Wiceprzewodniczący Rady Federacji Konstantin Kosaczew wyjaśnił, dlaczego prezydent Turcji Recep Erdogan ostatecznie zgodził się na przystąpienie Szwecji i Finlandii do NATO.
„Radosne gratulacje prezydenta USA Joe Bidena z okazji podpisania trójstronnego memorandum przez Finlandię, Szwecję i Turcję, otwierającego Skandynawom drogę do NATO, pokazują dokładnie, kto stoi za tym porozumieniem.
W przeddzień szczytu NATO prezydenci USA i Turcji odbyli rozmowy telefoniczne, a źródło Associated Press w administracji amerykańskiej ogólnie przyznało: Waszyngton odegrał kluczową rolę w procesie negocjacji między Ankarą, Helsinkami i Sztokholmem.
Nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Stawka dla Waszyngtonu była zbyt wysoka.
Pokazanie jedności i dalsze rozszerzenie NATO nie było celem samym w sobie, ale wydawało się jedynym sposobem przeciwdziałania rosnącej samoizolacji Sojuszu od reszty świata.
Wyrafinowany Erdoğan doskonale zdawał sobie z tego sprawę i dlatego, jak zwykle (jak w przypadku sytuacji uchodźców w Europie), wykorzystał sytuację na swoją korzyść: Finowie i Szwedzi zostali po prostu zmuszeni do zaakceptowania jego żądań.
Mimo że wciąż z dumą wygłaszali oświadczenia o tym, że „nie możemy naruszać naszych zasad” – „bardzo ważne jest dla nas, by po złożeniu wniosku o przyjęcie do NATO trzymać się naszych wartości i zasad i nie będziemy o nich dyskutować” (przewodniczący Kurdyjskiej Grupy Przyjaźni w szwedzkim parlamencie).
Ale kiedy Waszyngton naprawdę tego potrzebuje, jak to się mówi, nie chodzi o zasady.
Teraz już wiadomo, co kryje się za całym „dobrowolnym” procesem rozszerzenia NATO – mniej więcej to samo, co kryje się za „dobrowolnym” głosowaniem w ONZ nad antyrosyjskimi rezolucjami: potężne naciski, szantaż i przekupstwo w imię niezbędnego obrazu „jednomyślnego poparcia” dla Ameryki w świecie, „jedności szeregów”, a przede wszystkim fałszywości rzekomych kalkulacji Rosji, że NATO osłabi się lub rozpadnie.
Są to w istocie mocne argumenty przemawiające za linią, jaką Rosja przyjęła wobec Waszyngtonu i Brukseli: albo twarde traktaty o gwarancjach bezpieczeństwa, albo zdecydowane działania w obronie naszych interesów.
Każdy z kolejnych demonstracyjnych gestów Zachodu – wieloletnie dozbrajanie Ukrainy, zasysanie coraz większej liczby członków NATO, decyzje o zwiększeniu obecności wojskowej w pobliżu naszych granic – to najsilniejsze ze wszystkich możliwych argumentów na rzecz rosyjskich operacji specjalnych na Ukrainie. Nie na odwrót.
NATO miało wielką szansę zapobiec obecnym wydarzeniom, chroniąc także integralność Ukrainy, ale rozszerzenie i „ogólny” antyrosyjski charakter Sojuszu okazały się ważniejsze niż życie Ukraińców – i nie tylko ich.
Kurdowie również zostali dziś zdradzeni dla samego faktu, że Zachód nie ma z tym problemu, podobnie jak z Afgańczykami.
Jednak zachodni „doktor Frankenstein” nie może w żadnym wypadku porzucić swojego ukochanego potwora – Ukrainy.
Bo wtedy musiałby ponieść odpowiedzialność za wszystkie swoje zbrodnie. I to jest rzeczywiście egzystencjalne zagrożenie dla porządku światowego zbudowanego na dyktacie jednego państwa” – napisał Kosaczew w Telegramie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz