się i częściowo butwieją, a ziarno ryżu kiełkuje wśród słomy.
W czerwcu i lipcu wystarcza wody deszczowej do nawadniania ryżu, lecz w sierpniu wpuszczamy kanałami świeżą wodę raz w tygodniu, ale nie pozwalamy jej zostawać. W tym czasie zbliża się jesienny zbiór ryżu. Tak przedstawia się coroczny cykl naprzemiennej, naturalnej uprawy ryżu i zimowych zbóż.
Siew i zbiory tak bliskie naturalnym warunkom, mogą być traktowane bardziej jak naturalny cykl wegetacji roślin, niż jak technika rolnicza.
Siew i jednoczesne rozłożenie słomy na jednym akrze pola zabiera rolnikowi tylko około dwóch godzin. Wyłączając czas pracy przy zbiorach, całą pracę przy uprawie zimowych zbóż może wykonać jedna osoba.
Jedynie dwie lub trzy osoby potrzebne są do wykonania całej pracy przy zastosowaniu tradycyjnych, ręcznych narzędzi na średniej wielkości polu przy uprawie ryżu. Prawdopodobnie nie ma prostszej, lżejszej i łatwiejszej metody na uprawę zbóż. Trzeba tylko rozrzucić ziarna i rozłożyć starą słomę, lecz dojście do takiej prostoty zajęło mi ponad 30 lat eksperymentów. Ten sposób uprawy jest odpowiedni dla warunków Wysp Japońskich, lecz uważam, że można go również z powodzeniem zaadoptować w innych rejonach świata i zastosować do uprawy różnych roślin.
W rejonach, gdzie woda nie jest tak łatwo dostępna można ryż zastąpić gryką, prosem, lub owsem. W zastępstwie białej koniczyny można zastosować inne gatunki, które mogą być bardziej przydatne jako rośliny pokrywające pole. Naturalne uprawy przybierają odpowiednią formę do odpowiedniego klimatu i warunków miejsca. Na początku przydatne jest częściowe plewienie, wprowadzanie kompostu lub naturalnych nawozów, lecz te zabiegi powinny być stopniowo redukowane z roku na rok. Najważniejszy jest tu stan umysłu rolnika, a nie jego możliwości techniczne.
2.3 Gospodarowanie słomą
Ścielenie pól słomą można uważać za nieistotne, ale w mojej metodzie upraw zbóż i ryżu jest zasadnicze. Łączy się ze wszystkimi fazami i aspektami uprawy. Osłania kiełkujące nasiona, jest naturalnym nawozem dla gleby, kontroluje wzrost chwastów, chroni przed wydziobywaniem ziaren przez wróble, limituje dostęp wody.
Uważam, że stosowanie ścielenia w teorii i praktyce we wszystkich rodzajach gospodarowania ma zasadniczą rolę. Ludziom niestety jest trudno to zrozumieć.
Rozścielanie słomy bez jej ścinania
W bazie eksperymentalnej Okayama obecnie próbuje się bezpośredniego wysiewu ryżu na 80% pól. Kiedy zasugerowałem, że powinni rozkładać słomę nie ściętą stwierdzili, że nie może to być dobre i rozkładali słomę ściętą poprzednio przez żniwiarkę.
Kilka lat temu odwiedziłem te eksperymentalne pola i stwierdziłem, że zostały podzielone na trzy sektory: w jednym stosowano ścielenie ściętą słomą, w drugim ścielono słomą nie ścinaną, a w trzecim nie stosowano w ogóle ścielenia. Eksperyment powtarza dokładnie to, co ja robiłem wiele lat temu, zanim doszedłem do tego, że najlepsze jest rozkładanie na polu słomy nie ściętej.
Pan Fujii, wykładowca w Wyższej Szkole Rolniczej Yasuki, w Prefekturze Shimane chciał wypróbować moją metodę i odwiedził moją farmę. Doradziłem mu, żeby również rozkładał nie ściętą słomę na swoich polach.
Po roku zawiadomił mnie, że eksperyment się nie udał. Po uważnym wysłuchaniu jego sprawozdania stwierdziłem, że układał słomę równo w jednej linii tak, jak często robi się to
w przydomowych ogrodach Japonii. Jeżeli robił to w ten sposób nasiona nie miały dobrych szans wzrostu. Podobnie jest ze słomą żyta i jęczmienia. Jeśli słoma zostanie ułożona w jednym kierunku
i zbyt ciasno, kiełkom nasion bardzo trudno jest się przez nią przedostać. Najlepiej jest po prostu rozpościerać słomę po skoszeniu kłosów we wszystkich kierunkach, koliście, naśladując jej naturalny sposób opadania.
Słoma ryżowa chroni zimowe zboża przed przemarznięciem, a rozkładająca się słoma zimowych zbóż daje doskonały podkład dla ryżu. Chciałbym, żeby to było dobrze zrozumiane. Jest szereg chorób roślin ryżu, które mogą zainfekować zbiory w przypadku, gdy świeża ryżowa słoma rozkładana jest na polu.
Jednak te choroby ryżu nie zarażają zimowych zbóż. Ryżowa słoma zostaje całkowicie skompostowana zanim wzejdą następnej wiosny kiełki ryżu. Tak więc świeża słoma ryżowa jest bezpieczna dla innych zbóż oraz gryki, a te z kolei mogą być użyte jako podkład dla ryżu. Generalnie świeża słoma zbóż, tj. pszeniczna, żytnia, jęczmienna nie powinna być używana jako ściółka dla tego samego gatunku, ponieważ może powodować ich choroby. Nie mniej jednak cała słoma po zebraniu kłosów powinna z powrotem wrócić do gleby.
Słoma wzbogaca glebę
Rozścielona słoma udoskonala strukturę gleby i wzbogaca ją w związki mineralne tak, że nie potrzebny jest dodatkowy nawóz. Łączy się to oczywiście z brakiem kultywacji (orania). Moje pola są prawdopodobnie jedynymi w Japonii, które nie były orane od ponad 20 lat, a jakość gleby polepsza się z sezonu na sezon.
Stwierdziłem, że powierzchnia pól bogata w humus wzrosła w ciągu tych lat o ponad 10 centymetrów. Ten przyrost gleby zawdzięczamy przede wszystkim temu, że powraca do niej wszystko poza zbieranym plonem.
Kompost nie jest potrzebny
Nie potrzeba przygotowywać kompostu. Nie mówię, że wcale, tylko, że nie potrzeba go specjalnie przygotowywać. Jeżeli pozostawimy rozłożoną słomę na powierzchni pola na wiosnę i zostanie dodany w sposób naturalny nawóz kurcząt i kaczek, to w ciągu 6 miesięcy kompletnie się ona rozłoży.
Rolnik stosuj ący zwykłą metodę przy przygotowywaniu kompostu pracuje jak szalony w upale szatkując słomę, dodając wodę i wapno, przewracając kompostową pryzmę,
a w końcu rozrzuca to na pole. W ten sposób nakłada na siebie cały ten wysiłek, ponieważ sądzi, że to najlepszy sposób. Ja wolałbym widzieć ludzi zaścielających swoje pola słomą, plewami lub wiórami pochodzącymi z tych właśnie pól. Podróżuj ąc pociągiem linią Tokaido w Zachodniej Japonii zauważyłem, że słomę zaczęto przycinać nieco wyżej, niż wtedy kiedy pierwszy raz zacząłem mówić o rozścielaniu jej nie ściętej. Muszę dać rolnikom kredyt zaufania. Jednak współcześni eksperci rolnictwa ciągle twierdzą, że najlepiej jest używać tylko część słomy na 1 akr. Dlaczego nie chcą dopuścić do zwrotu całej słomy z powrotem do ziemi?
Spoglądając z okna wagonu widzę, że rolnicy pozostawili słomę na polu ściętą w połowie, zaś reszta wymłóconej słomy gnije w stogach na deszczu. Jeżeli wszyscy rolnicy w Japonii zgodziliby się co do tego, żeby całą słomę zwracać ziemi, rezultatem byłoby fantastyczne jej zasilenie w kompost, a przez to znakomite, zdrowe zbiory.
Kiełkowanie
Przez setki lat hodowcy ryżu dokładnie przygotowywali grzędy, aby uzyskać silny i zdrowy plon. Niewielkie grzędki były wypielęgnowane tak, jak gdyby były rodzinnymi ołtarzami. Ziemia była uprawiona, posypywano ją piaskiem i popiołem ze spalonych ziaren, a na koniec rytuału odmawiane były modlitwy ofiarne.
Nie dziwię się więc, że inni rolnicy z mojej wsi widząc, że rzucam ziarna ryżu pomiędzy rosnące zboża uznali, że zwariowałem. Oczywiście nasiona kiełkuj ą bardzo dobrze w głęboko zaoranej ziemi, lecz kiedy przychodzi deszcz i ziemia zamienia się w błoto, nie można ani wejść na pole, ani też kontrolować wzrostu chwastów.
Metoda bez kultywacji pod tym względem jest lepsza, lecz z drugiej strony ściółka przyciąga wiele małych zwierząt tj. krety, ślimaki, myszy, które mogą zniszczyć nasiona. Rozwiązaniem jest stosowanie dla nasion osłon z gliny. Powszechną metodą jest rozrzucanie ziaren, a następnie przykrywanie ich glebą. Niestety, jeżeli gleba przykryje nasiona zbyt głęboko, wtedy zgniją.
Wcześniej wsiewałem nasiona w małe otwory, w gruncie albo specjalnych osłonach, lecz zarzuciłem stosowanie tej metody. Później stałem się bardziej leniwy i zamiast pracochłonnego robienia osłon nasion lub dziurek w glebie, rozrzucam nasiona wraz z glinianym proszkiem prosto na pole.
Okazuje się, że kiełkowanie najlepiej zachodzi na powierzchni, gdzie jest największy dostęp tlenu. Odkryłem, że nasiona wraz z ich glinianym okryciem, dodatkowo zaścielone słomą, kiełkuj ą bardzo dobrze, nawet w okresach dużych deszczów.
Słoma pomaga radzić sobie z chwastami i wróblami
Idealnie na jeden akr powinno wchodzić około 900 funtów (ok. 0,40tony) słomy jęczmiennej. Jeśli cała słoma jest rozkładana z powrotem na polu, to jego powierzchnia będzie kompletnie przykryta. Nawet bardzo kłopotliwe chwasty jak perz, który stanowi najtrudniejszy problem przy braku kultywacji, może być kontrolowany.
Wróble sprawiały mi wiele kłopotów. Bezpośredni siew nie będzie skuteczny, jeśli nie poradzimy sobie z ptakami zjadającymi ziarno. W wielu miejscach zrezygnowano z bezpośredniego siewu tylko z tego powodu.
Myślę, że wielu z was ma podobny problem z wróblami, więc dam wam pewne rady.
Na początku mojego gospodarowania zdarzało się, że kiedy obsiewałem pole, chmara wróbli przede mną skutecznie wyjadała ziarna tak, że nie mogłem dokończyć pracy. Próbowałem budować strachy i zakładać specjalne siatki, płoszyć ptaki brzęczącymi puszkami, ale żadna
z tych metod się nie sprawdzała. Jeżeli nawet jedna z nich pomagała, to nie dłużej niż przez rok czy dwa. Doświadczenie ukazało mi, że lepiej siać, kiedy poprzedni plon jest jeszcze na polu, nasiona są wtedy lepiej ukryte wśród traw i koniczyny. Do ukrycia nasion dobrze też służy rozłożona tuż po zbiorach ryżowa lub jęczmienna słoma jako ściółka. W czasie moich eksperymentów popełniłem wiele błędów, które przyczyniały się do niskich plonów. Prawdopodobnie poznałem więcej błędów jakie można popełnić w rolnictwie niż ktokolwiek inny w Japonii. Kiedy osiągnąłem po raz pierwszy sukces w naprzemiennej, naturalnej uprawie ryżu i zimowych zbóż poczułem taką radość, jaką musiał odczuć Kolumb odkrywając Amerykę.
2.4 Uprawa ryżu na suchym polu
Na początku sierpnia kłosy ryżu na polach moich sąsiadów są już dostatecznie wysokie, podczas gdy mój ryż ma tylko połowę tej wysokości.
Ludzie, którzy przybywają z wizytą pod koniec lipca są bardzo sceptyczni i pytają: „Panie Fukuoka, czy z tym ryżem
wszystko jest w porządku?"
„Jasne. Nie ma obaw" - odpowiadam.
Nie oczekuję, że mój ryż będzie miał dużą słomę i duże liście. Przeciwnie - dążę do tego, żeby rośliny były jak najmniej wybujałe.
Nie dążę do tego, żeby mój ryż był wysoki i nie przesadzam z nawożeniem. W ten sposób pozwalam roślinom osiągać ich naturalną formę.
U większości rolników ryżowa słoma osiąga 3 - 4 stopy (ok. 1metra) wysokości i posiada też imponujące liście. Sprawia wrażenie, że wyprodukuje wspaniały kłos, lecz najczęściej cała siła rośliny idzie wtedy w słomę. Zbyt dużo energii roślina poświęca na okres wegetatywnego wzrostu, a wtedy niewiele sił zostaje jej na wykształcenie ziarna. Przykładowo - jeśli wysoki, wybujały ryż, którego w proporcji słoma waży około 2 funtów (0,90kg), to ziarno z tego pokłosia będzie ważyć od 1 do 1,2 funta.
Niskie rośliny ryżu właśnie takie, jakie rosną na moich polach plonują w proporcji na 2 funty wagi słomy, 2 funty wagi ziarna. W sprzyjających warunkach moje rośliny produkują nawet 2, 4 funta ryżu na 2 funty słomy, czyli kłosy są o 20% cięższe od słomy.
Ryż na suchym polu nie rośnie zbyt wysoki. Do całej rośliny docierają promienie słońca ogrzewając zarówno jej podstawę, jak i najwyższe liście.
Jeden cal kłosa jest w stanie wyprodukować 6 ziaren ryżu. Trzy lub cztery niewielkie rośliny mogą wyprodukować więcej niż 100 ziaren.
Widziałem na swoim polu wysoko plonujące rośliny, które miały piękne kłosy po 250 do 300 ziaren na około 20 roślin. Jeżeli posiadasz wiele sadzonek, a nie próbujesz wyhodować z nich wysokich roślin, możesz wówczas osiągnąć bez problemu dobre plony. Ta sama zasada dotyczy innych zbóż, tj. pszenicy, żyta, prosa, jęczmienia, owsa, gryki.
Zazwyczaj ryż uprawia się utrzymując kilka cali wody na polu w okresie jego wzrostu. Metoda ta liczy sobie setki lat, dlatego farmerzy nawet nie zadają sobie pytania, czy można uprawiać ryż w inny sposób.
Oczywiście w przypadku mokrego pola rośliny są szybko pobudzane do wzrostu, ale tak dobrze nie plonują. Ryż najlepiej się czuje, kiedy woda w gruncie waha się pomiędzy 60%, a 80% chłonności gruntu.
Kiedy pole nie jest zbyt mocno nawodnione rośliny wykształcają mocniejszy system korzeniowy i są przez to odporne na ataki chorób oraz insektów.
Podstawową potrzebą nawodnienia pola jest łatwa eliminacja chwatów, z tego powodu, że tylko niektóre z nich mogą przetrwać w takich warunkach. Te chwasty, które przetrwały są usuwane ręcznie lub motykami. Tak się dzieje w metodzie tradycyjnej. Plewienie ryżowych pól zabiera wiele czasu tym bardziej, że trzeba je powtórzyć kilkakrotnie w ciągu każdego sezonu dojrzewania.
W czerwcu, w okresie monsunu utrzymuję wodę na polu około jednego tygodnia. Tylko nieliczne chwasty, które zwykle rosną na suchym gruncie mogą w tych warunkach przetrwać bez tlenu, również koniczyna.
Chodzi o to, by nie niszczyć koniczyny, tylko ja osłabić tak, żeby kiełki ryżu lepiej się urguntowały. Kiedy tylko woda zostaje odprowadzona, koniczyna z powrotem odrasta
i zaściela powierzchnię pola górując nad wzrastającym ryżem. Potem już w ogóle nie wpuszczam wody na pole. W pierwszej połowie sezonu uprawy w ogóle nie nawadniam pól. Nawet podczas bardzo suchych lat grunt pozostaje wilgotny pod warstwą butwiej ącej słomy i zielonego nawozu.
W sierpniu przed zbiorami lekko nawadniam pola, lecz wody na nich nie pozostawiam.
Jeśli zobaczysz plonujący ryż na moim polu, to od razu stwierdzisz, że jest zdrowy i dorodny. Od razu się czuje, że rośliny te nie były sztucznie rozsadzane oraz, że nie miały zbyt wiele wody, a także, co najważniejsze, nie dodane zostały żadne środki chemiczne. Każdy hodowca ryżu z łatwością to może stwierdzić oglądając ich system korzeniowy oraz zieloną część roślin.
Jeśli uda nam się doprowadzić roślinę do idealnej formy, będziemy już wiedzieć, jak ją uprawiać w szczególnych warunkach naszego pola.
Nie zgadzam się z profesorem Matsushima, że najlepiej jest, gdy czwarty liść ze szczytu rośliny jest najdłuższy. Czasami, kiedy jej drugi lub trzeci liść jest najdłuższy, można osiągnąć dobry rezultat. Jeżeli wzrost ryżu utrzymuje się w dobrej kondycji, kiedy jeszcze roślina jest młoda, a jej wzrost jest odpowiedni, to najwyższy, lub drugi liść często staje się najdłuższy i obiecuje dobre zbiory.
Teoria profesora Matsushimy wzięła się stąd, że używał do swojego eksperymentu sadzonek ryżu wyhodowanych na specjalnie nawożonych stanowiskach, a później rozsadzanych na polu, w przeciwieństwie do mojego ryżu, który był uprawiany w warunkach naśladujących naturalny cykl życia rośliny, podobnych do tych, jakie miała w stanie dzikim. Nie przesadzam roślin, czekam cierpliwie aż same urosną i dojrzeją. Zostawiam je w spokoju. Na początku moich prób sprawdzałem stare odmiany ryżu glutaminowego pochodzącego
z Południa. Każde nasionko tego ryżu może wyprodukować 12 kłosów, które mogą wydać aż 250 ziaren. Teoretycznie ta odmiana daje najwyższe plony i na niektórych obszarach moich pól zebrałem ponad 27 % buszli (prawie 1metr sześcienny) z akra.
Z punktu widzenia technicznego moja metoda wygląda na krótkoterminową i prowizoryczną. Ktoś mógłby powiedzieć, że jeśli będę kontynuował swój eksperyment, to wkrótce pojawią się kłopoty. Ja jednak uprawiam ryż swoim sposobem już ponad 20 lat, mimo to zbiory wzrastają, a ziemia z roku na rok staje się coraz bardziej żyzna.
2.5. Sady owocowe
Na zboczach wzgórza w pobliżu mojego domu hoduję kilka gatunków drzew cytrusowych. Krótko po Drugiej Wojnie Światowej, kiedy zaczynałem gospodarować, miałem 1 i % akra sadu cytrusowego i niecały akr pola ryżowego. Teraz sady pokrywają ponad 12 akrów.
Kiedy przyszedłem na to miejsce, przejąłem całe otoczenie wzgórza, które wcześniej było nie zagospodarowane. Z czasem oczyściłem je pracą własnych rąk. Wiele sosen, które tutaj rosły zostały wycięte, a ja karczując ich korzenie zasadzałem w te same miejsca sadzonki cytrusów, wykorzystując zarys dziur po korzeniach.
Sadzonki szybko zaczęły piąć się w górę, ale po pewnym czasie zostały przesłonięte przez stepowe trawy, perz, orlicę. Małe cytrusy zostały wkrótce pokryte bujną wegetacj ą innych roślin. Wyciąłem większość kiełkujących sosen, lecz pozostawiłem niektóre, aby utworzyły z czasem osłonę przeciw wiatrom. Następnie wyciąłem zbędne rośliny zarastające teren i posiałem koniczynę.
W końcu po sześciu, siedmiu latach młode cytrusy zaczęły owocować. Obkopałem drzewka i utworzyłem wokół nich rodzaj tarasów tak, że mój sad teraz różni się wyglądem od innych wokół. W swoim sadzie również zachowałem zasady: nie przekopywania gruntu, nie używania chemicznych nawozów, środków owadobójczych, ani tych przeciw chwastom.
Pierwszą interesującą sprawą na początku było to, że sadzonki zdominowały odrastające drzewka leśne, oraz to, że nie pojawiły się szkodliwe insekty.
Kiedy zarośla i odrastające leśne drzewka zostały usunięte, otoczenie stało się mniej dzikie i coraz bardziej przypominało sad.
Najlepiej jest pozwolić drzewom owocowym rozwijać swoją naturalną formę. Takie drzewa będą plonować co roku i nie będzie potrzeby ich podcinania. Ta sama zasada dotyczy wzrostu cedrów, sosen, czyli tych drzew, które mają centralny prosty pień i wyrastające dookoła gałęzie.
Oczywiście nie wszystkie gatunki cytrusów osiągają te same wysokości i rozmiary korony. Odmiany mandarynek Hassaku i Shadock wyrastają bardzo wysoko, zimowa odmiana Unshu jest niska i krępa, a wczesne odmiany Satsuma są niskie i zwarte, lecz każde z tych drzew ma pojedynczy, centralny pień.
Nie zabijaj owadzich drapieżników!
Sądzę, że wszyscy znają te najbardziej popularne owadzie „szkodniki", należy pamiętać, że mają one swoich naturalnych wrogów. Zatem nie potrzeba stosować pestycydów, aby je zwalczać.
Był czas, kiedy w Japonii pojawił się środek owadobójczy Fusol. Zostały zniszczone szkodniki, ale też wszystkie owady drapieżne, które były ich wrogami. Mimo to pojawiło się wiele innych problemów dla roślin hodowlanych. Wystąpiły nieoczekiwane plagi nowych gatunków szkodników, które nie miały żadnych naturalnych wrogów. To doświadczenie pokazało rolnikom, że niepotrzebne jest eliminowanie wszystkich owadów z upraw i może mieć ono groźne następstwa. Kiedy pojawiają się roztocza możemy użyć przeciwko nim oleju, który jest mniej niebezpieczny dla drapieżników owadzich. Używamy go w stanie wielkiego rozcieńczenia 200-400 razy do 1 części wody i rozpyla się go w środku lata. Nie będzie on jednak działać, jeśli wcześniej w czerwcu lub lipcu został użyty fosforanowy pestycyd, ponieważ łowcy owadów również zostaną wyeliminowani.
Nie doradzam używania specjalnych, tzw. organicznych spray'ów, czy rozcieńczonej soli, ani też nie jestem zwolennikiem sprowadzania żadnych drapieżnych owadów z zagranicy i zasiedlania ich w naszych ogrodach.
Drzewa atakowane są przez szkodniki wtedy, kiedy są słabe i pozbawiane sztucznie swej naturalnej formy (np. przez przycinanie). Jeśli drzewa rozwijaj ą się w nienaturalny sposób
i zostaną tak pozostawione, to ich gałęzie staną się splątane i łatwo narażone na atak owadów. Sam straciłem w ten sposób kilka akrów drzew cytrusowych.
Jeżeli drzewa są bardzo stopniowo i ostrożnie korygowane, mogą w końcu wrócić do swojej naturalnej formy. Wtedy stają się silniejsze i mniej podatne na szkodniki i choroby.
Jeżeli drzewko zasadzimy odpowiednio i od początku pozwolimy mu zachować naturalną formę, nie będzie żadnej potrzeby opryskiwania go czy przycinania.
Większość sadzonek drzew jest przycinanych od początku, a ich korzenie nie są układane prawidłowo zanim zostaną przesadzone do ogrodu. Właśnie to powoduje, że przycinanie musi być kontynuowane.
Na terenie swojego ogrodu próbowałem uprawiać różne gatunki drzew. Pośród nich znajduje się akacja Morishima. Drzewo to wegetuje cały rok i we wszystkich sezonach wypuszcza pąki. W pąkach tych rozmnażają się chętnie mszyce w wielkich ilościach. Wkrótce pojawiają się larwy biedronek, które zjadają mszyce. Dorosłe biedronki w poszukiwaniu pożywienia wędrują w dół gałęzi i pni, i unieszkodliwiają inne owady.
