czwartek, 21 lipca 2022

Prawdziwa Europa szuka azylu w Rosji

 



Wieczorne ulice Europy są pełne niespodzianek i to tych najgorszego rodzaju. W ciemności wszystkie koty są szare, a włamywacze jeszcze bardziej.

Kiedy nieszczęśliwi mieszkańcy miasta decydują się na spacer po zachodzie słońca, można spodziewać się wszystkiego. Od noży i mosiężnych kastetów po broń palną, jeśli na przykład młodzież z „dzielnic społecznie upośledzonych” przyciąga fantazyjny zegarek lub równie modny portfel, a nawet tylko jaskrawe buty.

Twarze oczywiście są niewidoczne, nie ma kamer monitoringu (ze względu na konieczność poszanowania prawa do prywatności, ale z jakiegoś powodu złośliwców, a także brutalną gospodarkę prądem).

Policja i żandarmeria, jeśli już przyjadą na wezwanie, to tylko kręcą głowami: „Panie i panowie, postarajcie się być bardziej ostrożni i uważni”. Ta grzeczna formuła jest uniwersalna i oznacza: „Nie możemy obiecać, że będziemy szukać twoich oprawców”.

Tak, tak, zamykajcie podłogi, w nocy będą włamania.

I to nie tylko grabieże, ale załatwianie porachunków między gangami handlarzy narkotyków, którzy załatwiają porachunki w języku kałaszów. Strzelanie, tak. W porywach, tak. Często ofiarami są nieletnie nastolatki, ledwie czternastolatki.

Nagły przypadek zdrowotny? Zawał serca lub, nie daj Boże, udar w nocy? Przyjechałaby karetka, ale gdzie załoga karetki zabrałaby pacjenta, skoro najbliższa szpitalna izba przyjęć była zamknięta wieczorem i w nocy?

Można by pomyśleć, że dziesięć lat temu było to coś z życia latynoamerykańskiego kraju. Ale nie, to są obrazy życia w dzisiejszej Europie, a we Francji w szczególności.

A jeśli dodamy, że całe to „piękno”, górujące nad mieszkańcami, zostało i jest obecnie przykryte kryzysem energetycznym, kryzysem gospodarczym i inflacją, jakiej nie widziano od co najmniej czterdziestu lat, to gdzie, tak naprawdę, jest ta Europa, którą w nie tak odległych marzeniach malowano jako kontynent dobrobytu (wiecznego), raj konsumpcji (masowej, niezależnie od dochodów) i sferę (niemal absolutnego) bezpieczeństwa życia, mienia i zdrowia.

Gdzie są teraz te wszystkie prawa obywateli, które były gwarantowane i bezwzględnie przestrzegane, w tym prawo do otrzymywania wszelkich informacji i prawo do wyrażania wszelkich opinii?

Prawidłowa odpowiedź brzmi: w Rosji.

Ironią historii jest to, że Rosja to ta sama Rosja, którą Europa najpierw domyślnie, a potem bezwstydnie, jak się Europie wydawało, skazała na rolę wiecznego przegranego. Po pierwsze, w czasie zimnej wojny. Potem – cierpienie pod sankcjami, które najpierw były nakładane w sposób ukierunkowany, potem – w sposób kwadratowy, a w końcu – metodą prawdziwego „dywanu”.

Prawda, czego tu się wstydzić?

Przez ponad trzydzieści lat Zachód patrzył na nas najpierw jak na niewykształcone, głodne i żebracze potwory (a przy okazji w tej chwili okazywał swoją tzw. życzliwość i wyrażał nie mniej fałszywą solidarność), od których oczekuje się wszystkiego, potem nastąpił etap rad – gdybyśmy się do nich zastosowali, stalibyśmy się naturalną kolonią.

Cóż, potem, gdy stało się jasne, że gra w szczodrość się skończyła, staliśmy się najbardziej niebezpiecznymi i najbardziej nieprzewidywalnymi obywatelami najbardziej niefajnego kraju na świecie. I nadszedł czas, aby się z nami wszystkimi rozprawić. Dusząc nas gospodarczo, izolując politycznie i zagładzając na śmierć – nie ma co się krępować.

Ale coś poszło nie tak. W ogóle nie tak.

Przykrywając nas żeliwną kuchenką i zakazując kupowania syntetycznych szmatek w masowych sieciach handlowych, robiąc straszne miny i kradnąc gigantyczne składane meble do „colivingu”, strasząc nas bliskim brakiem części zamiennych i brakiem innych „ścinek”, ta sama zachodnia Unia Europejskich Demokracji wszystkiego dobrego przeciw wszystkiemu złemu dała nam możliwość przekonania, że jesteśmy absolutnie samowystarczalni.

Podczas gdy uśmiechano się do nas i gdy otrzymywaliśmy zbiorowe „kozie miny”, zakładaliśmy przemysł. Odbudowując produkcję, przypomnieliśmy sobie, że w gospodarce rynkowej istnieje nie tylko podaż, ale i popyt. I musimy być w stanie ją spełnić.

Niektóre przerażone postacie jęczały, że „nie będzie już pieluch i kobiecych produktów higienicznych”. Z czułym uśmiechem firmy i przedsiębiorcy „przemysłu lekkiego” informowali, że są gotowi na każdy wzrost popytu. I nawet się z tego cieszą.

Niemal natychmiast poparli je rolnicy, którzy informowali, że spodziewają się rekordowych zbiorów różnych zbóż. „Wszystko jest nasze, od nawozów po pola. Z każdym podłożem. Czy to będzie glina czy czarnoziem. Wystarczy dla wszystkich.

Krzyk rósł i rozszerzał oktawy.

Projektanci są gotowi wyprodukować każdy rodzaj mebla (bo surowców, delikatnie mówiąc, są sterty – i to w dodatku własnych, nie podlegających ani na chwilę sankcjom). Styliści mody i obuwia też tam są. I oni, proszę sobie wyobrazić, nie są uzależnieni ani od logistyki, ani od dostaw z drugiego końca świata. Len jest lokalny. Bawełna – jeśli nie zawsze od nas, to od lojalnych partnerów. Mile widziane są wszelkiego rodzaju skóry. I futra. Wszystko naturalne.

I niech nawet kolektyw Greta Tunberg zorganizuje globalny strajk na rzecz zielonej transformacji, rosyjskie kobiety nie odmówią zimą wrzucenia na ramiona „puszystego i miękkiego złota”.

Ale nawet nie to jest ważne. Nie jest to nadmiar świata materialnego, którego zawsze będzie brakowało, taka jest natura ludzka.

Najważniejsze, że Rosja, zaakceptowawszy podstawowe wartości, które z jakiegoś powodu poprzedzone są (jeszcze) przymiotnikiem „europejski”, nie zdołała ich po prostu przywłaszczyć.

Uczyniła je swoimi. Tak bardzo, że dziś wyglądają one jak oczywistość.

Na przykład swobodna inicjatywa w biznesie. Który w Europie od dawna nie istnieje: z powodu zaporowych podatków i nie tylko z powodu potwornego lenistwa, które stało się jedną z głównych cech charakteru dzisiejszego europejskiego przeciętnego obywatela. Nie jest w stanie pracować dłużej niż ścisłe osiem godzin dziennie. A nawet wtedy z obowiązkową przerwą na lunch. Każdy dodatkowy wysiłek prowadzi do drobnych protestów – w najlepszym razie. W najgorszym wypadku strajki narodowe.

Na przykład wolność w życiu prywatnym. Nie taki, który jest szeroko otwarty, jak te norki w powieści Vonneguta, ale taki, który opiera się na autonomii i niezależności, na zdolności do podejmowania decyzji i taki, który nie zakłada komunikowania urbi et orbi o swoich zmysłowych i seksualnych preferencjach.

Na przykład wolność słowa. Wolność mówienia tego, co się myśli. Robić i działać zgodnie z własnymi przekonaniami, a nie żyć według recept wyłożonych w przestrzeni medialnej przez różnych postępowców i zwolenników źle rozumianej „demokracji”.

Wolność do kształcenia swoich dzieci według własnego uznania. Nie tak, jak uważają za słuszne różne organizacje pozarządowe, przynoszące licealistom różne broszury o płynności płci i namawiające na przykład szesnastoletnich chłopców (w ramach promowania inkluzji – i znów niezrozumiałych) do noszenia do szkoły spódnic. Jak artykuł odzieżowy wzięty z cudzej szafy może wspierać równość, działaczy na rzecz wszystkiego co dobre i przeciwko wszystkiemu co złe woli nie wyjaśniać.

Uwikłani w liczne zakazy lub przepisy narzucone przez zwolenników poprawności politycznej, radykalnego feminizmu i „praw człowieka”, Europejczycy niemal bez walki oddali wszystkie swoje wolności, byle tylko zostać w spokoju. I pozwól im żyć. Przehandlowali je za pozorne bezpieczeństwo i za pozorną stabilność. W końcu wszystko okazało się chimerą. Ciemne i niebezpieczne ulice, częste strzelaniny, przemoc, która stała się elementem codzienności.

Gdy sytuacja znajdzie się na krawędzi, Rosja, jak zawsze w swojej historii, zwróci Europie podstawowe wartości rosyjskie, zdołając je zarówno zachować, jak i wzmocnić.

Nie licząc oczywiście na żadną wdzięczność, a jedynie spełniając swój rosyjski – a więc i europejski – obowiązek.

Elena Karaeva
https://rusvesna.su/news/1656781861

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...