Wspomnienie Doktora Chrapka, lekarza medycyny ratunkowej.
Ludzie żyją nie tylko w swojej rodzinie czy pracy. Żyją także w swoich uczynkach, i słowach. Doktor Chrapek żyje w pamięci ludzi, którym uratował życie. Ale żyje także dzięki rozmowom, których już brakuje.
Ostatni przykład wzorowego lekarza w Polsce przed swoją śmiercią zechciał się wypowiedzieć na temat tragicznych skutków Soboru Watykańskiego II w Kościele.
Przeżywał on upadek obyczajów katolickich aż do szpiku kości, zwłaszcza lekceważenie Komunii Świętej.
Natomiast kryzys wiary w Polsce wywołany przez kariery biskupów podporządkowane zmianom tegoż soboru znosił bez znieczulenia, jak operację na otwartym sercu.
Jego najbardziej dramatyczna diagnoza tego stanu rzeczy dotykała przede wszystkim jego samego. A oto Jego słowa, które wydają się być nie do przyjęcia dla nas. Powiedział:
Jeżeli to wszystko (brak Mszy Świętej z powodu zmiany Kanonu Konsekracji, szafarze świeccy i kobiety kapłanki, ekumenizm z demonami pogańskich religii) przyjdzie, nie wytrzymam tego i stracę Wiarę. Boję się, że tej próby nie zniosę.
Bał się tego, i wypowiedział w wigilię swojej śmierci, że gdy zobaczy ten upadek i zniszczenie Kościoła, straci wiarę. Bóg uchronił go od tej ostatecznej dla niego próby i tej jeszcze nocy zabrał go z tego przewrotnego pokolenia fałszywych pasterzy.
Wypowiedź ś.p. Doktora Chrapka nie jest ku śmierci, ale ku życiu, jako diagnoza domagająca się naszego radykalizmu w odniesieniu do niszczycieli kultu Bożego.
Wierny Edward Chrapek na tyle, na ile mógł, wspierał Mszę Świętą Trydencką bez względu na wystraszonych liliputów ducha (księża po Traditionis Custodes).
Gratulujemy kardynałom, biskupom, kapłanom, którzy okazują swoją wyższość i władzę, łamiąc duchowość aniołów dobroci, tym razem lekarza ratownika, Dr. Edwarda Chrapka. Żeby złamać ducha takiego człowieka jak On, trzeba być samym demonem. Jesteście wielcy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz