środa, 19 października 2022

Człowiek kontra Bóg w liturgii

 

Człowiek kontra Bóg w liturgii


Ruch liturgiczny, głównie pod wpływem Jungmanna, uczynił z liturgii pole bitwy, na którym toczy się rywalizacja między Bogiem a człowiekiem o to, komu należy się większa chwała. Zwycięzca tej wojny został ujawniony w 1969 roku wraz z wprowadzeniem Mszy Novus Ordo.

Ten nowy rytuał mszy był artefaktem całkowicie stworzonym przez człowieka, którego projektanci chcieli wywyższyć wartości ludzkie, takie jak: („aktywne uczestnictwo”, auto-ekspresja, „dzieło rąk ludzkich”, ofiara ludu itp.) kosztem boskich (Ofiara Chrystusa, przebaczenie grzechów, Rzeczywista Obecność).

Św. Jan Chrzciciel: Chrystus ma róść, a ja się umniejszać.

To ujawnia dwa godne uwagi aspekty myślenia reformatorów, którzy stworzyli Nową Mszę. Nie wzięli oni sobie do serca słów św. Jana Chrzciciela: „On [Chrystus]ma róść, a ja się umniejszać „. (J 3,30) Wykazywali fundamentalny niesmak, a nawet wstręt wobec świętej, autorytatywnej natury tradycji liturgicznej.

Wynikająca z tego rewolucja w liturgii, jak można się było spodziewać, przyniosła zauważalne efekty w postaci sekularyzacji Kościoła katolickiego. Dokonała się ona poprzez wywrócenie wewnętrznego porządku w duszach tych, których duchowość kształtowała się w tradycyjnych obrzędach. Stracili oni przez to poczucie nadprzyrodzoności, które podtrzymywali w sobie ich poprzednicy w wierze.

Dowody na to, że to ludzie, a nie Bóg, są centrum liturgii są wokół nas. Jest faktem niezaprzeczalnym, że, ogólnie rzecz biorąc, współcześni katolicy rutynowo rozmawiają i śmieją się głośno w kościele; nie klękają już przed tabernakulum, a zwyczaj nawiedzania kościoła w celu modlitwy przed Najświętszym Sakramentem popadł w zapomnienie. Ignorują Pana Jezusa obecnego w tabernakulum, woląc zamiast tego pozdrawiać się wzajemnie. Nie mają żadnych zahamowań w posługiwaniu się świętymi naczyniami, nawet konsekrowanymi hostiami, ani w paradowaniu po sanktuarium podczas Mszy Świętej. Nie krępuje ich już swobodny i nieskromny strój w kościele. Wszystko to, i wiele więcej pojawiło się nie z inicjatywy świeckich, ale za zgodą i przy zachęcie .duchowieństwa.

Sianie kąkolu

Powiedziane jest, że „Uczynił to nieprzyjaciel…gdy ludzie spali” (Mt 13, 24-30). Dopiero gdy „źdźbło wyrosło i wydało owoc” w Novus Ordo, stało się jasne, że tradycyjna wiara została przesiana przez „nowe rozumienie” Mszy. Wyjątkowa cześć należna Bogu została praktycznie wymazana ze scenariusza, a jej miejsce zostało uzurpowane przez człowieka, który miał być w centrum uwagi i którego udział został uznany za niezbędny w liturgii.

Kto zasiał ten antropomorficzny kąkol na pszenicznym polu liturgii? Jungmann, choć miał wielu pomocników i z pewnością nie był pierwszy, to jednak przez samą objętość swoich pism, powinien przejść do historii jako główny popularyzator liturgii skoncentrowanej na człowieku, odartej z tajemnicy, szacunku i czci.

Precz z „alegoryczną” liturgią tradycyjną

Rola Jungmanna w tym procesie desakralizacji nie podlega wątpliwości. W swoim bardzo wpływowym dziele o historii Mszy Świętej, i to pod przykrywką badań historycznych, poświęcił on cały rozdział na szkalowanie średniowiecznej liturgii, którą przedstawił jako skorumpowaną i dekadencką. Wydaje się, że jego prawdziwym celem nie było dokładne przedstawienie danych historycznych zgodnie ze standardem katolickiej prawdy, ale przemycenie własnych z góry przyjętych idei – które wielu liturgistów po prostu przyjęło bez zastanowienia.

Głównym celem ataków Jungmanna była tak zwana „alegoryczna metoda” interpretacji liturgicznej (1), która była praktykowana od początku Kościoła, przekazywana przez Ojców Kościoła, Świętych i Doktorów, i do dziś żyje wśród tych, którzy są wierni Tradycji katolickiej. Mówiąc wprost, nie była ona tylko środkiem wyjaśnienia tego, co działo się w liturgii. Była ona hermeneutycznym narzędziem rozeznania, pomagającym katolikom sprzed Soboru Watykańskiego II uchwycić coś z wewnętrznego, duchowego znaczenia liturgii, natchnionej przez Ducha Świętego. Przypominała, że ceremonie i obrzędy są przepojone świętym charakterem – ponieważ stają się święte poprzez konsekrowane użycie. Jak to wyraził w XIX wieku O. Francis Gasquet (późniejszy kardynał):

„Katolik, który widzi w żywej liturgii Kościoła rzymskiego, zasadnicze formy, które pozostają nadal tym, czym były 1200, a może prawie 1400 lat temu, nie może nie odczuwać osobistej miłości do tych świętych obrzędów, które przychodzą do niego z całym autorytetem wieków. Każde niewłaściwe obchodzenie się z takimi formami musi sprawić głęboki ból tym, którzy je znają i stosują. Przychodzą one bowiem do nich od Boga, przez Chrystusa i przez Kościół. Nie miałyby jednak takiej siły przyciągania, gdyby nie były również uświęcone pobożnością tylu pokoleń, które modliły się tymi samymi słowami i znajdowały w nich umocnienie w radości i pociechę w smutku.” (2)

Ale nic w tradycyjnej liturgii, nawet święty Kanon, nie było święte dla Jungmanna i liderów Ruchu Liturgicznego. Dalecy od uznania jej za ujmującą, nie tylko poddali ją „ordynarnemu [tj. szorstkiemu, nieczułemu] traktowaniu” poprzez naruszenie jej godności, ale także wzgardzili pobożnością wiernych, którzy przez wieki z największym oddaniem jej towarzyszyli.

Jeśli chodzi o „alegoryczną” tradycję interpretacji liturgii, która tak dobrze służyła Kościołowi od początku Jego istnienia, Jungmann storpedował ją tuż poniżej linii zanurzenia, subtelnie poddając liturgię analizie, metodą „historyczno-krytyczną”. Metoda ta powstała w epoce „Oświecenia”, które było generalnie wrogie Kościołowi (3), a także w protestanckiej egzegezie biblijnej. W ten sposób on i jego koledzy zerwali hermeneutyczną ciągłość liturgii i odizolowali się od przeszłości Kościoła. Interpretacja „alegoryczna” stanowi bowiem epistemologiczny pomost między starożytnością a współczesnością, umożliwiając wszystkim pokoleniom katolików rozumienie Mszy w tym samym sensie.

Jak działała metoda „alegoryczna”?

Zawsze uznawano, że zewnętrzne cechy – to znaczy słowa, czynności, śpiewy, architektura i wyposażenie – kultu katolickiego zostały ustanowione dla chwały Bożej i podbudowy moralnej wiernych. Sobór Trydencki określił, że ustanowione przez Kościół „widzialne znaki religii i pobożności” podnoszą umysły wiernych „do kontemplacji tych najwznioślejszych rzeczy, które są ukryte w tej Ofierze.” (4)

Ponieważ jednak mamy do czynienia z tajemnicami przekraczającymi możliwości ludzkiego intelektu, potrzebujemy alegorii, które pomogą nam zrozumieć coś z boskich prawd zawartych w liturgii. W odniesieniu do obrzędów liturgicznych, Św. Tomasz z Akwinu wyjaśniał: „rzeczy Boże nie mogą być objawione ludziom inaczej, jak tylko za pomocą zmysłowych podobieństw( similitudes). Te zaś podobieństwa bardziej poruszają duszę, gdy są nie tylko wyrażone słowami, ale także ofiarowane zmysłom.” (5)

Innymi słowy, w tradycyjnej liturgii nie mamy do czynienia wyłącznie z działaniem o charakterze zewnętrznym. Każdy szczegół ceremonii i wystroju wyraża zarówno wyższe, nadprzyrodzone rzeczywistości, jak i wewnętrzne, duchowe życie, aby skierować umysły wiernych na to, co niewidzialne, boskie i wieczne.

Tak to ujął ks. Mikołaj Gihr, tradycjonalistyczny historyk Mszy Św. :

„Kościół otulił celebrację adoracji Ofiary, mistyczną zasłoną, aby napełnić serca i umysły wiernych pobożnym szacunkiem i głęboką czcią oraz zachęcił ich do szczerej, pobożnej kontemplacji i medytacji.” (6)

To właśnie tę „mistyczną zasłonę” Jungmann (a przed nim przywódcy reformacji) (7) chciał zedrzeć jako nic innego jak mityczną zasłonę dymną, przesłaniającą bardziej przyziemną rzeczywistość, którą – zdaniem niektórych – można odkryć jedynie poprzez badanie historyczne. Po zastosowaniu do całego obszaru liturgii, ta metoda krytyki historycznej przenika wszystko to, co święte, wypiera dotychczasową metodę interpretacji i ostatecznie zmienia postrzeganie Wiary.

W następnym artykule podamy przykłady złych owoców metody „historyczno-krytycznej”, jakie ujawniły się w zreformowanej liturgii Pawła VI.

c.d.n.

Dr Carol Byrne
tłum. Sławomir Soja

1. Warto wiedzieć, że słowo „alegoria” pochodzi z połączenia dwóch greckich słów: agoreuo: mówić publicznie na agorze – miejscu zgromadzeń – oraz allos: inny. Termin ten powstał w celu określenia sposobu, w jaki możemy wyjaśnić „inne”, tj. wyższe lub mistyczne znaczenie tekstu lub ceremonii, które nie jest od razu widoczne dla oka lub słyszalne dla ucha.

2. Francis Gasquet i Edmund Bishop, Edward VI and the Book of Common Prayer, London: John Hodles, 1890, s. 183. Pełniąc funkcję przeora opactwa Downside, Gasquet został w 1900 roku wybrany na opata benedyktynów angielskich, a w 1914 roku został kardynałem. Jako członek Papieskiej Komisji do zbadania ważności święceń anglikańskich (1896), wniósł duży wkład w opracowanie bulli Leona XIII Apostolicae Curae, dotyczącej nieważności święceń anglikańskich.

3. W tym okresie odbył się synod w Pistoi, który, co istotne, zaproponował wiele reform liturgicznych, które zapowiadały te z SW II.

4. Sesja 22, rozdział 5.

5. Summa Theologica, II. I, q. 99 a. 3

6. Ks. Mikołaj Gihr, Święta Ofiara dogmatycznie, liturgicznie i ascetycznie objaśniona, Freiburg: Herder, 1902, s. 336.

7. Alegoryczna interpretacja Biblii i liturgii znalazła się w XVI wieku pod silnym atakiem zarówno ze strony humanistów, jak i protestantów. Ich podstawowym zarzutem był autorytet Kościoła katolickiego w dziedzinie egzegezy.

https://www.traditioninaction.org/HotTopics/f112_Dialogue_31.htm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przebudzenie

Marsze Polaków za pokojem – 19 października w  Rzeszowie  , 26 października w  Szczecinie  budzące Polaków z letargu wywołują emocje. Powodu...