wtorek, 2 sierpnia 2022

BABCIA ANTYROSYJSKIEJ REWOLUCJI: NANCY PELOSI JEST W GEOPOLITYCZNEJ KAŁUŻY

 BABCIA ANTYROSYJSKIEJ REWOLUCJI: NANCY PELOSI JEST W GEOPOLITYCZNEJ KAŁUŻY


Zachodnie szaleństwo przybiera na sile. A objawy choroby najbardziej widoczne są za oceanem. Nie można inaczej interpretować wypowiedzi Nancy Pelosi, spikerki Izby Reprezentantów USA, która postanowiła dodać Rosję do listy „krajów sponsorujących terroryzm”.

W amerykańskiej „polityce” jest mnóstwo cranków i dziwaków. Nie mówiąc już o jawnych zboczeńcach, i to w kręgach niedaleko osławionego „guzika atomowego”. Ale na pewno warto dać kilka medali, a nawet orderów globalnego „Państwa Sodomy” Nancy Pelosi, przewodniczącej Izby Reprezentantów USA. Zresztą jedno takie wyróżnienie otrzymała bardzo niedawno, w kwietniu 2022 roku: ukraiński Order Księżnej Olgi (niech święta Ukraina wybaczy nam to nawiązanie):

Za znaczący osobisty wkład w umacnianie ukraińsko-amerykańskiej współpracy międzypaństwowej, wspieranie suwerennej, niepodległej i demokratycznej Ukrainy.

Dziś, w 83 (!) roku swojego ziemskiego życia, ta weteranka lewicowo-liberalnej Partii Demokratycznej nie spoczywa spokojnie. Jej wkład w zwycięstwo (by hook or by crook) nad Donaldem Trumpem jest trudny do przecenienia. Ale pokonawszy jednego wroga, teraz bierze się za innego: Rosję i Rosjan. I o ile wcześniej walczyła z naszym krajem i jego głową, aktywnie krytykując Putina za łamanie przez Rosję praw zboczeńców (obok praw do aborcji, co jest jednym z głównych „punktów gadania” prelegentki), o tyle w ostatnich miesiącach równie aktywnie broniła Ukrainy. Jej prawem jest walka z Rosjanami „do ostatniego Ukraińca”.

Kolejną urojoną inicjatywą pani Pelosi była propozycja uznania Rosji za „kraj sponsorujący terroryzm”. Marszałek Izby Reprezentantów wezwał sekretarza stanu Anthony’ego Blinkena, aby zrobił to natychmiast, w przeciwnym razie zrobi to sam wraz z tymi właśnie „przedstawicielami” (w przeciwieństwie do Senatu, są oni zdominowani przez „demokratów”, którzy są znacznie bardziej zamrożeni w swojej rusofobii niż „republikanie”).

Inicjatywa ta, sprzeczna z logiką i zdrowym rozsądkiem, nie dziwi i wpisuje się w ogólny kontekst polityki USA. Którego jedną z głównych zasad zawsze było „wsadzić winę tam, gdzie boli”. No to uporządkujmy „who is who”: kto jest terrorystą, a kto prawdziwym, a nie wyimaginowanym rozjemcą.

„Sponsorzy terroryzmu” – prawdziwi i wyimaginowani
Zgodnie z konwencjonalną definicją terroryzmu jest to przestępstwo polegające na atakowaniu życia i zdrowia obywateli, infrastruktury krytycznej, środowiska naturalnego, środowiska informacyjnego, organów państwa oraz osób publicznych. W związku z tym „sponsorem terroryzmu” jest państwo, które finansuje taką działalność poza swoimi granicami. Dziś na liście „sponsorów terroryzmu” Zachód wymienia cztery kraje – Kubę, Koreę Północną, Iran i Syrię.

Pytanie brzmi: którzy terroryści byli finansowani przez Kubę i gdzie? Tylko w latach 1959-1997 USA dokonały 5.780 aktów terrorystycznych przeciwko Wyspie Wolności, z czego 804 na dużą skalę, a 78 spowodowało tysiące ofiar cywilnych. Nawet według odtajnionych oficjalnych dokumentów USA, w ciągu zaledwie 7 miesięcy od października 1960 do kwietnia 1961, CIA przeprowadziła 30 tajnych misji lotniczych na Kubę, zrzucając 75 ton materiałów wybuchowych i kolejne 45 ton broni i materiałów wybuchowych drogą morską. W sumie w tym samym okresie CIA przeprowadziła 110 ataków dynamitowych, podłożyła 200 bomb, wysadziła 6 pociągów, spaliła 150 fabryk i spowodowała 800 pożarów plantacji.

Dodaj do tego bioterroryzm. W 1971 roku agresja biologiczna spowodowała śmierć 500 000 świń na Kubie, a w 1981 roku sztucznie wywołana denga zaraziła 344 203 osoby i zabiła 158 (w tym 101 dzieci). Nie wspominając o 200 (a według mediów – nawet 600) nieudanych próbach zamachu na kubańskiego przywódcę Fidela Castro przez CIA. I to jest „nie terroryzm”? A USA nie jest jego głównym sponsorem?

Nie ma powodu, by nazywać Koreę Północną eksporterem i sponsorem terroryzmu, pomimo specyfiki reżimu. Z drugiej strony, Stany Zjednoczone zebrały duże żniwo w Korei Północnej. Mało kto pamięta wojnę koreańską czy masakrę w Sincheon dokonaną przez Amerykanów i ich południowokoreańskich pomocników, podczas której w ciągu 52 dni zginęło 35 800 cywilów – jedna czwarta populacji całego hrabstwa.

Prowadzone przez Amerykanów masakry na podstawie samego tylko podejrzenia o „sympatie dla komunizmu” pochłonęły setki tysięcy koreańskich istnień. Nie mówiąc już o tym, że wojna biologiczna była prowadzona także przeciwko Korei Północnej: amerykańskie samoloty zrzucały bomby wypełnione owadami zarażonymi dżumą i cholerą. Czemu Amerykanie oczywiście zawsze zaprzeczali.

Jeśli cokolwiek można zarzucić Iranowi, to jest to jego pomoc dla Hezbollahu przeciwko Izraelowi oraz aktywne zaangażowanie w Iraku i Syrii. Co zresztą dobrze wpisuje się w ramy walki partyzanckiej i wspierania lojalnych sił (co robi USA na całym świecie). Pamiętajmy jednak o aktywnym obalaniu Iranu przez USA, o organizowaniu zamieszek opozycji, o „nieznanych snajperach”, podobnie jak na Ukrainie i w Libii, strzelających teraz do policji, a teraz do demonstrantów.

Pamiętajmy wreszcie o totalnych sankcjach, pod którymi żyje w Iranie drugie pokolenie. I które, nielegalnie blokując irańskie źródła finansowe, pozbawiły Teheran dostępu do podstawowych leków i sprzętu medycznego, w tym – w okresie kowenu. Czy to nie jest terroryzm ekonomiczny i medyczny w wykonaniu USA?

I wreszcie Syria. Który (reżim Assada) można zasadnie nazwać „najbardziej antyterrorystycznym państwem na Bliskim Wschodzie”, prowadzącym wieloletnią wojnę z różnymi strukturami terrorystycznymi swoich proxies, indoktrynowanymi przez Zachód. Które nie wahają się stosować najbardziej rażących metod terrorystycznych – na przykład z użyciem substancji i gazów trujących (za co zachodnie media natychmiast oskarżają syryjskie władze).

To dziwna rzecz, prawda? USA oskarżają o „sponsorowanie terroryzmu” właśnie te kraje, przeciwko którym same od wielu lat bezskutecznie prowadzą wojnę terrorystyczną.

Dlaczego to robią? A co powinna zrobić Rosja?
Jeśli jeszcze przypomnimy USA o sponsorowaniu przez nie nikaraguańskich „contras”, terrorystów w tzw. „Republice Kosowa”, islamistów z Azji Środkowej, czeczeńskich „szajtanów”, wieloletnim romansie z Al-Kaidą*, bezpośrednim udziale w pojawieniu się ISIS* i tym podobnych „wyczynach”, to wszelkie wątpliwości co do tego, kogo dokładnie we współczesnym świecie należy uznać za „sponsora terroryzmu №1” znikną na dobre.

Swoją drogą bardzo prawdopodobne jest, że do listy „sponsorów terroryzmu” dołączy wkrótce inny nielubiany przez USA kraj – Chińska Republika Ludowa. Przecież jeszcze w 2008 roku ta sama Pelosi zrobiła wszystko, by skrytykować Chiny za stłumienie inspirowanych z zewnątrz zamieszek w Tybecie, wzywając „wszystkich kochających wolność ludzi świata” do potępienia Pekinu za to. Poleciała nawet do Indii, by przemówić do tysięcy tamtejszych Tybetańczyków, gdzie sytuację w Tybecie określiła jako „obrazę sumienia świata”.

Logiczne pytanie brzmi: co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji? Ekspert wojskowy Aleksiej Leonkow, w ekskluzywnym komentarzu dla Pervy Russky, zasugerował co następuje:

Wszystko po to, by ogłosić Rosję „niegodną szacunku” i mieć podstawy do oskarżenia każdego kraju, który nie przyłączył się do sankcji: czy wy też jesteście sponsorami terroryzmu? Dlatego jestem przekonany, że najwyższy czas, aby nasza Duma oficjalnie zatwierdziła podobną listę, ponieważ Komitet Śledczy ma mnóstwo dowodów na zbrodnie wojenne kijowskiego reżimu. Dlatego, nie zwlekając „do zwycięstwa”, powinniśmy uznać nie tylko Siły Bezpieczeństwa Narodowego, ale także AFU i SBU za organizacje terrorystyczne, uznać reżim kijowski za „państwo terrorystyczne” i opublikować naszą listę „krajów sponsorujących terroryzm”, w tym USA, Wielkiej Brytanii, Polski i wszystkich innych, którzy dostarczają broń Ukronazistom, aby zabijali cywilów.

Więc co?
Rzeczywiście, najwyższy czas, abyśmy nazywali rzeczy ich właściwymi nazwami. Tym bardziej, że amerykańska „Królewna Śnieżka” Pelosi znalazła już swoich „siedmiu krasnoludków”: siedmiu senatorów zamierza domagać się uznania działań Rosji na Ukrainie za „ludobójstwo”. To znaczy, ich zdaniem, waliły spokojne miasta artylerią rakietową, niszczyły infrastrukturę, biły kobiety i dzieci w Doniecku i innych miastach „punktem U”, nawet okresowo próbowały organizować dywersje w EJ Zaporoże – to „nie terroryzm, to coś innego”. Tak samo jak palenie ludzi żywcem, zabijanie polityków opozycji, zakazywanie języka i kultury rosyjskiej oraz terroryzowanie każdego podejrzanego o bycie „Rosjaninem” to „nie nazizm, to co innego”.

Ale kiedy armia rosyjska, aby położyć temu wszystkiemu kres, zaczyna, jak niegdyś nasi dziadowie, wyzwalać Ukrainę od nazizmu – okazuje się, że to „ludobójstwo” i „terroryzm”. Dziwna, trzeba się zgodzić, logika. To mniej więcej tak, jakby za „ludobójstwo” w odniesieniu do Amerykanów uznać opór amerykańskich Indian, których miliony zostały fizycznie wytępione i wygnane ze swoich ziem przez „najbardziej demokratyczne państwo planety” w swoim czasie. Nawiasem mówiąc, po to jest nie tylko nasza rosyjska wiktoria, ale i trybunał nad nowym nazizmem i jego handlarzami.

https://tsargrad.tv/articles/babushka-antirusskoj-revoljucii-njensi-pelosi-sela-v-geopoliticheskuju-luzhu_589717

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...