Uprawa sadów owocowych bez przycinania, nawożenia, czy użycia chemikaliów jest możliwa jedynie w warunkach naturalnego otoczenia.
2.6. Ogrody Ziemi
Zacznijmy od tego, że sztuczna uprawa gruntu wcale nie jest podstawowym warunkiem założenia ogrodu. Rzeczywiście, jeżeli użyjesz sztucznych nawozów, drzewa będą rosły większe, ale z roku na roku gleba będzie jałowieć. Nawóz chemiczny pozbawia ziemię witalności. Jeśli nawet jest stosowany przez jedną generację, gleba znacznie ucierpi. Nie ma mądrzejszej postawy w uprawach, jak naturalna.
20 lat temu powierzchnię tych wzgórz pokrywała stwardniała, czerwona glina, tak twarda, że nie można było nawet wbić w nią motyki. Właściwie wszystkie grunty dookoła były w podobnym stanie. Ludzie uprawiali ziemniaki dopóki ziemia nie przestawała rodzić, a następnie porzucali pola. Można powiedzieć, że zanim zacząłem uprawiać tu cytrusy i warzywa, pomogłem odtworzyć zasobność gleby. Opowiem wam teraz jak to się odbyło:
Tuż po Drugiej Wojnie Światowej nastała moda na głębokie, mechaniczne uprawy ogrodów cytrusowych. Kopano też głębokie doły i wrzucano w nie materię organiczną.
Po powrocie z ośrodka badawczego próbowałem robić to samo w swoim sadzie, lecz po kilku latach doszedłem do wniosku, że metoda ta jest nie tylko wyczerpuj ąca fizycznie, ale odnośnie wzbogacania gruntu jest praktycznie bezużyteczna.
Na początku zakopywałem trawy i paprocie, które znosiłem ze wzgórz. Ściąganie codziennie po 90 funtów 9ponad 40kilogramów) zielonej masy i więcej, było nie lada zadaniem,
a po 2, 3 latach, na skutek tego nawożenia wytworzyła się cienka warstwa humusu. Wgłębienia, jakie zostały po zakopywaniu trawy pozostały otwartymi dołami.
Następnie próbowałem zakopywać gałęzie. Wydaje się, że słoma jest najlepszym składnikiem dla budowy gleby, ale w momencie kiedy już pewna jej warstewka została zbudowana, to lepsze są drobne gałęzie. Dobrze jest jeśli te gałęzie z drzew są w bliskim zasięgu, ale dla kogoś, kto nie ma takich drzew w pobliżu, dobrze jest hodować je specjalnie w tym celu.
W moim sadzie pomiędzy cytrusami rosną również sosny i cedry, kilka grusz, brzoskwinie, japońskie wiśnie, a także inne lokalne gatunki.
Jednym z najbardziej interesujących drzew, chociaż nie jest to gatunek lokalny, jest akacja. Drzewo to jest twarde, kwiaty przyciągają pszczoły, a liście są dobre na paszę. Akacje odstraszają szkodliwe owady w sadzie, tworzą osłonę przeciw wiatrom, a bakterie rhizobium żyjące w ich korzeniach dostarczają azotu do gruntu. Drzewa te zostały przywiezione do Japonii z Australii jakiś czas temu i wyrastają szybciej
od innych drzew które widziałem w swoim życiu. W ciągu kilku miesięcy od posadzenia wypuszczają głęboko korzenie, a po 6, 7 latach osiągają już wysokość słupów telegraficznych. 6 - 10 drzew wystarczy na jednym akrze gruntu, aby zapewnić odpowiednią dawkę azotu.
Do pokrycia uzyskanej warstwy humusu zastosowałem mieszankę białej koniczyny oraz lucernę. Zajęło kilka lat zanim rośliny te się rozprzestrzeniły, aż w końcu pokryły wzgórza mojego sadu.
Posiałem też japońską białą rzodkiew. Korzenie tego silnego warzywa penetrują głęboko ziemię dostarczając organicznych
substancji i otwierając kanały dla cyrkulacji powietrza
i wody. Łatwo same się wysiewają, tak, że po jednokrotnym wysianiu można się nimi więcej nie zajmować. W chwili kiedy gleba staje się bogatsza, zaczynają wyrastać różne chwasty.
Po 7, 8 latach koniczyna praktycznie zanikła wśród różnych chwastów, tak, że pod koniec każdego lata ścinam kosą chwasty i wsiewam nasiona koniczyny.
W rezultacie tych działań, po 25 latach gleba w moich ogrodach stała się ciemna i bogata w życie, choć na początku była tylko twardą, czerwoną gliną.
Poprzez stosowanie zielonego nawożenia, nasadzania akacji, można doskonale poprawić jakość gruntu w sadzie i uniknąć mechanicznej oraz chemicznej kultywacji.
Moje sady otoczone akacjami dającymi osłonę od wiatru, z cytrusami w środku i zielonym pokryciem gruntu praktycznie rozwijają się same i zapewniaj ąc też odpowiednie zbiory.
2.7. Półdzika uprawa warzyw
Powiemy teraz o uprawie warzyw. Wystarczy skrawek ziemi na podwórku za domem, aby z powodzeniem hodować warzywa do kuchni, ale można też je uprawiać na otwartym nieużytku. W ogródku przydomowym wystarczy dodać w odpowiednim czasie organicznego kompostu i naturalnego nawozu do uprawy warzyw.
Prosta metoda uprawy kilku niezbędnych warzyw do kuchni w starożytnej Japonii doskonale odpowiadała naturalnemu stylowi życia. Dzieci bawiły się pod owocowymi drzewami
na podwórku, prosiaki biegały swobodnie zjadając odpadki z kuchni i ryły swobodnie w ziemi. Psy szczekały i bawiły się, a gospodarz wsiewał ziarna do bogatej gleby. Robaki
i insekty wzrastały razem z jarzynami, a kury wydziobywały je i znosiły jajka w ogrodzie, które następnie znajdowały dzieci.
Typowa wiejska rodzina w Japonii uprawiała w ten sposób warzywa jeszcze krótko
po Drugiej Wojnie. Uprawa tradycyjnych roślin we właściwym czasie zapobiegała ich chorobom, a sama gleba zachowywała zdrową kondycję, ponieważ wszystkie organiczne pozostałości wracały do niej z powrotem. Również stosowano płodozmian. Owadzie szkodniki były wydziobywane przez kury, a także zbierane ręcznie. W Południowym Shikoku wyhodowano rodzaj kurczaków, które zjadały robaki i owady wśród warzyw nie wydrapując przy tym korzeni, a także nie naruszając naziemnej części roślin.
Obecnie większość ludzi sądzi, że używanie zwierzęcego nawozu i odpadków z kuchni do upraw jest „prymitywne" i „nieczyste". Dziś ludzie oczekują „czystych" warzyw, dlatego hodowcy uprawiają je w szklarniach, często w ogóle nie używaj ąc do tego ziemi. Uprawy na żwirze lub piasku, lub hydroponiczne stają się coraz bardziej popularne. Warzywa są tu nawożone chemicznie, a światło słoneczne jest przefiltrowane przez szklane lub winylowe powłoki. To niesamowite, ale ludzie sądzą, że jarzyny uprawiane chemicznie są czyste i dobre do spożycia.
Właśnie pożywienie wyhodowane w zbalansowanej glebie, wśród działaj ących robaków i mikroorganizmów plus nawóz zwierzęcy jest najczystsze i najbardziej smaczne.
W uprawie „półdzikiej", używam wolnego kawałka ziemi, brzegu strumienia lub otwartego nieużytku. Po prostu wysiewam tam nasiona rozrzucając je i pozwalam, by warzywa rosły wśród chwastów. Uprawiam też swoje warzywa na zboczach gór w wolnych przestrzeniach pod drzewami cytrusowymi.
Ważną rzeczą jest wsiewać warzywa w odpowiednim czasie. Dla upraw wiosennych korzystnym czasem jest, gdy zginęły już zimowe chwasty, a wiosenne jeszcze się nie pojawiły. Dobrze jest też zaczekać na kilkudniowy deszcz. Trzeba skosić naziemne części chwastów i lekko spulchnić ziemię przed wysiewem. Nawet nie trzeba przykrywać nasion ziemią, wystarczy nasiona przykryć ściętymi trawami i chwastami, które ścięliśmy, co zapobiegnie wyjadaniu ich przez ptaki i kurczęta.
Zwykle przed wykiełkowaniem warzyw należy dwa, albo trzy razy ściąć chwasty, aby dać szansę warzywom i zapewnić im dostęp światła. Jeżeli ziemia jest pulchna, a chwasty
i koniczyna są niewielkie, można po prostu rzucić nasiona na glebę. Ptaki zjedzą niektóre z nich, ale wiele wykiełkuje.
Jeżeli zamierzasz siać w rzędach lub rowkach, możliwe, że wiele nasion zostanie zjedzone przez chrząszcze lub inne owady. Chodzą one po prostych liniach. Kurczaki również preferują ułożony rządek nasion, lubią też takie rzędy rozgrzebywać. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej jest rozrzucić nasiona w grupach.
Warzywa uprawiane w ten sposób są o wiele silniejsze, niż ludzie sądzą. Jeżeli wzejdą, zanim zdążą wyrosnąć chwasty, nie będą przez nie zdominowane.
Niektóre warzywa, jak szpinak lub marchew nie wschodzą zbyt łatwo, można namoczyć je przed wysianiem na dzień lub dwa. Następnie należy oblepić je osłonkami z gliny, co zapobiegnie też infekcjom.
Japońska rzepa i wiele odmian jesiennych warzyw liściowych może przetrwać nawet w czasie zimy. Niektóre z nich wysiewaj ą się same i wyrastają rok po roku.
Warzywa które same się wysiewają maj ą unikalny smak i wysoką wartość odżywczą.
Niesamowitym doświadczeniem jest dla mnie widzieć wiele gatunków warzyw rozwijających się tu i tam na zboczach wzgórz.
Japońska rzodkiew i rzepa rośnie pół na pół w ziemi i na powierzchni. „Dziko" rosnące marchewki i pietruszki często wyrastają krótkie i pękate z wieloma bocznymi korzeniami. Wierzę, że ich struktura i ostry, intensywny smak przypomina ich oryginalnych, dzikich poprzedników. Czosnek, mała cebula japońska, pory, raz wsiane, będą się reprodukować rok po roku.
Warzywa strączkowe najlepiej wsiewać na wiosnę. Generalnie rośliny strączkowe potrzebują do wykiełkowania dużo deszczu. Trzeba też zwrócić uwagę na ptaki i insekty.
Pomidory i bakłażany kiedy są młode nie są wystarczaj ąco silne, aby konkurować z chwastami, dlatego na początku muszą być wyhodowane w specjalnych pojemnikach,
a później wysadzane na grządki. Zamiast sadzonki wsadzać prosto do ziemi, można je po prostu położyć na powierzchni. Same się ukorzenią w odpowiednim czasie i powstaną nowe łodyżki, które będą silniejsze i lepiej zaowocują. Jeśli chodzi o ogórki, należy sadzonki lekko przykryć glebą. Wokół nich należy wycinać wyższe chwasty, ale kiedy już dobrze podrosną, nie potrzeba tego robić. Można położyć bambusowe tyczki, lub gałązki drzew, a ogórki same się wokół nich owiną. Gałęzie będą utrzymywać owoce nad ziemią, dzięki czemu nie będą one gnić i chorować. Ta sama metoda dotyczy roślin dyniowatych.
Ziemniaki są bardzo silną rośliną. Raz wsadzone będą odnawiały się w tym samym miejscu co roku i nigdy nie zdominują ich chwasty. Po prostu trzeba zostawić kilka w ziemi podczas zbiorów.
Jeżeli ziemia pod uprawę warzyw jest twarda, można wsadzić najpierw białą rzodkiew. Kiedy jej korzenie wzrastają, uprawiaj ą i zmiękczaj ą glebę, a po kilku sezonach w tym miejscu można siać inne warzywa korzeniowe i ziemniaki. Odkryłem, że biała koniczyna jest pomocna w trzymaniu na dystans innych chwastów. Rozwija się szybko i może odsunąć nawet takie mocne chwasty jak perz i mlecz.
Jeżeli koniczyna jest wsiana razem z warzywami, będzie stanowiła żywą ściółkę, użyźniaj ąc glebę, utrzymuj ąc ją w wilgoci i dobrym nasyceniu azotem.
Ważne jest, aby zarówno koniczynę, jak i warzywa wsiać w odpowiednim czasie. Odpowiednie będzie późne lato po żniwach. Rośliny dobrze ukorzeniają się podczas chłodnych miesięcy, dając szansę koniczynie wzrosnąć wcześniej niż trawy i chwasty następnej wiosny.
Dobrze jest też ściąć młodą koniczynę na wiosnę. Można też wsiewać ją w rzędy w odległości około 12 centymetrów. Kiedy koniczyna się ukorzeni, nie ma potrzeby wsiewać jej z powrotem przez 5 - 6 lat.
Podstawowym celem hodowania warzyw w półdziki sposób jest pozyskiwanie naturalnych zbiorów na obszarze, który w innym wypadku byłby nie uprawiany. Jeżeli w tej metodzie spróbujesz uprawiać ziemię mechaniczne, nie osiągniesz oczekiwanych rezultatów.
W większości przypadków rośliny zostaną zaatakowane przez owady i choroby. Jeżeli wiele rodzajów warzyw i ziół zmieszanych jest razem, pozwalamy im rosnąć
w naturalnych warunkach, niebezpieczeństwo zaatakowania przez insekty, a także choroby będzie minimalne. Zatem nie będzie trzeba używać żadnych sprayów, ani też zbierać owadów ręcznie.
Można uprawiać warzywa w każdym miejscu, zwłaszcza tam, gdzie dobrze rosną chwasty. Ważne jest wiedzieć, jakie są zasady wzrostu tych roślin i ich roczny cykl życia.
Występujące gatunki oraz wielkość chwastów powiedzą nam, jaki jest rodzaj gleby w danym miejscu i czego może jej brakować.
W moim owocowym sadzie uprawiam kapustę, pomidory, marchew, fasolę, rzepę, ogórki, buraki, pietruszkę, a także wiele różnych ziół pomiędzy nimi.
2.8 Dlaczego powinniśmy przestać używać środków chemicznych?
Aktualnie uprawy ryżu w Japonii znalazły się na rozdrożu. Rolnicy i specjaliści
są niezdecydowani, co wybrać. Kontynuować uciążliwe przesadzanie, czy stosować bezpośredni siew? - a w konsekwencji - czy uprawiać ziemię, czy jej nie uprawiać?
Przez ostatnie 20 lat twierdzę, że metoda bezpośredniego siewu i nie orania byłaby najlepsza. Ta naturalna metoda upraw ryżu szybko rozwija się w Prefekturze Okayama. Jednak są i tacy, którzy twierdzą, że odejście od upraw chemicznych w rolnictwie, biorąc pod uwagę wyżywienie całego narodu jest nie do pomyślenia. Twierdzą oni, że stosowanie środków chemicznych sprzyja kontrolowaniu trzech poważnych chorób ryżu: gniciu korzeni, pęcznieniu ziaren i bakteryjnemu zakażeniu liści.
Jeżeli jednak rolnicy zaprzestaliby stosowania słabych, „selekcjonowanych" odmian nasion, stosowania nitrogenów do gleby, oraz zredukowali nawadnianie pól tak, że wykształcałyby się silne korzenie roślin, to wyżej wymienione, wszystkie dolegliwości by znikły, a chemiczne opryski stałyby się niepotrzebne.
Na początku czerwony, gliniasty grunt na moich polach był słaby i nie nadający się zbytnio do uprawy ryżu. Moje uprawy regularnie dotyknięte były brązową skazą. Jednak z czasem, kiedy pola zostały nasycone naturalnym nawozem, brązowa skaza zaczęła zanikać. Teraz również inne choroby ustąpiły.
Podobnie jest ze szkodnikami owadzimi. Najważniejszą sprawą jest nie zabijać naturalnych owadzich drapieżników. Utrzymywanie pól przez dłuższy okres pod wodą lub nawadnianie ich zanieczyszczoną wodą może również doprowadzić do problemów ze szkodnikami. Na przykład zielone, ryżowe koniki polne żyjące wśród chwastów, zimą mogą stać się prawdziwą plagą. Jeżeli tak się dzieje, to uprawy narażone są na 20%-towe straty. A gdy środki chemiczne nie są stosowane, rozmnoży się wiele gatunków pająków, które będą kontrolować populację koników polnych. Pająki są na tyle wrażliwe, że każda najmniejsza ludzka ingerencja w naturalną uprawę może zakłócić ich rozwój. Większość ludzi sądzi, że jeśli nie będą stosować chemicznych nawozów i pestycydów, to plony ich upraw gwałtownie zmaleją.
Eksperci od owadów twierdzą, że w pierwszym roku nie stosowania środków owadobójczych może być ok. 5% strat w plonowaniu. Następne 5 % prawdopodobnie stracą nie używaj ąc nawozów chemicznych. Dotyczy to przypadku, kiedy pole ryżowe jest ciągle nawadniane. Straty w zbiorach mogą rzeczywiście w pierwszym roku osiągnąć około 10 %. Jednak siła odradzania się natury jest niewyobrażalna. Wkrótce po pierwszych latach strat plony mogą osiągnąć poprzedni rozmiar, a nawet go przewyższyć.
Kiedy pracowałem w Ośrodku Badawczym Kochi, prowadziłem eksperymenty w kierunku ochrony słomy przed roztoczami. Owady te wnikają do młodej słomy ryżowej powodując
z czasem jej załamanie. Przeciwdziałanie w tym wypadku jest proste. Należy oszacować jaki procent roślin na polu bieleje. Jeżeli nie przekracza 20% sytuacja nie jest groźna. Jeśli jednak ilość białych roślin przekracza 20%, grozi to załamaniem się całego pola uprawy. Aby tego uniknąć, jedno z pól eksperymentalnych zostało poddane opryskom chemicznym, drugie zaś pozostawione. Kiedy eksperyment się zakończył, po zbiorach okazało się, że nie opryskane pole i tak wydało większy plon, niż to poddane środkom owadobójczym. Trudno było mi w to uwierzyć i sądziłem najpierw, że w badaniach popełniono jakiś błąd. Jednak wyniki były prawidłowe. Okazało się, że roztocza zaatakowały tylko słabsze rośliny i w ten sposób przerzedziły uprawę ryżu. Wówczas silniejsze rośliny miały więcej przestrzeni do rozwoju
i większy dostęp do światła słonecznego docierającego do najniższych partii roślin. W efekcie te rośliny, które przetrwały, stały się silniejsze i wyprodukowały większe kłosy od tych, które zostały poddane środkom chemicznym. Kiedy gęstość roślin jest zbyt wielka, a szkodniki „nie przetrzebią" słabszych roślin, pole wygląda w całości zdrowo, ale w wielu przypadkach plon może być niższy.
Wiele stacji badawczych stosuje niezliczone środki chemiczne, ale tylko połowa raportów naukowych z ich stosowania jest składana. Oczywiście nie chodzi tutaj o intencje ukrycia czegokolwiek, lecz raczej o tendencyjną interpretację badań w prasie fachowej spowodowaną naciskiem korporacji chemicznych produkuj ących środki owadobójcze i nawozy. Raporty te, które rzekomo potwierdzają „skuteczność" stosowania środków chemicznych są preferowane, natomiast te raporty naukowe, które tej skuteczności zaprzeczaj ą, rzadko są publikowane.
Najtrudniejszą rzeczą jest namówić rolników do niestosowania herbicydów. Od starożytnych czasów farmerzy prowadzili „walkę wręcz" z chwastami. Oranie, gracowanie pomiędzy rowkami, rytuał przesadzania roślin - to wszystko miało jeden cel.
Zanim zaczęto stosowanie herbicydów, hodowca ryżu musiał codziennie przemierzyć wielokrotnie pole z motyką plewiąc chwasty w każdym sezonie. Dlatego łatwo zrozumieć jest, że herbicydy potraktowano jako błogosławieństwo. W moich uprawach, w oparciu o płodozmian, stosuję słomę i koniczynę jako naturalną ściółkę, oraz czasowe nawadnianie pól, w wyniku czego, łatwo pozbywam się nadmiaru chwastów, całkowicie eliminując ciężką pracę plewienia w upale, lub konieczność używania chemikaliów.
2.9 Ograniczenia metody naukowej
Zanim badacze staną się badaczami, wcześniej powinni stać się filozofami. Powinni odkryć jaki jest cel ludzkości i co ludzkość powinna tworzyć.
Doktorzy i specjaliści powinni najpierw sięgnąć do podstawowego poziomu, na którym funkcjonują ludzkie istoty w cyklu życia.
Zanim zastosowałem moje teorie w uprawie, eksperymentowałem przez szereg lat w wielu kierunkach, wciąż mając na celu ideę odkrycia metody bliskiej Naturze. Osiągałem to poprzez eliminację z rolnictwa wielu niepotrzebnych praktyk. Nowoczesnym metodom naukowym taka wizja nie przyświeca. Badania prowadzi się bez określenia kierunku, a każdy z badaczy dostrzega tylko jeden mały wycinek z nieskończonego spektrum naturalnych czynników, które mają znaczenie dla zbiorów. Dodatkowo te naturalne czynniki są różne dla wielu miejsc i odmienne każdego roku.
Ten sam akr ziemi rolnik powinien uprawiać każdego roku inaczej, w zależności od zmian pogody, rodzajów i liczebności owadów które występują, warunków glebowych, i wielu innych naturalnych czynników.
Natura jest wszędzie w stanie nieustannego ruchu. Warunki z roku na rok nie są identyczne. Naukowe badania dzielą Naturę na drobne cząstki i przeprowadzają eksperymenty, które nie respektują ani naturalnych praw, ani też podstawowych praktycznych zasad. Wyniki są odpowiedzią na reguły badań, a nie odpowiedzią na potrzeby rolników. Wielkim błędem jest sądzić, że mają na celu sukces i zdrowie rolników oraz społeczeństwa. Niedawno profesor Tsuno z Uniwersytetu Ehime napisał opasłą książkę na temat relacji metabolizmu roślin w uprawach ryżu. Profesor ten często przyjeżdża na moje pola, wykopuje dołki głębokie na kilka stóp, aby zbadać kondycję ziemi, przysyła studentów, aby badali kąt padania promieni słonecznych i cienia rzucanego przez rośliny, a także by zabierali części roślin do laboratorium analitycznego.
Często pytam profesora: „Czy jeśli pan wróci do siebie, to czy spróbuje pan naturalnej uprawy ryżu?". Odpowiada ze śmiechem: „Nie, to zostawiam panu. Moim celem jest prowadzić badania".
Tak to właśnie wygląda. Możesz studiować funkcje i metabolizm roślin, a także ich zdolność pobierania nawozów z ziemi, napisać książkę i dostać doktorat na akademii rolniczej, lecz nikt cię nie zapyta, czy twoja teoria sprawdza się w praktycznym powiększaniu zborów. Przykładowo, czy możesz wyjaśnić, jak wpływa na metabolizm rośliny temperatura 25C, jeśli na polu będą miejsca, gdzie temperatura będzie inna. A nawet, jeśli ta temperatura na polach Ehime występuje w tym roku, w następnym może znacznie spaść.
Wielkim błędem jest sądzić, że te wyrywkowe dane z metabolizmu roślin mogą przyczynić się do powiększenia zbiorów. Aby zrozumieć warunki upraw należy wziąć pod uwagę geografię oraz topografię miejsca, kondycję gleby, jej strukturę, spoistość, przepuszczalność wody, ekspozycję światła, relację pomiędzy owadami, rodzaj użytych nasion, metody kultywacji, oraz naprawdę nieskończoność zmieniających się z roku na rok czynników.
Jednoczesne prowadzenie naukową metodą testów, oraz uprawa w tym samym czasie są po prostu niemożliwe. Zanim dojdzie do opracowania wyników badań, warunki na polu już się zmieniły.
Obecnie można było usłyszeć o „Zielonej Rewolucji" oraz o „Ruchu na rzecz Dobrego Ryżu". Ponieważ metody te bazują na słabych, selekcjonowanych odmianach nasion, wymagają stosowania chemikaliów 8-10 razy w sezonie wzrostu. W ten sposób w krótkim czasie gleba zostaje wypalona do czysta z mikroorganizmów i organicznej materii. Skoro życie gleby jest zniszczone, to plony zostają całkowicie uzależnione od nawozów dodanych z zewnątrz w formie chemicznych substytutów.
Wydaje się, że wszystko może pój ść lepiej, kiedy rolnik zaaplikuje „naukowe" techniki,
ale to wcale nie oznacza, że nauka musi wkroczyć, ze względu na niewystarczającą ilość naturalnego nawozu. Oznacza to raczej, że ziemia została już wcześniej wyjałowiona, a naturalny nawóz został zniszczony przez substancje chemiczne.
Poprzez rozścielanie słomy, uprawę koniczyny, zwracanie glebie wszystkich organicznych składników zostaje ona wzbogacona w nawóz rok po roku tak, że można na tym samym polu sukcesywnie uprawiać ryż i zimowe zboża. Poprzez naturalne metody upraw pola, które wcześniej zostały osłabione kultywacją albo użyciem chemikaliów, mogą się z powrotem skutecznie zregenerować.
3.1 Głos jednego rolnika
Wśród współczesnych Japończyków panuje uzasadnione przekonanie o rozszerzającej się degradacji środowiska, a w rezultacie zanieczyszczeniu produkowanego pożywienia. Przeprowadzonych zostało wiele obywatelskich bojkotów oraz demonstracji przeciw lobby polityków i przemysłowców w produkcji rolniczej. Niestety cała ta aktywność przeprowadzana jest w sposób odbierający jej wszelkie znaczenie.
Zwracanie się przeciwko pewnym symptomom zanieczyszczenia jest podobne do określania symptomów choroby, podczas gdy jej przyczyna ukrywa się o wiele głębiej.
Przykładowo, dwa lata temu została zorganizowana konferencja przez Zarząd Rolniczego Centrum Badawczego i Radę Rolnictwa Organicznego, oraz NADA C.O. na temat pewnych aspektów zanieczyszczenia żywności. Konferencję prowadził pan Teruo Ichiraku., który jest szefem Japońskiego Stowarzyszenia Rolnictwa Organicznego, a także jednym z najbardziej wpływowych członków rządowej, rolniczej kooperatywy. Agencja ta sugeruje wielkość zbiorów oraz jakie nasiona w danym roku powinny być uprawiane, jak wiele powinno się zastosować nawozów i jakie chemikalia powinien używać każdy rolnik w Japonii.
Ponieważ zebrało się tam grono tak wpływowych i różnorodnych ludzi, przyłączyłem się
w nadziei, że po konferencji zostaną podjęte konstruktywne decyzje i zostaną one efektywnie wcielone w życie. Z punktu widzenia upublicznienia realnych efektów zanieczyszczenia żywności, konferencja miła dobry start. Niestety tak jak na innych tego typu spotkaniach, dyskusja uległa wypaczeniu, zmieniając się w serię zaawansowanych, technicznych raportów i osobistych przekonań na temat horroru zanieczyszczenia pożywienia. Właściwie nikt nie dotknął problemu na jego fundamentalnym poziomie.
Przykładowo, dyskutowano problem zatrucia tuńczyków rtęcią. Reprezentacja Departamentu Rybołówstwa przedstawiła, jak bardzo ten problem jest zaawansowany. W owym czasie
ta choroba ryb omawiana była codziennie w mediach, dlatego wszyscy słuchali z uwagą. Przedstawiający problem powiedział, że wskaźnik zawartości rtęci u tuńczyków jest ekstremalnie wysoki, nawet wśród tych, które są łowione w Morzu Arktycznym blisko Koła Podbiegunowego.
Jednak pewne laboratoria przebadały szczątki kilku tuńczyków z przed kilkuset lat i wbrew oczekiwaniom również stwierdzono w nich dużą zawartość rtęci. Ta niepewna konkluzja sugerowała, że rtęć jest niezbędna dla życia i rozwoju tych ryb. Ludzie na audytorium spoglądali na siebie z niedowierzaniem. Przecież przyczyną spotkania było określenie, jak radzić sobie z zanieczyszczeniem, które niszczy środowisko, a także jak je skorygować.
W zamian reprezentant Departamentu Rybołówstwa stwierdził, że rtęć jest niezbędna dla przetrwania tuńczyków. Właśnie to miałem na myśli mówiąc, że decydenci nie chcą dostrzegać podstawowych przyczyn zanieczyszczenia, a tylko widzą je w skrzywionej i sztucznej perspektywie. Poruszony tym wstałem i zasugerowałem, że powinniśmy wspólnie sformułować konkretny plan poradzenia sobie z zanieczyszczeniem.
Czy nie lepiej byłoby porozmawiać wprost o zaprzestaniu używania chemikaliów, które są bezpośrednia przyczyną zanieczyszczenia? Przykładowo ryż, warzywa oraz cytrusy mogą być uprawiane z powodzeniem bez chemikaliów. Stwierdziłem, że jest to osiągalne ponieważ postępuje tak od lat na swojej farmie.
Jednakże tak długo, jak rząd będzie sugerował użycie chemikaliów nikt nawet nie będzie chciał spróbować „czystej" uprawy.
Na konferencji byli obecni nie tylko członkowie Departamentu Rybołówstwa, ale także członkowie Ministerstwa Rolnictwa i Leśnictwa, a także Rolniczej Co-op.
Jeżeli oni, a także szef konferencji, pan Ichi Raku chcieliby naprawdę, aby coś się zmieniło, żeby farmerzy spróbowali
uprawiać ryż bez chemikaliów, to rzeczywiście mogłoby się coś zmienić.
Jest jednak jeden podstawowy problem. Jeśli uprawy byłyby naturalne, bez chemicznych nawozów i oprysków, a także bez użycia maszyn, przestałyby być potrzebne wielkie chemiczne zakłady, fabryki maszyn rolniczych, oraz cała rządowa rolnicza kooperatywa byłaby również zbędna.
Zmierzając wprost powiedziałem, że kooperatywy i nowoczesna polityka rolnicza zależą od wielkiego kapitału zainwestowanego w nawozy sztuczne i maszyny rolnicze. Porzucenie tego skomplikowanego systemu spowodowałoby kompletną zmianę w ekonomii i współczesnych społecznych strukturach. Dlatego sądzę, że pan Ichi Raku, a także rządowa kooperatywa nie mówią wprost o potrzebie konkretnych działań przeciwko zaprzestania zanieczyszczania środowiska. Po moim wystąpieniu szef konferencji stwierdził: „Panie Fukuoka, pan zakłóca konferencję swoimi uwagami." W ten sposób zamknął mi usta. I tak to właśnie wygląda.
3.2 Skromne rozwiązanie trudnego problemu
Zatem wygląda na to, że agencje rządowe nie mają zamiaru zatrzymać zanieczyszczenia. Drugim problemem jest to, że wszystkie aspekty zanieczyszczenia żywności muszą być rozwiązane równocześnie. Problem nie może być rozwiązany przez ludzi, którzy zajmują się tym, czy innym aspektem sprawy.
Dopóki świadomość każdego nie będzie dogłębnie zmieniona, zanieczyszczenie nie zniknie. Przykładowo, rolnicy sądzą, że zanieczyszczenie Morza Wewnętrznego ich nie dotyczy. Sądzą, że jest to sprawa Departamentu Rybołówstwa, którego zadaniem jest kontrolowanie zdrowia ryb, a także że należy to do zadań Rady Środowiska, która powinna kontrolować zanieczyszczenie Morza. Właśnie w tego typu myśleniu znajduje się problem.
Najczęściej używane nawozy sztuczne: siarczan amonu, mocznik, super fosforat i wapno, są rozsiewane w dużych ilościach, z czego tylko drobna część jest absorbowana przez rośliny. Reszta spływa do strumieni i rzek dostając się ewentualnie do Morza Wewnętrznego. Nitrogeny stają się pożywieniem dla alg i planktonu, który rozwijając się w nadmiarze powoduje zaczerwienienie wód.
Oczywiście ścieki przemysłowe i inne zatrute odpady również przyczyniają się do zanieczyszczenia wód, ale podstawową przyczyną zatrucia wód w Japonii są nawozy chemiczne. Zatem właśnie rolnicy muszą wziąć podstawową odpowiedzialność za stan Morza Wewnętrznego.
Odpowiedzialni są zarówno rolnicy którzy wsiewają chemikalia na swoje pola, korporacje które je produkują, jak również lokalni urzędnicy, którzy wierzą w dobro chemii i oferują techniczną pomoc w jej stosowaniu. Jeśli ci ludzie razem wzięci nie dostrzegą problemu głębiej, nie będziemy mogli nic poradzić w kwestii zanieczyszczenia wód.
W tej chwili tylko ci, którzy zostali najbardziej dotknięci problemem starają się aktywnie działać przeciw niemu. Tak jak rybacy blisko wyspy Mizushima występują przeciwko wielkim firmom wydobywczym, które rozlewaj ą ropę na morzu. Jeden z profesorów proponuje rozwiązać problem przez przekopanie kanału pod wyspą Shikoku, aby w ten sposób przepuścić czystszą wodę z oceanu do Morza Wewnętrznego. Takich pomysłów i akcji jest wiele, ale prawdziwego rozwiązania nigdy się w ten sposób nie uzyska. Faktem jest, że cokolwiek robimy w kierunku usunięcia zanieczyszczeń,
sytuacja staje się coraz gorsza. Im bardziej skomplikowane są badania, tym bardziej problem staje się skomplikowany. Przyjmijmy, że rura przebiegałaby przez wyspę Shikoku i woda byłaby nią pompowana z Pacyfiku do Morza Wewnętrznego. Możliwe, że to stopniowo oczyściłoby wody.
Lecz zastanówmy się, skąd bierze się elektryczność napędzaj ąca fabrykę, która wyprodukuje stalowe rury i ile trzeba energii, aby przepompowywać wodę do góry? Potrzebna by była elektrownia atomowa. Aby ją skonstruować należałoby zgromadzić tysiące ton cementu
i wszelkich innych przemysłowych materiałów, a także wybudować niezwykle kosztowną wieżę rozpadu uranowego. Kiedy stosujemy tego typu rozwiązania, tylko powiększamy problem tworząc drugą i trzecią generacj ę zanieczyszczenia, które mogą być jeszcze bardziej trudne do rozwiązania niż problem wyj ściowy, i jeszcze bardziej zagrażający środowisku. To tak, jak z zachłannym farmerem, który otwiera coraz to nowe kanały wodne,
aby nawodniły jego pole. Ziemia wokół zaczyna pękać i krawędzie tarasów niszczeją. Z tego powodu trzeba zastosować specjalne umocnienia. Kiedy już powstaną umocnienia można powiększyć kanały wodne. Niestety wzrastający poziom wody powoduje potencjalne zagrożenie, także wtedy, kiedy znowu krawędzie tarasu się osłabią, potrzebny będzie jeszcze większy wysiłek na ich rekonstrukcję.
Kiedy zdefiniujemy symptomy problemu powszechnie uważamy, że tylko właściwe pomiary
i badania rozwiążą sam problem. Tak się często dzieje. Inżynierowie postępują rutynowo i nie chce im się zastanawiać nad prawdziwymi przyczynami.
Wszystkie badania bazują na zbyt wąskiej definicji tego, co źle funkcjonuje. Wszelkie ludzkie badania i analizy pochodzą z
ograniczonych osądów i założeń naukowych.
Prawdziwe rozwiązanie nie może być w ten sposób odkryte.
Moje skromne rozwiązanie: ściółkowanie i uprawa koniczyny nie tworzy zanieczyszczeń. Jest również efektywne, ponieważ eliminuje źródło problemu.
Dopóki nie pozbędziemy się wiary w rozwiązania zaawansowane technologicznie, zanieczyszczenie będzie wzrastać.
3.3 Owoc ciężkich czasów.
Konsumenci zwykle sądzą, że nie przyczyniają się do wzrostu zanieczyszczenia produktów rolnych. Wielu poszukuje żywności, która nie byłaby produkowana chemicznie. Jednak prawda jest taka, że chemicznie konserwowana żywność jest sprzedawana jako odpowiedź na preferencje konsumenta, ponieważ konsumenci wybierają owoce duże, błyszczące, bez skaz, o regularnym kształcie. Aby usatysfakcjonować takie preferencje wynaleziono szereg chemikaliów, które w ogóle nie były używane jeszcze 5, czy 6 lat temu. W jaki sposób konsumenci znaleźli się w takiej sytuacji?
Ludzie zwykle mówią, że nie jest dla nich ważne, czy ogórki są proste lub bez skazy, i że nie muszą wcale wyglądać pięknie. Jednak jeśli zajrzysz na stragany w Tokio, zobaczysz, jak ceny towarów kształtowane są przez upodobania konsumentów. Jeżeli tylko owoce wyglądają troszkę lepiej, to są droższe o kilka centów. Jeśli zakwalifikowane jako małe lub średnie, to cena za funt może spaść nawet o połowę.
Konsumenci gotowi są zapłacić wysoką cenę za produkty pozasezonowe, które oczywiście wymagają chemikaliów i sztucznych warunków do wzrostu.
Przykładowo, mandarynki Unshu hodowane w szklarniach osiągały czasem cenę 10 i 20 razy wyższą niż te, które normalnie rosną w sezonie. Tak, jak zwykłe mandarynki kosztują około 10 - 15 centów za funt, te sztucznie hodowane osiągały cenę 80 centów, 1 dolara, a nawet 1,75 za funt. Zatem jeśli hodowca zainwestował tysiące dolarów w szklarnie, zakupił niezbędny opał i pracował ponad normę, może zrobić interes.
W naszych czasach uprawy owoców w szklarniach stały się coraz bardziej popularne. Aby zdobyć mandarynki tylko miesiąc wcześniej, ludzie z miasta gotowi są zapłacić ekstra cenę farmerom, którzy włożyli w to spory wysiłek i dużo zainwestowali.
Jeśli jednak zapytalibyśmy, czy jest ważne dla ludzi, aby mieć owoce miesiąc wcześniej niż zwykle, prawda jest taka, że to wcale nie jest istotne, a przecież cena jaką płacimy, nie jest tylko kwestią dodatkowych kosztów.
Przykładowo, chemiczny środek, który zabarwia nowalijki nie był używany jeszcze kilka lat temu. Przy użyciu tego środka owoc staje się w pełni zabarwiony na tydzień przed faktycznym dojrzewaniem. W zależności od tego, czy zostanie sprzedany tydzień wcześniej, czy później, jego cena może liczyć się podwójnie, lub spaść o połowę. Dlatego hodowcy dodają koloryzujących preparatów, a po zerwaniu owoców, dla przyspieszenia ich dojrzewania, dodatkowo umieszczają je w pomieszczeniu, do którego wpuszcza się gaz. Jednak kiedy owoc jest zerwany zbyt wcześnie, nie będzie dostatecznie słodki, dlatego trzeba dodać do niego sztucznych słodzików. Te sztuczne słodziki są generalnie zabronione, ale rozpylanie ich pomiędzy drzewami cytrusowymi nie jest bezprawne. Jeżeli tylko coś mieści się w kategorii
ogólnodostępnych środków chemicznych, prawie wszyscy bez skrupułów je używaj ą.
Owoce są następnie przekazywane do specjalnych sortowni. Aby oddzielić owoce większe od małych, każdy z nich musi przetoczyć się wiele setek metrów przez specjalne taśmy. Mandarynki są mechanicznie opłukiwane wodą wątpliwej jakości. Im większa jest sortownia, tym dłuższą drogę musi w niej przebyć owoc.
Po umyciu cytrusy są opryskiwane konserwantami i jeszcze raz są sztucznie koloryzowane. W końcu jako ostatnie „dotknięcie" aplikowana jest parafinowa powłoka, a owoc jest polerowany do „błysku". Tak, że w rezultacie owoce wychodzą jak z fabryki.
Zanim owoc trafia na stragany i pół
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz