A tu lista niektórych schorzeń dających podobne objawy:
*Niedobory witaminy D
*Zespół przewlekłego zmęczenia
*Niedoczynność tarczycy
*Kandydoza
*Chlamydioza
*Niedobór magnezu
*Choroby pasożytnicze
*Schorzenia jelit
*Witamina B12
newbielink:http://vegie.pl/topics218/3249.htm [nonactive]
(artykuł pisany jest przede wszystkim z myślą o osobach, które podejrzewają u siebie boreliozę bądź mają zdiagnozowaną przez polskich "specjalistów" nerwicę).
Witamina D jest, jak wiadomo, syntetyzowana w skórze pod wpływem słońca. Już podczas kilkunastu minut opalania się nasze ciało produkuje wystarczającą ilość witaminy D, aby mieć zapasy na cały dzień. Na naszej szerokości geograficznej promienie słoneczne są w stanie stymulować produkcję witaminy D tylko kilka miesięcy w roku, przez pozostałe - opalanie się nic albo prawie nic nie daje.
I tu jest właśnie problem - opalając się zbieramy zapasy na cały dzień, , ale na drugi dzień poziom witaminy zacznie spadać. W zimie spada dramatycznie, do tego stopnia, że można mówić o epidemii niedoboru. Niemal wszyscy mieszkańcy naszego kraju mają na wiosnę bardzo niski poziom tej witaminy, co znajduje odzwierciedlenie w dużo większej ilości przeziębień, gryp, depresji zimowej etc.
Skala problemu jest naprawdę bardzo duża. Na świecie norma stężenia witaminy D we krwi wynosi 50-80 ng/ml. W przypadku większości znajomych, którzy zrobili testy, wyniki oscylowały w okolicy 10 ng/ml, czasem mniej, czasem więcej. Bodajże tylko jedna osoba miała wynik powyżej 20 ng/ml.
Jeśli ktoś bardzo rzadko się opala, unika słońca, stosuje kremy z filtrem, będzie miał poziom witaminy D krytycznie niski, wywołujący szereg objawów i zwiększający ryzyko wielu poważnych chorób. Jeśli będzie często wychodził na słońce, będzie miał bardzo niski poziom jedynie zimą i wiosną - ale też będzie miał niedobory. Jedynie osoby bardzo często (1-2 razy w miesiącu) jeżdżące zimą do ciepłych krajów i opalające się tam bądź raz na tydzeń korzystające ze specjalnych lamp opalającyh nie będą miały niedoboru.
Wiadomo o tej sytuacji już od wielu lat, wiadomo że niedobory witaminy D odpowiadają za tysiące zgonów w skali rocznej. Nic się z tym nie robi. Dlaczego? Pretensje do ministerstwa zdrowia.
Witamina D pełni w organizmie szereg funkcji. Umożliwia wchłanianie wapnia z przewodu pokarmowego. Umożliwia budowę kości i zapobiega osteoporozie. Uczestniczy we wszystkich procesach wzrostu i rozmnażania komórek (np przy regeneracji błon śluzowych gardła, oczu, jelit). Uczestniczy w pracy mózgu. Jest niezbędna do prawidłowego działania systemu odpornościowego, bez niej jesteśmy niemal bezbronni przed infekcjami. Bierze udział w przynajmniej kilkuset znanych przemianach metabolicznych.
Dlaczego tytuł "Witamina D jako błędna diagnoza boreliozy bądź nerwicy"? Z dwóch powodów. Po pierwsze, niedobory witaminy D są bardzo powszechne. Po drugie, objawy niedoboru są IDENTYCZNE z objawami, które na niektórych paramedycznych forach internetowych są przez "ekspertów" oceniane jako 100% borelioza, a jeden z objawów to... nerwica i depresja.
- witamina D pozwala odnawiać błony śluzowe. Bez niej bez przerwy będzie się miało zaczerwienione oczy, częste zapalenia spojówek, pieczenie oczu, ciągle zaczerwienione, czasami bolące gardło, bardzo często nasilony katar, w poważniejszych niedoborach silne biegunki i widoczne zmiany np dziąseł czy skóry.
- witamina D jest niezbędna do pracy stawów i kości. Bez niej będą silne bóle stawów, bóle kości. Wiadomo też, że jej niedobory prowadzą do bólu którego przyczynę ciężko zdiagnozować, np uogólnionego bólu nóg. Bóle zębów będą na porządku dziennym.
- znika odporność na infekcje, więc będzie ciągłe narażenie organizmu na ataki drobnoustrojów - bakterie, które normalnie nic nie robią, grzyby z rodzaju candida. Ciągle będzie wrażenie stanu podgorączkowego, prawdopodobnie podniesiona temperatura (czasem jednak obniżona, na skutek spowolnienia metabolizmu).
- jeden ze sztantadarowych objawów niedoboru witaminy D to zaburzenia nastroju. Zazwyczaj będzie to silna depresja połączona ze stanami lękowymi.
- jeden z typowych dla witaminy D objawów silnego niedoboru to bóle okostnych, na skutek stanu zapalnego. Będą bolały przede wszystkim piszczele i mostek, chory będzie miał dużo większą wrażliwość na ból w tym rejonie.
Są to najczęstsze, typowe objawy niedoboru. Jest ich oczywiście dużo więcej, ale wypisywanie wszystkich mija się z celem. Co próbuję tym artykułem uświadomić - dziesiątki tysięcy osób w naszym kraju leczy się na różne tajemnicze choroby, podczas gdy prawdziwą przyczyną ich dolegliwości jest unikanie słońca. Na informację od polskiego lekarza ciężko liczyć, w końcu problem niedoboru witaminy D został opracowany dopiero kilkanaście lat temu, nie było o nim napisane w podręcznikach z lat 60tych.
Jak zdiagnozować niedobór? Badanie metabolitu, D(25)OH. Laboratoria często podają losowe normy, np Instytut Matki i Dziecka w teście dla dorosłego poda normę dla niemowlęcia (12-40 jak mnie pamięć nie myli, zamiast 50-80). Zazwyczaj jest lekko obniżony poziom wapnia (mierzy się jednocześnie wapń i wapń zjonizowany), zazwyczaj jest mocno podniesiony parathormon. Nie są to jednak reguły.
Jak uzupełniać? Nie ma pokarmów zawierających witaminę D w rozsądnych ilościach, może za wyjątkiem wątroby niektórych ryb morskich - ale wątroba to właśnie to miejsce, gdzie ryba gromadzi przez całe życie rtęć i rakotwórczą odmianę witaminy A, do tego jest napakowana bromem po uszy. Nie polecam, zwłaszcza że konieczne by było jedzenie kilograma ryb dziennie aby mieć jakiś efekt. Pozostają dłuuugie wakacje w ciepłych krajach, albo suplementy. Dzienną "zalecana" dawka 200-400 IU została wyznaczona przez WHO całe lata temu i do tej pory lekarzom nie udało się jej zmienić, chociaż próbują bez przerwy. Lekarze na świecie zalecają w uzupełnianiu niedoboru dawki od 5000 do 10 000 IU dziennie, niekiedy nawet 50 000 - 100 000 w dawce uderzeniowej. Prawdopodobnie konieczne będzie zdobycie recepty na witaminkę. Koszty - dwa opakowania vigantolu (ilość wystarczająca do uzupełnienia silnego niedoboru) to jakieś 10 zł.
Jak poznać, czy nie przedawkowaliśmy witaminy D? Pierwsze objawy to częstomocz i zwiększenie stężenia wapnia w moczu. Przy suplementacji dawkami powyżej 10 000 IU / dzień powinno się co tydzień badać poziom wapnia w moczu. Przy silnym przedawkowaniu wystąpią zatwardzenia, bóle brzucha i zwiększenie stężenia wapnia we krwi (przy silnej suplementacji powinno się poziom we krwi badać co dwa tygodnie, zarówno wapń zwykły jak i zjonizowany). Jedyne przypadki przedawkowania u dorosłych wystąpiły po trwającym długie miesiące przyjmowaniu codziennych dawek kilkudziesięciu tysięcy jednostek.
Kto nie powinien przyjmować witaminy D? W niektórych schorzeniach organizm sam, bez udziału słońca produkuje gigantyczne ilości tej witaminy (nie ma więc mowy o niedoborze). Będzie to np sarkoidoza bądź niektóre nowotwory.
Czy opalanie nie powoduje czerniaka? Teoretycznie jest kilkuprocentowe (dosłownie) zwiększenie ryzyka na skutek silnych oparzeń słonecznych, ale badania na szeroką skalę wykazały, że osoby z krajów gdzie słońca niemal w ogóle nie ma zapadają na czerniaka dokładnie tak samo często (albo nawet częściej) jak osoby z krajów, gdzie słońce spala ziemię na proch. Co więcej, osoby z wysokim poziomem witaminy D mają 2 krotnie większą szansę przeżycia czerniaka, mają też o wiele niższą szansę zapadnięcia na inne nowotwory. Jest więc dokładnie odwrotnie - to brak słońca powoduje raka. Na każdy przypadek uniknięcia czerniaka brakiem opalania, mamy sto przypadków zachorowań na inne nowotwory na skutek spadku poziomu witaminy D.
Czy naprawdę konieczne jest uzupełnianie niedoboru? TAK. W badaniach nad wpływem suplementacji witaminy D okazało się, że osoby przyjmujące nawet niewielkie dawki miały ryzyko zapadnięcia na niektóre odmiany nowotworów zmniejszone nawet o 50%. Wiadomo też, że niedobory witaminy D wiążą się z zachorowaniem na stwardnienie rozsiane czy toczeń układowy (chorzy z niskim poziomem mają też o wiele, wiele szybszy postęp choroby). Są też potwierdzenia związku niedoboru z cukrzycą czy nadciśnieniem. W badaniach przesiewowych wszystkie osoby, które na skutek osteoporozy doznały złamań, miały poziom witaminy D poniżej 20 ng/ml. No i nie bez znaczenia jest fakt, że osoby z wysokim poziomem witaminy D przechodzą grypę o wiele lżej, a najczęściej w ogóle nie ulegają zarażeniu.
Zespół przewlekłego zmęczenia
Na dobrą sprawę medycyna nie wiem, czym jest on wywołany. Jedni mówią, że to namnażanie się jednego z wirusów, drudzy że reakcja autoimmunologiczna, inni że to efekt rozstrojenia organizmu. Jedno jest pewne - jest on uznany za odzielną, dającą się zdiagnozować jednostkę chorobową.
Objawy do boreliozy są dość zbliżone, na dodatek nie ma testu, który potrafi wykryć bądź wyeliminować to schorzenie. Jest szerego symptomów które są dość charakterystyczne, między innymi specyficzne zmiany w obrazie MRI, ciągłe powiększenie węzłów chłonnych na karku, obecność wirusów yyy... no nie pamiętam teraz jakich... bodajże wirusa opryszczki w monocytach. Węzły chłonne na karku jeszcze jakoś można samemu wymacać, ale ani MRI, ani badania białych krwinek na obecność wirusa nie przeprowadzimy.
Objawy:
- zmęczenie i specyficzna mgła okrywająca umysł, takie specyficzne wrażenie jakby upicia
- ciągłe objawy niby-grypowe
- zapalenia spojówek
- bóle stawów i mięśni
- ciągły ból karku
- wieczny stan podgorączkowy
- ciągły ból gardła
Medycyna mówi, że nie da się tego wyleczyć. A ja mówię - BZDURA. Koncerny farmaceutyczne chcą po prostu od chorych wyciągnąć maksimum kasy, ideał to trzymanie człowieka tak chorego jak tylko możliwe - ale żywego i zdolnego do pracy, aby mógł zarabiać na lekarstwa. Leczy się łatwo, w ciągu góra 2 miesięcy po chorobie nie będzie śladu, najprawdopodobniej ustąpi w 2 tygodnie. Trzeba się tylko upewnić czy z tarczycą wszystko w porządku (podobne objawy daje niedoczynność).
Wszystko o zespole przewlekłego zmęczenia zamieściłem na forum, tutaj: klik. Robimy to, co tam napisano, zdrowiejemy. To wszystko. I koncerny farmaceutyczne mogą cmoknąć was w pomponik.
Niedoczynność tarczycy
Nie jest to rozdział tylko o niedoczynności tarczycy. Jest on o wszystkich ogólnie zaburzeniach hormonalnych bądź zaburzeniach metabolizmu. Niedoczynność tarczycy jest po prostu najczęściej spotykanym, dotyka w zasadzie 3% populacji naszego kraju, więc o pomyłkę jest tu bardzo łatwo. Zwłaszcza, gdy diagnozuje się samemu albo za pomocą koleżanki z forum dyskusyjnego.
Tarczyca jest gruczołem który reguluje w zasadzie wszystkie funkcje organizmu - od procesów krwiotwórczych po wygląd włosów. Co jest szczególnie interesujące - na "liście objawów boreliozy", która krąży w internecie, jest szerego objawów typowo tarczycowych, które NIGDY nie występują przy boreliozie. Ktoś po prostu wyczuł, że na chorych można zrobić dobry biznes sprzedając leki na boreliozę, podczas gdy wystarczy zwykła wycieczka nad któreś z gorących mórz bądź nawet parę tabletek jodu.
Lista objawów niedoczynności tarczycy, na początek te które są wspólne z "internetową boreliozą" (nie mylić z prawdziwą boreliozą, która ma zupełnie inne objawy niż ta internetowa):
- zmęczenie i specyficzna mgła okrywająca umysł, takie specyficzne wrażenie jakby upicia
- zapalenia spojówek
- dzwonienie w uszach, trzaski
- bardzo silne bóle stawów, często ich puchnięcie
- obniżona temperatura ciała, w początkowym okresie często podwyższona
- ciągły ból gardła
- wypadanie włosów
No cóż, borelioza jak malowana, czegoś brakuje...? Ależ skąd, heh.
Teraz objawy które nie występują w internetowej boreliozie - chociaż czasami widywałem "listy objawów" na których było "zatwardzenia bądź rozwolnienia". Znajomy kiedyś zażartował "Ty słuchaj, chyba boreliozę mam. Wszystkie wyniki krwi w normie... to o czymś świadczy, prawda?".
- charakterystyczne są zatwardzenia, chociaż w początkowym okresie mogą być rozwolnienia
- ciągłe infekcje grzybicze. One właśnie są powodem podwyższonej temperatury i rozwolnień w początkowej fazie
- bulgotanie w jelitach
- tycie wbrew wszelkiej logice, np tycie na ścisłej diecie i prowadząc sportowy tryb życia
- spowolniona akcja serca
- zaburzenia rytmu serca
- zaburzenia pracy skóry, czasem łuszczyca
- żółknięcie dłoni i stóp wywołane odkładaniem się karotenu (hej patrzcie, mam zanikowe zapalenie skóry! to borelioza!)
- ciągłe wrażenie, że jest zbyt zimno, ubieranie się w ciepłe stroje nawet w lecie
- silne obniżenie odporności
Badanie - przesiewowy test to badanie TSH, wartość powyżej 2 powinna w zasadzie być już leczona, jeśli daje jakiekolwiek objawy (chociaż polski państwowy lekarz pewnie powie co innego). Po prostu u niektórych ludzi takie wartości świadczą już o niedoczynności i sprawiają, że czujemy się źle, inni czują się z tym doskonale. To jak z nadwagą, jedni mają 70 kg nadwagi i czują się idealnie, drudzy przy 10 kg tłuszczu są zagożeni zawałem bądź wylewem.
Dokładniejsze badania to badania FT3, FT4 (wolne hormony tarczycy we krwi), USG tarczycy, zawartość T3 i T4 (hormony związane), badanie przeciwciał tarczycowych (są ich 3 rodzaje), badania metabolizmu glukozy, metabolizmu hormonów tarczycy, wydzielania noradrenaliny (badanie na chorobę Addisona). Generalnie jeśli mamy typowe objawy niedoczynności a nie mamy gigantycznego OB, szukamy przede wszystkim pomocy u endokrynologa. Jest szereg innych schorzeń w których zaburzona jest gospodarka hormonalna, dających identyczne objawy, przy których hormony tarczycy są na odpowiednim poziomie.
Kiedyś byłem bardzo przeciwny wszelkiego rodzaju próbom samoleczenia schorzeń tarczycy, ale po tym, czego nasłuchałem się od pacjentów - zmieniłem zdanie o 180 stopni. Polscy endokrynolodzy to jest HORROR. Naprawdę inaczej tego nie można okreslić. Przeciętną małpę można w ciągu tygodnia nauczyć lepszego diagnozowania i leczenia schorzeń tarczycy. Regułą z bardzo, bardzo rzadkimi wyjątkami jest zapisywanie zbyt niskich dawek hormonów syntetycznych, a jednocześnie wciskanie pacjentowi 5 różnych leków na objawy wywołane zbyt niskim poziomem tych hormonów - na zbyt niskie ciśnienie krwi, zbyt wysoki poziom cholesterolu, depresję, problemy z włosami, problemy z układem pokarmowym, ból stawów, problemy z poziomem kobiecych hormonów... koszmar.
95% przypadków niedoczynności tarczycy to tak naprawdę przypadki niedoboru jodu - bo JEDYNA funkcja tarczycy to zamiana jodu na hormony. A jodu mamy w diecie za mało, dodatkowo szprycujemy się ciągle fluorem i bromem, które blokują jego działanie. Wystarczy więc uzupełnienie jodu - ale uwaga, NIGDY nie wolno stosować preparatów typu "kelp" czy innych "naturalnych" suplementów. Po pierwsze mają one całkowicie losową zawartośc jodu, po drugie - mają od cholery i jeszcze trochę fluoru, bromu, arsenu, kadmu, rtęci i innych metali ciężkich (opisywano kilka przypadków leczenia szpitalnego ciężkiego zatrucia arszenikiem obecnym w kelpie), po trzecie - są koszmarnie drogie. Najprostsze źródła jodu to jodek potasu - bądź najzwyklejsza jodyna. Jedna kropla 3% jodyny zawiera około 500 mcg (0,5 mg) jodu.
Jedyny w zasadzie przypadek, gdy jodu nie powinno się zażywać, to Hashimoto - ale tu też sprawa jest dyskusyjna. Jod lekko przyspiesza schorzenie, ale wg niektórych lekarzy - potrafi je całkowicie wyleczyć (oficjalnie jest nieuleczalne). Niemniej jod ma inne działania, nie tylko związane z tarczycą. Przede wszystkim chroni przed rakiem piersi czy prostaty, oferując kilkukrotne (!) zmniejszenie ryzyka. to naprawdę potężna ochrona, której nie zapewni nam nic innego - rak piersi zabije co trzydziestą kobietę, rak prostaty co trzydziestego mężczyznę. Warto wg mnie brać jod, nawet jeśli ma on przyspieszyć rozwój choroby Hashimoto. Korzyści są w tym wypadku niewspółmiernie wyższe od strat. O jodzie rozpisałem się w temacie na forum, tutaj: klik
Warto zaznaczyć, że niedobór witaminy D zawsze da objawy niedoczynności tarczycy, nawet jeśli poziom hormonów będzie odpowiedni. Dopiero podniesienie poziomu we krwi powyżej 50 ng/dl likwidowało objawy niedoczynności u pacjentów leczonych hormonami (i dopiero dawki powyżej 5000 IU witaminy D dziennie pozwalają go osiągnąć). A taki poziom ma raptem kilka procent osób w naszym kraju. Podobnie niedobory cynku bardzo źle wpływają na działanie tarczycy i metabolizm hormonów. O selenie nawet nie piszę, bo wszyscy wiedzą... ops, napisałem.
Kandydoza
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że "kandydoza" to nie jest choroba. To jest zawsze OBJAW. Ale objaw, który potrafi stać się bardzo uciążliwym schorzeniem. Aby rozwinęła się niewłaściwa flora jelitowa, trzeba jednocześnie osłabienia odporności (najczęściej brak witaminy D, witaminy z grupy B czy cynku), złego odżywiania, często antybiotyków. Samo usuwanie grzybów niewiele da - pojawią się następne, bo przyczyna nie tkwi w grzybach. Owszem, to one produkują toksyny, to przez nie źle się czujemy - ale przyczyna jest głębiej. Ona tkwi w czynniku który sprawił, że grzyby mogły się nadmiernie rozwinąć.
Kochana candida albicans. Co 10 osoba ma nadmierny rozwój drożdżaków z gatunku candida. Oznacza to, że na 1000 osób z symptomami boreliozy, jedna faktycznie ma chorobę, reszta - candidę. Żyją one przeważnie w jelicie grubym, nie da się ich całkowicie wytępić - występują powszechnie, codziennie przynajmniej kilkakrotnie stykamy się z formami inwazyjnymi candida. Normalnie pełnią bardzo pożyteczną funkcję, problemem jest jedynie ich nadmierny rozwój. Przyczyny to najczęściej kuracja antybiotykowa, zła dieta lub obniżenie sprawności systemu immunologicznego. Grzyby wtedy rozprzestrzeniają się, zaczynają wrastać w ściankę jelita grubego, kolonizują inne błony śluzowe. Fuj, jednym słowem.
Lekarze dość często śmieją się z "kandydozy". No jak to, schorzenie które leczy się czosnkiem i zmianą diety? Po wyleczeniu nie da się doić pacjenta sprzedając mu leki objawowe? Apage! Apage! Kandydozy nie ma, a tutaj proszę recepta - na szampon przeciwłupieżowy, na leki przeciw gazom, tutaj na zgagę, tu na poprawę samopoczucia, tutaj krem do rąk, tu do twarzy, tabletki na ból żołądka, środek na rozwolnienie, tu na bóle w obrębie jelita grubego, tu skierowanie do dermatologa żeby zrobić coś z tymi paznokciami u nóg, pan więcej głupot w internecie nie czyta, za wizytę należy się 80 zł, proszę przyjść za 2 tygodnie na kontrolę i po recepty...
Objawy są dokładnie takie same, jak przy wszystkich chorobach pasożytniczych, a więc i przy boreliozie. Charakterystyczne "otumanienie", bóle kości i stawów, objawy zatrucia toksynami. Bardzo ciężko wykryć nadmierny rozwój candida, po prostu zarówno antygeny, jak i sam grzyb występuje powszechnie, każdy to ma. Można podejrzewać ich nadmierny rozwój - np jeśli występuje łupież łojotokowy, nieprzyjemny zapach z ust, brzydko pachnący pot i stopy. Badaniem "nie wprost" jest zażycie środka przeciwgrzybiczego. Powinien nastąpić kilkudniowy "herx", po którym będzie poprawa samopoczucia. Ten pseudoherx to dość duże zagrożenie dla prawidłowej diagnozy, jako że często zażywa się antybiotyk jednocześnie ze środkami przeciw grzybicom. Nie da się wtedy odróznić reakcji na antybiotyk od masowego wymierania grzybków.
Dodatkowe objawy to niedobór witamin z grupy B. Przede wszystkim wspomniany łupież łojotokowy, ale też przeróżne symptomy związane z oczyma, pieczenie warg i języka, łuszczenie się skóry na czole i za uszami, zmiany skórne, niewyjaśnione zmiany wyglądu paznokci, wysuszenie naskórka. Grzybki po prostu zjadają witaminy z grupy B zanim my zdążymy je wchłonąć. Co prawda drożdże produkują te witaminy, ale niestety, pożytek z tego mamy tylko gdy zjadamy je już martwe. Jeśli są żywe, stają się konkurencją pokarmową. Ah, bym zapomniał - terapia przeciw candida usuwa łupież. Trwale.
Osoby z nadmiarem candida będą miały kłopoty z przewodem pokarmowym - rozwolnienia, czasem na zmianę z zatwardzeniami, charakterystyczne ssanie w żołądku (potrafi obudzić człowieka rano), bulgotanie w kiszkach. Wszystko to powinno się nasilać po spożyciu cukru.
Badanie na nadmierny rozwój candida można przeprowadzić nie wprost. Starczy zrobić "combo" przeciwgrzybicze, o czym pisałem wyżej. Czosnek, citrosept, olejek z oregano, ewentualnie nystatyna, flukonazol po konsultacji z lekarzem. Roślina zwana vilcacora (polska nazwa koci pazur, ale częściej stosuje się poprzednio wymienioną, lekko zmienioną nazwę łacińską), jest znana z silnych właściwości przeciw candida, ale podobno zwalcza również krętki boreliozy, dlatego lepiej jej do testu nie włączać. Jeśli mamy nadmiar candidy, pseudoherx po takim combo rzuci nas o ścianę i przyklei do niej na kilka dni.
Leczenie jest i proste, i trudne. Proste, bo nie wymaga nawet wizyt w aptece. Trudne, bo może trwać nawet kilka miesięcy. Sprowadza się do przywrócenia naszemu organizmowi naturalnej równowagi, dzięki której będzie w stanie sam kontrolować drożdżaki - i skończą się problemy z przyswajaniem witamin z grupy B, co zlikwiduje resztę problemów.
Na dzień dobry zmiana diety. Całkowita eliminacja cukru, napoi gazowanych, produktów na bazie drożdży, produktów wysokowęglowodanowych (białe pieczywo, ziemniaki, kluski, makarony). I tak trzeba będzie przez kilka miesięcy, niestety. Jako leki - głównie zioła, czyli czosnek, vilcacora, citrosept (jest dość drogi, ale bez problemu za grosze można zrobić samemu - przepisy są w internecie). Będzie się grzybek stawiał, oj będzie... wymieraniu towarzyszą naprawdę nieprzyjemne odczucia. Ale to minie, nie ma co się przejmować. Bardzo ważne jest spożywanie witamin z grupy B - wystarczy tutaj B complex, za grosze do kupienia w aptece. Mając upośledzone wchłanianie lepiej zażywać dawkę z górnej zalecanej granicy. No i oczywiście liofilizowane bakterie kwasu mlekowego - do kupienia w aptece, również za grosze. Ulubionym pokarmem tych bakterii są martwe drożdże, a czasem nawet i żywe CTTTRLKOQ:) -->

Jak już grzyba wytruliśmy, przydałoby się go wywalić z jelit oraz oczyścić organizm z toksyn. Dużo błonnika pokarmowego, który przeszoruje nam jelita jak trzeba, oczyszczając z syfu który się poprzyklejał (w tym z martwych kolonii candida). Toksyny usuwa się gorącą kąpielą, wysiłkiem (wydzielamy je z potem), piciem duuużej ilości wody dobrej jakości (czyli ze składnikami mineralnymi).
Gotowe? No, to teraz pozostaje zregenerować jelita, po grzybie mamy pełno blizn, wrzodów i uchyłków. Ponoć rewelacyjnie działają tutaj buraki, ale naprawdę boska jest taka mieszanka: Do miksera dajemy garść kapusty kiszonej, obraną główkę czosnku z dokładnie usuniętymi nadgnitymi i nadpleśniałymi częściami, obraną ze skórki całą cytrynę, kilka łyżek stołowych oliwy z oliwek z 1 tłoczenia. Zalewamy to wodą demineralizowaną. Wszystko miksujemy, pijemy przed każdym posiłkiem (3 razy dziennie). Zaczynamy od łyżeczki, kończymy - ponoć - na szklance (nie więcej jak 3 szklanki dziennie), ale nie polecę takiej ilości z czystym sumieniem.
Niestety ale trzeba przygotować się na długą walkę, zanim kompletnie uregulujemy sprawy naszego organizmu i wypłuczemy wszelkie toksyny. Niemniej warto.
Chlamydioza
Parę słów o zakażeniach bakteriami z grupy chlamydia.
Podobnie jak wszystkie niemal chorobotwórcze bakterie gram-ujemne, tak samo chlamydia może powodować reakcję herx w czasie leczenia antybiotykiem. Dodatkowo objawy zakażenia tymi bakteriami są niemal identyczne, jak objawy zakażenia boreliozą.
Mamy 2 gatunki bakterii, chlamydia pneumoniae i chlamydia trachomatis. Różnią się nieznacznie, w zasadzie w czasie testów laboratoryjnych często oznacza się obydwie a za sprawcę "kłopotów" uznaje się tą z nich, która uzyska wyższe miano. Jest jeszcze trzecia, bakteria tzw papuzicy, ale ze względu na bardzo rzadkie występowanie pominę ją stosownym milczeniem. No, gwoli ścisłości pewnie można doszukać się większej ilości gatunków, ale to już nie w Polsce CTTTRLKOQ:) -->

Obydwie te bakterie są wielokrotnie częściej spotykane niż borelioza. Nie powiem dokładnie o ile częściej bo nawet nikt tych danych nie zbiera, ale lekko można liczyć 10 krotnie większą szansę jeśli idzie o zakażenia ciężkie (bo bezobjawowo to chyba wszyscy mieliśmy chlamydia pneumoniae).
Objawy różnią się nieco w zależności od gatunku bakterii - w przypadku pneumoniae częściej będą powikłania oskrzelowe oraz choroby układu krążenia, w przypadku trachomatis - zapalenia stawów, spojówek, narządów rodnych i dróg moczowych. Ale generalnie są identyczne jak w przypadku boreliozy, tyle że o znacznie mniejszym nasileniu. Raczej nie występują porażenia nerwowe i zanikowe zapalenie skóry.
Jak wspominałem, podjęcie leczenia antybiotykami powoduje całkiem silnego herksa. Od herksa boreliozowego różni go głównie to, że występuje wcześniej i trwa krócej, dla boreliozy objawy wyskakują po paru dniach i trwają nawet 2 tygodnie, dla chlamydiozy pojawiają się w ten sam dzień i trwają kilka dni. Dodatkowo przy herksie boreliozowym objawy stopniowo narastają po czym opadają, przy herksie chlamydiowym - zaczynają od apogeum po czym lecą w dół.
Ogólnie to pewnie ponad połowa ludzi którzy "Sami sobie zdiagnozowali" boreliozę tak naprawdę ma zakażenie chlamydia. Na szczęście ta pomyłka nie jest aż tak tragiczna w skutkach, jako że obie choroby leczy się dość podobnie.
Leczenie różni się tylko nieznacznie od tego stosowanego przy boreliozie. Często w ogóle się nawet nie zauważa choroby, jako że silny system odpornościowy po prostu leje chlamydię bez litości, nie pozwalając jej w zasadzie nic zrobić. Problem zaczyna się gdy system immunologiczny jest słaby - wtedy wytacza się artylerię antybiotykową.
Klasyczne leczenie to: doksycyklina, azytromycyna, metronidazol, która to trójca podziała na wszystkie stadia rozwojowe bakterii. Po resztę informacji proszę udać się do lekarza CTTTRLKOQ:) -->

Bada się testami Elisa, dość skutecznie (skuteczniej niż w przypadku boreliozy)
Niedobór magnezu
Niedobór magnezu. Daje objawy identyczne niemal jak borelioza, tyle że na boreliozę zapada jedna osoba na 10 000, zaś niedobory magnezu ma 1 na 5. Innymi słowy, na 2000 osób z objawami boreliozy, 1 ma borelkę, 2000 - niedobory. W skrócie najważniejsze objawy niedoboru tego pierwiastka:
- zaburzenia pracy nerwów obwodowych, a więc nagłe uczucie ciepła, bólu, drętwienia
- zaburzenia działania układu immunologicznego - podatność na infekcje, w związku z tym np chroniczny ból gardła
- przy chronicznych niedoborach organizm pobiera magnez z kości i stawów, więc zaczynają rypać niemiłosiernie, że tak powiem. Innymi słowy - strzelanie wszystkich stawów, bóle kości i mięśni, ból karku, strzykanie w krzyżu
- zaburzenia pracy centralnego układu nerwowego, zwłaszcza nerwice, stany lękowe, ciągłe uczucie zmęczenia, duże problemy ze snem, uczucie jakby upicia się, zaburzenia równowagi, nawet "echo" w uszach
- zaburzenie "gry" naczyń włosowatych i ogólnie metabolizmu, co objawia się siniakami, czerwonymi plamkami wyskakującymi na skórze, wychodzącymi żyłkami (takie jakby pajęcze znaczki) - no i najważniejsze - cały czas będą skakać mięśnie, będzie nam serce "dęba stawać" na sekundę, powodując porażający lęk, będzie wrażenie że "coś po nas łazi", że prąd przebiega, że drętwieje, powieki będą same skakać.
Objawy brzmią jakby znajomo, co? CTTTRLKOQ:) -->
Tak, tak, całkiem sporo oszustów sprzedaje ludziom za grubą kasę antybiotyki na "boreliozę" wmawiając im, że objawy niedoborowe to tak naprawdę groźna choroba. Warto zaznaczyć, że po pierwsze - niedobór magnezu nie zawsze wykryje się badaniem z surowicy, jako że tam zawsze jest go dużo aż do ostatnich chwil, po drugie regeneracja tego pierwiastka trwa nawet parę miesięcy - więc cierpliwości, a po trzecie - można mieć niewłaściwe wchłanianie / metabolizm, a wtedy żadna suplementacja nie pomoże, trzeba leczyć przyczynę, np usunąć pasożyty przewodu pokarmowego. Regeneracja układu immunologicznego wykończonego niedoborem magnezu trwa do 2 miesięcy - od momentu uzupełnienia niedoboru.Uzupełnienie - najskuteczniejszy jest magnez wraz z witaminą B6, ale tutaj trzeba uważać żeby nie przesadzić z ilością. Warto pamiętać, żeby uzupełniać jednocześnie wapń, w stosunku najlepiej 2 części wapnia na 1 część magnezu. Magnez nie przyswoi się bez odpowiedniego stężenia witaminy D w organizmie.Przydałby się też potas, trochę cynku... jak o to nie zadbamy, nadmiar magnezu w diecie wypłucze z kolei wapń ze stawów i będzie pytanie się po forach internetowych "stawy mnie rypią i strzelają, czy to borelioza?".
Skąd biorą się niedobory? Ze spożywania parażywności jaką można dostać w sklepie. W ostatnich latach poziom magnezu w tym, co leży na półkach spadł dość znacząco. Po prostu mniej jest go w glebie. Do tego mąka z pełnego przemiału jest go w zasadzie pozbawiona, a kto tak naprawdę je pieczywo i makarony razowe? Magnez znika po prostu w czasie stresu i choroby, bardzo zwiększa się zapotrzebowanie w czasie intensywnego wysiłku fizycznego czy umysłowego. Wymywają go napoje gazowane, dieta wysokowapniowa (mleko, sery) oraz spożywanie mięsa.
Choroby pasożytnicze
Wszelkiego rodzaju pasożyty wielokomórkowe po pierwsze okradają nas z substancji odżywczych, powodując niedobory, po drugie - powodują silne objawy najczęściej alergiczne. Większość z nich wyjdzie w kosztującym grosze badaniu krwi z rozmazem - tak, aby oznaczyć eozynofile. Ich poziom będzie mocno podwyższony, co oznacza, że mamy "gościa". Poziom jest też podwyższony w wielu innych przypadkach - przede wszystkim alergie (to i pasożyty odpowiadają za niemal każdy przypadek podwyższonego eo), ale też groźniejsze schorzenia, takie jak np toczeń układowy czy niektóre nowotwory.
Lamblie. Ma je co dziesiąta osoba z naszego regionu (a jesteśmy w regionie endemicznym, nie dość że tego dużo to na dodatek mamy zjadliwe szczepy), większość z tych osób to bezobjawowi nosiciele. Ale i tak szansa na to, że mamy lamblie zamiast boreliozy jest jak 100 do 1. Są to małe, jednokomórkowe pasożyty przewodu pokarmowego z grupy pierwotniaków. Bardzo rzadko wychodzą przy standardowym badaniu kału na obecność pasożytów, trzeba wykonać test Elisa, ewentualnie badanie mikroskopowe. Podejrzewać lambliozę można, gdy do wymienionych niżej objawów dołączy się silne "gazowanie" w jelitach, częste rozwolnienia.
- Lamblie powodują zaburzenia wchłaniania magnezu, żelaza, wapnia, cynku. Dodatkowo ich nadmierny rozwój "wypłukuje" magnez z organizmu, przez co powodują dość ostre stany niedoborowe. Tak więc ostry stan lambliozy spowoduje wszystkie objawy wymienione przy niedoborze magnezu.
- Pierwotniaki te wytwarzają toksyny i substancje alergizujące. Toksyny dadzą objawy zatrucia organizmu takie same, jak przy każdej innej chorobie - upośledzenie pracy ośrodkowego układu nerwowego, depresje, fatalne samopoczucie, wrażenie bycia obolałym. Jeśli mamy pecha trafić na szczep produkujący sporą ilość neurotoksyn, będzie niewesoło. Alergeny to też poważna sprawa - zaczerwienienie oczu, wieczna chrypka i odchrząkiwanie, łuszczyca skóry, zapalenia skóry, znaczne osłabienie układu immunologicznego.
- lamblie z reguły nie są w stanie skutecznie zaataokować zdrowego organizmu. Muszą trafić na kogoś z "dziurą immunologiczną", czy też - jak to mówią - osobę bez genu odporności na lamblie. Dodatkowo muszą być sprzyjające warunki dla ich rozwoju, czyli zła dieta, przewód pokarmowy zapchany candida albicas, inne pasożyty.
- Zażycie metronidazolu (jeden z elementów terapii długofalowej przeciw boreliozie) może wywołać charakterystycznego, kilkudniowego herksa.
Warto tutaj dodać, że praktycznie wszystkie pasożyty przewodu pokarmowego - ba, w ogóle wszystkie pasożyty - powodują zbliżone objawy. Czy to glista ludzka, czy któryś tasiemiec, czy włosogłówka, ba, nawet zwykłe owsiki - każdy z nich wytwarza alergeny, które spowodują wystąpienie 80% objawów na "listach symptomów boreliozy" które krążą po internecie. Opisałem lamblie, jako że większość pozostałych pasożytów albo dość łatwo wykryć (np glista ludzka sama w końcu wypadnie, tasiemiec zgubi człon), albo są spotykane bardzo rzadko - raptem 10 czy 100 razy częściej niż borelioza.
Przydałoby się napisać parę słów o glistnicy. Można przecież załapać glistę kocią, która nie przechodzi pełnego stadium rozwoju w organizmie ludzkim i po prostu egzystuje - nawet przez 10 lat, zatruwając nas ile wlezie. Glisty są bardzo niebezpieczne z uwagi na powikłania, które mogą wywołać. Toksyny wydzielane przez te robaki powodują bardzo silne reakcje alergiczne, mogą mieć działanie rakotwórcze, poważnie osłabiają system odpornościowy. Glisty potrafią wędrować, jeśli są podrażnione - np lekami czy gorączką. Mały problem gdy zawędrują do przełyku i je zwymiotujemy, albo gdy uciekną drugą stroną. Gorzej, jeśli glista zapcha drogi żółciowe. Prawdziwa tragedia to przebicie ściany jelita, co czasami się zdarza. Przy podejrzeniu glistnicy najprościej będzie zażyć jakieś środki zwalczające pasożyta, np vermox - jest on niemal całkowicie obojętny dla zdrowia. Ciężko podać objawy - pojedynczy osobnik po prostu będzie wywoływał alergię, większa grupa co 2 tygodnie spowoduje pogorszenie stanu zdrowia i silny atak. Wykrywa się badaniami kału na obecność jajek, ale to badanie w przypadku glisty jest niestety bardzo mało dokładne - ciężko trafić na dzień w którym robaki akurat jajka złożyły, do tego jeśli mamy wyłącznie samce choroba jest nie do wykrycia tą metodą.
Schorzenia jelit
Niektórzy spytają - ale cóż mają jelita wspólnego z boreliozą? Zanim odpowiem, podam może listę objawów towarzyszących większości schorzeń jelit:
- najważniejsze to oczywiście objawy ze strony układu pokarmowego, przede wszystkim rozwolnienie, cieńki, maziowaty stolec, bóle brzucha. Ale jeśli dojdzie do poważniejszych uszkodzeń ścianki jelita, dochodzą kolejne objawy:
- choroby oczu, a więc zapalenie spojówek, męty w ciele szklistym, pieczenie oczu, ciągłe przekrwienie
- ogólne zatrucie organizmu, a więc ból głowy, uczucie ucisku w skroniach, wrażenia że płyniemy, podniesiona bądź obniżona temperatura
- regułą są bóle stawów i mięśni
- czasami występuje zatrucie charakteryzujące się zaburzeniami ze strony układu nerwowego
- jeśli wystąpią niedobory, można dodać wszystkie objawy niedoborowe
Jak widać, dość łatwo się pomylić. Dlatego warto poważnie zastanowić się i wyeliminować najpierw te schorzenia, zanim zaczniemy podejrzewać boreliozę. Podstawa to obserwacja pracy jelit i całego układu pokarmowego - czy wypróżniamy się codziennie, czy nie budzimy się przedwcześnie aby oddać mocz, czy stolec jest twardy, jasnego koloru, o średnicy około 3 cm, czy nie burczy w jelitach, czy nie mamy cuchnących gazów.
Schorzeń jelit jest całe mnóstwo - najpopularniejsze z nich to najzwyklejsza alergia pokarmowa, czy też ogólnie nietolerancja pewnych grup pokarmów. Jedząc pożywienie którego organizm "nie lubi" sprawimy, że spróbuje się go jak najszybciej pozbyć, czasem wręcz uszkadzając samego siebie przy okazji tej czynności. Dodatkowo dojdzie zatrucie alergenami oraz odwodnienie i utrata soli mineralnych.
Inne schorzenia są rzadziej spotykane - ale może tu być podrażnienie pasożytami które same z siebie nie powodują objawów (np tasiemiec karłowaty), może być wrzodziejące zapalenie jelita grubego, zespół drażliwego jelita... nie ma co się rozpisywać, przy podejrzeniu takiej choroby udać się do dobrego chirurga przewodu pokarmowego.
Witamina B12
Witaminki, witaminki. Obecnie niedobory B12 są epidemią. Jest to typowa witamina brudu, wytwarzają ją tylko i wyłącznie bakterie. Człowiek pozyskiwał ją przez tysiace lat jedząc zabrudzoną żywność, owady oraz pijąc brudną wodę (litr pokrywa 100% zapotrzebowania). Ostatnie lata przyniosły prawdziwą rewolucję w tej dziedzinie. Pozbyliśmy się co prawda większości pasożytów oraz sporej liczby śmiertelnych chorób, ale niestety - coś za coś. Pozbawiliśmy się głównego źródła witaminki. Co więcej, nasza dieta przepełniona tłuszczami i nadmiarem białka sprawia, że coraz trudniej nam ją przyswajać - w efekcie wg niektórych badań nawet ponad 80% populacji cierpi na mniejsze lub większe niedobory. Niektorzy ludzie cierpią na choroby które całkowicie uniemożliwiają jej wchłanianie w formie naturalnej i muszą brać suplementy.
Jeszcze całkiem niedawno witamina ta była przepisywana masowo na tzw. "wzmocnienie", zwłaszcza osobom starszym, u którym niedobory były głębokie. Ale cóż się okazało? Człowiek po zastrzyku z B12 przez 3 lata nie przychodził do lekarza. Taka strata kasy... tak nie mogło dalej być. Przestano przepisywać witaminę, zaczęto antybiotyki - które jak wiadomo osłabiają system odpornościowy. Osoba po kuracji antybiotykowej, z wyjałowionym organizmem, będzie chorować 2 razy częściej - i dwa razy tyle zapłaci za wizyty i za leki.
Jako że człowiek jest z natury roślinożercą, organizm nasz potrafi zmagazynować ilość tej witaminy wystarczającą na długie, długie lata (podobnie jak wszystkich substancji które nie występują w roślinach), więc niedobory nie wychodzą od razu. Zbierają się stopniowo, narastają. Najprostszy sposób na oznaczenie to oczywiście testy. Uwaga - test na oznaczenie samej witaminy niekoniecznie jest wiarygodny, jako że oznaczane są przy okazji jej nieaktywne analogi. Tak naprawdę testy naprawdę skuteczne, badające stan metabolitów witaminy są wykonywane tylko w kilku laboratoriachw kraju i są bardzo drogie. Można jednak przyjąć, że poziom witaminy powinien być w górnych granicach normy, jeśli jest w okolicy dolnych granic - konieczne jest uzupełnianie. Japońscy uczeni od jakiegoś czasu publikują prace, z których wynika, że normy są bardzo mocno zaniżone - dopiero poziom powyżej górnej granicy sprawia, że jesteśmy zabezpieczeni przed chorobami układu nerwowego, typu choroba Parkinsona czy Alzheimera.
Witamina B12 pełni rolę produkcji nowych komórek. Przy jej niedoborach proces ten jest bardzo upośledzony. Zwłaszcza dotyczy to komórek krwi, które regenerują się bardzo często. Konsekwencją niedoboru będzie więc silny spadek odporności organizmu (zdegenerowane białe ciałka), co za tym idzie częste infekcje, a więc i okresowe łamanie w kościach, które jest przecież niczym innym jak reakcją na toksyny wydzielane przez mikroby. Będą częste biegunki, jako że błona śluzowa jelit też się regeneruje. Będą zanikowe zapalenia języka, pieczenie całej jamy ustnej. A co najgorsze, będzie szereg objawów ze strony układu nerwowego. Te są najgroźniejsze, jako że zbyt długie ich lekceważenie może skończyć się naprawdę przykro - głębokie uszkodzenia są już, niestety, nieodwracalne. Będą to delikatne porażenia nerwowe, zwłaszcza w obrębie nóg, problemy z chodzeniem, z utrzymaniem równowagi. Do tego wszystkiego dojdzie paskudne samopoczucie. No i oczywiście nieszczęsna niedokrwistość makrocytowa, która objawi się osłabieniem, zadyszkami, marznięciem kończym - a kończyny przemarznięte często reagują jak "przewiane", czyli zaczyna w kościach łamać.
Leczenie - jeśli problem nie wymaga pomocy lekarza - można na własną rękę prowadzić suplementami, wybór jest ogromny. W przypadku długotrwałych niedoborów najlepiej brać dawki rzędu kilku do nawet kilkunastu tysięcy procent (nadmiar witaminy od razu jest wydalany z moczem, w żadnym wypadku nie jest ona toksyczna), zaś w przypadku objawów ze strony układu nerwowego - skorzystać z wersji o nazwie "metylokobalamina", jest to niejako aktywna, droższa forma B12. Organizmy niektórych ludzi mają problemy z przerobieniem formy obecnej w żywności czy suplementach na formę aktywną, co prawda rzadko to się zdarza, ale u takich osób zastosowanie formy aktywnej przynosi błyskawiczną poprawę, której nie ma po zwykłych suplementach.
Osoby chorujące na boreliozę powinny B12 zażyć profilaktycznie, z dwóch powodów. Po pierwsze, silnie stymuluje organizm, ułatwia mu walkę z chorobą. Po drugie, duże dawki tej witaminy pomagają regenerować uszkodzenia nerwów.
newbielink:http://borelioza.vegie.pl/index.html [nonactive]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz